-
Postów
297 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Artykuły
Forum
Galeria
Kalendarz
Zawartość dodana przez Splawik66
-
A moje łowienie przypomina przepływankę z przytrzymywaniem W największych uciągach, w rynnach przy głębokościach do 5m... Zakładam spławiki 25g i obciążenie w formie oliwki 30-40g. spławik utrzymuje się na powierzchni dzięki stałemu napięciu żyłki. Brania czasem lepiej czuć w łokciu niż widać, Dlaczego w ogóle zakładam spławik? Bo jestem Spławik 66 A na poważnie, to w chwili spływania zastawu sprowokowanego poruszeniem wędziska, brania widać na spławiku. Gdy zestaw stoi brania się widzi i czuje. Takim przeciążonym zestawem latwiej nauczyć się przepływaniki - wszystko dzieje się wolniej i zestaw jest pod kontrolą. Nie ma balonów z żyłki, bo każdy luz powoduje zatopienie spławika. To dobry trening przed nauką przepływanki klasycznej. Nuworysz powinien w ogóle zaczynać naukę od przepływanki "na szuranego" gdzie spływanie spowalnia się przegruntowaniem zestawu. Jest prosty, łatwy i mniej stresujący od klasycznego zestawu ze śrucinką muskającą dno. Poniosło mnie PS Ile szerokości ma Warta w miejscach gdzie łowisz ?
-
Poniał. Ja mam widzenie mocno spaczone Wisłą. Łowię nieraz w takich miejscach że przy głębokości ok 3m potrzeba 10m "miejsca" żeby spławik 15g się ustawił. Stąd to pytanie.
-
Wczoraj odwiedziłem nowe-stare miejsca. Nie byłem dobrze przygotowany, ale i tak trochę połowiłem. Dzisiaj dopasowałem sprzęt i resztę. Wczoraj na biegu robiłem spławik, bo jak zwykle okazało się, że każdemu z kilkuset które mam czegoś brakuje... albo ma za dużo Przelotowy 2g cienka, niewyporna, żółta antena. Korpus prosty. Z rana jak zwykle korowód z rozbijaniem lodu. Jeszcze po ciemku, żeby woda odpoczęła po hałasach. Po wstępnym zanęceniu wczorajszą zanętą między kawałkami lodu pokazały się ledwie widoczne oczka oklejek. Będzie dobrze pomyślałem. I tak było. Na haczyku nr12 cztery, pięć ochotek i dwie pinki. Jak w zanętę wchodziło większe stado łowiłem na same pinki /5-6szt/. Brania słabły - donęcałem. Jak mijał szał po donęceniu - zakładałem ochotki. I tak w kółko... Okazów nie było. Ryby to głównie leszcze od dłoniaków do ok. 800g. 6 czy 7 płoci - dwie "poczciwe" Do tego kilkanaście sap różnej wielkości. Płotki zabrałem reszta ryb wróciła do wody. Z ciekawostek był "łysy" leszcz. I dziewczyna. Wędkarka, która w odmarzniętych kawałkach wody /koło południa sporo się rozpuściło/ złowiła na sztuczną muchę dwa okołowymiarowe bolenie. Dla mnie to mistrzyni świata. Woda na Wiśle zdecydowanie przybiera. Jutro wolne. Trzeba uzupełnić zanętę i robactwo. Bo dziś wyżarły mi wszystko do sucha Wstawię portret i fotkę sapy, bo podejrzewam że dla części wędkarzy to ciągle egzotyczna ryba.
-
Ozet, jaką szerokość miały stanowiska na tych zawodach Warszawa-Konin ?
