RBTS
Forumowicz-
Postów
104 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Artykuły
Forum
Galeria
Kalendarz
Zawartość dodana przez RBTS
-
25-30g wyrzuci bez problemu. Beast X nie ma hamulca odśrodkowego i ma mniejszą siłę sprzęgła (hamulca) na przekładni głównej. Wytrzymałością nie ustępuje Beast 40. Do cięższych przynęt (a także grubszych linek) warto wziąć pod uwagę Curado 300 K gdyż ma większą średnicę szpuli lub nawet Ambassadeura 5500, bo ten ma ponadto sprzężony ze szpulą wodzik.
-
Jeśli wiesz, że lepsze są multiplikatory to dlaczego lepiej łowi ci się kołowrotkiem ze szpulą nieruchomą? A może "lepiej" odnosi się tylko do delikatnych zestawów? Rzucanie i prowadzenie ciężkich przynęt nie jest lekką zabawą. Powyżej 100g zaczyna robić się naprawdę ciężko. Nie wiem jakie teksty czytałeś, jakie filmy oglądałeś, ale nie wydaje się, by ktokolwiek posługujący się także multiplikatorami mógłby polecać do takiego łowienia zestaw spinningowy. W/g mnie sprawa powinna wrócić do ponownego rozpatrzenia.
-
Czasy są inne ale prawa fizyki się nie zmieniły. Tzw. wyważenie wędziska to problem wydumany przez fotelowych łowców. Ciężkim kołowrotkiem możesz wpłynąć na "wyważenie" jeśli nie trzymasz go za stopkę, a chwyt znajduje się za, albo przed kołowrotkiem. Należy również określić czy (i jak) chcemy wyważać wędzisko opuszczone w dół, trzymane poziomo, czy też uniesione do góry. W każdym z tych przypadków dla identycznego kołowrotka efekt będzie inny. Realizując równowagę dla układu poziomego (i punktu na stopce kołowrotka) pogorszymy tragicznie manewrowość wędki. Dla zobrazowania problemu spróbuj wbijać gwoździe młotkiem z dwoma głowicami ujmując go w "punkcie wyważenia".
-
Beast X Pike Casting 198 cm 45-100 to bardzo przyjazny kij. Teoretycznie jerkowy, ale ja pozwalam mu miotać także cięższymi gumami. W zakresie 50-100g ładuje się ładnie i dość głęboko. Nie odczuwam żadnego dyskomfortu podczas rzutów gumami. Do przynęt 100-140g mam też dłuższe kije - 220, 236 oraz 259cm. Jednak po przekroczeniu długości 220cm operowanie kijem z cięższą przynętą zaczyna być o wiele bardzie męczące. Trudniej też precyzyjnie przekazywać swą wolę przynęcie. Inna rzecz, że nie zawsze większa precyzja przy połowie szczupaków jest wymagana. Kwestia długości rękojeści jest chyba bardzo indywidualną sprawą. Prezentowane w filmie wędziska SG mają jak dla mnie rękojeści zbyt długie. Operowanie nimi wymaga w moim odczuciu zbyt obszernej pracy rąk. A wybierając wędzisko krótsze możemy skrócić także dolnik. Generalnie, tam gdzie mogę, wybieram wędziska krótsze. Tyczy się to głównie jezior podczas połowów ze środków pływających. Długość rzutów zazwyczaj nie ma kluczowego znaczenia, a czasem wręcz przeciwnie, rzuty krótsze, a przez to częstsze, z lepszym czuciem i sterowaniem przynętą dają lepsze efekty. Są także sytuacje w których długie wędziska sprawdzą się lepiej, jednak nie uzależniam ich wyboru wyłącznie od użycia dużych gum.
-
Przeczytaj zasady wędkowania zawarte w zezwoleniu z Twojego okręgu PZW. Wówczas wszystko stanie się jasne. Podejrzewam, że nie znajdziesz tam obowiązku posiadania siatki. Ja sam nie mam takowej już kilkadziesiąt lat...
