Jump to content

    • Alexspin
      Ostatnio wszedłem w posiadanie wędziska DRAGON Moderate 305 przeznaczone do lekkiego spinningu. Opis na blanku określa długość 305cm, ciężar wyrzutu 3-15g, moc lekką, akcję med-fast i zalecaną linkę wytrzymałości od 1,36kg do 3,63kg co przekładając na średnicę linek oznacza, iż zalecanymi byłyby żyłki od 0,12mm do 0,16mm i plecionki od 0,02mm do 0,06mm. Oznacza to, że używając linek o większej mocy, możemy narazić wędzisko na uszkodzenie mechaniczne. Stanowi to poważne ograniczenie jeśli chodzi o użytkowość wędziska, gdyż wybierając się na klenie i jazie, do połowu których wędzisko to jest dedykowane, możemy narazić się na przyłów 5-kilogramowego bolenia, nie myśląc nawet o sandaczu lub szczupaku.
      Na szczęście (w nieszczęściu) dystrybutorzy najpopularniejszych linek, w celach marketingowych – delikatnie mówiąc – przesadzają podając teoretyczną, wyśnioną przez nich wytrzymałość i jeśli od cyferek uwidocznionych na etykiecie odejmiemy 1/3 deklarowanej wytrzymałości, w niczym nie przesadzimy. Zatem zupełnie bezpiecznie dla wędziska możemy stosować żyłki 0,20mm i plecionki 0,08mm.
      Moim zdaniem nie będzie też konfabulacją założenie, że DRAGON, dla zabezpieczenia potencjalnych roszczeń reklamacyjnych, poszedł w tej dziedzinie w drugą stronę, zaniżając parametry mocy wędziska również o około 1/3, a więc wędzisko powinno bezpiecznie wytrzymać ataki ryby o ciężarze 5,44kg, zatem zastosowanie żyłki 0,25mm lub plecionki 0,10mm – przy precyzyjnie działającym i dobrze ustawionym hamulcu kołowrotka – nie powinno spowodować katastrofy.
      Wędzisko, mimo swojej znacznej długości, jest niezwykle lekkie – zaledwie 138g – a blank w pobliżu rękojeści ma grubość 11mm, czyli 1,5 grubości standardowego ołówka. Blank „TORAY” Made in Japan wykonany bardzo starannie i estetycznie, równiutko polakierowany w kolorze grafitu i czerni z białymi i srebrnymi, opalizującymi napisami. Równie starannie wykonano czarne omotki Gudebrod ze srebrnymi obramowaniami. Jedynym szpecącym elementem była odklejająca się foliowa nalepka z nadrukiem „Quality Control DRAGON”, co nie najlepiej świadczy o tej kontroli jakości. Uzbrojenie stanowi 10 doskonałych, równiutko zamontowanych przelotek FUJI Alconite K-Series. Uchwyt dzielony z niestety wykruszającego się na krawędziach, ponoć naturalnego portugalskiego korka klasy AAA (Extra Premium) oraz faktycznie najwyższej klasy, bardzo miłej w dotyku pianki EVA. Solidny uchwyt kołowrotka FUJI IPS skręcany od góry, bardzo pewnie i stabilnie mocuje kołowrotek. W siodełku uchwytu wstawka z czarnego plastiku ze srebrnym, opalizującym napisem DRAGON®. Stopka uchwytu zakończona pierścieniem metalowym z nakładką z twardej, dobrze amortyzującej gumy otacza firmowy medalion ze znakiem firmowym.
      Biorąc pod uwagę rybostan z jakim na co dzień możemy się spotkać w naszych wodach „odrybionych” „proekologicznymi” i „prowędkarskimi” działaniami ZG PZW, na pierwsze wędkowanie nowym nabytkiem użyłem kołowrotka z plecionką MIKADO Octa Braid 0,08mm o teoretycznej wytrzymałości 5,15kg na szpuli głównej oraz żyłką DRAGON Light Blue Guide Select 0,20mm o teoretycznej wytrzymałości 5,55kg, na szpuli zapasowej. Próba wędziska miała odbyć się przy użyciu wahadłówek, obrotówek, woblerów i gumek o wadze od 1 do 15 gramów z brzegu Warty w sąsiedztwie przystani turystycznej ograniczonej z obu stron kamiennymi, solidnymi ostrogami tworzącymi piękne warkocze z rwącym nurtem i prądami wstecznymi w klatce pomiędzy nimi. Dno rzeki – jak się później okazało – usiane było licznymi zaczepami w postaci nasiąkniętych konarów, sztachet z płotów zapewne wyrzuconych po wiejskich zabawach, a nawet okazałych kości bydlęcych.
      Próbę rozpocząłem od najlżejszych (1-2g) posiadanych przynęt i niestety okazało się, że rzut zarówno plecionką 0,08, jak i żyłką 0,20 sprawia pewne problemy. Wędzisko nie ładowało się, a rzuty były krótsze niż wykonywane przez towarzyszącą mi słabą kobietkę, identycznymi przynętami, kołowrotkiem i linkami, przy użyciu wędziska JAXON Extera 240cm/3-15g. Dopiero przynęty o ciężarze ponad 4g zaczęły osiągać przyzwoite odległości adekwatne do długości wędziska, a gdy doszedłem do przynęt 15-to gramowych, rzuty osiągały niemal 70m. Oznacza to, że deklarowany ciężar wyrzutu jest nieco zaniżony. Stawia to pod znakiem zapytania skuteczność kuszenia wiosennych kleni najlżejszymi smużakami i pierzakami zmuszając do podawania ich z prądem, aby spłynęły na odpowiednią odległość, a więc będziemy z konieczności ustawieni w miejscu, z którego kleń będzie nas doskonale widział, a podanie kleniowi na głowę „spadającej z drzewa” 1-2 gramowej imitacji owada może się okazać niemożliwe do wykonania.
      Wędzisko doskonale przekazuje do dłoni trzymającej uchwyt pracę przynęty ale dopiero począwszy od ciężaru ponad 4g. Wyczuwalne jest nawet zamiatanie ogonkiem przez twistera, ale dopiero takiego o długości ponad 7cm, więc prowadzenie „paprochów” już nie jest komfortowe, w przeciwieństwie do wyżej wymienionego wędziska JAXON-a. Zapewne jest to wynikiem, iż JAXON to wklejanka, a testowany DRAGON ma tradycyjną szczytówkę. Przy prowadzeniu przynęt 4-10g nie powoduje znaczącego ugięcia szczytówki, czego można się było spodziewać, natomiast przekroczenie granicy 10g ugina już szczytówkę w dość widoczny sposób. Niestety, podczas czterech godzin wędkowania nie udało się zaciąć żadnej ryby, natomiast hol znacznego zaczepu (około 4kg przegniła sztacheta) pokazał dopiero piękny łuk dokładnie odzwierciedlający opis akcji wędziska jako MF. Należy przyznać, że wędzisko na pewno wytrzymałoby hol ryby o ciężarze około 5-6kg, a prawdopodobnie i nieco większej, czego niestety nie da się powiedzieć o wyżej wspomnianym wędzisku JAXON Extera, które złamało się tuż powyżej łączenia przy wyjmowaniu niespełna 3kg kości giczy cielęcej. Ale też zupełnie inne przeznaczenie jest obydwu wędzisk – Moderate to typowe wędzisko kleniowo-jaziowe, natomiast Extera to jedynie okoniówka.
      Reasumując, DRAGON Moderate 305 to wędzisko dobrej klasy specjalistycznej, przystosowane do łowienia kleniojazi, choć mogłoby w lepszy sposób obsługiwać lekkie przynęty. Doświadczenia testu wykazały, że w zasadzie najlepiej stosować przynęty w zakresie 4-10g, a optymalnymi linkami są plecionka opisana jako 0,08mm i żyłka 0,20mm. Stosowanie lżejszych i cięższych przynęt oraz linek o większych średnicach powoduje dość gwałtowny spadek komfortu i bezpieczeństwa łowienia. Natomiast uważam, że nie należy obawiać się przyłowu średnich rozmiarów innych ryb drapieżnych, ze szczególnym wskazaniem boleni, które za cenę niewielkiego spadku komfortu można z niewielkim ryzykiem, pokusić się sprowokować do brania na przynęty o ciężarze zbliżonym nawet do 20g. Byleby nie natrafić na wściekłą ośmiokilogramową lokomotywę, wówczas lepiej poświęcić przynętę i część linki, niż wędzisko za niemal 7 stówek.
      W tym miejscu muszę odnieść się do tego ostatniego „parametru” Moderate, biorąc pod uwagę jego użytkowość, według moich subiektywnych odczuć, cena niestety jest „nieco” zawyżona i adekwatną wydaje się kwota nie wyższa niż 400 zł. Za taką cenę wędzisko byłoby niemal doskonałe, co z pozdrowieniami przedstawiam do przemyślenia dystrybutora.
      Alexspin
      Aleksander J. Twardowski
      Załączone miniatury

