Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

"Panowie nie zapędzajmy się sami w kozi róg "... jak mawiają strażnicy rybaccy.

 

KLIK 

 

Wesołych i spokojnych świąt życzę wszystkim. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Ozet

Wracając do drop shota. Oto interesujący artykuł (z krótkimi filmikami), w którym opisywane i prezentowane są zaskakująco subtelne zestawy, do łowienia tą techniką.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cenne uwagi Zbyszku, dzięki.

Na pewno już wiem, że muszę dokupić cieńszą plecionkę.

Pewnie wybór padnie na "nanofil" której nie lubię ale warto wziąć pod uwagę wnioski bardziej doświadczonego łowcy.

Dzięki za dodatkowe informacje.

 

Do tej pory używałem haków muchowych nr 8.

Nie miałem większych efektów ale i arsenał przynęt mizerny.

Teraz wiem lepiej czego szukać i do czego dążyć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wracając "na chwilę" do dwóch przynęt w spiningu morskim, nadal obstaję, ze jest to niedopuszczalna technika, co do zestawów dorszowych, dla mnie sprawa jest jasna i przejrzysta.Mimo tego, że jestem jedynie laikiem - teoretykiem, potrafię wskazać konkretny zapis.

 

Odnośnie dropshota wciąż mam mieszane uczucia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak się przyglądam tej dyskusji i mówicie ze drop shot jest nie etyczny, moim zdaniem nie etyczne jest wędkowanie na żywca albo na fileta bo trzeba ubić mała rybka, a przy dropie nic nie trzeba zabijać. Zaraz ktoś napisze że można włg, regulaminu np. ukleje albo krąpia czy karasia ze sklepu użyć, ale nie zmienia to faktu ze zabija się narybek...

Ryby zacięte przy dropie są zazwyczaj zacięte za pyszczek, i to jednym haczykiem  anie jak przy miesiarskiej metodzie żywcowej z cała kotwiczka za skrzelami, bo nie można ciąć zaraz po braniu trzeba poczekać aż zażre. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

można włg, regulaminu np. ukleje albo krąpia czy karasia ze sklepu użyć

 

No tego akurat nie można Dawidzie. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No tak nie wolno wpuszczać/używać rybki nie z tego akwenu, ale 90proc. wędkujących na żywca u nas własnie używa karasi sklepowych.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

u nas własnie używa karasi sklepowych.

 

No tak, zgadza się i u nas jest podobnie, ale akurat to jest nieetyczne i wbrew jasnemu zapisowi. W przeciwieństwie do połowów metodą "drobnym krokiem/kroczkiem" (drop shot), gdzie już sama nazwa określa sposób podania i prezentacji przynęty. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Ozet

DawidGorzow napisał:

Ryby zacięte przy dropie są zazwyczaj zacięte za pyszczek, i to jednym haczykiem anie jak przy miesiarskiej metodzie żywcowej z cała kotwiczka za skrzelami, bo nie można ciąć zaraz po braniu trzeba

poczekać aż zażre.

Dawid, to że nie lubi się, lub nie stosuje konkretnej metody czy techniki połowu ryb, nie uprawnia jeszcze do nazywania jej "mięsiarską". Jeżeli wędkarz łowiący "żywcówką", przestrzega limitów ilościowych, okresów i wymiarów ochronnych, to w żadnym razie nie można nazywać go mięsiarzem", a tym bardziej technikę samą w sobie "mięsiarską". Każda metoda/technika łowienia, jest na tyle mięsiarska, na ile mięsiarzem jest wędkarz nią łowiący. Gwoli jasności, sam rzadko łowię tą techniką, więc nie jest mi jakoś szczególnie bliska.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A dla mnie ``żywcówka`` to typowa miesiarska metoda, i nie ma nic wspólnego z etycznym wędkowaniem, kije toporne, grube żyłki/plecionki i nie szczęsny narybek na końcu zestawu czekający na pożarcie. 

Może i są limity i okresy ale to typowa metoda na mięcho do domu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Może i są limity i okresy ale to typowa metoda na mięcho do domu.

