-
Postów
1 074 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Artykuły
Forum
Galeria
Kalendarz
Zawartość dodana przez Ozet
-
Miałem już nie zabierać głosu w tym temacie, niestety... "nie chcem ale muszem". To że kołowrotki Shimano są produkowane między innymi w Malezji, wiadomo od dawna. Sam mam Shimano Nexave 4000, z napisem na stopce: Malaysia. (Tak na marginesie, kołowrotek ten po dwóch latach od zakupu, "klęknął" nieodwołalnie i bezpowrotnie. Tak więc mam, ale jakbym go nie miał.) Wracając do meritum. Docio, zachodzę w głowę jak doszedłeś do tej karkołomnej konkluzji że: (Dodam, że zalinkowany przez Ciebie temat przeczytałem.)
-
Tak orientacyjnie, niższa przelotka ruchoma powinna blokować się w około połowie długości szczytówki, natomiast ruchoma górna, w około 1/5 długości szczytówki. Widocznie założyli przelotki ruchome od 4-ki, albo 5-tki.
-
No nie, tak być nie może. Reklamuj natychmiast. Skontaktuj się ze sprzedawcą i naświetl mu problem, żeby w następnej wędce nie było tego samego "numeru".
-
Docio, jeżeli znalazłeś siedziby firm w w/w krajach, ale nigdzie nie ma wzmianki o filii w Malezji, którą z taką estymą wymieniasz jednym tchem obok Daiwy japońskiej, matki wszystkich Daiw, to chyba moje wątpliwości co do istnienia takiego tworu są uzasadnione? Przedstawicielstwa handlowe w Polsce, Czechach, na Węgrzech, Słowacji, czy ewentualne na Litwie lub Łotwie, trudno nawet przy wyjątkowo dobrej woli nazywać filiami Daiwy. Mój wpis dotyczył tylko i wyłącznie wątpliwości istnienia malezyjskiej filii produkcyjnej. Co nie wyklucza że istnieje tam przedstawicielstwo handlowe, zajmujące się dystrybucją produktów Daiwy. Nie odnosiłem się do asortymentu produktów z poszczególnych filii, ani ich jakości. Domyślam się więc że Twój wywód poza początkiem, służy poszerzeniu naszej ogólnej wiedzy nt. produktów pod szyldem Daiwy, i za to Ci chwała.
-
A wyobraź sobie że ma. Smukłą wędką łatwiej pokonuje się opory powietrza, przez co wkładasz mniej siły w cykliczne zarzucanie zestawu. Mniej męczące jest też operowanie taką wędką przy wietrznej pogodzie. Łatwiej/szybciej możesz uruchomić taką smukłą wędkę w reakcji na branie ryby. Są to zalety które mogą znacząco poprawić efektywność i komfort łowienia.
-
"Dziwnym krajem" była by wspomniana wyżej Malezja, gdyż w historii firmy nie ma nic o tym kraju. Historia firmy Daiwa. Daiwa to gigantyczna korporacja obejmująca swoim zasięgiem cały świat. Firma matka oraz główne fabryki zlokalizowane są w Japonii. Daiwa jest globalnym liderem w zakresie innowacyjności, oferty oraz wielkości ogólnej sprzedaży między innymi sprzętu wędkarskiego. Koncern posiada, poza Japonią, swoje Autoryzowane Przedstawicielstwa oraz centrale produkcyjne w Stanach Zjednoczonych, w Australii, na Tajwanie, we Francji, Tajlandii oraz w Niemczech. W roku 1977 Daiwa rozpoczęła również produkcję najwyższej klasy wędzisk w Wishaw w Szkocji. Brytyjska fabryka to szczególne miejsce, ponieważ stanowi jeden z niewielu już bastionów europejskiej tradycji w produkcji sprzętu wędkarskiego. Daiwa