<?xml version="1.0"?>
<rss version="2.0"><channel><title>Artyku&#x142;y: Artykuły</title><link>https://forumwedkarskie.pl/index.html/metody-i-techniki-po%C5%82owu/?d=1</link><description>Artyku&#x142;y: Artykuły</description><language>pl</language><item><title>CASTING  co to jest i czym si&#x119; to je.</title><link>https://forumwedkarskie.pl/index.html/metody-i-techniki-po%C5%82owu/casting-co-to-jest-i-czym-si%C4%99-to-je-r180/</link><description><![CDATA[<p style="text-align: center;">
	<strong>CASTING</strong>
</p>

<p style="text-align: center;">
	<strong>co to jest i czym się to je.</strong>
</p>

<p style="text-align: center;">
	 
</p>

<p>
	<strong>Moje złego początki.</strong>
</p>

<p>
	To była wiosna 2016 r. Majówka nad Wartą poniżej zapory Jeziorsko. Ze spinningiem uzbrojonym na bolenie bezskutecznie biczowałem wodę próbując trafić przynętą przed pysk żerującej rapy, zresztą chyba nawet nie jednej kręcącej się w okolicy. Niestety trudno było trafić dokładnie przed nos złośliwie omijających moją przynętę srebrnych torped. Trzy godziny bez efektu.
</p>

<p>
	Opodal wędkował inny spinningista i dostrzegłem, że w tym czasie wyholował trzy boleniska. Jego zestaw wyglądał trochę dziwnie, z daleka jakby odwrócony do góry kołowrotkiem. Zwinąłem swoją wędkę i postanowiłem podejść bliżej. Kolega po kiju dostrzegł moje zainteresowanie i również przerwał rzuty. Okazał się bardzo miły i nie krył źródła swoich sukcesów. Jego zestaw wyglądał faktycznie dziwnie. Kołowrotek to był multiplikator czyli coś w rodzaju morskich „kołowrotów” z ruchomą szpulą, ale znacznie mniejszy. Zamocowany był na „grzbiecie” wędziska, a uchwyt pod spodem miał pazur, który stabilizował chwyt dłoni. Conajmniej śmiesznie wyglądały przelotki biegnące wzdłuż „kręgosłupa” kijka również podobnie do ciężkich wędzisk morskich, ale w porównaniu do kijków spinningowych były niemal mikroskopijne. Największa z nich miał średnicę wewnętrzną mniej niż 10mm, a oglądanie szczytowej przez lupę nie byłoby przesadą. Nazywał ten zestaw castingiem. Sukces w łowieniu boleni polegał na celności rzutów. Przynęta każdorazowo lądowała tam gdzie mój nowy znajomy chciał ją umieścić, co było nieosiągalne spinningiem.
</p>

<p>
	Efektem tego spotkania był mój pierwszy zestaw castingowy, który dotarł do mnie w dwa tygodnie później:
</p>

<ul>
	<li>
		wędzisko OKUMA Black Rock Casting 10-35g/213cm,
	</li>
	<li>
		DAIWA Tatula TWS100HSL.
	</li>
</ul>

<p>
	Zaczęła się nauka rzutów. Nie miałem instruktora, który korygowałby moje błędy, starałem się tylko na tyle naśladować wcześniej napotkanego castingowca, na ile udało mi się zapamiętać to co podpatrzyłem. Oczywiście skutki mojej indolencji nie dały długo na siebie czekać. Już w pierwszym rzucie nieumiejętność moja objawiła się przepięknym „gniazdem” splątanej niemiłosiernie linki, ale nie zniechęciło mnie to i po niemal półgodzinnej walce z plątaniną udało mi się przywrócić użytkowość zestawu. W kolejnych rzutach już było nieco lepiej, choć nie uniknąłem kolejnych gniazd, tyle że już nie tak efektownych jak to pierwsze. Za to w którymś z kolejnych rzutów, plącząca się linka tak ostro zahamowała, że Alga 3 pożegnała się ze mną odlatując samodzielnie w siną dal.
</p>

<p>
	Pierwszy dzień mojego 5-godzinnego castingowania ukończyłem utratą trzech blach i opanowaniem sposobu wykonywania rzutów na tyle, że ostatnie dwie godziny to były już tylko po trzy gniazda/h.
</p>

<p>
	Tak się zaczęło. Na chwilę obecną mój arsenał zestawów castingowych składa się z 6 wędzisk, począwszy od cw 1-4g, a kończąc na cw 10-35g (cięższe zestawy nie przypadły mi do gustu) w tym trzy rękodzielnicze, wykonane na zamówienie według określonych przeze mnie parametrów oraz 6 multiplikatorów spasowanych na stałe z wędziskami.
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	<strong>Wędzisko.</strong>
</p>

<p>
	Po pierwsze, tradycyjnego spinningu nie ma potrzeby opisywać, bo „jaki jest każdy widzi” i byłoby z mojej strony nieetyczne wykładanie czegoś, czego nie praktykuję od niemal 7-lat. Po drugie casting to też spinning, tylko że „do góry nogami”.
</p>

<p>
	Standardowy, dostępny na rynku wędkarskim kij castingowy – w odróżnieniu od spinningu uzbrojonego w przelotki „na brzuszku” – jest uzbrojony w przelotki „na pleckach” wzdłuż kręgosłupa, jednak nie zawsze. Otóż doświadczenie wykazało, że lepiej funkcjonują wędziska uzbrojone „spiralnie”. Polega to na zamocowaniu pierwszej (patrząc od strony rękojeści) przelotki „na pleckach”, a następnych odchylonych stopniowo w bok, aż do zamocowania przelotki szczytowej w sposób tradycyjny dla spinningu, czyli „na brzuszku”. Na życzenie klienta, takie „spiralne” zbrojenie stosują rękodzielnicy (rodbuilderzy). Dość często również w ten sposób dokonuje się przeróbek standardowo uzbrojonych wędzisk. W zakresie fizyki i dynamiki jestem kompletnym dyletantem, ale przyjmuję jako aksjomat opinie bardziej zorientowanych w temacie kolegów, że uzbrojenie spiralne ma pozytywny wpływ na funkcjonalność wędziska.
</p>

<p>
	Kolejną różnicą pomiędzy tradycyjnym kijkiem spinningowym, a castingowym jest budowa uchwytu kołowrotka. Jak wszystkim wiadomo, kołowrotek jest mocowany od spodu, czyli znowu „na brzuszku” wędziska i wędkarz zazwyczaj trzyma wędkę tak (za wyjątkiem zestawu muchowego), że stopka kołowrotka sytuuje się między palcami (wskazujący i środkowym, lub środkowym i serdecznym). Uchwyt castingowy ma zupełnie inną budowę. Zasadniczą różnicą jest usytuowanie gniazda mocowania kołowrotka w górnej części uchwytu, a więc znowu „na pleckach”, dokładnie w linii kręgosłupa wędziska. Druga różnica to tak zwany „pazur” na dolnej stronie uchwytu. Zazwyczaj sytuuje się on w podobny sposób jak stopka kołowrotka w tradycyjnym spinningu. Pazur ma za zadanie stabilizację uchwytu w dłoni, gdyż kciuk z zasady nie obejmuje uchwytu, ponieważ ma inne zadanie niż w spinnigu, a mianowicie kontrolę szpuli i linki wysnuwanej z multiplikatora, zatem w fazie rzutu spoczywa na szpuli, a podczas zwijania linki, zazwyczaj na „karoserii” multiplikatora. Ponadto dolnik castingu jest z reguły znacznie krótszy od dolników spinningowych, pewnie ma to związek z wyważeniem zestawu ale tutaj znowu mają zastosowanie prawa fizyki i dynamiki, więc jako dyletant w tej dziedzinie nie podejmuję się wytłumaczyć tej różnicy.
</p>

<p>
	Następną różnicą jest długość całkowita wędziska. Z zasady casty są znacznie krótsze niż kijki spinningowe o podobnych parametrach. Gdy przy wędkowaniu z brzegu spinningi osiągają długości 270-300 cm, a nawet więcej, to tradycyjne kijki castingowe oscylują w granicach +/- 200 cm. Należy domyślać się, że wynika to z tradycji importowanej z USA, gdzie castów używa się głównie do wędkowania ze środków pływających, gdzie zbyt długie wędzisko byłoby bardziej zawadą niż udogodnieniem. Inna sprawa, że wędzisko castingowe długości 180/200 cm pozwala na osiąganie odległości rzutu porównywalnych z klasycznymi spinningami 240/270 cm. Pewnie kłaniają się tu znowu prawa fizyki i dynamiki itd. Ostatnio pojawiają się na rynku standardowe wędziska castingowe przekraczających 260 cm, czego przykładem są kijki JAXON Grey Stream Cast, które mierzą 265 cm, ale są to, jak na razie, wędziska średnio ciężkie, przystosowane do przynęt w zakresie 10-35g, a więc jeśli nasze „chciejstwo” wymaga wędziska lżejszego lub cięższego, pozostaje zamówienie takowego u rodbuildera.
</p>

<p>
	Ostatnią znaczącą różnicą pomiędzy wędziskiem spinningowym, a castingowym – o czym już wspominałem – jest wielkość przelotek. Zasadą jest, że pierwsza przelotka w spinningu jest duża, pierścień jej jest osadzony na wysokiej stopce, a średnica wewnętrzna osiąga, a nawet przekracza często 300 mm. Wynika to ze znacznej odległość szpuli kołowrotka od blanku i konieczności w miarę wyrównania przebiegu linki. Przelotki castingowe są malutkie, a szczytowe wręcz mikroskopijne, Wynika to z faktu, iż linka wysnuwana z multiplikatora przebiega bardzo blisko blanku, więc wielkość pierwszej przelotki nie musi niwelować znacznego skosu jej trasy pomiędzy wodzikiem multiplikatora a przelotką.
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	<strong>Multiplikator.</strong>
</p>

<p>
	Jedną z różnic technicznych pomiędzy kołowrotkiem o stałej szpuli, a multiplikatorem jest ułożenie i linia przebiegu linki. W stałoszpulowcu linka na samym początku swojej drogi jest załamana pod kątem prostym na rolce kabłąka, co ma znaczący wpływ na jej trwałość. Wystarczy żeby pod rolkę dostało się mikroskopijne ziarnko piasku lub inne zanieczyszczenie powodujące opory na jej osi, a w skrajnym przypadku jej całkowite zatrzymanie. Niewiele czasu potrzeba wówczas żeby podczas zwijania linki, a zwłaszcza przy holowaniu walecznej lub dużej ryby rolka zaczęła się nagrzewać od tarcia linki, a w konsekwencji nadtopienie żyłki, lub przetarcie włókien plecionki. W pewnej chwili pozostaje nam tyle linki ile zdążyliśmy nawinąć, a reszta odpływa sobie z nurtem rzeki lub dryfuje sobie zgodnie z ruchem falowania wody stojącej. Nie dość tego, linka którą pozostała na szpuli, skutkiem przegrzania/przetarcia nadaje się wyłącznie do kosza. Pomijam już utratę złowionej ryby a ponadto nierzadko śmiertelne „zakolczykowanie” złowionego okazu. Drugim niekorzystnym zjawiskiem jest systematyczne skręcanie się linki nawet gdy producent zachwala kołowrotek sugerując, że zastosowana rolka jest „antyskręceniowa”, co niestety w znacznym stopniu stanowi tylko chwyt marketingowy, a za tym podstawę do zastosowania wyższej ceny.
</p>

<p>
	Te wady w znacznym stopniu są wyeliminowane w multiplikatorze. Podstawowe znaczenie ma tu prostolinijność przebiegu linki. Istnieje pogląd, że linka również podlega tarciu przez wodzik, co nie ulega wątpliwości, ale zjawisko to jest niewspółmierne z tarciem rolki kabłąka i w znacznej mierze jest porównywalne z tarciem jakie wywołują przelotki, a to zjawisko zachodzi z zasady w większym bądź mniejszym stopniu niemal we wszystkich metodach wędkarskich. Liniowy przebieg linki i ten sam kierunek przebiegu linki podczas zarzucania przynęty jak i jej zwijania ogranicza zjawisko skręcania linki. Nie uniknie się go przy stosowaniu przynęt wirujących, ani podczas holowania ryby, która wykonuje skoki i koziołki w celu uwolnienia się, ale to zjawisko też jest nieuniknione we wszystkich metodach wędkarskich.
</p>

<p>
	Znaczącą różnicą pomiędzy obydwoma typami kołowrotków jest zalecane wypełnianie szpuli plecionką. Otóż w stałoszpulowcu zaleca się wypełnienie szpuli do poziomu 1-2mm poniżej rantu szpuli. Nadmierna ilość linki może, a nawet na pewno będzie powodować tworzenie się gniazd, natomiast zbyt niski poziom napełnienia będzie miał i to często znaczący wpływ na skracania odległości, na jaką można będzie zarzucić przynętę. W przypadku multiplikatora podobnie niekorzystne będzie nadmierne wypełnienie szpuli, co będzie skutkować trudnymi do rozplątania gniazdami, ale może mieć również skutki znacznie boleśniejsze niż gniazda, a mianowicie nawijanie plecionki pod szpulę, co w skrajnym przypadku może skutkować nawet uszkodzeniem osi szpuli i w konsekwencji innych elementów konstrukcyjnych. Natomiast niepełne nawinięcie będzie miało skutek odwrotny do stałoszpulowca – wzrostu odległości rzutów i ułatwieniem w obsłudze lżejszych przynęt. Jest to wynikiem zmniejszenia masy całkowitej szpuli wraz z nawiniętą linką. Dla zestawów UL i XUL wręcz zaleca się ograniczenie ilości plecionki do około 50 m, jak wiadomo mniejsze ryby zazwyczaj łatwiej wyholować, więc taka ilość linki wystarczy zarówno na osiągnięcie dostatecznej odległości rzutu i potencjalne „wyciągnięcie” kilku metrów przez walczącą rybę.
</p>

<p>
	Podstawową różnicą między tradycyjnym kołowrotkiem ze szpulą nieruchomą, a multiplikatorem jest „nieruchomość” szpuli w stałoszpulowcu, a obracająca się i to czasem z zawrotną prędkością, szpulka multiplikatora. Otóż przy wyrzucie przynęty, jak zapewne wszystkim wiadomo, w stałoszpulowcu szpula nie wykonuje żadnego ruchu, a ciężar przynęty wysnuwa linkę odwijając ją pętlami ze szpuli. W multiplikatorze, podobnie jak w starodawnych „katuszkach” i kołowrotkach muchowych, linka wysnuwając się obraca szpulę. W tym tkwi cały problem, czyli złośliwy diabełek. W stałoszpulowcu linka wysnuwa się tak długo, jak długo ciągnie ją bezwładność przynęty lecącej w wyniku siły naszego zarzucenia i dynamiki wędziska. W multiplikatorze do siły zarzucenia, dynamiki wędziska i bezwładności przynęty dochodzą jeszcze dwa czynniki. Po pierwsze bezwładność hamująca obracającej się szpuli i drugi bezwładność obrotowa szpuli w momencie gdy przynęta przestanie wysnuwać linkę (opadnie do wody lub zawiesi się na elementach otaczającej nas przyrody). Ten drugi czynnik jest jednym z najniebezpieczniejszych, stałym kłopotem i troską castingowca. Stąd pewne skomplikowanie budowy multiplikatora. Otóż, gdy stałoszpulowiec ma w zasadzie tylko jeden hamulec, który ustawiamy stosownie do ciężaru, waleczności holowanej ryby i wytrzymałości linki, to multiplikator ma zazwyczaj aż trzy hamulce mechaniczne, a właściwie nawet cztery, ale o tym czwartym potem.
</p>

<p>
	Pierwszy z nich regulowany pokaźnych rozmiarów pokrętłem gwiazdkowym umieszczonym na tej samej osi co korba, służy dokładnie tym samym celom co hamulec stałoszpulowca i opis jego funkcji i obsługi możemy sobie darować, gdyż są doskonale znane zarówno spinningistom, jak i grunciarzom. Zajmiemy się więc dwoma pozostałymi.
</p>

<p>
	Drugim hamulcem jest tak zwany hamulec docisku szpuli. Reguluje się go niewielkim pokrętłem umiejscowionym po tej samej stronie co hamulec holowniczy i z zasady w miejscu takim, że trudno się do niego dostać, bo rozległe ramiona gwiazdy regulującej hamulec główny, dość skutecznie ten dostęp utrudniają. Mechanizm ten pełni dwie funkcje:
</p>

<ul>
	<li>
		jak sama nazwa wskazuje, dociska szpulę niwelując jej boczne luzy,
	</li>
	<li>
		po mocniejszym dokręceniu hamuje szpulę podczas rzutu.
	</li>
</ul>

<p>
	Konstrukcja tego hamulca jest dość prymitywna, jest to zwykła śruba przechodząca przez całą szpule z nakrętką na końcu, którą skręcając, dociska się szpulę coraz mocniej do obudowy multiplikatora. Hamulec ten ma jedną zaletę:
</p>

<ul>
	<li>
		przy odpowiednim mocnym skręceniu, samoistnie potrafi też <strong>zatrzymać szpule</strong>, po wpadnięciu przynęty do wody;
	</li>
</ul>

<p>
	i trzy wady:
</p>

<ul>
	<li>
		wymaga zwiększonej siły koniecznej do rozkręcenia szpuli,
	</li>
	<li>
		przy dużych prędkościach jest niezbyt skuteczny, a ustawienie go na tym poziomie aby skutecznie hamował szybko obracającą się szpulę, sprawi że szpula będzie się niemal od razu zatrzymywała przy mniejszych prędkościach, co mocno skróci rzuty,
	</li>
	<li>
		powoduje opór także przy prowadzeniu przynęty, co niepotrzebnie męczy rękę wędkarza.
	</li>
</ul>

<p>
	Analogią do docisku szpuli jest hamulec ręczny w samochodzie:
</p>

<ul>
	<li>
		jest przydatny w samochodzie? Jest;
	</li>
	<li>
		możesz nim zahamować samochód? Możesz;
	</li>
	<li>
		jest to efektywne hamowanie? Nie!
	</li>
</ul>

<p>
	Aby wykorzystać jego funkcje w jak najlepszym zakresie należy w pierwszym rzędzie ustawić go tak, aby zlikwidować boczne luzy szpuli, ale to tak „na styk”. Następnie – szczególnie gdy raczkujemy – po założeniu przynęty dokręcić go z wyczuciem tak, aby przynęta samoistnie wysnuwała linkę pod własnym ciężarem, ale bardzo powoli co wiąże się z koniecznością jego regulacji przy każdej wymianie przynęty. Bardziej doświadczeni kastingowcy, sprawnie posługujący się kciukiem, mogą sobie tę drugą „operacje” darować.
</p>

<p>
	Trzecim rodzajem hamulca zastosowanym najpóźniej w trakcie rozwoju konstrukcji multiplikatorów, jest hamulec rzutowy występujący w trzech wersjach:
</p>

<ul>
	<li>
		magnetyczny – charakteryzuje się liniowym przyrostem siły hamowania, przez co zapewnia dobrą kontrolę zarówno w czasie lotu przynęty,
	</li>
	<li>
		odśrodkowy – siła hamowania wzrasta o wiele agresywniej, w porównaniu do hamulca magnetycznego, doskonale kontroluje start rzutu gdy szpula obraca się najszybciej, wraz ze zwolnieniem obrotów szpuli działa z mniejszą siłą niż hamulec magnetyczny,
	</li>
	<li>
		hybrydowy – oznacza najczęściej zastosowanie obydwóch powyższych hamulców w jednym modelu multiplikatora.
	</li>
</ul>

<p>
	Trudno byłoby, a uważam że nawet jest wręcz niemożliwe stwierdzenie, który z tych hamulców jest lepszy, gdyż żaden z nich nie jest ani lepszy ani gorszy – są po prostu inne. Magnetyk oferuje dobrą kontrolę na każdym etapie rzutu. Nawet jak szpula obraca się już wolno, przed samym wpadnięciem przynęty do wody. Odśrodkowy oferuje większą siła hamowania, gdy szpula obraca się bardzo szybko, sam start szpuli i moment zaraz po jej puszczeniu. Jednak gdy już szpula zwolni a przynęta zbliża się do wody, siła hamowania jest sporo słabsza niż w wypadku magnetyka. Przekłada się to na trochę większe odległości rzutowe (szpula jest mniej hamowana) ale kosztem mniejszej kontroli a więc i większego ryzyka splątań. Na wybór hamulca przede wszystkim wpływają styl rzucania i doświadczenie. Hamulec magnetyczny preferowane jest przez osoby które rzucają spokojnie i płynnie, cenią sobie dobrą kontrolę przez cały rzut, nie chcą lub jeszcze nie potrafią korzystać z kciuka i potrzebują większej samodzielności multiplikatora gdy szpula mocno zwalnia. Hamulec odśrodkowy wybierany jest przez osoby, które rzucają dynamicznie i potrzebują dużej siły hamowania na początku rzutu a małej w późniejszym etapie. Jest też częściej wybierany przez wędkarzy bardziej doświadczonych, którzy potrafią używać kciuka, zależy im bardziej na mniejszych siłach hamowania podczas lotu przynęty, co w pewnym stopniu wydłuża odległości, na które można zarzucić przynętę. Czy oznacza to, że początkujący fanatyk castingu powinien używać modeli z magnetycznym hamulcem a jak nabierze doświadczenia z odśrodkowym? Taka klasyfikacja byłaby z gruntu fałszywa. Nie ma niczego złego w poczęciu zauroczenia castingiem od odśrodkowego hamulca albo pozostaniu przy magnetycznym jeśli taki bardziej pasuje. Jest to wyłącznie kwestia indywidualnych preferencji. Najlepiej sprawdzić obydwa systemy, aby wędkarz mógł SAM zobaczyć, którym lepiej się rzuca.
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	<strong>Kciuk.</strong>
</p>

<p>
	Wcześniej wspominałem kilkakrotnie o „kciuku”, a dlaczego? Jest to czwarty, moim zdaniem najważniejszy „hamulec” jakim posługuje się spinningista stosujący metodę castingową. Kciuk wykonuje pracę wspomagającą docisk szpuli, a moim zdaniem nawet priorytetową:
</p>

<ul>
	<li>
		przy starcie szpuli zapobiega nadmiernemu rozpędzeniu się jej ruchu obrotowego,
	</li>
	<li>
		wyhamowuje prędkość obrotową szpuli pod koniec lotu przynęty,
	</li>
	<li>
		zatrzymuje szpulę przed opadem przynęty do wody w wybranym miejscu.
	</li>
</ul>

