Skocz do zawartości
Nicco Puccini

Mucha przyjacielem wędkarza, czyli jak hodować białe robactwo.

Rekomendowane odpowiedzi

Mucha jak wiadomo towarzyszy nam od tysięcy lat. Skutecznie unika lepików, packi, gazety, złożonego na pół zeszytu i naszej dłoni, lata sobie dalej po pokoju tylko po to, by nasza irytacja osiągnęła apogeum....Wydawać by się mogło, że stworzenie te istnieje tylko w tym właśnie celu0 irytacji człowieka. Ale czy tak jest na prawdę? Czy z muchy nie możemy mieć żadnego pożytku?

I tu właśnie się okazuje, że możemy i mamy. Potomstwo muchy, czyli te małe białe robaczki, które skutecznie terroryzują większość przedstawicielek płci pięknej naszego gatunku, są doskonałą przynętą oraz dodatkiem do zanęt wędkarskich.

Jednak każdy, kto kupuje tych małych terrorystów w sklepach wie, że ich koszt to coś między 2 a 4,50 złotego...Czyli mówiąc prosto- są to drogie stworzenia, a w tych pojemnikach nie ma ich zbyt wielu...

Pozostaje nam więc nic innego, jak założyć własną hodowlę białych robaków, by spokojnie móc łowić, nęcić i terroryzować kobiety przez cały sezon wędkarski.

Od czego zacząć? To bardzo proste i w większości poradników zaczyna się tak samo- trzeba iść do sklepu spożywczego i kupić wiaderko 5 lub 10l śledzi. Najlepiej, jeśli wiaderko będzie przeźroczyste, ale może być też białe/różowe/zielone/czarne czy niebieskie.

Jeśli ktoś dysponuje wiaderkiem z przykrywką, to oczywiście może pominąć pierwszy krok(chyba, że lubi śledzie).

Ok, mamy wiaderko, co dalej?

Zdobyć musimy jeszcze firankę o oczku 0.3 lub 0.5mm. To już może być trudniejsze, bo z reguły firanki wiszą na oknach i możemy ich zdjęciem wywołać wojnę...Proponuję więc podejście dyplomatyczne- kotku, proszę, daj mi kawałek tej starej, ohydnej firanki...I tak leży brudna w szafie, nie ma z niej pożytku...A w zamian za miesiąc pojedziemy do miasta i kupimy jakieś śliczne nowe firanki, i może jakieś zasłonki? :)

Oczywiście w dyplomację wkładamy cały urok osobisty.

Mamy wiaderko, firankę, więc krokiem następnym będzie przygotowanie podłoża dla małych białych terrorystów oraz pozyskanie żywności dla tej bandy rozbójników.

Przygotowanie podłoża:

Do wiaderka wsypujemy dwa litry trocin, tak, żeby objętościowo było to 1/5 głębokości wiaderka. Trociny muszą być z drzewa liściastego. Możemy je wymieszać z piaskiem plażowym, jak ktoś ma pod ręką.

Na trocinki wrzucamy kilka kamyczków albo sypiemy troszkę żwirku drobnego, taki element dekoracyjny dla zwierzaczków. Wiecie, lepiej się będą czuły to będą ruchliwsze, szczęśliwe i smaczne dla ryb. To chyba oczywiste.

Podłoże już przygotowane, więc teraz wiercimy otwory w pokrywce wiaderka. No, Towarzysze;D Aku w dłoń, do tego wiertło 1/5-2mm i działamy:D Wiercimy sporo otworków. Ich wielkość jest taka a nie inna po to, żeby nic nie wleciało ani nie wyleciało z naszej hodowli. To bardzo ważne, ale za chwilę powiem czemu.

Mamy więc przygotowany domek dla rozbójników, elementy dekoracyjne i przykrywkę. Czas na produkty spożywcze.

Kupujemy kilogram najdroższej wołowiny, mięsa z wielbłąda albo jakąś wędzoną szyneczkę za kilak dyszek:D Chociaż równie dobrze możemy się zdecydować na kawałki kurczaka, rybki...albo jakiekolwiek mięso.

Ten produkt spożywczy wkładamy na firankę i tak zostawiamy. Tylko kilka uwag: rybki czy ich kawałki sprawdzają się świetnie, ale śmierdzą ostro i ości nieco przeszkadzają, ponieważ mogą spadać razem z robakami...Najlepiej więc stosować coś nie ościstego. Mięso najlepiej tez pokroić na kawałki po kilka-kilkanaście cm. Wtedy biali bandyci szybciej sobie z nim radzą, rosną zdrowe i smaczne.