rozpoczęła swoją działalność w roku 1958, wówczas właśnie owocem wizji i ogromnego wkładu pracy ojca przedsięwzięcia, Yoshio Matsui, stała się firma Daiwa Seiko Inc. w Nakano, Tokio. Pierwotnie koncentrowano się głównie na kołowrotkach ale już w roku 1964, uruchomiono produkcję wędzisk w nowo otwartej do tego celu fabryce. Przedsiębiorstwo o niewielkim zasięgu w szybkim tempie przeobraziło się w giganta o znaczeniu międzynarodowym. Ważnym celem przyszłego lidera w branży wędkarskiej było mocne wejście na rynek amerykański, i tak w roku 1966 zawiązano w Los Angeles Daiwa Corporation, w następnej kolejności firma zagościła w Australii, gdzie w 1972 powołano do życia przedsiębiorstwo Daiwa Whyte-Hall Pty. Ltd. w Sydney. Europejska ekspansja przypada na rok 1977 – w szkockim Wishaw powstaje Daiwa Sports Ltd. W rzeczywistości wejście na rynek w Europie stało się punktem zwrotnym w historii firmy, a to dlatego iż od tej chwili Daiwa zainicjowała budowę specyficznego programu ściśle dostrojonego do specyfiki wędkarstwa brytyjskiego oraz europejskiego. Bardzo szybko tyczki, matchówki, spinningi, muchówki, a z czasem również wędziska karpiowe z logo Daiwa Scotland, sygnowane „Made in UK” stały się bardzo prestiżowym i pożądanym towarem na Wyspach i w całej Europie. Wciąż i nieustająco, wędziska z brytyjską flagą to synonim nieporównywalnej doskonałości. To selektywne produkty dla wymagających wędkarzy świadomych tego, czego naprawdę oczekują od sprzętu tak wysokiej klasy. Firma rozrasta się dalej - równolegle powstają kolejne fabryki w Japonii: w 1970 - Hiroshima Factory i Tochigi Factory, a w 1971 zapoczątkowano produkcję wędzisk w fabryce Taiwan Daiwa, Ltd. w Kaohsiung City. W roku 1970 Daiwa wchodzi na giełdę. W roku 1984 powołano do życia kolejne przedstawicielstwo w Europie, przedsiębiorstwo Daiwa France S. A. w Rouen, a w 1990 Daiwa Cormoran GmbH Grobenzell koło Monachium w Niemczech. Następne firmy zależne powstały na Tajlandii (Daiwa Seiko Thailand Co., Ltd. – 1995 rok), Tajwanie (Enterprise Daiwa FT Co., Ltd. – 2002 rok) oraz w Chinach (Zhongshan Dasheng Sporting Goods Ltd. – 2003 rok). W Polsce Daiwa otworzyła swoje Przedstawicielstwo w roku 2006 w wyniku tego wydarzenia pożądana przez wszystkich Daiwa stała się dostępna również na rynku polskim. Następnie Daiwa wkroczyła na rynek czeski i słowacki a także węgierski również w tych krajach torząc swoje Przedstawicielstwa. Obchodzony w roku 2008 jubileusz 50-ciu lat istnienia koncernu Daiwa stał się pretekstem do podsumowania działalności zapoczątkowanej przez założyciela firmy Daiwa, Yoshio Matsui i z całą stanowczością można potwierdzić iż Daiwa jest liderem i zamierza tę pozycję utrzymać. (Tekst pochodzi ze strony: www.daiwa.info.pl/daiwa-doswiadczenia/historia# )
-
Na forum jerkbait ktoś pisze, że w Luviasie długość dolnika od środka stopki kołowrotka do końca dolnika to 41cm. Tym bardziej to dziwne że przy tak długim dolniku, nie można tego spina dość łatwo wyważyć.
-
Bardzo trafne spostrzeżenie, oczywiste przecież a nawet o tym nie pomyślałem.
