Skocz do zawartości

Ozet

Forumowicz
  • Zawartość

    856
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Ozet

  1. Ozet

    Co z tym sandaczem?

    Dziękuję, jednakże nie skorzystam, gdyż najpewniej się czuję nieopodal domu. Gdy nieopatrznie wyjdę za najbliższą górkę i nie widzę znajomych elementów krajobrazu, to już wpadam w panikę. Poza tym, parafrazując (ździebko) słowa piosenki niezapomnianej Anny German, stwierdzam że: " Być może gdzie indziej są wody piękniejsze i noce gwiaździstsze i ranki jaśniejsze. Być może bujniejsza, zieleńsza jest zieleń i ptaki w gałeziach śpiewają weselej. Być może gdzie indziej ... lecz sercu jest droższa, piosenka nad Wisłą i piasek Mazowsza." Przechodząc jednakże do meritum tematu, napiszę jak ja bym próbował dobrać się do ewentualnych sandaczy w dołku na zdjęciu. Skupił bym się na niższej miejscówce X (przy zatoczce). Rzuty w poprzek, nieco w górę kanału (pod prąd). Ciężar główki jigowej dobrany tak, żeby przynęta po rzucie i lekkim napięciu linki, stoczyła się w dołek tuż za krawędzią. Jeżeli sandacze będą w dołku, to z dużym prawdopodobieństwem będą ustawione tuż za górną krawędzią dołka. Chodzi o to, żeby przynęta spadała z tej krawędzi, pod pysk sandacza/sandaczy, niczym chora rybka która nie ma siły oprzeć się nurtowi. Trzeba uważnie obserwować linkę, bo branie może się objawiać tylko odjazdem linki w bok, albo tylko skokiem linki na styku z wodą. Wszelkie podejrzane zachowania linki i przynęty trzeba ciąć, nawet gdy tylko Ci się wydaje że to branie, gdyż nieraz będzie Ci się wydawać słusznie. Może to być też ostre "łupnięcie", takie że nim pomyślisz to już odruchowo rybę zatniesz. Gdy nie ma brania w opadzie, to gdy tylko przynęta dotknie dna dołka, dobrze jest ją podbić krótkim i szybkim ruchem szczytówki. Nie długim, obszernym podbiciem "od podłogi do sufitu", bo za taką przynętą żaden sandacz nie skoczy. Podbicie tylko jedno, bo podwójne sprawdza się w innych sytuacjach. Jeżeli nic się nie wydarzyło po podbiciu i opadzie przynęty, dobrze jest przejść do wolnego wleczenia przynęty po dnie w kierunku brzegu. Jeżeli sandacze są w dołku, to na którymś etapie podania przynęty, powinny pojawić się co najmniej "pstryknięcia". A wtedy już trzeba kombinować z wielkością i kolorystyką gum. Takimi poprzecznymi rzutami i wachlarzowym prowadzeniem przynęty, należy starannie obłowić cały dołek i jego okolice. W przypadku takich śródrzecznych dołków, niezbyt sprawdzają się rzuty poza dołek, z prądem, gdyż wtedy przynęta napływa na drapieżniki (ustawione głową pod prąd) od ogona, co zwykle je płoszy zamiast zachęcać do brania. Zdecydowaną większość swoich sandaczy w rzece, złowiłem prowadząc przynęty wachlarzem za krawędzią przykosy, albo poprzez zagłówkowe dołki. Dodam tylko, że w takich dołkach w nurcie, można się spodziewać dosłownie każdego drapieżnika, od okonia po suma.
  2. Ozet

    Co z tym sandaczem?

