Skocz do zawartości

    • wind
      Od wiosny spotykamy się od czasu do czasu aby się zintegrować i porywalizować w przyjacielskiej atmosferze. Dziś miały miejsce ostatnie w tegorocznej serii zawody o Puchar ForumWedkarskie.pl. Niestety, za oknem listopad, pogoda nie sprzyja wędkowaniu, pewnie dlatego spotkaliśmy się we trzech, Jonasz, Paweł i ja, czyli trzech tenorów forumowego spławika . Dziś miało się rozstrzygnąć, kto przytuli pamiątkowy puchar i trochę drobiazgów każdemu wędkarzowi przydatnych.
      Rywalizację zaczęliśmy o 8.00 w deszczu i na nieprzyjemnym wietrze.


      Rybki początkowo brały niemrawo, prym wiodła tzw. sieczka czyli bardzo drobny leszczyk, krąpik i płotka. Od czasu do czasu na haczyku pojawiały się nieco większe leszczyki i krąpie.
      W pewnej chwili Paweł "coś" zaciął i rybka zaczęła kręcić na boki i pod brzegiem.

      Z Jonaszem obstawialiśmy lina i nasze zdziewienie było ogromne gdy po kilku minutach zobaczyliśmy ... szczupaka!!! i to dość zacnych rozmiarów.

      Tylko dzięki naszemu dopingowi i ogromowi "dobrych rad" Paweł szczęśliwie podebrał rybę i zakończył hol sukcesem. Nie ma to jak koledzy .


      Tym sposobem przypieczętował swój sukces w dzisiejszych zawodach i całym cyklu. Jonasz pokazał nam, że przygotowanie zawodnicze "robi różnicę", wyniki Pawła i moje były bardzo podobne ( nie licząc oczywiście zębatego ) a nasz zawodnik nas zdeklasował. Ale nic to, mamy zimę na podciągnięcie umiejętności .

      Po wszystkim był czas na pogaduchy, podglądanie sprzętu i zwyczajowe pociąganie za język.
      Zwycięzcą całego cyklu został oczywiście Paweł, udział w 3 z 4 zawodów, trzy wygrane i odpowiedni mentor , to robi swoje .

      Dziękuję wszystkim uczestnikom naszej zabawy za udział, pomoc w organizacji i stworzenie przyjacielskiej atmosfery. Zawsze twierdziłem, że liczy się jakość i charakter uczestników niż ich ilość. Tegoroczne spotkania tylko utwierdzają mnie w przekonaniu.
      Specjalne podziękowania do kolegów: @grzybka za przekazanie pamiątkowych pucharów i @Jotesa za dorzucenie do puli nagrody rzeczowej.
      Mam nadzieję, że w przyszłym roku znów dane nam będzie się spotykać i wspólnie powędkować.


    • wind

      Kanał Śledziowy.

      Przez wind, w Łowiska,

      W ostatnim wpisie zapraszałem nad kanał Piaskowy. Dziś ruszymy ciut dalej, jakieś 200m w kierunku Trzcińska znajdziemy bliźniaczy kanał, oficjalnie nazywany Śledziowym a przez miejscowych i wędkarzy Cedrowskim. Ta pierwsza nazwa pochodzi zapewne od stojącej na jego brzegiem w Trzcińsku w XIX w. Karczmy Śledziowej. Warto wspomnieć, że wówczas ta karczma pełniła również funkcję strażnicy powodziowej. Podobnie jak Piaskowy połączenie z Martwą Wisłą kanał uzyskał po uruchomieniu przekopu Wisły i jest zaopatrzony we wrota przeciwpowodziowe.Podobnie jak w przypadku Piaskowego pierwsza prosta to efekt pracy meliorantów czyli równe jak spod linijki brzegi oraz stała szerokość i głębokość. Za to już po 300-400m kanał robi się ciekawszy, bardziej urozmaicona linia brzegowa i rzeźba dna. 
      Podobnie jak w przypadku Piaskowego pierwsza prosta to efekt pracy meliorantów czyli równe jak spod linijki brzegi oraz stała szerokość i głębokość. Za to już po 300-400m kanał robi się ciekawszy, bardziej urozmaicona linia brzegowa i rzeźba dna.


      Brzegi są mocno porośnięte trzciną, na wschodnim brzegu jest bardzo mało miejscówek za to zachodni jest zadbany z powodu rozgrywania na nim wielu zawodów kołowych, GP okręgu, olimpiady młodzieżowej. Równe stanowiska, miejsce na zaparkowanie aut i zorganizowanie zbiórek zawodników to niewątpliwe zalety dalszego odcinka kanału, oddalonego od Trzcińska o o ponad kilometr w kierunku Cedr.


      Jeszcze dalej kanał robi się coraz węższy i płytszy.
      Do tej pory udało mi się spenetrować okolice połączenia z kanałem Gołębim łączącym Piaskowy ze Śledziowym. Oba kanały są również bardzo podobne pod względem rybostanu, gatunkowo i wielkościowo. Z moich obserwacji wynika, że wiosna szybciej niż na Piaskowym rusza się tam większa ryba, leszczyki i krąpiki wersji mikro i mini zastępują tzw. dłoniaki.
      Podobnie jest z pozostałymi rybami, można dobrze połowić dorodnej płoci i około kilogramowych leszczyków. Dość często wędkarze łowią liny, zdarzają się okazy medalowe.
      Królują oczywiście metody spławikowe, a ze względu na zamulenie nęcimy równie lekko jak na Piaskowym. Najskuteczniejszą przynętą wydaje się pinka i biały robak, nie widziałem łowiących na czerwone robaki lub kukurydzę, co nie oznacza, że może to być równie skuteczna przynęta. Widać też więcej niż na Piaskowym łowiących na żywca, zapewne jest to skuteczny sposób na miejscowe kaczodzioby.
      Spinningiści połowią głównie szczupaka i bolenia, bliżej Cedr na wąskim i zarośniętym odcinku szukają drapieżnego białorybu, czyli jazi, wzdręg itp.


      Dojechać wygodnie nad kanał można z dwóch stron, od Wiślinki mijając most nad śluzą kanału Piaskowego po niecałych 200m mamy kolejny, nad Śledziowym właśnie. Łatwiej trafić od strony krajowej „7”, w miejscowości Cedry Małe na światłach skręcamy w kierunku Błotnika i Przegaliny, i zaraz za wsią mijamy kanał. Skręcając w lewo dotrzemy do Trzcińska a po drodze możny znaleźć wiele ciekawych stanowisk. Wzdłuż obu brzegów wiedzie wygodna droga z płyt betonowych i jest wiele miejsc do zaparkowania auta.
      Dzierżawcą kanału jest okręg gdański PZW (80-850 Gdańsk, ul. Rajska 2, tel. 58 301-48-86, www.pzw.gda.pl, pzw@ima.pl) .



