Jump to content

    • ryukon1975
      Sezon na szczupaka w pełni. Jednak nie znaczy to że wszyscy łowią. Wędkarze pochłonięci gatunkiem już od końca września okupują wody w poszukiwaniu tego drapieżnika. Inni z doskoku chwytają za spinning pomiędzy połowami gruntowymi. Przyszły pierwsze przymrozki więc na forach i portalach wędkarskich można zobaczyć już pierwsze zdjęcia miętusów. Innych gatunków ryby białej też nie brakuje pomimo że jest listopad temperatury ciągle wysokie. Poza tymi wszystkimi wędkarzami łowiącymi niezależnie od stosowanych technik jest jeszcze jedna grupa. Trudno na obecną chwilę nazwać ich wędkarzami jednak zaczynają o wędkowaniu myśleć. Właśnie od tych ludzi pada wiele pytań jakie ich nurtują na początku. Początek zaś wiąże się nieuchronnie z zakupem sprzętu.

      W związku z wspomnianym sezonem na szczupaka wielu przyszłych wędkarzy próbuje skompletować w miarę dobry zestaw na tą rybę w przystępnej cenie. Spróbuję napisać kilka podstawowych zdań jak to zrobić na przykładzie jednego ze swoich zestawów.
      Wędzisko
      Pierwszym z elementów zestawu jaki wybieram jest zawsze wędzisko. Właśnie do niego dopasuję kołowrotek, linkę i tak powstanie wędka. Wędzisko dla początkującego wędkarza musi posiadać odpowiednie cechy. Dobrze gdy jest to kij w miarę mocny, odporny na uszkodzenia mechaniczne, ogólnie trwały. Nauka to ciężki czas nie tylko dla wędkarza ale i sprzętu. Dlatego też nie ma powodów by mierzyć w drogie rzeczy. Początkowym zestawem celowałbym we wszystkie parametry średnio, bez skrajności. Czyli ciężar wyrzutowy nie duży jednak zbyt mały też być nie może. Szczupak wymaga przynęt odpowiedniej masy i wielkości. Podobnie z długością kija. Powinien to być zestaw że tak go określę pomimo że to nielubiane w tym temacie  słowo uniwersalny.

      Właśnie takie jest wędzisko Black Rock II 2,75 m, c.w. 7-30 g. Ciężar wędziska 173 g. Długość transportowa 141 cm. Dzielony dolnik wykonany z pianki EVA. Przelotki typu SiC w specyficznych niskich ramkach przylegających do blanku. Jest to materiał bardzo przyjazny dla początkujących wędkarzy ale i całkiem doświadczeni potrafią go docenić. Kij jest bardzo szybki co w porównaniu z jego budową daje naprawdę sporą moc do wykorzystania przez wędkarza. Przy uderzeniu w przynętę w opadzie naprawdę nie trzeba mocnego zacięcia. Wystarczy krótki dynamiczny ruch nadgarstkiem by skutecznie zaciąć rybę. Zakres masy przynęt które wędzisko najlepiej obsługuje to 10-30 g. Przynęty poniżej dolnego progu lekko słabo ładują wędkę i przenosi się to na mniejsze odległości rzutu. Można bez szkody dla wędziska  i komfortu łowienia przekroczyć górną masę przynęty, w niedużym zakresie do 5 g.

      Kwestie grafitów, taśm węglowych jakie użyto do budowy blanku pomijam. Niewiele to powie początkującemu wędkarzowi. Jeśli zaś ktoś będzie miał ochotę się zapoznać z tym tematem bez problemu znajdzie te informacje na wielu stronach.
      Kołowrotek
      Żeby prawidłowo dobrać kołowrotek należy powrócić do budowy wędziska. Wędzisko ma długość 2,75 m. Przy swojej długości i masie posiada stosunkowo krótki dolnik długości 26 cm. Dlatego by komfortowo łowić nie możemy do niego dobrać zbyt małego a przy tym lekkiego kołowrotka. Nie zagłębiając się już metafizyczne szczegóły powiem krótko. Kołowrotek do tego wędziska powinien ważyć 300-320 g. Jest to masa wielu modeli kołowrotków w rozmiarze 3000. Spośród kołowrotków wybrałem Ryobi Ecusima 3000Vi. Jest to kołowrotek obecny na rynku już kilka lat. Przy wyborze kierowałem się bardzo wieloma pozytywnymi opiniami jakie słyszałem i czytałem na jego temat. Kołowrotek prosty w budowie bez żadnych fajerwerków. Masa kołowrotka 302 g. Konstrukcja oparta na sześciu łożyskach kulkowych plus łożysko oporowe. Przełożenie 5,0:1, maksymalna masa hamulca 5 kg.

      Biorąc pod uwagę jego cenę kołowrotek naprawdę mocno mnie zaskoczył w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Elementy precyzyjnie dopasowane, bez najmniejszych luzów. Masywny rurkowy kabłąk. bardzo mocna sprężyna co słychać przy każdym jego zamknięciu. Precyzyjny hamulec i sprawna blokada biegu wstecznego. Według mnie to wszystko co jest potrzebne do spinningu, przynajmniej na początku.
      Plecionka
      Dlaczego nie padło słowo o żyłce tylko stanowczo plecionka? Plecionka po żyłce to postęp w wędkarstwie i póki co nie ma dla niej alternatywy w spinningu. Mam na myśli spinning ukierunkowany na większe ryby jak i przynęty. Jej głównym atutem którego nie posiada żyłka jest brak rozciągliwości. To "sztywne łącze" pomiędzy wędziskiem a przynętą sprawia że wędkarz czuje każdy jej ruch. Każdy kontakt z dnem czy inną przeszkodą. Oraz oczywiście co najważniejsze każde nawet najdelikatniejsze branie nie umknie jego uwadze. Jak powiedział kiedyś jeden z moich znajomy, wędkarz jakich niewielu w swojej wiedzy i umiejętnościach "Kto raz spróbował plecionki nigdy nie wróci do żyłki".

