Jump to content

Ostrzeżenie dla wędkujących!!!


Tammyy
 Share

Recommended Posts

  • 1 year later...

aaa barszcz Sosnowskiego znam znam ;) w Ś-ciu pełno tego teraz wyrosło na kanale blisko miejsc gdzie nasi mistrzowie łowią na zawodach na spławik, zresztą, wszędzie go pełno, niby pasza dla krów, a potrafi poparzyć i nawet zabić człowieka w zetknięciu narządem do oddychania. Najgorsze, że cieżko to wyplewić, ma mocny system korzeniowy. Podobno randapem wypalają, korzenie tej piekielnej rośliny. Kiedyś u mnie w Gminie, była informacja, że każdy barszcz widziany zgłaszać do Straży Gminnej.

;)

Edited by stawny
Link to comment
Share on other sites

  • 9 months later...

Witam

Przygoda kolegi z innego forum

 

"Wczoraj zarzekałbym się, że napiszę dziś relację z wędkowania nad Wisłą z ubiegłej nocy. Z wędkowania nic nie wyszło, skończyło się na sporej dawce adrenaliny i strachu i uszkodzonym aucie. Wychowałem się na terenach wiejskich, więc ze zwierzętami domowymi spotykałem się często. Nigdy nie zdarzyło mi się poważne zagrożenie z ich strony. Tak było do wczoraj. Do wczoraj też powtarzałem zawsze sobie i innym, że na rybach, jeśli tylko wokół nie ma ludzi, nic ci nie grozi. Bo zwierzęta ludzi unikają. Od wczoraj nie będę już tak mówił.

Przez cały dzień zastanawiałem się, czy obejrzeć mecz, czy jechać na ryby. W końcu około 16 zachęcony prognozowaną ciepłą nocą podjąłem decyzję, że jadę nad wodę. Żona również stwierdziła, że jedzie ze mną. Spakowaliśmy się i pojechaliśmy. Za cel obraliśmy sobie urokliwe główki w okolicach Giemlic. Tam niestety nic nam nie wyszło, bo wszystkie miejsca były zajęte. Stwierdziłem więc, że pojedziemy na drugi brzeg, do Ostaszewa, może Gniazdowa, a po drodze sprawdzimy Leszkowy. W m. Leszkowy okazało się, że wolna jest urokliwa miejscówka w okolicy strumyka/kanaliku:

www.google.pl/maps/@54.2264677,18.9339324,350m/data=!3m1!1e3

Tam też zapadła decyzja, że zostajemy. Rozwinąłem wędki, nazbierałem chrustu, przywiązałem psiaka, żeby się nie błąkał po okolicy i nie wkurzał ludzi. Wypiliśmy z żoną po piwie, ja otworzyłem sobie drugie i czekałem na zmrok. Około godziny 21 pies zaczął warczeć, a za krzakiem w górę rzeki usłyszałem, że ktoś chyba chodzi. Wtedy mój wzrok przyciągnął wielki krowi łeb wystający znad skarpy. Początkowo uznałem sytuację za zabawną, więc krzyknąłem, klasnąłem w ręce i krowa się oddaliła. Wszedłem wtedy na skarpę, zobaczyć co ona tu robi i oczom ukazała się druga. Pierwsze zwierzę, które wypłoszyłem to młody byczek, drugie zdaje się że jałówka. Dość łatwo poszło przegonienie ich z miejscówki. Po chwili ukazała się sztuka, która buszowała za krzakiem. Był to dorosły byk (~800kg cielska wg wł. gospodarstwa). Ten już na klaskanie w dłonie nie reagował. Powoli zaczął poruszać się w moim kierunku. Zszedłem na miejscówkę nieco zdezorientowany i zobaczyłem nad sobą zwierze, które ewidentnie nie miało przyjaznych zamiarów. Nie jestem pewien, czy rozzłościł go pies, czy ja klaskaniem i próbą przeganiania towarzyszącej mu młodzieży. W każdym razie, gdy rozpoczął wierzgać sugerując, że będzie chciał zaatakować, krzyknąłem do żony "uciekaj wzdłuż rzeki!".

Sam nerwowo rozpocząłem uwalnianie psa ze sznurka. i moje i psie zdenerwowanie powodowało, że nie mogłem chwycić klipsa, a byk już rozpoczynał próby zejścia ze skarpy. Ostatecznie po paru chwilach psa uwolniłem i ruszyłem w stronę żony. Całe szczęście, że mi się to udało, bo gdybym tego nie zrobił psiaka bym już nie miał. Uwięziony na sznurku nie miałby najmniejszych szans. Pies pobiegł w stronę krów, przez co z jednej strony napędził nam sporo strachu, z drugiej dał trochę czasu na przeskoczenie nad strumykiem i opracowywanie drogi ucieczki. Po chwili zobaczyliśmy wielkiego byka, który stwierdził, że będzie nas gonił do skutku. Obok tego, usłyszałem tłuczenie w moje auto - prawdopodobnie przez młodego "byczka"... Wtedy rozpoczęliśmy paniczną ucieczkę. Bardzo trudny teren, krzaczasty, pokrzywiasty, ze skarpami i osuwającym się piachem chyba nam trochę pomógł uciec przed czołgiem, ale nigdy nie zdecydowałbym się na taki spacer, nawet gdybym był pewien, że po pokonaniu tych nierówności czeka mnie wędkarskie eldorado. Musieliśmy uciekać. Zwierzę goniło nas przez jakieś 20-50m. Gdy byliśmy już we względnie bezpiecznej odległości od naszego stanowiska załamałem ręce z myślą "co teraz?".

