Marcin0133
Forumowicz-
Postów
19 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Informacje o profilu
-
Imię
Marcin
-
Lokalizacja
Poznań
Ostatnie wizyty
Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.
Marcin0133 Osiągnięcia
-
Witam was serdecznie, pokusiłem się by napisać kolejnego posta, gdyż miałbym kilka pytań na które chciałbym usłyszeć odpowiedzi od was, czyli od tych bardziej doświadczonych wędkarzy :). Osobiście powoli kończę sezon, gdyż jestem zapalonym feederowcem... no może nie tak dokońca, gdyż łowię głównie na pickery Flagmana, a im do cięższego feederka troszkę brakuje :). Niestety ten rok nie był dla mnie do końca udany. Łowię na PZW Poznań oraz Zielona Góra, jednakże udało mi się złowić tylko kilka ładnych karasi oraz małych linów :(. Muszę powiedzieć, że sam zastanawiam się nad tym czy rybostan już wysiada, czy jednak ten rok był po prostu jakiś "nie ten". Przejdę jednak do meritum. Przez większość roku używałem gotowych zanęt Genlog łączonych z ziarnami kukurydzy, które dawały raczej słabe/średnie efekty (Tak swoją drogą, czy ktoś z was je zna? Jaka jest wasza opinia na ich temat?). Z Przyszłościową myślą zastanawiam się już nad przyszłym rokiem. Chciałbym poeksperymentować z tworzeniem własnej zanęty. Nie jestem jakimś bogaczem, dlatego myślę, że w grę wchodzi tworzenie bazy z pelletów. Myślę nad markami: - Skretting. - Coppens. - Aller Aqua Wszystkie w wersji "Coarse" (czyli chyba zapachu rybnym tak?). Część pelletów chciałbym zmielić a część zachować jako grubszy dodatek. Do bazy chciałbym również dodać różnego rodzaju naturalne zapachy, takie jak kminek, czosnek oraz przyprawa z piernika bądź może jakieś atraktory owocowe. Czy myślicie, że to zadziała? Czy tak sporządzona zanęta może się sprawdzić, czy polecacie dodawać jednak jakieś składniki, które zrobią mgiełkę bądź zwiększą pracę zanęty? Mam również przygotowane 200kg ziaren typu konopia, kukurydza, pęczak, jednak nie wiem czy gdy je dodam, ryba zbyt nie nasyci się samą zanętą. Dodatkowo chciałbym również używać stworzonej mieszanki do metody. Dodatkowo, chciałbym zakupić już w grudniu część pelletów i zacząć robić z nich zanęty do worków strunowych. Jednakże martwię się, że do sezonu straci ona zapach i swoje właściwości, a chciałbym by starczyła mi na prawie cały rok. Czy myślicie, że zabieranie się za robienie zanęty na przyszły rok już teraz to zły pomysł? Łowię również na metodę, jednakże jej wyniki były raczej słabe... Małe leszcze, krąpiki, nic co mogło by ucieszyć oko. Osobiście posiadam różnego rodzaju pellety oraz kulki o wielkości 8mm od firmy Meus, Match pro czy innych "tanich" marek. Jednakże w większości ryby na nie w ogóle nie biorą. Czy jesteście w stanie polecić jakieś w miarę dobre pellety oraz kulki w rozsądnej cenie, które w miarę uniwersalnie będą funkcjonować na każdej wodzie? Wybaczcie za taki esej, jednakże chciałbym się porządnie przygotować do kolejnego sezonu i na prawdę liczę na kilka słów porady. Dzięki za każdą myśl wniesioną do tematu. Serdecznie pozdrawiam :).
-
Super, i tak dziękuję za wyczerpującą odpowiedź. Miło, że spojrzałeś na temat przede wszystkim z obiektywnego punktu widzenia. Nie chodzi tutaj o jakąkolwiek formę kłusownictwa. Na moich zasiadkach odchodzę tylko na kilka metrów od wędek żeby ewentualnie ukryć się w cieniu. Rozwiązania o których napomniałem miały na celu tylko zwiększenie ilości brań a nie kłusowniczy -dzienny jak i nocny- połów ryb. Metodą właśnie zainteresowałem się gdyż łowię na raczej spokojnym jeziorze i chciałem skupić się na precyzyjnym nęceniu punktowym, aczkolwiek nigdy prędzej nie używałem klipsa na kołowrotku służącego do blokowania żyłki i wyznaczania odległości rzutu, przez co teraz trochę się boję, że niefinezyjne rzuty mogą uszkodzić mi wędkę. Co do lekkiej bombki, na chwilę obecną używam tego: https://allegro.pl/oferta/sygnalizator-bran-podwieszany-24-cm-rurka-6600992348 ale na dniach na pewno zainwestuję w kilka lżejszych sygnalizatorów podanych przez ciebie w twojej wypowiedzi. Dzięki jeszcze raz za czas spędzony na pisaniu tak wyczerpującej odpowiedzi!