<p>
	Kciuk nie posiada największej wady docisku, po wykonanym rzucie zdejmujemy kciuk ze szpuli i przy zwijaniu przynęty nie ma żadnych dodatkowych oporów. Dla tego sprawnie operując kciukiem, docisk szpuli ustawiamy tak – o czym wspomniałem przy docisku szpuli – żeby wyeliminować jedynie luzy boczne szpuli. Znam castingowców, którzy mają to również w „du...żym poważaniu” i szpula w ich multiplikatorach lata na boki jak po przysłowiowym „... pustym sklepie”. Osobiście nie zalecam tego, gdyż w przypadku luzów bocznych zachodzi niebezpieczeństwo zsunięcia się linki pod szpulę, a to może zagrażać nawet uszkodzeniem multiplikatora. Kciukiem kontroluje się cały rzut. Powinno się go trzymać nad szpulą i pozwolić aby niemalże ją ocierał. Dzięki temu wędkarz jest w stanie natychmiast wyczuć gdy pojawiają się luźne zwoje. Wtedy nawet lekkie dotknięcie palca do szpuli, hamuje nadmiernie rozpędzoną szpulę, co skutecznie zapobiega splątaniom, a tym samym powstaniu bardziej lub mniej „efektownych” gniazd. Drugą korzyścią „używania kciuka” jest możliwość umieszczenia przynęty w wodzie celnie, niemal co do centymetra, zatrzymując ją tuż przed linią trzcin lub powoli spowalniając szpulę, aby przynęta cicho spadła przed obiecującym dołkiem w małej rzeczce.
</p>

<p>
	Ostatnią ale nie najmniej ważną sprawą jest sam początek rzutu a mianowicie puszczenie szpuli. Sporo osób się na tym wykłada, nie rozumiejąc działania multiplikatora. Podczas gdy przy spinningu starczyło puścić palec trzymający linkę, w przypadku castingu skończy się to zazwyczaj na gwałtownej brodzie zaraz po wypuszczeniu przynęty.
</p>

<p>
	Kciukiem nie steruje się zero-jedynkowo, szpulę należy puszczać z wyczuciem. Najłatwiej porównać to do działania sprzęgła w samochodzie. Gdy ruszasz spod świateł nie można gwałtownie puścić sprzęgła, silnik od razu zgaśnie, puszcza się je z równoczesnym dodaniem gazu co zapewnia płynne ruszenie. Przy zarzucaniu castingiem jest dokładnie tak samo! Wystarczy wyobrazić sobie że puszczanie szpuli kciukiem to sprzęgło a wymach wędką to dodanie gazu. Gwałtowne poszczenie szpuli powoduje, że dostaje ona “strzał” od przynęty, który od razu spowoduje splątanie. Efektem jest gwałtowne wyhamowanie lotu przynęty czego najmniej szkodliwym skutkiem będzie natychmiastowe opadnięcie przynęty do wody, a w najgorszym przypadku jej urwanie i poszybowanie w „siną dal”. Dodatkowym skutkiem w obydwu przypadkach będzie efektowne gniazdo, do którego likwidacji nadzwyczaj często będą konieczne nożyczki i skutkiem tego utrata kilku, a nawet kilkunastu metrów cennej linki. Zatem nie zapominajmy o kciuku!
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	<strong>Jak rozpocząć.</strong>
</p>

<p>
	W tym temacie zdania są podzielone, przy czym dominuje pogląd, żeby zaczynać od ciężkiego zestawu, czyli wędziska o dolnej granicy ciężaru wyrzutu powyżej 40, a nawet 60g. Zwolennicy tej teorii tłumaczą to większą łatwością zarzucania ciężkich przynęt i w wyniku tego ograniczenia niebezpieczeństwa tworzenia się gniazd. Jest też choć chyba najrzadziej prezentowany pogląd, żeby startować od niskich ciężarów, w zakresie CW poniżej 10 g, motywowany tym, że jak się uczyć to od metod najtrudniejszych, wówczas lekko przechodzi się do łatwiejszych.
</p>

<p>
	Nie jestem zwolennikiem pierwszej, a wręcz przeciwnikiem drugiej. Rozpoczynanie od tych ciężkich zestawów sprawiających, iż nauka pójdzie gładko może wywołać u adepta castingu poczucie łatwizny i zadufania. Jakież może być rozczarowanie, gdy zejście do zestawu w zakresie 5-20g będzie wymagało ponownego opanowania techniki rzutów, a efektowne gniazda plecionki będą wymagały przy ich likwidacji użycia nożyczek. Jeszcze gorzej może być przy rozpoczynaniu zabawy castingowej od niskich CW, gdyż opanowanie techniki jest trudniejsze i może doprowadzić wręcz do zniechęcenia i zaniechania dalszych prób. Poza tym w castingu, który jest sam w sobie drogi, wydatki związane z nabyciem sprzętu UL, to naprawdę spory wydatek.
</p>

<p>
	Osobiście proponuję zacząć „od środka”, czyli od wędziska średniego w zakresie cw około 10-40g. Opanowanie techniki użytkowania takiego zestawu, w okresie rozwoju pozwoli na bezproblemowe przejście do zestawów ciężkich i stosunkowo łatwe i przyjemne zejście z ciężarem w dół. Tak ja zaczynałem (wędzisko 10-35g) i bez większych kłopotów przebrnąłem obniżenie ciężaru, tak że obecnie obsługa zestawu 1-4g nie sprawia mi żadnych kłopotów. Początkowo podjąłem również próby z wędziskiem 40-60g, ale jakoś mnie to nie bawiło, być może dla tego, że w odwiedzanych przeze mnie łowiskach ryby zainteresowane takimi przynętami są rzadkością, a zestaw odpowiednio do swoich warunków wagowych dość szybko męczył.
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	<strong>Czym rozpocząć.</strong>
</p>

<p>
	Jak wspomniałem wcześniej, sprzęt castingowy nie należy do najtańszych, ale jeśli chce się w to bawić na poważnie, to trzeba nieco głębiej sięgnąć do kieszeni niż przy zaopatrzeniu w tradycyjny sprzęt spinningowy. Z czystym sumieniem mogę polecić adeptowi castingu zestaw składający się z wędziska DRAGON Black Rock II c.w. 10-35 g, dł. 213 cm i multiplikatora DAIWA Tatula 100, co łączy się z wydatkiem około 1.200.- zł. Nie jest to mało i można znaleźć podobne zestawy nawet w granicach połowy tej kwoty, są jednak dwa „ale”:
</p>

<ul>
	<li>
		tani zestaw nie gwarantuje właściwych, a czasem nawet zadowalających parametrów technicznych i zwłaszcza przy nieumiejętnym użytkowaniu przez początkującego castingowca, bardzo łatwo może „się uszkodzić”,
	</li>
	<li>
		w przypadku zniechęcenia tą metodą tani zestaw jest niesprzedawalnym „zalegaczem”, a wydane na niego pieniądze są stracone bezpowrotnie.
	</li>
</ul>

<p>
	Teraz plecionka. Wbrew obiegowej opinii, iż grubość plecionki nie ma w castingu takiego wielkiego znaczenia jak w tradycyjnym spinningu i może ona być grubsza niż wskazywałyby na to parametry zestawu, zgadzam się z tym poglądem tylko częściowo. Plecionkę zawsze należy dostosowywać do parametrów (mocy/wytrzymałości) zestawu. Dla tego, jeśli chodzi o wyżej przedstawiony zestaw jestem skłonny zalecać linkę o wytrzymałości kompatybilnej z mocą wędziska, czyli o „oczko” niżej niż jego moc. Zatem przyjmując, że wspomniane wędzisko dysponuje mocą około 16/18 lbs, sugerowałbym zastosowanie linki o deklarowanej wytrzymałości 15 lbs. Ostatnio doświadczeni koledzy castingowcy zarekomendowali mi plecionkę KASTKING Super Power 15 lbs (teoretycznie 0,14 mm, niestety nieco przegrubiona, oceniłbym ją na 0,18 mm), którą zakupiłem na Aliexpress w cenie niespełna 45.- zł za 300m i tą linkę polecałbym do wyżej opisanego zestawu. Gdyby były kłopoty z jej zakupem na Aliexpress (dostępna jest również na Allegro, ale w dwukrotnie wyższej cenie), proponuję MIKADO Nichonto Fine Braid 0,14 mm, będzie ona wytrzymałością mniej-więcej odpowiednikiem tej chińskiej, niewiele droższa, niestety o około 20% grubsza.
</p>

<p>
	Wybierając się z takim zestawem na ryby można spodziewać się brania szczupaka, zatem bezwzględnie należy pamiętać o przyponie. Z dostępnych na rynku, najbardziej odpowiadają mi przypony DRAGON Surftrand 7x7 lub x19. Trzeba też pamiętać, że szczupak, nawet niewielki ma wielką paszczę i potrafi dość głęboko zassać przynętę, wię przypon zdecydowanie nie powinien być krótszy niż 30 cm.
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	<strong>W końcu nad wodę!</strong>
</p>

<p>
	Moich 5 przykazań dla adeptów castingu:
</p>

<ol>
	<li>
		Pamiętaj, że zestaw castingowy, to też spinning, ale casting.
	</li>
	<li>
		Nie wykonuj zamachów zbyt dynamicznych, raczej bardziej obszerne.
	</li>
	<li>
		Stosuj rzuty boczne, nie znad głowy – przynajmniej na początku nauki.
	</li>
	<li>
		Przy przejściu na rzuty znad głowy lekko obróć zestaw, tak by multiplikator był zwrócony w twoim kierunku.
	</li>
	<li>
		Pamiętaj, że twój kciuk, to najważniejszy, najczulszy i niezbędny hamulec zestawu.
	</li>
</ol>
]]></description><guid isPermaLink="false">180</guid><pubDate>Sun, 05 Mar 2023 19:49:00 +0000</pubDate></item><item><title>Wiosenny feeder.</title><link>https://forumwedkarskie.pl/index.html/metody-i-techniki-po%C5%82owu/wiosenny-feeder-r167/</link><description><![CDATA[
<p><img src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_2017_04/DSC02329.thumb.JPG.481a0c56b370dfc74b0c6be3c64a5b24.JPG.2fb105f500faea3317d94d5cd08b0129.JPG" /></p>

<p>
	<span style="color:#272a34">Sezon wędkarski jeżeli tylko pogoda na to pozwala rozpoczynam na lodzie. Potem na przełomie zimy i wiosny staram się wybrać gdzieś z batem na kanał, a kolejnym żelaznym punktem w moim wędkarskim terminarzu jest<span> </span></span><strong style="color:#272a34">wiosenny feeder</strong><span style="color:#272a34">. Zazwyczaj sezon feederowy zaczynam w kwietniu.</span><span style="color:#272a34"> <span> </span></span><span style="color:#272a34">Optymalne warunki do takiego wędkowania to stabilne (przez kilka dni) ciśnienie oraz świecące słońce. Ważny jest też wybór miejsca. Szukam zawsze płytkich zatoczek i wybieram takie w których stronę wieje wiatr. Wiatr spycha górną warstwę ogrzanej słońcem wody w stronę tej zatoczki i temperatura wody jest tam wyraźnie wyższa. Ryby takich właśnie miejsc na wiosnę szukają.</span>
</p>

<p>
	<img alt="DSC02294.JPG.JPG" class="ipsImage ipsImage_thumbnailed" data-fileid="7435" data-unique="exodzwkov" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_2017_04/DSC02294.JPG.JPG.a688aa529d07230e1f822f864d9b5384.JPG"></p>

<p>
	<span style="color:#272a34">Staram się żeby zestaw na jaki łowię był jak najbardziej czuły. Ryby żerują w tym czasie dość chimerycznie, brania są delikatne, a poza tym dla wielu gatunków (chociażby leszcza i karpia) jest to czas tarła, więc rybkom bardziej amory w głowie niż jedzonko.</span>
</p>

<p>
	<img alt="Jezioro.jpg.jpg" class="ipsImage ipsImage_thumbnailed" data-fileid="7438" data-unique="7uwzz9nhi" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_2017_04/Jezioro.jpg.jpg.471c17f42467ad130e4a5ae79fb901ac.jpg"></p>

<p>
	<span style="color:#272a34">Od dawna nie używam już rurek antysplątaniowych czy innych tego typu wynalazków. Zestaw końcowy usztywniam poprzez wykonanie skrętki, na szczycie której umieszczam krętlik. Do krętlika przyczepiam koszyczki zanętowe, które w zależności od potrzeb mogę bezproblemowo wymieniać. Na wstępie jest to duży koszyk którym nęcę. Po wybraniu odpowiedniego miejsca do wędkowania, żyłkę główną zaczepiam na klipsie kołowrotka. Dzięki temu nęcę i łowię w tym samym miejscu. Długi (minimum 50 cm) przypon umieszczam na końcu skrętki. Ważne jest żeby haczyk znajdował się znacznie poniżej koszyczka, bo pozwoli nam to uniknąć splątań.<span> </span> Niebagatelną rolę odgrywa tutaj żyłka główna na klipie kołowrotka. Po zarzuceniu zestawu gdy zblokuje się ona na kołowrotku cały nasz zestaw prostuje się i dzięki temu sygnalizacja brań jest jeszcze lepsza.</span>
</p>

<p>
	<img alt="ZESTAW.jpg.jpg" class="ipsImage ipsImage_thumbnailed" data-fileid="7439" data-unique="ji74yv8ev" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_2017_04/ZESTAW.jpg.jpg.f7771cbd61fc22d22d428b85df13d3fe.jpg"></p>

<p style="color:#272a34">
	<span>Jeżeli chodzi o haczyki to używam tylko kutych i tylko tych z oczkiem. Rozmiar jaki stosuję to 8 i 10. Przypony wiążę za pomocą węzła bez węzła, a włos kończę (w zależności od tego na jaką przynętę wędkuję) gumką lub push stopem. Warto też żyłkę zamienić na miękką plecionkę, bo karpie mają dość ostrą płetwę grzbietową i żyłka stosunkowo często się przeciera.</span>
</p>

<p style="color:#272a34">
	<span>Jeżeli chodzi o przynęty to musicie kombinować. Sugeruję żeby były raczej małe, ale co w danej chwili posmakuje rybkom trudno stwierdzić. Nad wodę zabieram robaki, kukurydzę, pellet (8-10 mm) i mielonkę.</span>
</p>

<p style="color: rgb(39, 42, 52); text-align: center;">
	<a class="ipsAttachLink ipsAttachLink_image" data-fileid="7442" href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_2017_04/DSC02296.thumb.JPG.JPG.93c280dd65c4d6f1beff20dce33c129e.JPG" rel=""><img alt="DSC02296.thumb.JPG.JPG" class="ipsImage ipsImage_thumbnailed" data-fileid="7442" data-unique="v2v5itiyf" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_2017_04/DSC02296.thumb.JPG.thumb.JPG.0adb676426302297c4bee87b5ffd7cf1.JPG" style="width: 465px; height: auto;"></a> <a class="ipsAttachLink ipsAttachLink_image" data-fileid="7443" href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_2017_04/DSC02329.thumb.JPG.JPG.fa9c601b90a606dcac671874b438ee27.JPG" rel=""><img alt="DSC02329.thumb.JPG.JPG" class="ipsImage ipsImage_thumbnailed" data-fileid="7443" data-unique="ollhalenl" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_2017_04/DSC02329.thumb.JPG.thumb.JPG.07504077ff6c64f72fb07e1ebaeb5b5b.JPG" style="width: 430px; height: auto;"></a>
</p>

<p style="color:#272a34">
	<span style="color:#272a34">Jeżeli zainteresował Was artykuł zachęcam do obejrzenia filmu z takiej właśnie wiosennej wędkarskiej zasiadki.</span>
</p>

<div class="ipsEmbeddedVideo" contenteditable="false">
	<div>
		<iframe allowfullscreen="true" frameborder="0" height="270" src="https://www.youtube.com/embed/4gF2bugMdvE?feature=oembed" width="480"></iframe>
	</div>
</div>

<p style="color:#272a34">
	 
</p>

<p style="color:#272a34">
	 
</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">167</guid><pubDate>Fri, 14 Apr 2017 07:37:00 +0000</pubDate></item><item><title>Sezon 2016 - nauka podstaw w&#x119;dkarskich.</title><link>https://forumwedkarskie.pl/index.html/metody-i-techniki-po%C5%82owu/sezon-2016-nauka-podstaw-w%C4%99dkarskich-r143/</link><description><![CDATA[
<p><img src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_2017_04/pre_1480943260__wp_20161009_17_53_41_pro.jpg.e14b7fcbc85adcc3cfc3795131596acb.jpg" /></p>

<p>
	Sezon w roku 2016 był dla mnie prawdziwym wyzwaniem. W tym roku pierwszy raz miałem okazje łapać z kimś tak doświadczonym jak Ozet, i uczyć się pod jego okiem, i dwóch innych dorównujących mu talentem wędkarzy.
</p>

<p>
	Po zdaniu testu na kartę wędkarską i jej odebraniu pojechałem na ryby z prawdziwymi wędkarzami. Nie umiałem wtedy łapać (z resztą twierdze że nadal nie umiem). Zanętę robiłem prosto z paczki bez ziemi, była albo za sucha albo przemoczona. Podczas pierwszego wyjazdu złapałem cztery krąpiki porównując do Ozeta, który złapał ich wtedy razem z płociami blisko sto, to nie połapałem. I to nie tylko przez źle zrobioną zanętę, żyłka główna wtedy 0,25 i ''cieniutka'' 0,18 na przepon, były dowiązane do siebie pętlami o średnicy 25-30cm. Spławik 4,5 grama wyważony dwoma śrucinami. Jako pierwszy z pomocą przyszedł Ozet, on skorygował moje błędy zrobił inny zestaw, a ja jak za sprawą czarnej magi zacząłem ''łapać'' ryby.<br>
	Po tym jak zakupiłem inny sprzęt na przykład bat Konger Arcus 6m zacząłem podchodzić na poważnie do wędkarstwa. Lecz jeszcze przed tym batem łapałem trochę szczęśliwie ciekawe ryby. Takie jak Jaź 1,28kg wraz z trzema 28cm płociami.
</p>

<p>
	<a href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1480943339__wp_20160527_12_39_41_pro.jpg" rel=""><img alt="pre_1480943339__wp_20160527_12_39_41_pro.jpg" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1480943339__wp_20160527_12_39_41_pro.jpg"></a>
</p>

<p>
	Ryby zostały złowione na starym mieście Jaź rośnie nadal a płocie oddane koledze. Od razu nawiąże do tego że nie zabieram dla siebie ryb, lubię ryby, ale nie te które sam złapie. Dla niektórych wydaje się to nie normalne, ale tak już postępuje. Wracając do tematu po kupnie bata zacząłem doceniać jego szybkość i skuteczność. Robiłem zestawy na podstawie zestawów Jacka Kolendowicza. Wtedy w środku lata wyglądało to tak spławik 0,75-1,6 obciążenie adekwatne do ciężaru spławiku i przepon z 0,18 udało mi się zejść do 0.10 i haczyka 14 to podziałało. Oczywiście na temat zanęt najwięcej rzeczy dowiadywałem się od jednego z kolegów i Ozeta. Jednak dwoma moimi największymi zanętowymi odkryciami były zanęty Lorpio lin-karaś i Extreme Z. Milewskiego, to na nich zacząłem pokonywać tych doświadczonych wędkarzy. Jeszcze w tym październiku przez trzy wyjazdy z rzędu byłem nie pokonany (mój osobisty rekord) <img alt=":)" height="20" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/emoticons/default_smile.png" srcset="https://forumwedkarskie.pl/uploads/emoticons/smile@2x.png 2x" width="20"> i to na trzech innych wodach. W połowie listopada łapaliśmy piękne płocie, na siedem wyjazdów tylko raz wygrałem, ale to jaki postęp w ciągu tych 9 miesięcy zrobiłem wypomina mi najczęściej Ozet ; ''że taki szczyl ośmiela się z nami wygrywać, przecież jak ja rekordy zbiorników biłem to ty na stojąco pod szafę wchodziłeś''. Łapaliśmy wtedy takie płocie.
</p>

<p>
	<a href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1480943260__wp_20161009_17_53_41_pro.jpg" rel=""><img alt="pre_1480943260__wp_20161009_17_53_41_pro.jpg" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1480943260__wp_20161009_17_53_41_pro.jpg"></a>
</p>

<p>
	Podsumowując w tym roku ''połapałem'' ale też nauczyłem się łapać, czyli dobierać przynęty i zanęty do warunków. Poznałem sposoby wędkowania jakich nie znałem np. Przepływanka była dla mnie nie zrozumiała ''po co puszczać przynętę w płynącej wodzie, skoro ryba jej nie dogoni''. Nauczyłem się dużo, i mam nadzieje że rok 2017 pobije ten rok nie pod względem ryb a pod względem wspomnień.
</p>

<p>
	Powodzenia w przyszłym sezonie.
</p>

<p>
	Max
</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">143</guid><pubDate>Mon, 05 Dec 2016 19:57:00 +0000</pubDate></item><item><title>Supe&#x142;ki, w&#x119;ze&#x142;ki i w&#x119;z&#x142;y spinningowe.</title><link>https://forumwedkarskie.pl/index.html/metody-i-techniki-po%C5%82owu/supe%C5%82ki-w%C4%99ze%C5%82ki-i-w%C4%99z%C5%82y-spinningowe-r130/</link><description><![CDATA[
<p>
	Nie ma niczego gorszego jak w weekend, który można by poświęcić wędkowaniu a siedzi się w murach i sprawdza bzdety pisane przez studentów podczas egzaminów poprawkowych. Nachodzą człowieka wówczas głupie przemyślenia i chęć nauczania.<br>
	Przed nami ostatni tydzień września, nadeszła jesień, okres-eldorado dla spinningistów. Temperatura leci na dół, rybki zaczynają gromadzić zapasy energii na zimowe miesiące i tarło. Nad wodę wyruszają nie tylko starzy „wyjadacze” ale również nowicjusze, którzy w tym sezonie rozpoczęli przygodę ze spinningiem i to często przygodę bezrybną, bo tegoroczna pogoda (upały raczej nie sprzyjają połowom drapieżników) wraz z destrukcyjnymi działaniami naszego „kochanego” Zarządu „Gównego”, nie sprzyjały uzyskaniu pozytywnych efektów.
</p>