    Koledzy powyżej poruszyli w zasadzie wszystko co istotne podczas polowania na sandacze. Ja z własnego doświadczenia, skupię się na jednym aspekcie, czyli zbrojeniu przynęty. Moim zdaniem, ten sposób zbrojenia jest mało skuteczny na sandacza, natomiast szczupakowi jest wszystko jedno. Osobiście unikam tego typu zbrojenia gum, bo w przeszłości miałem zbyt dużo przypadkowych podhaczeń ryb za tzw. "kapotę" (przeważnie leszczy), poza tym razi mnie pewna "ordynarność" takiego zbrojenia. Teraz stosuję do gum tylko pojedynczy hak i tyle. A kto ugania się za sandaczami dostatecznie długo, ten wie że sandacz bardzo lubi przebywać w pobliżu stad leszczy. Sandacz jest ostrożny i czujny, więc wszelkie podejrzane elementy zbrojenia przynęty, mogą go skutecznie zniechęcać do brania. Podobnie jak w przypadku okoni, sandacz także lubi przynęty bardzo starannie założone na hak, wręcz podręcznikowo. Nie przegięte w bok i nie wybrzuszone. Do gum 8-10cm a nawet 12cm jak piszesz, haki 2/0 i 3/0 są moim zdaniem stanowczo za małe. (Choć po części tłumaczy je dozbrojka.) Przy tej wielkości gum, zastosował bym haki od 4/0 do 6/0. W przypadku nieśmiałych "pstryknięć", spróbuj natychmiast zmienić przynętę. Czasem wystarczy zmienić tylko jej wielkość, zachowując kolorystykę, czasem zastosować kontrast kolorystyczny. Jednym słowem trzeba kombinować, innej rady nie ma. Tak na marginesie, już po samym opisie zazdroszczę Ci tego łowiska.
  3. Ozet

    Zimowy marazm i poluzowane klepki

    Jeżeli chodzi o dąb, bobry dokończyły dzieła, akacja póki co jeszcze stoi. (Widoczny na zdjęciu spin, to tak zwana "perła z lamusa". 26-letni austriacki Admiral 2,25m, cw. 15-40g. Wielce zasłużony i zaprawiony w bojach, ale "to se ne vrati" jak mówią sąsiedzi z południa.)
  4. I to jest bardzo cenna uwaga i zarazem wskazówka, dla wszystkich tych którzy szukają spina pod szczupaka. A już w rękach niedoświadczonych (lub zbyt impulsywnych) spinningistów, wędka o głębokim ugięciu to wręcz błogosławieństwo.
  5. Ozet

    Zimowy marazm i poluzowane klepki

    Alex, może trochę przejaskrawiłem obraz kanałów i jezior nimi połączonych, bo nadal można złowić tam ładną rybkę. Ale do tego potrzebna jest znajomość tych łowisk, duża doza cierpliwości i łut szczęścia. O ile w latach 70-tych, 80-tych i jeszcze 90-tych, ubiegłego wieku, kanały były nazwane konińskim Eldorado, to teraz rybność tych łowisk nie odbiega od średniej statystycznej większości polskich wód. Niegdyś zjeżdżały nad kanały istne "pielgrzymki" łowców potężnych amurów i karpi, teraz częściej spotkasz wyczynowców bijących rekordy w ilości złowionych uklei. Dla tych którzy zimą nie mogą usiedzieć w domu, ciepłe kanały są jakąś alternatywą, choćby dla relaksu. A przy odrobinie szczęścia, któż to wie?
  6. Ozet

    Zimowy marazm i poluzowane klepki

    Zaprawdę, powiadam Ci Jarek, szczęśliwym człowiekiem żeś jest. Alex, świetność kanałów skończyła się jakieś 10 lat temu. Teraz można tam połowić drobnych płotek, krąpi, wzdręg i... czebaczków amurskich. Najbardziej cierpliwym i zawziętym, czasem udaje się złowić ładnego karpia. Amurami i tołpygami już od dawna gospodarstwo rybackie nie zarybia, bo szkody były większe niż korzyści gospodarcze. Amury zjadały ogromne ilości roślin wodnych, niszcząc tarliska rodzimych gatunków, przez co jest radykalnie mniej leszczy, linów czy karasi. Tołpygi odżywiające się głównie planktonem, pozbawiały narybek niezbędnego pokarmu, co również przyczyniło się do zubożenia rybostanu okolicznych wód. Dlatego w ostatnich latach dałem sobie spokój z kanałami, a jeżeli tam łowię to wyłącznie na zawodach.
  7. Ozet

