Skocz do zawartości

Ozet

Forumowicz
  • Zawartość

    571
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

1186

O Ozet

  • Tytuł
    Profesjonalista
  • Urodziny 26.12.1961

Wędkarstwo

  • Lubię
    brak opisu

Informacje o profilu

  • Imię
    Zbigniew
  • Płeć
    Mężczyzna
  • Lokalizacja
    Nadwarcianin lewobrzeżny Konin/Osiecza
  • Zainteresowania
    Wędkarstwo, szachy,geografia,sport, oraz cała masa innych rzeczy po trochu.

Ostatnie wizyty

1602 wyświetleń profilu
  1. Na tę okoliczność że odkurzyłeś Wartburgu ten temat, znalazłem szpulkę z żyłką 0,40mm, o wytrzymałości 6,2kg. Żyłka z lat 80-tych ubiegłego wieku. Małe wyjaśnienie dla młodych stażem kolegów. Żyłki Gorzów/ Kędzierzyn-Koźle, były w powszechnym użyciu w latach 60-70 i 80-tych. Alternatywy w zasadzie nie było, gdyż znikome ilości importowanych żyłek, rozchodziły się wyłącznie "spod lady", albo można było kupić w tzw. Pewexach za dolary (lub bony PKO). Żyłkę położyłem na broszurce z roku 1986, "Wędka dla zaawansowanych" St. Stupkiewicza. (Miałem jeszcze jedną tego samego autora pt. "Wędka dobra na wszystko", ale gdzieś ją "wciełło" niestety.) Na drugim zdjęciu żyłki, widoczna jest tabelka która daje pojęcie o wytrzymałości ówczesnych żyłek. Miałem to szczęście, że kolega przysyłał mi Damyl Steel Power z Niemiec (uciekł tam w połowie lat 80-tych). Dla mnie szokiem była jakościowa przepaść między Damylem a żyłką Gorzowską. Później, w latach 90-tych można już było te żyłki kupić w naszych sklepach wędkarskich. Kiedyś wiekim problemem był zakup choćby białych robaków, nie było też żadnych firmowych zanęt. Dodałem więc dwie fotki z powyższej broszurki, obrazujące jak sobie z tymi problemami radzono.
  2. Zakup cykad Spinmad

    Wyjątkowo pięknie wybarwiony szczupak. Gratulacje. Przynęta, przynętą, ale mogłeś (zresztą nadal możesz) umieścić tą fotkę w "spinningowym 2017". Napisz kilka zdań gdzie był złowiony (ciekawi mnie głębokość łowiska), i jaka była jego wielkość.
  3. Jarek, do gotowych "korków" to jeszcze jest ho ho, a może jeszcze dłużej. Dajmy na to mam korpusiki (teoretycznie ), przez dłuższy czas muszą odczekać na natchnienie "twórcy". Któregoś dnia olśni mnie żeby wkleić dolniki, antenki, oraz ewentualne oczka z drutu . Wtedy od razu się za to wezmę, "bez zbędnej zwłoki". Powklejam powyższe elementy spławików i powbijam je pionowo w styropianową płytkę. Teraz będą czekać na kolejne moje natchnienie, a zbyt "wyrywny" nie jestem. Gdy już dobrze pokryje je kurz, któregoś zimowego dnia doznam kolejnego olśnienia, że dobrze byłoby je pomalować. Na malowanie poświęcę kilka dni (3 warstwy: farba, lakier bezbarwny, i znów lakier bezbarwny. Z 24h przerwami między nakładaniem następnej warstwy. Tak że do wiosny chyba się wyrobię.
  4. Yyy... wczoraj miałem gorączkę (tak to ujmijmy), a powszechnie wiadomo, że w "gorączce" mówi się (i czasami pisze) różne niestworzone rzeczy. Uznajmy więc dyplomatycznie, że tematu nie było. Przeczytałem wczorajsze swoje posty, no i jestem zadowolony z siebie, że bardziej nie "rozwinąłem skrzydeł".
  5. Ja protestuję. Nastrugałem korpusików na spławiki, muszę wkleić dolniki i antenki, pomalować, wypróbować w przyszłym sezonie... Koniec świata musi poczekać. Ps. Upraszam Szanowną Administrację o ponowne wyczyszczenie tematu, poprzez przeniesienie trzech ostatnich postów "gdzie trzeba". Dziękuję i przepraszam.
  6. Traktowanie złowionych ryb.

    Dziękuję.
  7. Spiningowe 2017

    Prezesie, od kilkunastu lat da się zauważyć taką prawidłowość, że każdy aktualny sezon, jest gorszy niż poprzedni, ale lepszy niż następny. W dodatku w roku poprzednim, nie było tylu wybuchów na słońcu i Superksiężyca też nie było.
  8. Traktowanie złowionych ryb.

    Januszu, może byś (z łaski swojej) rozszerzył swoją myśl, żeby poszerzyć wiedzę nieświadomych zwolenników C&R i nie tylko. Takie lakoniczne zdanie, niewiele niestety mówi. W tym miejscu przypomniał mi się pewien dowcip (opowiadany u nas jako zdarzenie prawdziwe). Pytają się pewnego znanego rzeźnika, jaka jest tajemnica wybornego smaku robionej przez niego kiełbasy. Ten odpowiada: "Bo kiełbasa... to musi być kiełbasa!"
  9. dziwna płoć? co to za ryba???

