Skocz do zawartości

Ozet

Zespół AS
  • Postów

    1 074
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Ozet

  1. W takim razie przepraszam że wrzuciłem Cię do jednego wora z tak zwaną "większością". Być może jesteś wyjątkiem który potwierdza regułę. A tak przy okazji zapytam dlaczego stawiasz na match'a w wersji tele?
  2. Krzychu, szwagier dobrze Ci radził, ale ślepe naśladownictwo nigdy nie jest wskazane. Okuma Ceymar spod Twojego linku, nadaje się do gruntówki, ale już Okuma Ceymar XT Match spełnia wymogi stawiane kołowrotkom do metody odległościowej. Jarek, takie teraz czasy że komu tam chciało by się czytać 10-cio stronicowy temat. :( Większość idzie na łatwiznę, czekając na "gotowca" jak ten powyżej.
  3. Super, nie tylko dla początkującego karpiarza. Już same nazwy sprzętu mocno pachną karpiem. Dużym karpiem.
  4. Ten przepis obowiązywał już wtedy, gdy byłem tam ostatni raz 10 lat temu. Przynajmniej teoretycznie, bo wydeptane miejscówki świadczyły że wędkarze jednak w strefie ochronnej łowią. Docio, pamiętam kilka takich sytuacji, gdy tarliska szczupaka wzdłuż starorzecza zostawały na łące, po gwałtownym nocnym obniżeniu poziomu wody o 60-80cm. Uważam zresztą że główną przyczyną drastycznego spadku pogłowia szczupaka, jak i okonia, jest odcięcie tych gatunków od tradycyjnych naturalnych tarlisk w okresie wiosennym. Dawniej liczne nadrzeczne rozlewiska w okresie wiosny, tworzyły dogodne warunki do tarła ryb, oraz bezpieczny rozwój narybku. Teraz, gdy nawet dogodne warunki się zdarzą, to często kardynalne błędy ludzkie w regulowaniu poziomu wody w rzece, unicestwiają cały wysiłek natury.
  5. Adam, mam wrażenie że to taki skrót myślowy Twojego znajomego. Bardziej precyzyjne byłoby określenie, że "nie wyciera się co roku skutecznie w Warcie". Ikra i mlecz dojrzewają u okoni rok w rok, bez względu na poziom wody w rzece. Sam okres tarła może podlegać pewnym wahaniom ze względu na temperaturę wody, ale następuje nieuchronnie. Rzecz w tym, że w okresie niżówki przypadającej w czasie tarła, okonie odcięte są od swoich tradycyjnych tarlisk typu starorzecza, rozlewiska, zatopione krzewy i trzcinowiska. Tarliska okoni są zwykle na poboczach nurtu w spokojnej wodzie, ale nie mając wyboru trą się "gdzie popadnie", pozbywając się w ten sposób w pełni dojrzałej ikry. Jak zauważyłem jednego roku przy niskiej wodzie, tarlisko okoni było przy opasce faszynowo-kamiennej obmywanej przez nurt, choć normalnie w okresie tarła okoń unika strefy nurtu. (Ale po tarle opaski to dobre żerowiska okoni, a więc i łowiska.) Przypuszczam że w tych warunkach większość ziaren ikry zostaje porwana przez nurt, a tylko niewielka ilość przyklei się do kamieni i będzie skutecznie zapłodniona. A jeszcze takie wyeksponowane tarlisko, to łakomy kąsek dla ryb innych gatunków ryb, które nie pogardzą kaloryczną ikrą. Może profilaktycznie, ze względu na kłusownictwo, bo to co się tam dzieje gdy na zaporze ostro przymkną zrzut wody, woła o pomstę do nieba.
  6. Żeby temat wypełnić merytoryczną treścią, postanowiłem dodać link do artykułu boczny trok na kilka sposobów. Myślę że autor artykułu nie ma nic przeciwko, tym bardziej że jest jednocześnie (zupełnie nieoczekiwanie zresztą), autorem tematu "Jak złowić okonia". Alex, jeszcze w pierwszych latach 2-tysięcznych, na wspomnianym przez Ciebie odcinku Warty poniżej zapory, łowiliśmy z kolegami całkiem sporo okoni, pośród warkoczy wywłócznika i rdestnicy w nurcie. Zawsze łowiliśmy na lewym brzegu, gdyż prawy okupowali licznie gruntowcy, najczęściej przyjeżdżający z Łodzi. Ostatnio byłem tam z dziesięć lat temu, to już było znacznie gorzej.