    Zimowy marazm i poluzowane klepki

    Wybrałem się po południu nad rzekę, coby na spina porzucać. Nie przewidziałem tylko małego niuansu, że całym korytem rzeki, będzie płynąć kra. Taka "płocha" śryżowata, ale skutecznie uniemożliwiająca spinningowanie. Cóż więc, pospacerowałem trochę po swoim najlepszym sandaczowym odcinku, zrobiłem kilka fotek (które poniżej zamieszczam) i wróciłem do domu. Nic to, idzie ocieplenie, więc pewnie jeszcze w tym roku połażę ze spinem.
  8. Ozet

    Zimowy marazm i poluzowane klepki

    Czy mi się to podoba czy nie, ustabilizowanie, wzmocnienie, tego brzegu było koniecznością. Na tym odcinku rzeki, nurt coraz bardziej wdzierał się w brzeg, przez co bezpośrednio była zagrożona droga dojazdowa do części łąk i pól. Na zdjęciu widać już "wygładzony" brzeg, a jeszcze wiosną była to pionowa skarpa, obrywająca się systematycznie przy każdej większej wodzie. DAM-owskie kołowrotki zawsze miały świetny design. Jak tak patrzę w katalogach, to współczesne jeszcze bardziej "cieszą oko". Nie wiem jak teraz jest z ich trwałością, bo ja Quicki kupowałem w czasach, gdy były produkowane przez Niemców w niemieckiej fabryce. Teraz, tak jak w przypadku większości europejskich firm, ich produkty wykonują sympatyczni mieszkańcy Dalekiego Wschodu.
  9. Ozet

    Zimowy marazm i poluzowane klepki

    Z dzisiejszego spaceru nad Wartą. Upiększają mi takie fajne i dzikie niegdyś zakole Warty (388km). Teraz będzie pod cyrkiel i linijkę. Nie jestem z tego powodu jakoś szczególnie szczęśliwy. :( Indian wprawdzie nie spotkałem, ale bobry zaczynają gromadzić "chrust" na zimę. Dobierają się do szczególnie twardych drzew, czyli dębu i akacji. Tak przy okazji, do widocznego na zdjęciach spina, podpięty jest kołowrotek o którym niedawno w innym wątku wspominałem, prawie 20-letni DAM Quick SEL 340FD. Tylko 3 łożyska i "śmiga" nadal.
  10. Ozet

    Zimowy marazm i poluzowane klepki

    Andrzej, tak a'propos tej wycieczki "dookoła świata". Z dorzecza Paragwaju, masz zupełnie niedaleko do Kolumbii...
  11. Ozet

    wędkarstwo spławikowe 2018 Spławikowe 2018

    No i fajnie. Trzeba umieć wykorzystać możliwości na łowisku do maksimum.
  12. Ozet

    Zimowy marazm i poluzowane klepki

    Andrzej, czy chodzi tutaj o Yerba Mate? (Jeżeli tak, to pogadamy se na priv.)
  13. Ozet

    Zimowy marazm i poluzowane klepki

    Nic z tych rzeczy. W postach które w innym wątku Wind usunął (co zresztą było bezpośrednim pretekstem do założenia przez Ciebie tego tematu), napisałem coś takiego: "Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że nigdy żadnego paskudztwa nie zażywałem, ale za to piłem "jak szewc", teraz piję tylko herbatę i maślankę." I to jest cała prawda o używkach, którymi się obecnie raczę. Sorry, sorry bardzo, zapomniałem o papierosach, które palę niczym niezapomniany palacz z "Misia": "Czy ja palę? Pani kierowniczko, ja palę bez przerwy!"
  14. Ozet

