-
Postów
1 074 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Artykuły
Forum
Galeria
Kalendarz
Zawartość dodana przez Ozet
-
Wind napisał: Używam do gruntówek żyłek Dragon Maxima Match&Feeder. Średnicę musisz sobie sam dobrać. Kulasek, powyższa żyłka jest konfekcjonowana w 300m odcinkach, więc nawijając ją na kołowrotek, unikniesz irytujących manewrów z podkładem. Wydatek tych 28-30zł, też nie powinien zrujnować Twojego budżetu. Tym bardziej że po pewnym czasie, gdy uznasz to za stosowne, możesz przewinąć żyłkę aby koniec znalazł się na wierzchu, (najszybciej i najprościej przewija się na drugą identyczną szpulę) i znów żyłka będzie jak nowa. Równie dobrze może to być żyłka Maxima Carp&Feeder, dokładnie o tych samych właściwościach i parametrach jak Match&Feeder. Różni je tylko nazwa "lep na karpiarzy", bo jak powszechnie wiadomo, rasowy karpiarz (przez duże R ) nie weźmie do ręki niczego, co nie ma w nazwie słowa Carp. Na wodzie stojącej, żyłka w zakresie 0,20-0,25mm spokojnie wystarczy na wspomniane leszcze, liny i karasie. Jeżeli nie masz doświadczenia w łowieniu feederem, zacznij od żyłki 0,25mm, gdy nabierzesz wprawy, możesz łowić bardziej subtelnie. W przypadku gdyby natrętnie brały Ci sumy, przejdź na 0,30mm.
-
Najgorszy czas dla wędkarza, to okres między minionym a przyszłym sezonem. Jako że tej zimy "nie ciągło" mnie na lód, wolny czas wypełniałem robieniem spławików. Ostatecznie wykonałem 20szt. do różnych technik spławikowych. Wykorzystałem do tego celu takie materiały jak: twardą piankę, balsę, łodygi pałki szerokolistnej, patyczki bambusowe i od lizaków, antenki od uszkodzonych spławików, łezki ołowiane jako dociążenie do niektórych wagglerów, drut, kleje Distal i Kropelka, różne farby i lakier bezbarwny Vidaron. Spławiki może i nie są piękne, ale mają tę wielką zaletę że są moje, zrobione "tymi ręcami". Jeszcze mam do zrobienia kilka spławików -"pingwinków", które podpatrzyłem u "Spławika znad Wisły"(znanego także jako Spławik66). Jednak póki co mój zapał się wyczerpał, ale może w lutym się zmobilizuję
-
Docio napisał: Jakieś zmiany mentalne, cy cóś? Chyba jesteś niepoprawnym optymistą Docio, ale rozumiem Twoją tęsknotę za normalnością. Komuś podpadli i ich "udupili" i tyle.Moim zdaniem jest to proceder powszechny, choć chciałbym się mylić.
-
"Tyz piknie" Jarku. Przy odrobinie wyobraźni i wprawy najprostsze rozwiązania sprawdzają się najlepiej.
-
Nigdy nie stosowałem do gruntowania łowiska, żadnej dodatkowej wędki. Od kilkunastu lat stosuję sposób z wagglerem, więc do pomiarów wystarczy mi odległościówka. Do krętlika łączącego żyłkę główną z przyponem, zapinam gruntomierz poprzez agrafkę i zarzucam. (Gruntomierze o różnej gramaturze robię z główek jigowych. Odcinam uszkodzony hak,a do uszka montuję agrafkę.) W przypadku gruntowania pod bata, agrafkę gruntomierza zapinam na pętli przyponowej. Po wygruntowaniu łowiska, koryguję położenie spławika o długość przyponu, (spławik w dół) i to jest grunt wyjściowy . Gdy ryby biorą słabo, to w trakcie łowienia często zmieniam grunt, w poszukiwaniu strefy żerowania ryb, czy wręcz pod konkretny gatunek. Gdy ryby biorą bardzo dobrze, nie ma co "cudować", wtedy wystarczą minimalne korekty.
-
Jaką wybrać plecionkę pod wędzisko na okonia?
