Jump to content

Pierwsze kroki startujących w zawodach splawikowych na poziomie okręgu.


wind
 Share

Recommended Posts

Witam,

proszę o pomoc w redagowanie tematu czynnych zawodników w dyscyplinie spławikowej. Zależy mi na stworzeniu kompendium podstawowych wiadomości odnośnie zasad zgłaszania się do zawodów okręgowych oraz minimum sprzętowego wymaganego regulaminem. Ponadto na pewno obowiązują jakieś "niepisane" zasady współzawodnictwa.

Link to comment
Share on other sites

Guest ŁYSY0312

Pomogę chętnie, ale o czym tak właściwie pisać? Wszystko jest w regulaminie.

No, ale skoro trzeba ;)

W pierwszej kolejności należy zapoznać się i nauczyć wszelkich przepisów zawartych w dziale regulaminu odnośnie organizacji zawodów wędkarskich. Wskazane też jest (wiem to z własnego doświadczenia) wydrukować sobie te "kwity" i wozić ze sobą. Pomoże to nam nie tylko "dla siebie" ale także w pseudo dyskusjach z "wszystkowiedzącymi" kolegami, których należy grzecznie poprosić o znalezienie odpowiedniego akapitu w regulaminie i jego interpretację :P , która bywa cokolwiek dziwna ;) . Jeśli to nie pomoże to natychmiast nie wdając się w dalszą dyskusję wołamy sędziego, najlepiej głównego, który ma rozwiać wszelkie wątpliwości. Czemu głównego? Bo sędziowie poziom wiedzy mają różny (czasem zerowy), a główny przeważnie "coś wie".

Kilka słów o sprzęcie - należy bezwzględnie mieć:

- siatkę o obowiązujących wymiarach,

- pudełka na przynęty tzw. matrioszki,

- wiaderka z podziałką,

- wypychacz i miarkę (najlepiej cechowaną),

Należy też zwrócić uwagę jeśli łowimy tyczką, żeby ta nie przekroczyła 13 metrów wraz z ekspandą (korkiem), minus jakieś 2cm, na wszelki wypadek. Tu mała dygresja - wielu młodych zawodników zapomina, że choć ich tyczka ma np. 12,6m to po użyciu dopalacza znacznie przekracza przepisową długość. Dlatego też, albo łowimy bez dopałki, albo miejmy zapasowy komplet szczytówek mocniej dociętych.

 

Do startu w GP okręgu upoważniony jest każdy wędkarz opłacający składki w danym okręgu. Chcąc wystartować należy po prostu znaleźć zimą/wiosną na stronie okręgu listę zawodów i pojechać. Bywa wszakże tak, że na niektóre zawody należy się wcześniej zapisać, wynika to najczęściej z "pojemności" łowiska, na którym może wystartować max iluś tam zawodników. Zazwyczaj takie info zawarte jest już we wspomnianej liście zawodów wraz z np. telefonem kontaktowym.

Zgodnie z przepisami zawody z cyklu GP okręgu są bezpłatne, ale często ten przepis jest omijany, i w sumie dobrze, bo wpisowe jest zazwyczaj symboliczne, a dzięki temu nagrody są o wiele bardziej atrakcyjne, niż tradycyjny pucharek, czy dyplom ( takich nagród już nawet nie zbieram).

Jak postępować po przyjeździe na miejsce.

Najlepiej być jak najwcześniej. Dlaczego? Ano z paru powodów. Po pierwsze parkujemy w dogodnym miejscu, gdzie spokojnie możemy się rozłożyć z bambetlami. Po drugie mamy szansę zapisać się na listę startową, jako jedni z pierwszych, co bywa baaardzo przydatne, ale o tym później. I po trzecie i bardzo ważne - możemy sobie spokojnie nabrać wody z łowiska do wiaderek. Tak, wygląda to śmiesznie, ale bywają takie osoby którym to przeszkadza (poniekąd słusznie), że to ryby się płoszą itd., itp.

 Dotyczy to oczywiście łowisk gdzie musimy parkować bezpośrednio przy wytyczonych stanowiskach.

Jak wspomniałem powyżej, po przyjeździe natychmiast zapisujemy się na listę startową. Daje nam to pewne korzyści.