    • Jotes
      O historii tej metody i połowach przy jej zastosowaniu z łodzi, napisałem w poprzednim artykule pt: „Angielska metoda odległościowa”. Tym razem, chciałbym przybliżyć nieco połowy z brzegu w głębokim łowisku. Następnym razem, będzie to niewielki i płytki zbiornik wodny, a być może płytkie łowisko na Zalewie Sulejowskim?
      Łowię w Zalewie Sulejowskim, z opaski betonowej, gdzie głębokość wody oscyluje pomiędzy 8, a 10 m – w zależności od odległości, na jaką posyłam swój zestaw. Potrzebuję, zatem solidnego sprzętu i odpowiedniego do tej metody spławika przelotowego, którym jest właśnie Slider. I o ile do połowu z łodzi, mogłem sobie pozwolić na zastosowanie Wagglera, nieprzeznaczonego do łowienia w wodzie o głębokości 6,5 m, o tyle z brzegu, konieczne jest zastosowanie Slidera o odpowiedniej gramaturze.
      Do połowu na tej wodzie, wybrałem odległościówkę Trabucco o długości 3,9 m i cw 8-25 g. Kijek jest lekki, solidny i mocny, o progresywnej akcji, pozwalającej na oddawanie długich i precyzyjnych rzutów. Oraz kołowrotek dedykowany specjalnie do tej metody. W moim przypadku jest nim Rive R-Match 4000. Jest to tegoroczna nowość. Wykonany jest bardzo solidnie i z dbałością o szczegóły. Duża średnica aluminiowej szpuli, pozwala na dalekie i dokładne rzuty zestawem. Wodoszczelny i precyzyjny hamulec, pozwala na skuteczne zacięcie i delikatny hol ryby. Wysokie przełożenie, bo aż 6,0:1, ułatwia szybkie i skuteczne zatopienie żyłki, gdyż na jeden obrót korbki, nawój wynosi 1,15 m.