<p>
	Naszło mnie pytanie, od czego zaczyna początkujący spinningista? Oczywiście od wiązania węzełków. Każdy chciałby mieć taki węzeł, który zagwarantuje jego zestawowi 100-procentową moc i to jest jeden z podstawowych błędów w rozumowaniu. Cóż z tego mi przyjdzie, jeśli węzeł zachowa – oczywiście teoretycznie – tę samą moc co liniowa linki? Ano tylko straty, bo jeśli przydarzy się zaczep zaraz po wyrzuceniu przynęty na odległość 30-40m a węzeł nie puści, to linka pęknie tam gdzie sama będzie chciała – wynik – ekstremalnie mogę stracić 30-40m żyłki lub co droższe – plecionki. A wyobraźmy sobie niespodziewane branie suma, który wywleka nam z kołowrotka 150m cennej PP, Momoi lub Varivas'a, pomijając często wielokrotnie tańszą przynętę. Nie chce się o tym nawet myśleć...<br>
	Otóż właśnie węzeł ma nas ratować przed takimi stratami. Jednocześnie chciałoby się, żeby ten węzeł nie był zbyt słaby, bo krętliki, przypon i przynęta też kosztują. Zatem należy znaleźć „złoty środek” – węzeł ma być mocny, ale nie mocniejszy niż liniowa wytrzymałość linki. Praktycznie nie spotkałem węzła, który utrzymywałby 100-procentową moc w stosunku do liniowej, chyba (piszę chyba, bo człowiek nie zna wszystkiego) nie ma takiego.
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	Przez ćwierćwiecze mojego spinningowania „przerobiłem” najróżniejsze supełki, węzełki i węzły zanim doszedłem do tego, że stosuję praktycznie pięć. Zacznę od początku.
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	Węzeł, którym mocujemy linkę do szpuli kołowrotka. Wydawałoby się, że jest to węzeł najmniej ważny, bo zaczep mu raczej nie zagraża, a jeśli ryba wyciągnie nam z kołowrotka kilkaset metrów linki, a żaden z pośrednich węzłów nie puści, to i tak musimy ciąć, żeby nie utracić wędziska i kołowrotka, ale to są przypadki bardzo, bardzo rzadkie i nie musimy się nimi przejmować. Natomiast węzeł taki musi nam zagwarantować, że cały nawój nie zacznie się nagle ślizgać na szpuli. Nie zagwarantuje nam tego, często wiązana przez nowicjuszy zwykła pętla,<br><img alt="defe4b5347f94199med.gif" src="http://images84.fotosik.pl/32/defe4b5347f94199med.gif"><br>
	natomiast gwarancję zapewni bardzo prosty <strong>węzeł szpulowy</strong><br><img alt="853388aee8c79121med.jpg" src="http://images81.fotosik.pl/33/853388aee8c79121med.jpg"><br>
	wykonany z dwóch zwykłych supełków. Wiążemy na końcu linki supełek a następnie, po owinięciu szpuli, drugi taki sam na lince i zaciągamy tak, aby linka zacisnęła się na szpuli a ten pierwszy supełek zablokował się na drugim. Niestety wiązanie takie nie zapewni braku poślizgu jeśli bezpośrednio na szpuli zawiążemy plecionkę, która i tak może się ślizgać. Dla tego, nawet jeśli posiadana ilość plecionki wypełniłaby naszą szpulę, należy zastosować cieniutki, choćby 2-warstwowy podkład z żyłki.
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	Teraz zaczynają się dla nowicjusza schody. Jakim węzłem połączyć żyłkowy podkład z plecionką? Dobrym węzłem jest zalecany zwłaszcza dla wiązania NanoFil-u węzeł zwany<br><img alt="4145c8d8f7b80b71med.jpg" src="http://images84.fotosik.pl/33/4145c8d8f7b80b71med.jpg"><br>
	i trudno się z tym nie zgodzić zwłaszcza jeśli chodzi o NanoFil, ale jest to węzeł dość skomplikowany, a NanoFil dość rzadko jest stosowany jako linka główna. Całkowicie wystarczającym do wiązania podkładu żyłkowego z plecionką, jest łatwy do wykonania <strong>węzeł zderzakowy</strong>.<br><img alt="0cfdbd65b0d8b366med.jpg" src="http://images81.fotosik.pl/32/0cfdbd65b0d8b366med.jpg"><br>
	Niektórzy zalecają węzeł baryłkowy, ale ja jestem zdania, że nie jest to najlepsze rozwiązanie, gdyż w tym węźle linki przeplatają się między sobą i może nastąpić przecięcie. Przy węźle zderzakowym linki nie mają wzajemnych przeplotów, a są jedynie zawiązane wzajemnie na sobie i węzły tylko stykają się ze sobą. Nadto taki węzeł jest bardzo łatwy do wykonania.
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	W tym miejscu dygresja – większość doświadczonych wędkarzy proponuje, żeby na podkład stosować żyłki zużyte a nawet zleżałe. Jestem zdania, że jest to nie najlepsze, choć „ekonomiczne” rozwiązanie. Wyobraźmy sobie, że toczymy walkę z okazowym, walecznym szczupakiem lub boleniem, a na kołowrotku mamy tylko 100m plecionki - czasem tak są dystrybuowane plecionki, choćby KONGER-a, jak również wynoszonego pod niebiosa Power Pro. Co się wówczas dzieje? Ano rybka zrywa tę steraną żyłkę podkładową i idzie w świat zakolczykowana nie tylko przynętą z tytanowym przyponem ale i z naszymi stu metrami cennej plecionki. Dla tego osobiście używam na podkład dobrą żyłkę, w miarę możliwości zbliżoną mocą do linki głównej, a ponieważ nawet do wędkowania z brzegu morza nie przekraczam deklarowanej przez dystrybutora, mocy plecionki około 20kg, to podkład z żyłki o zbliżonej mocy nie jest czymś nieosiągalnym.
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	Mamy już nawinięty na kołowrotek podkład mocno połączony z linką główną, (moje spostrzeżenia mają zastosowanie zarówno do używanych jako linki głównej plecionki, jak i żyłki) i adept spinningu staje przed dylematem – jakim węzłem zamocować przynętę? Tutaj problem jest bardziej złożony niż przy poprzednich węzłach. Moim skromnym zdaniem nie powinno się „przywiązywać” do jednego rodzaju węzła, a to dla tego, że różne przynęty mają różne wymagania. Po pierwsze, węzeł na końcu linki powinien spełniać dwa podstawowe, teoretycznie wykluczające się warunki. Po pierwsze powinien być <strong>na tyle mocny</strong>, żeby nie zrywać się na byle zaczepie lub przy braniu silnej ryby, po drugie powinien być <strong>na tyle słaby</strong>, żeby potencjalne zerwanie zestawu nastąpiło właśnie na węźle, a nie w miejscu gdzie linka „se chce”. Trzecim warunkiem – subiektywnym – jest prostota i szybkość wiązania.<br>
	Przy rozpatrywaniu tego trzeciego warunku rozumiem wędkarzy, którzy praktycznie, wyłącznie stosują <strong>Palomar</strong>,<br><img alt="b622831218c4d694med.jpg" src="http://images82.fotosik.pl/32/b622831218c4d694med.jpg"><br>
	jest to węzeł, który – bez obrazy – zawiąże średnio inteligentny szympans. Niestety, nie jest to węzeł „najlepszy”. Jego wadą jest wytrzymałość, która ogranicza się do co najwyżej 80% wytrzymałości liniowej linki. Nie twierdzę absolutnie, że go nie stosuję, ale korzystam z niego tylko w pewnych okolicznościach, a mianowicie, gdy nie stosuję agrafki, a koniecznym warunkiem skutecznego wędkowania jest szybkość wymiany przynęty, lub po zerwaniu zawiązanie nowej (np. zawody). Ma on jeszcze jedną wadę, która ujawnia się przy wiązaniu bezpośrednio do dużej przynęty (długa guma lub wobler) wówczas musimy zrobić odpowiednio dużą pętlę przez którą przekładamy przynętę, a wówczas trzeba go zaciągać bardzo ostrożnie i precyzyjnie.<br>
	Drugim węzłem, który stosuję i uważam za lepszy od Palomara, jest <strong>Cat's Paw</strong> (po polsku „kocia łapa”).<br><img alt="13380953911f4112med.jpg" src="http://images82.fotosik.pl/32/13380953911f4112med.jpg"><br>
	Jest węzłem mocniejszym od Palomara, gdyż utrata mocy to tylko około 10%, ale pod pewnymi warunkami. Podstawowym jest brak zaczepów w łowisku a to jest rzadkość. Otóż Cat's-a – odmiennie do innych węzłów – nie zaciągamy do oporu, uzyskujemy wówczas dodatkową amortyzację warkocza jaki tworzy. Niestety po mocnym zaczepie, lub zacięciu zdecydowanie walczącej ryby, zaciąga się sam tracąc właściwości amortyzacyjne i jego wytrzymałość spada do poziomu Palomara, więc należy go po takiej akcji przewiązać ponownie. Drugą jego wadą, mimo stosunkowo dużej prostoty wiązania, jest to że praktycznie nadaje się tylko wówczas gdy przynęty łączymy z linką za pośrednictwem agrafki (agrafki z krętlikiem). Nie wyobrażam sobie kilkukrotnego (niezależnie od przekroju linki stosuję siedmiokrotne) przewijania, praktycznie żadnej przynęty przez pętlę, tym bardziej, że prawidłowe, równe zawiązanie (zwoje muszą być idealnie równoległe, a obydwa nawoje warkocza jednakowo zaciągnięte) tego węzła przy dużej pętli jest dość trudne, a jest to warunek skuteczności jego funkcji amortyzacyjnej. Dla tego stosuję go praktycznie tylko do wędkowania z brzegu morza, lub w kanałach portowych, gdzie niebezpieczeństwo zaczepu jest zdecydowanie mniejsze niż na śródlądziu, a częsta wymiana przynęt (ograniczone możliwości częstej zmiany miejscówki) o skrajnie odmiennej pracy, na przykład woblera na obrotówkę, lub gumy na „karlinkę” i tak obliguje do stosowania krętlika z agrafką.<br>
	Najczęściej stosowanym przeze mnie węzłem jest <strong>Trilene z modyfikacją </strong>(po polsku trzy końce).<br><img alt="84c2b96b8d2c45d7med.jpg" src="http://images82.fotosik.pl/32/84c2b96b8d2c45d7med.jpg"><br>
	Węzeł niezależnie od napięć jakie na niego działają zachowuje nie mniej niż 95% mocy liniowej linki i nie więcej niż 98%, co spełnia obydwa podstawowe warunki jakie stawiamy węzłom. Jego zaletą jest stosunkowo duża prostota wiązania. Kolejną zaletą jest bezproblemowa możliwość stosowania go zarówno jeśli używamy agrafki (agrafki z krętlikiem), jak również przy bezpośrednim wiązaniu do przynęty, bez „gimnastyki” z przekładaniem przez jakąkolwiek pętlę. Jedynym warunkiem jego skuteczności, który mógłby stanowić argument przeciw jego stosowaniu, podobnie jak przy Cat's-u, jest konieczność bardzo starannego zaciągnięcia. Poszczególne zwoje – wykonuję 5 dla dużych (od 0,18mm) średnic linki i 9 dla najmniejszych (od 0,08mm) – nie mogą zachodzić na siebie i powinny być idealnie równoległe. W zamian za poświęconą chwilę cierpliwości i staranności odwdzięczy nam się tym co najważniejsze – nie puści na byle zaczepie a w ostateczności pęknie sam, nie dopuszczając do tego żeby linka pękła gdzie „se chce”.
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	Tyle moich dywagacji na temat węzłów, ograniczonych zresztą do klasycznego spinningu, bo tylko takim się bawię, pomijając Dorp Shota, boczny trok i inne odmiany „zaoceaniczne”.
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	Na zakończenie dwie wskazówki dla adeptów spinningu i nie tylko, niezależnie jaki węzeł będziecie stosować, niezależnie jaki sobie upodobacie i uznacie za „<strong>swój ulubiony</strong>” a więc "<strong>najlepszy</strong>", każdy musi być wykonany starannie i wiązany na mokro, więc pijcie podczas wędkowania wodę, żeby nie zabrakło wam śliny przy zaciąganiu waszego „supersupełka” a skład chemiczny spożytego płynu inny niż <strong>H</strong><strong><sub>2</sub></strong><strong>O</strong> nie spowodował osłabienia waszej linki. <img alt=";)" height="20" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/emoticons/default_wink.png" srcset="https://forumwedkarskie.pl/uploads/emoticons/wink@2x.png 2x" width="20"></p>
]]></description><guid isPermaLink="false">130</guid><pubDate>Sun, 25 Sep 2016 16:27:00 +0000</pubDate></item><item><title>Frangielka</title><link>https://forumwedkarskie.pl/index.html/metody-i-techniki-po%C5%82owu/frangielka-r123/</link><description><![CDATA[
<p>
	Wędkarz powinien być człowiekiem myślącym i dążącym do doskonalenia własnych umiejętności. Powinien też umieć dostosować się do każdych warunków na łowisku, tak aby łowić skutecznie i, co chyba najważniejsze, z przyjemnością. Wszyscy wiemy jak ważnymi aspektami wpływającymi na komfort wędkowania są warunki atmosferyczne. Jednym z kluczowych jest wiatr.
</p>

<p>
	Łowiąc na grunt czy metodą angielską nie jest to tak uciążliwe jak przy łowieniu pełnym zestawem. Dość duży opór stawia sam blank długiego wędziska a do tego podmuchy potrafią szarpać i przesuwać zestaw. Europejscy mistrzowie bata, czyli francuzi, wymyślili lekarstwo i na to. Połączyli elementy pełnego zestawu i angielskiej metody odległościowej, z czego wyniknął mieszaniec zwany frangielką. Klasyczny zestaw do bata uzbrojono spławik typu waggler co spowodowało, że najbardziej narażony na wietrzne ekscesy odcinek żyłki między spławikiem a szczytówką bardzo łatwo zatopić i utrzymać pod powierzchnią wody.<br>
	Zwykle mam jeden taki zestaw w szufladzie kosza zbudowany pod bata 7m, który jest dla mnie podstawowym wędziskiem. Jako żyłkę główna używam miękkiej i tonącej 0,14. Spławki raczej delikatne, np. 3+1g, czyli 3 g wstępnego dociążenia w korpusie i dodatkowe 1g na żyłce.
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	<a href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1462302459__p1110074.jpg" rel=""><img alt="pre_1462302459__p1110074.jpg" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1462302459__p1110074.jpg"></a>
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	<a href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1462302467__p1110076.jpg" rel=""><img alt="pre_1462302467__p1110076.jpg" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1462302467__p1110076.jpg"></a>
</p>

<p>
	Spławik po wygruntowaniu blokuję na stałe dwoma stoperami gumowymi lub specjalnym łącznikiem również zapożyczonym z metody angielskiej. Jednak stopery świetnie spełniają swoja rolę i nie widzę konieczności inwestowania dodatkowej kasy.
</p>

<p>
	<br><a href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1462302474__p1110079.jpg" rel=""><img alt="pre_1462302474__p1110079.jpg" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1462302474__p1110079.jpg"></a>
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	<a href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1462302479__p1110080.jpg" rel=""><img alt="pre_1462302479__p1110080.jpg" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1462302479__p1110080.jpg"></a>
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	Nieco nad przyponem umieszczam resztę potrzebnego obciążenia w postaci 3-4 śrucin. Do tego na przyponie wieszam jeszcze 0,09g jako sygnalizacyjną.<br>
	Zestaw zarzuca się „spod siebie”, aby uniknąć niepotrzebnego ryzyka uszkodzenia blanku przez obciążenie skupione na korpusie spławika. Sam zestaw jest na tyle ciężki, że mimo wiatru można daleko i dokładnie zarzucić a taka technika rzutu również chroni od przeciążeń powodowanych przez wiatr. Po zarzuceniu zanurzam szczytówkę na jakieś 20-30cm i szybki ruchem cofam wędzisko jednocześnie zatapiając żyłkę. Sam zestaw oczywiście będzie się poruszał przy wietrznej pogodzie ale nie będzie to tak szybki spływ jak w przypadku gdy żyłka poruszana jest falami i wiatrem na powierzchni wody.<br>
	Sam pomysł znalazłem kilka lat temu w jednym z numerów Wiadomości Wędkarskich i początkowo potraktowałem jako rodzaj ciekawostki, która owszem, jest interesująca, ale dla mnie nie przydatna. Ponieważ 95% mojego wędkowania to bat, w końcu dopadł mnie problem silnego bocznego wiatru. Często po prostu rezygnowałem z wybranej miejscówki i szukałem innej, bardziej osłoniętej. Wreszcie zaświtało mi, że kiedyś ktoś ten problem już rozwiązał i gdzieś o tym czytałem. Recepta okazała się prosta i skuteczna. Dziś można znaleźć o frangielce sporo w Internecie łącznie z filmami instruktażowymi gdzie jak na dłoni widać wszystko krok po kroku, budowę zestawu i technikę wędkowania.<br>
	Zachęcam wszystkich do szukania własnych rozwiązań problemów, z którymi przychodzi nam się zmierzyć na łowiskach. Nie warto odpuszczać kiedy czasem rozwiązanie jest na wyciągnięcie ręki i to prostsze niż się może wydawać.
</p>

<p>
	 
</p>

<p>
	<a href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1462302485__p1110083.jpg" rel=""><img alt="pre_1462302485__p1110083.jpg" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1462302485__p1110083.jpg"></a>
</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">123</guid><pubDate>Mon, 06 Jun 2016 19:38:00 +0000</pubDate></item><item><title>&#x17B;ywc&#xF3;wka.</title><link>https://forumwedkarskie.pl/index.html/metody-i-techniki-po%C5%82owu/%C5%BCywc%C3%B3wka-r122/</link><description><![CDATA[
<p><img src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_2017_01/01aeff6ef93825f9639a8f9f4c8e2a7c.jpg.78fb9953c318fe4e6d13cf31408be27f.jpg" /></p>

<p>
	Dziś o metodzie, która jest stara jak wędkarstwo ale bardzo kontrowersyjna. Przez pewien czas była u nas zabroniona, potem wróciła do łask. Ostatnio nawet usankcjonowano w regulaminie APR użytkowanie podstawowego narzędzia do pozyskiwania przynęty, czyli podrywki. Pewnie już wiadomo, ze chodzi o tzw. „ żywca” . Metoda niezwykle skuteczna w połowie większości gatunków ryb drapieżnych ale przez część wędkarskiej braci uznana za „gorszą” , kojarzona z tzw. „gumo filcami”, cokolwiek miałoby to oznaczać, potępianą głównie przez jej domniemaną niehumanitarność. Cóż, każdy ma prawo do własnej oceny i moim zdaniem w zupełność wystarczy, że wyraża swą dezaprobatę nie stosując tej metody. Mimo to uważam ją za wartą spróbowania, a odpowiednia technika i odnalezienie właściwego miejsca może spowodować niezwykle skuteczne wędkowanie. Jak wspomniałem na początku, można z powodzeniem łowić prawie każdy gatunek drapieżnika, ja próbowałem do tej pory w ten sposób łowić węgorze, okonie i oczywiście szczupaki.
</p>

<p>
	Przygotowując sprzęt na szczupaka i węgorza korzystam z tego samego wędziska i kołowrotka. Trzyczęściowe składane wędzisko długości 3,6m i c.w. do 60g. Odpowiednia długość i dość sztywna praca daje pewność skutecznego zacięcia z dużego dystansu. Kołowrotek Okuma Travertine Baitfeeder wielkość 45 z nawiniętą żyłką 0,25mm. Wolny bieg przyda się przy połowie węgorzy, stawiając żywca za szczupakiem pozostawiam kabłąk otwarty. Żyłka jak wspomniałem, średnicy 0,25mm, przeznaczona do metod gruntowych, niezbyt rozciągliwa. Plecionka do tej metody jest zbyt sztywna, ale to tylko moje zdanie.<br><a href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1462217486__p1110054.jpg" rel=""><img alt="pre_1462217486__p1110054.jpg" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1462217486__p1110054.jpg"></a><br>
	Wskaźnikiem brań w tej metodzie jest spławik. Stosuję wyporne, jaskrawo malowane spławiki przelotowe o wyporności 8-15g, zależnie od wielkości używanych przynęt. Obciążam zestaw jednopunktowo przelotową oliwką o masie nieco mniejszej niż wyporność spławika. Żyłką główną łączę z krętlikiem na przyponie węzłem spinningowym. Przypon długości minimum 25cm, solidna agrafka i kotwica odpowiedniej wielkości.<br><a href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1462217493__p1110061.jpg" rel=""><img alt="pre_1462217493__p1110061.jpg" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1462217493__p1110061.jpg"></a><br>
	Na przynętę wybieram rybki, które najczęściej łowię batem w wybranej miejscówce. Zwykle są to płotki lub krąpie. Wolę te drugie ze względu na spłaszczoną budowę ciała, taki szeroki tułów daje większe „echo” żerującemu drapieżnikowi. Idealnym żywcem jest karaś ze względu na niezwykłą żywotność. Niestety, nie zawsze udaje się „na gwizdek” złowić odpowiednią rybę na przynętę i trzeba zadowolić się tym, co mamy do dyspozycji. Żywca zapinam kotwicą za grzbiet pod płetwą grzbietową.<br>
	Grunt ustawiam mniej więcej na 2/3 głębokości łowiska, zestaw ustawiam w miejscu, które „pachnie” szczupakiem, czyli na skraju zarośli, trzcin czy skupisk kwiatów pływających. Są to ulubione miejsca drapieżników, gdzie czekają na swoje ofiary. Jak wcześniej wspominałem po zarzuceniu zestawu i wybraniu luzu na żyłce otwieram kabłąk i pozwalam żywcowi na swobodne penetrowanie okolicy. Oczywiście trzeba pilnować, aby przynęta nie schowała się w zaroślach, zaczep i strata zestawu murowana. Kwestia zacięcia to też bardzo sporna sprawa i praktycznie każdy wędkarz ma na to własną teorię. Mówią, że trzeba dać rybie dobrze zagryźć, niektórzy dają sobie czas na papierosa i dopiero wtedy zacinają. Ja preferuję całkiem inną szkołę, która mówi, żeby po braniu dać dosłownie chwilę i po zatrzymaniu się ryby ( co świetnie widać na szpuli kołowrotka ), mocno zaciąć. W ten sposób mogę później bez problemu uwolnić rybę niewymiarową lub taką, której zechcę darować wolność.<br>
	Gdy zapada zmrok ten sam zestaw przezbrajam w dwóch miejscach. Zmieniam spławik na taki, w którym można zamocować świetlik a kotwiczkę z wolframem lub stalką zastępuję 30cm żyłkowym przyponem z haczykiem z oczkiem. Obowiązkowym połączeniem żyłki głównej z przyponem jest duży i mocny krętlik. Żywczyka zapinam za pyszczek, konkretnie za górna wargę ewentualnie za ogonek. Tu najczęściej stosuję ukleję lub słonecznicę. Zmniejszam też nieco grunt ustawiając przynętę w pół wody. Tym razem kabłąk pozostawiam zamknięty. Zacinam od razu jak zobaczę branie, węgorz połyka łapczywie swoją ofiarę nie obracając jej w pyszczku.<br>
	Łowienie okoni na żywca to już zupełnie inna para kaloszy i prawdę mówiąc „ćwiczę temat” bez większych sukcesów do tej pory. Sprzętowo wygląda to wiele delikatniej niż poprzednio. Wędzisko pozostaje to samo, kołowrotek wielkości 3000 z nawiniętą tonącą żyłko 0,18mm. Spławik przelotowy o wyporności 6-10g wyważony w 1/2 wartości oznaczonej na korpusie.<br><a href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1462217499__p1110062.jpg" rel=""><img alt="pre_1462217499__p1110062.jpg" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1462217499__p1110062.jpg"></a><br>
	Dalej jak poprzednio: krętlik, przypon z żyłki głównej długości 25cm i haczyk nr 2-4 . Na przynętę stosuję zwykle podstawowy pokarm okonia w moim jeziorku czyli słonecznicę. Ma jedną wadę ,trzeba stosunkowo często ja zmieniać. Zacinam praktycznie od razu, jednak trzeba to zrobić z wyczuciem, okoń ma dość delikatny i kruchy pyszczek, poza tym łapczywie połyka swój posiłek i czasem może by problem z odhaczeniem ryby.<br><a href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1462217505__p1110069.jpg" rel=""><img alt="pre_1462217505__p1110069.jpg" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1462217505__p1110069.jpg"></a>Zwykle stawiam zestaw żywcowy przy okazji połowów spławikowych. Jako dodatkowa szansa na bonusowy połów. Za to dość często widuję wędkarzy, którzy stosują „wędrującą” odmianę tej metody. Przemieszczają się wzdłuż brzegu z wędziskami i wiaderkiem z żywcami. Dają szansę drapieżnikowi przez 15-20minut na jednej miejscówce i jeśli nie ma efektów ruszają dalej. W ten sposób aktywnie penetrują duży obszar łowiska i znacznie zwiększają swoje szanse na spotkanie z zębatym zbójem.<br>
	Zgodnie z obowiązującym regulaminem APR przynęta musi pochodzić z łowiska, w którym wędkujemy. Ma to ochronić nasze wody przed gatunkami inwazyjnymi, jak np. karaś srebrzysty oraz przed rozprzestrzenianiem się chorób, które mogą przenosić ryby z innych akwenów. Oczywistym jest też to, że przynęta musi być wymiarowa i poza okresem ochronnym, o ile takowe posiada.<br>
	Utarło się, że drapieżniki najchętniej łowimy tuż po zakończeniu okresu ochronnego, mówi się, że po tarle najchętniej żerują i najłatwiej je złowić. Na pewno jest w tym wiele racji, ale równie dobre brania np. szczupaka można mieć np. późną jesienią. Dlatego zwykle odkładam żywcowe połowy o kilka tygodni po okresie ochronnym z dwóch podstawowych przyczyn. Po pierwsze, ryby nie mają kalendarza i jeśli mamy chłodną wiosnę to mogą być jeszcze nie wytarte. Trofea ociekające mleczem czy ikrą nie są urokliwe a troska o jakość naszych wód powinna nam podpowiadać, ze warto dać im jeszcze spokojnie dokończyć dzieła prokreacji. Druga przyczyna jest bardzo prozaiczna, ryby łowione jesienią posiadają wiele więcej walorów kulinarnych.<br>
	Metoda połowu jak każda inna, może kontrowersyjna i „zalatująca” słusznie minionymi czasami, ale jak każda ma swój urok i przede wszystkim skuteczność
</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">122</guid><pubDate>Mon, 02 May 2016 19:53:00 +0000</pubDate></item><item><title>Angielska metoda odleg&#x142;o&#x15B;ciowa - Slider na g&#x142;&#x119;bokich &#x142;owiskach.</title><link>https://forumwedkarskie.pl/index.html/metody-i-techniki-po%C5%82owu/angielska-metoda-odleg%C5%82o%C5%9Bciowa-slider-na-g%C5%82%C4%99bokich-%C5%82owiskach-r117/</link><description><![CDATA[
<p><img src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_2017_03/58dbf90cbfc0f_obraz083.JPG.6279a7b01d2ed9e77a56d9fd51fb5328.JPG.d5b10197e433dff2a4ec882c6342a8a4.JPG" /></p>

