Jump to content
  • Angielska metoda odległościowa.


    Jotes
     Share

    Rzecz jasna cały poniższy opis wyrażam własnym zdaniem, według własnej logiki i pojmowania wszelkich niuansów związanych z tą metodą.

    Początki tej metody sięgają lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia, a sama metoda wymyślona/stworzona została odpowiednio do warunków atmosferycznych panujących w Anglii. Nie na darmo mówimy często, że dzisiaj mamy angielską pogodę, gdy na dworze jest ponuro, mgliście, pada deszcz i wieje wiatr. I właśnie do takich warunków dopasowano odpowiednią metodę amatorskich i sportowych połowów ryb.

    Oczywiście moim skromnym zdaniem, cała idea odległościówki sprowadza się do połowu na różnych odległościach – dystansach i zatopieniu żyłki celem uniknięcia wybrzuszeń, przez co traci się kontrolę nad zestawem, a to z kolei uniemożliwia skuteczne zacięcie. Jedynym koniecznym elementem pierwotnego zestawu do odległościówki był odpowiedni spławik, dzięki któremu można żyłkę zatopić. Dzięki tej metodzie można dotrzeć z zestawem do ryb żerujących z dala od brzegu, ale też daje ona możliwość odciągnięcia ryb od zestawów innych wędkarzy łowiących np. na zestaw skrócony, gdzie długość wędziska/tyczki ogranicza zasięg połowu. I to tyle odnośnie samej idei odległościówki angielskiej!

    Prekursorem tej metody był Billy Lane w 1963 r, który na mistrzostwach świata wywalczył dzięki tej metodzie tytuł mistrzowski. Najprawdopodobniej, to właśnie po jego sukcesie metoda odległościówki angielskiej, zyskała światową renomę i cieszy się nią do dziś.

    O sprzęcie, jakiego wtedy użył, wiadomo jedynie, iż był to zwykły bambusowy kij i kołowrotek o stałej szpuli. A jak możemy się również domyślać posłużył się też wagglerem, który umożliwiał mu posyłanie zestawu na większą odległość oraz zatopienie żyłki.

    Nietrudno się też domyślić, że jego wędzisko wyposażone było w zwykłe druciane przelotki, kołowrotek z głęboką szpulą i małymi obrotami oraz zwykłą żyłkę, której napięcie powierzchniowe nie pozwalało zatonąć, jeśli się jej uprzednio nie odtłuściło.

    Dopiero wraz postępem technologicznym i coraz większą popularnością samej metody, nastąpiła ewolucja sprzętowa. Zaczęto produkować specjalne kije do metody odległościowej, wyposażone w minimum 13 przelotek na wysokich stopkach, odpowiednie kołowrotki z płytką szpulą/szpulami, tonące żyłki, których nie potrzeba odtłuszczać przed wędkowaniem tą metodą i wagglery. Produkowane są też masowo inne części składowe zestawów odległościówki: systemiki do mocowania wagglera stacjonarnie i przelotowo, śruciny, stille oraz ciężarki przelotowe, stopery i koraliki, mikroskopijne wręcz krętliki, a nawet odpowiednie do tej metody haczyki z krótkim trzonkiem. Jednak to tylko drobnostki/duperele, mające wielu ojców, a do których nie miał dostępu w roku 1963 autor i ojciec tej metody, a wszystko w pierwotnym zestawie musiał stworzyć samemu zaszczepiając w naśladowcach ideę angielskiej metody odległościowej.

    Mając już za sobą wstęp, opiszę teraz swoje doświadczenia z tą metodą.

    Moje początki z odległościówką również były dość prymitywne. Zaczynając przygodę, miałem do dyspozycji jedynie odpowiedni do tej metody kijek o długości 4,20 m, kilka wagglerów i żyłkę, którą odtłuściłem już na łowisku przy pomocy własnoręcznie zrobionej specjalnie rolki/podpórki. Kołowrotek, który zastosowałem, był Byron Hit 300 o przełożeniu 6,2:1. I choć był to topowo spinningowy kołowrotek, zaadoptowałem go do metody angielskiej odległościówki, odpowiednio wypełniając szpulę podkładem żyłkowym.