    • wind
      Na wynik w rywalizacji wędkarskiej składa się wiele czynników. Umiejętności techniczne, znajomość biologii ryb i łowiska, sprzęt, intuicja i przysłowiowy łut szczęścia. W niedzielę 9 sierpnia szczęście dopisało mi aż dwukrotnie a i intuicja nie zawiodła. Ale po kolei.
      Spotkaliśmy się tego dnia aby uczcić pamięć zasłużonego działacza i wieloletniego prezesa koła PZW w Sopocie. Dzisiaj to już właściwie głównie okazja do zmierzenia się z innymi, niewielu z uczestników znało głównego bohatera dnia. Na udział w zawodach zdecydowało się naszych trzech forumowych kolegów, Andrzej vel Grzybek, Marcin znany jako maron07 i Wasz ulubiony  admin w mojej osobie. W sumie startowało siedem pań i ponad trzydziestu panów.
      Wstałem o 5.30 gdy za oknem błyskało i grzmiało, gdy dojechaliśmy na miejsce krótko przed 7.00 burza co prawda minęła ale zaczęło lać . Przemoczyłem się do suchej nitki w kilka minut. Na szczęście jeszcze przed odprawą i losowaniem deszcz ustał, chociaż niebo było szczelnie zaciągnięte ciemnymi chmurami.


      Pierwszy raz los uśmiechnął się do mnie podczas losowania, dostało mi się stanowisko nr ... 1 , to chyba dobrze? Przynajmniej tak wszyscy mówili. Stosunkowo blisko miałem Marcina (6) za to los odrzucił od nas Andrzeja dość daleko, na 26 bodaj stanowisko. Obok miałem sympatyczna panią a dalej "tyczkarza", kolegę z osiedla Roberta. Mogłem również obserwować kolegę z GórekTeam więc towarzystwo naprawdę wyśmienite, było kogo podpatrywać.

      Przed 9.00 byłem gotów i mogłem poszwędać się i pozaglądać w gary konkurentów. Zaczęliśmy o 9.30 i od razu przytrafiła mi się na 7m bata piękna płotka, grubo ponad 20cm. Niestety, niefortunnie wplątałem zestaw w oczka podbieraka i zanim wyplątałem zeszło mi z 20 minut. Wydawało mi się, że to chwila, a straciłem kupę czasu. Potem już na długim kiju nie odnotowałem brania, mimo, że kombinowałem z przynętami, haczykami, gruntem ... Po 1,5 godz bezowocnych prób wreszcie wydobyłem z pokrowca krótkie, 5m wędzisko celem spróbowania podgonienia wyniku uklejkami. Ku mojemu zdziwienia zaczęły mi brać ładne, jak na te łowisko, leszczyki, krąpiki i płotki.

      I tak praktycznie do samego końca, z tym, że im dłużej łowiłem, tym mniejsze te rybki się pojawiały. Z czasem humor mi się poprawiał, wiedziałem ,że nie zejdę na zero i może nawet kilku "zawodników" zostawię w tyle . Widziałem też, że i Marcin pracował więc i on będzie miał coś do wagi. Zagadką pozostawały wyniki Andrzeja, ale wierzyłem, że sobie radzi, jak zwykle z resztą .

      Koniec zawodów przyjąłem z zadowoleniem, rybki w siatce były, pogoda się wyklarowała i wyszło słoneczko. Było miło i przyjemnie.

      Jeszcze zanim komisja z wagą dotarła gruchnęła wieść, że ktoś złowił lina ... 3300 !!! A drugi złamał haczyk!
      Ponieważ miałem pierwsze stanowisko komisja dotarła do mnie jako ostatniego. Potem już tylko pozostał poczęstunek i ogłoszenie wyników. Gdy wreszcie opadł kurz bitewny i nieco ochłonęliśmy po rywalizacji atmosfera przy posiłku zrobiła się miła i przyjacielska.



      Była okazja wymienić się na gorąco swoimi spostrzeżeniami, ocenić taktykę i wyniki. Wszyscy byliśmy zadowoleni i z niepokojem oczekiwaliśmy na wyniki. Pierwsze miejsce dał wynik 8,30, drugi był minimalnie gorszy. Niestety, żaden z nas nie złapał się do premiowanej nagrodami pierwszej szóstki. Okazało się, że Andrzej z wynikiem 1920 zajął 20 miejsce, Marcin ułowił 2250 i zajął 17lokatę, a mnie jako otwierającemu stawkę udało się osiągnąć 4780 i 8 miejsce. Na pocieszenie Andrzej i ja otrzymaliśmy zestawy zawodniczych zanęt i dodatków, to był ten drugi łut szczęścia tego dnia, w kolejnym losowaniu .



      Na koniec należy się małe sprostowanie. Wyniki w liczbach okazały się bardzo wysokie z powodu pomyłki sędziów. Otóż okazało się, że waga pracowała w funtach więc cyfry należy podzielić na więcej niż pół .
      Jako administrator forum chcę serdecznie podziękować kolegom Marcinowi i Andrzejowi, którzy podjęli wyzwanie i poświęcili swój czas i energię aby reprezentować społeczność forum na tak ciekawej imprezie. Również wielkie podziękowania należą się naszemu koledze Jonaszowi, okazał nam wielką pomoc i wsparcie informacjamia i dobrymi radami, dzięki któremu mogliśmy przygotować taktykę.
      Sam jestem bardzo zadowolony z udziału, przebiegu a przede wszystkim osiągniętego wyniku. Obecni byli wędkarze o znanych nazwiskach w pomorskim spławiku, zostawienie wielu z nich za sobą przyniosło osobistą satysfakcję. Być może spotkamy się znów, za rok na XXIII memoriale Romana Banaszkiewicza.
      Część zdjęć umieszczam dzięki uprzejmości @grzybka.