      Sugerowana przez producenta moc linki do tego wędziska to 10-16 lbs. Moje praktyczne doświadczenia mówią że nie należy przekraczać wytrzymałości plecionki powyżej 10-11 kg. Mam tu ciągle na myśli spinning pod kątem szczupaka i przynęty o masie 15-30 g. Jeśli ktoś ma zamiar użyć przynęt lżejszych powinien użyć odpowiednio cieńszej plecionki. Wtedy będzie mógł bez problemów i wysiłku  oddawać długie rzuty.
      Sam kupiłem plecionkę Silk Touch 8x Neon. Jest to plecionka ośmiosplotowa. Bardzo dobrze widoczna dla wędkarza zarówno na tle nieba czy wody. Jest to bardzo ważna cecha podczas  spinningu w łowisku gdzie jest sporo zaczepów i trzeba często omijać je zestawem. Widoczność plecionki pozwala również na obserwację brań. Bardzo korzystną jej cechą że nie absorbuje wody a nie wszystkie plecionki spełniają ten warunek. Myślę że na początek plecionka ta o średnicy 0,10 mm i wytrzymałości 8,3 kg spokojnie sobie poradzi. Jeśli ktoś liczy na duże ryby czy ma bardzo trudne łowisko może zastosować plecionkę o oczko grubszą czyli 0,12 m wytrzymałość 10,90 kg.
      Kilka słów na zakończenie
      Wybrałem jeden z nowych zestawów dlatego że nie ma sensu pisać o czymś sprzed pięciu lat. Przy obecnej rotacji sprzętu na rynku większość rzeczy z tamtego czasu już jest niedostępna na rynku. Pisałem od siebie i wyraziłem swoje zdanie. Należy pamiętać że nie każdy wędkarz się z wszystkim musi zgodzić. Jeśli ktoś myśli inaczej w jakiejś kwestii wcale nie znaczy że ja czy druga strona nie mamy racji lub postępujemy źle. Każdy wędkarz podczas lat praktyki nabiera swoich przyzwyczajeń, nawyków i dopasowuje przykładowo jak w opisie sprzęt pod siebie. Dlatego szczególnie wędkarze z długoletnim doświadczeniem często postępują dość różnie a jednocześnie pomimo to łowią skutecznie. Jednak to już jest temat na długi artykuł.
      Najważniejsze by od początku pamiętać o podstawach. Wędka to tylko narzędzie. Więc podczas wyborów nie oczekujmy na jakieś niespodziewane objawienia. Cudów na kiju nie będzie.


      Oczywiście kiedyś każdy ustala  własne potrzeby i kryteria podczas wyboru ale na to potrzeba dużo doświadczenia. Ono zaś potrzebuje czasu, poznania wody, ryb oraz sprzętu od strony praktycznej.
       

    • Supergrover
      O walorach kukurydzy jako przynęty na wszelkiej maści białoryb dywagować nie ma co. To jedna z lepszych i bardzo skutecznych przynęt/zanęt. Pod względem cena/jakość chyba najlepsza. Minusem (jednym z niewielu) jest jej rozmiar.  Ziarna są stosunkowo niewielkie, więc jej wrzucenie do wody natychmiast sprowadza w to miejsce drobnicę. Możemy korzystać z odmian, które posiadają większe ziarna (koński ząb, gigant), ale też możemy zastosować inny patent. Kupić przynętę pizza'corn firmy Carp Old School lub przygotować ją samodzielnie. Carp old schoolCarp old school O tym jak to zrobić poniżej...
      Kupujemy kolby kukurydzy. Sugeruję kukurydzę cukrową, ale nie jest to wymóg. Każda inna również się nada, aczkolwiek ważne jest żeby była świeża. Kolby powinny mieć zwarte, soczyste ziarna o jednolitym kolorze. Osłona z liści powinna być zielona z ciemnozłotym warkoczem, który przy dotknięciu wydaje się wilgotny.
      Kolby kukurydzy czyścimy z liści, usuwamy nitki i płuczemy. Następnie zagotowujemy wodę z solą (sól powoduje, że ziarna twardnieją - unikamy tego przy gotowaniu kukurydzy do jedzenia, ale w wędkarstwie lepiej jeżeli ziarna są jednak odrobinę twardsze). Kukurydzę gotujemy 10 minut. Czytałem, że jeżeli do wody dodamy odrobinę soku z cytryny, to ziarna nabiorą bardziej intensywnego koloru, ale nie sprawdzałem czy tak faktycznie jest. Następnie wyciągamy kolby z wody i czekamy aż wystygną. Kolbę kukurydzy tniemy na mniejsze kawałki, a te następnie dzielimy na takie, które przypominają wyglądem kawałki pizzy.
      Tak przygotowana przynęta nadaje się już do wędkowania. Podczas zakładania na zestaw końcowy włos przewlekamy przez cały kawałek kukurydzy w ten sposób, że igłę wbijamy w część gdzie znajdują się ziarna.
      Jeżeli jednak nie zamierzamy w najbliższym czasie udać się na ryby, warto pizza'corn zakonserwować. Można to zrobić na różne sposoby. Zalać przynętę glikolem, zamrozić, ale ja polecam pasteryzację. Gotowe kawałki pizza'corn wkładamy do słoika i zalewamy wodą w której wcześniej kukurydzę gotowaliśmy. Możemy przy okazji kukurydzę dopalić i dodać do wody coś co poprawi jej smak/zapach. Jeżeli o mnie chodzi to dodałem miód oraz aromat firmy JAR - tutti-frutti. Mogą to też być zioła, czosnek, itp.
      Słoiki wkładamy do garnka z wodą i gotujemy 30 minut. Na blogach kulinarnych przeczytać można, że proces pasteryzacji należy powtórzyć następnego dnia, ale według mnie ten jeden raz w zupełności wystarczy.
      Chętnych zapraszam do obejrzenia filmu na którym pokazuję jak pizza'corn wykonać.

    • Supergrover
      To moje trzecie podejście do tematu samodzielnie wykonywanych kulek proteinowych na forum. Na inaugurację opisałem jak zrobić kulki o smaku szprota-kokos (KLIK), potem poruszyłem temat sposobów wykonania kulek pływających (KLIK), a teraz pochylę się nad kulkami wykonanymi ze sfermentowanej kukurydzy.

      Rosjanie kiszą groch na mleku i potem na to z powodzeniem łowią ryby. Wśród wędkarzy też często słyszy się, że zaczynali łowić ryby dopiero na koniec zasiadki, kiedy ich zanęta/przynęta była już skisła. Specjaliści od amurów i karpi często łowią ryby tylko na popsute ziarna, więc postanowiłem, że sam też zrobię kulki na bazie sfermentowanej kukurydzy i zobaczę czy taka kulka robi różnicę nad wodą czy nie… 
      Przygotowanie kukurydzy.