Już spieszę wyjaśniać – na zawodach tego typu możemy spotkać dwa typy losowania. Pierwsze – podwójne. Najpierw losujemy kolejność losowania, właśnie po to żeby wyrównać szansę tych co zapisali się ostatni. A następnie odbywa się losowanie „właściwe” stanowisk. Bardzo często jednak bywa, że losowanie jest tylko jedno, te właściwe i wtedy jako jedni z pierwszych na liście mamy większy wybór stanowisk. Ponadto, sędzia bardzo często pozwala na natychmiastowe wejście na stanowiska zaraz po losowaniu, więc możemy być w drodze a wręcz na miejscu gdy inni jeszcze losują. A nawet kilka czy kilkanaście minut daje już nam przewagę.

 

Ale wybiegłem ciut za bardzo naprzód. Wcześniej przed losowaniem odbywa się tzw. odprawa, gdzie sędzia główny mówi bardzo ważne rzeczy, dlatego warto przepchnąć się jak najbardziej do przodu, żeby wszystko słyszeć (wielokrotnie inni tak głośno gadają, że nie słychać sędziego, a później się gorączkowo dopytują). Cóż sędzia ma do powiedzenia? Otóż mówi jakich wymiarów się trzymamy – ogólnopolskich czy okręgowych. Czy możemy wstawić nogi kombajnu do wody, czy odbędzie się kontrola zanęt i przynęt (o tym za chwilę). Czy możemy wypuścić ryby zaraz po ważeniu, czy trzymamy je w siatce czekając na sygnał do wypuszczenia, czy wchodzimy na stanowisko po losowaniu czy czekamy na sygnał. No i oczywiście podaje czas startu i wszystkich pozostałych sygnałów. Itd, itp., warto więc posłuchać.

Teraz o kontroli zanęt i przynęt, oraz długości tyczki i siatki.

Kontroli może nie być wcale, mogą być kontrolowani wszyscy startujący, ewentualnie może być wylosowany jeden zawodnik. Tyczkę i siatkę mierzy się rzadko, najczęściej na wyraźne życzenie któregoś zawodnika, chcącego zdenerwować konkurenta.

Przynęty żywe do kontroli przedstawiamy w matrioszkach, natomiast zanętę w wiaderkach z podziałką. I tu bywa czasem problem gdy trafi się jakiś nadgorliwy i niedouczony. Chodzi o to że czasem ktoś zakwestionuje pojemność wiaderka budowlanego, lub jakiejś nieznanej firmy. Dlatego też warto jest niestety mieć choć jedno wiadro z logo wiodącej marki. Bardzo przydatne też bywają worki na śmieci z grubej folii. Otóż przedstawiamy do kontroli np. w jednym wiadrze czystą zanętę, w drugim zanętę z ziemią, a w trzecim ziemię/glinę do jokersa. Sędzia sobie popatrzy i mówi że na jego oko przekroczyliśmy limit i prosi o zsypanie wszystkiego do jednego wiadra w celu zweryfikowania podejrzeń. I wtedy zawartość dwóch wiaderek przesypujemy do worków, które układamy w trzecim unikając katastrofalnego po-miksowania mieszanek.

Nie zapomnijmy też jeśli mamy zamiar użyć o dołożeniu do wiaderek opakowań z atraktorem czy klejem.

Zamykając temat kontroli dodam tylko – zmierzmy sobie swoje siatki. To bywa temat naprawdę drażliwy. Producenci sobie, a wymiary sobie. A pomiary to zupełnie inna bajka. Sędzia jeśli będzie chciał na siłę kogoś „udupić” to po prostu lżej naciągnie siatkę przy mierzeniu i już zabraknie kilku centymetrów. Ja żeby się raz na zawsze zabezpieczyć przed takimi problemami kupiłem drugą siatkę z której odciąłem około metra i doszyłem do pierwszej. Mam teraz siatkę o długości ponad 4,5m i święty spokój.

Najważniejsze sprawy opisałem powyżej. Teraz jeszcze garść uwag.

  1. Pamiętajmy że kulki do donęcania kleimy jedną rękę, a dwóch możemy użyć tylko do ugniecenia kuleczki z klejonych białych robaków czy pinki. Przypominam o tym, bo zawsze konkurencja będzie nam patrzeć na ręce i w razie czego zgłosi sędziemu.