-
Dla mnie to nieporozumienie "wybulić" 900zł , żeby później upychać w dolniku jakieś ołowiane wałki. Ewidentny bubel albo niedoróbka modelu Luvias, może tylko tego konkretnego egzemplarza. Patrząc na zdjęcia dodane przez Grzegorza, dolnik wydaje mi dziwnie krótki, co mogło by tłumaczyć problemy z wyważeniem tego spina. Ale może to tylko moje "złudzenie optyczne", bo na forum jerkbait wędkarze narzekają na wyjątkowo długie dolniki w spinningach Daiwy, także w modelu Luvias. Chyba że... ten spin Grzegorza, jest po jakimś "tuningu", niekoniecznie fabrycznym. (Taka moja mała "spiskowa teoria dziejów".) jerkbait.pl/topic/69836-w%C4%99dki-daiwa-informacje-opinie/
-
Zaprawdę powiadam Wam, wielkie postępy w matematyce poczyniono...
-
Piękny, słoneczny dzień, ale cóż z tego jak "nic panie nawet nie skubnie". Byliśmy we trzech na kanale Warta-Gopło, czyli Mariusz, Maksiu (max-wo), oraz piszący te słowa. Przez trzy godziny (9-12), żaden z nas nie miał nawet jednego brania. No cóż, wędkarstwo uczy pokory. PS. Jak już wspomniałem o Maksiu, to dodam tylko że poczynił błyskawiczne postępy, do tego stopnia że jest aktualnym mistrzem okręgu konińskiego juniorów w wędkarstwie spławikowym. Dzisiaj niestety, jego nadzwyczajny wrodzony talent się nie objawił. ;)
-
-
No widzisz, jak chcesz to możesz. ;) Napisz jak to się stało że tak nagle ta bolonka pojawiła się w sklepie. Bolonka TX , to już wędka z górnej półki, zawodnicza. Nawet gdybyś miał pod ręką te 600zł, to na początek bym Ci odradzał. Nabierz wprawy w operowaniu tańszą bolonką, gdy stwierdzisz że łowienie tą techniką Ci odpowiada, zawsze możesz sięgnąć po bardziej wyrafinowany sprzęt. Poza tym łatwiej przeżyć ewentualne złamanie wędki za 200zł, niż za złotych 600.
-
Andrzej, jako artysta rozgrzeszon jesteś. Mało tego, udzielam Ci duchowego wsparcia w Twoim trudzie i znoju.
-
O, i to jest męska decyzja. A inni niech siedzą przed telewizorem, w ciepłych bamboszach i kocykiem na kolanach. PS. Dopatrywanie się jakiejkolwiek złośliwości w powyższych słowach, będzie sporym nadużyciem.
-
Niestety, nic Ci tu nie pomogę, bo ze sprzętem Mistralla nie miałem nigdy do czynienia. A nie będę Ci mieszał w głowie zasłyszanymi, albo wyczytanymi w necie opiniami. Sam musisz podjąć decyzję. Najlepiej niech sprzedawca podepnie do tej bolonki jakiś kołowrotek wielkości 2000, żebyś mógł takim kompletnym zestawem trochę pomachać i wtedy stwierdzisz czy dobrze "leży Ci w łapie", czy też niekoniecznie. Bez kołowrotka, (prawie) każda wędka wydaje się lekka i szybka, ale często czar pierwszego wrażenia pryska, gdy podepnie się kołowrotek. A bolonka bez kołowrotka jest tylko... batem z przelotkami. Idź za głosem swojej intuicji, tylko tyle mogę Ci doradzić.
-
Adam, budżetowe bolonki w cenie około stówy, zupełnie sobie odpuść, zwłaszcza jeżeli chcesz kupić 6-kę. Łowienie taką bolonką na dłuższą metę, to tylko udręka i cierpienie. Najtańsze przyzwoite bolonki 6m, które widuje w naszych lokalnych sklepach to Konger Arcus Bolognese, oraz wspominana wyżej bolonka Robinsona VDE-R SX . Dobrej klasy bolonki 6m, to koszt od 250zł w górę, te dwie powyżej kosztują mniej niż 200zł, ale można już nimi całkiem przyjemnie łowić, bez uczucia "odpadającego" przedramienia. Co do nocnego łowienia bolonką, to przyznam że nigdy tą metodą w nocnych warunkach nie łowiłem. Ale wyobrażam sobie że może przenieść całkiem ciekawe efekty, przy łowieniu blisko brzegu w rynnach wzdłuż opasek faszynowo-kamiennych, albo na napływach krótkich warcianych główek. Na dalszych dystansach łowienia nocą bolonką bym nie polecał, gdyż w ciemności spada wyczucie odległości łowienia, więc trudno byłoby powtarzalnie przepuszczać zestaw w lini zanęty. (Są w sprzedaży spławiki do bolonki które mają w korpusie gniazdo, w którym po wyjęciu antenki, można osadzić standardowy świetlik.) PS. Proszę któregoś z Drogich Adminów o połączenie tych dwóch powyższych postów.
