Skocz do zawartości

Apricot

Forumowicz
  • Postów

    46
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Apricot

  1. Być może znacie już ten sposób na nęcenie punktowe. Ja wiem o nim od niedawna. Zaczęły boleć mięśnie po pracy i trzeba było znaleźć (wtedy miał on być tymczasowy ) sposób na punktowe nęcenie na długie odległości. Coraz ciężej było utrzymać kubeczek z zanętą na tyczce i coraz gorzej szło rzucanie z procy. Wtedy, ktoś w internecie polecił mi zrobienie sobie 'PETA'. Jest to coś w stylu rakietki zanętowej, ale to jest lepsze MADE IN POLAND Ponoć zaczęli to robić kiedyś tam na śląsku i prawie każdy wędkarz z tego regionu posiada takiego 'PETA'. A koszt jego wykonania hmm jeśli w ogóle można mówić o kosztach, przy butelce po oranżadzie, wodzie i kawałku plecionki czy tam jakiegoś sznurka i krętliku. No tak bo do takiego cudeńka potrzebujemy: pustą plastikową butelkę po napoju, plecionkę, krętlik, nożyczki z zaostrzonymi czubkami lub jakiś drut i źródło ognia. A sposób wykonania jest ekspresowy. Odcinamy zbędne części butelki, robimy otwory (im więcej tych otworów tym łatwiej przyciągniemy go po wyrzuceniu zanęty), przeciągamy plecionkę, którą mocujemy na krętlik i gotowe. Całość wygląda tak jak na dodanym na końcu załączniku. Mocujemy nasze urządzenie do żyłki głównej i jedziemy z koksem Odnośnik do filmiku znalezionego w sieci: http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=I2pJRLSfrew Tutaj jest pokazane jak ta rakietka chodzi.
  2. Pod plecionkę należy po prostu według mnie zrobić podkład, ja nawet pod żyłkę robię podkład. Pod plecionkę polecam Ci nawinąć grubą żyłkę.
  3. No czyli ta jakoś Mitchell jest już gorsza, ani razu nie zdarzyło mi się coś takiego jak Tobie Nikoś i to jeszcze po kilku miesiącach. No, ale rozkręcanie pomogło, dobrze jednak, że go nie oddałeś, bo czekałbyś pewnie za nim tygodniami. Dobrze, że jest on jeszcze rozebrany, bo zakładam, że kołowrotek został już fabrycznie nasmarowany na samym początku, czyli nie wystarczy wytarcie go patyczkiem do uszu, ale musisz te elementy dobrze obmyć benzyną ekstrakcyjną. Najlepiej właśnie nasączyć nią patyczek do uszu, a do większych elementów wacik, bo nie wolno mieszać ze sobą dwóch różnych smarów. Co do samego smaru, możesz wybrać każdy, ale taki który zachowuje swoją konsystencję w wysokich temperaturach dodatnich jak i ujemnych. Polecam Veco GC, ale popatrz w domu może znajdziesz jakieś smary, przeczytaj czy są odporne i do czego polecane. Nie wolno stosować takiego do samochodu czy oleju jadalnego w ostateczności można użyć oliwy do maszyny. Smar nakładasz równomiernie, niezbyt grubo, najlepiej pędzelkiem(malutkim). Nie wiem czy rozkręcałeś też już rolkę kabłąka? jeśli nie, to też to zrób i również nasmaruj. Wcześniej oczywiście wyczyść benzyną, a smarujemy od wewnątrz To samo robisz z bolcem na który zakładamy szpulę. Po skręceniu kołowrotka, obmywasz go gąbką nasączoną wodą z płynem do naczyń. Wycierasz do sucha. Polecam Ci żebyś częściej czyścił rolkę kabłąka.
  4. Nie stosuje się do zasady C&R w 100%. Myślę, ze to indywidualna sprawa każdego wędkarza, ale nie popieram wyjazdu na ryby 'po mięso'. Wędkuję dla przyjemności i wypuszczam prawie każdą rybę, wyjątek stanowią sandacze i płocie, które są moim żywcem na złowienie sandaczy. Poza tym są to ryby, których nie jest mało na moim łowisku, także z czystym sumieniem przywożę kilka sztuk miesięcznie do domu. Mniejsze oczywiście wypuszczam, mimo braku limitu ochronnego na tym łowisku. Nie wyobrażam sobie wynosić kilka wiader narybku z łowiska. Albo zabierać ryby, które tylko będą się pocić w zamrażalniku, bo nikt ich nie lubi. Uważam też, że jest to uzależnione od regionu w którym się mieszka. W niektórych bowiem ryby są w cotygodniowym jadłospisie dlatego lepiej jest zjeść zdrową rybę, złowioną samemu, niż naładowaną hormonami z moczu ciężarnej kobiety-Pangę. Tak jak we wszystkich hasłach, to myślę że tak jest i tutaj, że jest trochę lansu. Wiele osób promuje się takim hasłem, a robi zupełnie inaczej.
  5. Też posiadam kołowrotek Mitchell, ale Quartz jest niezawodny i jeszcze z czasów kiedy produkcja była czysto Francuska. Obecnie uważam, że kołowrotki te nie są już tej samej jakości, coraz mniej wytrzymują. Troszkę niebezpiecznie grzebać samemu w kołowrotku, jeśli ten jest jeszcze na gwarancji, ale jak trzeba to nie ma innego wyjścia. Jak już będzie rozkręcony, to warto go nasmarować. Przeważnie raz w roku na zimę, robię to z każdym swoim kołowrotkiem. Zgadzam się z Przemq20, bardzo możliwe, ze problem leży w trybikach, ale może są już powycierane. To byłoby bardzo prawdopodobne, bo piszesz Nikoś, że chodzi on ciężko czyli coś się może trzeć. Tak czy inaczej trzeba go nasmarować. Jeśli masz przy sobie aparat, to porób jak najwięcej zdjęć jak to wygląda od środka, wstaw tutaj i pomoże też Ci to później w odpowiednim złożeniu go.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...