      Sam wykorzystałem kukurydzę konserwową, więc nie musiałem jej jakoś szczególnie przygotowywać. Jeżeli zamierzacie fermentować zwykłe ziarna, to przedtem trzeba je namoczyć i przez chwilę pogotować. 
      Kukurydzę fermentujemy na dwa sposoby. Pierwszy to tak zwany zacier czyli fermentacja alkoholowa. Zacier to prosty cukrowy nastaw, według którego entuzjaści domowych trunków produkują bimberek. Do litra przegotowanej i ostudzonej wody dodajemy 400 gramów cukru i 10 dkg drożdży. Całość mieszamy. Te proporcje należy dość restrykcyjnie przestrzegać, ale też łatwo je zapamiętać, bo połączone składają na datę bitwy pod Grunwaldem (1000+400+10 = 1410). Tak wykonanym zacierem zalewamy kukurydzę, całość szczelnie zamykamy (żeby ograniczyć dostęp powietrza możemy to robić w baniaku do produkcji wina z rurką fermentacyjną) i czekamy. W ten sam dzień rozpocznie się fermentacja (burzliwa), która będzie trwała około dwa tygodnie.
      Drugi sposób to fermentacja mlekowa – czyli kiszenie. Kiszenie to proces fermentacji mlekowej, zachodzącej pod wpływem specjalnych bakterii rozkładających cukry na kwas mlekowy. Zalewę do kiszenia przygotowujemy w ten sposób, że do litra przegotowanej i ostudzonej wody dodajemy łyżkę soli. Dodatkowo warto dodać czosnek i liść laurowy.
      Sól przyspiesza fermentację, a czosnek i liść laurowy (ogólnie przyprawy) polepszają smak i aromat kiszonej kukurydzy. Dodatkowo hamują rozwój pleśni i drożdży oraz chronią kiszonki przed gniciem.
      Ważne jest, aby również w tym przypadku ograniczyć dostęp powietrza do ziaren. Sam robiłem niewielką ilość kulek, więc wykorzystałem do tego celu sprzęt do zaparzania herbaty. Jeżeli nastawiacie się na poważną produkcję pamiętajcie, że zalewa musi całkowicie zakrywać ziarna. Dodatkowo ziarna należy docisnąć np. talerzykiem i kamieniem, które wcześniej należy wyparzyć. Tak przygotowaną kukurydzę odstawiamy w ciepłe miejsce i czekamy. Co jakiś czas dociskamy kukurydzę, pozbywając się pęcherzyków powietrza (powstają w wyniku procesu fermentacji) i na bieżąco usuwamy syf z powierzchni wody.
      Fermentacja trwa około dwa tygodnie. Po tym czasie ziarna blendujemy (nie odlewamy wody) i zabieramy się za bazę do kulek.

      Nie zrobiłem tego na filmie, ale warto do tej papki dodać olej. Jak wiadomo olej jest doskonałym nośnikiem smaków/zapachów, a dodatkowo ułatwi nam późniejsze rolowanie ciasta.
      Wykonanie bazy do kulek i obróbka termiczna
      Baza niewiele różni się od tej, którą wykorzystałem do produkcji poprzednich kulek.
      W jej skład weszły następujące produkty: mąka kukurydziana (5 porcji), mleko w proszku (5 porcji), mąka sojowa (3 porcje) oraz mąka pszenna (3 porcje). Kolejny raz ilość podałem w porcjach/miarkach, a nie gramach. Nie potrzebowałem dużej ilości kulek, więc produkty odmierzałem 100 gramową miarką. Jeżeli ktoś zamierza zrobić większą ilość kulek, może wykorzystać kubek lub garnek.  
      Do bazy dodałem dwa nowe składniki. Pierwszy to serwatka. Jest to półprodukt powstający w procesie produkcji serów. W wyniku fermentacji mlekowej, więc moim zdaniem idealnie pasujący do tych właśnie kulek. Serwatki dodajemy do 10% bazy czyli w moim przypadku (w zaokrągleniu) 2 porcje. Również 2 porcje dodałem albuminy czyli białka w proszku. Kulki te robimy na bazie wody, więc albumina ma być uzupełnieniem białka z jajek w naszej przynęcie.

       

      W kolejnej fazie wymieszaną bazę dodajemy do zblendowanej kukurydzy, a całość mieszamy aż do uzyskania ciasta, które nie będzie kleiło się do ręki.
      Ciasto zawijamy w folię i wrzucamy na godzinę do lodówki. Potem robimy z ciasta wałki (wykorzystałem do tego pistolet do masy kupiony w Leroy Merlin za 29 złotych), a z tych wałków kulki (za pomocą rollera do kulek lub ręcznie).
      Następnie kulki poddajemy obróbce termicznej. Można je parować lub gotować. Osobiście wolę gotowanie. Wrzuciłem je do gotującej się wody i trzymałem 2 minuty od chwili wypłynięcia kulek na powierzchnię. Kulki wysuszyłem, zapakowałem do worków strunowych i zamroziłem.
      Artykuł jest uzupełnieniem filmu (lub film artykułu), który obejrzeć możecie na kanale Wodnik Szuwarek HD. Na jego końcu (również w opisie do tego filmu) przygotowałem dla Was konkurs.


      Wygrać w nim można 3 zestawy składające się z paczki kulek z kukurydzy sfermentowanej alkoholowo, paczki kulek z kukurydzy ukiszonej oraz bonu podarunkowego na kwotę 50 PLN od firmy mkpartner.pl. Zachęcam do udziału.
       
       

    • Supergrover
      Jakiś czas temu samodzielnie zrobiłem kulki proteinowe o smaku szprota&kokos. Artykuł dostępny tutaj Jak zrobić kulki proteinowe (KLIK).
      Wyszły całkiem nieźle, więc postanowiłem poszerzyć działalność i tym razem zrobić kulki pływające. 
      Fakty i mity.
      Nie potwierdziły się informacje zaczerpnięte z wszelkiej maści artykułów z netu, że takie kulki zrobić możemy z odpowiednio dobranych składników spożywczych. Próbowałem do wyrobu kulasów wykorzystywać produkty najbogatsze w tłuszcze i były one co najwyżej neutralne pod względem pływalności.  Stosowałem wiórki kokosowe (63,2 % tłuszczu), orzechy laskowe ( 60,3 % tłuszczu), migdały (52 % tłuszczu) czy mąkę sojową tłustą (> 20%), a efektów nie było. Drogich komponentów dedykowanych stricte do produkcji kulasów pop-up nie brałem pod uwagę, bo założenie mam takie, że mają one być tanie. Te produkty niestety do tanich nie należą.
      Kulki prażone.
      Praktycznie każde kulki można uprażyć. Możemy zrobić to w piekarniku, gofrownicy czy mikrofalówce. Takie kulki będą pływać, ale z czasem nasiąkną wodą i opadną na dno. Jeżeli dno jest twarde to pół biedy. Gorzej jeżeli łowimy w takim miejscu, gdzie jest muł lub roślinność, bo nasza przynęta przez to nie będzie optymalnie wyeksponowana. Wolę więc sobie tę metodę odpuścić, bo nie chcę potem nerwowo zerkać na zegarek i zastanawiać się czy moja kulka pływa czy też zapadła się już w dnie. Często też kulki podczas prażenia pękają.
      Kulki z gotowej bazy o smaku/zapachu róży.

      Najprostszy sposób na wykonanie własnych kulasów. Kupujemy gotową bazę (moja kosztowała 50 zł za pół kilograma), mieszamy ją z jajkami lub wodą, ewentualnie dodajemy inne komponenty, poddajemy obróbce termicznej i tyle.
      Część płynną wykonałem z dwóch jajek do których dodałem konserwant (gliceryna spożywcza dozowana w ilości 10 ml na każde jajko). Do tego wlałem obłędnie pachnący flavour o smaku/zapachu róży oraz olej roślinny, który ma nam ułatwić późniejsze rolowanie.
      Do całości wsypałem wiórki kokosowe. Z uporem maniaka dodaję je do wszystkich możliwych przynęt, bo kokos jest źródłem zdrowych tłuszczów, witamin z grupy B - B2, B6 i B9 oraz składników mineralnych: magnezu, potasu, selenu, miedzi, manganu, cynku, żelaza. Dodatkowo wiórki są dość słodkie i smaczne.
      Jeżeli chodzi o bazę to możemy dodawać ją do części płynnej samą. Jest ona jednak mocno pyląca, a to powoduje pewne niedogodności. Pył osadza nam się po chacie, zaczynamy kaszleć, a wyrabianie ciasta nie należy do czynności łatwych. Warto więc wymieszać ją z mąką sojową. Kulki dalej będą pływać, zejdziemy odrobinę z kosztów, a ciasto wyrabia się dużo łatwiej.
      Gotowe ciasto (nie powinno kleić się do rąk) zawijamy w folię i na dobre pół godziny wkładamy do lodówki. Potem robimy z niego wałki, z wałków kulki, które wrzucamy na dwie minuty do gotującej się wody. Kulki wyciągamy, suszymy i przynętę mamy gotową.