<div style="margin-left:1px;">
	<p>
		O historii tej metody i połowach przy jej zastosowaniu z łodzi, napisałem w poprzednim artykule pt: „<em>Angielska metoda odległościowa</em>”. Tym razem, chciałbym przybliżyć nieco połowy z brzegu w głębokim łowisku. Następnym razem, będzie to niewielki i płytki zbiornik wodny, a być może płytkie łowisko na Zalewie Sulejowskim?
	</p>
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	Łowię w Zalewie Sulejowskim, z opaski betonowej, gdzie głębokość wody oscyluje pomiędzy 8, a 10 m – w zależności od odległości, na jaką posyłam swój zestaw. Potrzebuję, zatem solidnego sprzętu i odpowiedniego do tej metody spławika przelotowego, którym jest właśnie Slider. I o ile do połowu z łodzi, mogłem sobie pozwolić na zastosowanie Wagglera, nieprzeznaczonego do łowienia w wodzie o głębokości 6,5 m, o tyle z brzegu, konieczne jest zastosowanie Slidera o odpowiedniej gramaturze.
</div>

<p>
	<a data-fileid="5973" href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_12_2015/post-1521-0-39290000-1449517739.jpg" rel=""><img alt="obraz 075.JPG" data-fileid="5973" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_12_2015/post-1521-0-39290000-1449517739.jpg"></a>
</p>

<div style="margin-left:1px;">
	Do połowu na tej wodzie, wybrałem odległościówkę Trabucco o długości 3,9 m i cw 8-25 g. Kijek jest lekki, solidny i mocny, o progresywnej akcji, pozwalającej na oddawanie długich i precyzyjnych rzutów.
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	Oraz kołowrotek dedykowany specjalnie do tej metody. W moim przypadku jest nim Rive R-Match 4000. Jest to tegoroczna nowość. Wykonany jest bardzo solidnie i z dbałością o szczegóły. Duża średnica aluminiowej szpuli, pozwala na dalekie i dokładne rzuty zestawem. Wodoszczelny i precyzyjny hamulec, pozwala na skuteczne zacięcie i delikatny hol ryby. Wysokie przełożenie, bo aż 6,0:1, ułatwia szybkie i skuteczne zatopienie żyłki, gdyż na jeden obrót korbki, nawój wynosi 1,15 m.
</div>

<p>
	<a data-fileid="5974" href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_12_2015/post-1521-0-77093600-1449517800.jpg" rel=""><img alt="DSC_0025.JPG" data-fileid="5974" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_12_2015/post-1521-0-77093600-1449517800.jpg"></a>
</p>

<p>
	<a data-fileid="5975" href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_12_2015/post-1521-0-20688300-1449517825.jpg" rel=""><img alt="DSC_0028.JPG" data-fileid="5975" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_12_2015/post-1521-0-20688300-1449517825.jpg"></a>
</p>

<div style="margin-left:1px;">
	Jeśli chodzi o stosowaną przeze mnie żyłkę, to najczęściej stosuję żyłki Dragona z serii X-Treme Match oraz Super Camou, o grubości od 0,16 do 0,18 mm. Są to na moje potrzeby i moim zdaniem bardzo dobre jakościowo żyłki, mocne, a co najważniejsze nie tracą swojej zatapialności. A to akurat najważniejsze cechy, którymi kieruję się przy zakupie.
</div>

<p>
	<a data-fileid="5976" href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_12_2015/post-1521-0-94290000-1449517856.jpg" rel=""><img alt="DSC_0063.JPG" data-fileid="5976" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_12_2015/post-1521-0-94290000-1449517856.jpg"></a>
</p>

<div style="margin-left:1px;">
	Na tak głębokim łowisku, tym razem należy już użyć odpowiedniego spławika, przeznaczonego do takich właśnie połowów. Jest nim oczywiście Slider, montowany w zestawie przelotowo.
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	W zależności od głębokości łowiska i odległości od brzegu, na którą będziemy zarzucać zestaw, stosujemy Slidery o różnej gramaturze. Ja na swoim łowisku posługuję się kilkoma takimi gramaturami i są to: 3+8g, 3+10g, 3+12g, 4+8g, 4+10g i 4+12g.
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	Pierwsza z tych wartości, określa, ile dociążenia wstępnego zamontowano w korpusie Słidera, a druga określa, ile dociążenia należy założyć na żyłkę, by odpowiednio wyważyć cały spławik.
</div>

<p>
	<a data-fileid="5987" href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_12_2015/post-1521-0-19890800-1449565703.jpg" rel=""><img alt="obraz 137.jpg" data-fileid="5987" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_12_2015/post-1521-0-19890800-1449565703.jpg"></a>
</p>

<div style="margin-left:1px;">
	W swoim wyposażeniu powinno się też mieć wymienne i różnokolorowe atenki do Sliderów/Wagglerów.
</div>

<p>
	<a data-fileid="5988" href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_12_2015/post-1521-0-01588700-1449565735.jpg" rel=""><img alt="obraz 145.jpg" data-fileid="5988" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_12_2015/post-1521-0-01588700-1449565735.jpg"></a>
</p>

<div style="margin-left:1px;">
	Jak w każdej metodzie i technice, tak i tutaj można zmontować zestaw na kilka różnych sposobów i odmian. Ja montuję swój zestaw przy użyciu własnej roboty ciężarka z rurką antysplątaniową, czyli łowię belgijską odmianą odległościówki.
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	Moje ciężarki to przeróbka kupnych ciężarków w kształcie łezki. Taki ciężarek rozwiercam odpowiedniej średnicy wiertłem, w otwór wkładam rurkę od preparatu WD-40 na ok. 3-4 mm od jej końca i wklejam Super Glue. Oczywiście nie bez znaczenia jest tutaj odpowiednie nałożenie ciężarka – grubszą średnicą w kierunku krótkiego końca rurki
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	<em>(odwrócona łezka).</em>
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	Ja akurat zastosowałem rurki od WD-40, gdyż po puszczeniu Vici do kolegów, nazbierało mi się ich sporo, ale zdecydowanie lepsza jest rurka od patyczków do uszu. Ta z patyczków ma mniejszą średnicę zewnętrzną i jest „akuratnej” długości.
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	Wiem, wiem! Wszystkich czytelników nurtuje teraz pytanie: A po kiego licha taki ciężarek i to jeszcze montowany na jakiejś rurce?
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	Jak już wspomniałem w opisie swojego ciężarka, ma on stanowić element zestawu, który zapobiega splątaniom podczas zarzucania.
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	W tym właśnie miejscu, należy zwrócić pilną uwagę na sam sposób montażu naszego zestawu ze Sliderem. A zatem, opiszę każdą czynność i każdy element z osobna, poczynając od samej góry:
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	<strong>a).</strong>
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	 
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	<strong>stoper żyłkowy</strong>
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	– wiążę dwa stoperki, jeden przy drugim, z żyłki 0,16mm. Po zaciągnięciu każdego z nich – oczywiście na mokro/na ślinę! – odcinam nadmiar żyłki, pozostawiając jednak końcówki o długości 1,5 cm. Robię tak po to, by przelatujący w trakcie rzutu, przez przelotki stoper, łagodnie przez nie przechodził, co ułatwia ten elastyczny przecież koniec żyłki. Takie końcówki nie zaburzają też niczego na szpuli kołowrotka, żyłka przy zarzucaniu zestawu, bez oporu schodzi ze szpuli.
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	<strong>b. przelotowy systemik do przypinania Slidera</strong>
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	– w tym względzie jestem tradycjonalistą i nadal stosuję taki systemik.
</div>

<p>
	<a data-fileid="5993" href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_12_2015/post-1521-0-40007100-1449566887.jpg" rel=""><img alt="DSC_0035.JPG" data-fileid="5993" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_12_2015/post-1521-0-40007100-1449566887.jpg"></a>
</p>

<div style="margin-left:1px;">
	<strong>*Ciekawostka</strong>
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	- w przypadku Cralusso, mamy do czynienia z uniwersalnym systemikiem, który można stosować stacjonarnie montując na żyłce, ale też przelotowo. Cenowo jednak silnie odbiega od pozostałych, ale jest tego wart.
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	Nie zakładam pod stoperem koralika oraz Slidera bezpośrednio na żyłkę główną. Tak już się przyzwyczaiłem i tak już u mnie pozostanie. Lubię wygodę w przepinaniu spławików.
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	<strong>c). Slider</strong>
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	– co prawda spławik przypinam dopiero na łowisku, ale i jemu wypada poświęcić choć kilka linijek tekstu.
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	Na fotografii pokazuję, co należy zrobić z każdym Wagglerem i Sliderem z wkręcanym trzpieniem lub nakrętką. Jak widać, ja do każdego z nich, dokładam mikroskopijnej wręcz wielkości, gumowy oring. A robię to po to, żeby podczas połowu nie rozkręcał się i żebym nie musiał tracić tak kosztownych zabawek. Dociśnięty nakrętką lub trzpieniem oring rozpłaszcza się i zapobiega rozkręcaniu.
</div>

<p>
	<a data-fileid="5979" href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_12_2015/post-1521-0-41812200-1449518394.jpg" rel=""><img alt="DSC_0056.JPG" data-fileid="5979" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_12_2015/post-1521-0-41812200-1449518394.jpg"></a>
</p>

<div style="margin-left:1px;">
	<strong>d). ciężarek z rurką antysplątaniową</strong>
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	– ten ciężarek, stanowiący 80-90 % całości dociążenia Slidera, nawlekam na żyłkę główną bezpośrednio pod Sliderem, zakładając go ciężarkiem do góry
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	<em>(w kierunku Slidera)</em>
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	i dłuższym końcem rurki do dołu
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	<em>(w kierunku przyponu)</em>
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	.
</div>

<p>
	<a data-fileid="5977" href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_12_2015/post-1521-0-60122400-1449518247.jpg" rel=""><img alt="DSC_0063.JPG" data-fileid="5977" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_12_2015/post-1521-0-60122400-1449518247.jpg"></a>
</p>

<div style="margin-left:1px;">
	Robię tak po to, aby rurka antysplątaniowa spełniała swoją rolę. Po wykonaniu rzutu, ciężarek w locie ustawia się grubszą częścią korpusu do przodu
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	<em>(z racji większego ciężaru, odwróconej łezki!)</em>
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	, ciągnąc za sobą rurkę, przypon antysplątaniowy i przypon z haczykiem. Jednak, należy jeszcze i ten ciężarek
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	<em>(przelotowy przecież)</em>
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	, zastopować, by podczas lotu zestawu, nie przesuwał się po żyłce głównej. Do tego celu stosuję najzwyklejszy w świecie amortyzator gumowy do montażu w topie tyczki wędkarskiej. Przez otwór rurki przekładam od dołu podwójnie złożony kawałek żyłki np. 0,16 mm, przekładam przez pętlę amortyzator i wciągam go podwójnie w środek rurki. Następnie odcinam koniec amortyzatora i osiągam taki skutek, że żyłka główna ciasno przechodzi przez rurkę i ciężarek nie „biega” po niej podczas lotu zestawu.
</div>

<p>
	<a data-fileid="5992" href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_12_2015/post-1521-0-99776900-1449566033.jpg" rel=""><img alt="obraz 143.jpg" data-fileid="5992" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_12_2015/post-1521-0-99776900-1449566033.jpg"></a>
</p>

<div style="margin-left:1px;">
	W swoim opisie, podałem sposób na zastosowanie
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	<em>„odwróconej łezki”</em>
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	, gdyż ja akurat posiadam zapas tych właśnie ciężarków, zakupiony znacznie wcześniej. Niech się, zatem nie marnują. Lepszym jednak rozwiązaniem, byłoby zastosowanie kulek ołowianych.
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	Wciąganie amortyzatora w rurkę można również zastąpić mniej skomplikowanym sposobem zastopowania ciężarka zaciskając powyżej małą śrucinę.
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	Po nawleczeniu ciężarka z rurką i wciągnięciu w nią stopera z amortyzatora, do końca żyłki głównej dowiązuję krętlik nr 20-22.
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	<strong>e). przypon antysplątaniowy</strong>
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	– do zakończenia żyłki głównej, czyli wspomnianego już krętlika, dowiązuję odcinek fluorocarbonu 0,28 mm, o długości 1 m. Ten przypon ma spełniać wraz z ciężarkiem z rurką, rolę przyponu antysplątaniowego, gdyż zastosowanie w tym miejscu cienkiej żyłki głównej, powoduje, że ma ona tendencję do okręcania się wokół anteny spławika, a to z kolei jest główną przyczyną wszystkich splątań naszych zestawów. Fluorocarbon z racji swojej sztywności, nie okręca się wokół antenki. Nie muszę więc tracić cennego czasu i nerwów, na rozplątywanie zestawu.
</div>

<p>
	<a data-fileid="5989" href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_12_2015/post-1521-0-63968600-1449565882.jpg" rel=""><img alt="obraz 142.jpg" data-fileid="5989" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_12_2015/post-1521-0-63968600-1449565882.jpg"></a>
</p>

<div style="margin-left:1px;">
	Ponadto, zawiązany w tym miejscu krętlik, spełnia rolę stopera, zapobiegającego przesuwaniu się w dół ciężarka i spławika.
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	Fluorocarbon zapobiega też skutkom zgniatania i osłabiania po zaciśnięciu śrucin doważających zestaw i śruciny sygnalizacyjnej.
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	Do wolnego końca fluorocarbonu, wiążę drugi krętlik nr 20-22, na który dopiero zakładam przypon z haczykiem.
</div>

<p>
	<a href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1449862880__zestaw11.jpg" rel=""><img alt="pre_1449862880__zestaw11.jpg" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1449862880__zestaw11.jpg"></a>
</p>

<div style="margin-left:1px;">
	Swoje zestawy montuję na spokojnie w domu, pozostawiając jedynie precyzyjne doważenie spławika już nad wodą. Zmontowane kije spinam rzepami i przewożę w wielokomorowym pokrowcu.
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	Po przyjeździe na łowisko, rozpoczynam od wyboru miejsca połowu i zorganizowania sobie wygodnego stanowiska. A ponieważ łowić będę z opaski betonowej o dużym kącie nachylenia względem wody, podest montuję na samej górze opaski, poziomuję, wiążę linkę do barierki ochronnej, a następnie ustawiam przy samej wodzie i już na gotowo zabezpieczam linką, przed
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	<em>„wjechaniem rydwanem” </em>
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	do wody.
</div>

<p>
	<a data-fileid="5978" href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_12_2015/post-1521-0-07639300-1449518316.jpg" rel=""><img alt="obraz 078.JPG" data-fileid="5978" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_12_2015/post-1521-0-07639300-1449518316.jpg"></a>
</p>

<div style="margin-left:1px;">
	Na platformie po prawej stronie, stawiam miskę z zanętą, pojemnik z przygotowanymi do strzelania procą kulami zanęty, dwie proce i pojemniczek z robakami.
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	Na lewej platformie, ustawiam wiaderko z wodą, do mycia rąk po zanęcie, wypychacz do haczyków, nożyczki, szczypce do zaciskania śrucin, marker do znaczenia odległości połowu/nęcenia i podbierak na długiej tyczce. Na tej platformie, kładę też przymiar do mierzenia ryb. Bardzo przydatna rzecz, by uniknąć wstydu, gdy niewymiarowa rybka
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	<em>„przypadkiem wpadnie” </em>
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	nam do siatki.
</div>

<p>
	<a data-fileid="5985" href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_12_2015/post-1521-0-38367300-1449518840.jpg" rel=""><img alt="DSC_0067.JPG" data-fileid="5985" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_12_2015/post-1521-0-38367300-1449518840.jpg"></a>
</p>

<div style="margin-left:1px;">
	Wszystkie niezbędne akcesoria, mam więc pod ręką, a wszelkie drobne akcesoria w szufladkach podestu i w kasetach pod siedzeniem. Pod ręką mam też zawsze ręcznik i picie. Tuż przed zajęciem miejsca na podeście, wrzucam do wody siatkę do przetrzymywania złowionych ryb i wpinam szybkozłączką w podest.
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	Dopiero po zorganizowaniu sobie stanowiska, rozkładam już na siedząco wędkę, wyważam na gotowo spławik, wygruntowuję łowisko…
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	No właśnie – gruntowanie łowiska! Do tej czynności opuszczam wszystkie śruciny, przed ich zaciśnięciem na full, do samego przyponu z haczykiem. Dokładam jeszcze jedną śrucinę – zazwyczaj ok. 1 g - i zaczynam gruntowanie, stopniowo przesuwając stoperki.
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	Po dokładnym wygruntowaniu łowiska, we wcześniej obranym punkcie, zaznaczam na żyłce markerem odległość, a tak wyruntowany zestaw pozostawiam w wodzie i zaczynam nęcić, strzelając zanętą z procy. Wcześniej przygotowane kule, wielkości małej pomarańczy lub duuużej mandarynki, posyłam wokół spławika, jednocześnie rozciągając je lekko w kierunku, w którym prądy mogą mi znosić zestaw. Do tego celu używam procy Drennan, na średnie odległości zieloną, na dalsze czerwoną.
</div>

<p>
	<a data-fileid="5990" href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_12_2015/post-1521-0-75477100-1449565965.jpg" rel=""><img alt="DSC_0031.jpg" data-fileid="5990" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_12_2015/post-1521-0-75477100-1449565965.jpg"></a>
</p>

<div style="margin-left:1px;">
	Dopiero po tych wszystkich czynnościach, mogę przystąpić do właściwego połowu ryb. Zdejmuję już śrucinę przeważającą zestaw do gruntowania, rozstawiam śruciny wyważające spławik i zaciskam je szczypcami.
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	Swój zestaw zarzucam ok. 10-15 m poza strefę nęcenia, zanurzam szczytówkę kija, na ile pozwala mi głębokość wody w pobliżu mojego stanowiska i zatapiam żyłkę główną, wykonując dwa do trzech szybkich obrotów korbką kołowrotka. Następnie szybciutko wykonuję zacięcie w bok, by środkowy odcinek pomiędzy spławikiem, a wędziskiem schować pod wodę. Teraz dopiero dociągam zestaw do znaczka markerem na żyłce i zaczynam obserwować zachowania spławika.
</div>

<p>
	<a data-fileid="5980" href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_12_2015/post-1521-0-41601200-1449518488.jpg" rel=""><img alt="DSC_0046.JPG" data-fileid="5980" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_12_2015/post-1521-0-41601200-1449518488.jpg"></a>
</p>

<div style="margin-left:1px;">
	A te potrafią być przeróżne, od nie cackania się, czyli gwałtownego zatopienia, poprzez kucanie o 1 cm w górę lub w dół, aż do zabawy i wykładania/podnoszenia części lub całej atenki nad wodę.
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	W miarę upływu czasu, łowisko należy donęcić kilkoma kulami zanęty, ale tym razem już zdecydowanie mniejszymi, które nie spłoszą żerujących ryb. Do tego celu i do mniejszych kul –
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	<em>wielkości małej mandarynki</em>
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	– służy mi też inna zupełnie proca
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	<em>(Middy)</em>
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	z mniejszym koszyczkiem.
</div>

<p>
	<a data-fileid="5991" href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_12_2015/post-1521-0-85488300-1449566008.jpg" rel=""><img alt="DSC_0033.jpg" data-fileid="5991" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_12_2015/post-1521-0-85488300-1449566008.jpg"></a>
</p>

