Dziś popołudniu tj. 13 pojechaliśmy we czterech na ryby. Ryby od początku miałem tylko ja i mój wuja o którym później. Gdy my łapaliśmy nasz kolega dopiero się rozłożył (tyczkarz). Ozetowi ryba weszła w połowie naszych mini zawodów. Łowiliśmy dobre 3,5h po ważeniu okazało się że drugiego (tyczkarza) miałem daleko za sobą bo o 1,35kg sam miałem 5,08, trzeci był mój wuja a czwarty Ozet na którym wziąłem rewanż za wczorajsze zawody koła które wygrał ja byłem dwunasty (na swoją obronę powiem że miałem najgorsze miejsce na beznadziejnej płyciźnie). We trzech łowiliśmy takie rybki
a mój wuja takie.