-
Proszę uprzejmie. Pozdrawiam również.
-
Mogłem porównać tylko bolonki 6m, z dwóch różnych serii czyli SX i MX. Różnic zależnie od długości w ramach jednej serii, mogę się tylko domyślać. Wraz z długością, wzrośnie waga wędki, środek ciężkości przesunie się w kierunku szczytówki więc wyważenie dłuższej wędki będzie gorsze niż krótszej. Im gorszej jakości materiał użyty do budowy wędki, tym różnice w charakterystyce wędziska i komforcie łowienia będą bardziej ewidentnie, wraz z rosnącą długością. Jestem pewien że jeżeli w Twoje ręce trafi bolonka SX, to bez porównania jej z MX uznasz ją za dobrą, fajną wędkę. I wcale mnie to nie zdziwi, bo w istocie taka jest (w relacji cena-jakość). Dopiero gdybyś porównał ją z bolonką MX, poczuł byś pewien niedosyt. Jak pisałem poprzednio, na łowiska o których wspomniałeś wystarczy "piątką". I wtedy bolonka SX 500 będzie dobrym wyborem. Jeżeli jednak upierasz się przy "szóstce", to wstrzymaj się aż uskładasz brakującą stówę na MX-a.
-
Moim zdaniem, nie popełnisz błędu jeżeli postawisz na którąkolwiek z tych trzech bolonek, jeżeli zdecydujesz się na długość 5m. Bolonkami Robinsona (MX i SX) miałem okazję pomachać trochę w sklepie w ubiegłym roku, natomiast bolonki Mikado Excellence nigdy nie miałem styczności. Jednak poprzez analogię z generalnie dobrymi batami Mikado, myślę że może być to całkiem niezła bolonka. (Odwołuję się do batów, gdyż prawie każda firma produkuje bolonki na blankach batów, tyle tylko że do bolonek stosuję się mocniejsze, bardziej "mięsiste" szczytówki.) Jest jednak z tych trzech bolonek najcięższa, więc decydując się na bolonkę powyżej 5m, lepszym wyborem będzie Robinson SX, a najlepszym Robinson MX. Te dwie bolonki są wyraźne lżejsze od Mikado Excellence, co niechybnie przełoży się na komfort łowienia. Z bolonek Robinsona bardziej przypadła mi do gustu wersja MX. Dobrze wyważona, akcja szybka, ugięcie szczytowe, co pozwala na natychmiastową reakcję na branie. Bolonka SX ma akcję którą można by z pewnym przymrużeniem oka uznać za szybką, ale to raczej coś pośredniego między akcją szybką a średnio-szybką. Ugięcie znacznie głębsze niż w MX, środkowo-szczytowe. Da się odczuć że wykonana jest z mniej sprężystego włókna węglowego. Taka bolonka wybaczy więcej błędów, zwłaszcza początkującym, którym zdarza się wpadać w panikę gdy coś większego zawiśnie na haku. Wybór należy do Ciebie, myślę jednak że na łowiska w których masz zamiar łowić, w zupełności wystarczy poręczna piątka.
-
Alex, dzięki za solidarne wsparcie w cierpieniu, ale dzisiaj już wszystko wróciło do normy. Jestem klasycznym meteoropatą, wrażliwym na zmiany pogody. Mniej lub bardziej coś mnie tam pobolewa zawsze, ale jak to mówią: "Jeżeli człowieka po pięćdziesiątce absolutnie nic nie boli, to znaczy że nie żyje."