Ozet odpowiedział NeoCM wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
Alex, wskazałem tylko potencjalnie słabe strony Twojego zestawu. Bez intencji żebyś natychmiast przestał stosować cienkie żyłki i smużaki. Ty wiesz najlepiej co zastosować w określonych warunkach, żeby osiągnąć zamierzony cel, czyli dotrzeć z przynętą do ryb i łowić je skutecznie. Ze świadomością ograniczeń wynikających ze stosowania tak subtelnego zestawu. Więc wszystko jest OK, a nawet super. Ps. Ja dla odmiany znaczną część ryb zabieram w celach konsumpcyjnych. Bo jak już pisałem na pewnym portalu: "Wbrew głoszonym w niektórych kręgach plotkom i ideologiom, ryby to nie muchomory i nadal są jadalne." -
Ciekawy artykuł na temat gruntowania łowiska..
-
Jaką wybrać plecionkę pod wędzisko na okonia?
Ozet odpowiedział NeoCM wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
Alexspin napisał: Nie używałem i nie używam - do łowienia okoni - żyłki grubszej niż 0,14mm, a jak napisałem, najlepiej łowi mi się na 0,12. Przynajmniej mogę na niej zarzucić na przyzwoitą odległość smużaczka (owada, robaczka, minitwisterka) 1-2g. Może różnica wynika z tego, że łowisz z łódki, a ja głównie z brzegu... Alex, właśnie podczas łowienia z brzegu, łatwo można uszkodzić tak cienką żyłkę, choćby na przybrzeżnej roślinności wodnej (zwłaszcza w okresach jej kwitnienia) lub nadwodnych krzewach czy oczeretach, niż podczas łowienia z łódki na otwartej wodzie. A okoń czy inna ryba, odpływająca z urwanym smużakiem w pysku, pewnie nie będzie zbyt szczęśliwa. Faktem jest że z łódki nie ma potrzeby oddawania bardzo dalekich rzutów, jeżeli można podpłynąć blisko upatrzonego miejsca. Inna sprawa z brzegu. Tyle że przy długich rzutach z tak cienką żyłką, powątpiewam w skuteczność zacięcia ryby, biorąc pod uwagę odległość oraz rozciągliwość żyłki 0,12-0,14mm. Na szczęście okoń jest na tyle wdzięczną rybą, że często zacina się sam. -
Racja Jarku. Jakby co to niech Wind ma pretensje do Górka.
-
Tak właśnie mogło być z moimi "Gutkami", kupionymi w niepowtarzalnej promocji. Ps. Zniosło nas jak "koślawy waggler", od zagadnienia w tytule tematu. Chyba nadwyrężamy zakres CW . (czyt. zakres Cierpliwości Winda)
-
Jotes napisał: Mogą się jednak zdarzyć koślawe wagglery, którymi nie da się celnie zarzucić i trafiałem już na takie. Oj, to nie było bezstresowe. Chodzi mi o to, że sam waggler może być źle wyważony i będzie kreślił rogala nawet bez dociążenia. Wystarczy, że jego antenka będzie ciut za krótka i już to będzie miało wpływ na jego lot - brak stabilizacji. Podobnie będzie się zachowywał waggler z krzywo wklejoną anteną i wręcz z jakąś krzywizną samej anteny. Wszystko to prawda Jarku, że źle wyważony waggler potrafi dać się we znaki na łowisku. Często są to błędne założenia konstrukcyjne spławika, czasem po prostu niechlujnie wykonanie, jak np. niecentryczne osadzenie anteny lub dociążenia w korpusie. Taki spławik nie poleci wprost w upatrzone miejsce, ale będzie wirował w locie obierając bliżej nieokreślony kurs. Mówiąc żartobliwie "wędkarz rzuca, diabeł taki waggler nosi". Kupiłem kiedyś trzy wagglery Gutkiewicza 5+1g, wykonane z balsy (korpus) i pióra pawia (antena). Mosiężne dociążenie w kształcie walca, z wmontowanym obrotowym oczkiem (półkrętlikiem). Spławiki piękne, caluśkie białe z czerwono-czarną końcówką anteny. Nic tylko jechać nad wodę i łowić płocie, na półtora metrowej półce, tuż za beznadziejną płycizną. Na łowisku okazało się, że w locie waggler zachowuje się dobrze, leci stabilnie z lekkimi tylko odchyleniami antenki. Celność rzutów, co najmniej przyzwoita, niewielkie odchyłki łatwe do skorygowania późniejszym podciąganiem zestawu w pole nęcenia. Jakież było moje