      Jeśli chodzi o stosowaną przeze mnie żyłkę, to najczęściej stosuję żyłki Dragona z serii X-Treme Match oraz Super Camou, o grubości od 0,16 do 0,18 mm. Są to na moje potrzeby i moim zdaniem bardzo dobre jakościowo żyłki, mocne, a co najważniejsze nie tracą swojej zatapialności. A to akurat najważniejsze cechy, którymi kieruję się przy zakupie.
      Na tak głębokim łowisku, tym razem należy już użyć odpowiedniego spławika, przeznaczonego do takich właśnie połowów. Jest nim oczywiście Slider, montowany w zestawie przelotowo. W zależności od głębokości łowiska i odległości od brzegu, na którą będziemy zarzucać zestaw, stosujemy Slidery o różnej gramaturze. Ja na swoim łowisku posługuję się kilkoma takimi gramaturami i są to: 3+8g, 3+10g, 3+12g, 4+8g, 4+10g i 4+12g. Pierwsza z tych wartości, określa, ile dociążenia wstępnego zamontowano w korpusie Słidera, a druga określa, ile dociążenia należy założyć na żyłkę, by odpowiednio wyważyć cały spławik.
      W swoim wyposażeniu powinno się też mieć wymienne i różnokolorowe atenki do Sliderów/Wagglerów.
      Jak w każdej metodzie i technice, tak i tutaj można zmontować zestaw na kilka różnych sposobów i odmian. Ja montuję swój zestaw przy użyciu własnej roboty ciężarka z rurką antysplątaniową, czyli łowię belgijską odmianą odległościówki. Moje ciężarki to przeróbka kupnych ciężarków w kształcie łezki. Taki ciężarek rozwiercam odpowiedniej średnicy wiertłem, w otwór wkładam rurkę od preparatu WD-40 na ok. 3-4 mm od jej końca i wklejam Super Glue. Oczywiście nie bez znaczenia jest tutaj odpowiednie nałożenie ciężarka – grubszą średnicą w kierunku krótkiego końca rurki (odwrócona łezka). Ja akurat zastosowałem rurki od WD-40, gdyż po puszczeniu Vici do kolegów, nazbierało mi się ich sporo, ale zdecydowanie lepsza jest rurka od patyczków do uszu. Ta z patyczków ma mniejszą średnicę zewnętrzną i jest „akuratnej” długości. Wiem, wiem! Wszystkich czytelników nurtuje teraz pytanie: A po kiego licha taki ciężarek i to jeszcze montowany na jakiejś rurce? Jak już wspomniałem w opisie swojego ciężarka, ma on stanowić element zestawu, który zapobiega splątaniom podczas zarzucania. W tym właśnie miejscu, należy zwrócić pilną uwagę na sam sposób montażu naszego zestawu ze Sliderem. A zatem, opiszę każdą czynność i każdy element z osobna, poczynając od samej góry: a).   stoper żyłkowy – wiążę dwa stoperki, jeden przy drugim, z żyłki 0,16mm. Po zaciągnięciu każdego z nich – oczywiście na mokro/na ślinę! – odcinam nadmiar żyłki, pozostawiając jednak końcówki o długości 1,5 cm. Robię tak po to, by przelatujący w trakcie rzutu, przez przelotki stoper, łagodnie przez nie przechodził, co ułatwia ten elastyczny przecież koniec żyłki. Takie końcówki nie zaburzają też niczego na szpuli kołowrotka, żyłka przy zarzucaniu zestawu, bez oporu schodzi ze szpuli. b. przelotowy systemik do przypinania Slidera – w tym względzie jestem tradycjonalistą i nadal stosuję taki systemik.
      *Ciekawostka - w przypadku Cralusso, mamy do czynienia z uniwersalnym systemikiem, który można stosować stacjonarnie montując na żyłce, ale też przelotowo. Cenowo jednak silnie odbiega od pozostałych, ale jest tego wart. Nie zakładam pod stoperem koralika oraz Slidera bezpośrednio na żyłkę główną. Tak już się przyzwyczaiłem i tak już u mnie pozostanie. Lubię wygodę w przepinaniu spławików. c). Slider – co prawda spławik przypinam dopiero na łowisku, ale i jemu wypada poświęcić choć kilka linijek tekstu. Na fotografii pokazuję, co należy zrobić z każdym Wagglerem i Sliderem z wkręcanym trzpieniem lub nakrętką. Jak widać, ja do każdego z nich, dokładam mikroskopijnej wręcz wielkości, gumowy oring. A robię to po to, żeby podczas połowu nie rozkręcał się i żebym nie musiał tracić tak kosztownych zabawek. Dociśnięty nakrętką lub trzpieniem oring rozpłaszcza się i zapobiega rozkręcaniu.
      d). ciężarek z rurką antysplątaniową – ten ciężarek, stanowiący 80-90 % całości dociążenia Slidera, nawlekam na żyłkę główną bezpośrednio pod Sliderem, zakładając go ciężarkiem do góry (w kierunku Slidera) i dłuższym końcem rurki do dołu (w kierunku przyponu) .
      Robię tak po to, aby rurka antysplątaniowa spełniała swoją rolę. Po wykonaniu rzutu, ciężarek w locie ustawia się grubszą częścią korpusu do przodu (z racji większego ciężaru, odwróconej łezki!) , ciągnąc za sobą rurkę, przypon antysplątaniowy i przypon z haczykiem. Jednak, należy jeszcze i ten ciężarek (przelotowy przecież) , zastopować, by podczas lotu zestawu, nie przesuwał się po żyłce głównej. Do tego celu stosuję najzwyklejszy w świecie amortyzator gumowy do montażu w topie tyczki wędkarskiej. Przez otwór rurki przekładam od dołu podwójnie złożony kawałek żyłki np. 0,16 mm, przekładam przez pętlę amortyzator i wciągam go podwójnie w środek rurki. Następnie odcinam koniec amortyzatora i osiągam taki skutek, że żyłka główna ciasno przechodzi przez rurkę i ciężarek nie „biega” po niej podczas lotu zestawu.
      W swoim opisie, podałem sposób na zastosowanie „odwróconej łezki” , gdyż ja akurat posiadam zapas tych właśnie ciężarków, zakupiony znacznie wcześniej. Niech się, zatem nie marnują. Lepszym jednak rozwiązaniem, byłoby zastosowanie kulek ołowianych. Wciąganie amortyzatora w rurkę można również zastąpić mniej skomplikowanym sposobem zastopowania ciężarka zaciskając powyżej małą śrucinę. Po nawleczeniu ciężarka z rurką i wciągnięciu w nią stopera z amortyzatora, do końca żyłki głównej dowiązuję krętlik nr 20-22. e). przypon antysplątaniowy – do zakończenia żyłki głównej, czyli wspomnianego już krętlika, dowiązuję odcinek fluorocarbonu 0,28 mm, o długości 1 m. Ten przypon ma spełniać wraz z ciężarkiem z rurką, rolę przyponu antysplątaniowego, gdyż zastosowanie w tym miejscu cienkiej żyłki głównej, powoduje, że ma ona tendencję do okręcania się wokół anteny spławika, a to z kolei jest główną przyczyną wszystkich splątań naszych zestawów. Fluorocarbon z racji swojej sztywności, nie okręca się wokół antenki. Nie muszę więc tracić cennego czasu i nerwów, na rozplątywanie zestawu.
      Ponadto, zawiązany w tym miejscu krętlik, spełnia rolę stopera, zapobiegającego przesuwaniu się w dół ciężarka i spławika. Fluorocarbon zapobiega też skutkom zgniatania i osłabiania po zaciśnięciu śrucin doważających zestaw i śruciny sygnalizacyjnej. Do wolnego końca fluorocarbonu, wiążę drugi krętlik nr 20-22, na który dopiero zakładam przypon z haczykiem.
      Swoje zestawy montuję na spokojnie w domu, pozostawiając jedynie precyzyjne doważenie spławika już nad wodą. Zmontowane kije spinam rzepami i przewożę w wielokomorowym pokrowcu. Po przyjeździe na łowisko, rozpoczynam od wyboru miejsca połowu i zorganizowania sobie wygodnego stanowiska. A ponieważ łowić będę z opaski betonowej o dużym kącie nachylenia względem wody, podest montuję na samej górze opaski, poziomuję, wiążę linkę do barierki ochronnej, a następnie ustawiam przy samej wodzie i już na gotowo zabezpieczam linką, przed „wjechaniem rydwanem” do wody.
      Na platformie po prawej stronie, stawiam miskę z zanętą, pojemnik z przygotowanymi do strzelania procą kulami zanęty, dwie proce i pojemniczek z robakami. Na lewej platformie, ustawiam wiaderko z wodą, do mycia rąk po zanęcie, wypychacz do haczyków, nożyczki, szczypce do zaciskania śrucin, marker do znaczenia odległości połowu/nęcenia i podbierak na długiej tyczce. Na tej platformie, kładę też przymiar do mierzenia ryb. Bardzo przydatna rzecz, by uniknąć wstydu, gdy niewymiarowa rybka „przypadkiem wpadnie” nam do siatki.
      Wszystkie niezbędne akcesoria, mam więc pod ręką, a wszelkie drobne akcesoria w szufladkach podestu i w kasetach pod siedzeniem. Pod ręką mam też zawsze ręcznik i picie. Tuż przed zajęciem miejsca na podeście, wrzucam do wody siatkę do przetrzymywania złowionych ryb i wpinam szybkozłączką w podest. Dopiero po zorganizowaniu sobie stanowiska, rozkładam już na siedząco wędkę, wyważam na gotowo spławik, wygruntowuję łowisko… No właśnie – gruntowanie łowiska! Do tej czynności opuszczam wszystkie śruciny, przed ich zaciśnięciem na full, do samego przyponu z haczykiem. Dokładam jeszcze jedną śrucinę – zazwyczaj ok. 1 g - i zaczynam gruntowanie, stopniowo przesuwając stoperki. Po dokładnym wygruntowaniu łowiska, we wcześniej obranym punkcie, zaznaczam na żyłce markerem odległość, a tak wyruntowany zestaw pozostawiam w wodzie i zaczynam nęcić, strzelając zanętą z procy. Wcześniej przygotowane kule, wielkości małej pomarańczy lub duuużej mandarynki, posyłam wokół spławika, jednocześnie rozciągając je lekko w kierunku, w którym prądy mogą mi znosić zestaw. Do tego celu używam procy Drennan, na średnie odległości zieloną, na dalsze czerwoną.
      Dopiero po tych wszystkich czynnościach, mogę przystąpić do właściwego połowu ryb. Zdejmuję już śrucinę przeważającą zestaw do gruntowania, rozstawiam śruciny wyważające spławik i zaciskam je szczypcami. Swój zestaw zarzucam ok. 10-15 m poza strefę nęcenia, zanurzam szczytówkę kija, na ile pozwala mi głębokość wody w pobliżu mojego stanowiska i zatapiam żyłkę główną, wykonując dwa do trzech szybkich obrotów korbką kołowrotka. Następnie szybciutko wykonuję zacięcie w bok, by środkowy odcinek pomiędzy spławikiem, a wędziskiem schować pod wodę. Teraz dopiero dociągam zestaw do znaczka markerem na żyłce i zaczynam obserwować zachowania spławika.
      A te potrafią być przeróżne, od nie cackania się, czyli gwałtownego zatopienia, poprzez kucanie o 1 cm w górę lub w dół, aż do zabawy i wykładania/podnoszenia części lub całej atenki nad wodę. W miarę upływu czasu, łowisko należy donęcić kilkoma kulami zanęty, ale tym razem już zdecydowanie mniejszymi, które nie spłoszą żerujących ryb. Do tego celu i do mniejszych kul – wielkości małej mandarynki – służy mi też inna zupełnie proca (Middy) z mniejszym koszyczkiem.
      W zależności od sytuacji, czyli intensywności brań, donęcam raz na 15-30 min, strzelając od 3-5 kul znętowych z robakami (pinka) . Celem moich połowów są głównie leszcze, duuuże leszcze, których nie brakuje w Zalewie Sulejowskim. Jednak cieszy mnie każdy ruch spławika i każda złowiona ryba.
      Jeśli chodzi o zanęty, to nie cuduję i stosuję wyłącznie kupne. Jedna z nich widoczna na zdjęciu z przymiarem. Do nich dopiero dodaję jakieś dodatki, np. kukurydzę konserwową, makaron kolanka, melasa, klej i oczywiście robactwo, czyli pinkę. Aż tak bardzo mi nie zależy na nałowieniu niezliczonych ilości, więc nie przemęczam się i nie kombinuję z własnymi mieszankami. Zanętę moczę jeszcze w domu. Do około 1 litra wody mineralnej (nie gazowanej) , wlewam dawkę melasy, dokładnie mieszam, następnie stopniowo dolewam do przygotowanej (na oko) mieszanki zanęt. W miarę dodawania wody z melasą, całość mieszam mieszadłem wkręconym w wkrętarkę. Takie dokładne mieszanie mieszadłem powoduje, że już nie muszę przesiewać zanęty przez sito – jak dla mnie i na moje potrzeby jest OK. Namoczoną zanętę odstawiam na bok i zanim dobrze napije się wody, zaczynam już przesiewać przez sito, glinę rozpraszającą. Potem łączę obydwie porcje, dodaję kukurydzę (razem z tym słodkim wywarem!) , makaron (większe kąski tylko dla leszczy) i dokładnie mieszam ponownie, wkrętarką. Tak przygotowaną wstępnie zanętę zamykam pokrywą i dopiero wyjeżdżam na ryby. Pinkę dodaję już na łowisku i również mieszam. Na łowisku już też, dzielę zanętę na dwie części. W zależności od czasu, jaki planuję spędzić nad wodą, na pół, lub tylko 1/3 porcji odkładam i dodaję do niej klej (Bentonit) . Z tej właśnie mniejszej części ugniatam kule do strzelania i odkładam w osobny pojemnik. Tak sklejona zanęta ma pracować przez dłuższy czas, utrzymując ryby w zanęcie. Należy więc nimi nęcić strzelając je wszystkie przed rozpoczęciem połowu. Naturalnie przed rozpoczęciem połowu należy też wystrzelić kule niedoklejane Bentonitem, by te zaczęły pracować, natychmiast wabiąc ryby w łowisko. Na haczyk zakładam białe robaki, lub dowolnie z zanęty: przetarta pinka, kukurydza, albo kanapki. Efekty połowu, nie zawsze mnie zadowalają ("taki mamy klimat") , ale oby spławik znikał z pola widzenia. Czasem będzie to jakaś drobnica, czasem kilka, kilkanaście leszczy, a czasem mieszanina drobnicy z leszczami. I czasem trafi się jakiś ładny okaz lechona, a mój dotychczasowy miał 63 cm. Cóż, przyjdzie dzień, a poprzeczka się przesunie – trzeba tylko wierzyć… I to by było na tyle.