-
Jaki dokument narzuca ten obowiązek?
-
Nie znam tych wędzisk, jednak wydaje się, że do połowów jeziorowych szczupaków będą zbyt delikatne. Być może masz już swoje lekkie gumy i innych nie będziesz używał, lecz wiedzieć trzeba że niektóre dwudziestocentymetrowe tłuścioszki osiągają wagę ok. 80g. Jeśli nie będziesz ograniczał się jedynie do połowów "szuwarkowych", a zaczniesz łowić także na otwartej wodzie, szybko sięgniesz po przynęty większe, najpewniej 20-25cm. O ile 20 cm, da się najczęściej wyrzucać i prowadzić kijem "stugramowym", to wszystko ponadto wymagać będzie już kija przynajmniej 140g. W takim wypadku mocno polecam użycie zestawów castingowych. W każdym razie - można zacząć zabawę z kijem 60g (raczej nie mniej), choć w przyszłości nieuniknione będzie uzupełnienie go także zestawem mocniejszym. O ile, trudno wyrokować, gdyż zależy to od osobistych preferencji, rodzaju i zasobności łowiska, a także od kondycji fizycznej.
-
Mam dwa kije castingowe 275cm. Czasem są idealne, ale tylko czasem. Częściej idealne są 259cm, 236cm, 230cm, 220cm, 213cm, 198cm, a niekiedy także 180cm. Z tych wszystkich, kije w zakresie 236 do 213cm są używane najczęściej. Gdy tylko technika i warunki łowiska pozwalają, staram się stosować możliwie krótkie wędziska z powodów które powyżej podał kol. Ubertroll. Ja tylko rozwinę kwestię - praca kijami krótszymi jest mniej męcząca, wygodniejsza i dokładniejsza. Łatwiej podbierać też ryby i przedzierać się z kijem przez chaszcze. PS Poza tym się nie znam - dziś miałem kije 236cm (do 100g) i 230cm (do 24g) i nic nie złowiłem. Może gdybym miał 270...
-
Co to znaczy nie działa w opadzie? Nie macha ogonkiem, nie lusterkuje? Guma poprzez samo opadanie może, ale nie musi, być wabiąca. Ryba atakująca opadającą przynętę robi to już z bezpośredniej bliskości, tak więc praca ogonkiem nie jest już zazwyczaj potrzebna. Częstokroć leniwie opadająca, przewracająca się z boku na bok guma, będzie lepiej prowokować do ataku. Przeciążenie gumy, tak by ciągle merdała ogonkiem może spowodować jej zbyt gwałtowne ruchy, przyczyniające się często do chybionego (i nie ponawiającego się już) ataku. PS Jeszce jedno, na pracę przynęty, także w opadzie ma niebagatelny wpływ również grubość linki...
-
Ankieta - Wasze preferencję pod łowienie szczupaków
RBTS odpowiedział Kusy wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
Rodzaj maszynki (stałoszpulowy czy multiplikator) nie ma zwykle znaczenia dla doboru długości (i akcji) wędziska. O tym decydują najczęściej warunki łowiska, rodzaj stosowanej przynęty, a także jej techniki podania i prowadzenia. Dla przykładu napiszę że używam wędzisk castingowych w zakresie długości od 180 do 275cm. Jednak gdy tylko mogę wybieram najczęściej możliwie krótkie gdyż zazwyczaj łowię od rana do zmierzchu, niejednokrotnie zostając także na pół nocki. -
Uwaga do wcześniejszego postu dotyczącego JOHNCOO MT200R Titan. Niestety nie ma, jak pisalem, synchronizowanego ze szpulą wodzika. Zasugerowałem się kołem zębatym na osi szpuli, ale niestety jest ono jedynie elementem terkotki.
-
Przede wszystkim uchwytem i przelotkami, także ich usytuowaniem względem kręgosłupa blanku (w lepszych, zwłaszcza mocnych kijach).
