Skocz do zawartości
Wartburg

Zimowy marazm i poluzowane klepki

Rekomendowane odpowiedzi

W związku z sugestią Winda, może tutaj zacznę wątek botaniczno/pijacko/kombatancki :)
Botanika winc aby coś urosło potrzebne są nawozy najlepiej organiczne :)
Obecność hurtowych ilości robaków w procesie produkcji to oczywiście czysty przypadek.
Wczesną wiosną wykonałem takie coś :)

 

30689100_1884077431623894_6473800382739906560_o.jpg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Reklamacja do Wysokiej Administracyji.
Tak Zawiało  że wszystkich miłośników wynurzeń pijackich i innych głupot zwiało z pokładu :/

39101017_2063262140372088_1807730680956715008_n.jpg

Edytowane przez Wartburg
Fanatyzm

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
33 minuty temu, Wartburg napisał:

Tak Zawiało  że wszystkich miłośników wynurzeń pijackich i innych głupot zwiało z pokładu :/

Nie, to poczucie humoru z nich wywiało (w niebyt). Więc "wisielczy" nastój zapanował, gdy powiało chłodem. Niechybnie zima blisko.

Edytowane przez Jotes

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
52 minuty temu, Wartburg napisał:

Reklamacja do Wysokiej Administracyji.
Tak Zawiało  że wszystkich miłośników wynurzeń pijackich i innych głupot zwiało z pokładu :/

Niektórzy chorobliwie nie znoszą wydzielonych i monitorowanych "ogródków", gdzie coś tam im wolno, gdyż wolą tzw. "spontan". Ot i cała tajemnica. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja na wygłupy też muszę mieć fazę i w monitorowanej wydzielonej rzeczywistości czuje się jak prolet u Orwella ....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zimno, cimno, wiaja i do dumu daleko... :(

Edytowane przez Alexspin

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Niektórym się wydaje, że na działce u sąsiada jabłek jakby więcej, że są większe i pewnikiem smaczniejsze. (To komentarz do jednego ze świeżych tematów na forum, ale tam nasz Drogi Admin by mi go usunął.) ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak byłem zapalnąć światelko na zerwanej główce.....
Nazbierałęm jabłek w sadzie, włąściciel się nawet ucieszył że ktoś się poczęstował, przykre czasy.
-g0RdXdXfU3c0Ma2W9WH1JE5odOVbpIeVhlWpALsAlpgFP4kurDJf89GU1hp-OV0WulCufxrASfxvRVPpRfKdf29fAXAZhwUm260-DXuCW_g9XSIca8-PPQtKYkDtDsnoXnXFAU-zqJcLEkL8LRBHgXVwW.thumb.jpg.df84fde464a7d75c9b3f50a1e3c57c29.jpg
 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
17 godzin temu, Wartburg napisał:

Nazbierałęm jabłek w sadzie, włąściciel się nawet ucieszył że ktoś się poczęstow, przykre czasy.

Skoro już jesteśmy przy jabłkach...
Gdy byłem młodszy i dużo łaziłem jesienią na spin nad Wartą, to bardzo lubiłem podkradać w okolicznych, nieraz na wpół zdziczałych sadach, jabłka i śliwki. Smak współczesnych "plastikowych" jabłek z marketów, nawet nie przypomina smaku jabłek ze starych odmian jabłoni. Ale szczególną słabość miałem do śliwek węgierek. Nieraz celowo wybierałem takie trasy, żeby o nie "zahaczyć". Kiedyś byłem szybki, szczupły i zwinny, więc żadne płoty i ogrodzenia nie stanowiły dla mnie przeszkody. Często nawet tych płotów nie było. Trzymałem linię pewnie dzięki tym jabłkom i śliwkom, bo jak wiadomo "kradzione nie tuczy". ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, Ozet napisał:

Smak współczesnych "plastikowych" jabłek z marketów, nawet nie przypomina smaku jabłek ze starych odmian jabłoni.

I właśnie dlatego z utęsknieniem czekam co roku na pierwsze papierówki. Innych nie jadam. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Często bywam nad Wisłą w sadowniczej okolicy z 10 - 20 lat temu za szaber można było widłami zarobić i otrzymać "zakaz wjazdu" nad wode, /najlepsze miejsca były dostępne z dojazdem przez czyjeś podwórko/ Klasyka wpisowe litra itd ....
teraz jabłka śliwki i co tam jeszcze zdziczały, Wisłę poregulowali ryby poszły w p******u. Można zjeść naprawdę smacznych jabłek i powspominać tylko.
 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
43 minuty temu, Wartburg napisał:

Klasyka wpisowe litra itd ....