  7. Z tym okoniem to w ogóle jakaś dziwna sprawa. Od 5-6 lat obserwuję że w Warcie, rok po roku, okoni gwałtownie ubywa. Jeszcze niedawno na piaszczystych prostkach były spore stada tej ryby, teraz trzeba się nachodzić żeby na nie trafić. Nie wiem z czego to wynika, bo latem widać mnóstwo wszelakiego narybku, a więc nie głodują. Rzeka nie jest zatruwana tak drastycznie jak to bywało 30 lat temu, kiedy to przy brzegach bywało biało od ryb. Optycznie woda jest znacznie czystsza niż w tamtych latach, ale może skład chemiczny wody jest niewłaściwy? Może jakieś inne czynniki mają na to wpływ. Sam nie wiem co o tym myśleć. Jarku, to o czym napisałeś na priv, jest już w moich notatkach. Mało, traktuję ten fragment jako najważniejsze "przykazanie" którego wykułem się na pamięć, tyle tylko że u mnie odbywa się to jakoś inaczej. Pewnie to nie ten kaliber okoni jakie masz na myśli, ale mi te największe trafiają się zupełnie niespodziewanie. Najczęściej gdy przynęta opadnie na skraju roślinności i czystej wody, pierwsze przekręcenie korbką i miłe głębokie ugięcie szczytówki. Czasem tuż pod powierzchnią "chapnie" grubszy okoń, ale to wtedy gdy charakterystycznie "cmokają" w pościgu za drobnicą. Na to opisywane przez Ciebie doznanie nadal czekam, ale niewykluczone że po prostu je przegapiam?
  8. Wcale mnie to nie dziwi Jarku, że koledzy nie są w stanie Ci dorównać. Twoje bogate doświadczenie zawodnicze z zawodów spinningowych, nie tylko na szczeblu lokalnym ale także krajowym, musi procentować w łowieniu rekreacyjnym, więc siłą rzeczy niewielu Ci dorówna. Twoje rady z naszych mailowych rozmów, skopiowałem sobie pomijając dyskutowane wówczas wątki uboczne. Powstał z tego w notatniku całkiem spójny tekst, który czytam sobie przed każdym wypadem na okonie. Kiedyś w innym temacie, wspomniałem mimochodem że Twoje rady są mi wielce pomocne. Jeśli chodzi o "laurkę" to by było na tyle. Jarku, tak się zastanawiałem z czego wynika różnica, że u Ciebie BT przynosi znacznie lepsze efekty niż DS. (Niechętnie używam dla drop shota skrótu DS, gdyż przez całe lata w literaturze wędkarskiej tym skrótem określano drgającą szczytówkę, wypartą ostatecznie przez feeder. I w tym znaczeniu skrót DS zakodował mi się w głowie.) Tak więc myślę, że u Ciebie BT jest efektywniejszy ze względu na specyfikę łowiska. Mam tu konkretnie na myśli Zalew Sulejowski, gdzie średnia wielkość okonia jest zdecydowanie większa niż w moich starorzeczach. W tychże starorzeczach dominują wszędobylskie okonki około wymiarowe (18cm), okonie 25cm uważane są już za "grube", natomiast 30+ zasługują na wzmiankę w księgach parafialnych. Sądzę że właśnie ze względu na dominację drobnego okonia w moich łowiskach, efekty łowienia BT i DS są porównywalne. Drobny okoń nie jest tak wrażliwy na niuanse budowy zestawu, więc często bierze wręcz nachalnie, bez względu na technikę połowu, byle tylko wielkość przynęty i jej kolorystyka była w jego guście, tu i teraz. Gruby okoń jest bardziej ostrożny i wybredny, więc opisywany przez Ciebie zestaw BT oraz subtelności w jego prowadzeniu, mogą mieć kluczowe znaczenie.
  9. Ozet

    PZW

    Odpowiem pytaniem na pytanie. Gdybyś w rodzinie miał złodzieja, a wszyscy by mówili że Twoja cała rodzina kradnie, to miło by Ci było?