    Mój zestaw także był improwizowany na potrzeby nauki metody odległościowej i składał się m.in. ze zwykłej agrafki z krętlikiem nawlekanym na żyłkę do mocowania wagglera, koralika z żony „sznura pereł”, śrucin, krętlika i przyponu.

    Obecnie nadal łowię tym samym kijkiem o cw 5 – 20 g, ale już z kołowrotkiem typowym do tej metody, z płytką szpulą i z przełożeniem 6,2:1 oraz żyłką matchową o grubości od 0,16 do 0,18 mm. Mój zestaw do połowu leszczy z łodzi składa się z następujących elementów: stoper żyłkowy, systemik do mocowania wagglera przelotowo, stoper gumowy amortyzujący uderzenia wagglera, stoper żyłkowy uniemożliwiający przesuwanie stopera gumowego przez spławik, ciężarek przelotowy, kolejny stoper gumowy chroniący wiązanie krętlika, krętlik nr 20 i przypon z haczykiem wiązany do oczka krętlika węzłem ABU. Wcześniej stosowałem gotowe zestawy, odpowiednio wyważone do konkretnego wagglera i zwinięte na drabinkę. Taki zestaw miał jednak swoje minusy. Podczas zarzucania potrafił się czasem splątać, a po zakończeniu połowu, należało go odciąć i zwinąć na drabinkę. Z przelotowym ciężarkiem nie mam takich problemów – nie mam żadnych problemów.

    Omawiając szczegółowo całość zestawu, należy kolejno od jego góry wymienić:

    1. Stoper nitkowy kupny, jak na zdjęciu lub stoper wykonany z żyłki widocznej również na zdjęciu. Ja stosuję zawsze stoper żyłkowy i stąd taka żyłka na moim wyposażeniu pre_1408292899__001.jpg
    2. Systemik do przypinania wagglera – przelotowo lub stacjonarnie. Ja oczywiście łowiąc w łowisku o głębokości 6,4 m, stosuję przelotowy systemik pre_1408292916__002.jpg
    3. Różne wagglery, w zależności od odległości, na której łowimy oraz głębokości łowiska. Ponieważ ja łowię z łodzi, stosuję najczęściej waggler 3+3 – 3+4,5. Taki waggler jest wystarczający na niewielkim dystansie od łodzi (maksymalnie. 15-20 m) pre_1408292957__008.jpg
    W zależności o natężenia światła, refleksów od wody, połowy rozpoczynam przeważnie od wagglera 3+3 g z antenką w kolorach czerwieni, z białym paskiem i resztą atenki w kolorze czarnym. W miarę jak zwiększa się intensywność światła/nasłonecznienia, zmieniam na typowo leszczowy spławik, malowany na całej długości atenki różnymi kolorami

    pre_1408292967__008a.jpg

    1. Stoper gumowy. Ten stoper nawlekam pod wagglerem i w odległości ok. 120 cm od krętlika, a drugi taki tuż przy krętliku pre_1408292925__003.jpg
    2. Ciężarki przelotowe o różnej gramaturze w zależności od wagglera pre_1408292937__005.jpg
    3. Śruciny ołowiane do ewentualnego dokładnego wyważenia wagglera. Zaciskam je pomiędzy wagglerem, a przelotowym ciężarkiem (ok. 50-60 cm powyżej ciężarka) pre_1408292943__006.jpg
    4. Krętliki nr 20 pre_1408292931__004.jpg
    5. Gotowe, kupne przypony z haczykami różnych firm i z różnej grubości żyłki. Najczęściej stosuję przypon Owner o długości 25 cm z haczykiem nr 12 i wiązany na żyłce 0,12 mm pre_1408292949__007.jpg
    6. Dodatkowo na łowisku, już w trakcie połowów, koniecznym elementem wyposażenia wędkującego jest wypychacz do haczyków. Przydają się też szczypce chirurgiczne, nożyczki oraz gruntomierz pre_1408292975__009.jpg
    7. Kolejnymi przydatnymi elementami są proc, którą przerobiłem na uniwersalną do strzelania kulami zanęty, jak i też robakami, makaronem i luźnymi ziarnami. Usprawniając proc, wkleiłem w ten koszyczek wyrzucający zanętę, półokrągłą miseczkę plastikową. Jest to część miarki do mleka w proszku lub odżywki dla dzieci, wielkości piłeczki ping pongowej. I kolejny element wyposażenia, to rolka – podpórka do odtłuszczania żyłki, montowana przy pomocy widocznego na zdjęciu zacisku, bardzo przydatna, gdy żyłka ze względu na zabrudzenie przestaje tonąć thumb_pre_1408292984__010.jpg
    8. Konieczna jest też odpowiednia i odpowiedniej długości siatka do przechowywania złowionych ryb, widoczna na innych fotografiach.