    • wind
      Spotkaliśmy się dziś nad kanałem Śledziowym aby znów porywalizować w przyjacielskiej atmosferze. Tym razem na starcie pojawiło się 5 "szpeców" od spławika: Andrzej, Marcin, Janek, Sebastian i Wasz skromny administrator .Na początek pojawił się poważny problem, kolega, który obiecał odegrać rolę "wagowego" poinformował tuż po godz 6.00, że niestety nie dotrze do nas, choróbsko jakieś wredne go dopadło. Szkoda, ze tak późno i nie było szansy zorganizować zastępstwa w sprzęcie. Postanowiliśmy, że w takiej sytuacji rozstrzygnie najdłuższa ryba. Na szczęście nasz kolega Janek, znany szerzej jako @okno, zaangażował swoja małżonkę i przed końcem rywalizacji waga dotarła na łowisko. Wielkie dzięki i brawa dla Janka .
      Pogoda dopisała, z rana słoneczko, potem się nieco zachmurzyło ale było bardzo ciepło.
       
      Na początek pojawił się poważny problem, kolega, który obiecał odegrać rolę "wagowego" poinformował tuż po godz 6.00, że niestety nie dotrze do nas, choróbsko jakieś wredne go dopadło. Szkoda, ze tak późno i nie było szansy zorganizować zastępstwa w sprzęcie. Postanowiliśmy, że w takiej sytuacji rozstrzygnie najdłuższa ryba. Na szczęście nasz kolega Janek, znany szerzej jako @okno, zaangażował swoja małżonkę i przed końcem rywalizacji waga dotarła na łowisko. Wielkie dzięki i brawa dla Janka .
      Pogoda dopisała, z rana słoneczko, potem się nieco zachmurzyło ale było bardzo ciepło.
      Oto zawodnicy w ferworze walki:
      Andrzej

      Janek

      Marcin

      Sebastian

      Wyniki były bardzo różne, od prawie 4kg Andrzeja do niecałych 500g Sebastiana. Brały głównie krąpiki, było kilka leszczyków i płotek, utrapieniem Andrzeja były ukleje, jednak nie przeszkodziły one w zwycięstwie.
      W sumie do wagi przynieśliśmy prawie 10kg ryb. Najważniejsza jednak była atmosfera spotkania, część z nas, mimo że mieszkamy dość blisko siebie, nie ma okazji do częstszych spotkań. po to również organizujemy Puchar. Następne spotkanie już we wrześniu.


      Do zobaczenia.

    • wind

      Kanał Piaskowy.

      Przez wind, w Łowiska,

      Chyba każdy wędkarz z Gdańska i okolic zna, łowił lub choćby słyszał o tym łowisku. Za to niewielu zna historię tego miejsca. Pierwsze wzmianki historyczne o systemie trzech kanałów to koniec dziewiętnastego wieku i uruchomienie nowego ujścia Wisły w 1896roku.
      Kanały Piaskowy, Śledziowy i Gołębi, bo o nich mowa, mają za zadanie zapewnić bezpieczeństwo przeciwpowodziowe w dwojaki sposób. Po pierwsze odprowadzają wodę z polderów położonych pomiędzy tymi kanałami, po drugie ujścia Piaskowego i Śledziowego zaopatrzone są we wrota przeciwsztormowe z pompownią sztormową. Mają one zabezpieczyć wspomniane poldery przed tzw. cofką czyli wpychaniu przez wiatr wody z zatoki do Wisły Śmiałej i Martwej. Dziś skupimy się na pierwszym z nich, czyli kanale Piaskowym zwanym również przez wędkarzy Koszwalskim.

      Kanał w początkowym odcinku wygląda typowo, czyli prosty i równej szerokości około 10-12m i głębokości 2,5-3,5m, dopiero po jakiś 200m zmienia się, kształt linii brzegowej robi się nieregularny, dno bardziej nierówne przez co ciekawsze. Jest tam również nieco płycej, na moich miejscówkach to około 2-2,5m. Jeżeli łowimy samotnie to polecam miejscówki na początkowym odcinku, pierwszej prostce „pod drutami”. Jednak jeśli zbierze się tam większe towarzystwo proponuję odpuścić to miejsce ze względu na hałas jaki czyni wielu nęcących na małej przestrzeni. W takich przypadkach wolę zająć stanowisko dalej, na połączeniu z Gołębim lub jeszcze bardziej odległe, na szerokich jakby „rozlanych” odcinkach.
      Jak łowimy?
      Na dnie zalega warstwa mułu co wymusza użycie lekkiej zanęty z ziemią lub gliną rozpraszającą. Do zanęty warto dodać większych kąsków w postaci pinki, jokera, kukurydzy i innych dodatków. Przynęty królują typowo mięsne ale raczej drobne, pinki, ochotka czasem gruby biały robak. Łowcy polujący na grube ryby czasem stosują kukurydzę konserwową. Podstawową przynętą jest jednak pinka i ochotka. Rodzaj przynęty determinuje też wybór haczyka, zwykle używam wielkości w przedziale 14-20 na przyponie 0,10. Zestawy buduję na żyłce 0,14 ze spławikami od 0,75g do 2g. Łowię tam batem 7m i 5m ponieważ czasem ryba żeruje tuż za trzcinami a czasem trzeba jej szukać na środku lub pod przeciwległym brzegiem. Wędkarze łowią tam głównie metodą pełnego zestawu ale czasem spotyka się tyczkarzy. Łowienie z tzw. koszyczkiem czy sprężyną wydaje niezbyt efektywne ze względu na wspomniany wcześniej nanos mułu.
      Ze względu na pierwotna funkcję kanału co jakiś czas wrota śluzy się otwierają i wyrównuje się stan wody z Martwą Wisłą. Powoduje to powstanie okresowego uciągu w obu kierunkach. Zauważyłem, że gdy wierzchnia warstwa wody przesuwa się w kierunku ujścia do MW to przy dnie ten ruch występuje w przeciwnym kierunku. Wydaje się, że pole nęcenia na dnie przesuwa się w górę kanału.
      Co łowimy?
      Rybostan Piaskowego jeść dość bogaty a różne gatunki pojawiają się w trakcie trwania „sezonu”. Jako pierwsze zaraz po zejściu lodu pojawia się drobniutki leszczyk i krąpik, czyli tzw. „sieczka”. Okazy nie przekraczają 10cm i łapczywie atakują praktycznie wszystko, co tylko zmieści im się w pyszczku. Wraz z rosnącą temperaturą wody ryby stają się jakby większe, zaczynają brać tzw. dłoniaki czyli nieduże leszczyki i krąpie. Zwykle w maju na zestawach pojawiają się płocie i wzdręgi, niektóre całkiem słusznych rozmiarów około 30cm i nieco większe. Łowienie tych rybek batem daje mnóstwo frajdy, jest to moja ulubiona ryba na ulubioną metodę.