<div style="margin-left:1px;">
	W zależności od sytuacji, czyli intensywności brań, donęcam raz na 15-30 min, strzelając od 3-5 kul znętowych z robakami
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	<em>(pinka)</em>
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	.
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	Celem moich połowów są głównie leszcze, duuuże leszcze, których nie brakuje w Zalewie Sulejowskim. Jednak cieszy mnie każdy ruch spławika i każda złowiona ryba.
</div>

<p>
	<a data-fileid="5981" href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_12_2015/post-1521-0-74823700-1449518567.jpg" rel=""><img alt="DSC_0070.JPG" data-fileid="5981" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_12_2015/post-1521-0-74823700-1449518567.jpg"></a>
</p>

<div style="margin-left:1px;">
	Jeśli chodzi o zanęty, to nie cuduję i stosuję wyłącznie kupne. Jedna z nich widoczna na zdjęciu z przymiarem. Do nich dopiero dodaję jakieś dodatki, np. kukurydzę konserwową, makaron kolanka, melasa, klej i oczywiście robactwo, czyli pinkę. Aż tak bardzo mi nie zależy na nałowieniu niezliczonych ilości, więc nie przemęczam się i nie kombinuję z własnymi mieszankami.
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	Zanętę moczę jeszcze w domu. Do około 1 litra wody mineralnej
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	<em>(nie gazowanej)</em>
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	, wlewam dawkę melasy, dokładnie mieszam, następnie stopniowo dolewam do przygotowanej
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	<em>(na oko)</em>
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	mieszanki zanęt. W miarę dodawania wody z melasą, całość mieszam mieszadłem wkręconym w wkrętarkę. Takie dokładne mieszanie mieszadłem powoduje, że już nie muszę przesiewać zanęty przez sito – jak dla mnie i na moje potrzeby jest OK. Namoczoną zanętę odstawiam na bok i zanim dobrze napije się wody, zaczynam już przesiewać przez sito, glinę rozpraszającą. Potem łączę obydwie porcje, dodaję kukurydzę
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	<em>(razem z tym słodkim wywarem!)</em>
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	, makaron
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	<em>(większe kąski tylko dla leszczy) </em>
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	i dokładnie mieszam ponownie, wkrętarką. Tak przygotowaną wstępnie zanętę zamykam pokrywą i dopiero wyjeżdżam na ryby.
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	Pinkę dodaję już na łowisku i również mieszam. Na łowisku już też, dzielę zanętę na dwie części. W zależności od czasu, jaki planuję spędzić nad wodą, na pół, lub tylko 1/3 porcji odkładam i dodaję do niej klej
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	<em>(Bentonit)</em>
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	. Z tej właśnie mniejszej części ugniatam kule do strzelania i odkładam w osobny pojemnik. Tak sklejona zanęta ma pracować przez dłuższy czas, utrzymując ryby w zanęcie. Należy więc nimi nęcić strzelając je wszystkie przed rozpoczęciem połowu. Naturalnie przed rozpoczęciem połowu należy też wystrzelić kule niedoklejane Bentonitem, by te zaczęły pracować, natychmiast wabiąc ryby w łowisko.
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	Na haczyk zakładam białe robaki, lub dowolnie z zanęty: przetarta pinka, kukurydza, albo kanapki.
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	Efekty połowu, nie zawsze mnie zadowalają
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	<em>("taki mamy klimat")</em>
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	, ale oby spławik znikał z pola widzenia. Czasem będzie to jakaś drobnica, czasem kilka, kilkanaście leszczy, a czasem mieszanina drobnicy z leszczami. I czasem trafi się jakiś ładny okaz lechona, a mój dotychczasowy miał 63 cm. Cóż, przyjdzie dzień, a poprzeczka się przesunie – trzeba tylko wierzyć…
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	I to by było na tyle.
</div>

<p>
	<a data-fileid="5982" href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_12_2015/post-1521-0-81722600-1449518643.jpg" rel=""><img alt="DSC_0071.JPG" data-fileid="5982" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_12_2015/post-1521-0-81722600-1449518643.jpg"></a>
</p>

<p>
	<a data-fileid="5983" href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_12_2015/post-1521-0-52166400-1449518674.jpg" rel=""><img alt="IMAG0041.JPG" data-fileid="5983" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_12_2015/post-1521-0-52166400-1449518674.jpg"></a>
</p>

<p>
	<a data-fileid="5984" href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_12_2015/post-1521-0-85350500-1449518704.jpg" rel=""><img alt="DSC_0074.JPG" data-fileid="5984" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_12_2015/post-1521-0-85350500-1449518704.jpg"></a>
</p>

<div style="margin-left:1px;">
	A cóż to? Zmiana barw? Oficjalny trening przed zawodami międzynarodowymi?
</div>

<p>
	<a data-fileid="5986" href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_12_2015/post-1521-0-23481100-1449518932.jpg" rel=""><img alt="obraz 109.JPG" data-fileid="5986" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_12_2015/post-1521-0-23481100-1449518932.jpg"></a>
</p>

<div style="margin-left:1px;">
	Sza! O tym w kolejnym odcinku, który jest w planach.
</div>
]]></description><guid isPermaLink="false">117</guid><pubDate>Tue, 08 Dec 2015 18:30:00 +0000</pubDate></item><item><title>Zasz&#x142;o&#x15B;ci PRL-u a Duch Czasu.</title><link>https://forumwedkarskie.pl/index.html/metody-i-techniki-po%C5%82owu/zasz%C5%82o%C5%9Bci-prl-u-a-duch-czasu-r108/</link><description><![CDATA[
<p>
	Kochani Bracia i Siostry, czas najwyższy zrewolucjonizować i usystematyzować odmiany, metody i techniki wędkarskie. I ja spróbuję się z tym zderzyć. Póki co, to nadal tkwimy pod tym względem w głębokiej komunie, gdzie z powodu ograniczeń sprzętowych (głównie) zamknięci byliśmy w przysłowiowej mysiej dziurze, a dzisiaj nikt nie zamierza nawet ruszyć tematu, co dopiero wyjść wreszcie z niej i pójść z duchem czasu. I właśnie z tego powodu jesteśmy nadal daleko za innymi cywilizowanymi krajami. Czemu tak myślę? No, jeśli w XXI wieku w Polsce nadal obowiązuje podział metod i technik wędkarskich rodem z głębokiej komuny, jak w przykładzie poniżej, to nic dziwnego, że jest tak, jak jest, a adwersarz adwersarza w niegrzeczny sposób poprawia przy każdej okazji. Tylko, czy słusznie?
</p>

<p>
	Temat zapoczątkował Docio w styczniu 2013 roku, a odnowił Kris1313 w styczniu tego roku, jest wciąż na czasie i nie zdążył jeszcze ostygnąć. Warto więc do niego wrócić, cytując i rozważając poniższy przykład, który pierwotnie zaproponował Docio.
</p>

<p>
	Przykład:
</p>

<p>
	<em>„Metody połowu są tylko trzy:</em>
</p>

<p>
	<em>1. Gruntowa - ze spławikiem lub bez</em>
</p>

<p>
	<em>2. Spinningowa + trolling</em>
</p>

<p>
	<em>3. Muchowa</em>
</p>

<p>
	<em>Cała reszta to jedynie techniki”.</em>
</p>

<p>
	Powyższy przykład nie jest przypadkowy, gdyż dotyczy <a href="https://forumwedkarskie.pl/topic/2423-encyklopedia-technik-w%C4%99dkarskich/" rel="">dyskusji</a> w dwóch tematach na forum wędkarskim i ośmielam się z tym nie zgodzić.
</p>

<p>
	No tak, ale co w tym podziale takiego dziwnego? Z czym ja mógłbym się nie zgodzić? Ano całe nasze „rzemiosło” już od dawna dzieli się na poszczególne odmiany (odłamy?), a dopiero na metody. I nawet, gdyby spojrzeć od strony sportowej wędkarstwa, ale też nie tylko, to już dawno zostało podzielone na poszczególne odmiany:
</p>

<ol style="list-style-type:decimal;">
<li>
		Wędkarstwo spławikowe
	</li>
	<li>
		Wędkarstwo gruntowe
	</li>
	<li>
		Wędkarstwo spinningowe
	</li>
	<li>
		Wędkarstwo muchowe
	</li>
	<li>
		Wędkarstwo podlodowe
	</li>
</ol>
<p>
	Najlepszym przykładem takiego oficjalnego już podziału niech będą wszelkiego rodzaju obwieszczenia o zawodach, wyniki zawodów i klasyfikacja np. w GP okręgu/Polski.
</p>

<p>
	I taki pierwszy lepszy z brzegu przykład:
</p>

<p>
	1. <a href="https://www.google.pl/search?hl=pl&amp;gbv=2&amp;q=mistrzostwa+%C5%9Bwiata+w+w%C4%99dkarstwie+sp%C5%82awikowym&amp;revid=1323727428&amp;sa=X&amp;ei=LyXfVIr-B4LraOyCgIAB&amp;ved=0CFMQ1QIoAA" rel="external nofollow">KLIK</a>
</p>

<p>
	2. <a href="http://www.pzwazoty.pl/artykul/55,regulamin-zawodow-w-wedkarstwie-spinningowym.html" rel="external nofollow">KLIK</a>
</p>

<p>
	3. <a href="http://www.gpximp.pzw.org.pl/cms/9196/grand_prix_polski_w_wedkarstwie_splawikowym" rel="external nofollow">KLIK</a>
</p>

<p>
	Ba! By nie być gołosłownym, poniżej daję inne przykłady, gdzie taki podział obowiązuje nie tylko w sporcie wędkarskim:
</p>

<p>
	1. <a href="http://www.empik.com/nowoczesne-wedkarstwo-splawikowe-wroblewski-jozef,p1097750423,ksiazka-p?gclid=CJvBhoO74cMCFebKtAodalkA3Q" rel="external nofollow">KLIK</a>
</p>

<p>
	2.
</p>

<div class="ipsEmbeddedVideo">
	<div>
		<iframe allowfullscreen="true" frameborder="0" height="270" src="https://www.youtube.com/embed/dL9Wf3M5sAA?feature=oembed" width="480"></iframe>
	</div>
</div>

<p>
	Z powyższych przykładów jasno wynika, że już nie tylko w światowym wędkarstwie, ale również i w polskim takie podziały na ODMIANY obowiązują nie od dziś. I żeby równać do krajów wysoko rozwiniętych pod względem także wędkarskim, musimy wyjść wreszcie z tej naszej mysiej dziury i pójść z duchem czasu.
</p>

<p>
	A skoro mamy zarysy poszczególnych odmian wędkarstwa, to dopiero te odmiany możemy podzielić na poszczególne metody.
</p>

<p>
	I tak:
</p>

<p>
	I odmiana - Wędkarstwo spławikowe
</p>

<ol style="list-style-type:decimal;">
<li>
		metoda odległościowa/angielska
	</li>
	<li>
		metoda bolońska
	</li>
	<li>
		metoda zestawu skróconego
	</li>
	<li>
		metoda pełnego zestawu
	</li>
	<li>
		etc
	</li>
</ol>
<p>
	II odmiana – Wędkarstwo gruntowe
</p>

<ol style="list-style-type:decimal;">
<li>
		metoda ciężkiej gruntówki dennej (rzecznej i jeziorowej)
	</li>
	<li>
		metoda lekkiej gruntówki dennej (jeziorowej)
	</li>
	<li>
		metoda picker i feeder
	</li>
	<li>
		etc
	</li>
</ol>
<p>
	III odmiana – Wędkarstwo spinningowe
</p>

<ol style="list-style-type:decimal;">
<li>
		metoda klasycznego spinningu
	</li>
	<li>
		metoda castingowa
	</li>
	<li>
		metoda bocznego troka
	</li>
	<li>
		metoda drop shot
	</li>
	<li>
		metoda trollingowa
	</li>
	<li>
		etc
	</li>
</ol>
<p>
	IV odmiana – Wędkarstwo muchowe
</p>

<ol style="list-style-type:decimal;">
<li>
		metoda suchej muchy
	</li>
	<li>
		metoda mokrej muchy
	</li>
</ol>
<p>
	/i tu moja uwaga i zastrzeżenie – osobiście nie znam tej odmiany wędkarstwa, więc nazewnictwo metod może być błędne/
</p>

<p>
	V odmiana – Wędkarstwo podlodowe
</p>

<ol style="list-style-type:decimal;">
<li>
		metoda połowu na mormyszkę
	</li>
	<li>
		metoda połowu na przynęty sztuczne/wertykalne
	</li>
	<li>
		metoda połowu spławikowego
	</li>
	<li>
		etc
	</li>
</ol>
<p>
	Dopiero mając już dokonany szczegółowy podział odmian wędkarstwa na poszczególne metody, należy zwrócić uwagę, że w każdej z metod występują również techniki.
</p>

<p>
	Przykłady:
</p>

<p>
	a) – technika montażu zestawu
</p>

<p>
	b – technika zarzucania zestawu
</p>

<p>
	c) - technika podania i grania przynętą
</p>

<p>
	d) – technika prowadzenia i przytrzymywania zestawu
</p>

<p>
	e)– technika zacinania ryby
</p>

<p>
	f) – technika holowania ryby
</p>

<p>
	g) – technika podbierania/lądowania ryby (i kolejny przykład)
</p>

<div style="margin-left:1px;">
	- podbierakiem
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	- chwytakiem
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	- ręką
</div>

<div style="margin-left:1px;">
	- wyślizgiem
</div>

<p>
	h) – etc
</p>

<p>
	A wracając do podziału poruszonego w dyskusji na forum, chciałbym zwrócić uwagę czytelnika, że w takiej formie tkwimy w marazmie i ni w ząb nie ruszamy z miejsca.
</p>

<p>
	Gdyby, więc podzielić funkcjonujące do dziś podziały na metody i techniki, to otrzymujemy masło maślane:
</p>

<ol style="list-style-type:decimal;">
<li>
		metoda spławikowa &gt; technika odległościowa angielska &gt; a w niej &gt; technika montażu zestawu (waggler stacjonarnie lub przelotowo) &gt; technika zarzucania zestawu &gt; technika zatapiania żyłki &gt; technika zacinania &gt; etc
	</li>
</ol>
<p>
	Nasuwa się, zatem kluczowe pytanie: Czy w technice może występować technika? Albo parafrazując klasyka: Jaka jest zawartość techniki w technice? Prawda, że masło maślane? Ale w każdej technice, są sposoby...
</p>

<p>
	I gdyby ktokolwiek powiedział, że ulegam wpływom marketingowców, bo widzę potrzebę, a nawet konieczność zrewolucjonizowania lub choćby zrewidowania toku rozumowania, zwolenników zamykania się w ciasnej przestrzeni, to polecam gorąco odrobinę refleksji i zastanowienia. Od tak galopującego postępu technologicznego i rozwoju wszystkich – określonych przeze mnie – odmian, metod i technik, nie ma już drogi ucieczki i trzeba wreszcie nazywać rzeczy po imieniu, ale... po nowemu.
</p>

<p>
	Jadąc na ryby nie zabiorę już ze sobą poczciwej Germiny, kołowrotka Delfin wyposażonego wyłącznie w głębokie szpule i gorzowską żyłkę (uniwersalną do wszystkich metod!). Nie zmontuję na tym sprzęcie zestawu do metody odległościowej/angielskiej, bo najzwyczajniej w świecie żyję już w innych czasach. W czasach, w których są już dostępne kije do metody odległościowej, kołowrotki z płytką szpulą do metody odległościowej, żyłki tonące do metody odległościowej, a nawet haczyki z krótkim trzonkiem do metody odległościowej. Wspomnieć należy też o wagglerach, spławikach do metody odległościowej.
</p>

<p>
	Nawet przywoływanie w dyskusji książek i publikacji takich wędkarskich autorytetów jak choćby Wygnanowski i powoływanie się, że już za jego czasów obowiązywał taki podział metod i technik, jest nie na miejscu. To, że za Wygnanowskiego, czy innego był taki, a nie inny podział, nie jest argumentem, żebyśmy tkwili w zamierzchłych czasach. A poza tym, skąd możemy wiedzieć, jak dzisiaj sklasyfikowałby, określił i opisywał wędkarstwo Wygnanowski i inni?
</p>

<p>
	Mnie w czasach Wygnanowskiego, obowiązywał limit szczupaka 7 szt dziennie. I co? Zmieniono regulamin i to już kilkukrotnie, bo tak było trzeba. W tej materii nie zatrzymaliśmy się w czasach Wygnanowskiego. Poszliśmy z Duchem Czasu!
</p>

<p>
	Moim skromnym zdaniem, nie da się dalej tkwić w tak wąsko i ciasno opisanych metodach, gdyż są już tak nabrzmiałe, że muszą kiedyś eksplodować. I od kogo, jak od kogo, ale od wszelkich mediów wędkarskich i ich przedstawicieli, bym oczekiwał, a nawet wymagał, by wreszcie sprawili, że polskie wędkarstwo ewoluuje nie tylko sprzętowo, ale także dokonany i opisany zostanie nowy podział odmian, metod i technik wędkarskich. To media i ludzie z nimi związani, kształtują wędkarskie poglądy, ugruntowują je na łamach pism, TV, portalach i forach internetowych. Postępu i tak nie zatrzymamy. Wszak nie samą reklamą miesięczniki stoją - tu - ulegając wpływom marketingowców. Czas na zmiany, wraz z postępem technologicznym i Duchem Czasu…
</p>

<p>
	Tak, czy siak, ta rewolucja już nastąpiła i to bezkrwawo – aksamitnie, tylko czy ją dostrzegamy? Cywilizacja, postęp technologiczny i konsumpcjonizm, wykonały duży krok dla wędkarstwa i olbrzymi/gigantyczny krok dla wędkarzy, tylko czy my, polscy wędkarze musimy stać wiąż w tym samym miejscu, w którym zatrzymano komunę?
</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">108</guid><pubDate>Sat, 14 Feb 2015 19:00:00 +0000</pubDate></item><item><title>Angielska metoda odleg&#x142;o&#x15B;ciowa.</title><link>https://forumwedkarskie.pl/index.html/metody-i-techniki-po%C5%82owu/angielska-metoda-odleg%C5%82o%C5%9Bciowa-r104/</link><description><![CDATA[
<p>
	Rzecz jasna cały poniższy opis wyrażam własnym zdaniem, według własnej logiki i pojmowania wszelkich niuansów związanych z tą metodą.<br><br>
	Początki tej metody sięgają lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia, a sama metoda wymyślona/stworzona została odpowiednio do warunków atmosferycznych panujących w Anglii. Nie na darmo mówimy często, że dzisiaj mamy angielską pogodę, gdy na dworze jest ponuro, mgliście, pada deszcz i wieje wiatr. I właśnie do takich warunków dopasowano odpowiednią metodę amatorskich i sportowych połowów ryb.
</p>

<p>
	<span style="font-family:arial;"><span style="font-size:14px;">Oczywiście moim skromnym zdaniem, cała idea odległościówki sprowadza się do połowu na różnych odległościach – dystansach i zatopieniu żyłki celem uniknięcia wybrzuszeń, przez co traci się kontrolę nad zestawem, a to z kolei uniemożliwia skuteczne zacięcie. Jedynym koniecznym elementem pierwotnego zestawu do odległościówki był odpowiedni spławik, dzięki któremu można żyłkę zatopić. Dzięki tej metodzie można dotrzeć z zestawem do ryb żerujących z dala od brzegu, ale też daje ona możliwość odciągnięcia ryb od zestawów innych wędkarzy łowiących np. na zestaw skrócony, gdzie długość wędziska/tyczki ogranicza zasięg połowu. I to tyle odnośnie samej idei odległościówki angielskiej!</span></span>
</p>

<p>
	<span style="font-family:arial;"><span style="font-size:14px;">Prekursorem tej metody był Billy Lane w 1963 r, który na mistrzostwach świata wywalczył dzięki tej metodzie tytuł mistrzowski. Najprawdopodobniej, to właśnie po jego sukcesie metoda odległościówki angielskiej, zyskała światową renomę i cieszy się nią do dziś.</span></span>
</p>

<p>
	<span style="font-family:arial;"><span style="font-size:14px;">O sprzęcie, jakiego wtedy użył, wiadomo jedynie, iż był to zwykły bambusowy kij i kołowrotek o stałej szpuli. A jak możemy się również domyślać posłużył się też wagglerem, który umożliwiał mu posyłanie zestawu na większą odległość oraz zatopienie żyłki.</span></span>
</p>

<p>
	<span style="font-family:arial;"><span style="font-size:14px;">Nietrudno się też domyślić, że jego wędzisko wyposażone było w zwykłe druciane przelotki, kołowrotek z głęboką szpulą i małymi obrotami oraz zwykłą żyłkę, której napięcie powierzchniowe nie pozwalało zatonąć, jeśli się jej uprzednio nie odtłuściło.</span></span>
</p>

<p>
	<span style="font-family:arial;"><span style="font-size:14px;">Dopiero wraz postępem technologicznym i coraz większą popularnością samej metody, nastąpiła ewolucja sprzętowa. Zaczęto produkować specjalne kije do metody odległościowej, wyposażone w minimum 13 przelotek na wysokich stopkach, odpowiednie kołowrotki z płytką szpulą/szpulami, tonące żyłki, których nie potrzeba odtłuszczać przed wędkowaniem tą metodą i wagglery. Produkowane są też masowo inne części składowe zestawów odległościówki: systemiki do mocowania wagglera stacjonarnie i przelotowo, śruciny, stille oraz ciężarki przelotowe, stopery i koraliki, mikroskopijne wręcz krętliki, a nawet odpowiednie do tej metody haczyki z krótkim trzonkiem. Jednak to tylko drobnostki/duperele, mające wielu ojców, a do których nie miał dostępu w roku 1963 autor i ojciec tej metody, a wszystko w pierwotnym zestawie musiał stworzyć samemu zaszczepiając w naśladowcach ideę angielskiej metody odległościowej.</span></span>
</p>

<p>
	<span style="font-family:arial;"><span style="font-size:14px;">Mając już za sobą wstęp, opiszę teraz swoje doświadczenia z tą metodą.</span></span>
</p>

<p>
	<span style="font-family:arial;"><span style="font-size:14px;">Moje początki z odległościówką również były dość prymitywne. Zaczynając przygodę, miałem do dyspozycji jedynie odpowiedni do tej metody kijek o długości 4,20 m, kilka wagglerów i żyłkę, którą odtłuściłem już na łowisku przy pomocy własnoręcznie zrobionej specjalnie rolki/podpórki. Kołowrotek, który zastosowałem, był Byron Hit 300 o przełożeniu 6,2:1. I choć był to topowo spinningowy kołowrotek, zaadoptowałem go do metody angielskiej odległościówki, odpowiednio wypełniając szpulę podkładem żyłkowym.</span></span>
</p>

<p>
	<span style="font-family:arial;"><span style="font-size:14px;">Mój zestaw także był improwizowany na potrzeby nauki metody odległościowej i składał się m.in. ze zwykłej agrafki z krętlikiem nawlekanym na żyłkę do mocowania wagglera, koralika z żony „sznura pereł”, śrucin, krętlika i przyponu.</span></span>
</p>