      Kulki z psiej karmy z dodatkiem gotowego korka.

      Dziwi mnie obiegowa opinia, że kulki z dodatkiem korka się nie sprawdzają. Przyznam, że czytając różnego rodzaju wpisy na wędkarskich portalach/forach podchodziłem do tego dodatku sceptycznie, ale pierwsze próby całkowicie rozwiały moje obawy na ten temat. Korek w mojej ocenie jest bardzo dobrym dodatkiem, a co ważne nie jest drogi. Dobry granulat jest neutralny pod względem zapachu, więc oprócz tego, że podniesie nam kulkę to jeszcze dodatkowo przejdzie nam jej zapachem. Uatrakcyjnia też nam wizualnie strukturę kulki (pytanie czy ryby widzą  ).
      Niektóre uznane marki (chociażby CarpGravity) produkują pływające kulki z dodatkiem korka.
      Część płynną również wykonujemy na bazie jajek. Do jajek dodajemy konserwant (dozowanie patrz wyżej) oraz olej (w moim przypadku olej o zapachu kałamarnicy, bo wykonywane kulki to tak zwane śmierdziele). Dodałem też hemoglobinę spożywczą (rozpuszczoną w ciepłej wodzie), która jest naturalnym barwnikiem oraz uatrakcyjnia nam przynętę pod względem zapachu/smaku. 
      Całość wymieszałem, odstawiłem i wziąłem się za przygotowanie bazy. 
      W jej skład weszły następujące produkty: mąka kukurydziana (5 porcji), mleko w proszku (5 porcji), mąka sojowa (3 porcje) oraz mąka pszenna (3 porcje). Celowo ilości podałem w porcjach, a nie gramach. 
      Do wymienionych powyżej składników dodałem zmieloną psią karmę (6 porcji). Sypcie jej wedle uznania, ale pamiętajcie że nie powinno się dodawać jej więcej niż 40-45% całości. 
      Na końcu należy dodać korek. Ilość korka powinna być uzależniona od wagi produktów. Do lekkich kulek dodajemy 40 %, a tych cięższych 50 %. Sam wymieszałem składniki 50-50 (22 porcje bazy i 22 korka), ale następnym razem dodam go mniej. Nad optymalną ilością muszę jeszcze popracować.

      Ciasto zawijamy w folię i wrzucamy do lodówki. Potem robimy z ciasta wałki (wykorzystałem do tego pistolet do masy kupiony w Leroy Merlin za 29 złotych), a z tych wałków kulki (za pomocą rollera do kulek lub ręcznie). Pamiętajcie, że średnica wałka musi być zawsze mniejsza niż średnica rollera, bo kulki nie będą się prawidłowo kręcić.

      praaawie profesjonalny sprzęt do wałków za niespełna trzy dychy - polecam. 
      Następnie kulki poddajemy obróbce termicznej. Można je parować lub gotować. Osobiście wolę gotowanie, więc wrzuciłem je na dwie minuty go gotującej się wody. 
      Testy.
      Kulki przetestowałem i na 21 godzin wrzuciłem do zimnej wody. Po tym czasie nadal pływały. Były też stabilne i trwałe.
      Konkurs.
      Artykuł jest uzupełnieniem filmu (lub film artykułu), który obejrzeć możecie na kanale Wodnik Szuwarek HD. Na jego końcu (również w opisie do tego filmu) proponuję Wam konkurs.
      Wygrać w nim można 4 zestawy składające się z granulatu korkowego, hemoglobiny spożywczej, paczki kulek pływających o smaku róży, paczki kulek z korka i psiej karmy oraz wykonane ręcznie w drewnie lipowym breloki w kształcie ryb (karpia, szczupaka, płoci i okonia). Zachęcam do udziału.
      Z góry dziękuję też za wszelkie cenne uwagi dotyczące wykonanych przeze mnie kulek jak i artykułu.
      Pozdrawiam, Marcin. 
       

    • Supergrover
      Jak co roku z końcem września śmigam na przepławkę znajdującą się niedaleko mnie. Chodzę tam aby przyglądać się wędrówkom ryb udających się na tarło w górę rzeki.
      Wcześniej mogłem jedynie patrzeć na to co działo się nad taflą wody. Obserwowałem więc ryby, które skakały nad przepławką.
      Jakiś czas temu kupiłem Water Wolf-a. Od tego momentu przy okazji moich wizyt tam, wrzucam do wody kamerę i nagrywam też to co dzieje się pod wodą.

      zdjęcie: linka stalowa, trytytki, zacisk, ołowiana podstawa pod kamerę i mamy zestaw na każdą przepławkę.
      Udało mi się nagrać łososie, trocie, pstrągi, lipienie, sielawy… ale trafiają się też minogi, okonie, leszcze czy cierniki. Sporadycznie pojawiają się również płocie czy jazie czyli ryby, których bym się akurat w tym miejscu nie spodziewał.
      Zdarzyło mi się też, że wędkarz myśląc że kłusuję (widząc jak wrzucam coś do wody) wezwał na przepławkę policję. Funkcjonariusze wylegitymowali mnie, zrobili kipisz w plecaku i wypuścili.
      Tym razem tego typu przygód nie miałem, a materiał zamieszczony w filmie jest inauguracją sezon 2017. Mam nadzieję, że kolejne filmy z przepławki będą jeszcze ciekawsze.
      Zapraszam do oglądania.
       
       

    • KUKACZ ROSOŁOWY (Kukacz)
      14 sierpnia 2017 Zalew Chańcza
                 Siedzę nad Chańczą drugi dzień, ranek, wieczór, ranek, wieczór i tak w kółko.
      Chciałem pobić swój rekord, ale ehh... Niektórzy wiedzą, że Chańcza obfita jest jedynie w niewielkie leszcze.
      Przede mną była już była tylko jedna nocka i ranek.
      Siedziałem z rodziną przy ognisku o godzinie ok. 22:00, a tu nagle słychać "pipczenie".
      Gdy podbiegłem pod wędkę sygnalizator był od dziesięciu sekund przy "tyczce".
      Nie zastanawiając się długo zaciąłem rybę. Walczyła jak szalona, wędka wyrywała się z rąk.
      Nie miałem pojęcia co to było zwłaszcza że było ciemno.
      W pewnym momencie gdy ryba zobaczyła ląd dostała jakby dopalaczy i zerwała cały przypon.
      Obstawiam, że był to sandacz albo szczupak, gdyż na haku były same czerwone robaki.
      Do następnego dnia chodziłem cały wkurzony że zerwała mi się i to 5 metrów przed podbierakiem.
       