      Co ciekawe, płotki rzadko maja mniej niż minimalny wymiar czyli 15cm.

      Płocie ostro żerują prze cały maj i początek czerwca ale w końcu ustępują średnim leszczom i krąpiom. Leszcze biorą rzadziej, nie chodzą jak płocie w dużych stadach, na haczykach zachowują się majestatycznie, za to krąpie ostro walczą nie ustępując płociom.

      W tym czasie często zdarza się spotkanie z moim ulubieńcem czyli linem. Z tych osobników, które widziałem, pojawiały się wielkości 40-50cm i masie 1-1,3kg.

      Liny łowi się najczęściej na krótkim dystansie, 3-4m od brzegu.

      W ubiegłym roku udało mi się złowić również okazałego karasia o wadze 80dkg. W najgorętszych letnich miesiącach pojawia się czasem gruba warstwa rzęsy wodnej co skutecznie uniemożliwia wędkowanie. Na szczęście w ubiegłym roku nas to ominęło. Leszcze i krąpie królują aż do jesieni. Gdy pojawiają się pierwsze przymrozki warto wybrać się znów na spotkanie z wyrośniętą płocią i wzdręgą. Łowię te ryby na Piaskowym aż do pierwszego lodu.

      Nie łowię z lodu ale słyszałem, że czasem ktoś się tam pojawia i wierci w poszukiwaniu rybek, jakie są tego efekty niestety nie wiem. Podobnie ze spinningowaniem, sam nie praktykuję ale wiem ,że jest sporo bolenia, łowi się szczupaki i okonie. Te ostatnie często atakują robale ale rzadko zdarzają się ryby wymiarowe. Z gatunków znany ze słyszenia podobno spotyka się też karpie i sumy, to pewnie goście z Martwej Wisły, którzy się tam zapuszczają.
      Jak wspominałem na początku tego tekstu kanał jest bardzo znanym łowiskiem co powoduje, że czasem w weekendy trudno znaleźć wolną ciekawą miejscówkę. Często pomorskie koła wędkarskie a czasem i okręg gdański organizują tam swoje zawody. Niestety, popularność to również pozostawione hałdy śmieci, i to głównie te „nasze”, czyli opakowania po robakach i zanętach. Ważna informacja dla wędkujących, na wszystkich trzech kanałach obowiązuje zakaz łowienia ze środków pływających.
      Dojazd jest prosty. W Przejazdowie skręcamy w drogę nr 501 prowadzącą do Sobieszewa i w Wiślince na światłach skręcamy w prawo. Po około 4km mijamy po lewej stronie charakterystyczną hałdę fosfogipsów i za chwilę jesteśmy na moście przez pierwszy kanał, właśnie Piaskowy. Wygodne miejscówki do wędkowania i zaparkowania znajdziemy na zachodnim brzegu, czyli musimy zjechać na drogę wzdłuż kanału przed mostkiem ze śluzą. Ta droga kończy się szlabanem po kilkuset metrach, jeżeli zdecydujemy się pojechać wschodnim brzegiem możemy tą drogą dotrzeć aż do krajowej drogi nr 7.

      Dzierżawcą kanału jest okręg gdański PZW (80-850 Gdańsk, ul. Rajska 2, tel. 58 301-48-86, www.pzw.gda.pl, pzw@ima.pl) .

    • wind
      16 maja nad kanałem Piaskowym odbyły się pierwsze zawody z cyklu pucharu ForumWedkarskie.pl . Mimo wcześniejszego sporego zainteresowania na starcie pojawiło się 4 zawodników, dwóch Marcinów, Paweł i moja osoba. Roli sędziego i zawracacza gitary podjął się Andrzej, znany jako @grzybek.

      Spotkaliśmy się krótko po godz. 6.00 i pognalismy na szerszą część kanału gdzie dzień wcześniej nieźle połowiłem. Zajęcie stanowisk i przygotowania zajęły nam czas do 7.00.

      Potem zaczeliśmy rywalizację w przyjacielskiej atmosferze. Sędzia dotarł do nas tuż po 7.00 i uiściwszy karę za spóźnienie cukierkami i ciastkami zaczął pełnić swoją rolę obserwatora i przeskadzacza .Chyba łowienie "polsilverów" mu się spodobało, bo jeszcze tego samego dnia zaopatrzył się w odpowiednie wędzisko i w ciągu następnego tygodnia zadeklarował nabycie odpowiednich zezwoleń, tak aby wziąć bardziej czynny udział w następnym spotkaniu.
      Tak łowił Marcin - maron07

      Paweł

      Marcin - marcin887 czaił się w krzaczorach

      i sam autor

      Niektórzy nawet mieli jakieś rybki, mniejsze czy większe, sztuka jest sztuka .


      A rybki były wiele bardziej ospałe niż dzień wcześniej, chłopcy na skrajnych stanowiskach coś tam jeszcze łowili, ale my w środku mieliśmy spore problemy. W końcu zmieniając technikę łowienia ucelowałem w upodobania rybek i pojedyńczo ale systematycznie te zaczęły trafiać do mojej siatki.
      Coś się zaczęło holować.

      Tuż przed godz. 11.00 uzgodniliśmy wspólnie, że dajemy sobie jeszcze godzinę. Wreszcie o 12.00 sędzia zaczął czynić swoją powinność czyli ważył i pisał, a co z tego wynikło?? Okazało się, że mój wcześniejszy trening nie zdał się na wiele, Marcin - @maron07 pokonał mnie o 1dkg!! , drugi Marcin - @marcin887 był za mną, na czwartym miejscu.
      Klasą samą dla siebie był Paweł, który jako jedyny przekroczył granicę 3kg i zostawił nas w tyle. Nie ukrywam, że ostatnie wyniki Pawła napawają mnie osobistą satysfakcją. W dyskusji kończącej spotkanie pojawił się pomysł, aby nie czekać do września na kolejne zawody a zorganizować się jeszcze w czerwcu.
      Mój bat zainteresował kolegów, chyba dlatego, że wygląda jak kradziony z muzeum .




      do zobaczenia .