Uogólnienia zawsze były krzywdzące dla jednostek ale każdy ma prawo do swojego zdania. :) 

W życiu zdarzyło mi się jeden jedyny raz złowić na żywca dziesięć, jak najbardziej wymiarowych szczupaków. Złowione w kilka godzin praktycznie z jednej miejscówki. Byliśmy we dwóch i zarówno ja jak i mój przyjaciel mieliśmy już po dwa szczupłe w siatkach. Nie ukrywam, że cieszyliśmy się jak dzieci i przystroiliśmy się w miny pogromców-zdobywców. Z każdym kolejnym zaczynało mnie coś od wewnątrz niepokoić a jak się później okazało, nie tylko mnie. Po złowieniu przeze mnie piątego a przez przyjaciela trzeciego już nie mieliśmy dumnych min a zastanawialiśmy się co może być przyczyną takiego obrotu rzeczy. Przyjaciel miał już pięć w siatce, gdy ja zaciąłem dziesiątego i wtedy się odezwał "ja chyba je wypuszczę". Powiedział to o czym ja myślałem od dłuższego czasu, gdyż rzeczka nie była wielka, rozlewisko miało może 50 na 70 metrów i tyle zębaczy w jednym miejscu, tyle wyciągniętych a to mogło stanowić wyrok dla tej rzeczki.

Wypuściliśmy zębacze, zabraliśmy trochę drobnicy, którą złowiliśmy przy okazji połowu żywczyków i do dziś tak naprawdę tylko my wiemy co się stało, bo nikt inny mam nie uwierzył.

 

Tak po prawdzie to ta opowieść to tylko dygresja do opowieści właściwej. Akurat wtedy pokazywałem przyjacielowi jak poprawnie łowić na żywca i dlaczego tak a nie inaczej i uwierz, że w zestawie kotwiczka nie ma prawa bytu. Ja też byłem uczony tej techniki od o wiele starszej osoby. Jako młody i ciekawski stosowałem też kotwiczkę ale tylko przy połowie sumów, lecz dość szybko mi to przeszło po zrozumieniu ran jakie doznaje ryba, gdy wcale jej nie chcę zabrać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wracając "na chwilę" do dwóch przynęt w spiningu morskim, nadal obstaję, ze jest to niedopuszczalna technika, co do zestawów dorszowych, dla mnie sprawa jest jasna i przejrzysta.Mimo tego, że jestem jedynie laikiem - teoretykiem, potrafię wskazać konkretny zapis.

 

 

Cytuję w/g Wikipedii: Spinning – metoda sportowego połowu ryb na wędkę przy użyciu wędki, kołowrotka i sztucznej przynęty polegająca na naprzemiennym zarzucaniu jej i ściąganiu za pomocą kołowrotka. Wędkarz wykonuje także wabiące ruchy wędziskiem tak, aby ruch przynęty jak najbardziej przypominał ruch chorej, przestraszonej rybki. Metoda spinningowa służy przede wszystkim do połowu ryb drapieżnych (sandaczy, szczupaków, okoni, sumów itd.) - koniec cytatu.

 

Dodam, że także dorszy, płastug, węgorzy, siei, leszczy oraz innego białorybu.

 

Jak nazwać metodę stosowną od lat na kutrach jeżeli nie formą spiningu?

Mało tego, często polegającą na wręcz wertykalnym łowieniu w pionie dwoma przynętami w granicach prawa.

Wędka z kołowrotkiem lub multiplikatorem > linka główna > pilker lub główka jigowa z gumą + przywieszka to podstawowy zestaw.

Wielu wędkarzy nie przestrzega limitu przyponów i używa kupnych zestawów po kilka przywieszek a jako obciążenie stosuje pilker z kotwicą.

To jest zabronione ale tak często bywa.

 

Surfcasting, boczny trok czy drop shot to także klony spiningu, też polegamy tutaj na wyrzuceniu zestawu i odpowiednim zaprezentowaniu przynęty.

Jedni uznają surfcasting za metodę odległościową inni nazwą inaczej.

Nie zmienia to faktu, że wyrzuca się przynęty na znaczną odległość a następnie ściąga w pobliże stanowiska na brzegu.

W tym wypadku wędkarze używają także dwóch przyponów co nie oznacza, że można użyć jednego.

