Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

9 godzin temu, Jotes napisał:

To mogą być pstryknięcia okoniowe, nie koniecznie sandaczowe. I dlatego nie możesz zaciąć, a jeśli nawet Ci się uda, to po krótkim, zdecydowanym holu rozrywasz mu mordę i tracisz. Z opowieści moich kolegów wiem, że sandaczy (w Szwecji!) szukali w jeziorach, a nie w kanałach, a i to nie było jakimś szałem. Owszem, łowili, ale takie po 50-55 cm, większych nie trafiali. I to byli fachowcy od połowów sandaczy, a nie jakieś paproki, więc o nieznajomość tematu nie da się ich podejrzewać. 

Jotes - wielki szacun dla wędkarzy z takimi umiejętnościami, ja jeszcze „raczkuję” w tym temacie. Fakt, jestem młody ale śmiem uważać, że nabrałem też sporo pokory. Wcale nie uważam, że pozjadałem wszystkie rozumy. Uczę się i chcę dalej szlifować umiejętności jak i zdobywać wiedzę. Poniekąd po to właśnie zacząłem ten temat. Narazie nie mam dostępu do łodzi, a w tej chwili nie mam możliwość ponoszenia dość sporych kosztów z nią związanych. Wszystko w swoim czasie. Korzystam więc teraz z tego co jest mi dane. A myśle, że próbować należy. I czekać na ten moment kiedy zostanie mi dane wyciągnąć pierwszego sandacza.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
20 minut temu, Badvantage napisał:

Narazie nie mam dostępu do łodzi, a w tej chwili nie mam możliwość ponoszenia dość sporych kosztów z nią związanych. Wszystko w swoim czasie.

Spoko i szacun. Ja też od czegoś zaczynałem, a zaczynałem z brzegu, potem był jeden ponton, potem drugi, potem pierwsza łódź, itd, itp. Przeglądałem link do strony tego Twojego jeziora, widziałem tam jakiś strzępek mapy batymetrycznej, widziałem tam ekran echosondy z dokładnymi namiarami na GPS. I właśnie ten ekran echosondy mnie zainteresował, bo były na nim zaznaczone miejsca, w których mogą być sandacze. Są to te miejsca zaznaczone kolorem granatowym i niebieskim - 8-9 m głębokości. A takie właśnie lubią sandacze o tej porze roku. Sama mapka niewiele mi mówi, ale oglądając ją, oceniam, że z brzegu mógłbyś dorzucić w te miejsca... 

A co poza tym? Masz fantastyczne warunki na łowisku. Masz możliwość połowu "króla" wód śródlądowych. Ale mnie osobiście fascynuje połów okoni, a o szwedzkich nasłuchałem i naczytałem się do oporu. Mogę Ci tylko pozazdrościć... :( 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja łowię już tylko na boczny trok (tylko jesienią!). Przynęty od 3 do 5 cm. Sandacze też trafiam... 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No ja jak pisałem, kiedyś próbowałem ale te zaczepy... Mam drugą wędkę tylko muszę dokupić kołowrotek i pewnie wypadało by spróbować ponownie. A jeszcze jedno, jakie mniej więcej długości preferujesz? W sensie długość bocznego troka i długość do przynęty.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
41 minut temu, Badvantage napisał:

No ja jak pisałem, kiedyś próbowałem ale te zaczepy...

Wszystko zależy od wytrzymałości wędkarza - nie kija i nie żyłki. Mojemu koledze próbującemu łowić w moich miejscówkach, nerwy puściły po stracie kilku ciężarków i kilku kompletnych zestawów. Mnie nie zraziła nawet strata pierwszego kilograma ciężarków. Strata, która pomogła wyryć na trwałe w mojej pamięci podwodne ścieżki, którymi od tej pory mogłem bezpiecznie przeciągnąć zestaw i łowić duże ilości okoni, szczupaków i sandaczy, bez dalszych strat.

A jak łowię? Naśladuję ten sposób. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zapoznam się z tematem po pracy. Ale na ten rok już chyba wystarczy moich wypadów. Zimowa aura wpędzić mnie może w nielada chorubsko więc czas najwyższy powiedzieć stop. Rybki odpoczną ode mnie a ja od nich. Będzie czas na przemyślenia, wyciągnięcie wniosków i przygotowanie przed wiosną.