Mamy więc w sumie wszystko czego nam trzeba, poza reproduktorem, czyli muchą. No i to jest wielka chwila Panowie...Idziemy polować na muchę :D słoik w dłoń i szukamy w zakamarkach wielkiej, ogromnej czarnej muchy, która jest tak duża, że ledwo może się wzbić w powietrze. Najlepiej złapać kilka takich. Po złapaniu muchy wkładamy delikatnie do wiaderka po śledziach, pozwalamy im hasać po mięsku. Kiedy muchy są na mięsku, zakrywamy to pokrywką. Szczelnie. (Alternatywa dla leniwych- zamiast łapć muchy zostawiamy wiadro na powietrzy na pół godziny, jak jest ciepło na bank sporo much złoży tam jajeczka). Teraz czekamy, pod czas gdy w naszym małym laboratorium dzieją się istne cuda.

Muchy składają na mięsku jajeczka. jajeczka szybko się rozwijają, robią się z nich maciupkie białe robaczki, które jedzą smaczne mięsko. Dosłownie rosną w oczach i już po kilku dniach mają po 15-20mm, są grube i strasznie ruchliwe. Jeśli poczekamy kilka dni, to mogą osiągnąć nawet 30mm!!!( zalecam wtedy daleko idącą ostrożność, gdyż zbliżając się do nich ryzykujemy utratę ręki).

Ale jak to wygląda od strony technicznej? Otóż tak:

Mucha składa jajeczka. wykluwają się robaczki, które szamią sobie mięsko. Siedzą w mięsku i jedzą. A kiedy mięska robi się mało, albo robaczek wyjdzie poza mięsko, spada w dół, na trociny. Tam się trochę oczyszcza i czeka na to, co przyniesie mu los(czytaj: Śmierć w rybim przewodzie pokarmowym).

Tak więc wszyscy są zadowoleni.

Odpowiedź na pytanie numer jeden: Czemu nie mogę zostawić wiaderka otwartego na ten tydzień czy kilka dni?

Odpowiedź: Ależ możesz. Ale jeśli wrzucisz tam kilka much i zamkniesz, robaczków nie będzie zbyt wiele, każdy się naje i urośnie porządnie. Gdyby wiadro było otwarte przez cały czas nowe muchy składały by nowe jajeczka, a z nich wykluwały się nowe robaczki. I wtedy żaden by się nie najadł. Jest to jednak dobra wiadomość dla hodowców pinek, chyba każdy to zauważy...

Więcej pytań zadacie, to się odpowie;D

A na koniec, już po zakończeniu cyklu rozwoju bandytów, musimy się pozbyć ich zapachu. W tym celu indianie z bieguna północnego opracowali genialny plan. Należy robaczki umieścić w rajstopie czy skarpetce i zalać wodą z odrobiną płynu do mycia naczyń. Ja tam się z nimi nie zgadzam, i zalewam samą wodą a potem eliminuje zapach atraktorami. Z resztą same trociny też robią swoje...

Bandytów można kolorować jak ktoś lubi coś innego niż biel. Wiem, że można je wrzucić w potarkowane buraczki, to będą czerwone. Od mąki kukurydzianej robią się żółte...Ale pojęcia nie mam jak w sklepach nadają im niebieski czy zielony kolor, bo i takie widziałem. Jeśli ktoś wie, to niech mi powie, daje za te info kilka litrów robactwa;D

A na serio to zachęcam do dzielenia się wiedzą, uwag na temat moich zdań, i ogólnie do dyskusji na temat hodowania białych potomków much.

Mam nadzieję, że miło się czytało i wyniosło trochę wiedzy:)

post-3-0-95717600-1328123897_thumb.jpg

Na załączonej profesjonalnej

dokumentacji technicznej można zobaczyć, jak to mniej więcej wygląda. Na szaro zaznaczyłem żwirek, jasny kolor to trociny z piaseczkiem. Firanka oznakowana. Mięsko leży na firance w hamaku i jest konsumowane przez bandytów. Aaaa, firankę przyczepiamy do brzegów wiaderka taśmą albo wkrętem, tak, żeby ciężar mięsa i robaczków nie ściągnął jej na dół, w trociny.

No, chyba nie zapomniałem o niczym.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Piękny art. !!!! Naprawdę rewalcyjnie napisany !!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zielone to od leków na wątrobę a niebieskie mają tak od urodzenia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No i ja działam w tym sezonie. Dopiero teraz, bo wcześniej nie były mi potrzebne...

Nieco zmodyfikowałem sposób hodowli. Do wiadra bezpośrednio ładuję pożywkę dla terrorystów. Żyją sobie tam i jedzą Dziś dobiegł końca cykl rozwojowy pinki, więc wrzuciłem robactwo razem z resztką szamy na sito, sito położyłem na pojemniku. A w pojemniku zanęta uniwersalna z aromatem karmelowym. W drugim pojemniku to samo, tylko aromat waniliowy. łącznie powinno mi wyjść coś koło pół litra pinki. Cykl rozwojowy trwał tym razem około pięciu dni.