      17 sierpnia 2017 Trzydniaki
                 Wróciłem już do rodzinnego domu w Tarnowie i wybrałem się razem z ojcem na ryby.
      Na stanowisko zajechaliśmy o godzinie 18:00 i łowiliśmy na 4 "grunty".
      Nasz przynętą była kanapka - kukurydza & czerwony robak na method feeder.
      Dosłownie 3 minuty po zarzuceniu było branie, niestety akurat na wędce z niedziałającym hamulcem :(.
      Zaciąłem rybę, która momentalnie zgięła wędkę w pół.
      Po 20 sekundach szarpania się z życiówką zorientowałem się że to ta nieszczęsne wędzisko z zepsutym kołowrotkiem. 
      Wtedy wiedziałem, że ona może z łatwością się zerwać, jednak walczyłem do samego końca.
      Może mało osób uwierzy, ale do brzegu ciągnąłem ją godzinę po tym jak poprzednia "życiówka" zerwała mi się na Chańczy.
      Gdy ją zobaczyłem przy brzegu po prostu "kopara opadła" - przed oczami miałem ponad półmetrowego karpia.
      Ostatecznie udało się za drugim razem podebrać rybę podbierakiem chociaż ledwo co do niego wszedł.
      Po zmierzeniu karpia miał on 62 centymetry, niestety nie mam wagi, ale wygląda na 7 kilo.

      Ryba została wypuszczona do wody ze względu na "No kill"
      Wspomnienia zostały, zdjęcia i oczywiście ból mojej chudej ręki po godzinnej zabawie z karpiem też jest.
      Kończę pisać tą "opowieść" w dniu 19.08.2017 ręka dalej boli :c .
      Nie chodzi o Hańczę tylko o Zalew Chańcza w województwie świętokrzyskim.
       

    • wind
      Zeszłoroczny Puchar Aqua Star wspominamy bardzo dobrze, tym bardziej, że na najwyższym stopniu podium stanął nasz kolega Marcin w drużynie z Wiktorem. Dobrym wynikiem mogła pochwalić się druga drużyna forum, Jonasz i ja. Mimo to w tym roku nasz start stał pod znakiem zapytania, właściwie do ostatniej chwili przewidzianej na zgłoszenia nie wiedziałem czy i z kim wystartuję. W końcu dałem się namówić Pawłowi na wspólny start, Marcin z Wiktorem również zapowiedzieli swój przyjazd, tym bardziej, że występowali jako obrońcy zeszłorocznego tytułu.
      23 lipca spotkaliśmy się w miejscowości Grabówko nieopodal Nowej Karczmy i po rejestracji przenieśliśmy się nieco dalej, nad pobliskie jezioro Psinko. Jest to łowisko prywatne z nowym właścicielem, który jak widać włożył masę pracy i pieniędzy aby łowiło nam się w przyjemnym otoczeniu. Nikt właściwie nie wiedział czego spodziewać się po tej wodzie, pojedyncze informacje mówiły o najpospolitszych gatunkach oraz znacznej głębokości.


      Na miejscu organizator przeprowadził sprawną odprawę i losowanie stanowisk. Nie poszczęściło się nam specjalnie, Paweł wylosował dla nas stanowisko nr 17 a Marcin z Wiktorem ulokowali się niedaleko, na stanowisku nr 14. Jedyny plus, to że nie musieliśmy targać gratów kawał drogi jak koledzy na stanowiskach pod lasem. Przygotowania zaczęliśmy w lekkim deszczyku od organizacji stanowisk oraz zanęty. Nieopodal u Wiktora i Marcina również nie próżnowano.

      Grunciarze mieli sporo czasu dla siebie, ukręcić nieco zanęty do koszyka i ustawienie fotela nie wymaga za wiele zachodu. Przy okazji Paweł przetestował nowy nabytek, ogromny parasol.


      Przygotowałem sobie na ośmiogodzinną turę zanętę w składzie, po pół paczki Traper Sekret Płoć i Karaś – Lin oraz paczkę zanęty o smaku/zapachu czerwonego robaka. Do tego puszka kukurydzy oraz pół paczki parzonego makaronu. Całość połączyłem z trzema paczkami ziemi bełchatowskiej  i dobrze domoczyłem. Zaplanowałem łowić batem 5 lub 8m a w razie potrzeby przygotowałem sobie odległościówkę.

      Wiktor instruuje Marcina przygotowującego zanętę.

      A to druga drużyna ekipy ForumWedkarskie.pl czyli Paweł i ja. Ja to ten w czapce, białej koszulce i moro Grubszy .
      O godz. 9.00 pierwszy sygnał na ciężkie nęcenie i kwadrans później zaczęliśmy zmagania. Na „dzień dobry” złowiłem ósemką dwie drobniutkie płoteczki i nastąpiła … przerwa w aktywności ryb. Przynajmniej na naszym stanowisku. Kolega obok zaczął z wysokiego „c” i złowił pięknego okonia. Sąsiedzi po drugiej stronie zajmowali się raczej plotkowaniem niż łowieniem, chociaż spławikowiec z tego duetu miał co robić. Zauważyłem, że łowił na dystansie więc i mnie pokusiło o uruchomienie odległościówki. Niestety, jedna płotka i moc splątań zniechęciło mnie do tej metody. Wróciłem do łowienia batem 8m. Wreszcie i do mnie odezwało się szczęście i zaczęły wychodzić z wody jakieś rybki. Brały głównie leszczyki nieco mniejsze od … dziecięcej dłoni ale każdy gram to punkt. Jednocześnie Paweł odławiał pickerem  podobne „okazy”. Czas szybko zleciał i zrobiła się godzina 17.15
      Ostatni sygnał zawodów dał nam przekonanie, ze zrobiliśmy wszystko co można było aby godnie zakończyć uczestnictwo w tej imprezie. Z niecierpliwością czekaliśmy na wagę ciekawi również innych wyników, szczególnie Marcina i Wiktora. W międzyczasie pozbieraliśmy i zapakowaliśmy do auta nasze graty, wymieniając się na gorąco wrażeniami z pozostałymi drużynami. Okazało się, że Wiktor z Marcinem uzyskali świetny wynik 7540g dzięki czemu zajęli 11 miejsce. Podobnie jak u nas w tej drużynie zadecydowały punkty ze spławika. Nasza drużyna niestety nie miała tyle szczęścia, a może umiejętności zabrakło… . Osiągnęliśmy wynik 3800pkt i dobre 19 miejsce w generalnej klasyfikacji zawodów. Zwycięzcy ułowili w sumie 13780gr, drugie miejsce to dwa kilogramy mniej, aby stanąć na najniższym stopniu podium trzeba było przekroczyć wyraźnie 10kg. Na tle tych wyników nasze osiągnięcia wypadały raczej blado ale zastawiliśmy w pokonanym polu dziewięć słabszych drużyn.

