co prawda, bawiłem się tak chyba ze trzy razy (nie jestem zwolennikiem połowu drapieżnika), raz miałem wymiarowego szczupaka, raz pistolecik a raz pamiętam, wiedziałem że coś w łowisku się pojawiło, bo po około godzinie nęcenia, drobnica wyskakiwała po kilkanaście sztuk nad wodę, po pewnym czasie się uspokoiło, ale brania nie było. Wiem, że tą sztuczkę stosuje niejeden wędkarz, zresztą sam ją podpatrzyłem.
Założenie tej sztuczki jest takie, że atakowane skupisko drobnicy rozpierzcha się a nasza przynęta zostaje. Dobrze podana prowokuje.