rozczarowanie, gdy okazało się że waggler wcale nie chce przyjąć pozycji bojowej (pionowej). Na zanurzenie szczytówki i szybkie pokręcenia korbką kołowrotka nie reagował zupełnie, leży nadal. Dopiero szybkie szarpnięcia wędką (niczym gwałtowne zacięcie), stawiały spławik do pionu. Nieraz po trzecim szarpnięciu, nieraz po piątym czy szóstym. Istna mordęga, tragedia i kompletna "załamka". To samo z drugim i trzecim identycznym wagglerem. Miałem oczywiście ze sobą sprawdzone wagglery, lecz o innej gramaturze, więc po korekcie obciążenia zestawu łowiłem dalej. Po powrocie do domu zastanawiałem się, co było przyczyną takiego zachowania "Gutków". Postawiłem trafną jak się okazało diagnozę, że winne jest zbyt głębokie osadzenie dociążenia (mosiężny walec 3cm) w korpusie wagglera. Fabrycznie z korpusu wystawało tylko oczko półkrętlika. Nie było innego wyjścia jak tylko usunąć korpusy (nożem) i wykonać nowe. Odzyskałem trzy mosiężne dociążenia i trzy anteny z pawiego pióra długości 23cm. Jako że dla własnych potrzeb robię spławiki do bolonki, przystawki, czy bata, nie miałem problemów z wykonaniem korpusów do wagglerów. Użyłem do tego celu bardzo twardej pianki, ciężkiej w obróbce ale za to niemal "pancernej". W korpusy wkleiłem dociążenie w ten sposób, że 2cm mosiężnego walca wystaje z korpusu, centymetr jest wewnątrz. Na koniec wkleiłem dość starannie i centrycznie antenki. Na korpusy nałożyłem trzy warstwy bezbarwnego lakieru, choć owa pianka jest o tyle wdzięcznym materiałem, że w zasadzie nie "pije wody". Po przeróbce wagglery bez problemu przyjmują pionową pozycję. W dwóch nieco zmieniła się gramatura (uroki robienia korpusów "pi razy oko".) Tak więc ostatecznie wyszły mi wagglery: 5+1g ; 5+1,3g ; 5+1,5g, tak orientacyjnie, ale nawet na wagglerach firmowych podane wartości obciążenia, często odbiegają od tych rzeczywistych. Nie wpływa to jednak w istotny sposób na właściwości wagglera, dla danych warunków łowiska.
-
Jotes napisał: Hihi! Ciężko mnie zranił, rana jest śmiertelna. Twardy jesteś, wyliżesz się niczym Kmicic. Jotes pisze: ...Ale jeśli nie jest dobrze wyważony, to będzie w locie skręcał i o tym pisał tutaj już Jonasz, ale i z doświadczenia wiem, że tak właśnie jest. I tutaj nawet dobrej firmy wagglery potrafią w locie rogala zakreślić. Ja określenie "dobrze wyważony" rozumiem jako z właściwie rozmieszczonym obciążeniem. 75-80% obciążenia przy spławiku (lub w spławiku) to klucz dla prawidłowej konstrukcji zestawu odległościowego, jego nośności i celności rzutów. Przy czym w zestawach ze sliderem, owe 80% obciążenia jest przy spławiku tylko w trakcie rzutu. Już w łowisku drogi obciążenia i slidera się rozchodzą. W przeciwieństwie do wagglerów mocowanych na stałe, gdzie główne obciążenie jest przy lub w spławiku, zarówno w locie jak i w łowisku. Ale zarówno w jednym jak i drugim przypadku, główne obciążenie przy spławiku jest napędem zestawu w locie, w czym wydatnie pomaga kształt wagglera/slidera. W poprzednim wcieleniu (forumowym) pisałem nieraz, że podstawą skutecznego łowienia odległościówką, jest zrozumienie ideii konstrukcji zestawów, wtedy łatwo dostosujemy się do każdych warunków na łowisku. Bezstresowo.
-
Trochę gimnastyki kręgów szyjnych, jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Pozdrawiam.
-
Dzięki Wam za ciepłe słowa. Jarku, widzę że Górek głęboko zranił Twoje uczucia... A tak na poważnie, to w/w myli akcję z ugięciem, co zresztą na różnych forach jest dość powszechne. Sądzę, że Górek określił taki zakres cw. który jest w jego mniemaniu optymalny dla komfortu łowienia, i zarazem bezpieczny dla samego wędziska. Niestety, nigdy nie miałem tej matchówki w ręku, więc trudno mi polemizować z Górkiem.
