Dokładnie. Trafiłem raz na głaz na ok. 10 metrach. Podawałem mormychę właśnie na niego i co chwila wyciągałem okonie (6 sztuk ważyło prawie 4kg). Kolega wiercił dziury o 1 metr z każdej strony i nic. Dopiero jak go puściłem do swojej to jeszcze dwa wyciągnął.
Teraz, gdy są już dostępne lokalizatory GPS pewnie trafiłbym w to miejsce, a tak tydzień później na darmo szukałem, bo po gałązkach i przeręblach śladu nie było... Może w tym roku trafię wreszcie na kamień i wbiję w GPS-a.
Co do techniki na blaszkę to mi najbardziej odpowiada:
opuszczenie blaszki na dno. Kilkukrotne opukanie i cisza przez 7-10 sek. Potem Postawienie blaszki na dnie (piaszczyste) i delikatne ruchy (1-2cm) góra-dół - tak by wzbijać obłoki). Potem unoszę blaszkę na 5cm nad dno - 5 sekund przerwy i poderwanie (nie za energiczne, ale nie za wolne) na jakieś 20cm i od razu powrót szczytówką do wcześniejszej wysokości (5cm nad dnem). I w tym momencie jest najwięcej brań. Oczywiście trzeba mieć dopasowany kiwok do ciężaru błystki i głębokości, bo brania wyczuwalne na wędce są rzadkością.
Jeśli brania nie było powtarzamy poderwania. Jeśli nic się nie dzieje można jeszcze spróbować 1m wyżej, ale to tak raczej dla świętego spokoju, bo bardzo rzadko się zdarza, że okoń bierze wyżej.
Technika ważna, ale warto pamiętać o zmianie błystek, bo czasami różnice robi kolorowy koralik na grocie...
Generalnie, jeśli po 3 minutach nie ma brań idziemy dalej. Rybę trzeba trafić. I tu też nie ma reguły - są dni, że ładne garbusy siedzą na 2 metrach (pierwszy lód), a czasami w najgłębszych dołkach jeziora (zazwyczaj od końca stycznia do końca lutego - oczywiście zależy, kiedy zmrozi zbiornik).
P.S.- tej zimy planuję 1-tygodniowy urlop zimą i wyjazd na Kaszuby oraz codzienne łowienie od rana do wieczora plus może jakaś nocka na Raduńskim/Potulskim za miętusem, ale samemu na pewno nie wysiedzę. Jakby ktoś chciał dołączyć to zapraszam. Trza tylko zarezerwować z 50,- ziko na zezwolenie. No i modlitwa o ujemne temperatury