Jump to content

Wędzisko to nie kij -artykuł


Guest Ozet
 Share

Recommended Posts

Niestety nie udało mi się przeczytać całości za jednym zamachem, gdyż przy tak długich tekstach padają mi oczy jeszcze zanim dojdę do połowy. Ale nie poddam się i doczytam w późniejszym czasie. Jednak już wiem - mniej więcej - o co kaman (przez przekorę wrzucam to słowo). I jeśli chodzi o mnie, to ja jednak pozostaję przy swoim kiju lub pieszczotliwie kijku, choć w zamierzchłych czasach posiadałem tylko i wyłącznie wędziska. Nadziwić się nie mogę, gdy ktoś narzuca mi słownictwo/nazewnictwo, ale sami być może w wielu przypadkach łamią wręcz zasady, do których nawołują. Nie twierdzę oczywiście, że autor tego tekstu - a może powinienem użyć określenia artykułu? - pozwala sobie na jakieś wyjątki. Ale jak to dzisiaj jest w tym naszym chorym kraju, gdy OBOWIĄZUJĄCE prawo jest nagminnie łamane, bądź omijane - mówię tu o ustawie o języku polskim! - to aż mnie pusty śmiech ogarnia na takie pouczanie. Pouczanie, że coś może i ma jeszcze inne nazwy określone najczystszą polszczyzną. I te nazwy są w obiegu i są powszechnie przyjmowane przez całą rzeszę... wędkarzy. 

Za to - być może! - ten sam autor nie zwraca uwagi, że w naszą polszczyznę bezczelnie i z łamaniem prawa wkręca się brutalnie obcojęzyczne sformułowania, określenia - słowa. A po jaki wuj? Po to by co osiągnąć? Bo tak ładniej brzmi? A guzik prawda! Jak widzę TAKIE przypadki, to mnie DOPIERO jaśnista krew zalewa i nikt pewnie nie chciałby słyszeć słów, które wtedy cisną mi się na język. Ani widzieć tych iskier, które resztkami zębów krzesam! I to jest dopiero ohydne, odrażające i wkurzające, że tak można poniewierać polski język. 

No tak, ale o czym ja piszę? Spieszę wyjaśnić, że w naszym kraju coraz częściej stosuje się mieszankę językową - szczególnie w reklamach, ale i w mowie potocznej też. A poniżej daję przykład:

 

"...Charakteryzuje je smukła sylwetka, poręczność oraz nowoczesny design, dostępne są w dwóch kolorach: białym i czarnym...".

 

Zaczerpnięty np stąd: KLIK

 

Przykładów takich i różnych innych na kaleczenie polszczyzny jest całe mnóstwo, ale czy ktoś zwraca na to uwagę? Czy autor artykułu o "wędziskach", przechodzi obok nich obojętnie, a zwraca uwagę jedynie, gdy ktoś użyje określenia "kij", "kijek"? - ogólnie przyjętego i stosowanego w języku polskim! - Tego się zapewne nie dowiemy. Nie dowiemy się nawet, czy ten konkretny autor, pisał swój artykuł przez półtorej dnia, czy przez półtora dnia? Źdźbło w cudzym oku widzieć, ale belki we własnym już nie, a tak najczęściej bywa. Ale grunt, to pouczać...

 

Podsumowując, ja pozostanę jednak przy swoich kijach i kijkach - potocznej nazwie "wędziska"! Tak, zgadza się! Kij, kijek, to potoczna nazwa "wędziska" i jak o nich piszemy, to wszyscy w lot wiedzą o co chodzi. Jakby nie było innych problemów (dla autora!)?... 

Edited by Jotes
Link to comment
Share on other sites

Słusznie prawisz człeku.

Też celowo kaleczę język bo tak mi pasi gdy piszę do i dla kolegów.

Co innego beletrystyka.

Tu powinniśmy 3mać się określonych reguł.

 

Artykuła też nie doczytałem do końca ale obiecuję solennie, że go dokończę i ewentualnie ocenię/docenię :)

Link to comment
Share on other sites

Jarku, masz to samo co ja, lubię weryfikować teorie tzw. "wszystkowiedzących", jednak nie rozumiem Twojego moim zdaniem bezpodstawnego ataku na powyższy tekst. Nie wnikam czy nie lubisz autora powyższego artykułu który od zawsze powiedzmy był dla mnie autorytetem, czy może Jacka J. (którego znam osobiście). Jarku emocje nie zawsze są dobrym doradcą. Ty jako stary "wyżeracz", wiesz dużo, ale wielu jest zupełnie, ale to zupełnie surowych w temacie.(Sam dzisiaj odpowiadałeś w pewnym temacie, gdzie ręce i nogi się uginają). Więc ten artykuł jest dla tych którzy nie wiedzą nic o podstawach wędkarstwa, czy wyboru (konsekwencji), takiego a nie innego sprzętu. Ja na nowo "Pana Tadeusza ", pisać nie będę, jeżeli już dawno zrobił to ktoś lepszy odemnie.

