Witam
Mam problem ze złowieniem dosłownie czegokolwiek. Mam własne jeziorko gdzie są liny i karasie, nie mam problemu z ich łowieniem, problem pojawia się gdy ide na inne łowisko. Przykład? Jezioro Nielbark, kilka godzin spedzonych z wędką i spławikiem i nic, poza kilkoma leszczami wielkości 5-10cm oraz jeden boleń 10cm.
Łowiłem także na starorzeczach gdzie udało mi się złapać przez kilka dni jedynie jednego lina 30cm a tak to cisza godzinami, dniami cisza.
Szedlem takze na rzeki gdzie zarzucałem gumy na spinning niestety nic, na spławik udało mi sie jedynie kilkanascie okoni wielkosci palca złapać. Dodam że na morzu w Norwegii łapałem dorsze na spinning od 1 do 10 kg, turboty, czerniaki i bezproblemowo wszystko szło, natomiast tu mam wieczny problem, pozrywane zestawy i 0 brań.
Mój zestaw na spławik to spławikstały/przelotowy 2g, śrut cały zaraz przed przyponem, przypon 15-20cm, hak 8, na haku czerwony robak/kukurydza.
Zestaw na spinning przypon 15cm 8kg, haczyk 8g, guma 8-10cm.
Wydaje mi się że dobrze są zestawy wygruntowane. Nęce metodą negatywną najpierw 3 kulki wielkosci mandarynki, nastepnie co jakis czas jedna kulka (zaneta to kupna zaneta 50%, bułka tarta 30%, ziemia 15%, kukurydza 5%)
Spławiki dobrze wywarzone według poradników czułe.
Macie jakieś rady dla mnie? Nie wiem czy to złe ułożenie zestawu, kiepski ze mnie wędkarz czy ryby mnie nie lubią. Może ktoś coś doradzi.
Dodam tylko że na ryby chodze 4:30-9/10:00
EDIT.
Wędka 3,90
Żyłka 0,18
Przypon 0,16
Haczyk nr 10