    Na łowisko wypływam łodzią i kotwiczę ją i na dziobie i na rufie. Staram się łowić zarzucając zestaw po stronie jednej z burt, gdyż jako podpórki używam relingu łodzi, na który założyłem piankę chroniącą wędzisko przed otarciem pre_1408292991__011.jpg

    Łódź kotwiczę tak, żeby móc łowić plecami do słońca i do wiatru, ułatwia mi to zarzucanie zestawu oraz jego obserwację. Łowienie z łodzi daje mi i tę przewagę, że mogę napłynąć z każdej strony do stale nęconego łowiska.

    Moimi pierwszymi czynnościami na łowisku są: nęcenie zanętą, którą moczę jeszcze na brzegu, wrzucam 5-6 kul wielkości pomarańczy, trzykrotnie strzelam procą gotowanym makaronem kolanka, następnie rozkładam podbierak na długiej tyczce 3,25 m, rozkładam przygotowany już kijek, przypinam odpowiedni waggler i wygruntowuję zestaw. Zestaw oczywiście ustawiam tak, by przelotowy ciężarek leżał na dnie, ale ma jedynie je muskać. Przynęta zostaje wtedy położona na dnie w zanęconym wcześniej miejscu, gdyż leszcz jest rybą poszukującą pożywienia na dnie. Dopiero po tych czynnościach przystępuję do łowienia.

    Na haczyk zakładam w zależności od intensywności brań od jednego do dwóch białych robaków lub jednego białego i jedną pinkę, albo dwie pinki.

    Zarzucam kilkanaście metrów poza miejsce nęcenia, zanurzam na ok. 1 m szczytówkę wędziska i dwoma lub trzema szybkimi obrotami korbki kołowrotka zatapiam żyłkę. Dodatkowo, wyciągając szczytówkę z wody wykonuję energiczne zacięcie w bok, którym wciągam środkowy odcinek żyłki pod wodę. Od gładkości powierzchni wody zależy szybkość i łatwość zatopienia żyłki. Czym powierzchnia wody gładsza, tym trudniej ją zatopić i należy też odpowiednio wykonać od dwóch do nawet pięciu, sześciu obrotów korbką. Na sfalowanej wodzie jest to znacznie łatwiejsze. Po zatopieniu żyłki kasuję jej luz i otwieram kabłąk, by zestaw szybciej zszedł na dno. Dopiero, gdy żyłka przestaje schodzić ze szpuli, zamykam kabłąk, wciągam waggler w zanęcone wcześniej miejsce i ponownie kładę robaki na dnie.

    Rzecz jasna leszcza można złowić na różne inne przynęty, nawet na te, które znajdują się w mojej zanęcie, jak chociażby kukurydza, czy makaron. Można też na haczyk zakładać kanapki: np. ziarnko kukurydzy i jednego robaka białego lub pinkę. Ja jednak idę na łatwiznę i łowię wyłącznie na robaki.

    Wędzisko trzymam cały czas w dłoni, opierając tylko o reling tak, by szczytówka znajdowała tuż przy lustrze wody. W ten sposób mam pełną kontrolę nad zestawem. Zacinając, wystarczy energiczny ruch wędziskiem do góry lub w bok. Energiczny, lecz nie siłowy! Hamulec w kołowrotku ustawiam tak, by już w momencie zacięcia oddał trochę żyłki.

    Brania leszczy zazwyczaj są takie, że antenka spławika nagle zaczyna się wynurzać. Takie branie zacinam natychmiast, gdyż oznacza ono, że leszcz trzyma przynętę w pysku, podnosząc z dna ciężarek. Mogą też być sygnalizowane nieznacznym bo jednocentymetrowym wynurzeniem, bądź zanurzeniem atenki wagglera – trzeba po prostu być cały czas czujnym i bacznie obserwować spławik.