 

Jako autor tematu o Drop Shocie chciałbym zaznaczyć, że odpowiadam za to co piszę ale nie mogę brać odpowiedzialności za to kto i co rozumie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam propozycję, przeczytaj jeszcze raz uważnie wspomniane rozporządzenie i zapewne zauważysz, że autor wyraźnie określił warunki połowu dorsza i innych ryb, innymi metodami w tym spiningowej.

Mimo tego,że jestem tylko laikiem - teoretykiem uważam, że nazwanie surfcastingu w formie znanej z naszych plaż to delikatnie mówiąc spore nadużycie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Danielu forma łowienia znana z naszych plaż jest stosowana w całej europie jeśli nie świecie i  wszedzie nosi ona nazwę SURFCASTINGU a najbliżej temu do Ciężkiej gruntówki bądz feedera.

Wpisz na przykład na jutubie hasło surfcasting a wyświetlą ci sie filmiki zarówno polskie ale przewaga bedzie hiszpańskich, niemieckich włoskich. Sam zacząłem w tym roku zabawe w SC i  bardzo mnie to wciągnęło.

Edytowane przez Slawoo

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Sorry, oczywiście masz rację, złośliwość przedmiotów spowodowała że brak jednego dwóch słów wypaczył sens mojej wypowiedzi. A powinna ona brzmieć :
... " nazwanie surfcastingu w formie znanej z naszych plaż klonem spiningu to delikatnie mówiąc spore nadużycie ". Za zamieszanie przepraszam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Drop w/g WW z 2009r

 

 

Więcej informacji znajdziemy na WMH , na innych stronach i sklepach

 

Sporo lektury bo i metoda skuteczna, zachęcająca do rozwijania się.

Warto poczytać i skorzystać z informacji jak i możliwości jakie mamy do dyspozycji.

Edytowane przez grzybek

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość woldi

Zawsze byłem za wprowadzaniem nowych technik czy udoskonalaniu starych, ale z verticalem jest wielki problem, bo otwiera szlabany i daje zielone światło kłusownikom-szarpakowcom! Nie jestem przeciwny samej metodzie, ale w polskich warunkach uważam, że jest za wcześnie na jej zalegalizowanie! Nie wiem jak jest na zachodzie europy, czy tam też maja w związku z tą metodą problemy z miesiarzami, ale u nas byłby na bank i to ogromny! Co chwila słyszymy o szarpakowcach, jeszcze kłusownikach, podcinających ryby na tarliskach czy zimowiskach wiec jak zezwolimy na vertical staną sie bezkarni! :angry:

Panowie, już to przerobiliśmy na naszym morzu:


Jak nazwać metodę stosowną od lat na kutrach jeżeli nie formą spiningu?

Mało tego, często polegającą na wręcz wertykalnym łowieniu w pionie dwoma przynętami w granicach prawa.

Ten kto łowił z kutrów dorsze dobrze wie, jakie tam zwyczaje panują. Klient czyli wędkarz musi być zadowolony i nawet jak dorsz nie chce współpracować to dobry szyper :)  tak napłynie na stado, że nagle woda ożywa i ryby zaczną walić w pilker dupami, ogonami czy grzbietami. Normalne cuda :P Jeszcze kilkanaście lat temu na każdym kutrze, praktycznie każdy ,,wędkarz,, ;) wracał z ilością 30, 40 czy nawet ponad 50 sztuk dorszy w tym z okazami ponad 10kg. To była norma, standard i nic nadzwyczajnego natomiast teraz normą jest dłubanie bolków, a złowienie większej sztuki stało się osiągnięciem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Ozet

Woldi napisał:

...z verticalem jest wielki problem, bo otwiera szlabany i daje zielone światło kłusownikom-szarpakowcom!

Woldi, równie dobrze "zielone światło" kłusownikom, daje zgodne z prawem łowienie w "agresywnym opadzie". Czy to dozbrojoną na wszelkie możliwe sposoby gumą, kogutem, czy też ciężką wahadłówką z dwoma katowicami. W ten sposób może dochodzić do absurdalnych sytuacji, że wędkarz łowiący subtelną wersją drop -shota, będzie uznany za kłusownika, natomiast łowiący "w bardzo agresywnym opadzie" za legalnego łowcę. Mimo że pierwszy będzie łowił okonki, a drugi leszcze, sandacze czy nawet sumy, za tzw."kapotę". (Zwłaszcza, że zniknął przepis regulaminu który mówił że: "za prawidłowo złowioną rybę, uznaje się zahaczoną w obrębie głowy".) I wszystko będzie w zgodzie z literą ustawy, ale czy na pewno z jej duchem?

