Witam wszystkich. Od jakiegoś czasu jestem bardzo sfrustrowany i deprymuje mnie sytuacja, o której wam opowiem. Łowienie na spławik mi się w ostatnim czasie znudziło, postanowiłem zatem , że przerzucę się na gruntówkę. Miałem akurat dość sztywną wędkę Jaxon Adventure Telecarp 390 cm, więc na nią postanowiłem łapać. Zestaw jaki sobie wybrałem to niezbyt duży koszyczek obustronnie otwarty (bez obciążenia), haczyk nr 8, żyłka 0,18, aha i jeszcze rurka antysplątaniowa. Łowię na Zalewie Zemborzyckim w Lublinie, gdzie największa populacja to leszcze, więc taką zanętę stosowałem. Na haczyku 2 robaki białe, kukurydza i znów dwa robaki. Rzucałem na odległość 40 - 50 metrów, gdzie głębokość to może 10 - 15 metrów. Zazwyczaj od 17 do 20 miałem kilka stuprocentowych brań (mam sygnalizator zarówno dźwiękowy, jak i zwykły, więc ciężko mi branie przegapić). I tu zaczyna się mój problem. Zacinam rybę w odpowiednim momencie, jak sygnalizator idzie mocno w górę. I za każdym razem po zacięciu okazuje się, że ryby na haczyku nie ma! Może mi powiecie gdzie tkwi mój błąd?? Wędka, zestaw czy może i coś innego? Czekam z niecierpliwością na Wasze rady, bo mnie już cholera bierze jak myślę o moim problemie...