O, ten wątek mnie zainteresował. Litr za jeden wjazd i wyjazd, czy litr za sezon wjazdów i wyjazdów?  I czy wpisowe przepadało bezpowrotnie, czy też można było liczyć na "współudział"? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

litr wpisowego, czyli skłądka roczna,  pompa paliwa do syreny cz dreblinki do kumbajna mogły zdziałać cuda :)

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co tu tak dzisiaj tak cicho i głucho? Widzę że tylko PZW jakieś medale czy ordery chce nadawać. Więc ni z gruszki ni z pietruszki, taki cytat spod poluzowanej ździebko klepki: "Takich dwóch, jak nas trzech to nie ma ani jednego. - Powiedział czwarty z nich, po czym cała piątka udała się na piwo." ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
25 minut temu, Ozet napisał:

"Takich dwóch, jak nas trzech to nie ma ani jednego. - Powiedział czwarty z nich, po czym cała piątka udała się na piwo." ;)

A zatem? "Komu Bóg, komu wiara, komu ojczyzna miła..." - na piwo brateńki kochane. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jako iż piwa nie pije /chyba wyrobiłem swoją normę /
Usiadłem se na przyzbie kultularnie fajka wypalić a tu normalnie potwór  pełznie po chodniku .... nad wyraz dorodna rosówka.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
11 godzin temu, Wartburg napisał:

... nad wyraz dorodna rosówka.

Dorodna rosówka jest pyszna, taka mięsista, tylko cokolwiek "ziemista" w smaku. ;)

PS. Co bardziej wrażliwych, uspokajam. Nie, nie próbowałem, tak tylko sobie wyobrażam. :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Apropos próbowania to miałem zapas nałapanych w lodówce na dole w styropianowych pudełkach, obok leżała sałata....
Sęk w tym że nie zauważyłem iż jedna opakoffka się "rozhermetyzowała"  i zwierzątka wlazły w sałatę, oj było głośno przy śniadaniu :o

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Phi!... Jak kiedyś miałem w lodówce ponad pół kilo pinek i białych (tuż przed zawodami) i to dopiero się rozpełzło po całej lodówce, to z trudem uratowałem sytuację, że chociaż lodówka w domu została. Ale co ja się jej naszorowałem to klękajcie narody! Od tamtej pory już tylko pudełka z solidnym zamknięciem... :unsure:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jakoś nie kojarzę żadnego spławikowca-gruntowca, któremu chociaż raz nie rozlazły się robale w lodówce. :) 

 

21 godzin temu, Wartburg napisał:

Jako iż piwa nie pije /chyba wyrobiłem swoją normę /
Usiadłem se na przyzbie kultularnie fajka wypalić a tu normalnie potwór  pełznie po chodniku .... nad wyraz dorodna rosówka.

 

A naszczekała na Ciebie, czy tylko syczała? ;) 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gorzej miała grzechotke na ogonie i tak sie wystraszyłem że już chciałęm nad wode uciekać ;)

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ozet, coś widać kto sie czym relaksuje ;)
Mnie jakoś wystarcza kilka "buchów" dymu z ogniska kawa i wiatr :)
Pozwolę sobie zacytować tekst przypomniany przez Spławika66 na Książomordziu ostatnio...
Jest to jakaś metoda chyba :)

 

Cytat

"...Pewien niezwykle bogaty biznesmen jeżdżąc do pracy swoją limuzyną, codziennie mijał mostek na niewielkiej rzeczce. Zawsze kiedy tamtędy przejeżdżał, widział skromnie ubranego Indianina, który łowił ryby. Przedsiębiorca był człowiekiem wrażliwym i żal mu było biedaka.

Pewnego razu nie wytrzymał, zaparkował limuzynę obok mostu i zszedł do Indianina.
- Dlaczego tak się męczysz tą wędką - zagaił. - Przecież mógłbyś pożyczyć sieć.
- Ale po co? - spokojnie zapytał Indianin, nie odrywając oczu od spławika.
- Bo wtedy nałowiłbyś więcej ryb i mógłbyś je sprzedać.
- Ale po co? - dopytywał się Indianin.
- Bo za zarobione pieniądze mógłbyś kupić trzy własne sieci.
- Aha. - Pokiwał głową wędkarz. - Ale po co?
- Bo jakbyś miał trzy sieci - tłumaczył biznesmen - mógłbyś zacząć łowić w morzu.
- Ale po co?
- Bo w morzu jest więcej ryb. I gdybyś ciężko pracował, po jakimś czasie stać by cię było kupić własny trawler .
- Ale po co? - nie dawał za wygraną Indianin.
- Bo ten trawler w krótkim czasie zarobiłby na następne trzy statki i ani byś się obejrzał, a byłbyś właścicielem całej flotylli.
- Ale po co?
- Bo dzięki zyskom mógłbyś kupić bank, wybudować hotel, otworzyć kasyno, uruchomić linię lotniczą, wejść na giełdę - biznesmen był w swoim żywiole.
- Pewnie tak, ale po co? - powtarzał jak papuga Indianin.
- Bo wtedy nareszcie miałbyś już tyle kasy, że mógłbyś robić to, co chcesz.
Indianin leniwie oderwał wzrok od spławika, spojrzał na biznesmena i z niezmąconym spokojem powiedział:
- Ja właśnie robię to, co chcę.... "

Krzysztof Czarnota "Niosąca radość"

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×