-
Zgadzam się, dodam, również, że jakakolwiek metoda, czy to spławikowa, gruntowa czy method feeder powinna być uważana za barbarzyństwo... przecież jak to możemy zaciąć rybę zwinnym pociągnięciem wędki bądź momentem zwrotnym wytwarzanym przez wędkę bądź obciążenie położone na żyłce, przecież to karygodne. Osobiście PZW powinno wprowadzić obligatoryjne połowy manualne które polegałyby na wchodzeniu do wody i łapaniu ich gołymi rękoma. Ale koniec końców to tylko moja opinia.
-
Hm, a w praktyce sens samozacięcia z "oryginalnej" , nieprzelotowej metody nie zostanie kompletnie zaburzony? Edit: Zresztą nie ma co za bardzo się rozpisywać, trzeba faktycznie spróbować przelotowego koszyczka do metody i włosa z plecionki 0,08 w praktyce, zobaczymy jak to wszystko się spisze. Jeszcze raz dzięki za wszelkie porady!
-
Super, i właśnie o taką poradę mi chodziło. Postanowione, koszyczki do metody będą montowane na stałe. Mam bardzo lekkie bojki, więc zamontuję je trochę wyżej na wędce (teraz montuję powyżej 1 przelotki) i będę liczył na to, że zestaw się sprawdzi. Dzięki za cenne porady, z pewnością wprowadzę je w życie! +1 Like.
-
No właśnie tutaj leży pies pogrzebany... Jestem raczej osobą która lubi sobie łowić w samotności w otaczającej naturze, przez co łowię często z trudno dostępnych miejscach z przyzwoitym brzegiem otoczonym jednak dużą ilością drzew i krzewów. Ostatnio zainwestowałem w średniej długości kije jaxon zaffira 2,7m, gdyż nie mogłem znaleźć wędek w przyzwoitej cenie z drgającą szczytówką o podobnej długości co ta wyżej wymieniona. Kupiłem również dwa kołowrotki Okuma Pulzar Baitfeeder, co jeszcze bardziej zredukowało mój budżet. Koniec końców chyba źle zrobiłem i teraz szukam opcjonalnego rozwiązania na zamontowanie na powyższe zestawy method feeder'a w sposób by ten był w miarę skuteczny i sygnalizował brania zarówno większych jak i mniejszych ryb za pomocą bojki, tzw "policjanta".
-
No cóż, wypuszczam wszystko, bo nie jestem zwolennikiem zabijania ryb, no i nie zmuszają mnie do tego warunki i standard życia. Łowię, bo lubię spędzać czas wśród natury i osobiście mierzyć się z rybą a powyższe idee mają tylko wpłynąć na zmniejszenie ilości pustych zacięć, zwiększenie skuteczności połowów. Osobiście nie widzę w tym nic dziwnego. Nie wyrzucam do wody siatek ani żyłek z hakami tylko czatuję przy wędkach i czekam na pojedynek z rybą, ot co.
-
Nie za bardzo rozumiem nazywanie tego pomysłu barbarzyństwem. W tym złowieniu za wszelką cenę może trochę się godzę, bo każdy z nas ma satysfakcję ze złowionej ryby. Podczas połowów nigdy nie miałem problemów z odhaczeniem ryby za pomocą krótkich szczypów, poza tym każda z nich i tak wraca do wody uprzednio będąc potraktowana fish-aidem. Przecież nawet sama metoda na stałe zacina rybę oporem koszyka, więc nie do końca rozumiem nawiązanie.