  10. W tym miejscu muszę się zgodzić z Alexem. W realiach większości naszych łowisk, drop shot bywa w takim samym stopniu stresogenny jak każda inna technika/metoda połowu. Nie zgodzę się natomiast z Jarkiem, że od razu trzeba wpadać w jakieś dodatkowe koszty. W zupełności wystarczą akcesoria stosowane w technice BT, czyli ciężarek z krętlikiem i haczyk z uszkiem (oczkiem), przynajmniej na początek. Różne modyfikacje techniki drop shot, pozwalają skutecznie łowić nią w różnych warunkach łowiska, niekoniecznie tylko wertykalnie, choć właśnie łowienie w pionie jest wyjściową ideą tej techniki. Przeważnie spinninguję klasycznie, z przynętą na końcu linki. Tylko w przypadku polowania na okonie, stosuję zestawy w systemie BT albo Drop Shot. Raz lepiej się sprawdza pierwsza technika, innym razem druga, kiedy indziej zawodzą obydwie. Reasumując, nie zauważam wyższości BT nad Drop Shot'em lub odwrotnie, bo wszystko zależy jaki rodzaj przynęty i sposób jej podania bardziej okoniom odpowiada. Danego dnia, a nawet w danej godzinie.
  11. Oj naiwny, naiwny... Alex, toż to klasyczna "znikoma społecznie szkodliwość czynu".
  12. Człowiek po sześciu latach od rejestracji na forum, zdobył się na napisanie pierwszego posta i od razu "dostał po uszach".
  13. Jarek, przyjacielu drogi, przecież nie ma przymusu. Mnie na ten przykład rajcuje jak dodam jakiś nowy dodatek zapachowy czy smakowy, i czuję ten dreszczyk emocji jak tym razem ryby zareagują. Jak pisałem już w innym temacie, moje zamiłowanie do aromatów ziołowych wzięło się z czasów, gdy o zanętach firmowych można było tylko pomarzyć. To wtedy zacząłem aromatyzować zanęty na bazie śrut zbożowych, pod konkretne gatunki ryb. Zostało mi to do dziś, choć w rzeczy samej, współczesne zanęty można spokojnie stosować w wersji fabrycznej. Pozostaje tylko właściwy wybór pod konkretne łowisko. Ale jako że na spławik łowię 100-120 dni w roku, to firmówki znacznie rozcieńczam śrutami zbożowymi, bułka tartą, odpadami piekarniczo-cukierniczymi. (Jako renciście za bardzo mi się nie przelewa.) Firmówki w czystej postaci, stosuję tylko na zawodach, nielicznych zresztą, bo i zdrowie nie takie jak kiedyś, a i finanse nie te. A jak mówi przysłowie: "Nie samym wędkarstwem żyje człowiek". Tak więc te silnie rozcieńczone zanęty, łowiąc rekreacyjnie, indywidualnie, dosmaczam po swojemu. A jaka to satysfakcja jak jakiś mix ziołowy się sprawdzi i łowisz rybkę za rybką, podczas gdy u innych cieniutko. Ot i wszystko.
  14. Wszystko ładnie pięknie Michał, ale żeby wyciągnąć w miarę obiektywne wnioski, najlepiej jest "wykombinowany" aromat zastosować w zanęcie własnej roboty. Jeżeli firmówka, to bazowa typu: Wody Stojące, Wody Bieżące, Rzeka, Kanał, Uniwersalna. Bo jeżeli dodamy jakiś aromat (lub mieszankę kilku), do zanęty ukierunkowanej przez producenta pod dany gatunek, to nigdy nie będziemy mieli pewności czy ryby zwabił zapach firmowy, czy może nasza mikstura. Ale bywa też i tak, że dobiero przełamanie/dopalenie firmówki jakimś innym zapachem, ściąga takie ryby o jakie nam chodzi. W każdym bądź razie, byle do wiosny, później sie zobaczy. Ja natomiast, cytując nieodżałowanego Spławika 66, "jestem pazerny na brania". (Spokojnie, bez paniki, żyjącego człowieka cytuję. Nieodżałowany dla tego forum, w tym sensie.) Tak więc nawet jak nic nie bierze, to nie siedzę bezczynnie. Ciągle coś kombinuję. A to przerzucę wędkę w lewo, a może w prawo, może ciut dalej, może ciut bliżej. A to przesunę ciężarki, zmienię przypon, przesunę spławik w górę, może w dół. Założę inną przynętę, dorzucę kulkę zanęty, albo garść ziaren, przekręcę korbką kołowrotka żeby ruszyć przynętę. Tak, żebym na koniec miał poczucie, że zrobiłem wszystko co w mojej mocy żeby cokolwiek złowić. Nie lubię rozsiąść się wygodnie i czekać bezczynnie, aż coś się zlituje i wreszcie połknie przynętę.