    • wind
      Pozornie nieciekawe wędkarsko jezioro ma tyle samo wad co i zalet. Ale wystarczy poświęcić trochę czasu na rozpoznanie terenu i zwyczajów tutejszych ryb a wtedy potrafi obdarzyć pięknymi dla oka i wędkarskiego „ego” zdobyczami. 
      Jezioro Wysoka to rynnowe, płytkie i dość mocno zamulone łowisko typu linowo-szczupakowego położone w gminie Szemud w powiecie wejherowskim.
      Głębokość średnia nie przekracza 2 metrów, w najgłębszym miejscu wynosi ona 6 metrów a powierzchnia to niecałe 55 hektarów. Ta właśnie stosunkowo mała głębokość powoduje, że woda szybko się nagrzewa i już od czerwca zamienia się w zielonkawą zupę. Jednak nie przeszkadza to ani rybom ani letnikom. Niewielka odległość od Trójmiasta powoduje, że jest to popularne łowisko wśród pomorskich wędkarzy a w letnie weekendy wypoczywa tu mnóstwo plażowiczów. Najwięcej wędkarzy można spotkać na wschodnim brzegu w okolicach wspomnianej plaży. Można dojechać samochodem do samej wody, z czego wielu skrzętnie korzysta, chociaż nie wszędzie jest to dozwolone. Wędkowanie ułatwia duża ilość pomostów, ale wiele z nich jest w kiepskim stanie technicznym, więc warto zachować ostrożność. Na presję wędkarską składa się również fakt, że wokół jeziora znajduje się wiele domków letniskowych a nad brzegiem widać często rozstawione namioty wędkarzy. Dość powiedzieć, ze w jedno niedzielne przedpołudnie pływając łódką wkoło jeziora naliczyłem dobrze ponad setkę wędkujących.
      Obserwując wędkarzy widać, ze królują bez spławikowe metody gruntowe, ale często można spotkać wędrujących spinningistów. Dominujące gatunki to płoć, a właściwie płotka, jest duża populacja drobnego leszcza, najczęściej łowi się osobniki około kilogramowe i nieco większe. Po znalezieniu odpowiedniego miejsca można systematycznie łowić liny i karasie.


      Za to Wysoka to raj dla karpiarzy lubiących łowić na dzikich łowiskach, które wymagają więcej wiedzy i doświadczenia niż łowienie tych ryb w stawach komercyjnych. A można tu złowić sztuki sięgające swoją wagą 20 kilogramów. Ryby spokojnego żeru łowi się na szeroki wachlarz przynęt. Dominuje biały i czerwony robak, kukurydza konserwowa, parzony makaron oraz wszelkiej maści „kanapki”. Co ciekawe, ryby lubią zmienić swoje upodobania kulinarne w ciągu tygodnia, przynęty skuteczne w jeden weekend w następny są omijane. Nęcić należy raczej „grubo” i długotrwale, najlepsze do tego jest gotowane ziarno kukurydzy, sklepowe mieszanki wabią raczej drobnicę.
      Miejscowe szczupaki rzadko przekraczają wymiar 50 cm a skusić do brania dają się najłatwiej na duże przynęty, woblery i wahadłówki. Dobre wyniki można uzyskać łowiąc na żywca, najłatwiej pozyskać podrywką słonecznicę, której jest tu zatrzęsienie. Kapitalne okonie łowi się tu z lodu, w sezonie 2013/2014 wędkarz z Gdyni zgłosił dwie medalowe sztuki z tego jeziora.

      Mimo tego, że bat to moja ulubiona technika wędkowania ze względu na możliwość spotkania wyrośniętych przedstawicieli miejscowej ichtiofauny preferuję łowienie wędziskiem z kołowrotkiem. Równie często jak z pomostu wędkuję z łódki w miejscu niedostępnym z brzegu, co ułatwia spotkania z płochliwymi gatunkami, jak duże leszcze i liny. Cierpliwość i systematyczne nęcenie to droga do skutecznego wędkowania.

      Informacje praktyczne:
      Dojazd: jadąc drogą z Chwaszczyna do Szemudu w miejscowości Kamień skręcamy w ulicę Letniskową, kierunek Kowalewo. Po przejechaniu około 2,5 km dobrej jakości asfaltową drogą dojedziemy do wspomnianej plaży. Auto można zostawić na pobliskim parkingu, wyznaczone miejsce znajduje się jakieś 100m przed plażą. Chcąc dotrzeć nad samą wodę jedziemy jeszcze jakieś 300 m dalej i skręcamy w ulicę Złotą. Tamtędy dojedziemy do stanicy wędkarskiej opiekuna łowiska, koła nr 48 z Gdyni. Tam można znaleźć miejsce na stanowisko lub nawet rozstawienie namiotu.
      Dla wędkarzy pływających ważna informacja to strefa ciszy, co za tym idzie dozwolone są tylko silniki elektryczne. Niestety, nie ma możliwości wynajęcia łódek na miejscu.
      Dzierżawcą jeziora jest okręg gdański PZW (80-850 Gdańsk, ul. Rajska 2, tel. 58 301-48-86, www.pzw.gda.pl, pzw@ima.pl) .


    • wind
      Witajcie,
      podczas wczorajszego wypadu nad Tugę postanowiliśmy wraz z Pawłem dokonać porównania skuteczności dwóch zanęt ukierunkowanych na wabienie leszczy. Były to zanęty z najniższej półki cenowej w przedziale 6-7zł.
      Ja przygotowałem sobie mieszankę zanęty Traper Leszcz Specjal a Paweł miał zanętę Gut-mixa. Dodatki mieliśmy dokładnie takie same, czyli ziemia Trapera, dodatek mineralny na leszcza, pinka, kukurydza oraz parzona pszenica. Zanęty namaczane były wodą z dodatkiem melasy. Na początku wrzuciliśmy po 6 kul wielkości pomarańczy, potem donęcaliśmy co około 2 godziny gdy brania "zwalniały", zawsze w podobnej ilości podawanej mieszanki. Ostatnie kule powędrowały do wody około 10.30 na godzinę przed zakończeniem wędkowania.