    Gdy brania ustają, bądź są sporadyczne/rzadkie, stosuję manewry prowokujące ryby do brania. Zestaw zarzucam tak, że po zatopieniu żyłki i opadnięciu ciężarka na dno jeszcze kilka metrów przed nęconym miejscem, odczekuję ok 5 minut, a gdy brak jest brania, przesuwam zestaw dwoma obrotami korbki kołowrotka bliżej zanęty, w zanętę, a potem bliżej siebie. Bardzo często brania następują, gdy przynęta ponownie opadnie na dno. Taki manewr powtarzam kilkakrotnie, aż do momentu, kiedy przynęta znajduje się już zdecydowanie poza miejscem zanęconym. Oczywiście należy też co jakiś czas donęcić łowisko. Robię to mniej więcej raz na pół godziny, strzelając procą od 3 do 5 kul zanęty wielkości mandarynki oraz dwukrotnie strzelam makaronem kolanka.

    W opisany wyżej sposób łowię nie tylko leszcze, ale też wszędobylskie krąpie, płocie, okonie, jazie, a nawet jazgarze.

    Na dołączonych fotografiach widoczne są też leszcze pokaźnych rozmiarów 50+ oraz 60+ i choć brakuje im sporo do okazów, to i tak są miłym połowem

    pre_1408292999__012.jpg

    pre_1408293007__013.jpg

    Również miejsce stałego nęcenia, staje się bardzo atrakcyjnym łowiskiem, do którego ryby z ochotą wracają na darmową ucztę. I jak widać po dołączonych fotografiach, nie trudno o dwucyfrowy wynik spławikowej zasiadki. Także powtarzalność takich wyników jest łatwiejsza

    pre_1408293019__014.jpg

    pre_1408293030__015.jpg

    pre_1408293043__016.jpg

    pre_1408293053__017.jpg

    pre_1408293061__018.jpg

    I to by było na tyle, jeśli chodzi o moje doświadczenie w metodzie angielskiej odległościówki. Zważywszy, że na stałe uprawiam inną metodę połowu. No cóż! Na bezrybiu i leszcz ryba…

    Jotes

     Share


    User Feedback

    Recommended Comments



    No i fajnie, wiem przynajmniej jak dobierasz się do tych leszczy. Jotesie, ciekawi mnie pewien niuans. W jaki sposób ustalasz powtarzalną odległość łowienia. Zaznaczasz na żyłce, czy też masz zakotwiczony jakiś znacznik/marker?

    Link to comment
    Share on other sites

    No i fajnie, wiem przynajmniej jak dobierasz się do tych leszczy. Jotesie, ciekawi mnie pewien niuans. W jaki sposób ustalasz powtarzalną odległość łowienia. Zaznaczasz na żyłce, czy też masz zakotwiczony jakiś znacznik/marker?

     

    Właśnie też to ciekawe? Np. Ja oznaczam markerem żyłe, ale wiesz czasem łowienie przy jakimś hymm miejscu gdzie można ustawic zestaw pomiędzy grążele itp. daje możliwość bez oznaczania. Jak w gruntówce np.

    Link to comment
    Share on other sites

    Początkowo stawiałem bojkę, ale już tego nie muszę robić. Nęcę w ściśle namierzonych punktach, pomiędzy rurą odprowadzającą deszczówkę z tamy, a drabinkami z prętów do bezpiecznego wchodzenia, gdy spadzista nawierzchnia jest śliska. Patrząc od strony łodzi, miejsce nęcenia jest wierzchołkiem trójkąta o bokach w równej długości, których mogę się mylić o około metr do półtora metra, tama jest podstawą tego trójkąta. Nęcę w kole około 4 do 5 m średnicy, więc tak nieznaczna różnica nie może mieć wpływu na brania. M.in dlatego mogę się pokusić o prowokowanie ryb do brania, o którym napisałem. zarzucam prostopadle do wysokości tego trójkąta (środek podstawy). Stając z konieczności inaczej i zarzucając np o 90º od tamtego miejsca, wyznaczam sobie trójkąt prostokątny, którego jedna z przyprostokątnych (dłuższa) jest linią prostopadłą do rury, a krótsza to odległość łodzi od miejsca nęconego. Rzucam wtedy zanętę począwszy od końca mojej przyprostokątnej i 5 m w moją stronę oraz w stronę drabinki. To z pewnością jest to samo miejsce, co wcześniej. Różnica również jest nieznaczna. Ponadto, kiedyś zaplątała mi się żyłka o szczytową przelotkę (poskręcała się już), gdy pociągnąłem, zrobiła się spiralka. Przypadek, ale i ona wyznacza, ile żyłki mam dowinąć. Następną żyłkę po ustawieniu zestawu od razu przeciągnę nożem żeby zrobić taką ładną spiralkę/wyznacznik.    ;)

