Jump to content

Wędrująca gruntówka czyli 2w1


Guest Ozet
 Share

Recommended Posts

Motto:

Jest wiele technik czy metod które łączą się za sobą. Tworząc jakby warkocz...Czy mam klasyfikować metodę na podstawie przynęty? Czy spławika/zestawu? To jeśli do bolonki założę waglera, to jest to odległościówka? Kiedyś łowiłem sześciometrowym batem na żywca. Bez spławika i obciążenia. To bat czy żywcówka?

Spławik66

W rzekach, bardzo skuteczną techniką łowienia sandaczy(ale nie tylko), jest w pewnych okolicznościach przepływanka z martwą rybką lub filetem na haku. Przepływanka bez spławika, zwana także "wędrującą gruntówką". W opisywanym przypadku łowienia drapieżników, nazwę ją wędrującą gruntówką-plus. Zestaw do tej techniki jest bardzo prosty : wędzisko, kołowrotek, żyłka, jednopunktowe obciążenie w postaci oliwki lub łezki, krętlik dobrej jakości, przypon, mocny haczyk. Do łowienia tą techniką nadają się wędki o długości 4-6 metrów, czyli długie feedery z najtwardszą szczytówką, mocne bolonki i odległościówki o szybkiej akcji, także zwykłe, dość szybkie wędki teleskopowe. Kołowrotek średniej wielkości np. 3000, ale nie będzie wielkim błędem zastosowanie wielkości 2000, albo 4000, zależy co tam komu pasuje do wędziska. Ważne żeby kołowrotek starannie nawijał żyłkę, hamulec musi działać płynnie. Żyłka typu spinningowego, czyli mało rozciągliwa w zakresie 0,22-0,25mm. Obciążeniem zestawu będzie oliwka lub łezka, z centralnym kanalikiem do przeprowadzenia żyłki. Masa obciążenia dobrana do siły nurtu. Ciężarek musi być tak dobrany, aby podczas spływania zestawu, nie "turlał" się zbyt szybko po dnie, ale nie może też grzęznąć w osadach dennych. W środkowej Warcie, zależnie od stanowiska,wystarcza obciążenie w zakresie 15-30g. Krętlik dobrej jakości, najlepiej łożyskowany. Między obciążenie a krętlik dobrze jest założyć pół centymetrowy odcinek koszulki igielitowej, co zabezpieczy węzeł przed zbijaniem. Przypon o długości 50-80cm, nieco cieńszy od żyłki głównej. Haczyk z oczkiem, mocny, ale zarazem z możliwie cienkiego drutu, sprężysty, bardzo ostry, w zakresie nr.1-6. dopasowany do wielości przynęty.

Technika "wędrującej gruntówki" z martwą rybką/filetem na haku, najlepiej sprawdzi się w średnich rzekach, gdzie główki (ostrogi) są stosunkowo krótkie, więc można bez trudu dorzucić zestawem do interesujących miejsc, oraz odpowiednio go poprowadzić. Najlepsze stanowiska to zwykle napływy główek, dokładnie okolice ich szczytów będące zawsze pod wodą, nawet podczas niżówek. Jest tam zwykle wypłukany mniejszy lub większy dołek, w którym wielce prawdopodobna jest obecność sandacza, szczupaka, okonia lub klenia. Na jakie ryby trafimy, zależy od warunków odpowiadających (lub nie) danym gatunkom. Trzeba też pamiętać że ostroga - ostrodze nierówna. Bywa tak że z trzech pozornie identycznych, jedna będzie "łowna", dwie zupełnie jałowe i to bez względu na porę roku. Ale załóżmy że dokonaliśmy właściwego wyboru miejscówki, na napływie ostrogi. Na środkowej Warcie, odległości między głowkami wynoszą ok.50m, natomiast zatopiony szczyt znajduje się 30-40 metrów od brzegu, więc ulokowanie zestawu w warkoczu nurtu między nimi nie jest żadnym problemem. Stojąc między dwoma ostrogami, zarzucam zestaw nieco w górę rzeki w warkocz nurtu, zamykam kabłąk kołowrotka, unoszę wędkę pod kątem 60-70 stopni, jednocześnie zwijając nadmiar żyłki, lekko napinając zestaw. Możliwie najdłuższy odcinek żyłki unoszę nad wodę, aby mieć lepszy kontakt z przynętą i kontrolę nad zestawem. Całą robotę wykonuje za nas nurt, wlokąc zestaw po dnie, po łuku na napływ położonej niżej ostrogi. Jeżeli na trasie spływu zestawu zdarzy się coś nietypowego, czy to szarpnięcie, czy też zatrzymanie spływu przynęty, otwieram kabłąk, dłonią lekko blokuję wysnuwanie żyłki, aby nurt nadmiernie jej nie zabierał. Jeżeli żyłka leżąca na wodzie zaczyna gwałtownie uciekać, zamykam kabłąk, wybieram luz i zacinam. Jeżeli natomiast po oznace brania nic się nie dzieje, i zestaw stoi w miejscu, odczekuję z 10 sekund, wybieram luz i zacinam. Możliwości są dwie, albo siedzę w zaczepie, albo czuję miłe pulsowanie na wędce. Jeżeli na trasie spływu zestawu nic się nie dzieje, co niestety często się zdarza, skupiam się na napływie. Staram się utrzymać możliwie jak najdłużej zestaw w rejonie dołka na napływie, bo często siedzą tam mało aktywne, ospałe sandacze. Następnie przechodzę do zwijania zestawu. I właśnie ta faza, jest kontrowersyjna. Jak się zarzuciło zestaw, jest oczywistością że kiedyś trzeba go zwinąć. Żadne przepisy nie określają z jaką prędkością to zwijanie ma następować. Czy poprawne jest zwijanie np. 3 obroty na sekundę, ale już nie 1obrót korbki na sekundę. Jeżeli nie można zbyt wolno, to niby dlaczego? Wędkarze są w różnym wieku, więc siłą rzeczy ich sprawność manualna jest różna. W kontekście łowienia powyższą techniką, jest to o tyle istotne, że w fazie zwijania zestawu następuje znaczącą cześć brań sandaczy, czasem szczupaków. Tak więc gdzie jest ta subtelna granica między nieuniknionym zwijaniem zestawu, a spinningowaniem martwą rybką? I co lub kto o tym decyduje?