-
Ty mnie chyba Jotesku w nerwicę chcesz wpędzić. Na wszelki wypadek sprawdziłem na Onecie i prognozują bardzo podobnie jak Polsat.
-
Fatalnie się dzisiaj czuję. Chyba wszystko przez przewalające się niże. Mam wrażenie że wszystko mnie dzisiaj boli, to co bolało mnie przeważnie, oraz to co jeszcze nie bolało mnie nigdy. (Napisałem o tym, bo może nie tylko ja cierpię, więc będzie mi lżej ) Ale Horczyczak na Polsacie mówi że weekend ma być piękny, i to mnie podtrzymuje na duchu.
-
Na okazję do rewanżu nie musiałem długo czekać, bo dzisiaj znów łowiliśmy z Mariuszem na kanale W-G. Tym razem w godzinach popołudniowych 14-17. Niestety, tym razem płotki brały słabiutko a brania były super delikatne, przy tym średnia ich wielkość była mniejsza niż wczoraj. Nasze wczorajsze miejsca byłby zajęte, więc zajęliśmy stanowiska z drugiej strony mostu nad kanałem. Dobre pół godziny od zanęcenia czekaliśmy na pierwsze brania, później podeszły drobne płotki, tak zwane "pitki". Ostatecznie waga pokazała u mnie 1400g , u Mariusza 980g. Odliczając wagę wiaderka 600g, netto złowiłem 800g płotek, natomiast Mariusz 380g. (Wczorajsze wyniki podałem już netto.) Jak więc widać "szału nie było", ale każdy pobyt nad wodą cieszy, tym bardziej że pogoda nam sprzyjała bo było słonecznie. Tym razem gałęzie nad głową mi nie przeszkadzały, więc mogłem łowić batem 7m, Turion Competition. Łowi się nim komfortowo, ale że ryby brały słabo i małe, nie mogłem w pełni "rozwinąć skrzydeł". Tak jak wczoraj, dołączam kilka fotek znad wody.
-
Wczoraj opłaciłem kartę a dzisiaj z kolegą Mariuszem, otworzyliśmy sezon spławikowy na kanale Ślesińskim. Wśród ogółu wędkarzy, popularniejsza jest nazwa kanał Warta-Gopło, gdyż łączy rzekę Wartę z jeziorem Gopło. Należy do tak zwanych kanałów zimnych. Od kilku dni "chodziły słuchy", że po zejściu lodu zaczęły tam skubać płotki. A w lutym każda taka informacja jest cenna. Łowiliśmy od 10:30 do 13:30, równe 3 godziny. Pogoda pochmurna z przelotnym deszczem, temperatura lekko na plusie. (Ale gdy zaczęliśmy się zwijać, wyszło słońce i zrobiła się piękna pogoda. Taki to już wędkarski los...) Ja łowiłem batem 6m, Mariusz 7-ką. Miałem także łowić siódemką, jednak już przy pierwszym zarzuceniu zestawu dla ustalenia gruntu, zostawiłem zestaw na gałęziach nad głową, ale na szczęście udało mi się odzyskać spławik. W tej sytuacji 6-ka była rozsądnym wyborem, gdyż zestaw "przechodził" bezkarnie pod gałęziami nadbrzeżnych drzew. Łowiliśmy na pinki, ja trochę kombinowałem z pszenicą, ale długo trzeba było czekać na każde branie. I choć kilka płotek na ziarnko złowiłem, to jednak wróciłem do pinek na które rybki brały częściej i pewniej. W przeważającej większości łowiliśmy płotki niezbyt imponującej wielkości, sporadycznie trafił się krąp lub ukleja. Ostatecznie Mariusz złowił 2970g rybek, ja... no cóż... 2300g. No ale będzie pretekst i dodatkowa motywacja do rewanżu. ;) Tak serio, to fajnie że mimo że to luty, zima jakby nie było, udało nam się połowić w miarę skutecznie. Właściwy sezon dopiero przed nami. Poniżej: moje rybki i kilka fotek z perspektywy mojego stanowiska.