      A cóż to? Zmiana barw? Oficjalny trening przed zawodami międzynarodowymi?
      Sza! O tym w kolejnym odcinku, który jest w planach.

    • wind
      Od wiosny spotykamy się od czasu do czasu aby się zintegrować i porywalizować w przyjacielskiej atmosferze. Dziś miały miejsce ostatnie w tegorocznej serii zawody o Puchar ForumWedkarskie.pl. Niestety, za oknem listopad, pogoda nie sprzyja wędkowaniu, pewnie dlatego spotkaliśmy się we trzech, Jonasz, Paweł i ja, czyli trzech tenorów forumowego spławika . Dziś miało się rozstrzygnąć, kto przytuli pamiątkowy puchar i trochę drobiazgów każdemu wędkarzowi przydatnych.
      Rywalizację zaczęliśmy o 8.00 w deszczu i na nieprzyjemnym wietrze.


      Rybki początkowo brały niemrawo, prym wiodła tzw. sieczka czyli bardzo drobny leszczyk, krąpik i płotka. Od czasu do czasu na haczyku pojawiały się nieco większe leszczyki i krąpie.
      W pewnej chwili Paweł "coś" zaciął i rybka zaczęła kręcić na boki i pod brzegiem.

      Z Jonaszem obstawialiśmy lina i nasze zdziewienie było ogromne gdy po kilku minutach zobaczyliśmy ... szczupaka!!! i to dość zacnych rozmiarów.

      Tylko dzięki naszemu dopingowi i ogromowi "dobrych rad" Paweł szczęśliwie podebrał rybę i zakończył hol sukcesem. Nie ma to jak koledzy .


      Tym sposobem przypieczętował swój sukces w dzisiejszych zawodach i całym cyklu. Jonasz pokazał nam, że przygotowanie zawodnicze "robi różnicę", wyniki Pawła i moje były bardzo podobne ( nie licząc oczywiście zębatego ) a nasz zawodnik nas zdeklasował. Ale nic to, mamy zimę na podciągnięcie umiejętności .

      Po wszystkim był czas na pogaduchy, podglądanie sprzętu i zwyczajowe pociąganie za język.
      Zwycięzcą całego cyklu został oczywiście Paweł, udział w 3 z 4 zawodów, trzy wygrane i odpowiedni mentor , to robi swoje .

      Dziękuję wszystkim uczestnikom naszej zabawy za udział, pomoc w organizacji i stworzenie przyjacielskiej atmosfery. Zawsze twierdziłem, że liczy się jakość i charakter uczestników niż ich ilość. Tegoroczne spotkania tylko utwierdzają mnie w przekonaniu.
      Specjalne podziękowania do kolegów: @grzybka za przekazanie pamiątkowych pucharów i @Jotesa za dorzucenie do puli nagrody rzeczowej.
      Mam nadzieję, że w przyszłym roku znów dane nam będzie się spotykać i wspólnie powędkować.


    • wind

      Kanał Śledziowy.

      By wind, in Łowiska,

      W ostatnim wpisie zapraszałem nad kanał Piaskowy. Dziś ruszymy ciut dalej, jakieś 200m w kierunku Trzcińska znajdziemy bliźniaczy kanał, oficjalnie nazywany Śledziowym a przez miejscowych i wędkarzy Cedrowskim. Ta pierwsza nazwa pochodzi zapewne od stojącej na jego brzegiem w Trzcińsku w XIX w. Karczmy Śledziowej. Warto wspomnieć, że wówczas ta karczma pełniła również funkcję strażnicy powodziowej. Podobnie jak Piaskowy połączenie z Martwą Wisłą kanał uzyskał po uruchomieniu przekopu Wisły i jest zaopatrzony we wrota przeciwpowodziowe.Podobnie jak w przypadku Piaskowego pierwsza prosta to efekt pracy meliorantów czyli równe jak spod linijki brzegi oraz stała szerokość i głębokość. Za to już po 300-400m kanał robi się ciekawszy, bardziej urozmaicona linia brzegowa i rzeźba dna. 
      Podobnie jak w przypadku Piaskowego pierwsza prosta to efekt pracy meliorantów czyli równe jak spod linijki brzegi oraz stała szerokość i głębokość. Za to już po 300-400m kanał robi się ciekawszy, bardziej urozmaicona linia brzegowa i rzeźba dna.


      Brzegi są mocno porośnięte trzciną, na wschodnim brzegu jest bardzo mało miejscówek za to zachodni jest zadbany z powodu rozgrywania na nim wielu zawodów kołowych, GP okręgu, olimpiady młodzieżowej. Równe stanowiska, miejsce na zaparkowanie aut i zorganizowanie zbiórek zawodników to niewątpliwe zalety dalszego odcinka kanału, oddalonego od Trzcińska o o ponad kilometr w kierunku Cedr.


      Jeszcze dalej kanał robi się coraz węższy i płytszy.
      Do tej pory udało mi się spenetrować okolice połączenia z kanałem Gołębim łączącym Piaskowy ze Śledziowym. Oba kanały są również bardzo podobne pod względem rybostanu, gatunkowo i wielkościowo. Z moich obserwacji wynika, że wiosna szybciej niż na Piaskowym rusza się tam większa ryba, leszczyki i krąpiki wersji mikro i mini zastępują tzw. dłoniaki.
      Podobnie jest z pozostałymi rybami, można dobrze połowić dorodnej płoci i około kilogramowych leszczyków. Dość często wędkarze łowią liny, zdarzają się okazy medalowe.
      Królują oczywiście metody spławikowe, a ze względu na zamulenie nęcimy równie lekko jak na Piaskowym. Najskuteczniejszą przynętą wydaje się pinka i biały robak, nie widziałem łowiących na czerwone robaki lub kukurydzę, co nie oznacza, że może to być równie skuteczna przynęta. Widać też więcej niż na Piaskowym łowiących na żywca, zapewne jest to skuteczny sposób na miejscowe kaczodzioby.
      Spinningiści połowią głównie szczupaka i bolenia, bliżej Cedr na wąskim i zarośniętym odcinku szukają drapieżnego białorybu, czyli jazi, wzdręg itp.


      Dojechać wygodnie nad kanał można z dwóch stron, od Wiślinki mijając most nad śluzą kanału Piaskowego po niecałych 200m mamy kolejny, nad Śledziowym właśnie. Łatwiej trafić od strony krajowej „7”, w miejscowości Cedry Małe na światłach skręcamy w kierunku Błotnika i Przegaliny, i zaraz za wsią mijamy kanał. Skręcając w lewo dotrzemy do Trzcińska a po drodze możny znaleźć wiele ciekawych stanowisk. Wzdłuż obu brzegów wiedzie wygodna droga z płyt betonowych i jest wiele miejsc do zaparkowania auta.
      Dzierżawcą kanału jest okręg gdański PZW (80-850 Gdańsk, ul. Rajska 2, tel. 58 301-48-86, www.pzw.gda.pl, pzw@ima.pl) .



    • wind
      Na wynik w rywalizacji wędkarskiej składa się wiele czynników. Umiejętności techniczne, znajomość biologii ryb i łowiska, sprzęt, intuicja i przysłowiowy łut szczęścia. W niedzielę 9 sierpnia szczęście dopisało mi aż dwukrotnie a i intuicja nie zawiodła. Ale po kolei.
      Spotkaliśmy się tego dnia aby uczcić pamięć zasłużonego działacza i wieloletniego prezesa koła PZW w Sopocie. Dzisiaj to już właściwie głównie okazja do zmierzenia się z innymi, niewielu z uczestników znało głównego bohatera dnia. Na udział w zawodach zdecydowało się naszych trzech forumowych kolegów, Andrzej vel Grzybek, Marcin znany jako maron07 i Wasz ulubiony  admin w mojej osobie. W sumie startowało siedem pań i ponad trzydziestu panów.
      Wstałem o 5.30 gdy za oknem błyskało i grzmiało, gdy dojechaliśmy na miejsce krótko przed 7.00 burza co prawda minęła ale zaczęło lać . Przemoczyłem się do suchej nitki w kilka minut. Na szczęście jeszcze przed odprawą i losowaniem deszcz ustał, chociaż niebo było szczelnie zaciągnięte ciemnymi chmurami.