-
Da się coś wybrać. Ale temat jest na tyle obszerny że szkoda by zagnieździł się w dyskusji dotyczącej multiplikatorów. Warto założyć nowy temat np. Wędki castingowe.
-
Chyba można założyć że @Quake (założyciel wątku), nie jest już zainteresowany naszą dyskusją. Trudno doradzać dalej, nie wiedząc nawet co ma oznaczać "wędka do 120g". Możemy domyślać się że chce rzucać. Ale czym i gdzie? Czy owe 120 gram ma być średnio-ciężkim uniwersalnym castem na który też może uwiesić się sum? A może chodzi tylko o jeziorowego szczupaka? Czy @Quake chce jerkować, ciągać powoli wielkie gumy, crankbaity lub spinerbaity? A może chce łowić na lekko dorsza lub "postawić na grunt"? Od odpowiedzi na te pytania zależy wybór przełożenia (a w zasadzie ilości pobieranej na obrót korby linki), Samej korby (podwójna bądź pojedyncza - a jeśli ta druga to z przeciwwagą czy bez), pojemności szpuli i siły hamulca walki. Nie bez znaczenia jest też hamulec rzutowy. Z wielu dyskusji wiem, że początkujący wybierają najczęściej prosty hamulec magnetyczny. Skoro wątek jednak się nieźle rozwinął, być może skorzystają z niego także i inni. Dlatego też dorzucę pod rozwagę jeszcze jedną chińską propozycję do cięższego łowienia - JOHNCOO MT200R Titan. W odróżnieniu od poprzednich multiplikatorów ma synchronizowany na stałe ze szpulą wodzik i hamulec odśrodkowy. Pewnym minusem, przy niektórych technikach, może być dość wysokie przełożenie 7,1:1 (szpula dość dużej średnicy). Zapomniałem wrzucić link do filmu poglądowego:
-
Ja nie negowałem Twoich wypowiedzi związanych z tarciem. Prosiłeś bym podał "inną matematykę" co też uczyniłem. Dyskusja robi się już jałowa, bo zaczynamy wchodzić z nią na pole semantyki. Ty mówisz o sześciu, ja dwunastu. Ale jeśli uda nam się dostrzec różnicę pomiędzy POWIERZCHNIAMI a PŁASZCZYZNAMI (styku ciernego) to może zacznie powoli snuć się nić porozumienia. Co zaś się tyczy propozycji zgłębiania tajemnic płatowców - dziękuję, ale nie skorzystam, aeronautyka nigdy mnie nie pociągała. Także jakoś szczególnie okręty podwodne. Zdecydowanie bardziej życzliwie spoglądam na duże okręty nawodne.
-
Jest oczywistym, że do wystąpienia tarcia potrzebne są dwa ciała stykające się dwoma powierzchniami . Możemy zatem mówić o sześciu parach ciernych lub płaszczyznach tarcia. Choć wydaje się że zaczynamy już rozbijać g... na atomy przy jednoczesnym, jak sądzę, braku zainteresowania tematem autora wątku, podam jeszcze dla poparcia moich przemyśleń w sprawie prostego sprzęgła (hamulca) multiplikatora kilka cytatów z publikacji Wstęp do tribologii i tribochemia, Stanisław Płaza, Leszek Margielewski, Grzegorz Celichowski, Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 2005. "Winni jesteśmy też, już na wstępie, wyjaśnienie, że ze względu na wielkie trudności w analizie wyników badań spowodowane niezwykle małą przestrzenią, w której przebiegają reakcje tribochemiczne, mnogością parametrów wpływających na ich przebieg i nakładających się niestety na to niedoskonałości metod badawczych i metod analizy powierzchni, niewiele mechanizmów reakcji jest dostatecznie i jednoznacznie potwierdzonych wynikami badań." "Tarcie suche fizyczne występuje wówczas, kiedy w procesie tarcia dochodzi do styku (kontaktu) czystych powierzchni ciał stałych; natomiast w przypadku tarcia suchego technicznego, na