<p>
	<span style="font-family:arial;"><span style="font-size:14px;">Obecnie nadal łowię tym samym kijkiem o cw 5 – 20 g, ale już z kołowrotkiem typowym do tej metody, z płytką szpulą i z przełożeniem 6,2:1 oraz żyłką matchową o grubości od 0,16 do 0,18 mm. Mój zestaw do połowu leszczy z łodzi składa się z następujących elementów: stoper żyłkowy, systemik do mocowania wagglera przelotowo, stoper gumowy amortyzujący uderzenia wagglera, stoper żyłkowy uniemożliwiający przesuwanie stopera gumowego przez spławik, ciężarek przelotowy, kolejny stoper gumowy chroniący wiązanie krętlika, krętlik nr 20 i przypon z haczykiem wiązany do oczka krętlika węzłem ABU. Wcześniej stosowałem gotowe zestawy, odpowiednio wyważone do konkretnego wagglera i zwinięte na drabinkę. Taki zestaw miał jednak swoje minusy. Podczas zarzucania potrafił się czasem splątać, a po zakończeniu połowu, należało go odciąć i zwinąć na drabinkę. Z przelotowym ciężarkiem nie mam takich problemów – nie mam żadnych problemów.</span></span>
</p>

<p>
	<span style="font-family:arial;"><span style="font-size:14px;">Omawiając szczegółowo całość zestawu, należy kolejno od jego góry wymienić:</span></span>
</p>

<ol style="list-style-type:decimal;">
<li>
		<span style="font-family:arial;"><span style="font-size:14px;">Stoper nitkowy kupny, jak na zdjęciu lub stoper wykonany z żyłki widocznej również na zdjęciu. Ja stosuję zawsze stoper żyłkowy i stąd taka żyłka na moim wyposażeniu </span></span> <a href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1408292899__001.jpg" rel=""><img alt="pre_1408292899__001.jpg" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1408292899__001.jpg"></a>
	</li>
	<li>
		<span style="font-family:arial;"><span style="font-size:14px;">Systemik do przypinania wagglera – przelotowo lub stacjonarnie. Ja oczywiście łowiąc w łowisku o głębokości 6,4 m, stosuję przelotowy systemik </span></span><a href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1408292916__002.jpg" rel=""><img alt="pre_1408292916__002.jpg" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1408292916__002.jpg"></a>
	</li>
	<li>
		<span style="font-family:arial;"><span style="font-size:14px;">Różne wagglery, w zależności od odległości, na której łowimy oraz głębokości łowiska. Ponieważ ja łowię z łodzi, stosuję najczęściej waggler 3+3 – 3+4,5. Taki waggler jest wystarczający na niewielkim dystansie od łodzi (maksymalnie. 15-20 m) </span></span><a href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1408292957__008.jpg" rel=""><img alt="pre_1408292957__008.jpg" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1408292957__008.jpg"></a>
	</li>
</ol>
<div style="margin-left:1px;">
	<span style="font-family:arial;"><span style="font-size:14px;">W zależności o natężenia światła, refleksów od wody, połowy rozpoczynam przeważnie od wagglera 3+3 g z antenką w kolorach czerwieni, z białym paskiem i resztą atenki w kolorze czarnym. W miarę jak zwiększa się intensywność światła/nasłonecznienia, zmieniam na typowo leszczowy spławik, malowany na całej długości atenki różnymi kolorami </span></span>
</div>

<p>
	<a href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1408292967__008a.jpg" rel=""><img alt="pre_1408292967__008a.jpg" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1408292967__008a.jpg"></a>
</p>

<ol style="list-style-type:decimal;">
<li>
		<span style="font-family:arial;"><span style="font-size:14px;">Stoper gumowy. Ten stoper nawlekam pod wagglerem i w odległości ok. 120 cm od krętlika, a drugi taki tuż przy krętliku </span></span><a href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1408292925__003.jpg" rel=""><img alt="pre_1408292925__003.jpg" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1408292925__003.jpg"></a>
	</li>
	<li>
		<span style="font-family:arial;"><span style="font-size:14px;">Ciężarki przelotowe o różnej gramaturze w zależności od wagglera </span></span><a href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1408292937__005.jpg" rel=""><img alt="pre_1408292937__005.jpg" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1408292937__005.jpg"></a>
	</li>
	<li>
		<span style="font-family:arial;"><span style="font-size:14px;">Śruciny ołowiane do ewentualnego dokładnego wyważenia wagglera. Zaciskam je pomiędzy wagglerem, a przelotowym ciężarkiem (ok. 50-60 cm powyżej ciężarka) </span></span><a href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1408292943__006.jpg" rel=""><img alt="pre_1408292943__006.jpg" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1408292943__006.jpg"></a>
	</li>
	<li>
		<span style="font-family:arial;"><span style="font-size:14px;">Krętliki nr 20 </span></span><a href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1408292931__004.jpg" rel=""><img alt="pre_1408292931__004.jpg" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1408292931__004.jpg"></a>
	</li>
	<li>
		<span style="font-family:arial;"><span style="font-size:14px;">Gotowe, kupne przypony z haczykami różnych firm i z różnej grubości żyłki. Najczęściej stosuję przypon Owner o długości 25 cm z haczykiem nr 12 i wiązany na żyłce 0,12 mm </span></span><a href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1408292949__007.jpg" rel=""><img alt="pre_1408292949__007.jpg" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1408292949__007.jpg"></a>
	</li>
	<li>
		<span style="font-family:arial;"><span style="font-size:14px;">Dodatkowo na łowisku, już w trakcie połowów, koniecznym elementem wyposażenia wędkującego jest wypychacz do haczyków. Przydają się też szczypce chirurgiczne, nożyczki oraz gruntomierz </span></span><a href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1408292975__009.jpg" rel=""><img alt="pre_1408292975__009.jpg" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1408292975__009.jpg"></a>
	</li>
	<li>
		<span style="font-family:arial;"><span style="font-size:14px;">Kolejnymi przydatnymi elementami są proc, którą przerobiłem na uniwersalną do strzelania kulami zanęty, jak i też robakami, makaronem i luźnymi ziarnami. Usprawniając proc, wkleiłem w ten koszyczek wyrzucający zanętę, półokrągłą miseczkę plastikową. Jest to część miarki do mleka w proszku lub odżywki dla dzieci, wielkości piłeczki ping pongowej. I kolejny element wyposażenia, to rolka – podpórka do odtłuszczania żyłki, montowana przy pomocy widocznego na zdjęciu zacisku, bardzo przydatna, gdy żyłka ze względu na zabrudzenie przestaje tonąć </span></span><a href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1408292984__010.jpg" rel=""><img alt="thumb_pre_1408292984__010.jpg" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/thumb_pre_1408292984__010.jpg"></a>
	</li>
	<li>
		<span style="font-family:arial;"><span style="font-size:14px;">Konieczna jest też odpowiednia i odpowiedniej długości siatka do przechowywania złowionych ryb, widoczna na innych fotografiach.</span></span>
	</li>
</ol>
<p>
	<span style="font-family:arial;"><span style="font-size:14px;">Na łowisko wypływam łodzią i kotwiczę ją i na dziobie i na rufie. Staram się łowić zarzucając zestaw po stronie jednej z burt, gdyż jako podpórki używam relingu łodzi, na który założyłem piankę chroniącą wędzisko przed otarciem </span></span><a href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1408292991__011.jpg" rel=""><img alt="pre_1408292991__011.jpg" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1408292991__011.jpg"></a>
</p>

<p>
	<span style="font-family:arial;"><span style="font-size:14px;">Łódź kotwiczę tak, żeby móc łowić plecami do słońca i do wiatru, ułatwia mi to zarzucanie zestawu oraz jego obserwację. Łowienie z łodzi daje mi i tę przewagę, że mogę napłynąć z każdej strony do stale nęconego łowiska.</span></span>
</p>

<p>
	<span style="font-family:arial;"><span style="font-size:14px;">Moimi pierwszymi czynnościami na łowisku są: nęcenie zanętą, którą moczę jeszcze na brzegu, wrzucam 5-6 kul wielkości pomarańczy, trzykrotnie strzelam procą gotowanym makaronem kolanka, następnie rozkładam podbierak na długiej tyczce 3,25 m, rozkładam przygotowany już kijek, przypinam odpowiedni waggler i wygruntowuję zestaw. Zestaw oczywiście ustawiam tak, by przelotowy ciężarek leżał na dnie, ale ma jedynie je muskać. Przynęta zostaje wtedy położona na dnie w zanęconym wcześniej miejscu, gdyż leszcz jest rybą poszukującą pożywienia na dnie. Dopiero po tych czynnościach przystępuję do łowienia.</span></span>
</p>

<p>
	<span style="font-family:arial;"><span style="font-size:14px;">Na haczyk zakładam w zależności od intensywności brań od jednego do dwóch białych robaków lub jednego białego i jedną pinkę, albo dwie pinki.</span></span>
</p>

<p>
	<span style="font-family:arial;"><span style="font-size:14px;">Zarzucam kilkanaście metrów poza miejsce nęcenia, zanurzam na ok. 1 m szczytówkę wędziska i dwoma lub trzema szybkimi obrotami korbki kołowrotka zatapiam żyłkę. Dodatkowo, wyciągając szczytówkę z wody wykonuję energiczne zacięcie w bok, którym wciągam środkowy odcinek żyłki pod wodę. Od gładkości powierzchni wody zależy szybkość i łatwość zatopienia żyłki. Czym powierzchnia wody gładsza, tym trudniej ją zatopić i należy też odpowiednio wykonać od dwóch do nawet pięciu, sześciu obrotów korbką. Na sfalowanej wodzie jest to znacznie łatwiejsze. Po zatopieniu żyłki kasuję jej luz i otwieram kabłąk, by zestaw szybciej zszedł na dno. Dopiero, gdy żyłka przestaje schodzić ze szpuli, zamykam kabłąk, wciągam waggler w zanęcone wcześniej miejsce i ponownie kładę robaki na dnie.</span></span>
</p>

<p>
	<span style="font-family:arial;"><span style="font-size:14px;">Rzecz jasna leszcza można złowić na różne inne przynęty, nawet na te, które znajdują się w mojej zanęcie, jak chociażby kukurydza, czy makaron. Można też na haczyk zakładać kanapki: np. ziarnko kukurydzy i jednego robaka białego lub pinkę. Ja jednak idę na łatwiznę i łowię wyłącznie na robaki.</span></span>
</p>

<p>
	<span style="font-family:arial;"><span style="font-size:14px;">Wędzisko trzymam cały czas w dłoni, opierając tylko o reling tak, by szczytówka znajdowała tuż przy lustrze wody. W ten sposób mam pełną kontrolę nad zestawem. Zacinając, wystarczy energiczny ruch wędziskiem do góry lub w bok. Energiczny, lecz nie siłowy! Hamulec w kołowrotku ustawiam tak, by już w momencie zacięcia oddał trochę żyłki.</span></span>
</p>

<p>
	<span style="font-family:arial;"><span style="font-size:14px;">Brania leszczy zazwyczaj są takie, że antenka spławika nagle zaczyna się wynurzać. Takie branie zacinam natychmiast, gdyż oznacza ono, że leszcz trzyma przynętę w pysku, podnosząc z dna ciężarek. Mogą też być sygnalizowane nieznacznym bo jednocentymetrowym wynurzeniem, bądź zanurzeniem atenki wagglera – trzeba po prostu być cały czas czujnym i bacznie obserwować spławik.</span></span>
</p>

<p>
	<span style="font-family:arial;"><span style="font-size:14px;">Gdy brania ustają, bądź są sporadyczne/rzadkie, stosuję manewry prowokujące ryby do brania. Zestaw zarzucam tak, że po zatopieniu żyłki i opadnięciu ciężarka na dno jeszcze kilka metrów przed nęconym miejscem, odczekuję ok 5 minut, a gdy brak jest brania, przesuwam zestaw dwoma obrotami korbki kołowrotka bliżej zanęty, w zanętę, a potem bliżej siebie. Bardzo często brania następują, gdy przynęta ponownie opadnie na dno. Taki manewr powtarzam kilkakrotnie, aż do momentu, kiedy przynęta znajduje się już zdecydowanie poza miejscem zanęconym. Oczywiście należy też co jakiś czas donęcić łowisko. Robię to mniej więcej raz na pół godziny, strzelając procą od 3 do 5 kul zanęty wielkości mandarynki oraz dwukrotnie strzelam makaronem kolanka.</span></span>
</p>

<p>
	<span style="font-family:arial;"><span style="font-size:14px;">W opisany wyżej sposób łowię nie tylko leszcze, ale też wszędobylskie krąpie, płocie, okonie, jazie, a nawet jazgarze.</span></span>
</p>

<p>
	<span style="font-family:arial;"><span style="font-size:14px;">Na dołączonych fotografiach widoczne są też leszcze pokaźnych rozmiarów 50+ oraz 60+ i choć brakuje im sporo do okazów, to i tak są miłym połowem </span></span>
</p>

<p>
	<a href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1408292999__012.jpg" rel=""><img alt="pre_1408292999__012.jpg" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1408292999__012.jpg"></a>
</p>

<p>
	<a href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1408293007__013.jpg" rel=""><img alt="pre_1408293007__013.jpg" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1408293007__013.jpg"></a>
</p>

<p>
	<span style="font-family:arial;"><span style="font-size:14px;">Również miejsce stałego nęcenia, staje się bardzo atrakcyjnym łowiskiem, do którego ryby z ochotą wracają na darmową ucztę. I jak widać po dołączonych fotografiach, nie trudno o dwucyfrowy wynik spławikowej zasiadki. Także powtarzalność takich wyników jest łatwiejsza</span></span>
</p>

<p>
	<a href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1408293019__014.jpg" rel=""><img alt="pre_1408293019__014.jpg" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1408293019__014.jpg"></a>
</p>

<p>
	<a href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1408293030__015.jpg" rel=""><img alt="pre_1408293030__015.jpg" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1408293030__015.jpg"></a>
</p>

<p>
	<a href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1408293043__016.jpg" rel=""><img alt="pre_1408293043__016.jpg" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1408293043__016.jpg"></a>
</p>

<p>
	<a href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1408293053__017.jpg" rel=""><img alt="pre_1408293053__017.jpg" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1408293053__017.jpg"></a>
</p>

<p>
	<a href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1408293061__018.jpg" rel=""><img alt="pre_1408293061__018.jpg" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1408293061__018.jpg"></a>
</p>

<p>
	<span style="font-family:arial;"><span style="font-size:14px;">I to by było na tyle, jeśli chodzi o moje doświadczenie w metodzie angielskiej odległościówki. Zważywszy, że na stałe uprawiam inną metodę połowu. No cóż! Na bezrybiu i leszcz ryba…</span></span>
</p>

<div style="text-align:center;">
	<p>
		<span style="font-family:arial;"><span style="font-size:14px;">Jotes</span></span>
	</p>
</div>
]]></description><guid isPermaLink="false">104</guid><pubDate>Sun, 17 Aug 2014 16:33:00 +0000</pubDate></item><item><title>Przystawka - prosta i skuteczna.</title><link>https://forumwedkarskie.pl/index.html/metody-i-techniki-po%C5%82owu/przystawka-prosta-i-skuteczna-r98/</link><description><![CDATA[
<p>
	Bez wątpienia, przystawka (zwana w moich stronach półgruntem), jest jedną z dwóch najstarszych technik wędkarskich. Wywodzi się bezpośrednio z techniki zwanej współcześnie zestawem pełnym,czyli bata, adoptowanego do łowienia w warunkach rzek, rzeczek,kanałów. Wszędzie tam, gdzie trzeba było "zakotwiczyć"(przystawić) zestaw, aby dobrać się do większych dennych ryb, przemieszczających się wzdłuż spadów bocznych koryta rzeki czy kanału.
</p>

<p>
	Ograniczona długość zestawu,oraz marne parametry wytrzymałościowe dawnych linek,sprawiały, że co większe ryby odzyskiwały wolność chwilę po zacięciu. Dopiero w XXw. gdy "pod strzechy" zaczęły trafiać kołowrotki, szanse wędkarzy gruntowych znacznie wzrosły w starciu z rzecznym karpiem,brzaną czy dużym leszczem.
</p>

<p>
	<strong>Sprzęt</strong>.
</p>

<p>
	Do łowienia na przystawkę nadaje się w zasadzie każde wędzisko w zakresie długości 3,6-6m. Możliwie lekkie i dobrze wyważone. Mogą być to: uniwersalne teleskopy, mocne matchówki, bolonki, feedery i baty. Odpadają bazarowe potworki, fatalnie wyważone z nieprzewidywalną wytrzymałością. Z długością wędziska nie należy przesadzać, gdyż im dłuższe wędzisko,tym trudniej je "uruchomić" w reakcji na branie. W łowiskach z silnym nurtem,radziłbym stosować wędziska wolniejsze o ugięciu bliższym środkowego. Taka wędka dobrze amortyzuje gwałtowne zrywy ryb i pomaga wyholować nawet płytko zaciętą rybę. Wędziska o szybkiej akcji i szczytowym ugięciu,lepiej sprawdzą się w łowiskach o słabym uciągu nurtu.
</p>

<p>
	Kołowrotek-bez szczególnych wymagań, ale bezwzględnie musi mieć płynnie działający hamulec. Wielkość,jak w innych technikach spławikowych w zakresie 1000-3000, dobrany gabarytami do realiów łowiska, nie do marzeń, co zresztą dotyczy także żyłek. Średnicę żyłki dobieramy adekwatnie do gatunków ryb na które polujemy. Może to być np.0,18mm, na płoć, jazia, leszcza, przypony 0,12;0,14;0,16mm. Ale może też być 0,30mm, na karpia, amura czy brzanę, przypony 0,24; 0,26; 0,28mm.
</p>

<p>
	Spławiki w zasadzie takie jak do przepływanki, tyle że ze znacznie krótszym kilem/statecznikiem. Chociaż akurat w przystawce,kształt i wyważenie spławika mają znaczenie drugorzędne.
</p>

<p>
	Obciążenie to oliwki, łezki, gruszki z wtopionym krętlikiem. Gramaturę dobieramy stosownie do siły nurtu,aby pewnie "trzymało się"dna.
</p>

<p>
	Przypon - swego czasu,stosowałem przypony w zakresie 30-60cm, zależnie od intensywności żerowania i gatunku łowionych ryb. Np.na płoć 30-40cm, na leszcza 40-60cm.
</p>

<p>
	Haczyk - dobrany wielkością do stosowanych przynęt, ale mocą i kształtem do gatunków na które polujemy.
</p>

<p>
	<strong>Budowa zestawu</strong>.
</p>

<p>
	Zestaw do przystawki jest prosty. Spławik, przelotowe obciążenie, krótki odcinek koszulki igielitowej(5mm), krętlik i przypon z haczykiem. Koszulka igielitowa zabezpiecza węzeł przed zbijaniem przez ciężarek. Przy doborze obciążenia można przyjąć zasadę, że tam gdzie w przepływance klasycznej wystarczą 4g, do przystawki należy założyć 8g, czyli podwoić wartość obciążenia oraz spławik o gramaturze 8g. Najlepiej gramaturę obciążenia określić w konkretnych warunkach łowiska metodą prób i błędów. Zależnie od siły nurtu, zestaw należy przegruntować od 1,5 do 2 głębokości łowiska (układa się po skosie). Jeżeli głębokość łowiska jest większa niż długość wędziska, spławik trzeba zdjąć i obserwować szczytówkę, albo założyć inny sygnalizator brań.
</p>

<p>
	<strong>Stanowisko i łowienie.</strong>
</p>

<p>
	Dobrymi miejscami do łowienia na przystawkę są: dolne krawędzie spadów bocznych koryta rzeki lub kanału, półki na tychże spadach, zewnętrzne zakręty nurtu (wewnętrzny brzeg), obrzeża opasek faszynowo-kamiennych, napływy i zapływy ostróg, wnęki brzegowe, cienie prądowe za podwodnymi przeszkodami. Wędkę zarzucamy "spod siebie", prostopadle do osi nurtu lub nieco po skosie z nurtem,6-10m od brzegu. Nurt zniesie zestaw w określone miejsce, zestaw się zatrzyma. Jeżeli dany układ nam odpowiada odkładamy wędzisko na dwie podpórki. Można na jedną, wtedy dolnik opieramy na kolanie. Jeżeli zestaw "bije"w brzeg, znaczy to że obciążenie jest za małe. Zwiększamy obciążenie, nie zwracając wogóle uwagi na wyporność spławika. W tej sytuacji podciągamy spławik nad lustro wody, i będzie on niejako podwieszonym na szczytówce wskaźnikiem brań. Niektórzy moi koledzy i znajomi,tylko tak łowią, stosując do obciążeń 15-20g, spławiki piórowe,wiszące nad powierzchnią wody.
</p>

<p>
	W łowiskach z szybkim lub średnim nurtem nęcimy zanętą w postaci kul. Na wolnych uciągch można nęcić także luźnym ziarnem czy robakami. Przed nęceniem, zarzucamy wędkę i obserwujemy jak nurt ustawi zestaw. Dopiero teraz nęcimy powyżej spławika, tak aby w efekcie przynęta na haczyku,znajdowała się w smudze zanęty.
</p>

<p>
	Skuteczność tej techniki łowienia,zależy w równej mierze od trafności wyboru stanowiska,jak i od zachowania wędkarza nad wodą. Musimy pamiętać, że będziemy łowić ryby niemal spod nóg. Wszelkie przygotowania do łowienia,czynimy w pewnej odległości od brzegu, aby już na starcie nie wypłoszyć ostrożnych ryb.
</p>

<p>
	<a href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1395077329__cam00288.jpg" rel=""><img alt="pre_1395077329__cam00288.jpg" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1395077329__cam00288.jpg"></a>
</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">98</guid><pubDate>Sun, 16 Mar 2014 21:21:00 +0000</pubDate></item><item><title>Sandacz z opadu Podstawy</title><link>https://forumwedkarskie.pl/index.html/metody-i-techniki-po%C5%82owu/sandacz-z-opadu-podstawy-r87/</link><description><![CDATA[
<p><img src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_2017_01/4ea71ed11f20fba143086cf7f15d2f32.jpg.7fe74cee472d18bad4b2d9702c247fcd.jpg" /></p>

<p>
	Chciałem przedstawić w tym poradniku początkującym wędkarzom jak i tym bardziej doświadczonym a nie łowiącym jeszcze tą techniką podstawy łowienia z opadu. Technika ta stała się popularna w momencie wejścia na nasz rynek przynęt gumowych.
</p>

<p>
	Wszelkiego typu rippery i twistery i ich hybrydy, obciążone główkami jigowymi nadają się do tej techniki idealnie. Niektórzy wędkarze uważają że opad to jedyna słuszna metoda połowu sandacza,przebywającego w dzień najczęściej na większych głębokościach o dnie żwirowo-piaskowym lub kamienistym. Spodziewać się go możemy na półkach i stromych stokach a w rzekach np. w rynnach, rynnach przy główkach lub u podstawy przykosy .
</p>