      Na koniec imprezy był zwyczajowy poczęstunek, jak w zeszłym roku pieczony dzik i bigos. Gdy już się najedliśmy poznaliśmy zwycięzców, których organizator uhonorował pucharami oraz nagrodami rzeczowymi.
      Podsumowując, impreza udana, zdrowa rywalizacja w przyjacielskiej atmosferze, możliwość pogadania z rzadko spotykanymi kolegami i również zawarcia nowych znajomości. Niestety zauważyłem również, że organizatorzy spuścili nieco z tonu jeśli chodzi o pulę nagród. W odróżnieniu od ubiegłorocznej edycji nie było oddzielnej klasyfikacji najlepszego gruntowca oraz spławikowca. Same nagrody dla zwycięzców również wydawały się nieco skromniejsze.

      Mimo to należą się słowa uznania dla organizatora za wkład pracy i zaangażowanie w samą organizację fajnej imprezy dla pomorskich wędkarzy. Mam nadzieję, że Puchar Aqua Star zagości na stałe w naszym kalendarzu.

    • Supergrover
      Ostatnio opisałem jak samodzielnie zrobić kulki proteinowe. Założenie miałem  takie, że w kolejnym artykule zrelacjonuję też jak wyszedł test tych kulasów nad wodą. W pierwszym odruchu pomyślałem o lokalnym, małym i komercyjnym łowisku w mojej najbliższej okolicy. Ryb jest tam stosunkowo dużo (kiedyś z synem w ciągu kilku godzin złowiliśmy około czterdzieści karpików w przedziale od 1 do 5 kg), więc pomyślałem, że właśnie tam uwiarygodnię skuteczność tych moich specjałów. Wybrałem się tam na trzygodzinną zasiadkę, ale przyroda postanowiła mnie pokarać. Karpie miały tarło i zupełnie nie chciały współpracować z wędkarzami. Szuwarkowe delicje również ich od amorów nie odciągnęły. Kolejne podejście wykonałem tydzień później, a jako testowe łowisko wybrałem tym razem wodę związkową.
      Nad jeziorem zameldowałem się stosunkowo późno. Zanim rozłożyłem sprzęt, zarzuciłem zestawy i zanęciłem wybraną miejscówkę minęła dziewiętnasta. Nęciłem kukurydzą konserwową, młótem browarnianym oraz moimi kulasami. Jako przynęta posłużyła moja kulka, a w drugim przypadku podparłem ją owocowym pop-up. Kolega na jednym z zestawów również założył kulkę szprota&kokos wraz z drugą pływającą o owocowym smaku. Do czasu aż poszliśmy spać nic się nie wydarzyło. Oddaliśmy się wędkarskiej gawędzie i sączyliśmy piwko. Przed północą poszliśmy spać. Sygnał centralki obudził mnie lekko przed trzecią. Po krótkim holu na brzegu wylądował niewielki karpik. Nad ranem kolega dołowił jeszcze dwa, a ja tuż przed samym powrotem do domu notuję kolejne dwa brania. W odstępie zaledwie paru minut. Pierwszy karp zrobił odjazd i zaparkował w trzcinach. Miałem na szczęście założone spodniobuty, więc z podbierakiem pod pachą poszedłem po delikwenta. Po powrocie, jeszcze z rybą w podbieraku miałem odjazd na drugiej wędce. Szybko nagrałem złowioną rybę telefonem komórkowym i wypuściłem ją do wody. Podbiegłem do drugiej wędki i zaciąłem. Czułem, że jest to większa ryba od poprzednich. Po kilku minutach na macie wylądował piękny golas. Po krótkiej sesji ryba w dobrej kondycji wróciła do wody.
      Wszystkie opisane tu ryby zobaczyć możecie na filmie do czego was oczywiście zachęcam. Niestety zaliczyłem też organizacyjną klapę, bo w momencie akcji z dwoma karpiami skończyła mi się pojemność na karcie SD. Szkoda, bo to było chyba najciekawsze kilka minut w moim dotychczasowym wędkarskim życiu.   Zachęcam Was też do samodzielnego robienia kulek. Nie jest to trudne, a  różnica w cenie jest całkiem spora. Poza tym nic tak nie cieszy jak karp złowiony na własnoręcznie zrobioną przynętę.
      Połamania kija, Marcin. 
       

    • Alexspin
      Ostatnio wpadły mi w ręce produkty firmy MIKADO – wędzisko Sicario SL Spin i kołowrotek Sicario 2007 FD z nawiniętymi już linkami – na szpuli głównej plecionka X-Plode 0,04mm na zapasowej żyłka Ultraviolet 0,10mm. Na początek opisy katalogowe i parametry zestawu:
       