  2. To samo w przypadku nawilżania zanęty po kontroli. Większość radzi sobie z tym po prostu myjąc ręce. Tak, myjemy dłonie, mokrymi mieszamy zanętę, i tak do skutku. Ważne jest żeby nie chlapać wodą wprost do wiadra i tyle.

  3. Czasem dużo zamieszania wprowadzają tabliczki oznaczające nr stanowiska. Rzadko na zawodach tej rangi chce się organizatorom wytyczyć porządnie stanowiska, i zaznaczyć je taśmą. Najczęściej są to po prostu tabliczki wetknięte w ziemię. I dlatego na odprawie należy uważnie wysłuchać sędziego, bo są dwie wersje. Albo tabliczka oznacza środek naszego stanowiska, albo mamy stanowisko od tabliczki do tabliczki. Np od tabliczki z nr 1 do tabliczki z nr 2 jest stanowisko nr 1.

  4. Kontynuując sprawę stanowisk – powinny mieć swoją długość, ale bywa z tym różnie, więc czasem się nie mieścimy ze stojakiem (grzebieniami) na topy i baty, i sięgamy na stanowisko sąsiada. Warto zawsze grzecznie zapytać przy świadkach (koniecznie), czy mu nie przeszkadzamy. Punktów karnych za to nie dostaniemy, gdy zwróci uwagę sędziemu, ale po co się szarpać.

  5. Kolejna sytuacja – zacięta duża ryba, która wchodzi na stanowisko sąsiada.

    Z racji na rangę zawodów, wiele osób (w tym ja) absolutnie nie przeszkadza holującemu, a zdarza się, że i wędkę z wody wyjmuje, żeby nie spalić sąsiadowi ryby.

    Bywa jednak odwrotnie, możemy i trafić na kogoś kto specjalnie będzie się starał zaczepić nasz zestaw aby tylko spalić nam rybę. Niby wszystko zgodnie z przepisami, ale niesmak pozostaje. Dlatego też, jak zatniemy jakiś okaz, a nie znamy sąsiadów, chowajmy szybko szczytówkę pod wodę, żeby nie było widać gdzie ryba „idzie”.

  6. Może się zdarzyć, że trafimy na sąsiada pod tak zwaną „dobrą datą”. Ja wtedy uważnie obserwuje takiego delikwenta w trakcie przygotowań. I jeśli stwierdzę, że nie nadaje się do startowania, idę do kolegów z koła tego zawodnika, lub do jego znajomych/rodziny i grzecznie proszę o spakowanie i zabranie go z łowiska. Gdy ci odmawiają, zgłaszam ten fakt sędziemu i żądam dyskwalifikacji. Oczywiście są z tym niezłe „pierepałki”, zwłaszcza gdy jest to jakaś znana postać, czy miejscowy „prominent”, czy np. szwagier czy brat sędziego lub …...No i przez część zawodników zaczynamy być natychmiast nielubiani, i możemy na tych zawodach doświadczyć tego dobitnie. Ale wolę „szykany” niż kilka godzin robienia uników przed wędką i haczykiem nietrzeźwego sąsiada. Lub co gorsza mieć niezłe straty w sprzęcie gdy ledwo stojący na nogach gość przewraca się na twoje topy, łamiąc je. Osobiście mnie właśnie coś takiego spotkało, i sprawa skończyła się w sądzie (teoretycznie w takiej sytuacji odpowiada organizator).

    Gdy sędzia wymiga się od decyzji o dyskwalifikacji pijanego, poprośmy o przeniesienie na stanowisko rezerwowe. Jeśli się nie da wymusić nawet takiej decyzji, to zwińmy sprzęt i zażądajmy spisania protokołu, z podpisami świadków i sędziego głównego. I z tym do okręgu.

  7. Zawsze bądźmy przy ważeniu swoich ryb, i patrzmy sędziom na ręce.

  8. Byłbym zapomniał - kartę i legitymację z opłaconą składką warto mieć zawsze ze sobą. Czasem nadgorliwcy chcą sobie nasze znaczki obejrzeć, lub zapisy są na podstawie tych dokumentów.

     

    No i byłoby na tą chwilę wszystko, co pamiętam, i co było moim zdaniem warte uwagi.

    Jeśli jeszcze o jakiejś sprawie sobie przypomnę dopiszę w dalszych punktach poprzez edycję postu. Na wszelkie ewentualne pytania chętnie odpowiem.