    ...faszysto i seksisto...
  10. Traktowanie złowionych ryb.

    A może niektóre gatunki ryb słodkowodnych, też posiadają gen AFP? Ale w rzeczy samej, treść artykułu to dla mnie klasyczna "czarna magia". Im zimno niestraszne
  11. Traktowanie złowionych ryb.

    Z Twojego wywodu Docio, wyciągam wniosek, że gdybym nawet te rozmrożone okonie wpuścił do przydomowego (hipotetycznego) stawu , to ich los byłby i tak przesądzony...
  12. Traktowanie złowionych ryb.

    Docio, coś jednak nie daje mi spokoju. Dawniej, łowiąc okonie pod lodem, beztrosko po odhaczeniu zostawiałem je na lodzie, bez uśmiercania. (Teraz, okonie które mam ochotę zabrać z łowiska, uśmiercam natychmiast.) Po zakończonym łowieniu, robiłem obchód swoich otworów w lodzie, zbierając okonie zmarznięte "na gnat". Po powrocie do domu, do plastikowego wiaderka z okoniami nalewałem zimnej wody z kranu. Po kilku minutach gdy okonie odtajały, pluskały w wiadrze w najlepsze. Jak to wytłumaczyć, w kontekście cytowanego tekstu?
  13. I komu to przeszkadzało? Kiedyś każdy miał w swoim profilu znajomych, teraz może mieć co najwyżej obserwujących. Mi osobiście obserwujący, jakoś uparcie kojarzy się z tzw. sygnalistą.
  14. Traktowanie złowionych ryb.

    Alex, po to jest forum żeby wymieniać poglądy. Każdy ma prawo do własnego spojrzenia na dany temat. Gdyby wszyscy myśleli identycznie i mieli jednakowe zdanie w każdym temacie, życie byłoby nieznośnie nudne.
  15. prezent - jaka skrzynka?:)

    Docio, że też takie oczywiste rzeczy chce Ci się tłumaczyć. Ale rozumiem, zostałeś "wywołany do tablicy" więc wypadało. Wyobrażam sobie że kwestie organizacji wyprawy wędkarskiej, omawiane są już na etapie szkółek wędkarskich, a jeżeli nie to powinny. Po prawdzie jest całkiem spore grono wędkarzy, którzy taszczą nad wodę niemal cały swój arsenał, do metod i technik wszelakich. Pewnie spowodowane jest to chęcią uniknięcia niepowodzeń (nie biorą na spławik, spróbuję na feeder, nie biorą z gruntu, to rzucę "na korek"). Nierzadko bywa i tak, że co bardziej niecierpliwi, łowiąc czy to z gruntu czy na żywca, obławiają swój rewir spinningiem. "Przecież panie i tak nic nie bierze, to co się będę nudził". Tacy wędkarze którzy "szarpią się" między różnymi metodami, mają na ogół słabe wyniki w przekroju całego sezonu. Owszem, czasami takie improwizowanie na łowisku, przyniesie efekt w postaci "słusznej wielkości ryby", jednak najczęściej kończy się porażką. Osobiście wolę skupić się na jednej wybranej metodzie/technice łowienia. Czasem wybiorę słusznie, czasem nie, ale to też jest wpisane w "uroki wędkowania". Jedna metoda czy technika, pozwala na staranne przygotowanie się do wyprawy, później lepszą organizację stanowiska, żeby wszystko mieć pod ręką, oraz co bardzo ważne, większe skupienie na niuansach miejscówki, metody i zestawu. Muszę się jednak przyznać, że często gdy jadę połowić na bata, biorę ze sobą też lżejszy spinning (5-20g), oraz pudełko z obrotówkami. Łowię dajmy na to płotki, nagle następuje nieoczekiwana przerwa w braniach. I teraz moja czujność jest najbardziej wytężona, bo może to oznaczać że w zanętę "wszedł" lin a może leszcz, który wypłoszył płotki. Jeżeli przez kolejnych kilka minut nic się nie dzieje, odkładam bata, biorę do ręki spin i odchodzę kilka metrów w bok (o ile jest taka możliwość). Rzucam obrotówką po skosie, poza zanęcone pole, pozwalam jej opaść w pobliże dna i zaczynam prowadzić w umiarkowanym tempie. Jeżeli nic się nie dzieje, przechodzę z drugiej strony stanowiska, ponawiam rzuty, starając się poprowadzić błystkę przez zanęcone pole. Wcale nierzadko okazuje się że przyczyną zaniku brań płotek, był szczupak lub okoń, czatujący nieraz centralnie w zanęcie. Ale wracając do zasadniczego wątku... Oczywiście że "lepiej wozić niż się prosić", więc chyba każdy wędkarz zabiera nad wodę różne akcesoria ze sporym naddatkiem (przypony, haczyki, ciężarki, spławiki itp.), ale taszczenie na łowisko całego wędkarskiego dobytku, jest bez sensu.
×