      W mojej niemal 30-letniej przygodzie ze spinningiem, już kilkakrotnie przymierzałem się do różnych wyrobów MIKADO i jakoś nigdy nie przekonałem się do tej Firmy a to wędzisko mi nie leżało a to kołowrotek wydawał się zbyt delikatny. Kiedyś zakupiona żyłka Nihonto Silk Line 0,10mm o teoretycznej wytrzymałości 1,95kg rwała się jak nitka przy nawijaniu na kołowrotek. Przypadły mi do gustu tylko plecionki z serii Nihonto Octa Braid. Z tej przyczyny podszedłem do opisywanego zestawu z pewnym dystansem, ale jak mówi staropolskie przysłowie „darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby”. Tym bardziej, że wartość takiego zestawu przekracza w detalu 600zł. Dostałem, to przetestuję porównując z zestawem KONGERA (wędzisko Ultris Jig Micron 223cm/0,5-6g, kołowrotek Ultris Aqua 810 FD, żyłka KAMATSU Techron 0,10mm) za połowę wartości sprzętu MIKADO
      Pierwsze wrażenie.
      Wędzisko zapakowane w solidną tubę skutecznie chroniącą przed urazami transportowymi i w mięsisty pokrowiec.
        Design zarówno wędziska, jak i kołowrotka przyciągają wzrok. Elegancki, miły dla oka zestaw, zwłaszcza w porównaniu z mniej porywającym swoim
      wyglądem, choć wcale niebrzydkim KONGEREM. Wędzisko lekkie jak piórko, 30% lżejsze od Ultrisa. Kołowrotek tej samej wagi co kongerowski konkurent, ale sprawiający wrażenie solidniejszej konstrukcji. Troszkę niechętnie spoglądałem na jego srebrny lakier, ale matowa faktura nie powodowała blików.
      Pierwsze rozczarowanie.
      Jestem zwolennikiem ultralightów z wklejaną węglową szczytówką i takim wędziskiem jest Ultris, pod tym względem niemal genialna konstrukcja nie wykazująca żadnego przesztywnienia w miejscu łączenia z blankiem i łącznie z nim dająca płynne ugięcie 2/3 długości wędziska.
      Sicario to konstrukcja tiptube, na dodatek niestety z ugięciem fast i poniżej 1/3 długości sztywna niemal jak kij od miotły. Każdy ma inne przyzwyczajenia, ale dla mnie taka sztywność jest mało przydatna w zestawie wzdręgowo-okoniowym.
      Drugie rozczarowanie.
      Kompletnie nie przypasował mi uchwyt kołowrotka. Już przy dokręcaniu sprawił na mnie wrażenie „niedorobionego” a w trakcie łowienia okazał się wyjątkowo niewygodny. Przy zarzucaniu nie bardzo wiedziałem jak ułożyć dłoń. Zawsze trzymam uchwyt w ten sposób, że stopkę kołowrotka mam między palcem środkowym a serdecznym, Sicario trzymałoby mi się zdecydowanie wygodniej, ze stopką pomiędzy palcami wskazującym a środkowym, ale jak wówczas podebrać żyłkę z kołowrotka? Zestaw wyważony zupełnie prawidłowo, ale trzymało się go jakoś dziwnie.
      Użytkowanie, niemal same rozczarowania. Na początek oboje zawiesiliśmy na końcu 1” dwuogonkowe twisterki, ja z główką 1,5g, moja towarzyszka nawleczonego na sam haczyk – łączna  waga niespełna 1g. W tym miejscu katastrofa, Sicario opisane od 1g, nie ładuje się z przynętą przekraczającą 2g. Pierwszy rzut całkiem nieudany, drugi nieco lepszy, ale zaledwie około 10m. Tymczasem „paproszek” mojej towarzyszki leci co najmniej dwa razy dalej i w drugim rzucie zalicza pięknego okonka ponad 25cm (nie mierzyliśmy, bo wybraliśmy się bez miarki).
      A u mnie nic! Wędka zaczęła się ładować dopiero pod obciążeniem 1,5” twistera na 2-gramowej główce i mikro wahadłówki o ciężarze 3,5g a i tak odległość rzutów nie była imponująca. Za to swoją „jakość” ujawniła posiadająca rzekomo „idealnie okrągły przekrój poprzeczny”, niestety plaska plecioneczka-tasiemeczka X-Plode, której „niezwykle precyzyjny splot” rozwarstwiał się już podczas wiązania przynęty. Przy czwartym lub piątym energicznym rzucie uznała, że to nie dla niej i pozbawiła mnie wyżej wymienionej wahadłówki pękając powyżej węzła (trilene z modyfikacją). Okazało się, że nówka plecioneczka-tasiemeczka rwie się nawet w damskich dłoniach bez rękawiczek i daaaleeeko jej do deklarowanych przez producenta 3,4kg wytrzymałości.
      Doszedłem do wniosku, że może znacznie lepiej zestaw będzie sprawował się z żyłką. Niestety Ultraviolet rekomendowana jako „bez pamięci do odkształceń”, schodziła ze szpuli i wędrowała przez przelotki jak spirala, choć nawinięta była zaledwie kilka dni wcześniej. W porównaniu gdy dwa miesiące temu nawinięty Techron z zestawu kongerowskiego, nie wykazywał aż takiego skrętu.
      Wróciłem do paproszków, licząc na to, że poprzednie niepowodzenia były skutkiem użycia plecionki. Niestety, efekty były takie same, gdyż rzuty hamowała pewnie spiralność żyłki, choć z drugiej strony okazała się wyjątkowo mocna i nie puściła, nawet gdy zawiązałem na niej niemałego 5-gramowego woblerka. Niestety, podczas gdy moja współwędkarka skusiła na, maleńką, suchą muchę (0,6g) jeszcze jednego małego okonka i dwie ukleje pokaźnych rozmiarów, ja nie poczułem nawet puknięcia. Doszedłem do wniosku, że albo ja jestem ślepy i nieczuły, albo wędka niestety głucha.
      Jedynym jasnym punktem tego popołudnia był kołowrotek. Mięciutka praca przypominała kołowrotki SHIMANO, choć ciut trudniejszy do zbicia był kabłąk, ale zamykał się również niemal bezgłośnie. Równiutko nawijał zarówno żyłkę, jak i plecionkę. Mimo spiralnej postaci żyłki, ani raz nie spowodował brody. Mogę po tym krótkim teście z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, że jako jedyny element zestawu spełniał swoją rolę wzorowo. Nie wiadomo oczywiście jak będzie z trwałością, ale jak na maszynkę za niespełna 150 zł, nie mogę mu niczego zarzucić i mogę polecić użytkownikom zestawów UL z niezbyt zasobną kieszenią.
      Podsumowanie.
      Reasumując moje obserwacje z kilkugodzinnych prób łowienia i porównania z – choć nie tak „markowym” i połowę tańszym – zestawem o podobnym zastosowaniu, moja ocena brzmi:
      wędzisko NIE. kołowrotek zdecydowanie TAK. plecionka zdecydowanie NIE. żyłka z zastrzeżeniami TAK.  
       

    • Supergrover
      Odkąd zacząłem interesować się karpiarstwem chciałem zrobić własne kulki proteinowe. Gdzieś tam z tyłu głowy kołatała się myśl, że może uda mi się też złapać na nie karpia. Nawet w najśmielszych snach nie przypuszczałem, że stanie się to już przy pierwszym podejściu i to w takim stylu… 


      W tym artykule opiszę jak takie kulasy przygotowałem, a w kolejnym zrelacjonuję moją wędkarską przygodę z nimi w roli głównej właśnie.
      Ważnym argumentem przemawiającym za domową produkcją jest cena kulek. Markowe i dobre jakościowo produkty to koszt nawet 100 złotych za kilogram. 
      Jeżeli uwzględnimy, że na karpiową zasiadkę potrzebujemy minimum kilka kilogramów takiego towaru, to jest to już niebagatelny wydatek. Oczywiście dostaniemy też kulki za zdecydowanie mniejsze kwoty (od 20 złotych), ale ich skład jest wielką niewiadomą. Potem może okazać się, że ryby nie będą takimi kulkami zainteresowane, a my na próżno oczekiwać będziemy na branie. 
      Czy istnieje zatem możliwość korzystania z jakościowo dobrych kulek za stosunkowo niewielkie pieniądze? Tak, pod warunkiem że kulki zrobimy samodzielnie.
      Dość długo przeglądałem internet w poszukiwaniu optymalnego przepisu. Trafiłem w końcu na recepturę Marcina Janica i trochę ją zmodyfikowałem. Nie bez znaczenia była też pomoc Adama z B.Baits (zawodnicy łowiący na kulki tej firmy wygrali dwukrotnie prestiżowe zawody Srebrny Hak), który cierpliwie odpowiadał na wszystkie moje pytania. 
      Skład kulek oraz orientacyjny koszt zakupionych przeze mnie produktów: 
      1.    Mąka kukurydziana (500 gramów) 2 zł.
      2.    Mleko w proszku (500 gramów) 10 zł.
      3.    Mąka pszenna (332 gramów) 1 zł.
      4.    Mąka sojowa (332 gramów) 6 zł.
      5.    Szproty wędzone (400 gramów) 10 zł. (promocja w Lidl),
      6.    Wiórki kokosowe (200 gramów) 3 zł,
      7.    12 jajek  5 zł.

