Skocz do zawartości

urchin

Użytkownik+
  • Postów

    2
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez urchin

  1. Wczoraj byłem nad wodą wypróbować nowe woblery w takim miejscu że nie trzeba mieć karty, nie wolno tam wędkować z łódki ale z brzegu pozwalają. Jednego szczupaka złapałem i zaraz go wypuściłem do wody. Jak wracałem znów natknąłem się na kłusola, wypływa dętką i zastawia sieci, w zeszłym roku był codziennie, ja byłem przez jakiś czas co drugi dzień i zawsze był. Jest takich dwóch kłusoli. Jak ryba idzie na tarło to oni czochrają co się da. Złość człowieka bierze bo nawet nie dadzą się tej rybie wytrzeć. Zarządzający tym zbiornikiem powstawiali tablice "Zakaz wypływania" lub coś podobnego, ale sobie z tego nic nie robią. Jak znalazłem miejsce że trochę brały szczupaki to od momentu jak zaczęli wypływać na tych dętkach zrobiła się pustynia, Słyszałem że sprzedają te ryby do "zaprzyjaźnionych" restauracji itp. Na jeziorach PZW jest podobnie, złość mnie ogarnia jak ścigają dzieciaków z wędką a kłusole robią co chcą i później można pływać po całym jeziorze kilka dni bez brania. Sam bym chętnie wpuścił parędziesiąt ryb do tego zbiornika ale po co jak przyjdzie kłusol i wszystko wyczochra, nie ma alternatywy.
  2. Nie warto, PZW zgarnia kasę gdzie tylko się da a zarybia chyba głównie na papierku. Mieszkam nie daleko Pojezierza Brodnickiego i to co widzę pływając po tych jeziorach mnie przeraża. Ryby coraz mniej, czasami jest tak że można cały dzień pływać łódką a i tak nie zobaczy się ryby. Jak miałem naście lat i jechaliśmy nad wodę to była szansa że coś złowimy, jak nie brały to było widać jak całe stada np. leszczy pływały często w okolicach brzegu. Widać było tarło lina, zdarzało się że ktoś złapał węgorza, szczupaki małe i większe brały wiele takich się wypuszczało. Od kilku lat jest pustynia, ryb jest bardzo mało. Można całe jezioro opłynąć i nie mieć jednego brania, nawet okonek nie pogoni przynęty. W zeszłym roku w jednej z naszych gazem przeczytałem artykuł że PZW zarybiło jezioro wpuszczając 70 szt. karpia, 50 szt. lina i coś tam jeszcze w podobnej ilości. Śmiech z rozpaczą mnie ogarnął jak pomyślałem że za te 360 zł, które dałem za kartę sam jeden więcej narybku bym wpuścił do jeziora, a jak policzę że opłacałem składki już ponad 30 lat to to co się stało z polskimi jeziorami jest tragedią. Strażnicy ścigają dzieciaków takich 10 i 12 letnich i ich straszą jak złapią bez karty, po prostu śmiech. Gospodarstw rybackich już prawie nie ma bo pewnie się to nie opłaca skoro nie ma w jeziorach ryb. Wiem że są jeziora że tylko wieczorem i nocą można coś złapać ale kiedyś było inaczej, jest coraz gorzej. Gdzie można przeczytać sprawozdania o zarybianiu takich jezior jak: Szczuka, Cielęta, Łąki Trabuła, Długie Rypińskie, Robotno, Sosnowo ile tam ryb wpuściło PZW? Jaka część składek poszła na zarybianie? są ludzie którzy mają własne bagienka nieduże, wpuścili tak kilkanaście ryb, rozmnożyły się i zawsze coś złapią a nad jeziorami pustynia poza sporadycznymi przypadkami na wiosnę. Co się dzieje z tymi pieniędzmi skoro większość związkowców pracuje społecznie? kto zabiera te pieniądze? dlaczego nie widać ryb w jeziorze? Pamiętam czasy jak pływając łódką widywaliśmy duże stada leszczy, spławiały się karpie. Niech ktoś mnie pocieszy i napisze że ma inne doświadczenia i że jest inaczej?
×
×
  • Dodaj nową pozycję...