Dzień dobry wszystkim. Mam pytanie ale najpierw opiszę sytuację. Na wstępie powiem, że przygodę z wędkarstwem zacząłem kilka miesięcy temu. Zawsze wypuszczałem złowione ryby. W czwartek postanowiłem wyjątkowo pierwszy i raczej ostatni raz rybę zabrać i później zjeść z kumplami. Byłem dwa dni na rybach, ryba została złapana pierwszego dnia rano i wpisana do rejestru. Żeby się nie męczyła w siatce ani nie psuła zabita w reklamówce poprosiłem kumpla, żeby mi ją oporządził i zamroził, bo nie wiedziałem ile zostanę na łowisku. Popołudniu miałem kontrolę. Na wieść, że ryba już w lodówce kontroler powiedział "tak się ku*** nie będziemy bawić" i bardzo się zdenerwował. Przeklinał głośno. Powiedział, że mam ją trzymać w siatce aż będę jechał do domu , żeby mógł ją zmierzyć przy kontroli i że on mi już odpuści ale jak będzie tego samego dnia jeszcze jakaś kontrola to mi pewnie zabiorą uprawnienia! Wiem, że ryby w siatce nie można trzymać dłużej niż dobę (kontroler widocznie nie wiedział) ale nie spotkałem się z żadnym przepisem, który by mi zabraniał wzięcia jej czy nawet zjedzenia przed opuszczeniem łowiska. A on powiedział, że "tak jest wszędzie!". Oczywiście mogłem powiedzieć, że jestem drugi raz tego samego dnia na rybach i by było po sprawie ale nie mam w zwyczaju kłamać a i nie wiedziałem, że taki przepis jest. Pytanie, czy on miał rację i istnieje przepis, który mi nakazuję trzymać rybę na łowisku aż będę kończył zasiadkę? I czy obowiązuje on nawet wtedy, gdy zamierzam zostać na łowisku jeszcze kilka dni?? Nie daje mi to spokoju, zwłaszcza krzyki i przekleństwa tego chama. Dziękuję za ewentualne odpowiedzi i pozdrawiam wszystkich serdecznie.