Witam wszystkich.
W sobotę spotkała mnie niemiła sytuacja, którą chciałem się z wami podzielić.
Wybrałem się z żoną i dziećmi na ryby. Sieciechów, jezioro Czaple. Na owym jeziorze jeszcze dwa lata temu można było fajnie spędzić czas i nieźle powędkować w dzikich miejscach. Te dwa ostatnie lata to prawdziwy wysyp małych pomostów stawianych przez miejscowych, jak się okazuje niekoniecznie wędkarzy. Rozłożyliśmy się na jednym z takich "pomoscików". Podsypałem wodę, kije postawiłem i zabrałem się za wędki dzieciaków (oczywiście też mają zezwolenia). Po około godzinie pojawiła się parka ludzi około 50 lat. Kazali nam się zwinąć bo jak stwierdzili pomost postawili oni i TYLKO dlatego jest on ich a będą się tu kąpać (łowisko PZW a pole przylegające do zbiornika nie ich). Jak się domyślacie odmówiłem. Poszli więc w stronę jedynej w okolicy działki rekreacyjnej gdzie bawiło się sporo więcej ich rówieśników. Po chwili wrócilo 5 facetów z dużym psem (bez kagańca). W niewybrednych słowach kazali nam się zwinąć. Gdy odmówiłem kolejny raz jeden z nich wziął moje wędki z pomostu i rzucił nimi na drzewa. Pies ewidentnie się do nas wyrywał. Dzieci w ryk. Ubliżanie głównie mojej żonie która stanęła w obronie dzieci... Nie widząc innego rozwiązania zadzwoniłem na policję. Goście w wodzie w miejscu gdzie wedkowalem, niedaleko pomostu, spędzili 2 może 3 minuty i wrócili na wspomnianą działkę. Syn dalej płakał i krzyczał że już nigdy nie pojedzie na ryby, po prostu jakiś dramat. Po przyjeździe policji, policjant też wędkarz stwierdził że nic im nie można zrobić bo: pies bez kagańca nie znajduje się na liście ras niebezpiecznych ponieważ jest mieszańcem, mój sprzęt nie uległ uszkodzeniu oprócz zerwanych o drzewa zestawów a jeśli chodzi o ubliżanie żonie mogę założyć sprawę cywilną... Po chwili przyszedł właściciel wspomnianej działki rekreacyjnej i przy policjancie zapytał jak ta sprawę możemy załatwić. Ponieważ nie dało się ugrać na tym nic więcej poprosiłem o to żeby najbardziej agresywny z nich przyszedł i przeprosił moja żonę. Tak też się stało ale równo z przeprosinami dodał że za godzinę przyjdą znowu wskoczyć na kilka minut i ma nas już nie być bo zrobią to samo na co policjant tylko rozłożył ręce. Dodam że pracuje w różnych krajach za granicą, w domu jestem gościem i każdą chwilę próbuje wykorzystać na spędzenie czasu z rodziną. Tego dnia pojechaliśmy do domu...
Dlatego pytanie do was czy mieliście podobne sytuacje i czy wiecie może o przepisach które by w przyszłości pozwoliły rozwiązać takie sytuacje?
No i nie piszcie "czemu się nie przeniosłeś". A to dlatego że pomosty z boku też mogły być "czyjeś" i sytuacja mogła by się powtórzyć :) . Zanętę w wodzie oczywiście pomijam