      Dla porównania Marcin, który z nami wędkował tego dnia używał zanęty płociowej niejakiego Jacka Leśniewskiego, do tego pół paczki Lorpio leszcz i ziemia Trapera.
      Ziemia i zanęty zostały przetarte osobno przez sita, następnie wymieszane i uzupełnione wspomnianymi dodatkami.
      Wiaderko Pawła:

      Moje wiaderko:

      Łowiliśmy z Pawłem na jednym stanowisku obok siebie, batami ośmio- i siedmiometrowymi. Używaliśmy takich samych haczyków i takich samych przynęt. Szybciej zaczęła pracować zanęta Gutka, do mojej ryby podeszły po dłuższej chwili. Tak samo w obu przypadkach pierwsza pokazała się ukleja potem płotki, krąpie i leszczyki. U Pawła w siatce znalazło się również kilka wzdręg. Ja miałem podobne wyniki, bez wzdręg niestety, więcej uklejek a płotki Pawła były jakby większe . Za to moja zanęta przyciągnęła największego leszcza.
      Wyniki jakie osiągnęliśmy to 3,25 moje i 3,5kg Pawła. Mieszanka Marcina przyniosła mu 2 kg ryb, z tym, że nasze stanowisko było "wydeptane" więc pewnie regularnie nęcone przez innych wędkarzy.
      Porównując wyniki wydaje się, że Gut-mix i Traper nie tylko kosztują tyle samo ale i podobnie działają, Traper przyciągnął większe ryby a Gut-mix okazał się bardziej wszechstronny, nęcił większe płotki i dodatkowo wzdręgi.
      Dla mnie mimo braku zdecydowanego rozstrzygnięcia najtańszy Traper jest zanętą podstawową w "codziennym" wędkowaniu, na zawody jednak zwykle inwestuję w zanęty z serii Gold Series, może kiedyś skusimy na porównanie tych z wyższej półki cenowej.

    • Jotes
      Kochani Bracia i Siostry, czas najwyższy zrewolucjonizować i usystematyzować odmiany, metody i techniki wędkarskie. I ja spróbuję się z tym zderzyć. Póki co, to nadal tkwimy pod tym względem w głębokiej komunie, gdzie z powodu ograniczeń sprzętowych (głównie) zamknięci byliśmy w przysłowiowej mysiej dziurze, a dzisiaj nikt nie zamierza nawet ruszyć tematu, co dopiero wyjść wreszcie z niej i pójść z duchem czasu. I właśnie z tego powodu jesteśmy nadal daleko za innymi cywilizowanymi krajami. Czemu tak myślę? No, jeśli w XXI wieku w Polsce nadal obowiązuje podział metod i technik wędkarskich rodem z głębokiej komuny, jak w przykładzie poniżej, to nic dziwnego, że jest tak, jak jest, a adwersarz adwersarza w niegrzeczny sposób poprawia przy każdej okazji. Tylko, czy słusznie?
      Temat zapoczątkował Docio w styczniu 2013 roku, a odnowił Kris1313 w styczniu tego roku, jest wciąż na czasie i nie zdążył jeszcze ostygnąć. Warto więc do niego wrócić, cytując i rozważając poniższy przykład, który pierwotnie zaproponował Docio.
      Przykład:
      „Metody połowu są tylko trzy:
      1. Gruntowa - ze spławikiem lub bez
      2. Spinningowa + trolling
      3. Muchowa
      Cała reszta to jedynie techniki”.
      Powyższy przykład nie jest przypadkowy, gdyż dotyczy dyskusji w dwóch tematach na forum wędkarskim i ośmielam się z tym nie zgodzić.
      No tak, ale co w tym podziale takiego dziwnego? Z czym ja mógłbym się nie zgodzić? Ano całe nasze „rzemiosło” już od dawna dzieli się na poszczególne odmiany (odłamy?), a dopiero na metody. I nawet, gdyby spojrzeć od strony sportowej wędkarstwa, ale też nie tylko, to już dawno zostało podzielone na poszczególne odmiany:
      Wędkarstwo spławikowe Wędkarstwo gruntowe Wędkarstwo spinningowe Wędkarstwo muchowe Wędkarstwo podlodowe Najlepszym przykładem takiego oficjalnego już podziału niech będą wszelkiego rodzaju obwieszczenia o zawodach, wyniki zawodów i klasyfikacja np. w GP okręgu/Polski.
      I taki pierwszy lepszy z brzegu przykład:
      1. KLIK
      2. KLIK
      3. KLIK
      Ba! By nie być gołosłownym, poniżej daję inne przykłady, gdzie taki podział obowiązuje nie tylko w sporcie wędkarskim:
      1. KLIK
      2.
      Z powyższych przykładów jasno wynika, że już nie tylko w światowym wędkarstwie, ale również i w polskim takie podziały na ODMIANY obowiązują nie od dziś. I żeby równać do krajów wysoko rozwiniętych pod względem także wędkarskim, musimy wyjść wreszcie z tej naszej mysiej dziury i pójść z duchem czasu.
      A skoro mamy zarysy poszczególnych odmian wędkarstwa, to dopiero te odmiany możemy podzielić na poszczególne metody.
      I tak:
      I odmiana - Wędkarstwo spławikowe
      metoda odległościowa/angielska metoda bolońska metoda zestawu skróconego metoda pełnego zestawu etc II odmiana – Wędkarstwo gruntowe
      metoda ciężkiej gruntówki dennej (rzecznej i jeziorowej) metoda lekkiej gruntówki dennej (jeziorowej) metoda picker i feeder etc III odmiana – Wędkarstwo spinningowe
      metoda klasycznego spinningu metoda castingowa metoda bocznego troka metoda drop shot metoda trollingowa etc IV odmiana – Wędkarstwo muchowe
      metoda suchej muchy metoda mokrej muchy /i tu moja uwaga i zastrzeżenie – osobiście nie znam tej odmiany wędkarstwa, więc nazewnictwo metod może być błędne/
      V odmiana – Wędkarstwo podlodowe
      metoda połowu na mormyszkę metoda połowu na przynęty sztuczne/wertykalne metoda połowu spławikowego etc Dopiero mając już dokonany szczegółowy podział odmian wędkarstwa na poszczególne metody, należy zwrócić uwagę, że w każdej z metod występują również techniki.
      Przykłady:
      a) – technika montażu zestawu
      b – technika zarzucania zestawu
      c) - technika podania i grania przynętą
      d) – technika prowadzenia i przytrzymywania zestawu
      e)– technika zacinania ryby
      f) – technika holowania ryby
      g) – technika podbierania/lądowania ryby (i kolejny przykład)
      - podbierakiem - chwytakiem - ręką - wyślizgiem h) – etc
      A wracając do podziału poruszonego w dyskusji na forum, chciałbym zwrócić uwagę czytelnika, że w takiej formie tkwimy w marazmie i ni w ząb nie ruszamy z miejsca.
      Gdyby, więc podzielić funkcjonujące do dziś podziały na metody i techniki, to otrzymujemy masło maślane:
      metoda spławikowa > technika odległościowa angielska > a w niej > technika montażu zestawu (waggler stacjonarnie lub przelotowo) > technika zarzucania zestawu > technika zatapiania żyłki > technika zacinania > etc Nasuwa się, zatem kluczowe pytanie: Czy w technice może występować technika? Albo parafrazując klasyka: Jaka jest zawartość techniki w technice? Prawda, że masło maślane? Ale w każdej technice, są sposoby...
      I gdyby ktokolwiek powiedział, że ulegam wpływom marketingowców, bo widzę potrzebę, a nawet konieczność zrewolucjonizowania lub choćby zrewidowania toku rozumowania, zwolenników zamykania się w ciasnej przestrzeni, to polecam gorąco odrobinę refleksji i zastanowienia. Od tak galopującego postępu technologicznego i rozwoju wszystkich – określonych przeze mnie – odmian, metod i technik, nie ma już drogi ucieczki i trzeba wreszcie nazywać rzeczy po imieniu, ale... po nowemu.
      Jadąc na ryby nie zabiorę już ze sobą poczciwej Germiny, kołowrotka Delfin wyposażonego wyłącznie w głębokie szpule i gorzowską żyłkę (uniwersalną do wszystkich metod!). Nie zmontuję na tym sprzęcie zestawu do metody odległościowej/angielskiej, bo najzwyczajniej w świecie żyję już w innych czasach. W czasach, w których są już dostępne kije do metody odległościowej, kołowrotki z płytką szpulą do metody odległościowej, żyłki tonące do metody odległościowej, a nawet haczyki z krótkim trzonkiem do metody odległościowej. Wspomnieć należy też o wagglerach, spławikach do metody odległościowej.
      Nawet przywoływanie w dyskusji książek i publikacji takich wędkarskich autorytetów jak choćby Wygnanowski i powoływanie się, że już za jego czasów obowiązywał taki podział metod i technik, jest nie na miejscu. To, że za Wygnanowskiego, czy innego był taki, a nie inny podział, nie jest argumentem, żebyśmy tkwili w zamierzchłych czasach. A poza tym, skąd możemy wiedzieć, jak dzisiaj sklasyfikowałby, określił i opisywał wędkarstwo Wygnanowski i inni?
      Mnie w czasach Wygnanowskiego, obowiązywał limit szczupaka 7 szt dziennie. I co? Zmieniono regulamin i to już kilkukrotnie, bo tak było trzeba. W tej materii nie zatrzymaliśmy się w czasach Wygnanowskiego. Poszliśmy z Duchem Czasu!
      Moim skromnym zdaniem, nie da się dalej tkwić w tak wąsko i ciasno opisanych metodach, gdyż są już tak nabrzmiałe, że muszą kiedyś eksplodować. I od kogo, jak od kogo, ale od wszelkich mediów wędkarskich i ich przedstawicieli, bym oczekiwał, a nawet wymagał, by wreszcie sprawili, że polskie wędkarstwo ewoluuje nie tylko sprzętowo, ale także dokonany i opisany zostanie nowy podział odmian, metod i technik wędkarskich. To media i ludzie z nimi związani, kształtują wędkarskie poglądy, ugruntowują je na łamach pism, TV, portalach i forach internetowych. Postępu i tak nie zatrzymamy. Wszak nie samą reklamą miesięczniki stoją - tu - ulegając wpływom marketingowców. Czas na zmiany, wraz z postępem technologicznym i Duchem Czasu…
      Tak, czy siak, ta rewolucja już nastąpiła i to bezkrwawo – aksamitnie, tylko czy ją dostrzegamy? Cywilizacja, postęp technologiczny i konsumpcjonizm, wykonały duży krok dla wędkarstwa i olbrzymi/gigantyczny krok dla wędkarzy, tylko czy my, polscy wędkarze musimy stać wiąż w tym samym miejscu, w którym zatrzymano komunę?