    Nie chciałbym też, żeby ktoś po lekturze odniósł wrażenie, że zawody to ciągłe, uważanie na to czy na tamto. Czy, że wszystko i wszystkich trzeba ciągle obserwować, i spinać się.

    Nie, po prostu wymieniłem wszystkie zwykłe i ekstremalne przypadki które mogą na nas czyhać.

Edited by ŁYSY0312
Link to comment
Share on other sites

Guest ŁYSY0312

Niuansów jest trochę, i postaram się opisać wszystko co pamiętam. Tyle, że co okręg to inne zwyczaje/ inni ludzie. Ale dziś, jakoś już nie mam weny. :(

Link to comment
Share on other sites

Guest ŁYSY0312

Ukończyłem swoje "dzieło" :P , poprzez edycję pierwszego postu. Miłej lektury życzę, ewentualnym czytelnikom ;) 

Edited by ŁYSY0312
Link to comment
Share on other sites

Pięknie Ci idzie Kuba, ale ja mam prośbę, byś jeszcze napisał konkretnie o wymogach sprzętowych. Tzn. wymiary wymagane dla siatki, bo tylko się domyślam. Czy są jakieś wymogi odnośnie platformy, kombajnu i czy tu też obowiązują jakieś konkretne wymiary? Dopuszczalna ilość wędek do różnych metod, czy są jakieś ograniczenia? Czy na każdym łowisku ("polu bitwy") można zastosować dowolną metodę, czyli wybrać np: odległościówkę, bat, tyczka, bolonka? Jakie robactwo jest dopuszczane, jako przynęta i do zanęty? O! I czy np na ciasto można łowić?

 

Więcej nie przychodzi mi na razie do głowy, ale może koledzy też zasypią Cię pytaniami? Bardzo ciekawy temat!

Edited by Jotes
Link to comment
Share on other sites

Guest ŁYSY0312

Jarek ,specjalnie unikałem konkretów pod tym względem, bo wszystko jest jak wspomniałem powyżej w regulaminie rozgrywania zawodów w dyscyplinie spławikowej, który poprostu trzeba znać i śledzić jego zmiany co roku. Jeśli więc będą pytania "sprzętowe", czy "zanętowe", to raczej o wyjaśnienie niuansów, a nie podstawowe info.

Napiszę tylko tak ogólnie -wszystkie spławikowe metody są dozwolone. Na ciasto możesz łapać, na chleb także i co tam jeszcze wymyślisz, aby naturalne było ;) , a robactwo dopuszczalne jest też każde, abyś się tylko w limicie zmieścił. :P

Na koniec taka ciekawostka - wszelkie ziarna typu kukurydza, pszenica czy pęczak wchodzą w limit zanęt a nie przynęt. Teoretycznie, więc możemy mieć ze sobą wiadro kukurydzy zamiast zanęty :lol:

Edited by ŁYSY0312
Link to comment
Share on other sites

Dodam od siebie, bo wielu o tym nie wie. To że można łowić jedną wędką to oczywiste i wiadome, ale wielu zawodników w momencie dobrych brań robi tak: odpina top z zestawem, wkłada w balkon i zestaw pływa pod nogami bo szkoda czasu na odkładanie topa na grzebień i w tym czasie wyjeżdża kubkiem, łowiąc tym samym dwoma wędkami na raz.  Niuans, ale za to można dostać dyskfalkę. 

 

Kolejna ciekawostka:  jak się obślizgnie nam noga i wpadnie/my do do wody też możemy dostać dysklfalkę.

Rybę nie wymiarową/ w okresie ochronnym, którą doholujemy do prawie ręki i nam się wypnie tuż przed i akurat wpadnie do siatki, od razu musimy ją zgłosić głośno i wyraźnie sędziemu i tylko raz nam tak może się przytrafić na turę :(, a malutkie bolenie często walą w pinkę na uklejowym baciku :(

 

Nie możemy zejść ze stanowiska bez zgłoszenia tego sędziemu (siku i dwójeczka, musi poczekać, aż łaskawca do nas podejdzie). 

 

Przy zawodach dwu-turowych (na jednym łowisku np sobota i niedziela na tym samym kanale) nie można wrzucić do wody niczego po gwizdku końcowym (np. resztek glin, zanęty, robaków).