  15. Gałkę możesz łączyć z innymi przyprawami korzennymi, takimi jak: cynamon, goździk, imbir, kolendra, kardamon, anyż, ziele angielskie, pieprz czarny, tworząc własną niepowtarzalną przyprawę do piernika, zależnie od doboru składników i ich proporcji. A jak już kiedyś pisałem w innym temacie, zapach piernikowy jest bardzo uniwersalny, sprawdza się w większości łowisk i wabi różne gatunki ryb. Mimo że uporczywie przypisywany jest leszczowi. Firmowe przyprawy do piernika (Kamis, Delecta, Cykoria, Prymat itd.), zawierają w swoim składzie większość wyżej wymienionych składników, i spokojnie można je stosować jako dodatek zapachowy (atraktor) do zanęt. Ja wypracowałem przez lata własną mieszankę piernikową, która choć ma zapach piernikowy, to w istocie przyprawą do piernika nie jest. Jej skład to: kolendra, cynamon, cukier wanilinowy, koper włoski, goździki. Ta mieszanka najlepiej mi się sprawdza i już jej nie modyfikuję. Co do aromatu malinowego, to powiem tylko tyle, że "nie dam się wpuścić w maliny". Unikam stosowania zanęt o zapachu owocowym, a jeżeli zdarzy mi się taką kupić to wysypuję na jakąś miskę żeby ten zapach choć po części wywietrzał. Całkiem pozbyć się tego nie da, bo to jakieś silne zapachy syntetyczne. Moja niechęć do zapachów owocowych, wzięła się od czasu pewnych zawodów na ciepłym kanale 12 lat wstecz. Coś mnie wtedy "tkło" i zamiast sprawdzonego na tym kanale Brasem'a Marcela, dodałem Strawberry (też MVDE). W efekcie "gasiłem światło", zakończyłem na zero. Szok, nawet jednego marnego brania. Od tego czasu nie stosuję aromatów owocowych, choć wiem że tu i ówdzie się sprawdzają.
  16. Dobrze Jarek że wyjaśniłeś, bo już myślałem że kątownik to taki okręt (pancernik, krążownik, kątownik). A tak na poważnie, super że udało Ci się przerobić szczytówkę tak jak chciałeś. Ciekawe jak się sprawdzi w warunkach bojowych. A do maja już niedaleko...
  17. Michał, akurat u Trapera czy to w katalogu, czy też na opakowaniu konopi prażonych, napisane jest że jest to niezbędny dodatek do połowu płoci. Żaden inny gatunek nie jest wymieniony. Ale już w niektórych sklepach internetowych, konopie prażone opisywane są jako niezbędny dodatek na płoć i leszcza. Jest to ewidentnie nadgorliwość sprzedawców, którą można tłumaczyć chęcią uczynienia produktu bardziej uniwersalnym, o szerszym zakresie zastosowania, co pewnie w ich zamyśle ma zwiększyć sprzedaż. Gałka muszkatołowa ma kapitalny zapach, ale zaprzestałem eksperymentów z nią bo nie mogłem wyciągnąć jednoznacznych wniosków. Raz ryby brały dobrze, innym razem słabiutko, ale najczęściej brania "falowały", a tego nie znoszę. Na przykład pół godziny są brania raz za razem, płotek, krąpi, jakichś leszczyków, aby nagle ni stąd ni zowąd "nic panie nie skubło". Później znowu seria brań i przestój, tak jakby nie do końca zanęta odpowiadała rybom. W każdym bądź razie dałem sobie spokój z gałką, choć zapach jest naprawdę intrygujący. Chili natomiast, często dodaję podczas parzenia pszenicy, przeważnie pół łyżeczki na 300ml suchych ziaren. Kiedyś z ciekawości jak zareagują, dodałem czubatą łyżeczkę chili do pszenicy i też brały. Płoć i w zasadzie tylko płoć, bardzo lubi smak chili jak również curry. Zresztą płoć lubi (prawie) wszystko co cierpkie i ostre. W każdym bądź razie Michał, pole do eksperymentów masz ogromne. Jest tyle różnych ziół, mnóstwo przypraw, więc możliwych zestawień i kombinacji niczym w totolotku. ;) A życie takie krótkie...