    • wind
      Zwykle lutowe targi wędkarskie w Poznaniu odbywały się pod koniec miesiąca i był to dla mnie dość nieszczęśliwy termin, który wykluczał możliwość przyjazdu. Jednak w tym roku termin uległ zmianie i wyjazd na Rybomanię planowałem już od kilku tygodni. Mimo, że początkowo miała to być typowo wędkarska wyprawa chętni koledzy niestety nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności wykruszali się i w końcu zabrałem swoje Panie i rodzinnie nawiedziliśmy stolicę Wielkopolski.
      Tuż przed południem dotarłem w końcu do Centrum Targowego i zacząłem "zwiedzanie" . Poza obejściem całej hali postawiłem sobie za cel, chyba nadrzędny do samego zwiedzania, spotkania z kolegami po kiju, z niektórymi miał to być "pierwszy raz" z innymi znaliśmy się już wcześniej. Hala i stoiska były imponujące,

      imponująca była też ilość zwiedzających. Praktycznie każde stoisko było oblegane, fachowcy - handlowcy mieli pełne ręce roboty, szczególnie Ci, którzy przy okazji handlowali.
      Pierwszy dłuższy przystanek to stoisko Trapera, gdzie można było obejrzeć i pomacać właściwie każdy element wędkarskiego wyposażenia, a było na co popatrzeć i warto poświęcić kilka chwil, przecież drużyna sygnowana przez tą firmę to od lat ścisła czołówka polskiego wyczynu.

      Niestety, trzy kasy i pełne półki przyciągały bardziej chętnych na okazyjne ?? zakupy, i zwykły oglądacz miał trudne zadanie.
      Dalej było jeszcze ciekawiej, można było nabyć min. rewelacyjne ostrzałki do noży kuchennych, specjalistyczne "przyrządy" do wydobycia soku z owoców, regionalne wódki góralskie, oscypki etc.
      W końcu udało mi się dotrzeć do stoiska nr 100 gdzie umówiłem się wcześniej z internetowym znajomym, wielu znanym wędkarzem i redaktorem Wiadomości Wędkarskich Norbetem Stolarczykiem. Wraz z nim na stoisku spotkałem równie znanego Kamila Walickiego.
      Pogadaliśmy z Norbertem chwilę, powspominaliśmy wspólnego znajomego i ruszyłem dalej bogatszy o pamiątkę.

      Inne imponujące stoiska to nasi najwięksi czyli Mikado i Jaxon. Jednak dla mnie najciekawsze i trochę luźniejsze miejsca to stanowiska Milo, Experta i Tubertini. Patrząc na to kto i z czym wystawiał się na targach można by śmiało założyć, że największą gałęzią
      naszego wędkarstwa jest tzw. karpiarstwo. Sam zaglądałem na te stoiska szukając wrażeń dotyczących "metody", szczególnie odnośnie zanęt z drobnego peletu.