Jak napisał wcześniej Jotes:

...nie można przepisów tworzyć dla samych mięsiarzy lub w obronie przed nimi. Trzeba zawsze zakładać, że przepisy są dla ludzi uczciwych - bydle zawsze znajdzie wyjście i je ominie.

Edytowane przez Ozet

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość woldi

Trzeba zawsze zakładać, że przepisy są dla ludzi uczciwych - bydle zawsze znajdzie wyjście i je ominie.

Zawsze możesz podcinać to fakt, ale dużo łatwiej i skuteczniej napłynąć nad stado i ciąć aż miło bezpośrednio nad nim :( Wiesz, boję się powtórki z morza, bo chyba nie uważasz, że to rybacy wycięli dorsza w pień? Sam, jeszcze kilkanaście lat temu łowiłem z kutrów, zobaczyłem jak się dzieje i zorientowałem, że to jest typowe mięsiarstwo, bo nie dość, że limity ilościowe czy wymiarów ochronnych nie obowiązują to jeszcze szarpak jest na porządku dziennym. Ja już od dawna nie jeżdżę po mięso ;) , ale mam kumpli, którzy do dnia dzisiejszego to robią i mówi, ze to w dalszym ciągu sprawdzona metoda :angry: na słabe dni.

Jeszcze coś dopiszę. Vertical jest cholernie skuteczny przy połowie sandacza i suma. Sam tego nie spróbowałem, ale poznałem kolesi sumiarzy, od których to wiem, bo w brew zakazowi i ,,po cichu,, używają tej metody, ale oni akurat łowią dla sportu, a nie mięsa. Ich ryba wracają do wody, rosną i dalej odbywają tarło, ale do tego trzeba mieć łeb na karku, a nie tylko rozgrzany olej na teflonie, który niestety, ale w naszym kraju-raju jest jeszcze dominujący!

Edytowane przez woldi

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

poznałem kolesi sumiarzy, od których to wiem, bo w brew zakazowi i ,,po cichu,, używają tej metody, ale oni akurat łowią dla sportu, a nie mięsa

 

 

Co raz lepiej: łowienie dla sportu :D

Kaleczenie kotwicami, hakami, stresowanie ryb holem to ma być sport?

Na szczęście już od dawna nasze związki wędkarskie odeszły od terminu "sportowy połów ryb"

 

Generalnie odchodzimy od głównego tematu rozwijając tak różnorakie wątki.

 

Jeśli w ten sposób będziemy drążyć temat dojdziemy do konkluzji, że ruch bacikiem z zestawem spławikowym w pionie podepniemy za łowienie wertykalne.

 

Dobrze, że same ryby nie mają głosu bo moglibyśmy przekonać się, co myślą raki i inne drapieżniki połykające swoje ofiary.

Ciekawe, dla sportu czy aby przeżyć?

 

 

uważasz, że to rybacy wycięli dorsza w pień? - sugerujesz, że wędkarze wycięli dorsza?

 

Dobre, co raz lepiej.

Panowie, trochę powagi, odpowiedzialności.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

sumiarzy, od których to wiem, bo w brew zakazowi i ,,po cichu,, używają tej metody,

 

Jest niesamowicie skuteczna, napływają rybie "nad głowę" i pracują przynęta w wodzie w pionie. Było o tym w jednym z odcinków "Jak to jest złowione". Nie pamiętam tylko jak nazywa się ta przynęta ... ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W zasadzie, czuję się wywołany do odpowiedzi - choć chyba przez pomyłkę użyłeś mojego cytatu. :)

 

 

 


Wiesz, boję się powtórki z morza, bo chyba nie uważasz, że to rybacy wycięli dorsza w pień?