Wielkie podziękowania chłopaki za Wasze cenne rady i podzielenie się podpartą doświadczeniem wiedzą, szacunek;) A ja sam napewno dam znać kiedy już wybiorę się znowu nad wodę. Pozdrawiam i wesołych świąt rzyczę!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witajcie ponownie. Nie wytrzymałem, byłem na rybkach. Dostosowałem się do waszych porad i efektem było 5 brań pod rząd. Ale od początku, pomijając już szczupaki i okonie. Gumy przezbroiłem, główki 10 gramów 5/0 i 7 gramów 4/0. Do tego zdecydowałem się umieścić hak w ogonie dowiązany plecionką, przewleczony igłą przez przynętę. Niestety miałem tylko kotwice kupione w Jula. I tu leży cały problem. Otóż kotwice te (już wiem napewno) są kiepskiej jakości. Po pierwszym zacięciu ryba spadła. Drugie już lepsze ale przy samym brzegu spad. Trzecie podejście i jest! Hol długi ale jak za pierwszym razem, rybka się wypięła przy samym brzegu. Ok, kolejna zmiana przynęty ale... Postanowiłem przyjrzeć się kotwicy w ogonie, i co?! Nowa, wyjęta prosto z pudełka, a jej grot po zacięciu wyglądał jak bym conajmniej targał przynętę po kamieniach. Nie dość, że wcale nie ostry to jakby zaklepany młotkiem, masakra. Skutki oszczędzania chyba;) Słyszałem od kolegi, że warto zainwestować w kute haki Gamakatsu. Możecie je polecić lub inne marki?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Owner, Mustad mają naprawdę dobre haki.

Gamakatsu  używam główek jigowych,  czasem jak ich nie ma w sklepie a mam parcie to kupię dragony V-point.

Jeśli chodzi o hol ryby to pomijając miękkie haki może spróbuj dociąć rybę przy holu, czasem hak wbija się lekko, a czasem sandacz potrafi być holowany w ogóle nie zacięty trzymając w pysku przynętę. Zatnij rybę zwiń luz i popraw zacięcie.

No i jeszcze pozostaje kwestia kija do dobrego zacięcia z większej odległości musi być dość sztywny z akcją szczytową.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Używam kija z akcją ultra fast. Kołowrotek zakręcam na maxa zawsze, luzuję podczas holu. Co do zacięcia powtórnego to zrobiłem tak raz i nie pomogło. Ryba zaraz spadła. Myślę że te kotwice to naprawdę syf po tym co zobaczyłem. Próbowałem ostrzyć pilnikiem ale bez większych efektów niestety. Może pózniej poszukam tej kotwicy i zrobię zdjęcie, sami zobaczycie. Wiec od razu przestrzegam. Nie ma co. Może na szczupaka się nadają ale i na większego to chyba nie zabradzo bo się rozegnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
22 godziny temu, jungu napisał:

Owner, Mustad mają naprawdę dobre haki.

Do nich dodałbym jeszcze VMC. 

Kotwice Treble 16 5/0 10szt - Gamakatsu A jeśli Gamakasu, to tylko z tej serii.

22 godziny temu, Badvantage napisał:

Próbowałem ostrzyć pilnikiem ale bez większych efektów niestety.

Tutaj masz przyrząd do ostrzenia haków i kotwic.

Edytowane przez hege
edycja linka

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Łomojamatkoboska, prawie 2 setki za 10 sztuk tych Gamakatsu? Masakra :(

A jeśli w temacie kotwiczek, czy od razu po zakupie wymieniacie kotwiczki w woblerach?

Edytowane przez Alexspin

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co fakt to fakt - te z Jula dużo tańsze;)

Na święta przyjeżdżam do kraju to zamierzam zrobić większe zakupy.

A osełka bardzo ciekawa. Pewnie też zakupię.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, Alexspin napisał:

Łomojamatkoboska, prawie 2 setki za 10 sztuk tych Gamakatsu? Masakra :(

Hihi! Alek, potraktuj ten link tylko i wyłącznie, jako poglądowy. Jak zapewne zwróciłeś uwagę, ja zalinkowałem kotwice sumowe 5/0. Koledze będą potrzebne dużo, dużo mniejsze, bo nr 2 - 3 (?), no góra nr 4. Mogą więc być Treble 13, sporo tańsze. ;)

Edytowane przez Jotes

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No tak też właśnie myślę. Te piątki zdecydowanie za duże. Chociaż pewnie zakupię kilka sztuk mniejszych to i tak postawię raczej na pojedyńcze haki. Myślę, że będą lepsze, bo po pierwsze lżejsze, a po drugie powinny mniej zaburzać pracę przynęty.

