Witam, piszę tutaj bo jestem w zakłopotaniu. Przez całą jesień czytam o szczupaku i wszystkie opisy łowisk na które trafiam to albo typowo linowo szupakowe jeziora albo bardzo głębokie. Jezioro na którym się skupiłem jest 4 kilometrowym akwenem wijącym się niczym wąż o szerokości około 300-400m. i maksymalnie 4 m głębokości. Ów jezioro łączy się z typowo sielawowym ogromnym jeziorem o dużej głębokości poprzez krótki kanał i zastanawiam się czy te ryby tam w ogóle są czy może jednak wszystkie uciekły na głębokiego brata obok . Staram się łowić w najgłębszych spadach zaraz pod trzciną gdzie głębokość sięga 2.5-4 metrów na 10-12 cm gumy, woblery oraz duże obrotówki i wahadłówki. Póki co bicia były jedynie na perłowe gumy i największym okazem był szczupły 62 cm .
O wrześniu i październiku czytać można dużo a co z listopadem na tego typu jeziorach ? Wszędzie wszyscy polecają albo troling albo właśnie połów pod spadem przy trzcinie tylko co do trolingu to mam obawy czy to nie jest za płytkie jezioro ? Ów jezioro nie posiada górek ani dołków, raczej jest płaskim blatem schodzącym z 1.5m do max 4. Są jeszcze pasy trzcin gdzie muliste dno jest na głębokości od 0.5m do 1m i pytanie czy warto w ogóle tam marnować cenny czas którego już w listopadzie zostało tak mało ? Charyzmy mi nie brakuje tylko czasu i doświadczenia na tego typu zbiornikach chwycę się każdej rady i chętnie przetestuję.