powierzchniach występują zaadsorbowane cząsteczki gazów z powietrza atmosferycznego oraz produkty ich reakcji ze składnikami powierzchni tarcia, tj. azot, tlen, woda, a także tlenki, wodorotlenki i inne związki." "Na rzeczywistych trących powierzchniach styku występuje mechaniczny opór ruchu spowodowany zaczepianiem o siebie nierówności powierzchni oraz opór spowodowany sczepieniem adhezyjnym." "Wprowadzenie między powierzchnie trące substancji smarowej powoduje zmianę tarcia zewnętrznego na tarcie wewnętrzne w substancji smarowej, mamy wtedy do czynienia z tarciem płynnym. Jest to rodzaj tarcia, w którym powierzchnie tarcia oddzielone są warstwą środka smarowego o takiej grubości, że w czasie trwania tego procesu nie występuje stykanie się wierzchołków mikronierówności obu powierzchni. Występuje wtedy tylko tarcie wewnętrzne środka smarowego, czyli tarcie płynne." "W rozważaniach tribologicznych istotną rolę odgrywa też warstwa wierzchnia styku tarciowego, którą definiuje się jako warstwę materiału styku tarciowego, ograniczoną z jednej strony powierzchnią, a z drugiej granicą wewnątrz materiału, określającą kres zaniku zmian fizykochemicznych i strukturalnych spowodowanych zjawiskami tarciowymi na powierzchni tarcia." w cytatach wyróżnienie boldem moje
-
Środkowa tarcza przenosi moment obrotowy nadany ciernie poprzez karbonowe podkładki. W ten sam sposób bezpośrednio na koło zębate działa: pierwsza podkładka karbonowa pod kołem zębatym oraz druga podkładka nad kołem zębatym (z pierwszą tarczą). Tak więc przeniesienie napędu nie odbywa się jedynie przez środkową tarczę. Trzy tarcze mają sześć powierzchni, trzy podkładki również. Ostatnia tarcza nie bierze udziału w tarciu (zewnętrzną stroną) lecz dochodzi powierzchnia koła zębatego. Razem 12. Inna rzecz że w praktyce zadziała połowa z nich (obróci się para powierzchni klocek-tarcza, klocek-koło zębate z mniejszym tarciem. Abu wielowypust- tak masz rację, zawodzi pamięć, jednak nie zmienia to istoty sprawy, a nawet potwierdza, że siły ścinające działające na wypust nie są tak wielkie. Co prawda wielowypust będzie znacznie mocniejszy od dwóch wypustów, jednak zastosowany został do delikatniejszych w sumie tarcz karbonowych. Generalnie dla hamowania nie ma znaczenia czy osadzone są w kole zębatym tarcze czy "klocki". W obu wypadkach chodzi o zwiększenie powierzchni ciernych.
-
Podkładka pod korbką (7:20) też jest podkładką sprężystą. Ma przegięcia fabryczne służące do docisku gwiazdy hamulca w jej najwyższym położeniu celem zapobiegania niekontrolowanym obrotom przy lekko ustawionym hamulcu, bowiem w tym położeniu bez sprężystej podkładki obraca się ze zbyt małym oporem. Shimano i ostatnio także Daiwa nie stosuje już tego rozwiązania. Środkowa tarcza poprzez karbonowe klocki faktycznie przenosi część momentu obrotowego na koło zębate, tu faktycznie masz rację. Zbytnio spłyciłem zagadnienie, gdyż każda z powierzchni ciernej podkładek i klocków służy przecież temu celowi. Lepsze konstrukcje np. Abu Revo Beast, mają mają obecnie tarczę środkową z wielowypustem. Jednak w praktyce nie spotkałem nigdy ściętych wypustów. Powierzchni jest dwanaście, czyli sześć par ciernych, jak zwał tak zwał. Do tego rzeczywiście dochodzą jeszcze dwie (lub teoretycznie cztery) co rzeczywiście przeoczyłem w opisie.