  18. Nic nie wiemy do jakiej metody/techniki połowu ten kołowrotek będzie użyty. Ale... Dobry kołowrotek bez względu na metodę połowu, będzie służył długie lata. Dużo też zależy od predyspozycji użytkownika, bo są "specjaliści" którzy potrafią uszkodzić każdą wędkę albo "zamęczyć" każdy kołowrotek.
  19. Z konopiami możesz eksperymentować przez cały rok, jeżeli tylko warunki atm. pozwalają. Z tym że w miesiącach zimnych (listopad - marzec), lepszym wyborem będą konopie prażone. Co nie wyklucza w tym okresie zastosowania konopi gotowanych lub surowych mielonych, jednak te najlepiej się sprawdzają w miesiącach cieplejszych. Konopie prażone działa dość wybiórczo i wabi głównie płoć i krąpia, leszcze za nimi nie przepadają, ba są łowiska że konopie prażone wręcz je odstrasza. Natomiast konopie w wersji gotowanej, jest bardziej uniwersalne. Pozytywnie reagują na nie praktycznie wszystkie gatunki ryb karpiowatych, od uklei po karpia. Dobrze wiedzą o tym producenci zanęt, ale jak dodać do firmówki gotowane ziarna, czy też "sos" konopny, żeby zanęta zupełnie nie skisła i nie pokryła pleśnią? Dlatego też producenci zanęt dodają nasiona roślin oleistych ( konopie, siemię lniane, słonecznik, pestki dyni, orzech arachidowy), wyłącznie w postaci prażonej, przez co radykalnie zwiększa się ich odporność na jełczenie. Dodatek odpowiednich konserwantów do zanęty także zwiększa ich trwałość. Dzięki temu mamy zanęty, których okres przydatności do użycia wynosi np. 3 lata. Zanęty z tzw. niższej półki, zwykle nie zawierają dodatku nasion oleistych albo śladowe ich ilości, bo cena tych nasion i proces obróbki termicznej znacząco podnoszą koszty produkcji. W większości przypadków aż się prosi żeby dodać do tańszych zanęt nasiona oleiste, co mocno podnosi ich właściwości wabiące. Akurat takiego zestawienia zapachów kozieradka - cynamon nigdy nie zastosowałem (a wydawało mi się że przerobiłem już wszelkie kombinacje ). Stosowałem kozieradkę jako samodzielny zapach i dobrze wabiła płotki w starorzeczach. Ale mam taki zbiornik z wodą o dużej przejrzystości, gdzie nie wabiła nic, nawet miałem wrażenie że ten zapach ryby mi odstrasza. A próbowałem trzykrotnie. W tym zbiorniku ryby pozytywnie reagowały na zapach nostrzyka i kolendry. Kozieradka polecana jest jako zapach na płotkę, oraz na lina i karasia. W wielu zanętach firmowych typu lin-karaś, dominuje ten charakterystyczny zapach kozieradki. W moich łowiskach liny i karasie jakoś nie chcą docenić tego zapachu, wolą przyprawę do piernika albo mieszankę wanilii z kolendrą. Ale że lubię ciągle eksperymentować, to już sobie zapisałem w notatniku: "Przetestować w tym sezonie mieszankę kozieradki z cynamonem w zanętach na wody stojące".
  20. Jasne że może być blender, choć w tym przypadku należy uważać żeby nie popaść w konflikt z innymi domownikami (np. żoną, matką czy teściową). Ja podałem najprostsze rozwiązanie które stosuję od lat, przy tym bezkonfliktowe bo garnczek jest mój i tylko mój, przeznaczony wyłącznie do celów wędkarskich. Ale oczywiście możesz mieć blender tylko do własnego użytku, przy tym zyskać w oczach żony. Kupujesz nowy blender, wręczasz żonie jako prezent, ot tak zupełnie bez powodu, natomiast stary blender przeznaczasz do własnego użytku.
  21. Scenka niczym z filmu "U pana Boga za piecem". Lepiej niech barszczu Sosnowskiego szukają, będą mieli bardziej pożyteczne zajęcie.