<p>
	Metoda ta sprawdza się również przy połowie okoni, sumów a także szczupaków które po ciepłych miesiącach schodzą w głębsze miejsca i również lubią zajmować stanowiska przy spadkach i stokach. Dobrym miejscem na jesiennego szczupłego jest ostry spadek blisko pasa trzcin lub zarośli.
</p>

<p>
	Na czym polega łowienia z opadu? Na prowadzeniu naszej przynęty po dnie, większymi lub mniejszymi skokami.
</p>

<p style="text-align: center;">
	<a class="ipsAttachLink ipsAttachLink_image" href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_01_2014/ccs-2-0-68938900-1388612977.png" rel="" data-fileid="3569"><img alt="1.png" class="ipsImage ipsImage_thumbnailed" data-fileid="3569" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_01_2014/ccs-2-0-68938900-1388612977.png"></a>
</p>

<p>
	Kiedy będziemy wiedzieli że przynęta jest już na dnie?
</p>

<p>
	Będziemy mogli zaobserwować to poprzez szczytówkę naszej wędki która pod obciążeniem jest lekko przygięta a gdy przynęta osiągnie dno prostuje się, lub poprzez plecionkę która się luzuje.
</p>

<p>
	Zarzucamy naszą przynętę w wybrane miejsce, zamykamy kabłąk kołowrotka i czekamy aż opadnie na dno, cały czas kontrolując opad bo już w tej fazie możemy spodziewać się brania. Co do samego prowadzenia przynęty to wyróżnia się dwie podstawowe techniki, podbijanie naszego wabika kołowrotkiem, czyli gdy przynęta opadnie już na dno podbijamy ją za pomocą pojedynczych, podwójnych obrotów kołowrotka. Lub druga metoda, poprzez podrywanie wędziskiem, jednym dwoma szarpnięciami podrywamy przynętę z dna z jednoczesnym zwijaniem luźniej linki.
</p>

<p>
	Jak zaobserwować branie?
</p>

<p>
	Brania Sandacza są często bardzo delikatne. Można poczuć je na delikatnej wędce jako tzw. „pstryknięcie” bardzo zbliżone do uderzenia główką jigową w kamień lub jakąś przeszkodę. Można również zobaczyć takie branie na szczytówce wędziska lub poprzez ruch plecionki, którą warto obserwować w miejscu gdzie wchodzi do wody.
</p>

<p>
	Każdy z wyżej wymienionych przypadków należy skwitować mocnym zacięciem gdyż paszcza sandacza nie należy do miękkich. Przy dobrym zacięciu może nam pomóc odpowiednie ustawienie hamulca kołowrotka. Należy skręcić go trochę mocniej niż normalnie żeby przy zacięciu nie oddawał rybie plecionki. Podczas holu oczywiście można zmniejszyć nieco siłę hamulca. Sandacz nie walczy za bardzo na początku holu ale może nam dać popalić bliżej łódki/powierzchni.
</p>

<p>
	Jak rzucać? Jak się ustawić?
</p>

<p>
	Jeżeli chodzi o łowienie z łódki gdy obławiamy stoki i ostre spady osobiście lubię ustawić się na głębokiej wodzie i rzucać naszą przynętę na płytkie, po czym prowadzić ją skokami po stoku w dół aż pod łódkę, gdzie często robię jeszcze dwa podbicia z samego kija, bez zwijania linki. Zdarza się że ryba zaciekawiona naszą przynętą
</p>

<p>
	płynie za nią i dopiero przy tych dwóch podbiciach decyduje się na atak. Obławiając rzeczne główki najczęściej zaczynam od obrzucania rynien wzdłuż główki, ustawiając się u jej podstawy. Potem przechodzę na szczyt główki i obławiam rynnę pod warkoczem. Przynętę rzucam z prądem, równolegle do warkocza z tym że przy dużym prądzie musimy wziąć na niego poprawkę i rzut oddać bardziej w stronę środka rzeki. Zamykam kabłąk a guma znoszona przez prąd sama ulokuje się w rynnie lub na jej stoku.
</p>

<p>
	Teraz parę słów o sprzęcie:
</p>

<p>
	Wędka
</p>

<p>
	Na rynku są spinningi przeznaczone specjalnie do tej metody. Zwykle są opisane jako wędki do jigowania. Są to kije o miękkiej szczytówce pokazującej delikatne brania,
</p>

<p>
	szybkiej akcji i mocnym, sztywnym Dolniku który pomoże przy skutecznym zacięciu. C.w. takiej wędki powinno być przystosowane do przynęt jakich będziemy używać. Na wody stojące może to być wędka np. do 25-30 gr a na rzekę będziemy już potrzebować mocniejszego sprzętu np. do 40 gr. i mocniej przy silniejszym nurcie, gdzie zdarza się używać główek nawet do 50 gr. Jeśli chodzi o długość to przy połowie z łódki wygodniej jest używać wędek krótkich 2-2,40m, a przy połowie z brzegu wygodniej operuje się kijami dłuższymi 2,7-3m.
</p>

<p>
	Kołowrotek
</p>

<p>
	Kołowrotek średniej wielkości z dobrym hamulcem. Ważne też żeby nie był zbyt ciężki, bo łowienie z opadu, szczególnie cięższymi przynętami to niezła orka dla naszych nadgarstków i każdy gram mniej jest dla nich zbawienny.
</p>

<p>
	Plecionka
</p>

<p>
	Do tej metody zalecana jest plecionka z racji tego że jest mało rozciągliwa i bardzo dobrze przekazuje nam drgania na wędkę. Swoją sztywnością pomaga też przy zacięciu ryby. Średnica od 0,16 do 0,24 mm, najpopularniejsze kolory to wszelkiej maści wariacje fluo dobrze widoczne podczas wędkowania o świcie i zmierzchu( najlepszej porze na sandacza ).
</p>

<p>
	Niektórzy wędkarze gdy łapią w pochmurny dzień stosują ciemne plecionki gdyż są lepiej widoczne na tle wody w której odbija się białe niebo.
</p>

<p>
	Przynęty
</p>

<p>
	To temat rzeka. Co wędkarz to inne podejście do tematu. Do opadu najczęściej stosuje się rippery, kopyta, twistery i koguty. Obciążenie naszych przynęt trzeba dostosować do warunków pogodowych i głębokości na jakich będziemy łowić. Przy silnym wietrze na otwartych zbiornikach trzeba będzie założyć cięższą główkę gdyż
</p>

<p>
	wiatr będzie napierał na naszą plecionkę i spowalniał opad naszej przynęty. Na szybkość opadu ma też wpływ grubość plecionki. Im grubsza tym większy stawia
</p>

<p>
	opór w wodzie. Co do głębokości łowiska to zasada jest jedna, głębiej znaczy ciężej. Ja najczęściej używam główek o gramaturze 15-25 gr na wodach stojących i 25-50 gr na rzekach. O kolorach przynęt trzeba by założyć oddzielny temat. Raz sandacz reaguje na tzw. „żarówy” a raz na bardziej stonowane barwy. Trzeba uzbroić się w kilka kolorów i próbować co będzie skuteczne danego dnia.
</p>

<p>
	Przypon
</p>

<p>
	Nie wszyscy wędkarze stosują go przy połowie sandaczy, bo uważają że zaburza pracę przynęty. Trzeba jednak pamiętać że w zimne miesiące na sandaczowych miejscówkach często przebywają też szczupaki i szansa na wyholowanie takiego przyłowu bez przyponu jest niewielka. Najczęściej ostre zęby szczupaka przecinają plecionkę i ryba zostaje w wodzie z naszą przynętą w pysku, co przy głębokim połknięciu najczęściej kończy się dla niej śmiercią.
</p>

<p>
	Polecam gorąco opad gdyż daje nam wiele możliwości. Możemy prowadzić przynętę na różne sposoby. Stosować agresywny opad ciężkimi główkami lub delikatny, powolny lekkimi, który czasem też daje dobre rezultaty. Zmieniać kolory przynęt żeby przechytrzyć zębatego zwierza. Gwarantuję że po złowieniu swojego pierwszego sandacza z opadu polubicie tą technikę. Na początku możecie mieć sporo nie zaciętych brań ale nie ma co się zniechęcać, z czasem nauczycie się zaciąć w porę i wyjmiecie z wody swoją pierwszą rybę. Podstawa to cały czas być czujnym i reagować na każde dziwne zachowanie przynęty. Pozdrawiam, połamania i metrowego sandacza!!
</p>

<p style="text-align: center;">
	<a class="ipsAttachLink ipsAttachLink_image" href="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_01_2014/ccs-2-0-74215400-1388613003.jpg" rel="" data-fileid="3570"><img alt="3.jpg" class="ipsImage ipsImage_thumbnailed" data-fileid="3570" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/monthly_01_2014/ccs-2-0-74215400-1388613003_thumb.jpg"></a>
</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">87</guid><pubDate>Wed, 03 Apr 2013 12:00:00 +0000</pubDate></item><item><title>Bolonka-cz.1wst&#x119;p,czyli wiedza og&#xF3;lna.</title><link>https://forumwedkarskie.pl/index.html/metody-i-techniki-po%C5%82owu/bolonka-cz1wst%C4%99pczyli-wiedza-og%C3%B3lna-r76/</link><description><![CDATA[
<p>
	Postanowiłem przybliżyć kolegom metodę bolońską.Całość będzie się składać z 4części.Tym którzy dobrze znają tą metodę,dam okazję do ewentualnej polemiki i wymiany doświadczeń.Innych,być może zachęcę do spróbowania swych sił w łowieniu tą piękną metodą.<br>
	Gdzie i kiedy?<br>
	Metodę bolońską łowimy przede wszystkim w rzekach i kanałach,z wolnym i średnim uciągiem nurtu.
</p>

<p>
	Jak pokazuje praktyka,bolonką możemy łowić także w szybkim nurcie, wtedy jednak łowimy na niewielkich odległościach, aby mieć kontrolę nad zestawem.Zwłaszcza gdy ryby żerują przy opaskach faszynowo-kamiennych,lub poniżej stanowiska na zakrzaczonym odcinku.
</p>

<p>
	<span style="color:rgb(40,40,40);"><span style="font-family:helvetica;">Możemy wtedy wypuścić zestaw z nurtem,nawet na kilkadziesiąt metrów.Bolonka sprawdza się także wtedy,gdy biorą duże ryby,nie dające wyholować tyczką czy batem.Największą zaletą bolonki jest to,że można łowić ryby z większych odległości. Są sytuacje że nijak nie można ich zwabić w zasięg skróconego zestawu,wtedy nieocenione usługi odda bolonka.Złe warunki atmosferyczne,czyli silny wiatr zgodny z kierunkiem nurtu i deszcz,znacznie ograniczają skuteczne prowadzenie zestawu.</span></span>
</p>

<p>
	<span style="color:rgb(40,40,40);"><span style="font-family:helvetica;">Ogólnie o sprzęcie.</span></span>
</p>

<p>
	<span style="color:rgb(40,40,40);"><span style="font-family:helvetica;">Wędziska-stosowane w tej metodzie,charakteryzują się znaczną długością od 5do10metrów.W praktyce najczęściej stosowane są te w zakresie 6-8m.Ja stosuję bolonki 5;6;oraz7metrów.Wędziska bolońskie maja w zasadzie akcję szczytową.Łatwiej się takim wędziskiem łowi i skuteczniej zacina ryby.W niektórych sytuacjach sprawdzają się wędki o akcji parabolicznej.np.gdy łowimy lekkim zestawem na dużej odległości, albo podczas holu leszczy w silnym nurcie.Przelotki przy bolonce koniecznie na wysokich stopkach,lekkie i jednocześnie sztywne.Rozmieszczone są na końcu każdego składania.Na szczytówce dodatkowo dwie przelotki przesuwne,które poprawiają akcję wędki pod obciążeniem.Na dolniku zamocowany jest zatrzaskowy uchwyt kołowrotka.Przy zakupie bolonki należy zwrócić uwagę,czy uchwyt znajduje się we właściwym miejscu.Zamocowany za nisko,sprawia że wędka leci zbyt mocno na szczytówkę,co na dłuższą metę jest bardzo męczące.Zawsze starajmy się wybrać bolonkę możliwie najlżejszą,wykonaną z dobrych materiałów.W handlu spotyka się tanie podróbki bolonek,wykonane z włókien szklanych.Łowienie taką wędką przez kilka godzin,to istna udręka.Są ciężkie,źle wyważone i zbyt miękkie.Niezłe bolonki można kupić już za kilkaset złotych.Te najlepszych firm są niestety drogie( od 500zł w górę)</span></span>
</p>

<p>
	<span style="color:rgb(40,40,40);"><span style="font-family:helvetica;">Kołowrotki do bolonki-w zasadzie takie same jak do odległościówki.Średniej wielkości i dużym przełożeniu.Bardzo ważne,aby miał aby hamulec miał szeroki zakres regulacji i pracował płynnie.</span></span>
</p>

<p>
	<span style="color:rgb(40,40,40);"><span style="font-family:helvetica;">Żyłka-powinna być pływająca,ze względu na specyfikę tej metody,gdzie łowimy z żyłką uniesioną nad wodą.Niektórzy stosują żyłki miękkie,rozciągliwe,które łagodzą błędy podczas holu ryb.Ja osobiście wolę żyłki sztywniejsze,o małej rozciągliwości.</span></span>
</p>

<p>
	<span style="color:rgb(40,40,40);"><span style="font-family:helvetica;">Spławiki-najlepiej sprawdzają się w kształcie odwróconej kropli lub śliwki.Antenka grubsza niż w innych odmianach przepływanki,gdyż musi być widoczna z dużej odległości.Stateczniki spławików do bolonki powinny być wykonane z włókna węglowego, szklanego,lub bambusa.Takie rozwiązanie sprawia że spławik ma większą stabilność w trakcie lotu.Stateczniki metalowe w czasie lotu "biją na boki"i mają tendencję do przesuwania się na żyłce.Oczka do przewlekania żyłki, powinny być solidnie wykonane i dobrze zamocowane w korpusie.Delikatne łatwo się wyrywają.Najlepiej,jeżeli zamiast oczka w korpusie jest kanalik do przewlekania żyłki.</span></span>
</p>

<p>
	<span style="color:rgb(40,40,40);"><span style="font-family:helvetica;">Haczyki-stosuję różne modele,nie zawsze te zalecane do tej metody.Wybierając model i wielkość haczyka,biorę pod uwagę rodzaj przynęty,gatunek ryb na które liczę,a także intensywność ich żerowania. </span></span>
</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">76</guid><pubDate>Sun, 28 Apr 2013 15:00:00 +0000</pubDate></item><item><title>Pogoda-przewodnik</title><link>https://forumwedkarskie.pl/index.html/metody-i-techniki-po%C5%82owu/pogoda-przewodnik-r74/</link><description><![CDATA[
<p>
	<strong>Temperatura wody:</strong><br>
	Wpływ temperatury wody wpływa na wszystkie najważniejsze czynności ryb. Chyba najbardziej widać to na przykładzie odżywiania się i rozrodu. Każdy gatunek ma swoje optymalne granicę przy których zaprzestaje np. żerować. Ryby są mniej lub bardziej odporne na temperature ale każdy hodowca bardzo delikatnych ryb akwariowych wie jak minimalne różnice mogą mieć wpływ na rozród i kondycję swoich pupili. Spadek temperatury powietrza o 5-8 stopni Celcjusza powoduje spadek temperatury wody o około 2 stopnie. Szczególnie wrażliwe na spadki temperatury są karp,lin i karaś - ich żerowanie praktycznie ustaje.
</p>

<p>
	Podczas długich wielodniowych upałów ryby słabo biora. Ryba przy takiej pogodzie schodza w bardziej natlenione partie wody. W tym czasie głodują i nie są zainteresowane przyjmowaniem pokarmu. Wystarczy trochę wiatru i ruch fal sprawi ,że woda bardziej się natlenia. Czy wiecie ,że wszystkie takie natleniacze akwariowe które wytwarzają bąbelki nie natleniają wody bezpośrednio przez produkcję bąbelków? Natlenia je ruch tafli wody który można uzyskać w inny sposób. Znajomość przebiegu zmian temperatury wody w rzece czy jeziorze daje nam odpowiedź na jaką rybę można liczyć w danym miesiącu.
</p>

<p>
	Boleń - okres tarła ma Kwiecień ,Maj a optymalna temperatura wody do rozrodu 5-7 stopni Celcjusza
</p>

<p>
	Brzana - Maj,Czerwiec,Lipiec a temperatura powyżej 14 stopni.
</p>

<p>
	Jaź - Kwiecień i Maj a optymalna temperatura 7-8 stopni
</p>

<p>
	Karp - Maj - Czerwiec i ciepła woda 18-20 stopni
</p>

<p>
	Kleń - Maj, Czerwiec
</p>

<p>
	Leszcz - Maj,Czerwiec 17-20 stopni.
</p>

<p>
	Okoń - Kwiecień,Maj 6-22 stopnie
</p>

<p>
	Płoć - Kwiecień,Maj 10-11 stopni.
</p>

<p>
	Sandacz - koniec Kwietnia do połowy Czerwca 12-17 stopni
</p>

<p>
	Szczupak - Marzec - Maj 7-12 stopni
</p>

<p>
	Sum - koniec Maja do Lipca 18 stopni
</p>

<p>
	Ważne są zjawiska biologiczne obserwowane w przyrodzie wokół nas. Niekiedy natura płata nam figla
</p>

<p>
	<strong>Ciśnienie:</strong>
</p>

<p>
	Jeżeli chodzi o pomiar ciśnienia to większość pogodynek i stacji meterologicznych podaje ciśnienie atmosferyczne zredukowane do poziomu morza (względnego). Natomiast jest wiele stacji pogodowych lokalnych lub również zegarków (sam używam i jestem zadowolony) które podają ciśnienie bezwzględne.
</p>

<p>
	Ciśnienie bezwzględne - to ciśnienie, które występuje danego dnia w danej miejscowości w której znajduje się stacja pogody (barometr).
</p>

<p>
	Ciśnienie względne - to ciśnienie zredukowane do poziomu morza, czyli jest ciśnieniem, jakie wystąpiłoby danego dnia w danej miejscowości gdyby znajdowała się na poziomie morza.
</p>

<p>
	To pierwsza różnica pomiedzy wskazaniami dlatego czasem mylimy podane wartości i zastanawiamy się dlaczego są tak duże róznice w serwisach pogodowych. Do obliczenia ciśnienia bezwzględnego na względne możemy użyc kalkulatora
</p>

<p>
	<a href="http://stacjepogody.waw.pl/kalkulator_cisnien.php" rel="external nofollow">http://stacjepogody....tor_cisnien.php</a><span style="color:rgb(90,90,90);"><span style="font-family:helvetica;"><span style="font-size:12px;"> </span></span></span><img alt=":D" height="20" src="https://forumwedkarskie.pl/uploads/emoticons/default_biggrin.png" srcset="https://forumwedkarskie.pl/uploads/emoticons/biggrin@2x.png 2x" width="20"></p>

<p>
	Teraz przejdzmy do wpływu ciśnienia na brania ryb. Jak dla mnie jest to drugi najważniejszy czynnik przy planowaniu wyprawy na ryby, które znakomicie wyczuwają zmiany w ciśnieniu atmosferycznym i to ze znacznym wyprzydzeniem. Najlepszy czas na ryby to wtedy kiedy ciśnienie jest ustabilizowane przez 2-3 dni bez większych zmian. Najlepsze efekty mamy kiedy ciśnienie jest normalne 1002hpa i jest ustabilizowane. Dobre wyniki mamy również przy ciśnieniu wahającym się pomiędzy 1000-1012hpa. Podane przez ze mnie wartości dotyczą ciśnienia bezwzględnego więc nie tego które wskazuje nam Onet. Sumy biorą kiedy "burza" wisi w powietrzu i czuć takie naładowanie atmosferyczne.
</p>

<p>
	Natomiast ryby nie biorą gdy cisnienie jest bardzo niskie i oddziałowuje tak jak na nas czyli przy niskim ciśnieniu jesteśmy ospali i nic nam się nie chce tylko cały czas ziewamy Przy ciśnieniu w okolicach 960-950hpa(bezwzględne) raczej możemy odpuścić wypad na ryby.
</p>

<p>
	<span style="color:rgb(40,40,40);"><span style="font-family:helvetica;"><span style="font-size:12px;"><span style="font-size:18px;"><strong>Wiatr:</strong></span></span></span></span>
</p>

<p>
	Wpływ wiatru większe ma znaczenie przy łowieniu na jeziorze niż na rzece.W Polsce w lecie przeważają zdecydowanie wiatry zachodnie i północno-zachodnie natomiast jesienią wzrasta udział wiatrów południowych i południowo wschodnich. W Polsce utarło się stwierdzenie ,że na łowisku wschodni wiatr nie wróży nic dobrego. Nie wiem ile w tym prawdy ale wiem ,ze wiatr wschodni i północny to chłodny front i wiele razy dał mi popalic na łowisku. Natomiast sprzyjający jest ciepły zachodni i południowy. Ryby wyczuwają zmianę wiatru i pogody dużo wcześniej niż ona następuję. W jeziorach przy silnym wietrze warto wybierać zaciszne zatoczki. Ryby żyjące w toni wybiorą miejsca spokojne czyli miejsca pod brzegiem zawietrznym. Natomiast ryby przydenne (leszcz, duża płoć) gromadzą się przy brzegu nawietrznym szukając pożywienia wymytego z płytkich burt jeziora. Ogólnie silny wiatr nie sprzyja wędkarzowi a gdy wieje ze wschodu to nie warto wybierać się nad wodę.
</p>

<p>
	"gdy wiatr ze wschodu to wędkarz chodu"
</p>

<p>
	<strong>Słonecznie czy zachmurzenie:</strong>
</p>

<p>
	Czas dobrego brania wskazuje na pogodę pochmurną niż przy niebie rozsłonecznionym i bezchmurnym. Czas dobrego brania to również pogodne, wygwieżdżone i bezwietrzne noce, kiedy tworzą się mgły. Gęstnieją one po wschodzie słońca a przed południem całkowicie zanikają.W pochmurne szczególnie jesienne dni można spodziewać się brania, okonia, sandacza, szczupaka dodatkowym sprzyjającym czynnikiem jest falowanie wody. Szczupak ma wrażliwy wzrok więc aktywne żerowanie przypada na godziny ranne i wieczorne.
</p>

<p>
	<strong>Deszczyk pada równo raz spadnie na kwiatka a raz na g....</strong>
</p>