Link to comment
Share on other sites

Ozet, jest takie powiedzenie: "mądry nic nie powie, a głupi pomyśli że tak ma być" Nie widzę nic zbożnego w aktywnym łowieniu. Podciąganie i popuszczanie zestawu, to w rzece norma. A umiejętne wykonanie tych manewrów to wyższa rzeczna szkoła łowienia. Taka gruntówka jaką opisujesz jest o wiele skuteczniejsza niż położenie na dnie pucy ołowiu i wbicie się w wygodny fotel. Łowię w ten sposób nie tylko na żywca, ale o zgrozo w świetle rozważań z sąsiedniego tematu o koszyczkach zanętowych również na federa. Tak. Pozwalam albo wręcz wymuszam żeby koszyk co kilkadziesiąt sekund przesunął się po dnie. Uwalnia wtedy stopniowo mocno ubitą zanętę i w tym momencie następuje większość brań, bo jak wiadomo ruch prowokuje nie tylko drapieżniki.

Dobrze że podjąłeś się opisania tej metody, bo jakby zapomniana, a większość stosuje ją jakby przypadkiem, nieświadomie, zakładając za małe obciążenie ;) No i cóż. Nie ma praktycznie co dodać. Może tylko powtórzę, że nie jest to metoda wyłącznie na drapieżniki, że zestaw przeszukuje kilkudziesięciometrowy odcinek dna, a nie tkwi w miejscu czekając na aktywny żer. Pięknie łowi się tym sposobem klenie. Wystarczy znaleźć "kawałek" kamienisto-żwirowego dna i na haczyk założyć czereśnię... :)

Link to comment
Share on other sites

Oczywiście Spławiku masz rację. Do tej techniki można stosować szeroki wahlarz przynęt: białe i czerwone robaki larwy chuścika i innych owadów , jak również przeróżne ziarna i owoce, nie tylko martwe rybki i filety. Wtedy stosuje się subtelniejsze zestawy, z żyłką główną 0,18-0,20mm, przypony 0,14-0,18mm, w zależności na co polujemy, lub czego się spodziewamy w danym łowisku. Wtedy też nieco inaczej prowadzimy zestaw, trzymając lekko napiętą żyłkę pod wskazującym palcem nieco powyżej kołowrotka. Na większość z wymienionych przynęt można łowić nie tylko na napływach ostróg, ale także wzdłuż opasek faszynowo-kamiennych, czy na rzecznych prostkach. Także w różnych kanałach o wolnym lub średnim uciągu. Byle tylko na dnie nie było nadmiernej ilości kolonii racicznicy, które niestety są plagą na naszych ciepłych i zimnych kanałach, niemiłosiernie tnąc końcówki zestawów. Obecnie bezpieczniej jest postawić tradycyjną gruntówkę lub feeder, lub łowić różnymi odmianami przepływanki ze spławikiem. Ale w rzece nadal jest pole do popisu, dla zwolenników tej techniki. Można łowić stacjonarnie, albo mobilnie zależnie od upodobań i temperamentu. W tytułowym tekście chciałem przestawić możliwe "przenikanie się" metod i technik, łowienie na granicy przepisów, przy bardziej lub mniej świadomym udziale wędkarza.

Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...