      Pierwszy raz los uśmiechnął się do mnie podczas losowania, dostało mi się stanowisko nr ... 1 , to chyba dobrze? Przynajmniej tak wszyscy mówili. Stosunkowo blisko miałem Marcina (6) za to los odrzucił od nas Andrzeja dość daleko, na 26 bodaj stanowisko. Obok miałem sympatyczna panią a dalej "tyczkarza", kolegę z osiedla Roberta. Mogłem również obserwować kolegę z GórekTeam więc towarzystwo naprawdę wyśmienite, było kogo podpatrywać.

      Przed 9.00 byłem gotów i mogłem poszwędać się i pozaglądać w gary konkurentów. Zaczęliśmy o 9.30 i od razu przytrafiła mi się na 7m bata piękna płotka, grubo ponad 20cm. Niestety, niefortunnie wplątałem zestaw w oczka podbieraka i zanim wyplątałem zeszło mi z 20 minut. Wydawało mi się, że to chwila, a straciłem kupę czasu. Potem już na długim kiju nie odnotowałem brania, mimo, że kombinowałem z przynętami, haczykami, gruntem ... Po 1,5 godz bezowocnych prób wreszcie wydobyłem z pokrowca krótkie, 5m wędzisko celem spróbowania podgonienia wyniku uklejkami. Ku mojemu zdziwienia zaczęły mi brać ładne, jak na te łowisko, leszczyki, krąpiki i płotki.

      I tak praktycznie do samego końca, z tym, że im dłużej łowiłem, tym mniejsze te rybki się pojawiały. Z czasem humor mi się poprawiał, wiedziałem ,że nie zejdę na zero i może nawet kilku "zawodników" zostawię w tyle . Widziałem też, że i Marcin pracował więc i on będzie miał coś do wagi. Zagadką pozostawały wyniki Andrzeja, ale wierzyłem, że sobie radzi, jak zwykle z resztą .

      Koniec zawodów przyjąłem z zadowoleniem, rybki w siatce były, pogoda się wyklarowała i wyszło słoneczko. Było miło i przyjemnie.

      Jeszcze zanim komisja z wagą dotarła gruchnęła wieść, że ktoś złowił lina ... 3300 !!! A drugi złamał haczyk!
      Ponieważ miałem pierwsze stanowisko komisja dotarła do mnie jako ostatniego. Potem już tylko pozostał poczęstunek i ogłoszenie wyników. Gdy wreszcie opadł kurz bitewny i nieco ochłonęliśmy po rywalizacji atmosfera przy posiłku zrobiła się miła i przyjacielska.



      Była okazja wymienić się na gorąco swoimi spostrzeżeniami, ocenić taktykę i wyniki. Wszyscy byliśmy zadowoleni i z niepokojem oczekiwaliśmy na wyniki. Pierwsze miejsce dał wynik 8,30, drugi był minimalnie gorszy. Niestety, żaden z nas nie złapał się do premiowanej nagrodami pierwszej szóstki. Okazało się, że Andrzej z wynikiem 1920 zajął 20 miejsce, Marcin ułowił 2250 i zajął 17lokatę, a mnie jako otwierającemu stawkę udało się osiągnąć 4780 i 8 miejsce. Na pocieszenie Andrzej i ja otrzymaliśmy zestawy zawodniczych zanęt i dodatków, to był ten drugi łut szczęścia tego dnia, w kolejnym losowaniu .



      Na koniec należy się małe sprostowanie. Wyniki w liczbach okazały się bardzo wysokie z powodu pomyłki sędziów. Otóż okazało się, że waga pracowała w funtach więc cyfry należy podzielić na więcej niż pół .
      Jako administrator forum chcę serdecznie podziękować kolegom Marcinowi i Andrzejowi, którzy podjęli wyzwanie i poświęcili swój czas i energię aby reprezentować społeczność forum na tak ciekawej imprezie. Również wielkie podziękowania należą się naszemu koledze Jonaszowi, okazał nam wielką pomoc i wsparcie informacjamia i dobrymi radami, dzięki któremu mogliśmy przygotować taktykę.
      Sam jestem bardzo zadowolony z udziału, przebiegu a przede wszystkim osiągniętego wyniku. Obecni byli wędkarze o znanych nazwiskach w pomorskim spławiku, zostawienie wielu z nich za sobą przyniosło osobistą satysfakcję. Być może spotkamy się znów, za rok na XXIII memoriale Romana Banaszkiewicza.
      Część zdjęć umieszczam dzięki uprzejmości @grzybka.

    • wind
      Spotkaliśmy się dziś nad kanałem Śledziowym aby znów porywalizować w przyjacielskiej atmosferze. Tym razem na starcie pojawiło się 5 "szpeców" od spławika: Andrzej, Marcin, Janek, Sebastian i Wasz skromny administrator .Na początek pojawił się poważny problem, kolega, który obiecał odegrać rolę "wagowego" poinformował tuż po godz 6.00, że niestety nie dotrze do nas, choróbsko jakieś wredne go dopadło. Szkoda, ze tak późno i nie było szansy zorganizować zastępstwa w sprzęcie. Postanowiliśmy, że w takiej sytuacji rozstrzygnie najdłuższa ryba. Na szczęście nasz kolega Janek, znany szerzej jako @okno, zaangażował swoja małżonkę i przed końcem rywalizacji waga dotarła na łowisko. Wielkie dzięki i brawa dla Janka .
      Pogoda dopisała, z rana słoneczko, potem się nieco zachmurzyło ale było bardzo ciepło.
       
      Na początek pojawił się poważny problem, kolega, który obiecał odegrać rolę "wagowego" poinformował tuż po godz 6.00, że niestety nie dotrze do nas, choróbsko jakieś wredne go dopadło. Szkoda, ze tak późno i nie było szansy zorganizować zastępstwa w sprzęcie. Postanowiliśmy, że w takiej sytuacji rozstrzygnie najdłuższa ryba. Na szczęście nasz kolega Janek, znany szerzej jako @okno, zaangażował swoja małżonkę i przed końcem rywalizacji waga dotarła na łowisko. Wielkie dzięki i brawa dla Janka .
      Pogoda dopisała, z rana słoneczko, potem się nieco zachmurzyło ale było bardzo ciepło.
      Oto zawodnicy w ferworze walki:
      Andrzej

      Janek

      Marcin

      Sebastian

      Wyniki były bardzo różne, od prawie 4kg Andrzeja do niecałych 500g Sebastiana. Brały głównie krąpiki, było kilka leszczyków i płotek, utrapieniem Andrzeja były ukleje, jednak nie przeszkodziły one w zwycięstwie.
      W sumie do wagi przynieśliśmy prawie 10kg ryb. Najważniejsza jednak była atmosfera spotkania, część z nas, mimo że mieszkamy dość blisko siebie, nie ma okazji do częstszych spotkań. po to również organizujemy Puchar. Następne spotkanie już we wrześniu.


      Do zobaczenia.

    • wind

      Kanał Piaskowy.

      By wind, in Łowiska,

      Chyba każdy wędkarz z Gdańska i okolic zna, łowił lub choćby słyszał o tym łowisku. Za to niewielu zna historię tego miejsca. Pierwsze wzmianki historyczne o systemie trzech kanałów to koniec dziewiętnastego wieku i uruchomienie nowego ujścia Wisły w 1896roku.
      Kanały Piaskowy, Śledziowy i Gołębi, bo o nich mowa, mają za zadanie zapewnić bezpieczeństwo przeciwpowodziowe w dwojaki sposób. Po pierwsze odprowadzają wodę z polderów położonych pomiędzy tymi kanałami, po drugie ujścia Piaskowego i Śledziowego zaopatrzone są we wrota przeciwsztormowe z pompownią sztormową. Mają one zabezpieczyć wspomniane poldery przed tzw. cofką czyli wpychaniu przez wiatr wody z zatoki do Wisły Śmiałej i Martwej. Dziś skupimy się na pierwszym z nich, czyli kanale Piaskowym zwanym również przez wędkarzy Koszwalskim.