-
Te powyginane podkładki, to podkładki sprężyste hamulca. Takie są fabryczne - w tym i setkach innych multiplikatorów. Tarcze hamulcowe (stalowe podkładki) rzeczywiście nie są zbyt płaskie, ale dramatu nie ma, biorąc pod uwagę że hamulec ma dwanaście powierzchni ciernych. Środkowa tarcza z dwoma wypustami nie przenosi napędu (ma okrągły otwór), jedynie separuje dwie podkładki węglowe (nazwijmy je umownie klockami hamulcowymi) dodając dwie powierzchnie cierne. Pasowanie łożysk w gniazdach trudno ocenić, jednak nie odbiega znacząco od innych konstrukcji "renomowanych producentów". Na ten problem zwracałem już niejednokrotnie uwagę podczas wielu dyskusji prowadzonej wśród castingowej społeczności. Jeden z największych producentów kołowrotków, multiplikatorów i osprzętu rowerowego, nawet w swoich najdroższych konstrukcjach wycenianych po 500-600 $, nie zapewnia zalecanych pól tolerancji pasowań ograniczając się np. do założenia o-ringu pod łożysko, przy pozostawieniu pasowania luźnego dla wałka i otworu. Reasumując - moim zdaniem, Piscifun Alijoz to multiplikator z wyższej półki tanich modeli nie odbiegający od innych podobnych. Posłuży spokojnie parę lat (lub więcej). PS w odróżnieniu od Tatuli 200 ma dwustronne ułożyskowanie zębnika (piniona) oraz wzmocnienie blokady wstecznej (oprócz sprzęgła jednokierunkowego ma dodatkowo zapadkę). PS Nie mam Piscifuna, a swoje wywody opieram na doświadczeniu z innymi tego typu konstrukcjami.
-
Dziękuję za miłe słowa. Rzeczywiście doświadczenie mam wieloletnie, ale czy można powiedzieć że równie duże? Nadal każdego roku, czegoś nowego się uczę... Tak, można i na pewno warto. To bardzo ogólnikowe stwierdzenie, tak samo jak postawione pytanie. Początki castingu (myślę tu o obsłudze sprzętu) będą nieco trudniejsze, lecz nie na tyle, by już na samym wstępie z niego rezygnować. Trzeba również zdać sobie sprawę, że casting jest jedynie jedną z technik prowadzącą do celu - cała reszta ogromu zagadnień wędkarskich pozostaje ta sama niezależnie od rodzaju czy klasy sprzętu. Nie wiemy jakie ryby zamierzasz łowić, jakimi przynętami się posługiwać. Czy w grę wchodzą tylko duże drapieżniki, czy też dołączy do nich okoń, kleń i jaź? Możliwości jest bardzo wiele, więc trudno odnieść się do zagadnienia tylko w kilku zdaniach. Trzymetrowy kij to już dość specyficzne narzędzie, cięższe w użyciu i nie zawsze wskazane. Owszem są jeszcze dłuższe kije, lecz używają ich przeważnie wędkarze wiedzący jak wykorzystać ich zalety w konkretnych technikach połowu, czy zastanych warunkach. O ile lekki kij kleniowy o tej długości jest częściej spotykany, to przy cięższym castingu będzie miał raczej mniejsze zastosowanie (choć używa się też jeszcze dłuższych). Na koniec odnośnie prowadzenia przynęt w rzece - można prowadzić z prądem, można tzw. wachlarzem pozwalając pracować przynęcie (na napiętej lince) znoszonej nurtem, a także prowadzić pod prąd. Przynętę stawia się też czasem w nurcie, pracując delikatnie szczytówką, bądź pozwalając nurtowi na wykonanie roboty za nas. Na koniec, zostaje jeszcze zabawa w przepływankę z przytrzymaniem, gdzie stosujemy zestaw z pałeczką tyrolską, będącą niczym innym jak protoplastą bocznego troka. O ile ten ostatni znany jest przede wszystkim jako narzędzie do dłubania okonków, to z pałeczką w nurcie sięgamy po największe podwodne potwory. Przy stosowaniu tej techniki swoje zalety uwidaczniają łososiowe kije o długości nawet 360cm. Jednak jest to już ciężka fizycznie praca.