 

Rybę która podczas holu splącze zestaw sąsiada (bądź sąsiad z zawiści nam sam ją zaczepi, np gruntomierzem) musimy wypuścić.

 

Ryba musi mieć haczyk w pysku podczas wyciągania, inaczej musimy ją wypuścić. Choć tu nie jestem pewien.

Link to comment
Share on other sites

Guest ŁYSY0312

Ryba musi mieć haczyk w pysku podczas wyciągania, inaczej musimy ją wypuścić. Choć tu nie jestem pewien.

 

Ano musi. Nieprawidłowo zapięta się nie liczy, choć czasem przymykane jest na to oko, no chyba, że chodzi o jakiś okaz.

Link to comment
Share on other sites

  • 2 months later...
Guest ŁYSY0312

Są dalej, ale w skrócie, i życiowo mówiąc, trzeba się o nie "martwić" jeśli awansujesz do GP Polski, lub przynajmniej do eliminacji w niższych ligach.

Link to comment
Share on other sites

Ano musi. Nieprawidłowo zapięta się nie liczy, choć czasem przymykane jest na to oko, no chyba, że chodzi o jakiś okaz.

ŁYSY0312 pisząc tą odpowiedź chyba zapomniałeś zerknąć w "kwity" ;)  ten przepis juz nieobowiązuje i to od baaardzo dawna. Zgodnie z regulaminem zaliczne są wszystkie ryby wyciągnięte z wody, nawet te zapiętne za inna część ciała niż pyszczek - oczywiście jeżeli są wymiarowe i nieobjęte ochroną.

 

Swoją drogą czytając Twój post można odnieść wrażenie, że udział w zawodach to jakieś bardzo traumatyczne przeżycie :) . Ja nie przypominam sobie żebym przez kilkanaście lat startów w zawodach różnego szczebla (z ogólnopolskimi włącznie) spotkał się z takimi sytuacjami - albo miałem dużo szczęścia albo nie zdawałem sobie sprawy, że takie rzeczy mają miejsce ;) .

W 100% zgadzam sie z Tobą, że każdy kto zaczyna starty w zawodach powinien bardzo wnikliwie zapoznać się z aktualnie obowiązującym regulaminem i na bieżąco śledzić jego zmiany (nie jest to specjalnie trudne bo zmiany są wprowadzane zazwyczaj raz w roku w okresie zimowym). Aktualny regulamin warto mieć zawsze przy sobie przede wszystkim po to aby w razie potrzeby douczyć sędziego :)  - to niestety jest reguła, że większość sędziów (z sędziami obsługującymi zawody ogólnopolskie włącznie) nie znają zbyt szczegółowo regulaminu (względnie zatrzymali się na wersji regulaminu obowiązującej w latach kiedy uzyskiwali licencje sedziowski - czyli dawno temu).

Link to comment
Share on other sites

Dodam od siebie, bo wielu o tym nie wie. To że można łowić jedną wędką to oczywiste i wiadome, ale wielu zawodników w momencie dobrych brań robi tak: odpina top z zestawem, wkłada w balkon i zestaw pływa pod nogami bo szkoda czasu na odkładanie topa na grzebień i w tym czasie wyjeżdża kubkiem, łowiąc tym samym dwoma wędkami na raz.  Niuans, ale za to można dostać dyskfalkę. 

 

Kolejna ciekawostka:  jak się obślizgnie nam noga i wpadnie/my do do wody też możemy dostać dysklfalkę.

Rybę nie wymiarową/ w okresie ochronnym, którą doholujemy do prawie ręki i nam się wypnie tuż przed i akurat wpadnie do siatki, od razu musimy ją zgłosić głośno i wyraźnie sędziemu i tylko raz nam tak może się przytrafić na turę :(, a malutkie bolenie często walą w pinkę na uklejowym baciku :(

 

Nie możemy zejść ze stanowiska bez zgłoszenia tego sędziemu (siku i dwójeczka, musi poczekać, aż łaskawca do nas podejdzie). 

 

Przy zawodach dwu-turowych (na jednym łowisku np sobota i niedziela na tym samym kanale) nie można wrzucić do wody niczego po gwizdku końcowym (np. resztek glin, zanęty, robaków).

 

Rybę która podczas holu splącze zestaw sąsiada (bądź sąsiad z zawiści nam sam ją zaczepi, np gruntomierzem) musimy wypuścić.