      Kanał w początkowym odcinku wygląda typowo, czyli prosty i równej szerokości około 10-12m i głębokości 2,5-3,5m, dopiero po jakiś 200m zmienia się, kształt linii brzegowej robi się nieregularny, dno bardziej nierówne przez co ciekawsze. Jest tam również nieco płycej, na moich miejscówkach to około 2-2,5m. Jeżeli łowimy samotnie to polecam miejscówki na początkowym odcinku, pierwszej prostce „pod drutami”. Jednak jeśli zbierze się tam większe towarzystwo proponuję odpuścić to miejsce ze względu na hałas jaki czyni wielu nęcących na małej przestrzeni. W takich przypadkach wolę zająć stanowisko dalej, na połączeniu z Gołębim lub jeszcze bardziej odległe, na szerokich jakby „rozlanych” odcinkach.
      Jak łowimy?
      Na dnie zalega warstwa mułu co wymusza użycie lekkiej zanęty z ziemią lub gliną rozpraszającą. Do zanęty warto dodać większych kąsków w postaci pinki, jokera, kukurydzy i innych dodatków. Przynęty królują typowo mięsne ale raczej drobne, pinki, ochotka czasem gruby biały robak. Łowcy polujący na grube ryby czasem stosują kukurydzę konserwową. Podstawową przynętą jest jednak pinka i ochotka. Rodzaj przynęty determinuje też wybór haczyka, zwykle używam wielkości w przedziale 14-20 na przyponie 0,10. Zestawy buduję na żyłce 0,14 ze spławikami od 0,75g do 2g. Łowię tam batem 7m i 5m ponieważ czasem ryba żeruje tuż za trzcinami a czasem trzeba jej szukać na środku lub pod przeciwległym brzegiem. Wędkarze łowią tam głównie metodą pełnego zestawu ale czasem spotyka się tyczkarzy. Łowienie z tzw. koszyczkiem czy sprężyną wydaje niezbyt efektywne ze względu na wspomniany wcześniej nanos mułu.
      Ze względu na pierwotna funkcję kanału co jakiś czas wrota śluzy się otwierają i wyrównuje się stan wody z Martwą Wisłą. Powoduje to powstanie okresowego uciągu w obu kierunkach. Zauważyłem, że gdy wierzchnia warstwa wody przesuwa się w kierunku ujścia do MW to przy dnie ten ruch występuje w przeciwnym kierunku. Wydaje się, że pole nęcenia na dnie przesuwa się w górę kanału.
      Co łowimy?
      Rybostan Piaskowego jeść dość bogaty a różne gatunki pojawiają się w trakcie trwania „sezonu”. Jako pierwsze zaraz po zejściu lodu pojawia się drobniutki leszczyk i krąpik, czyli tzw. „sieczka”. Okazy nie przekraczają 10cm i łapczywie atakują praktycznie wszystko, co tylko zmieści im się w pyszczku. Wraz z rosnącą temperaturą wody ryby stają się jakby większe, zaczynają brać tzw. dłoniaki czyli nieduże leszczyki i krąpie. Zwykle w maju na zestawach pojawiają się płocie i wzdręgi, niektóre całkiem słusznych rozmiarów około 30cm i nieco większe. Łowienie tych rybek batem daje mnóstwo frajdy, jest to moja ulubiona ryba na ulubioną metodę.

      Co ciekawe, płotki rzadko maja mniej niż minimalny wymiar czyli 15cm.

      Płocie ostro żerują prze cały maj i początek czerwca ale w końcu ustępują średnim leszczom i krąpiom. Leszcze biorą rzadziej, nie chodzą jak płocie w dużych stadach, na haczykach zachowują się majestatycznie, za to krąpie ostro walczą nie ustępując płociom.

      W tym czasie często zdarza się spotkanie z moim ulubieńcem czyli linem. Z tych osobników, które widziałem, pojawiały się wielkości 40-50cm i masie 1-1,3kg.

      Liny łowi się najczęściej na krótkim dystansie, 3-4m od brzegu.

      W ubiegłym roku udało mi się złowić również okazałego karasia o wadze 80dkg. W najgorętszych letnich miesiącach pojawia się czasem gruba warstwa rzęsy wodnej co skutecznie uniemożliwia wędkowanie. Na szczęście w ubiegłym roku nas to ominęło. Leszcze i krąpie królują aż do jesieni. Gdy pojawiają się pierwsze przymrozki warto wybrać się znów na spotkanie z wyrośniętą płocią i wzdręgą. Łowię te ryby na Piaskowym aż do pierwszego lodu.

      Nie łowię z lodu ale słyszałem, że czasem ktoś się tam pojawia i wierci w poszukiwaniu rybek, jakie są tego efekty niestety nie wiem. Podobnie ze spinningowaniem, sam nie praktykuję ale wiem ,że jest sporo bolenia, łowi się szczupaki i okonie. Te ostatnie często atakują robale ale rzadko zdarzają się ryby wymiarowe. Z gatunków znany ze słyszenia podobno spotyka się też karpie i sumy, to pewnie goście z Martwej Wisły, którzy się tam zapuszczają.
      Jak wspominałem na początku tego tekstu kanał jest bardzo znanym łowiskiem co powoduje, że czasem w weekendy trudno znaleźć wolną ciekawą miejscówkę. Często pomorskie koła wędkarskie a czasem i okręg gdański organizują tam swoje zawody. Niestety, popularność to również pozostawione hałdy śmieci, i to głównie te „nasze”, czyli opakowania po robakach i zanętach. Ważna informacja dla wędkujących, na wszystkich trzech kanałach obowiązuje zakaz łowienia ze środków pływających.
      Dojazd jest prosty. W Przejazdowie skręcamy w drogę nr 501 prowadzącą do Sobieszewa i w Wiślince na światłach skręcamy w prawo. Po około 4km mijamy po lewej stronie charakterystyczną hałdę fosfogipsów i za chwilę jesteśmy na moście przez pierwszy kanał, właśnie Piaskowy. Wygodne miejscówki do wędkowania i zaparkowania znajdziemy na zachodnim brzegu, czyli musimy zjechać na drogę wzdłuż kanału przed mostkiem ze śluzą. Ta droga kończy się szlabanem po kilkuset metrach, jeżeli zdecydujemy się pojechać wschodnim brzegiem możemy tą drogą dotrzeć aż do krajowej drogi nr 7.

      Dzierżawcą kanału jest okręg gdański PZW (80-850 Gdańsk, ul. Rajska 2, tel. 58 301-48-86, www.pzw.gda.pl, pzw@ima.pl) .

    • wind
      16 maja nad kanałem Piaskowym odbyły się pierwsze zawody z cyklu pucharu ForumWedkarskie.pl . Mimo wcześniejszego sporego zainteresowania na starcie pojawiło się 4 zawodników, dwóch Marcinów, Paweł i moja osoba. Roli sędziego i zawracacza gitary podjął się Andrzej, znany jako @grzybek.

      Spotkaliśmy się krótko po godz. 6.00 i pognalismy na szerszą część kanału gdzie dzień wcześniej nieźle połowiłem. Zajęcie stanowisk i przygotowania zajęły nam czas do 7.00.

      Potem zaczeliśmy rywalizację w przyjacielskiej atmosferze. Sędzia dotarł do nas tuż po 7.00 i uiściwszy karę za spóźnienie cukierkami i ciastkami zaczął pełnić swoją rolę obserwatora i przeskadzacza .Chyba łowienie "polsilverów" mu się spodobało, bo jeszcze tego samego dnia zaopatrzył się w odpowiednie wędzisko i w ciągu następnego tygodnia zadeklarował nabycie odpowiednich zezwoleń, tak aby wziąć bardziej czynny udział w następnym spotkaniu.
      Tak łowił Marcin - maron07

      Paweł

      Marcin - marcin887 czaił się w krzaczorach

      i sam autor

      Niektórzy nawet mieli jakieś rybki, mniejsze czy większe, sztuka jest sztuka .


      A rybki były wiele bardziej ospałe niż dzień wcześniej, chłopcy na skrajnych stanowiskach coś tam jeszcze łowili, ale my w środku mieliśmy spore problemy. W końcu zmieniając technikę łowienia ucelowałem w upodobania rybek i pojedyńczo ale systematycznie te zaczęły trafiać do mojej siatki.
      Coś się zaczęło holować.

      Tuż przed godz. 11.00 uzgodniliśmy wspólnie, że dajemy sobie jeszcze godzinę. Wreszcie o 12.00 sędzia zaczął czynić swoją powinność czyli ważył i pisał, a co z tego wynikło?? Okazało się, że mój wcześniejszy trening nie zdał się na wiele, Marcin - @maron07 pokonał mnie o 1dkg!! , drugi Marcin - @marcin887 był za mną, na czwartym miejscu.
      Klasą samą dla siebie był Paweł, który jako jedyny przekroczył granicę 3kg i zostawił nas w tyle. Nie ukrywam, że ostatnie wyniki Pawła napawają mnie osobistą satysfakcją. W dyskusji kończącej spotkanie pojawił się pomysł, aby nie czekać do września na kolejne zawody a zorganizować się jeszcze w czerwcu.
      Mój bat zainteresował kolegów, chyba dlatego, że wygląda jak kradziony z muzeum .




      do zobaczenia .

