Cześć!
W tym poście chciałabym się poradzić na temat techniki łowienia na metodę. Łowię na koszyczkach mikado, zamontowanych na sztywno, ze szybkozłączką. Korzystam z gotowych przyponów do metody. Generalnie w większości wypadków łowienie jest bardzo proste, tzn. zarzucam, ustawiam wolny bieg, kiedy drga szczytówka i żyłka odjeżdża to mam zaciętą rybę. Ostatnio byłam jednak na bardzo specyficznym łowisku* i non stop powtarzała się taka sytuacja: szczytówka ugina się i ostro "wariuje", żyłka nie odjeżdża, po podniesieniu wędki na haku ryby nie ma. Takich brań było ze 20, jednak na hak złapał się jeden lin Gdzie waszym zdaniem tkwił błąd i co można zrobić w takiej sytuacji, żeby zaciąć rybę?
*łowisko to prywatny staw, bardzo mocno zarybiony (głównie karpiem), na którym praktycznie nie ma wedkarzy. Każdy zarzut wędką kończy się natychmiastowym braniem - o ile jest to spławik i kukurydza Kulki i pellety nie zdają egzaminu.