 

Ryba musi mieć haczyk w pysku podczas wyciągania, inaczej musimy ją wypuścić. Choć tu nie jestem pewien.

Jonasz, posłuchaj rady z posta znacznie bardziej doświadczonego kolegi ŁYSY0312 i zapoznaj się z regulaminem zanim zaczniesz starty w zawodach, bo część z "ciekawostek" jakie napisałeś mają się nijak do rzeczywistości :( .

O haczyku w pyszczku napisałem już w poprzednim poście, kolejnym elementem jest wrzucenie (przypadkowe/pomyłkowe) ryby niewymiarowej (lub objetej ochroną) do siatki podczas trwania zawodów. Kiedyś rzeczywiście trzeba było taki przypadek zgłosić sędziemu (i wcale nie jest prawdą, że tylko raz w ciągu tury), po takim zgłoszeniu zawodnik przedstawiając ryby do wagi miał prawo odszukać rybę/ryby omyłkowo wrzucone do siatki i nie miał z tego tytułu naliczanych punkótw karnych. Wtedy też obowiązywał przepis, że zawodnikowi nie wolno było wyciągac siatki podczas trwania tury. Jednak już od kilku lat przepisy te nie obowiązują. W tej chwili podczas trwania tury zawodnik ma prawo do wyciągnięcia ryby lub ryb z siadki i ich wypuszczenia, natomiast po sygnale kończącym zawody ryby w siadce pozostają do dyspozycji sędziego. I jeżeli w siadce znajdują się jakiekolwiek ryby niewymiarowe lub objęte ochroną (niezeleżnie od tego czy zawodnik cokolwiek wcześniej zgłaszal sędziemu) naliczane są punkty karne. Reasumując w momencie kiedy przypadkowo wrzucisz lub wpadnie Ci niewymiarowa (lub objęta ochroną) ryba do siatki możesz ją z tej siatki wyjąć i wypuścić, lecz musisz to zrobić przed sygnałem kończącym zawody. Jeżeli nie zdążysz przed sygnałem musisz przedstawić wszystkie ryby do wagi i naliczą Ci punkty karne.

Link to comment
Share on other sites

Guest ŁYSY0312

Kolego Cinek81, w sumie masz rację, ale kwity, kwitami a życie, życiem. Przepisy, które nie funkcjonują na papierze dalej funkcjonują w życiu. Główni sędziowie mają prawo swoich dezyzji i nie lubią "nowości". Jeśli na odprawie, co mocno podkreślałem sędzia mówi, że zapięta za bok ryba się nie liczy, to się nie liczy i tyle. Ja spierać się nie będę, bo moim zdaniem ten przepis był/jest słuszny. Tak samo, jesli chodzi o niewymiarowe/chronione ryby w siatce. Lepiej zgłosić to sędziemu, niż czekać jak sypnie nas konkurencja, bo to nic nie kosztuje, a zabezpieczyć się warto.

Jesli chodzi o traumatyczne przeżycia, to chyba masz anioła stróża, albo dobrego trenera/towarzysza, który bierze wszystko "na klatę". Jak się łowi wysoko, to takie sytuacje nie mają miejsca. Na zawodach okręgowych zwłaszcza w mniejszych okręgach często zdażają się "cuda", a już na zawodach stricte towarzyskich to...... A ponadto - wszystko co opisałem to suma doświadczeń, nikt nie twierdzi ż zdaża się coś za każdym razem. Ale wiedzieć warto.