-
Do napisania tego tematu, zainspirował mnie Marckus postem w innym temacie. Na wstępie w odpowiedzi na powyższe pytanie,od razu napiszę że reguły nie ma żadnej, gdyż zależnie od producenta czy nawet modelu, wędzisko może mieć zaniżony lub zawyżony parametr cw. opisany na blanku. Doświadczony wędkarz, szybko w warunkach "bojowych" określi bezpieczną górną granicę cw., stosując rosnącą gramaturę obciążenia zestawu. "Na oko, ale z wyobraźnią" jak napisał wówczas Jotes. Mniej doświadczeni, którzy boją się eksperymentować podczas łowienia, powinni poświęcić tą przysłowiową godzinkę na test określający zakres cw, oraz zgodność deklarowanego parametru (cw) z rzeczywistością. Potrzebne nam będą ciężarki o różnej masie, najlepiej "gruszkowe" z wtopionym krętlikiem, oraz śruciny 1-2g. Dla przykładu testom na cw. poddajemy wędzisko z deklarowanym zakresem 3-15g. (Najlepiej aby poligonem do testów było łowisko, ale może to być też łąka lub boisko.) Na końcu żyłki wiążemy agrafkę, na której zapinamy ciężarek 10g. Zarzucamy płynnie zestaw i obserwując w tym czasie zachowanie wędziska. Przy tej wielkości obciążenia wędzisko powinno dobrze się "ładować", tzn. gromadzić energię i oddawać ją podczas rzutu, co wydatnie pomaga w osiąganiu większych odległości. Przed kolejnym rzutem, zwiększamy obciążenie o 2g, zaciskając na żyłce śrucinę o takiej masie, tuż powyżej agrafki (10g+2g). Następnie dokładamy kolejną (10g+2g+2g) ewentualnie następne, zwracając baczną uwagę na zachowanie blanku podczas każdego kolejnego rzutu. Dokładamy śruciny do momentu, gdy odniesiemy wrażenie że wędzisko wyraźnie "zmiękło ", a szczytówka poddała się obciążeniu i straciła swą sprężystość, więc nie pomaga już w katapultowaniu zestawu. W tym momencie wędka jest przeciążona, więc próba zarzucenia zestawu szybkim wymachem grozi złamaniem blanku. Przy czym bardziej podatne na uszkodzenie w tej sytuacji, będą wędziska o akcji szybkiej i b.szybkiej. Teraz, żeby dość precyzyjnie określić górną wartość cw. zdejmujemy po kolei śruciny, do momentu aż przy kolejnym rzucie poczujemy że szczytówka znów "ożyła", czyli odzyskuje sprężystość, kumuluje energię i oddaje ją podczas rzutu. Po manewrach ze śrucinami, wiemy już jaka jest rzeczywista górna wartość ciężaru wyrzutowego wędki. Jeżeli deklarowany na blanku cw. jest wyższy niż suma masy ciężarków na żyłce, to ten parametr jest zawyżony przez producenta. (Dla jasności, wędzisko opisane jako 3-15g, natomiast na żyłce jest np. gruszka 10g i śrucina 2g=12g). W sytuacji gdy na żyłce zostało 18g, to w omawianym przypadku, deklarowana górna wartość cw. jest zaniżona. Dolną wartość cw. można określić przy użyciu kilku śrucin (1g i 2g) na tej samej zasadzie, ale zaczynamy od np. 6g na żyłce. Zdejmujemy po kolei śruciny, do momentu aż szczytówka będzie cokolwiek reagować (ładować się) przy pozostałym na żyłce obciążeniu. I to właśnie będzie dolna wartość cw.Ps. W praktyce jest to znaczenie prostsze, niżby wynikało z tego długiego i nudnego opisu.
-
No to żeście sobie "nagrabili" tymi aluzjami, u naszego przyjaciela Spławika66, który to w ostatnich tygodniach jest w swoim żywiole. I ma efekty, łowiąc okonie, płocie, leszcze. O czym można się naocznie przekonać, odwiedzając jego stronę na Facebooku, pod nazwą "Spławik znad Wisły". Uwaga: Post zawiera lokowanie "produktu", może nawet dwóch.
-
Po raz pierwszy od wielu lat, nie łowiłem w tym roku ani raz z lodu. I o dziwo, dobrze mi z tym. Czyżby pierwsze symptomy starości?
