Ja mam Yorka, Cavalier King Charles Spaniela i...kota - czarnego w dodatku.
Yorek nigdy na rybach nie byl, i dobrze bo to straszny szajbus. Spaniel raz był i pamiętam, ze był wtedy taki upał, ze musieliśmy go zimną wodą z rzeki polewać bo ledwo dyszał.
Za to kot...to nie tylko był na rybach, ale i w wodzie i nawet...pod wodą.
Pamiętam, bylem raz na rybkach. Siedzę na pomoście. Bacik w reku, sprzęt na pomoście przede mną, podbierak w pogotowiu z boku. Kot się wyleguje za mną na słoneczku. Nagle mam branie, zacinam, wyciągam malutką płotkę. Kot widzi, ze rybka trzepocze trzy metry od niego, bez opamiętania rusza przed siebie, nie patrząc w ogóle gdzie się znajduje, galopem przebiega cały pomost, potyka się o podbierak i wpada do wody.
Ja tylko oniemiały stoję i nie wiem co mam robić. Tam były 2 metry głębokości a ja nie wiem czy koty umieją pływać i myślałem, ze on mi utonie. Po chwili kot znajduje się na brzegu cały ociekający wodą, chudy - obraz nędzy i rozpaczy .
I do dziś zadaje sobie pytanie:czy on popłynął pod pomostem, czy przeszedł po dnie na brzeg.