Chciałem poszukać ciekawych informacji, a trafiłem na żyłę złota. Szanowni Panowie, 26 lat mojego życia regularnie spędzam na działce nad jeziorem i wędkuję. Moja rodzina i sąsiedzi łowią tu od ponad 50 lat. W dodatku, żegluję, pływam i nurkuję praktycznie na całej długości i szerokości jeziora. W różnych porach roku od wczesnej wiosny po późną jesień. Historia pamięta jak tłuczono ryby prądem, osobiście wielokrotnie zaplątywałem się w rozstawione sieci, nie zliczę ile wyciągnąłem z wody pułapek styropianowych na węgorze i ile razy jedyna łódź motorowa z rana śmigała po jeziorze kiedy wszyscy śpią. Kiedyś tu były potężne leszcze, ogromne płocie, sam ciągnąłem naprawdę solidne okonie i szczupaki, liny i karpie, były krasnopiórki, ryb w bród, ale to było solidne x lat temu. Od lat całe nasza sąsiedzka społeczność wędkarska widzi co się dzieje. Pomijam, że sam osobiście widziałem rozstawione sieci kurtyny z cieńkiej żyłki w której klinowały się i raniły ryby. Także jak słyszę o spoko dzierżawcy to ze śmiechu nie mogę. Płocie po 8zł za kilo gdzie już popyt ma taki, że podaż nie nadąża i coraz mniejsze sprzedaje.