     

    Dodam jeszcze, że w tak często nęconym miejscu pomyłka nawet o 10 m nie powinna mieć zbytniego wpływu na brania, gdyż po pierwsze strzelam jeszcze z procy zanętę wokół wagglera, a wystrzelony z procy makaron ma też duży rozrzut i to on przytrzymuje leszcze w łowisku.

    Edited by Jotes
    Link to comment
    Share on other sites


    Jotes, tak mną zakręciłeś tymi trójkątami i przyprostokątnymi, że więcej pytań nie mam.

     

    Hihi! :) Myślałem też o stoperku żyłkowym, jako znaku na żyłce głównej, ale jakoś nie po drodze... :)

    Link to comment
    Share on other sites

    Jotes, zamiast robić nożem ową "spiralkę" na żyłce, praktyczniej będzie zaznaczyć np. pół metrowy odcinek żyłki jakimś markerem (flamastrem wodoodpornym, pisakiem, korektorem biurowym). Można takie rzeczy kupić w sklepach z art. biurowymi, szkolnymi czy budowlanymi. Rozwiązanie tanie i skuteczne. Bo markery dedykowane wędkarstwu są niestety drogie (50-80zł).

    Link to comment
    Share on other sites

    Zbyszku, ja już kiedyś to przerabiałem i faktycznie celowo do tej metody kupowałem żyłkę spinningową, odtłuszczałem ją i zaznaczałem na niej czarnym markerem. Nie było to jednak trwałe i co kilka zarzuceń musiałem odnawiać. I żeby było jasne, robiłem to porządnym markerem - BIC Permanent Marker.

    Tym razem stosuję typowe żyłki do odległościówki i w grę wchodziłby jedynie biały marker dedykowany do tej właśnie metody. Nie zależy mi jednak na aż takiej precyzji i nie dam tyle kasy na zwykłą pierdołę, z której być może już za kilka tygodni nigdy więcej nie skorzystam. Bo jako spinningista nie mam odrobiny pewności, że w przyszłym sezonie jeszcze będę łowił na odległościówkę - a nóż drapieżnik będzie ładnie zagryzał?

     

    A z tą spiralką to oczywiście żartowałem(że zrobię na nowej żyłce).  ;) Zbyszek, nawet jeśli miałbym już nic więcej tam nie złowić, to i tak jestem nasycony już leszczami. Ale podejrzewam, że gdyby któregoś dnia moje nęcone miejsce było zajęte, to stając obok, ryby i tak wlezą w moją zanętę, którą już doskonale znają, a nie jakąś inną bebeluchę. Tutaj każdemu szkoda kasy i dołożyć konkretnych dodatków. Walą moczony chleb wymieszany z płatkami. No to kto ma wtedy większe szanse? Mam rację? ;)

     

    Trzym się - pozdrawiam. Jarek

     

    Ps. Na tej żyłce nie zaznaczę - DRAGON Nie będzie widać. :(

    Edited by Jotes
    Link to comment
    Share on other sites

    Jarku, ja stosuję tanie markery firmy Granit, cena to +-5zł. Mimo że są na bazie alkoholu, nie zauważam uszczerbku na wytrzymałości żyłki w trakcie sezonu. Na następny i tak nawijam nową. Owe markery można kupić w różnych kolorach: białym, żółtym, czerwonym, zielonym, niebieskim i czarnym, więc z doborem kontrastującego koloru do czarnej czy ciemnobrązowej żyłki, nie ma problemu. Fakt że w trakcie łowienia 2-3 krotnie odnawiam kreskę na żyłce, ale bynajmniej jak dla mnie to żaden kłopot. U mnie oznaczenie na żyłce zawsze znajduje się między kołowrotkiem a pierwszą przelotką, więc schylam się, odnawiam kreskę i po bólu.