<p>
	W czesie deszczu lub mżawki ryby oczywiście biorą, a jest to widocznie szczególnie w lecie po wieluu upalnych dniach.Ostre przedburzowe żerowania ryb , trwajace nawet kilka godzin ustaje już z pierwszymi wyładowanaimi atmosferycznymi i rozpoczęciem silnej ulewy.Najlepsze brania ryb to 5-6 godzin przed burzą. Deszcz pomaga dotlenić wodę a więc po dłuższych opadach gdy ciśnienie się ustabilizuje powinniśmy się spodziewać dobrego żerowania.
</p>

<p>
	<strong>Księżyc</strong>
</p>

<p>
	Na podstawie wieloletnich obserwacji można stwierdzic ,że najlepsze do wędkowania są pory kiedy Księżyc znajduje się w nowiu oraz pierwszej kwadrze. W tych okresach w Polsce przeważają cyrkulacje powietrza z kierunków południowo - zachodnich czyli ten "przyjazny" wiatr. Wyjątkowo miernie jest natomiast w pełni....Wytłumaczenie w odniesieniu do ryb drapieżnych wydaje się proste. Stwierdzono ,że w jasnę noce księżycowe ryby te bardzo aktywnie polują na drobnicę, nic więc dziwnego ,że nie maja ochoty na dzienne żerowanie. Wychodzi na to ,że kiedy księżyc jest w pełni warto wybrać się ze spinningiem na nocnego drapieżnika sandacz,sum może szczupak.
</p>

<p>
	<strong>Aktualna faza księżyca</strong><span style="color:rgb(40,40,40);"><span style="font-family:helvetica;"><span style="font-size:12px;">: </span></span></span><a href="http://www.fazaksiezyca.pl/" rel="external nofollow">http://www.fazaksiezyca.pl/</a>
</p>

<p>
	Chciałbym zaznaczyć ,że przy pisaniu tego poradnika wspomagałem się wiadomościami z książki "Pogoda nie tylko dla wędkarzy" jak i również swoimi długoletnimi obserwacjami w których w większości zgadzam się z autorem
</p>

<p>
	Wiem ,że żadna pogoda nie odstraszy wytrawnego wędkarza i nie będzie robił sobie problemów z pogody. Jednak jak idziesz nad wodę i warunki są sprzyjające wiara w rybe jest większa
</p>

<p>
	<strong>AKTUALNA POGODA: </strong><a href="http://www.pogodynka.pl/" rel="external nofollow"><strong>http://www.pogodynka.pl/</strong></a><strong> </strong>
</p>

<p>
	<strong>Stan wody: </strong><a href="http://www.pogodynka.pl/polska/podest" rel="external nofollow">http://www.pogodynka.pl/polska/podest</a>
</p>

<p>
	<span style="color:rgb(40,40,40);"><span style="font-family:helvetica;"><span style="font-size:12px;"><span style="font-size:12px;"><span style="font-size:14px;"><strong>Wiatr prognoza</strong></span></span></span></span></span><span style="color:rgb(40,40,40);"><span style="font-family:helvetica;"><span style="font-size:12px;"><span style="font-size:12px;"><strong>: </strong></span></span></span></span><a href="http://www.pogodynka.pl/polska/wiatr/" rel="external nofollow">http://www.pogodynka.pl/polska/wiatr/</a>
</p>

<p>
	-Kierunek wiatru wskazuje początek strzałki a nie grot (ostrze). Jeżeli grot strzałki wskazuje północ, to wiatr będzie południowy.
</p>

<p>
	-Ciśnienie w tym serwisie podawane jest bezwzględne a więc inne niż podają w prognozie pogody na onecie czy w TV.
</p>

<p>
	Jak dla mnie najbardziej trafna prognoza pogody.
</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">74</guid><pubDate>Sun, 22 Jul 2012 16:55:00 +0000</pubDate></item><item><title>Bolonka cz.4 n&#x119;cenie i gruntowanie.</title><link>https://forumwedkarskie.pl/index.html/metody-i-techniki-po%C5%82owu/bolonka-cz4-n%C4%99cenie-i-gruntowanie-r73/</link><description><![CDATA[
<p>
	<span style="color: rgb(40, 40, 40); font-family: helvetica; font-size: 14px; font-style: normal; font-variant-ligatures: normal; font-variant-caps: normal; font-weight: normal; letter-spacing: normal; orphans: 2; text-align: start; text-indent: 0px; text-transform: none; white-space: normal; widows: 2; word-spacing: 0px; -webkit-text-stroke-width: 0px; background-color: rgb(255, 255, 255); display: inline !important; float: none;">Przed łowieniem,warto zadać sobie trochę trudu,aby określić głębokość i ukształtowanie dna łowiska,choćby orientacyjnie.Bolonką można to zrobić bardzo prosto,nawet bez użycia gruntomierza.Zdejmujemy przypon a całość obciążenia zsuwamy do krętlika.Ustawiamy grunt "w ciemno"i zarzucamy zestaw na upatrzoną odległość,powiedzmy 15m.Zestaw spływa swobodnie,bez przychamowań,więc obciążenie wisi nad dnem.Ponawiamy zmiany gruntu i zarzucamy zestaw do momentu,gdy obciążenie zacznie szorować po dnie.Spławik będzie się lekko przynurzał i wypływał.Uważnie obserwujemy spławik,ponieważ jego zachowanie odzwierciedla ukształtowanie dna.</span> <span style="color:rgb(40,40,40);"><span style="font-family:helvetica;">Spławik przynurza się,wypływa,ale w pewnym momencie znów płynie równo,czyli dno"uciekło".W kolejnych rzutach,zwiększając grunt,staramy się określić czy jest to niewielki dołek,czy też dno obniża się na dłuższym odcinku.W ten sposób możemy zbadać orientacyjnie ukształtowanie dna łowiska,w różnych odległościach od brzegu.Przy odrobinie wyobraźni przestrzennej,możemy określić najlepsze miejsce do położenia zanęty i prowadzenia zestawu.Siłą rzeczy,Bolonką nie da się tak precyzyjnie wysondować dna jak"tyczką",gdzie można ostukać każdy fragment dna.Mimo niedoskonałości pomiarów,warto poświęcić kilka minut na tę czynność,aby nie rozpoczynać łowienia zupełnie w ciemno.Bo może się okazać ze łowisko jest pełne zaczepów,a wrzuconej zanęty już z wody nie wyciągniemy.W trakcie łowienia,drobnymi korektami w położeniu spławika i rozkładzie obciążenia,dopasowujemy zestaw do gustu ryb i sposobu ich żerowania.Teraz kilka uwag na temat nęcenia.Nie będę się wdawał w rozważania odnośnie receptur zanęt,czy też wyższości jednej mieszanki nad drugą.Zakładam że dana zanęta ma odpowiednią granulację,konsystencję,barwę,smak i zapach,jest właściwie obciążona z odpowiednią ilością robaków czy ziaren.Skupię się na samym momencie umieszczania zanęty w łowisku z wodą bieżącą.Moim zdaniem,dużym błędem jest nęcenie powyżej swego stanowiska.Jeszcze do niedawna,uważano ten sposób nęcenia w nurcie,za jedynie słuszny.W ostatnich latach pogląd na ten temat ulega zmianie.Czołowi wędkarze europejscy,polecają nęcenie nieco w dół łowiska,albo co najwyżej na wprost stanowiska.Wielu naszych wędkarzy przekonało się do tej zasady,ale równie wielu tkwi przy starych nawykach.Zwykle przecenia się siłę nurtu,uznając że kule zanętowe opadną na dno łowiska po dużym skosie.Przy prawidłowo obciążonej zanęcie w stosunku do uciągu,nic takiego się nie stanie,kule opadną niemal pionowo na dno.Tylko w przypadku zanęty za słabo obciążonej,kule opadną po skosie w dół łowiska.Jest to jednak ewidentny błąd,gdyż lekkie kule nurt wyniesie poza zasięg wędki,"do sąsiada".Z praktyki wiem,że często ryby podchodzą dokładnie w miejsce położenia kul.Gdy ustawią się nieco powyżej naszego stanowiska,trudno będzie się do nich dobrać.Obojętnie czy łowimy tyczką,batem czy bolonką.Nim zestaw przyjmie właściwą pozycję w łowisku,zdąży"uciec"od kul a tym samym od ryb.W konsekwencji łowimy drobne ryby w smudze zanęty,na rozmyciu,podczas gdy tę większe np.leszcze,siedzą w kulach.Gdy łowię bolonką,zawsze umieszczam zanętę nieco poniżej stanowiska.Ze względu na specyfikę tej metody,jest to wymóg konieczny.W metodzie bolońskiej zestaw zarzucamy na większa odległość niż ta na której łowimy i nieco powyżej stanowiska.Od chwili zetknięcia z wodą,spływa on po łowisku.W tym czasie,naprowadzamy go na właściwą odległość a przynęta opada w strefę żerowania ryb.Optymalną pozycję do sygnalizacji brań,zestaw przyjmie po przepłynięciu kilku metrów,nad kulami które położyliśmy poniżej stanowiska.Gdybyśmy zanętę położyli powyżej,zestaw nie zdążył by odpowiednio ustawić się nad kulami.więc przynęta przemykała by nad głowami ryb.W metodzie bolońskiej można skutecznie prowokować ryby do brania,poprzez krótkie przytrzymanie przynęty.Jest to możliwe wtedy,gdy zestaw znajduje się na wprost stanowiska i dalej w dół łowiska.Taki manewr przy zanęcie położonej nieco poniżej,można wykonać stosunkowo łatwo.Gdy kule leżą powyżej,przytrzymanie zestawu nad nimi jest wręcz niemożliwe.</span></span>
</p>

<p>
	<span style="color:rgb(40,40,40);"><span style="font-family:helvetica;">Metodę bolońską polecam wszystkim,którzy chcą łowić ryby metodą przepływanki.Przy minimum sprzętu i osprzętu,daje ona maksimum satysfakcji.Tą metodą mozna sięgnąć po ryby niedostępne w innych metodach przepływankowych.Poszerza ona wachlarz możliwości na łowisku,skutecznego łowienia ryb. </span></span>
</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">73</guid><pubDate>Sun, 28 Apr 2013 12:00:00 +0000</pubDate></item><item><title>Bolonka cz. 2 - Moje &#x142;owiska i zestawy.</title><link>https://forumwedkarskie.pl/index.html/metody-i-techniki-po%C5%82owu/bolonka-cz-2-moje-%C5%82owiska-i-zestawy-r71/</link><description><![CDATA[
<p>
	Bolonką łowię najczęściej w rzece Warcie a także konińskich kanałach.Kanały wraz z okolicznymi jeziorami,należą do systemu chłodzenia dwóch elektrowni.Są to łowiska całoroczne,ponieważ nawet zimą woda w większości z nich nie zamarza.Konińskie kanały są znane wędkarzom z wielu regionów Polski,jako łowiska dużych amurów, tołpyg i karpi.Teraz tych okazowych ryb jakby mniej,ale nadal można tu złowić wiele gatunków ryb.Zwolennicy gruntówki mogą zapolować na wspomniane amury i karpie,ale także na liny,karasie,sandacze a nawet sumy.
</p>

<p>
	<span style="color:rgb(40,40,40);"><span style="font-family:helvetica;">Nieraz naszym łupem będą ryby egzotyczne,kolorowy karp koi,lub tilapia,które świetnie czują się w podgrzanych wodach.Uciąg nurtu w kanałach uzależniony jest od ilości wody pobieranej z kanałów tzw.zimnych,lub zrzucanej do kanałów tzw.ciepłych.Można tu znaleźć łowiska z nurtem dość szybkim,średnim i bardzo wolnym.Każdy znajdzie coś dla siebie,zarówno miłośnik tyczki,bolonki,bata,odległościówki, jak i gruntówki.Warta w okolicach Konina,charakteryzuje się dość silnym uciągiem,więc nie jest to woda typowa "pod bolonkę".Jest to łowisko trudne,w którym nie każdy sobie dobrze radzi.Ze względu na szybki i zmienny nurt,największe szanse na dobry połów mają wędkarze łowiący skróconym zestawem, oraz gruntówką.Okazuje się jednak że można skutecznie łowić w Warcie metodą bolońską.Najczęściej łowionymi gatunkami ryb w rzece są:leszcze,płocie,jazie,krąpie,inne gatunki są tylko przyłowem.Że względu na szybki nurt,bolonką w Warcie łowi się bliżej niż w łowiskach kanałowych.W praktyce odległość ta mieści się w zakresie 8-18 metrów od brzegu.Na tych dystansach,możemy realnie kontrolować spływ zestawu.Próby łowienia w Warcie na klasycznych bolońskich odległościach,30-40m,mijają się z celem i nie przynoszą spodziewanych efektów.Silny nurt napierając na żyłkę,znacznie przyspiesza spływ zestawu a próba podniesienia całej żyłki nad wodę,kończy się nieuchronnym wyciągnięciem zestawu z linii nęcenia.Dlatego też wybieram taką odległość łowienia,która umożliwia mi skuteczne prowadzenie zestawu i prowokowanie ryb do brania.Cała sztuka polega na rozpoznaniu łowiska i znalezieniu odpowiedniego miejsca do położenia zanęty.Idealnie jest,gdy rynna lub dołek znajdują się w niedużej odległości.Ma to kapitalne znaczenie w szybkim nurcie,bo im bliżej łowimy tym większa precyzja i skuteczność.W Warcie,zależnie od miejsca,stosuję zestawy od 5 do 15g.Cięższych z zasady nie stosuję,gdyż powyżej tego zakresu byłaby to wleczona przepływanka a tego nie lubię.Stosuję zestawy możliwie najlżejsze,jakie da się zastosować w konkretnym łowisku.Żyłka na kołowrotku w zakresie 0,16-0,18mm. Przypony o średnicy od 0,10 do 0,16mm.Haczyki od nr 10 do 18,o różnych kształtach,kolorach,grubości drutu,zależnie od rodzaju przynęty i gatunków łowionych ryb.Obciążeniem zestawu jest łezka,uzupełniona kilkoma śrucinami.Łezka stanowi ok.80%całości obciążenia i zawsze blokuję ją na stałe na żyłce głównej.Do środka wciągam krótki odcinek gumy z amortyzatora zestawu skróconego,albo z obu stron blokuję stoperami nitkowymi.Blokowana łezka,pozwala szybko dostosować rozkład obciążenia do sytuacji na łowisku,i nie zmienia swego położenia po kilkunastu rzutach.Niektórzy zalecają stosowanie łezki ruchomej.Moim zdaniem w zestawach do bolonki,takie rozwiązanie jest błędem.Często do kanalika dostają się ziarna piasku,które niszczą żyłkę a także blokują łezkę na przypadkowych wysokościach.Zmienia to właściwości zestawu i jego zachowanie w wodzie.Poniżej łezki umieszczam zwykle 3 śruciny.Ich wielkość i rozmieszczenie uzależniam od charakteru łowiska i sposobu żerowania ryb.Im szybszy nurt,tym obciążenie bardziej skupione.W tym przypadku,główne obciążenie w postaci łezki,umieszczam 40-50cm od krętlika,łączącego żyłkę główną z przyponem.Dwie śruciny zakładam bezpośrednio pod łezką,trzecią około 20cm poniżej.Przypon 30cm.Grunt ustawiam tak,aby krętlik mukał dno łowiska.Jest to zestaw wyjściowy,który ulega modyfikacji w trakcie łowienia.Zależnie od gatunku i sposobu żerowania ryb,staram się dopasować sposób podania przynęty,zmieniając rozkład obciążenia.W łowiskach z wolniejszym uciągiem,obciążenie umieszczam na dłuższym odcinku żyłki.Rozłożone obciążenie zapewnia bardziej naturalne podanie przynęty,zarówno w swobodnym spływie,jak i podczas przytrzymania zestawu.Mój zestaw na łowisko z wolnym uciągiem,mógłby wygladac następująco:spławik 2g,łezkę 1,5g umieszczam 80cm od krętlika,poniżej łezki trzy śruciny,rozmieszczone w rosnących odległościach w kierunku krętlika.Pierwsza śrucina 0,2g,znajduje się 10cm poniżej łezki,druga także 0,2g w odległości 15cm od pierwszej.Trzecia śrucina 0,1g,w odległości 20cm od poprzedniej.Poniżej śrucin w odległości 35cm,znajduje się krętlik który stanowi ostatni element obciążenia.Przypon ok.30cm.Skuteczność konkretnego zestawu weryfikuje łowisko,więc nie należy kurczowo trzymać się utartych schematów.Ta sama konstrukcja rzadko bywa skuteczna na płocie,leszcze,jazie,klenie,karpie.Przykładowo,mamy w łowisku płocie,biorą dobrze,ale nagle brania się kończą lub są tylko skubnięcia przynęty.Przyczyną może być wejście w łowisko leszczy,którym nie odpowiada przynęta fruwająca nad dnem,,na płociowym zestawie.Z tej sytuacji są dwa wyjścia.Pierwsze,wymienić zestaw na inny,odpowiedni pod leszcza,drugie pozwalające szybko dostosować się do sytuacji,to skupienie elementów obciążenia.Zncznie obniżamy łezkę,do 40cm od krętlika a sam krętlik podpieramy jedną lub dwoma śrucinami i nieco zwiększamy grunt.Z praktyki wiem,że taki zabieg może ożywić łowisko na nowo.Są sytuacje,że ryby z różnych przyczyn zmieniają sposób żerowania.Wspomniane płocie,mogą godzinę czy dwie żerować na przynęcie podanej z opadu,lub w swobodnym spływie,aby po pewnym czasie brać tylko z dna niemal jak leszcze.Dlatego tak ważne jest myślenie na łowisku i szukanie skutecznych rozwiązań w danej chwili,stosownie do okoliczności.Łowienie wedle zasady "jak ma wziąć to weźmie "rzadko przynosi sukcesy. </span></span>
</p>
]]></description><guid isPermaLink="false">71</guid><pubDate>Sun, 28 Apr 2013 14:00:00 +0000</pubDate></item><item><title>Bolonka cz. 3 prowadzenie zestawu.</title><link>https://forumwedkarskie.pl/index.html/metody-i-techniki-po%C5%82owu/bolonka-cz-3-prowadzenie-zestawu-r70/</link><description><![CDATA[<div class="ipsType_normal ipsType_richText ipsContained" data-controller="core.front.core.lightboxedImages" data-role="commentContent" itemprop="text" style='box-sizing: border-box; display: table; table-layout: fixed; width: 693px; word-wrap: break-word; overflow-wrap: break-word; line-height: 1.6; color: rgb(39, 42, 52); font-size: 14px; margin-bottom: 20px; overflow-x: auto; overflow-y: hidden; margin-top: 0px; font-family: "Helvetica Neue", Helvetica, Arial, sans-serif; font-style: normal; font-variant-ligatures: normal; font-variant-caps: normal; font-weight: normal; letter-spacing: normal; orphans: 2; text-align: start; text-indent: 0px; text-transform: none; white-space: normal; widows: 2; word-spacing: 0px; -webkit-text-stroke-width: 0px; background-color: rgb(255, 255, 255);'>
	<p style="box-sizing: border-box; margin-top: 0px;">
		<span style="box-sizing: border-box; color: rgb(40, 40, 40);"><span style="box-sizing: border-box; font-family: helvetica;">Najwięcej trudności wędkarzom próbującym swych sił w metodzie bolońskiej,sprawia właściwe prowadzenie zestawu.Po kilku próbach,wielu rezygnuje z łowienia tą metodą odstawiając bolonkę do kąta.Literatura wędkarska także bardzo lakonicznie i "po łebkach"traktuje ten problem.Zatem od poczatku.Jeżeli zamierzamy łowić stosunkowo blisko,do 15m i stosujemy cięższe zestawy,od 5g w górę,zarzucamy wędkę "spod siebie".</span></span><span style="color:rgb(40,40,40);"><span style="font-family:helvetica;">Tuż przed opadnięciem zestawu na wodę,zamykamy kabłąk kołowrotka i unosimy szczytówkę nieco w górę.W ten sposób,zestaw rozciągnie się i wyłoży na wodzie.Zawsze zarzucamy nieco dalej,niż wynosi odległość łowienia.Podciągamy zestaw na właściwą odległość nie tylko kołowrotkiem,ale także uniesieniem wędki do około 80st.w stosunku do powierzchni wody.Jest to bardzo ważne,gdyż właśnie w tej fazie wielu wędkarzy popełnia błąd.Podciągają zestaw przy wędce opuszczonej nisko nad wodę,na właściwą odległość.Dzieje się rzecz następująca:zestaw jest na "krótkiej smyczy"i nie mając niezbędnego luzu,zaczyna szybko schodzić w kierunku brzegu.Spóźniona próba uniesienia wędki,sprawia że zestaw zostaje wyciągnięty z zanęconej strefy.Dlatego tak ważne jest aby wędka była uniesiona niemal do pionu, w chwili gdy spławik znajdzie się w linii nęcenia.Żyłka biegnie łagodnym łukiem od wędki do spławika,więc zestaw ma niezbędny luz do rozpoczęcia spływu po właściwym torze.Od tego momentu,zaczynamy powoli opuszczać wędzisko w miarę oddalania się spławika.Ruch wędki,musi odbywać się jednocześnie w płaszczyźnie pionowej i poziomej.Oznacza to,że w miarę spływu zestawu,opuszczamy powoli wędzisko i jednocześnie przesuwamy je zgodnie z nurtem za spławikiem.Żyłka powinna być uniesiona nad wodę,ale końcowy odcinek 50-80cm powinien leżeć na powierzchni.Unoszenie nad wodę żyłki na całej jej długości jest błędem,gdyż napięta żyłka ściąga spławik z właściwego toru.Gdy łowimy na większych odległościach(np.30m,pod przeciwnym brzegiem kanału),odcinek żyłki leżący na wodzie jest kilkumetrowy.Nurt napiera na żyłkę,powodując że wyprzedza ona spławik.W konsekwencji zestaw przyspiesza i wychodzi z linii nęcenia.Należy wtedy szybkim ruchem przerzucić żyłkę pod prąd.Robimy to z wyczuciem,aby nie wyrywać spławika z wody. Aby prowokować ryby do brania,stosujemy przytrzymania zestawu,koniecznie krótkie aby nie zmienić toru jego spływu.Podczas łowienia,gdy już stwierdzimy gdzie ustawiły się ryby,możemy skutecznie wykorzystać przytrzymanie zestawu.Haczyk z przynętą unosi się,puszczamy zestaw,przynęta opada i często w tym momencie następuje branie.Na końcu spływu przytrzymujemy zestaw dość ostro, następnie puszczamy swobodnie, ten opada i zacinamy w ciemno.Często na haczyku będzie ryba.Holowanie,zgodnie z zasadami znanymi z innych technik łowienia.Rybę odprowadzamy z zanęconego pola,w spokojniejszy nurt i naprowadzamy nad podbierak.Sztuki małe tzw.dłoniaki,możemy holować do ręki. </span></span>
	</p>
</div>]]></description><guid isPermaLink="false">70</guid><pubDate>Sun, 28 Apr 2013 13:00:00 +0000</pubDate></item></channel></rss>