-
U nas ostatnio w dobrej cenie były różne kije Savage Gear SG2 i SG4. Po przecenie miały bardzo dobry stosunek wędki do pieniądza. Bez porównania do tanich Jaxonów. Syn tropi szczupaki z SG4 Trigger 221cm 20-60g, oraz bolenie z SG4 Crank & Vib Specialist 230cm 7-24g. Ja mam od Savage'a taką samą, ale z serii SG2, oraz cięższą MPP 259cm 90g. Egzemplarze oczywiście przebierane, ale mogę polecić. Jednym wędziskiem dość trudno będzie pogodzić połowy szczupaków i sandaczy. Zresztą sandacze (i szczupaki) w zależności od okoliczności też będą wymagać różnych wędzisk. Ale jeśli o szczupakach myślisz poważnie, masz przy tym rozległą, grubą wodę, to kij w miarę uniwersalny powinien być raczej w górnym zakresie średniej mocy, po naszemu powiedzmy 20-60g. Oczywiście na małych rzekach czy starorzeczach można, i często trzeba, używać lżejszego sprzętu. Przynęty do 60g spokojnie obsłuży wspominany powyżej Kastking Crixus, Shimano SLX, czy Abu Black Max lub jego kolejne wcielenie (uwaga - szpulka nieco mniejszej średnicy). Oczywiście najtańszych wynalazków z Ali nie polecam. One mają całkiem porządną i sztywna ramę (w swej klasie cenowej oczywiście)
-
To multiplikator jak dziesiątki innych w tym przedziale cenowym. Jest tańszy od Kongera tylko dlatego że Kastking sprzedaje go bez pośredników (poza Aliexpress oczywiście). Jest to ta sama klasa jakościowa. Ogromna wiekszość producentów stosuje takie same lub bardzo podobne rozwiązania konstrukcyjne i materiałowe. Stawiam dolary przeciwko orzechom, że przekładnia główna jest wykonana ze standardowego mosiądzu ołowiowego MO58A (ASTM C38500) stosowanego w automatach skrawających. Taki sam materiał znajdziemy także w multiplikatorach pięciokrotnie droższych. Lubimy oczywiście aluminiowe ramy (odlewane lub frezowane), ale... Przez dobre kilkanaście (lub więcej lat) łowiłem Daiwą BW2 z grafitową ramką. Lekko nie miała, rzucałem wtedy w wiślany nurt zestawy z pałeczką tyrolską o wadze 60-100g. Jeździły na nim także dwumetrowe sumy (trochę za słaby hamulec) i na multiku nie robiło to żadnego wrażenia. Dziś jest już na emeryturze, lecz przyznać muszę, że kilka dni w roku, z sentymentu raczej niż potrzeby, używam go na letnisku. I nie czuję się jakoś specjalnie sprzętowo ograniczony. PS Co zaś się tyczy alternatywy - myślę że najtańsze Shimano, Abu czy Lew's także zrobi robotę.
-
Pytając o żyłkę, chciałem zachęcić autora tematu do zwierzeń, z jakiego powodu chce stosować do połowów pstrągów plecionkę. Być może wówczas wywiązałaby się dyskusja na argumenty. Nie jest to żadna "odkrywcza" teoria nie związana z tematem, co nieco wyżej, jak sądzę, potwierdził Docio.
-
Dlaczego chcesz stosować przypon? Nie może być sama żyłka 0,23?
-
A w kolejnym zarządzeniu nr 58 z tego samego dnia niespodzianka o której pisałem. Link poniżej.