    Link to comment
    Share on other sites

    Dzięki za podpowiedź. Poszukam i spróbuję. Ja też w dokładnie tym samym miejscu znaczyłem. ;)

     

    A żyłka? To akurat nie problem, takiego Dragona za 8,50 zł mogę nawet 5 razy do roku wymieniać. Żaden wydatek. I trzeba przyznać, że jest dobra, nadal pięknie tonie (nie odtłuszczałem jeszcze) i jest wytrzymała (0,16). Trabucco 0,18 niemiło wspominam.

    Edited by Jotes
    Link to comment
    Share on other sites

    Ja z Trabucco stosuję tylko żyłki przyponowe (no i bolonkę tej firmy). Na spinning zastosowałem czarną żyłkę Trabucco dwa razy, czyli po raz pierwszy i ostatni. Była bardzo podatna na uszkodzenia mechaniczne i co tu dużo mówić, znacznie słabsza niż deklarowana wytrzymałość na szpuli. Do technik spławikowych, jako żyłki główne stosuję Dragony: Millenium i Maximę Feeder&Match.

    Edited by Ozet
    Link to comment
    Share on other sites

    Ja ją kupiłem do odległościówki. W sklepie nie mogłem zerwać 0,18, więc byłem pod wrażeniem i wziąłem w cenie coś ok 20 zł. Dopiero nad wodą okazało się, że to zwykła nitka, rwała się bez żadnego trudu. Przez tą cholerę straciłem wtedy 2 najlepsze wagglery 10+3. Być może dostałem tylko starzyznę, ale już się sparzyłem i więcej nie wezmę. :)

    Link to comment
    Share on other sites

    @Ozet, Maxima od Dragona - super żyłka.

    Sam stosuję Jig&Trout - różową.

    Nawinąłem w ubiegłym sezonie na kołowrotek i do dzisiaj nie straciła nic ze swojej świetnej wytrzymałości.

    Nadal zachowuje swoją miękkość, co znacznie ułatwia wiązanie węzłów.

    Maxima - żyłka moim zdaniem godna polecenia i wydania około 30 złotych za szpulę 300m.

    Edited by Tammyy
    Link to comment
    Share on other sites

    A ja Trabucco żyłeczkę pod matcha miło wspominam, tak samo jak wyrób Mivardi. Najgorzej zaś Maverowską River Stone.

    W obecnym sezonie testuję Ignesti New Subline, i jak na razie jestem pod wrażeniem, ale to się może zmienić ;) . Do końca sezonu jeszcze  ciut czasu zostało :D.

     
    Link to comment
    Share on other sites

    Czytałem w 2013, że Tarabucco, ma słabe żyłki, np. do spina mi nie polecali, a na spławik taka jedna seria ich żyłek, fatalnie w wodzie działała, i się skręcała szybko, przeszłem na Mikado, ale teraz mam akurat Kongera Matcha na ruchomej szpili, i całkiem całkiem.

    Edited by stawny
    Link to comment
    Share on other sites

    Kołowrotki o ruchomej szpuli nie skręcają żyłki, więc różnica w jej jakości nie jest bardzo odczuwalna. Natomiast w kołowrotkach o stałej szpuli, które mniej lub bardziej skręcają linkę, marnej jakości żyłka potrafi dać się mocno we znaki.

    Edited by Ozet
    Link to comment
    Share on other sites

    Mógłbyś dodać jeszcze zdjęcie całego zestawu jak wygląda po złożeniu na żyłce itp. To taka moja drobna rada, ale to ty zdecyduj ps. Dla młodego wędkarza będzie to duża pomoc przy składaniu. :)

    Edited by Wędkarz
    Link to comment
    Share on other sites

    Jost przenoszę rozmowę z czata do Ciebie.