    • wind
      Pozornie nieciekawe wędkarsko jezioro ma tyle samo wad co i zalet. Ale wystarczy poświęcić trochę czasu na rozpoznanie terenu i zwyczajów tutejszych ryb a wtedy potrafi obdarzyć pięknymi dla oka i wędkarskiego „ego” zdobyczami. 
      Jezioro Wysoka to rynnowe, płytkie i dość mocno zamulone łowisko typu linowo-szczupakowego położone w gminie Szemud w powiecie wejherowskim.
      Głębokość średnia nie przekracza 2 metrów, w najgłębszym miejscu wynosi ona 6 metrów a powierzchnia to niecałe 55 hektarów. Ta właśnie stosunkowo mała głębokość powoduje, że woda szybko się nagrzewa i już od czerwca zamienia się w zielonkawą zupę. Jednak nie przeszkadza to ani rybom ani letnikom. Niewielka odległość od Trójmiasta powoduje, że jest to popularne łowisko wśród pomorskich wędkarzy a w letnie weekendy wypoczywa tu mnóstwo plażowiczów. Najwięcej wędkarzy można spotkać na wschodnim brzegu w okolicach wspomnianej plaży. Można dojechać samochodem do samej wody, z czego wielu skrzętnie korzysta, chociaż nie wszędzie jest to dozwolone. Wędkowanie ułatwia duża ilość pomostów, ale wiele z nich jest w kiepskim stanie technicznym, więc warto zachować ostrożność. Na presję wędkarską składa się również fakt, że wokół jeziora znajduje się wiele domków letniskowych a nad brzegiem widać często rozstawione namioty wędkarzy. Dość powiedzieć, ze w jedno niedzielne przedpołudnie pływając łódką wkoło jeziora naliczyłem dobrze ponad setkę wędkujących.
      Obserwując wędkarzy widać, ze królują bez spławikowe metody gruntowe, ale często można spotkać wędrujących spinningistów. Dominujące gatunki to płoć, a właściwie płotka, jest duża populacja drobnego leszcza, najczęściej łowi się osobniki około kilogramowe i nieco większe. Po znalezieniu odpowiedniego miejsca można systematycznie łowić liny i karasie.


      Za to Wysoka to raj dla karpiarzy lubiących łowić na dzikich łowiskach, które wymagają więcej wiedzy i doświadczenia niż łowienie tych ryb w stawach komercyjnych. A można tu złowić sztuki sięgające swoją wagą 20 kilogramów. Ryby spokojnego żeru łowi się na szeroki wachlarz przynęt. Dominuje biały i czerwony robak, kukurydza konserwowa, parzony makaron oraz wszelkiej maści „kanapki”. Co ciekawe, ryby lubią zmienić swoje upodobania kulinarne w ciągu tygodnia, przynęty skuteczne w jeden weekend w następny są omijane. Nęcić należy raczej „grubo” i długotrwale, najlepsze do tego jest gotowane ziarno kukurydzy, sklepowe mieszanki wabią raczej drobnicę.
      Miejscowe szczupaki rzadko przekraczają wymiar 50 cm a skusić do brania dają się najłatwiej na duże przynęty, woblery i wahadłówki. Dobre wyniki można uzyskać łowiąc na żywca, najłatwiej pozyskać podrywką słonecznicę, której jest tu zatrzęsienie. Kapitalne okonie łowi się tu z lodu, w sezonie 2013/2014 wędkarz z Gdyni zgłosił dwie medalowe sztuki z tego jeziora.

      Mimo tego, że bat to moja ulubiona technika wędkowania ze względu na możliwość spotkania wyrośniętych przedstawicieli miejscowej ichtiofauny preferuję łowienie wędziskiem z kołowrotkiem. Równie często jak z pomostu wędkuję z łódki w miejscu niedostępnym z brzegu, co ułatwia spotkania z płochliwymi gatunkami, jak duże leszcze i liny. Cierpliwość i systematyczne nęcenie to droga do skutecznego wędkowania.

      Informacje praktyczne:
      Dojazd: jadąc drogą z Chwaszczyna do Szemudu w miejscowości Kamień skręcamy w ulicę Letniskową, kierunek Kowalewo. Po przejechaniu około 2,5 km dobrej jakości asfaltową drogą dojedziemy do wspomnianej plaży. Auto można zostawić na pobliskim parkingu, wyznaczone miejsce znajduje się jakieś 100m przed plażą. Chcąc dotrzeć nad samą wodę jedziemy jeszcze jakieś 300 m dalej i skręcamy w ulicę Złotą. Tamtędy dojedziemy do stanicy wędkarskiej opiekuna łowiska, koła nr 48 z Gdyni. Tam można znaleźć miejsce na stanowisko lub nawet rozstawienie namiotu.
      Dla wędkarzy pływających ważna informacja to strefa ciszy, co za tym idzie dozwolone są tylko silniki elektryczne. Niestety, nie ma możliwości wynajęcia łódek na miejscu.
      Dzierżawcą jeziora jest okręg gdański PZW (80-850 Gdańsk, ul. Rajska 2, tel. 58 301-48-86, www.pzw.gda.pl, pzw@ima.pl) .


    • wind
      Witajcie,
      podczas wczorajszego wypadu nad Tugę postanowiliśmy wraz z Pawłem dokonać porównania skuteczności dwóch zanęt ukierunkowanych na wabienie leszczy. Były to zanęty z najniższej półki cenowej w przedziale 6-7zł.
      Ja przygotowałem sobie mieszankę zanęty Traper Leszcz Specjal a Paweł miał zanętę Gut-mixa. Dodatki mieliśmy dokładnie takie same, czyli ziemia Trapera, dodatek mineralny na leszcza, pinka, kukurydza oraz parzona pszenica. Zanęty namaczane były wodą z dodatkiem melasy. Na początku wrzuciliśmy po 6 kul wielkości pomarańczy, potem donęcaliśmy co około 2 godziny gdy brania "zwalniały", zawsze w podobnej ilości podawanej mieszanki. Ostatnie kule powędrowały do wody około 10.30 na godzinę przed zakończeniem wędkowania.

      Dla porównania Marcin, który z nami wędkował tego dnia używał zanęty płociowej niejakiego Jacka Leśniewskiego, do tego pół paczki Lorpio leszcz i ziemia Trapera.
      Ziemia i zanęty zostały przetarte osobno przez sita, następnie wymieszane i uzupełnione wspomnianymi dodatkami.
      Wiaderko Pawła:

      Moje wiaderko:

      Łowiliśmy z Pawłem na jednym stanowisku obok siebie, batami ośmio- i siedmiometrowymi. Używaliśmy takich samych haczyków i takich samych przynęt. Szybciej zaczęła pracować zanęta Gutka, do mojej ryby podeszły po dłuższej chwili. Tak samo w obu przypadkach pierwsza pokazała się ukleja potem płotki, krąpie i leszczyki. U Pawła w siatce znalazło się również kilka wzdręg. Ja miałem podobne wyniki, bez wzdręg niestety, więcej uklejek a płotki Pawła były jakby większe . Za to moja zanęta przyciągnęła największego leszcza.
      Wyniki jakie osiągnęliśmy to 3,25 moje i 3,5kg Pawła. Mieszanka Marcina przyniosła mu 2 kg ryb, z tym, że nasze stanowisko było "wydeptane" więc pewnie regularnie nęcone przez innych wędkarzy.
      Porównując wyniki wydaje się, że Gut-mix i Traper nie tylko kosztują tyle samo ale i podobnie działają, Traper przyciągnął większe ryby a Gut-mix okazał się bardziej wszechstronny, nęcił większe płotki i dodatkowo wzdręgi.
      Dla mnie mimo braku zdecydowanego rozstrzygnięcia najtańszy Traper jest zanętą podstawową w "codziennym" wędkowaniu, na zawody jednak zwykle inwestuję w zanęty z serii Gold Series, może kiedyś skusimy na porównanie tych z wyższej półki cenowej.