  22. Andrzej, konopie siewne mają tyle wspólnego z konopiami indyjskimi, jak pistolet na wodę z coltem.
  23. Dziękuję Michał za odpowiedź. Przypomniał mi się wątek tych podkisłych konopi, gdy przeglądając swoje notatki z wypadów na rybki, trafiłem na wzmiankę że pewnego dnia (3 lata temu), dodałem do zanęty konopie gotowane wątpliwej jakości. W tym miejscu muszę dodać, że zawsze ale to zawsze, staram się zabierać nad wodę ziarna świeżo ugotowane, najczęściej w przeddzień łowienia, a jeżeli ugotuję większą ilość wcześniej, to je zamrażam, nie dopuszczając do nawet lekkiego podkiszenia. Ziarno, czy to pszenicy, konopi, pęczaku czy też kukurydzy kons. które zostaje mi na koniec łowienia, wyrzucam do wody aby następnym razem znów łowić na świeże ziarna. Wtedy 3 lata wstecz, po prostu zapomniałem zabrać nad wodę ugotowanych w przeddzień konopi, a następny wyjazd nad wodę planowałem za dwa dni. Były w woreczku foliowym na parapecie nasłonecznionego okna, więc po dwóch dniach miały niezbyt ciekawy zapach, ale jednak wziąłem je nad wodę, aby dodać do zanęty. Wziąłem je tylko dlatego, że skończyły mi się surowe, które mógłbym ugotować. W notatce z tamtego łowienia zapisałem: "Płocie brały wyjątkowo dobrze, mimo że do zanęty dodałem lekko skiśnięty sos z konopi." A może na tą kwestię należało by spojrzeć zupełnie inaczej? Może płocie brały wyjątkowo dobrze, właśnie dlatego że dodałem te podkisłe konopie, a nie "mimo że dodałem"? W tym miejscu małe wyjaśnienie. Często konopie dodaję do zanęty w postaci "sosu", to znaczy po ugotowaniu ziaren (gdy z większości z nich wystaje biały kiełek), odcedzam je przelewając na większe sitko. Następnie konopie przesypuję do garnczka z grubym dnem (chyba z epoki późnego Gierka), i tłuczkiem z metalową końcówką gniotę ziarna aż powstanie taki bardzo gesty sos. I w takiej postaci dodaję nad wodą do zanęty. Niektórzy polecają wodę po gotowaniu konopi do nawilżenia zanęty. Sprawdziłem kilkukrotnie i stwierdzam że ta woda nie daje żadnego efektu, poza samym faktem nawilżenia zanęty. Dużo korzystniej jest dodać koncentrat konopny w postaci sosu i całość dowilżyć wodą z łowiska. Faktycznie dodatek sody przyczernia ziarna konopi, ale ja tego nie stosuję bo wcale mi na tym nie zależy, gdyż wystarczająco dobrze sprawdza mi się konopie w naturalnej barwie. Pod koniec gotowania, gdy już na większości ziaren pojawią się kiełki, dodaję łyżeczkę soli. Nie należy dodawać soli na początku, bo czas gotowania wydłuży się co najmniej dwukrotnie. Czasem gdy nie chce mi się gotować konopi, robię taką wersję zastępczą tego sosu konopnego. Mielę w młynku szklankę ziaren, wsypuję do garnczka i zalewam wrzątkiem, cały czas mieszając aby powstała papka. I w tej postaci dodaję nad wodą do suchej zanęty. Co rusz słyszę od któregoś z kolegów czy znajomych znad wody, że tu i ówdzie sprawdzają im się nieraz wręcz rewelacyjnie różne podkisłe ziarna, ale jakoś nie mogę się do tego przekonać. Przyjmuję to jako swoistą ciekawostkę i łowię po swojemu.
  24. Po przejrzeniu działów "Zanęty i przynęty", "Spławik" i "Gruntówka", oraz bezowocnym przeszukiwaniu zawartości forum na podstawie słów kluczowych, tudzież nazwy użytkownika, poddałem się. Wciełło, wessało to czego szukałem, niczym kosmiczna czarna dziura. Dlatego właśnie założyłem nowy temat. Kiedyś Michał (zwykły) napisał w jakimś temacie, mniej więcej coś takiego, że sprawdza mu się w zanęcie konopie gotowane i to nie pierwszej świeżości. I właśnie chciałem podrążyć ten wątek lekko podkisłych konopi, gdyż mam pewne poszlaki żeby sądzić że coś w tym jest. Więc zwracam się Michał do Ciebie, żebyś rozwinął ten wątek na podstawie swoich doświadczeń. (Jest jeszcze taka ewentualność że ktoś inny napisał o tych konopiach, więc niepotrzebnie "czepiam się" Ciebie.) PS. Na priv nie pytałem, bo pomyślałem że w temacie na forum może rozwinąć się jakaś ciekawa dyskusja.
  25. A to figlarz z Ciebie Jotesku.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...