      Kolejny dłuższy przystanek to stoisko Prologic-a, gdzie urzędował nasz znajomy Bartek, tu na forum występujący jako @bart. Za wiele czasu na pogaduchy nie było więc umówiliśmy się na spotkanie przy okazji wizyty służbowej Bartka w Trójmieście. Obok, a właściwie na tym samy stoisku (ten sam dystrybutor) chłopaki z Savagaer -a prezentowali w basenie najnowsze modele sztucznych przynęt. Nie wiem, czy to konstrukcja przynęty czy sposób jej prowadzenia powodowały, że niesamowicie przypominały te prawdziwe, żywe rybki.
      Obejście całej hali zajęło mi prawie trzy godziny, i nadszedł czas na opuszczenie gościnnych progów MTP.
      Była to też odpowiednia chwila aby odpowiedzieć sobie na tytułowe pytanie, czy warto było tłuc się ponad 300km w jedną stronę?? Z jednej strony cieszę się, że spotkałem kolegów, żałuję tylko, że minęliśmy z Grześkiem @Spokojnym, znanym twórcą wspaniałych spławików i miłośnikiem sprzętu retro. Właściwie gdzie by się nie obrócić zawsze trafiło się na znaną w naszym wędkarskim światku twarz, czy to z prasy branżowej, filmów o wędkarstwie, kanałów na Youtube. Dla mnie to "plus dodatni" jednak nie można przejść obojętnie nad tymi ujemnymi. Pamiętam targi w Poznaniu z własnych doświadczeń zawodowych jako spotkanie handlowców. W przypadku Rybomanii to raczej przypominało targowisko niż targi. Koledzy wędkarze przyszli na zakupy przeświadczeni, że kupią sprzęt w niesamowicie atrakcyjnych cenach i szczerze mówiąc po porównaniu kilku cen stwierdzam, ze ten owczy pęd nie miał żadnych podstaw. Jeden przykład: interesujące mnie siedzisko, do którego przymierzam się od jakiegoś czasu, bez problemu kupię w zwykłym sklepie w Elblągu 260zł taniej niż na targach. Taki drobiazg. Niestety, podobno to organizatorzy imprezy próbowali wymóc na wystawcach możliwość sprzedaży, być może to specyfika branży, może sposób na pobicie kolejnego rekordu frekwencji. Ciekawe, że właśnie na tych stoiskach gdzie nie handlowano było dużo luźniej. Dla mnie było to trochę zniechęcające, tym bardziej, że koledzy po kiju zwietrzywszy domniemaną "okazję" ruszali do boju z werwą i zdawali się nie widzieć innych na swej drodze, a może właśnie widzieli i chcieli zdeptać konkurencję?? Kto wie, ale apeluję do kolegów, rozejrzyjcie się wkoło, to nie odludny brzeg rzeki czy jeziora gdzie jesteście sami, ale miejsc gdzie są inni ludzie i przepychanie się, potrącanie deptanie jest nie na miejscu. To świadczy tylko o Was. W moim odczuciu takie zachowanie pozostawia niesmak i kiepskie wrażenie u innych zwiedzających. Jeżeli uda mi się zdobyć wejściówki na dzień branżowy to pewnie jeszcze kiedyś się wybiorę, nie wiem czy zdecyduję się na ponowną wizytę w dni dla publiczności.

      Trochę łupów udało mi się zdobyć.

      W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się na chwilę w pierwszej stolicy Polski czyli Gnieźnie, widoczna z daleka bryła katedry zapraszała do odwiedzin. Widok robi wrażenie. Wewnątrz też, musicie uwierzyć na słowo.

      A kto z Was był jeszcze na tych targach, jakie są Wasze odczucia i wrażenia??


    • wind
      Kalendarz zatoczył pętlę i znów mamy koniec roku, chwila na podsumowania i tzw. rachunek sumienia. Co się działo w wędkarskiej części mojej jaźni wiecie, każdą wartą wspomnienia chwilą dzieliłem się z Wami wspominając poszczególne wyprawy omijając oczywiście te, z których wracałem „na tarczy” . Od pierwszej marcowej zasiadki nad Martwą Wisłą do ostatniej nad kanałem, tej w listopadzie skrzętnie fotografowałem nie tylko ryby ale wszelkie inne okoliczności przyrody.
      Najważniejsze chwile to nowi ludzie i nowe miejsca. Tak jak ubiegły rok tak i ten dobiegający końca był pod tym względem całkiem przyjemny i obfity. Nowi koledzy, Paweł i Zbyszek okazali się doskonałymi kompanami wędkarskich wypraw, czasem zdopingowali od porannego wstania, czasem „pomogli” podjąć decyzję o wyborze łowiska. Tak to zwykle bywa, że znajomości zawarte nad wodą potrafią przetrwać lata, znam takie przypadki. Dowodem są choćby kolejne spotkania z bohaterami wspomnień znad zalewu Sulejowskiego w ubiegłym roku. Mam nadzieję, że następne spotkania i wspólne sezony tylko potwierdzą tą tezę.
      Nowe miejsca to przede wszystkim wypady za Wisłę, nad Tugę i Szkarpawę w sąsiednim okręgu elbląskim, wakacje nad Narwią i jesienne połowy w Wiśle. Szczególnie wspominam biwak w Ponikiewie i próby złowienia wąsatego króla podwodnego świata. Niestety, tylko na próbach się skończyło, efektów jednak nie osiągnęliśmy. Późniejsze próby przechytrzenia tych wspaniałych ryb w Wiśle również skończyły się porażką. Cóż, to tylko pokazuje jak trudno czasem osiągnąć wędkarski cel.
      Właściwie to sami możecie popatrzeć jak ten sezon wyglądał. Większość zdjęć na pewno widzieliście w moich sprawozdaniach z wędkarskich wędrówek.
      Wiosna i lato to moje ulubione kanały, rzeki Tuga i Szkarpawa oraz ulubione jezioro Wysoka.







      Migawki z wakacji nad Narwią.


      Późnym latem i jesienią znów zaglądałem nad "swoje" jeziorko, kanały i Wisłę.




      Było też trochę ryb, bez okazów, ale przyjemność daje spotkanie z każdą, nawet niewielką.




      Koniec roku niestety nie był dla nas łaskawy, najpierw odezwała się stara kontuzja pleców, która wyłączyła mnie z wędkowania praktycznie do Świąt, a 7 grudnia straciliśmy naszego psa, uroczą pekinkę, która towarzyszyła nam przez 12 lat.

      Żegnaj przyjaciółko.

×