Link to comment
Share on other sites

Więc ten artykuł jest dla tych którzy nie wiedzą nic o podstawach wędkarstwa, czy wyboru (konsekwencji), takiego a nie innego sprzętu.

 

Wszystko się zgadza i przyznaję bez bicia, że nieco się zacietrzewiłem, gdyż już sam tytuł potępia w czambuł - no, może zbyt mocne słowo - ale na pewno dyskwalifikuje nazywanie wędziska "kijem". Do autora nie mam absolutnie nic, bo zwyczajnie go nie znam, pewnie czytałem jego artykuły lecz nie pamiętam na 100%. Sama treść jest bardzo ciekawa, a nawet imponująca, ale ten tytuł...

No przecież na początku był kij! Zwykły leszczynowy kij, z przywiązanym do niego końskim włosiem, spławikiem ze stosiny pióra i haczykiem ze szpilki, drutu, czy nawet kutym. Potem bambusowy... kij. Tonkinowy, kij, etc. No nie da się tak definitywnie wykluczyć tej... innej nazwy wędziska. I tu zasadnicze pytanie: Co było pierwsze? Kij, czy wędzisko? - ("that is the question"). Daję sobie pół "toto" uciąć, że pierwszy był kij na ryby, a nie wędzisko. 

 

Wspomniałem powyżej, że od zamierzchłych czasów towarzyszyła mi nazwa "wędzisko" i to jest prawda, ale i kijem je nazywałem. Ja miałem to szczęście, że miałem swojego nauczyciela - ojca - i to on wszystkiego mnie nauczył.

 

I taką naukę pamiętam jeszcze z czasów mojego dzieciństwa: 

 

Siedzę z ojcem na rybach, ale jak to zwyczajnie, dziecku się nudziło i zacząłem biegać, zamiast łowić. Ojciec pyta mnie

- Jarek, gdzie masz swojego kija?

- A położyłem w trawie, bo mi się nudzi.

Na to ojciec

- A ile razy Ci mówiłem, że wędziska nie kładzie się w trawie i komuś na drodze? Podnieś kijek i oprzyj o krzaki, albo połóż go wzdłuż brzegu, bo ktoś będzie szedł, nadepnie i złamie Ci. Wędzisko trzeba szanować!

 

Nadmieniam też na marginesie, że mój ojciec był jeszcze przedwojennym wędkarzem, należącym do Towarzystw Wędkarskich i to on wpajał mi "Dekalog wędkarza". 

Z całym szacunkiem do autora tego artykułu, nie atakuję go, ale nie zgadzam się z takim wykluczaniem innej nazwy wędziska. Ale też zgadzam się z Tobą w pełni, że każdy wędkarz powinien mieć świadomość, jakim narzędziem łowi ryby - wędziskiem, ale nie wyłącznie. 

 

 

(Sam dzisiaj odpowiadałeś w pewnym temacie, gdzie ręce i nogi się uginają).

 

Cóż, byłem na dobrej drodze, ale... spalone garnki. 

Edited by Jotes
Link to comment
Share on other sites

Słusznie Waść prawisz. Sam zamiennie stosuję pojęcia: kij, kijek, wędka, wędzisko, zależnie od kontekstu i sytuacji. Już wolę wędkarza (cytując autora takiego "brata-łatę"), który używa określenia kij, wiedząc o czym mówi, niż nadętego bufona operującego pojęciem wędzisko, jednocześnie z zestawem przy owym wędzisku wołającym o pomstę do nieba. A przecież każdy z nas takich spotyka i akurat zasobność portfela nic tu nie ma do rzeczy. Jak kiedyś pisałem, spotykam prawdziwych artystów ze sprzętem za przysłowiowe grosze, i zupełnych partaczy ze sprzętem za tysiące.

PS. I znowu nie przespana noc, po sobotnich "Andrzejkach" i niedzielnym wybijaniu klina-klinem.

Link to comment
Share on other sites

Artykuł na pewno poznawczy i wart prześledzenia.

Teraz zastanawiam się nad pytaniem, czy cokolwiek zmieni?

 

Brakuje mi polskich opisów na wędkarskich sprzętach ale zdaję sobie sprawę, że to nie my produkujemy blanki czy wędziska.

Polskim dystrybutorom najwidoczniej nie zależy na polskim nazewnictwie.

 

Zachłystują się angielskim słownictwem i nazewnictwem.

Jak zwykle - papier wszystko przyjmie, przede wszystkim reklama i promocja.

To modne w naszych czasach.

Trzeba faktycznie mieć wiedzę żeby dobrze wybrać.

Nie można opierać się na testach (sponsorowanych) i przedrukach reklamowych sprzedawców i dystrybutorów.

Możemy polegać jedynie na wędkarskich opiniach i na własnym doświadczeniu.

Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...