    Zimowy marazm i poluzowane klepki

    W tej sytuacji nawet nie będę wnikał czym miałeś tą fajkę nabitą.
  15. Jeżeli chodzi o kołowrotki, to w ostatnich dwóch dekadach zauważam tendencję wręcz odwrotną. Mam tu na myśli kołowrotki "budżetowe" w zakresie cenowym 100-300zł. W latach 90-tych, kupowałem wyłącznie kołowrotki DAM, stosunkowo tanie Quicki w zakresie cenowym 100-150zł. Służyły mi po 10-15 lat, a dwa użytkuję do tej pory. Jeden przy bolonce, drugi do spinningu, obydwa mają po około 20 lat. Teraz, jak czytam na forach, jeżeli kołowrotek działa poprawnie 3 sezony, uważany jest za dobry i mocny, godny polecenia. O ile w wędziskach daje się zauważyć tendencję, że wzrasta jakość i właściwości użytkowe tych tanich, to niestety nie można tego samego powiedzieć o kołowrotkach. W tych lekkich "super sztywnych" obudowach grafitowych, dość szybko pojawiają się luzy, kołowrotek zaczyna szumieć i rzęzić. A prawda jest taka, że mechanizm napędowy kołowrotka musi być stabilny w sztywnej obudowie, żeby kołowrotek był pewny i niezawodny. Mocne, solidne i trwałe kołowrotki mają swoją wagę, a i cenę niestety też. Co z tego że kupimy niezły kijek już za powiedzmy 150zł, jeżeli dopasowujemy do niego lekki, grafitowy "pic na wodę", tyle że w ładnym designie. Ale może kiedyś "kosmiczne technologie" w budowie kołowrotków, nie będą tylko pobożnym życzeniem speców od marketingu, i doczekamy się lekkich, przy tym super mocnych "młynków".
  16. To tak jak ja w Wartę. Ale co jakiś czas daje mi "zastrzyk nadziei" (w oszczędnych dawkach), więc ciągle nad nią wracam.
  17. Ozet

    Zimowy marazm i poluzowane klepki

    Dorodna rosówka jest pyszna, taka mięsista, tylko cokolwiek "ziemista" w smaku. PS. Co bardziej wrażliwych, uspokajam. Nie, nie próbowałem, tak tylko sobie wyobrażam.
  18. Jarek, teraz Pilica, czy ZS nadal wchodzi w grę?
  19. Dla mnie akurat, od starannego wyważenia zestawu, ważniejsze jest żeby tenże zestaw podołał zmiennym okolicznościom w jakich przychodzi mi łowić, nieraz tego samego dnia. Czy to Warta, jakieś starorzecze, czy też nadrzeczne "dołki", wolę mieć pewność że zestaw nie zawiedzie mnie w kluczowym momencie. Jeżeli NightMare pisze, że głównym jego celem będzie szczupak, to zgodnie ze swoim doświadczeniem, nigdy nie polecę mu kołowrotka wielkości 1000 (a tym bardziej 50). Na drapieżniki takie jak szczupak czy sandacz, mechanizm kołowrotka musi być mocny i tyle (oczywiście na miarę zainwestowanych w ten kołowrotek złotówek), kołowrotek nie może mi "stawać dęba" podczas holu szczupaka 60cm. Gdyby kolega NightMare, napisał że nastawia się na okonie, ale z szansą na przyłów szczupaka, to wtedy polecił bym mu wielkość kołowrotka 2000, jednak poniżej tej wielkości bym nie zszedł. Żeby była jasność, wcale nie twierdzę że na kołowrotek wielkości np. 1000, nie da się wyholować dużego szczupaka. W sprzyjających okolicznościach można wyholować nawet metrówkę, ale do systematycznego polowania na szczupaki, taki kołowrotek jest za delikatny i może zawieść w najmniej oczekiwanym momencie. Adam, załóżmy hipotetycznie (ale z dużym prawdopodobieństwem), że kiedyś technologia materiałów do budowy wędzisk tak się rozwinie, że spinning na suma będzie miał masę 150g. Czy to znaczy że dla komfortu łowienia i poprawnego wyważenia takiego spina, założymy "zabawkę" wielkości 1000? Oczywiście że nie, bo oprócz naszych subiektywnych odczuć w operowaniu zestawem, musimy mieć "w tyle głowy", z jakim przeciwnikiem przyjdzie nam się zmierzyć.
  20. Wątpię czy do spinningu znajdziesz coś sensownego w cenie + -- 90zł, jeżeli ma posłużyć dłużej niż sezon. Do spławikówki owszem, kołowrotek w tej cenie może posłużyć wiele długich lat. Do spinningu, zwłaszcza gdy w grę wchodzi łowienie z opadu i plecionka, musi to być kołowrotek choćby trochę solidniejszy. Dołóż/odłóż jeszcze trochę i kup np. kołowrotek Ryobi Ecusima lub Daiwę Crossfire albo polecany przez naszego dyżurnego eksperta spinningowego Alexa, kołowrotek Konger Ultris. (Dwa pierwsze użytkuję, trzeciego nie znam, ale ufam opinii Alexa.) Moim zdaniem, najlepiej gdyby kołowrotek był wielkości 3000. Co do plecionki, ja bym ją pogrubił do 0,12mm. PS. Przejrzyj tematy w dziale spinning, niewykluczone że coś ciekawego dla siebie znajdziesz.
  21. Ozet