 

Ja tak właśnie uważam! Bo przecież nie wędkarze są odpowiedzialni za wycięcie w pień aż 95% światowych zasobów ryb - to byłoby fizycznie niemożliwe, nawet, jeśli chodzi o sam Bałtyk. Nie wierzę, że to wędkarze!  Ale policz te wszystkie państwa leżące u jego wybrzeży, pomnóż przez ilość statków rybackich i kutrów trzebiących te wody co dnia przez kupę lat, a dojdziesz do właściwego wniosku, że to nie wędkarze. Wyliczając, nie zapomnij się zastanowić, czy i jaki wpływ na populację ryb (ogółem!) w Bałtyku, mają te wszystkie zatopione beczki z masową śmiercią na jego dnie?...

Byłoby absurdem przypisywać coś takiego wędkarzom i w tej sytuacji, nie ośmieliłbym się nawet powiedzieć, że wędkarze choćby przyczynili się do tego. Nawet gdyby łowili i po 50 szt dziennie. Bo ileż razy w roku Ty sam wypływałeś, żeby sobie przypisywać winę? Ja jestem niewinny, bo nigdy nie łowiłem w morzu, a jest takich całe mnóstwo!

 

 

 



Jest niesamowicie skuteczna, napływają rybie "nad głowę" i pracują przynęta w wodzie w pionie. Było o tym w jednym z odcinków "Jak to jest złowione".

 

Za którym napłynięciem im się udało? Ale jak zapewne sobie przypominasz, nie było to "podnoszenie i opuszczanie przynęty w sposób ciągły". Olin miał tylko potrząsać tym gumowym "czupiradłem" w miejscu. Lekuchno pstrykał tylko żyłką/plecionką, żeby te gumowe frędzle nasączone atraktorem wprawić w ruch. A to już chyba coś innego, ale przecież na siłę da się podciągnąć pod bubel prawny...  :(

Edytowane przez Jotes

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ten odcinek można obejrzeć tutaj. Szczerze mówiąc chwilami włos się na głowi jeży ;).

W 12 minucie "zawodowy sumiarz" określa metodę "wertykalna" i dalej jest jej dokładny opis, określony jako łowienie w pionie. Używając takiego wabika i przynęty naturalnej, czyli ... pęku rosówek.

W 18 minucie można zaobserwować, ze to nie jest lekuchne pstrykanie ino ciągłe podnoszenie i opuszczanie przynęty w pionie, może niewielkie, kilku - killkunasto- centymetrowe, ale zawsze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hmm! Jeśli zarzucę żywcówkę i żywiec będzie się ciągle poruszał - o własnych siłach! - to w górę, to w dół na długość przyponu, to jaka to jest metoda? Wertykalna, w pionie, czy podnoszenie i opuszczanie przynęty???

 

Powtórzę/zacytuję po raz kolejny słowa strażnika rybackiego, odnośnie tytułowej metody:

 

"Panowie nie zapędzajmy się sami w kozi róg ".

 

A od siebie dodam, że szukając dziury w... ludziska sami sobie strzelają w stopę. Po co?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie jestem sumiarzem choć kilka złowiłem jako przyłów.

Nie mniej obejrzałem kilka filmów na temat suma - ostatnio także film z Olinem w roli gównej.

 

Zastanawiam się, jak to jest?

Metoda wertykalna promowana w tym filmie traktowana jako normalne zjawisko.

Inni wędkarze twierdzą, że stosują ją "po cichu" a ten łowca i inni z teamu black cata walą na całego pod okiem kamery!

Gdyby to nie było legalne nie powinni promować w ten sposób kłusownictwa na naszych wodach?

 

Chyba jestem w "kozim rogu" albo w czarnej doopie 

Autentycznie jestem zagubiony.

 

Chciałem przyjrzeć się metodzie drop shot ale im dalej sięgam tym gorzej się czuję.

Chciałem połowić okonka, sandacza na muchowy haczyk a tu takie rzeczy się dzieją, że kopara mi opada.

 

Chciałbym spróbować tej metody w morzu, na Wiśle...

Z jednym haczykiem, delikatnym zestawem, po amatorsku.

Dać rybie szansę na zejście z haczyka, wypięcie się.

Na kotwicach jakie oni stosują może to być niemożliwe.

 

Jak już ktoś napisał: "można łowić ryby na serek cielęcy ale nie w sposób bydlęcy"

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×