-
Hm, to trzeba będzie zrobić zestaw przelotowy. Martwią mnie tylko 2 rzeczy, mianowicie kwestia samozaciecia oraz to czy przelotowy koszyk nie sprawi, że zaneta podczas rzutu wyleci albo sam haczyk z peletem się z niej nie wysunie. A co do stopera obmyslilem to tak: daje go ok 40 cm nad koszykiem, rybka bierze, ucieka z pelecikiem, wolny bieg podaje jej żyłkę, po 40 cm stoper trafia na koszyk i bam, pod wpływem oporu koszyka w mule rybie wbija się haczyk.... albo opuszcza go na dno że względu na opór
-
Czyli zrobić koszyk do metody po prostu przelotowo? Czy podczas montażu zestawu blokować koszyk stoperkiem położonym ok 30 cm nad koszyczkiem?
-
Problem leży w trochę innym miejscu. Drgająca szczytówka jest bardzo czuła, przez co porusza się podczas brania ryby nawet w zestawie z koszykiem zamontowanym w sposób stały (nie przelotowy). Ja takowej drgającej szczytówki nie posiadam a zastanawia mnie fakt, czy będę te brania widział na mojej bombce, gdyż zestaw zamontowany na stałe uniemożliwi rybie wysuwanie żyłki, póki ta nie przeciągnie 30g koszyka po mule na dnie, a gdybam, że mniejszy białoryb typu 20cm leszcz da radę w ogóle taki koszyk przesunąć.
-
Witam, mam małe pytanie związane z method feederem. Ostatnio zainteresowałem się tą metodą połowu, jednak osobiście nie miałem z nią styczności ( zawsze używałem zwykłego koszyczka na rurce). Niedawno kolega chwalił się, iż frekwencja brań znacznie mu wzrosła, gdy zmienił sposób mocowania przynęty z haczyka na włos. Postanowiłem przerzucić się na włos i ku mojemu zaskoczeniu ryby znacznie chętniej pobierają przynętę która znajduje się kilka mm poniżej haczyka. Chciałem pójść kilka kroków dalej, montując do zestawu również koszyk do metody i tutaj właśnie pojawił się problem. Ze względu na długość i przyjemność z użytkowania łowię na wędki zaffira spinning 30-90g o długości 2,7m i nie posiadam drgającej szczytówki. Zastanawiając się nad montażem koszyka doszedłem do wniosku, że brania będą ciężko widoczne lub co gorsza w ogóle ich nie dostrzegę, gdyż jako sygnalizatora używam lekkiej bojki mocowanej na żyłce i przelotce. Ze względu na lekko muliste dno i sporo średniej ryby bojka nie będzie podskakiwać i opadać przy braniu średniej ryby gdyż ta nie przeciągnie 30g koszyka by wskazać mi branie. Z drugiej strony czy przelotowy zestaw do metody nie będzie utrudniać samo-zacięcia ryby, bądź nie będzie sprawować się tak jak zwykły koszyk? Z przesuwającego się koszyka może podczas rzutu wylatywać haczyk z przynętą. Może któryś z doświadczonych wędkarzy mógłby poradzić coś na powyższe problemy? Z góry dzięki za odpowiedź!
-
Hm, nie posiadam spławików z własnym obciążeniem. Takowe zawsze kojarzyły mi się z wagglerami mocowanymi "na stałe" na żyłce. Osobiście używam krótszej wędki Okuma, przez co wagglery raczej nie wchodzą w grę ze względu właśnie na jej długość, dlatego spławiki przelotowe, regulowane stoperkiem wędkarskim zawsze były dla mnie faworytami. Pozdrawiam!
-
Super, dzięki za wszystkie porady. Człowiek zawsze bogatszy o nową wiedzę. Czas przetestować ją na łowisku podczas sobotniego wypadu :).
-
Dokładnie tak jak mówisz, spławik dobrze radzi sobie z falą, jednak wiatr trochę go sponiewiera :). Ważne, że upewniliście mnie w przekonaniu co do niedociążenia i faktu, że można nim łowić "na 2 sposoby"!. A co do zanęty, jak wspomniałem w poście, często używam pęczaku/kukurydzy wraz z atraktorem i dodatkiem mielonej konopi i wywaru z kukurydzy (dobrze klei). Ostatnimi czasy mam jednak raczej leciwe brania i zastanawiam się czy nie przekarmiam ryby i czy nie powinienem mieszać zanęty z gliną/ziemią uniwersalną w stosunku 1:2. Po zastosowaniu zanęty często na moim łowisku żeruje lin bądź karaś (wypuszcza masę małych bąbelków na taflę wody), ale jednak nie chce brać. Myślicie, że ten fakt spowodowany jest przekarmieniem ryby czy raczej aż nadto zmienną pogodą i niską temperaturą?