Link to comment
Share on other sites

ŁYSY0312 teraz w zupełności się z Tobą nie zgadzam. Sędziowie są dla zawodników, a nie na odwrót. Rolą sędziów jest pilnowanie przestrzegania regulaminu a nie tworzenie własnego. Sędzia główny ma co prawda prawo ustalić pewne kwestie ale tylko w sytuacjach przewidzianych regulaminem np. zezwolić na umieszczenie przednich nóżek podestu w wodzie, ustalić czy obowiązują wymiary ochronne zgodne z RAPR czy może inne obowiązujące w danym okręgu (względnie łowisku). Wracają. Do meritum, nie ma przepisu mówiącego o niezaliczenia ryby jeżeli bedzie zapięta nie za pyszczek wiec wszystkie wycholowane do siatki - koniec i kropka. Jeżeli jakiś sędzia powie inaczej to znaczy, że nie zna przepisów - należy poprosić aby pokazał podstawę do takiej interpretacji (nie pokaże, bo takiej nie ma). Czy zasada zaliczania ryby podpiętej jest słuszna? Moim zdaniem tak. Po pierwsze, ryby (nawet tzw spokojnego żeru) często atakują pokarm jaki zamierzają pobrać wiec zdarzają sie przypadki, że nie trafiają i mogą nadziać sie na haczyk nie samym pyszczkiem lecz gdzieś w okolicy. Po drugie metoda łowienia na spławik w warunkach zawodów (delikatne zestawy, małe haczyki, w większości drobne ryby) nie daje dużych możliwości do ewentualnych nadużyć w postaci celowego podpinania ryb. Po trzecie cieżko byłoby upilnować czy na pewno nikt nie wrzuca ryb nieprawidłowo zapiętej (nawet jak sąsiad zgłosi a zawodnik wyjmie haczyk przed pojawieniem sie sędziego to bedzie słowo jednego zawodnika przeciwko słowu drugiego - tu mogłyby sie pojawić nadużycia zgłaszania przez zawodników, że sąsiad wrzucił do siatki nieprawidłowo wyhodowana rybę mimo, że w rzeczywistości była zapięta prawidłowo). Po co to niepotrzebnie komplikować? - ostatecznie i tak podpinasz rybę w swoim, zaneconym stanowisku, pozatym tak naprawdę nie sa to zbyt częste przypadki. W kwesti przypadkowo wrzuconej do siatki ryby niewymiarowej/chronionej nie rozumiem co miałoby dać zgłoszenie sędziemu? Jak Ci taka ryba wpadnie po prostu wyciągasz z wody siatkę, wyjmujesz z niej niewymiarową/chroniona rybę i wypuszczasz do wody. Jeżeli nie zrobisz tego w czasie trwania tury to nawet jak zgłosiłeś sędziemu i tak (zgodnie z regulaminem) powinieneś otrzymać punkty karne.

Link to comment
Share on other sites

W kwesti przypadkowo wrzuconej do siatki ryby niewymiarowej/chronionej nie rozumiem co miałoby dać zgłoszenie sędziemu? Jak Ci taka ryba wpadnie po prostu wyciągasz z wody siatkę, wyjmujesz z niej niewymiarową/chroniona rybę i wypuszczasz do wody.

Wyobraźmy sobie taką sytuację: łowisz ukleje pod którymi szaleją małe bolenie które od czasu, do czasu atakują twoją przynętę. Przez całe Zawody wpadną Ci do siatki 3 bolenie. Teraz się zastanawiam czy 3 razy w ciągu tury odpinasz siatkę od fajki wstajesz z kosza idziesz na brzeg i z wielkiej siatki wyciągasz rybę, a następnie wracasz na kosz rzucasz siatkę do wody płosząc ukleje. Czy druga opcja kończysz zawody parę minut wcześniej zawody i z 300 ukleji szukasz 3 boleni. W każdym z dwóch przypadków pozbywasz się szans na 1 lokatę w zawodach.

Tutaj ten przepis o zgłaszaniu ryb nie wymiarowych w siatce ma sens.

Edited by jonasz7
Link to comment
Share on other sites

Jonasz7 ale co ma mieć sens? Przepis, który sobie wymyśłeś . Nie ma czegoś takiego jak zgłoszenie ryby niewymiarowej/chronionej sędziemu. Tak jak pisałem albo wyciągasz przypadkowo wrzucona rybę z siatki w trakcie trwania tury (nic nikomu nie musisz mowić, czy zgłaszać, po prostu "nurkujesz" do siatki wyciągasz rybę i do wody) albo ją tam zostawiasz narażając sie na punkty karne. Zgłosić fakt, że masz niewymiarową rybę możesz jedynie z uczciwośc tylkoi po to żeby przypadkiem sędziowie nie zapomnieli o punktach karnych - może przynajmniej puchar fair play dostaniesz skoro nie masz szans na pierwszą lokatę . Jonasz7 dwie rady dla Ciebie po pierwsze regulamin - jeśli chcesz startować w zawodach musisz sie z nim zapoznać i się go nauczyć. Po drugie trening - żeby myśleć o czołowych lokatach nie możesz gubić ryb (wbrew pozorom właśnie przy połowach szybkościowych jest to czesto czynnik decydujący), jeśli opanujesz operowanie uklejowką przynajmniej na średnim poziome procent ryb, które spadają w locie i przypadkowo wpadają do siatki bedzie bardzo mały, a prawdopodobieństwo że bedzie to akurat niewymiarowy boleń bedzie praktycznie zerowe więc problem sam zniknie.