A w ogóle to wejdę do sklepu i powiem: dajcie mi najostrzejsze haki jakie macie;)

Edytowane przez Badvantage

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
11 godzin temu, Badvantage napisał:

(…) postawię raczej na pojedyńcze haki. (…) powinny mniej zaburzać pracę przynęty. (…)

Nie miałbym takiej pewności. Woblery są konstruowane przeważnie do stosowania z kotwiczkami. Zmiana na pojedynczy hak nie tyle zmniejszy zaburzenia pracy, co zmieni pracę woblera, a to może nie być wcale korzystne, "na dwoje babka wróżyła".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wszystko się zgadza oprócz tego, że będę zbroił gumy, a nie woblery. Mam kilka woblerów Rapala i tam kotwice są dobre raczej - tak sądzę. Jak pisałem wcześniej, nie miałem haków akurat dlatego użyłem kotwic.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
13 godzin temu, Badvantage napisał:

A w ogóle to wejdę do sklepu i powiem: dajcie mi najostrzejsze haki jakie macie;) 

Żeby Ci nie dali tylko jakiś miękkich, bo takie czasem zdarzają się ostre, ale już na pierwszym zaczepie się prostują.

 

18 godzin temu, Alexspin napisał:

Łomojamatkoboska, prawie 2 setki za 10 sztuk tych Gamakatsu? Masakra

Tyle kosztował mój kij którym od czasu do czasu wąsatego uda mi się wyłowić - cena faktycznie powala. Wolałbym kupić już tańsze i samemu je przehartować.

 

20 godzin temu, Badvantage napisał:

Używam kija z akcją ultra fast. Kołowrotek zakręcam na maxa zawsze, luzuję podczas holu. Co do zacięcia powtórnego to zrobiłem tak raz i nie pomogło. Ryba zaraz spadła.

Czyli zestaw masz prawidłowy, hol również bo sandacza zacina się na dokręconym hamulcu, a powinno holować na "miękko" przy odkręconym. Używasz plecionki czy żyłki ? Jak żyłki to musi być o jak najmniejszej rozciągliwości - żyłka potrafi się rozciągnąć ok 10% przy zacięciu czyli przy odległości 50m to nawet 5m! Może to w połączeniu z tępymi hakami powoduje że nie mają one dostatecznie dużo energii aby wbić się w twardy pysk sandacza.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Używam teraz żyłki, bo plecionka plus rozmiar przelotek na mojej wędce przy tej temperaturze (0 i mniej) nie pozwala mi ani rzucać ani zwijać linki. Żyłkę miałem wcześniej jakąś tanią ale kiedy zobaczyłem, że się rozciąga dość mocno natychmiast zmieniłem na Berkeley - kolosalna różnica, bardzo podobna do plecionki. Nie pamietam teraz jaki to model ale czuję znaczną poprawę. No i zdecydowanie lepiej wychodzą mi zacięcia. Rybę czuję około kilku sekund zanim spadnie, wcześniej spad następował niemalże natychmiast.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
4 godziny temu, jungu napisał:

Wolałbym kupić już tańsze i samemu je przehartować.

Sie nie da, bo albo rozhartujesz je w ogóle, albo zahartujesz tak na wskroś, że będą pękały w palcach. No i oczywiście wypalisz powłokę na nich i będą rdzewiały w pudełkach.

4 godziny temu, jungu napisał:

Używasz plecionki czy żyłki ? Jak żyłki to musi być o jak najmniejszej rozciągliwości - żyłka potrafi się rozciągnąć ok 10% przy zacięciu czyli przy odległości 50m to nawet 5m! Może to w połączeniu z tępymi hakami powoduje że nie mają one dostatecznie dużo energii aby wbić się w twardy pysk sandacza.

Nie żebym się czepiał, ale tak mnie naszły wspomnienia z początków mojego "sandaczowania".

W latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych mieliśmy do dyspozycji tylko żyłkę (ja łowiłem na Sneck fluo) i tylko goowniane haki, które potrafiły pękać podczas wbijania w gumę. Mimo przeciwności losu, rzadko który sandacz się nie zapiął. Jak dostał w ryj, to musiał siedzieć. Nasze kije nie posiadały też takiej sprężystości, jak obecnie, bo albo były z włókna szklanego, albo z lipnego kompozytu. A jednak nie miałem takich dylematów i nie wybrzydzaliśmy, a wyniki mogłyby zwalić z nóg dzisiejszych łowców...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, Jotes napisał:

Sie nie da, bo albo rozhartujesz je w ogóle, albo zahartujesz tak na wskroś, że będą pękały w palcach. No i oczywiście wypalisz powłokę na nich i będą rdzewiały w pudełkach. 

Kiedyś już hartowałem i wynik uznałem za pozytywny - tylko nie studziłem w wodzie, ale w popiele z paleniska. 

Robiłem później próby podczepiając do przyponu stalowego, zaczepiałem grotem o kawałek twardego drzewa i porównywałem do tych niezahartowanych. Różnica była naprawdę spora w wytrzymałości.

Niestety to były dawniejsze czasy i nie pamiętam czy jakoś specjalnie rdzewiały.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, Jotes napisał:

(…) W latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych mieliśmy do dyspozycji tylko żyłkę (ja łowiłem na Sneck fluo) i tylko goowniane haki, które potrafiły pękać podczas wbijania w gumę. Mimo przeciwności losu, rzadko który sandacz się nie zapiął. Jak dostał w ryj, to musiał siedzieć. Nasze kije nie posiadały też takiej sprężystości, jak obecnie, bo albo były z włókna szklanego, albo z lipnego kompozytu. A jednak nie miałem takich dylematów i nie wybrzydzaliśmy, a wyniki mogłyby zwalić z nóg dzisiejszych łowców...

Jarku, ale wówczas były ryby, od tych czasów dzieli nas około 30 lat, podczas których sieciarze za słoną opłatą do PZW odłowili prawie wszystko co pływało. Tak odrybiono między innymi Jeziorsko, które w tamtych latach obfitowało w ryby. Zresztą na pewno i Sulejowskie doznało uszczerbku na zdrowiu od tamtych lat i pewnie to odczuwasz, bo ja tak, choć może dewastacja rybostanu nieco mniejsza.

Na przełomie lat 80/90 jeździłem na ryby w każdy weekend i nie zdarzyło mi się żebym nie złowił choćby kilku okoni. Nigdy nie wracałem "o kiju" (ryb nie zabierałem). Teraz rzadko udaje mi się coś złowić, a sprzęt wielokrotnie przerasta swoją jakością tamten. Nie sądzę żeby ryby zmądrzały, a ja zgłupiałem.

Szkoda słów... :(

Edytowane przez Alexspin

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No to powiem Panowie, że w latach osiemdziesiątych to mnie jeszcze na świecie nie było;), a dopiero pod koniec dziewięćdziesiątych coś tam miałem odczynienia z wędkowaniem. I faktycznie nie pamietam ażeby ktoś posiadał plecionkę w asortymencie. Dopiero gdzieś około  lat 2000-2005 mój tato miał plecionkę na szpuli kołowrotka. Ale wtedy ja nie interesowałem się wędkarstwem. Co prawda miałem jakieś tam szczenięce podrygi ale dopiero na dobre „utonąłem” w tym po przyjeździe do Szwecji. Jakoś mnie tutejsi znajomi namówili i (co dziwne) moja żona. Od tamtej pory zdążyłem już nauczyć się szukać szczupaków czy okoni, a nawet pstrąga, co prawda w komercyjnym zbiorniku ale zawsze coś. A od wakacji właściwie usiłuje znaleźć sposób na sandacza, kiedy to z kolegą wybieraliśmy się na wieczorki nad kanał. I uwierzcie mi na słowo, że o godzinie mniej więcej 21:30 w sierpniu w „moim kanale” woda się gotuje, a ukleje aż do góry skaczą. Woda jest piękna, presja wędkarska nie zbyt duża, eldorado;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, Alexspin napisał:

Nie sądzę żeby ryby zmądrzały, a ja zgłupiałem.

Też tak myślę, ich po prostu już nie ma (niemal!). A te, które pozostały doktoratów nie porobiły i na żyłkę, czy na plecionkę nadal dają się tak samo zaciąć i złowić. To tylko kwestia umiejętności wędkarza, bo przecież to on łowi, anie plecionka... ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×