    Zimowy marazm i poluzowane klepki

    Co tu tak dzisiaj tak cicho i głucho? Widzę że tylko PZW jakieś medale czy ordery chce nadawać. Więc ni z gruszki ni z pietruszki, taki cytat spod poluzowanej ździebko klepki: "Takich dwóch, jak nas trzech to nie ma ani jednego. - Powiedział czwarty z nich, po czym cała piątka udała się na piwo."
  22. Ozet

    Zimowy marazm i poluzowane klepki

    O, ten wątek mnie zainteresował. Litr za jeden wjazd i wyjazd, czy litr za sezon wjazdów i wyjazdów? I czy wpisowe przepadało bezpowrotnie, czy też można było liczyć na "współudział"?
  23. Ozet

    brak wynikow

    Wystarczy leciutko węzeł "cyknąć" Kropelką, sprawdzone wielokrotnie. Albo przy braku Kropelki akurat pod ręką, nadpalić zapalniczką końcówkę po zawiązaniu węzła. Zrobi się taka mini "grudka", która skutecznie zapobieganie wyśliźnięciu końcówki plecionki. Adam, nurtuje mnie dlaczego dowiązałeś tylko 25m tej nowej plecionki? (A całość na szpulce to 50m.) Trochę przypomina to dzielenie zapałki na czworo.
  24. Zabrzmiało prawie jak wyznanie miłosne.
  25. Ozet

    Zimowy marazm i poluzowane klepki

    Skoro już jesteśmy przy jabłkach... Gdy byłem młodszy i dużo łaziłem jesienią na spin nad Wartą, to bardzo lubiłem podkradać w okolicznych, nieraz na wpół zdziczałych sadach, jabłka i śliwki. Smak współczesnych "plastikowych" jabłek z marketów, nawet nie przypomina smaku jabłek ze starych odmian jabłoni. Ale szczególną słabość miałem do śliwek węgierek. Nieraz celowo wybierałem takie trasy, żeby o nie "zahaczyć". Kiedyś byłem szybki, szczupły i zwinny, więc żadne płoty i ogrodzenia nie stanowiły dla mnie przeszkody. Często nawet tych płotów nie było. Trzymałem linię pewnie dzięki tym jabłkom i śliwkom, bo jak wiadomo "kradzione nie tuczy". ;)
×