pierwsze wędziska to oczywiście bambusy, potem szklaki "samoróbki" po tacie na które łowił Gwdzie piękne sandacze i okonie po 40 cm w i kołowrotki REX, ale miałem też w latach 80 prawdziwy rarytas - kołowrotek Mitchell przywieziony zza żelaznej kurtyny przez kolegę mojego ojca który latał w Locie - miałem go wiele, wiele lat - obchodziłęm się z nim jak z jajkiem ale i on się skończył pewnego dnia