    • Jotes
      Kochani Bracia i Siostry, czas najwyższy zrewolucjonizować i usystematyzować odmiany, metody i techniki wędkarskie. I ja spróbuję się z tym zderzyć. Póki co, to nadal tkwimy pod tym względem w głębokiej komunie, gdzie z powodu ograniczeń sprzętowych (głównie) zamknięci byliśmy w przysłowiowej mysiej dziurze, a dzisiaj nikt nie zamierza nawet ruszyć tematu, co dopiero wyjść wreszcie z niej i pójść z duchem czasu. I właśnie z tego powodu jesteśmy nadal daleko za innymi cywilizowanymi krajami. Czemu tak myślę? No, jeśli w XXI wieku w Polsce nadal obowiązuje podział metod i technik wędkarskich rodem z głębokiej komuny, jak w przykładzie poniżej, to nic dziwnego, że jest tak, jak jest, a adwersarz adwersarza w niegrzeczny sposób poprawia przy każdej okazji. Tylko, czy słusznie?
      Temat zapoczątkował Docio w styczniu 2013 roku, a odnowił Kris1313 w styczniu tego roku, jest wciąż na czasie i nie zdążył jeszcze ostygnąć. Warto więc do niego wrócić, cytując i rozważając poniższy przykład, który pierwotnie zaproponował Docio.
      Przykład:
      „Metody połowu są tylko trzy:
      1. Gruntowa - ze spławikiem lub bez
      2. Spinningowa + trolling
      3. Muchowa
      Cała reszta to jedynie techniki”.
      Powyższy przykład nie jest przypadkowy, gdyż dotyczy dyskusji w dwóch tematach na forum wędkarskim i ośmielam się z tym nie zgodzić.
      No tak, ale co w tym podziale takiego dziwnego? Z czym ja mógłbym się nie zgodzić? Ano całe nasze „rzemiosło” już od dawna dzieli się na poszczególne odmiany (odłamy?), a dopiero na metody. I nawet, gdyby spojrzeć od strony sportowej wędkarstwa, ale też nie tylko, to już dawno zostało podzielone na poszczególne odmiany:
      Wędkarstwo spławikowe Wędkarstwo gruntowe Wędkarstwo spinningowe Wędkarstwo muchowe Wędkarstwo podlodowe Najlepszym przykładem takiego oficjalnego już podziału niech będą wszelkiego rodzaju obwieszczenia o zawodach, wyniki zawodów i klasyfikacja np. w GP okręgu/Polski.
      I taki pierwszy lepszy z brzegu przykład:
      1. KLIK
      2. KLIK
      3. KLIK
      Ba! By nie być gołosłownym, poniżej daję inne przykłady, gdzie taki podział obowiązuje nie tylko w sporcie wędkarskim:
      1. KLIK
      2.
      Z powyższych przykładów jasno wynika, że już nie tylko w światowym wędkarstwie, ale również i w polskim takie podziały na ODMIANY obowiązują nie od dziś. I żeby równać do krajów wysoko rozwiniętych pod względem także wędkarskim, musimy wyjść wreszcie z tej naszej mysiej dziury i pójść z duchem czasu.
      A skoro mamy zarysy poszczególnych odmian wędkarstwa, to dopiero te odmiany możemy podzielić na poszczególne metody.
      I tak:
      I odmiana - Wędkarstwo spławikowe
      metoda odległościowa/angielska metoda bolońska metoda zestawu skróconego metoda pełnego zestawu etc II odmiana – Wędkarstwo gruntowe
      metoda ciężkiej gruntówki dennej (rzecznej i jeziorowej) metoda lekkiej gruntówki dennej (jeziorowej) metoda picker i feeder etc III odmiana – Wędkarstwo spinningowe
      metoda klasycznego spinningu metoda castingowa metoda bocznego troka metoda drop shot metoda trollingowa etc IV odmiana – Wędkarstwo muchowe
      metoda suchej muchy metoda mokrej muchy /i tu moja uwaga i zastrzeżenie – osobiście nie znam tej odmiany wędkarstwa, więc nazewnictwo metod może być błędne/
      V odmiana – Wędkarstwo podlodowe
      metoda połowu na mormyszkę metoda połowu na przynęty sztuczne/wertykalne metoda połowu spławikowego etc Dopiero mając już dokonany szczegółowy podział odmian wędkarstwa na poszczególne metody, należy zwrócić uwagę, że w każdej z metod występują również techniki.
      Przykłady:
      a) – technika montażu zestawu
      b – technika zarzucania zestawu
      c) - technika podania i grania przynętą
      d) – technika prowadzenia i przytrzymywania zestawu
      e)– technika zacinania ryby
      f) – technika holowania ryby
      g) – technika podbierania/lądowania ryby (i kolejny przykład)
      - podbierakiem - chwytakiem - ręką - wyślizgiem h) – etc
      A wracając do podziału poruszonego w dyskusji na forum, chciałbym zwrócić uwagę czytelnika, że w takiej formie tkwimy w marazmie i ni w ząb nie ruszamy z miejsca.
      Gdyby, więc podzielić funkcjonujące do dziś podziały na metody i techniki, to otrzymujemy masło maślane:
      metoda spławikowa > technika odległościowa angielska > a w niej > technika montażu zestawu (waggler stacjonarnie lub przelotowo) > technika zarzucania zestawu > technika zatapiania żyłki > technika zacinania > etc Nasuwa się, zatem kluczowe pytanie: Czy w technice może występować technika? Albo parafrazując klasyka: Jaka jest zawartość techniki w technice? Prawda, że masło maślane? Ale w każdej technice, są sposoby...
      I gdyby ktokolwiek powiedział, że ulegam wpływom marketingowców, bo widzę potrzebę, a nawet konieczność zrewolucjonizowania lub choćby zrewidowania toku rozumowania, zwolenników zamykania się w ciasnej przestrzeni, to polecam gorąco odrobinę refleksji i zastanowienia. Od tak galopującego postępu technologicznego i rozwoju wszystkich – określonych przeze mnie – odmian, metod i technik, nie ma już drogi ucieczki i trzeba wreszcie nazywać rzeczy po imieniu, ale... po nowemu.
      Jadąc na ryby nie zabiorę już ze sobą poczciwej Germiny, kołowrotka Delfin wyposażonego wyłącznie w głębokie szpule i gorzowską żyłkę (uniwersalną do wszystkich metod!). Nie zmontuję na tym sprzęcie zestawu do metody odległościowej/angielskiej, bo najzwyczajniej w świecie żyję już w innych czasach. W czasach, w których są już dostępne kije do metody odległościowej, kołowrotki z płytką szpulą do metody odległościowej, żyłki tonące do metody odległościowej, a nawet haczyki z krótkim trzonkiem do metody odległościowej. Wspomnieć należy też o wagglerach, spławikach do metody odległościowej.
      Nawet przywoływanie w dyskusji książek i publikacji takich wędkarskich autorytetów jak choćby Wygnanowski i powoływanie się, że już za jego czasów obowiązywał taki podział metod i technik, jest nie na miejscu. To, że za Wygnanowskiego, czy innego był taki, a nie inny podział, nie jest argumentem, żebyśmy tkwili w zamierzchłych czasach. A poza tym, skąd możemy wiedzieć, jak dzisiaj sklasyfikowałby, określił i opisywał wędkarstwo Wygnanowski i inni?
      Mnie w czasach Wygnanowskiego, obowiązywał limit szczupaka 7 szt dziennie. I co? Zmieniono regulamin i to już kilkukrotnie, bo tak było trzeba. W tej materii nie zatrzymaliśmy się w czasach Wygnanowskiego. Poszliśmy z Duchem Czasu!
      Moim skromnym zdaniem, nie da się dalej tkwić w tak wąsko i ciasno opisanych metodach, gdyż są już tak nabrzmiałe, że muszą kiedyś eksplodować. I od kogo, jak od kogo, ale od wszelkich mediów wędkarskich i ich przedstawicieli, bym oczekiwał, a nawet wymagał, by wreszcie sprawili, że polskie wędkarstwo ewoluuje nie tylko sprzętowo, ale także dokonany i opisany zostanie nowy podział odmian, metod i technik wędkarskich. To media i ludzie z nimi związani, kształtują wędkarskie poglądy, ugruntowują je na łamach pism, TV, portalach i forach internetowych. Postępu i tak nie zatrzymamy. Wszak nie samą reklamą miesięczniki stoją - tu - ulegając wpływom marketingowców. Czas na zmiany, wraz z postępem technologicznym i Duchem Czasu…
      Tak, czy siak, ta rewolucja już nastąpiła i to bezkrwawo – aksamitnie, tylko czy ją dostrzegamy? Cywilizacja, postęp technologiczny i konsumpcjonizm, wykonały duży krok dla wędkarstwa i olbrzymi/gigantyczny krok dla wędkarzy, tylko czy my, polscy wędkarze musimy stać wiąż w tym samym miejscu, w którym zatrzymano komunę?

×