Chwila minęła zanim stwierdziłem, że muszę chyba dzwonić na policję. Miałem do wyboru to, powrót krzakami, lub próbę powrotu pastwiskiem. Obie opcje powrotu nie były wtedy do pomyślenia. Pod numerem 112 nie potraktowano mnie zbyt poważnie, dopytując np. czy to nie jest przypadkiem moje zwierze, z którym nie potrafię sobie poradzić... Ostatecznie patrol został wezwany i za 10min otrzymałem telefon, że policjanci są już przy moim aucie i przeganiają zwierzęta. W międzyczasie spotkaliśmy wędkarzy, którzy wskazali czyje są to zwierzęta. Policjanci po chwili zadzwonili i stwierdzili, że możemy wracać. Powrót tą samą drogą był już nieco łatwiejszy, pewnie dlatego, że nie uciekaliśmy, choć adrenalina dalej była wysoko. Tuż przed miejscówką, policjant kazał się wycofać, bo między nami dalej był największy byk. W końcu zawołano nas, że zwierzęta są już przepędzone i możemy wrócić.

Na miejscu zastaliśmy policjantów, którzy całkowicie poważnie potraktowali całą sytuację. Nic dziwnego, gdy zajeżdżali na miejsce byk zaatakował radiowóz. Wprawdzie to uszkodzenie było na tyle małe, że funkcjonariusze uznali, że go nie było. Z bykami poradzili sobie przy pomocy policyjnego gazu łzawiącego. Takiego, którego na allegro raczej nie kupimy, a te z allegro mogłyby tylko pogorszyć sytuację i jeszcze bardziej rozjuszyć zwierzęta. Moje auto okazało się również uszkodzone. Wgniecenie na tylnych drzwiach i szrama do tylnego zderzaka. Funkcjonariusze w związku z sytuacją i stratami materialnymi wskazali, żeby się pakować i jechać do gospodarza. Mi było wszystko jedno. Przepocony, zdenerwowany nie miałem już ani trochę chęci wędkować. Pojawił się problem, bo piliśmy z żoną piwo. Ja byłem w trakcie drugiego, żona niedawno wysączyła swoje.. Wyniki badania 0.26 u mnie, 0.00 u żony. Uff, możemy jechać.

Było około 22, gdy zapukaliśmy do drzwi gospodarstwa. Grupa męska (ojciec i syn) szybko poszła zagonić zwierzęta do pastucha i naprawić uszkodzone ogrodzenie, przez które krowy uciekły. Nie było tam złych intencji, gospodarze również poważnie potraktowali incydent. Niestety pastuch nie zagwarantował bezpieczeństwa, ale wtedy byłem przeszczęśliwy, że żona, ja i pies jesteśmy cali i zdrowi. Z funkcjonariuszami i właścicielką gospodarstwa udaliśmy się do domu, żeby spisać oświadczenie o szkodzie. Pani dostała również mandat karny za nieupilnowanie zwierząt. Uszkodzenie mojego auta (bezgotówkowo będzie to pewnie jakieś 5000zł, ale nie mam pewności co będzie musiało być wymienione) zostanie pokryte z OC gospodarstwa.

Przy okazji dowiedzieliśmy się od Pani gospodarz, że takie incydenty nie należą do unikatów. Kilka lat temu, byk z sąsiedniego gospodarstwa wrzucił wędkarza do wody. Nie chciałbym być na jego miejscu, a szczególnie w woderach, bo wtedy szanse na przeżycie kąpieli są minimalne... Innym razem krowa przewróciła człowieka i go zabiła przyciskając ciałem. Na zimno analizując mieliśmy sporo szczęścia. Wisła nisko, więc można było biec piaszczystym brzegiem kilka razy. Dodatkowo strumień nie stanowił problemu, żeby go przeskoczyć. Nie było z nami nikogo, kto wymagałby pomocy w ucieczce. Jako dwójka trzydziestoletnich ludzi nie mieliśmy większych problemów przemierzając wiślany brzeg. Gdybym byłz np 70-80 letnim towarzyszem, lub np trójką kilkuletnich dzieci byłoby dużo trudniej. Również policjanci spisali się na medal, jeśli ktoś z komisariatu w Cedrach Wielkich to czyta to oficjalnie serdecznie z żoną dziękujemy za profesjonalną i szybką akcję.

Gospodyni gospodarstwa stwierdziła stanowczo, że dużego byka w poniedziałek wystawia na sprzedaż, bo to co się stało jest niedopuszczalne. Oprócz tego jestem pewien, że gospodarze dużo więcej uwagi poświęcą zabezpieczeniu reszty zwierząt. Prawdopodobnie w Leszkowych będzie bezpieczniej niż przed incydentem. Chciałem jednak zwrócić uwagę, aby zanim zajmiemy miejscówkę mieć na uwadze, że takie miłe zwierzątka jak pasące się nieopodal krówki mogą być bardzo niebezpieczne."

Edited by okno
Link to comment
Share on other sites

Podobne problemy mieliśmy z krowami pasącymi się na łąkach po drugiej stronie Świbna dawno temu.

My na zawody a one do samochodów dobierały się, też nie było wesoło choć nie tak dramatycznie.

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Loading...
 Share

  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...