    Według Mnie, to co napisałeś ok, ale im prostrzy zestaw match, tym ławiej z nie plątaniem się go. Doświadczeni wędkarze spławikowi, mogą jak Ty łowić, ale amatorzy powinni korzystać z prostoty, bo match daję taką możliwość, tz. prosty zestaw match ze spławikiem blokowanym śrucianami. John Wilson as matcha angielski, pisze w książce, że blokoje śrucinami waggler 3BB lub inny, i też poczatkującym to poleca. Stupkiewicz podobnie wspomina o tym, w swym podręczniku Wędkarz Nowoczesny. Albo nie rozumiem niekiedy kolegów amatorów, albo teraz nie zaczyna się łowienia na anglika od prostoty, a od dużego zaawansowania, a ma się bardzo mało info. o metodzie, i zero doświadczenia w łowieniu. Przepraszam za brak pol. znakow niekiedy pisze z pracy.

    Edited by stawny
    Link to comment
    Share on other sites

    Po pierwsze, proszę nie kaleczyć mojego nicka, o ile zwracasz się do mnie...

     

    A po drugie, ja napisałem o najprostszym zestawie w swoim artykule, możesz mi wierzyć! A mógłbym opisać jeszcze zestaw ze śrucinami z większością ciężaru skupioną pod wagglerem i resztą malejąco rozłożoną w kierunku krętlika...

     

    Po trzecie... Jak ktoś coś opisuje, to zanim wejdzie się w taką polemikę jak powyżej, należałoby przynajmniej zapoznać się z tekstem i go zrozumieć - czemu tak, a nie inaczej autor opisuje i poleca taki, a nie inny zestaw? Doczytaj, czemu mój zestaw nie może być blokowany niczym, albo raczej, czemu nie może być zmontowany przy pomocy systemiku do stacjonarnego mocowania wagglera? Tak na spokojnie i bez pośpiechu. To wszystko zawarte jest w moim tekście! pkt NR 2. GŁĘBOKOŚĆ ŁOWISKA 6,4 M!   :)

     

    John Wilson też by tak łowił tu u mnie.  :czytaj:

    Edited by Jotes
    Link to comment
    Share on other sites

    Koledzy, ja bardzo proszę o nie zasypywanie mnie bezsensownymi pytaniami na Privat, gdyż na pytania typu:

     

    "A jaki ciężarek przelotowy założyć posiadam 0,5, 10 i 14g a waggler 3+4 :/ Muszę kupić inne?"

     

    "Ile splawik powinniem mieć luzu pomiędzy jednym a drugim stoperem?

     

    Nie będę odpowiadał poza forum! Od tego jest Mateczka Googlownica i jej niezmierzone zasoby, żeby się wspomagać. A jak się jest początkującym wędkarzem, to nie wolno się sugerować czyjąś siatką złowionych ryb i wmawiać sobie, że ja też od razu chcę tak samo łowić. Nie powinno się od razu rzucać na głęboką wodę, jeśli nie potrafi się pływać! Do wszystkiego należy dochodzić małymi krokami, poczynając od najprostszych rzeczy, kolejno przechodząc do bardziej złożonych, ale przede wszystkim chłonąc mnóstwo wiedzy zawartej w internecie. Czytać, czytać i jeszcze raz czytać. Chłonąć wiedzę jak gąbka, poczynając od poradników dla początkujących wędkarzy, przechodząc kolejno do zaawansowanych technik połowów.

     

    Dla ułatwienia daję pytającym:

    Krok pierwszy

    Edited by Jotes
    Link to comment
    Share on other sites

    Interesujący artykuł dotyczący montażu zestawów do odległościówki, zarówno na wody stojące (match), jak i na wody płynące (trotter). Mimo że język holenderski znam mniej więcej na tym samym poziomie jak wietnamski, to rysunki zestawów mówią w zasadzie wszystko. Warto zwrócić uwagę na rozkład obciążenia, aby zrozumieć istotę budowy zestawów odległościowych. Są to oczywiście pewne schematy, które można "żywcem" przenieść na swoją wędkę, ale lepiej jest zrozumieć ideę budowy zestawów, aby skutecznie dostosować je do konkretnych łowisk. W efekcie można łowić skuteczniej, ale także unikać irytujących splątań zestawu, albo przynajmniej ograniczyć je do minimum.

    Link to comment
    Share on other sites




    Join the conversation

    You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
    Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

    Guest
    Add a comment...

    ×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

      Only 75 emoji are allowed.

    ×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

    ×   Your previous content has been restored.   Clear editor

    ×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

    Loading...

×
×
  • Create New...