-
Docio, czy przypadkiem o zakopywaniu ciężarka na dnie, nie decyduje punkt podparcia gruntówki? (dajmy na to karpiówki.) Bo tak sobie myślę (czasami mi się to zdarza), że gruntówka "patrząca" w niebo, podparta w okolicach połowy swej długości, nie będzie wpadać w tak głęboki rezonans jak przy podparciu na dolniku, lub wręcz na jego końcówce (np. w różnego typu gniazdach rurowych).
-
Klasyczna miłość od pierwszego wejrzenia. Po kilku wspólnych wypadach na łono natury, koniecznie opisz Jarku czy odwzajemniła Twoje uczucia.
-
Drodzy Pomorzanie. Czy macie konkretne informacje, lub choćby jakieś wieści, plotki, pogłoski, nt. złowienia leszcza na rekord Polski? Na jednym z portali wędkarskich piszą że leszcz miał 7,41kg i 73cm. Złowiony ponoć w październiku z gruntu, w jez.Płęsno k. Chojnic.
-
Alex, przeciągnij żyłkę przez przelotki w tym wędzisku, z pominięciem przelotek na wklejce. (Przelotka przed wklejką, będzie w tym momencie "udawać" przelotkę szczytową.) Teraz ciągnąc za żyłkę, możesz orientacyjnie stwierdzić jak w tej wersji pracuje wędzisko i jakie ma ugięcie. Najlepiej żeby za żyłkę trzymała druga osoba, wtedy uzyskasz zbliżone do realiów na łowisku, kąty między wędką a żyłką. (Zawiąż na końcu żyłki pętlę dla pewnego uchwytu, żeby w razie czego nie potłuc żyrandola, albo nie złamać wędki na jakimś meblu.) Napewno w tej wersji wędzisko będzie szybsze, ugięcie środkowo-szczytowe, natomiast cw. przesunie się z 1-10g, na jakieś 5-15g. Przy czym nic a nic nie zmieni się nominalna wytrzymałość wędziska. Po próbach z żyłką możesz zadecydować czy taka wersja spina będzie Ci odpowiadać. Będziesz bliżej decyzji czy pełną wklejkę "amputować", czy raczej dać sobie spokój.
-
Dla rozluźnienia atmosfery, kilka dowcipów. ( Mam taki pomysł...Wy piszcie na tematy wędkarskie, natomiast ja będę prowadził kącik humoru i satyry.) 1. Jeż zajada śniadanie. Przechodzi niedźwiedź i pyta: - Co jesz? - Co niedźwiedź? - Co jesz jeżyku? - Co niedźwiedź misiu? 2. Wilk erotoman spotyka w lesie Czerwonego Kapturka i mówi : - Czerwony Kapturku, pocałuję Cię tam, gdzie jeszcze nikt Cię nie całował !! A Czerwony Kapturek na to: - No to k..wa chyba w koszyk. 3. "...Moja żona myśli, że oblała prawko w momencie, w którym nie zatrzymała się przed zebrą. Ja wiem, że stało się to już w momencie, gdy wjechała do zoo..."
-
Myślę że typowa karpiówka także sprawdzi się w wodach bieżących. W drugiej połowie ub. wieku, do łowienia z gruntu w rzekach, powszechnie stosowano wędziska bambusowe lub z pełnego włókna, które były pierwowzorami dzisiejszych karpiówek, z domyślną krzywą ugięcia. Zresztą tym nieznanym ogółowi parametrem, mało kto się przejmował (podobnie jak cw.). Wędzisko miało być odpowiednio mocne dla łowienia określonych gatunków ryb, w określonych warunkach łowiska i tyle. Nie widzę powodu, aby wędzisko karpiowe zdawało egzamin tylko w wodach stojących, natomiast w łowiskach rzecznych już nie. Oczywiście przy uwzględnieniu parametrów wędziska, przy wyborze stanowisk rzecznych, więc wyobraźnia i wyczucie wędkarza będą tu nieodzowne. Konkludując, jestem zdania że nie będzie żadnym bluźnierstwem, zastosowanie wędziska karpiowego do łowienia w rzekach, z zastosowaniem choćby tak prozaicznego sygnalizatora brań jak dzwonek.
-
JKarp pisze: A więc tak: 1. Nie da się kupić uniwersała na wody stojące i czasem na rzeki. JKarpiu, czy mógłbyś uzasadnić to kategoryczne stwierdzenie? Dawno metodą gruntową nie łowiłem(10 lat na pewno), więc zaskakuje mnie aż tak głęboka (bezkompromisowa) specjalizacja.