      Na wstępie rozbijamy jajka. Pamiętajcie aby wrzucać je razem ze skorupkami. To przecież materiał zbudowany w 95 procentach ze związków nieorganicznych. W skorupce występuje aż 25 minerałów, a ich skład zbliżony jest m.in. do składu ludzkich kości. Ponoć skorupki jaj kurzych można bezpiecznie spożywać i to z korzyścią dla zdrowia! Karpie wiedzą takie rzeczy intuicyjnie  Do jajek dodajemy zmielone szprotki oraz wiórki kokosowe, a całość mieszamy (warto skorzystać z blendera). Wszystko odstawiamy i zabieramy się za przygotowanie bazy do kulek.
          Bazę tworzymy poprzez wymieszanie następujących składników: mąki kukurydzianej (30%), mleka w proszku (30%), mąki pszennej (20%) oraz mąki sojowej (20%). Zwrócić należy uwagę na rodzaj tej mąki. Mąkę odtłuszczoną wykorzystujemy do produkcji kulek tonących, a tłustą do tych typu pop-up lub zbalansowanych. Moje kulki miały być tonące, więc skorzystałem z mąki sojowej odtłuszczonej. Wszystkie składniki bazy wsypujemy do mocnego worka na śmieci. Worek pompujemy, a całość mieszamy (jak pokazałem na filmie). Następnie stopniowo dodajemy bazę do części płynnej i wyrabiamy ciasto.
          Ciasto ma właściwą konsystencję, kiedy odchodzi od ręki. Każdy kto pomagał żonie przy drożdżówce, lub robił choć raz ciasto na pizzę będzie wiedział kiedy jest dobre. Następnie owijamy je w folię i wkładamy na 1,5 godziny do lodówki żeby się „przegryzło”.

          W dalszej części naszych kulinarnych zmagań przystępujemy do przygotowania wałków. Można to zrobić ręcznie, ale wtedy kształt kulek będzie nieregularny (może to być zaletą, bo karpie do takiej przynęty podejdą bardziej ufnie). Moje ciasto przepuściłem przez dyszę zamontowaną na końcu maszynki do mielenia mięsa (korzystałem z zestawu do nabijania kiełbas). Trzeba pamiętać, że ciasto po przepuszczeniu przez dyszę zwiększa swoją średnicę. Jeżeli robimy (tak jak w moim przypadku) kulki o średnicy 16 mm, musimy przygotować stosunkowo węższe wałki. Moje miały 14 mm i przyznam, że były trochę za szerokie.

      Wałki wrzucamy do rollera (można dostać go już za niespełna pięć dych) i kręcimy kulki. Potem wrzucamy je do pojemnika z niewielką ilością bazy i obtaczamy. Spowoduje to, że kulki nie będą się do siebie kleić. 
          Teraz pozostaje nam już tylko zagotować wodę (dadajcie do niej sól, która zadziała jak konserwant zwiększający żywotność produktu) i nasze kulki poddać termicznej obróbce.
      Swoje wyciągałem po 2’ od wypłynięcia, ale przy innych średnicach ten czas może być różny.
      Wystarczy je jeszcze wysuszyć i można śmigać nad wodę. Pamiętajcie, że dłużej suszona kulka jest trwalsza, ale jak będziecie suszyć ją krócej to będzie intensywniej pracować w wodzie.
      Według mnie warto zająć się produkcją kulek. Nie jest też to szczególnie trudne. Ich koszt jest stosunkowo niewielki (zapłaciłem 37 PLN za 2,6 kg kulek), a skład pewny. Nic też tak nie cieszy jak kapiszon złowiony na własnoręcznie zrobioną przynętę. 


      Jeżeli kogoś z Was zainteresował mój artykuł zachęcam do obejrzenia filmu. Pokazałem w nim jak krok po kroku takie kulki zrobić. Na końcu zademonstrowałem też ryby jakie na te kulki wraz z kolegą złowiłem. Wyniki połowów przerosły moje oczekiwania. Wy też spróbujcie! Pozdrawiam, Marcin.
       

    • Supergrover
      Sezon wędkarski jeżeli tylko pogoda na to pozwala rozpoczynam na lodzie. Potem na przełomie zimy i wiosny staram się wybrać gdzieś z batem na kanał, a kolejnym żelaznym punktem w moim wędkarskim terminarzu jest wiosenny feeder. Zazwyczaj sezon feederowy zaczynam w kwietniu.  Optymalne warunki do takiego wędkowania to stabilne (przez kilka dni) ciśnienie oraz świecące słońce. Ważny jest też wybór miejsca. Szukam zawsze płytkich zatoczek i wybieram takie w których stronę wieje wiatr. Wiatr spycha górną warstwę ogrzanej słońcem wody w stronę tej zatoczki i temperatura wody jest tam wyraźnie wyższa. Ryby takich właśnie miejsc na wiosnę szukają.

      Staram się żeby zestaw na jaki łowię był jak najbardziej czuły. Ryby żerują w tym czasie dość chimerycznie, brania są delikatne, a poza tym dla wielu gatunków (chociażby leszcza i karpia) jest to czas tarła, więc rybkom bardziej amory w głowie niż jedzonko.

      Od dawna nie używam już rurek antysplątaniowych czy innych tego typu wynalazków. Zestaw końcowy usztywniam poprzez wykonanie skrętki, na szczycie której umieszczam krętlik. Do krętlika przyczepiam koszyczki zanętowe, które w zależności od potrzeb mogę bezproblemowo wymieniać. Na wstępie jest to duży koszyk którym nęcę. Po wybraniu odpowiedniego miejsca do wędkowania, żyłkę główną zaczepiam na klipsie kołowrotka. Dzięki temu nęcę i łowię w tym samym miejscu. Długi (minimum 50 cm) przypon umieszczam na końcu skrętki. Ważne jest żeby haczyk znajdował się znacznie poniżej koszyczka, bo pozwoli nam to uniknąć splątań.  Niebagatelną rolę odgrywa tutaj żyłka główna na klipie kołowrotka. Po zarzuceniu zestawu gdy zblokuje się ona na kołowrotku cały nasz zestaw prostuje się i dzięki temu sygnalizacja brań jest jeszcze lepsza.

      Jeżeli chodzi o haczyki to używam tylko kutych i tylko tych z oczkiem. Rozmiar jaki stosuję to 8 i 10. Przypony wiążę za pomocą węzła bez węzła, a włos kończę (w zależności od tego na jaką przynętę wędkuję) gumką lub push stopem. Warto też żyłkę zamienić na miękką plecionkę, bo karpie mają dość ostrą płetwę grzbietową i żyłka stosunkowo często się przeciera.
      Jeżeli chodzi o przynęty to musicie kombinować. Sugeruję żeby były raczej małe, ale co w danej chwili posmakuje rybkom trudno stwierdzić. Nad wodę zabieram robaki, kukurydzę, pellet (8-10 mm) i mielonkę.
       
      Jeżeli zainteresował Was artykuł zachęcam do obejrzenia filmu z takiej właśnie wiosennej wędkarskiej zasiadki.
       
       

×