Ja osobiście niewymiarowe ryby w siarce milem trzy razy. Pierwszyj eszcze jako bardzo młody chłopak wrzuciłem do siatki niewymiarowego leszcza (wtedy jeszcze leszcz miał wymiar 25 cm), którego zwyczajnie pomyliłem z krąpiem - oczywiście dostałem punkty karne. Drugi raz okoń wpadł mi do siatki podczas gdy go mierzyłem, wiec od razu go z niej wyjąłem, zmierzyłem i wypuściłem gdyż okazał sie być niewymiarowy. Trzeci raz podczas łowienia uklei na Warcie z rozpędu wrzuciłem do siatki małego jazika - wtedy też świadomie postanowiłem, że nie bede go wyciągał bo poszukiwanie go pośród kilkuset uklei zajmie mi za dużo czasu podczas, którego byłem w stanie zdobyć wiecej punktow łowiąc kilka uklejek niż stracić na punktach karnych za małego jazika. Przy tej okazji sam powiedziałem przy ważeniu żeby sędziowie poszukali niewymiarowego jazika po inacze pewnie nawet by go nie zauważyli.

Link to comment
Share on other sites

Faktycznie jest, jak piszesz. Może jak studiowałem regulamin był taki zapis, a być może sobie go wymyśliłem :)

 

Co do spinania ryb podczas holu to czemu zawodnicy, na zawodach typowo uklejowych używają siatek z wielkimi wlotami (pierwszymi obręczami), często także stosując fartuch, który wypełnia przerwę między nogami, aby uklejka, która się spięła z haczyka w drodze do ręki odbiła się od niego i wpadała do siatki.

Jeżeli dało by to radę wytrenować to z pewnością trenowali by właśnie taki hol, niż odpinanie ryby (przy połowie uklei często tą rybę zrywają z haka, niż delikatnie wypinają). Może idzie to wytrenować, nie wiem, może mam za małe umiejętności.

Link to comment
Share on other sites

Jonasz7 chyba trochę odbiegamy od tematu ale cuż. Ja z pewnością nie jestem wybitnym specjalista w polawianiu uklejek ale na tyle doświadczonym, żeby wiedzieć, że są o wiele istotniejsze kwestie niż te, o których piszesz. Nie wiem jakie "typowo uklejowe" zawody masz na myśli ale ja obserwując najlepszych "uklejarzy" w Polsce (co po 2012 roku oznacza, że i na świecie ) nie zauważyłem żeby używali jakiś innych siatek ani tym bardziej obstawiali sie jakimiś fartuchami czy innymi "przechwytywaczmi" (to o czym piszesz to chyba obraz zawodnika w latach 90 ubiegłego wieku). To co zauważyłem podpatrując najlepszych to oprócz perfekcyjnej organizacji stanowiska to dbałość o detale m.in. takie jak wyselekcjonowanie jak największych sztuk, ustalenie optymalnej głębokości łowienia, miejsca łowienia (grupowania sie najwiekszych sztuk) w stosunku do miejsca necenia, ustalenie częstotliwości necenia i wielkości wrzucanych porcji, dobranie optymalnych gramatur zestawów , dobranie optymalnych wielkość haczyków, ustalenie właściwego momentu zacięcia, a także odpowiedni hol - podkreślam hol, a nie bezmyślne, jak najszybsze wyrywanie ryb z wody. Po dopracowaniu wszystkich szczegółów odsetek ryb spiętych na prawdę jest niewielki. Haczyk tez nie jest wyrywany rybie z pyszkcza a wypinany - sam sie przekonałem, że przy odrobienie wprawy (a przedewszystkim dobraniu odpowiedniego momentu zacięcia) na wypinanie nie tracę nic czasu a przynajmniej sa mniejsze straty (zerwane haczyk lub wbity w palec) i jest to zdecydowanie bardziej humanitarne.

Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...