Dzikuny mają dwa dni dopiero i są wielkości pinki, ale rosną :) Bardzo ważna jest odpowiednia ilość jedzenia- im więcej robaków tym więcej szamy musi być, bo inaczej zawsze będą tylko pinki. Z jednego prostego powodu- pinka nie urośnie na dzikuna nie mając co jeść...A jak nie ma co jeść, to i nie rośnie. Proste.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kolego, ja to widzę inaczej. Wyhodowałem więcej białych robaków, niż Chińczyków chodzi po Ziemi. Proszę:

,,Do wiaderka wsypujemy dwa litry trocin, tak, żeby objętościowo było to 1/5 głębokości wiaderka. Trociny muszą być z drzewa liściastego. Możemy je wymieszać z piaskiem plażowym, jak ktoś ma pod ręką"

Dlaczego muszą być liściaste? -otóż nie muszą być liściaste i nie trociny, a raczej drobny pył, który przesieje się przez sitko dostępne w każdej kuchni. Dlaczego tak? - bo gdy robaki się dostaną się do tych drobnych trocinek, to bardzo łatwo jest je przesiać tym samym sitkiem i uzyskać czyste białko. 

,,Podłoże już przygotowane, więc teraz wiercimy otwory w pokrywce wiaderka. No, Towarzysze;D Aku w dłoń, do tego wiertło 1/5-2mm i działamy:D Wiercimy sporo otworków. Ich wielkość jest taka a nie inna po to, żeby nic nie wleciało ani nie wyleciało z naszej hodowli".

Jakakolwiek pokrywka jest wykluczona, ponieważ robale i padlina wytwarzają bardzo dużo ciepła i wilgoci. Zamiast pałaszować padlinę, larwy zaczną szukać wyjścia po mokrych ściankach wiaderka. Zapewniam, że w takim momencie trociny nie są dla nich przeszkodą.

Zgadzam się, że należy zabezpieczyć hodowlę przed wlatującymi ścierwojadami i kolejnymi muchami. Muchy znosząc nowe jaja spowodują zawirowanie w hodowli. będziemy mieli małe, średnie i bardzo małe robaczki. Rzecz w tym, aby wylęg odbył się jednocześnie i dzieje się to (przy korzystnych warunkach) już na drugi dzień po złożeniu jaj.

 

Ja robię to tak: 

Do pojemnika typu duża kuweta wkładam 4 korpusy drobiowe (1,5zł/kg) i wystawiam na słońce w pobliżu mojego kosza na śmieci. Po kilku godzinach na padlinie już jest sporo jajeczek. Teraz odganiam muchy, a kuwetę przykrywam gdzieś w cieniu dużą kastrą budowlaną (ok 90L) Dawniej hodowałem na wolnym powietrzu, ale kłopod sprawiał smród, robactwo i duża wilgotność powietrza. Pora deszczowa, to prawdziwe przekleństwo. Teraz urzęduje w piwnicy pod warsztatem, do której nikt prócz mnie nie zagląda. a to swoje zalety: stała temperatura i wilgotność, a także brak wspomnianego robactwa. Tak więc zabieram moją kuwetę do piwnicy, umieszczam ją we wspomnianej kastrze budowlanej, do której wcześniej wsypałem przesiane drobniuteńkie trocinki w warstwie ok 5cm. Robale jedzą jak szalone, ja dokładam kolejne korpusy i po kilku dobach zaczynają wyłazić po ściankach kuwety na zewnątrz i wpadać do trocin. Co jakiś czas przesiewam robale i umieszczam je w pojemniku z czystymi trocinami. Pojemnik oczywiście w lodówce. Polecam zakup jakiejś taniej, używanej lodówki i umieszczenie jej w garażu, czy gdzie kto ma. W przeciwnym razie matka odda syna do poprawczaka, a żona zażyczy sobie wizyty u adwokata..W jednym cyklu mam ponad litr robaków i zużywam tych korpusów 6 - 8 trudno powiedzieć, bo są różnej wielkości  Używałem też nerek wieprzowych za 2,7zł/kg. Nerki jako dokarmienie, bo muchy składają na nich jaja raczej niechętnie. 

Jeszcze wspomnę o tym, że z hodowli pozyskuje się robaki o różnej wielkości. Są te typowe, duże robaki, jakie kupujemy w wędkarskim i najczęściej zakładamy na haczyk, oraz te, z których pozyskuje się tzw. PINKI. Wszystko zależy od tego, która mucha zniesie jaja. Nie wnikałem to zbytnio, bo to dla mnie nie jest istotne, ale z muchy zielonej są raczej robaki małe. Duże pozyskamy chyba z takiej z  niebieskawym nalotem. Jeżeli komuś na tym bardzo zależy, to może przeprowadzić doświadczenia, ewent. wyhodować muchy z dużych robaków kupionych w sklepie (nie zachęcam) i wykorzystać w dalszej hodowli. Pozdrawiam i życzę powodzenia.

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×