-
Wcześniej temat "gołej" płoci mnie zaciekawił, pogrzebałem trochę i zasięgnąłem języka, teraz miałem okazję dokładnie obejrzeć i obfotografować. Dzisiaj złowiłem leszcza z podobnymi anomaliami. Ryba w większości, co widać na foto, miała przezroczyste, pozbawione barwnika łuski odpowiedniej wielkości i kształtu Poza tym nie miała żadnych śladów choroby, osłabienia czy wygłodzenia. Krwawe wybroczyny są u leszczy naturalnym objawem. A czego ? to zagadnienie na oddzielny temat.... Typowy, niewielki leszczyk, na którego matce naturze zabrakło farby...
-
Czy wstydzisz się tego, kim jesteś?? O języku polskim w wędkarstwie słów kilka ...
Splawik66 odpowiedział wind wna temat w Ogólne Rozmowy
Ja też zacytuję prof. Ozeta - "Obawiam się że z tej drogi nie ma odwrotu." I dotyczy to języka w wszystkich dziedzinach, nie tylko wędkarstwie. Język jest żywy i podlega ciągłym zmianom. Chociażby takim, że nowe rzeczy trzeba jakoś nazwać. Najprościej taką nazwę zapożyczyć. Więc o ile ze wspomnianym Mickiewiczem, Prusem czy Słowackim moglibyśmy się jeszcze jakoś dogadać, to żeby zamienić kilka zdań z takim np. Kochanowskim potrzebowalibyśmy tłumacza. Do rozmowy z poddanym któregoś z pierwszych królów potrzeba by już łamacza szyfrów... Język polski przedstawiany w filmach o tamtych czasach jest sztucznym tworem, mającym niewiele albo nic wspólnego z rzeczywistością. "Namacalną" pozostałością do czasów mojego /naszego/ pokolenia było słynne gładkie " Ł" doskonale słyszalne w mowie ludzi urodzonych na początku XX w i wcześniej. Dziś słyszane bardzo rzadko lub może wcale... I jeszcze ciekawostka. Nasze słynne "U" i "Ó" Skąd to się wzięło? Komuś się chyba nudziło i sobie wymyślił? Nie. Nic sobie nie wymyślił. Chociaż dziś ciężko to pojąć, intonacja w "staropolszczyźnie" była tak rozbudowana, że wymowa tych głosek różniła się od siebie - inaczej wymawiano i słyszano U a inaczej Ó. .. EDYTA: Mieszko I do swej małżonki Dubrawki: Roztomiła Dubrawo! Wdy nie lza isto imioniszcze, gdy bzda na wdzydze leże, a Brzetysław hań na grani. Atoli bez gzda dufajęcy, iże szczer- biąc na krze, icie obostrzejąc dufam a szłomem grzmięcy kasztela- nią istotwisto-zaisto gudziu-gudziu. Gdy tedy krężoł mi na brzeszczot, a dziewiarz w wierzeje zajrzywa, rydel żeż mu w zy- del, a tarantasem ku grzędom jako też wizgun kędy ongi fibzdy ro- somachy a żubry a tury z chałtury igrce w gród walą. (co by tu jeszcze... Aha!) Bzdręgam Cię tedy Dubrawo roztomiła lepieciwie, grzemdziam po dzydzulach sterczychą, a giglam w dziemdziacza. Je- no grodu mi nie zaciapciaj ciupasami dzidzioląc, a to leszczyńca udziabawszy pobdziągać by nado po siedziszczu haniebnym, isto nie jako bdy ady zdy ćpy, wyciepający grządziela kuropatnikem dójczym, dyćko hryćko dobraczyćko, żukrowiec nienacki tandem opus. Bywaj, ciumko, nie zdetonuj się szurmiejęcy częstokolcem siermiężnym u szałasa dyrdając a kucając ni tudy ni siudy qui pro quo, hindus pindus dandys brandys a kuku! Twój Mieszko P.S. A isto nie zdy wdy ku dziopie ciurlając, dryndulki dalipan nie wytaplaj! M. (co by tu ady... O!) Z kiela prądziel giba, z tela grządziel dzi- ba! To oczywiście żart, ale coś w tym jest... Autor: Andrzej Waligórski -
Jarek, a może po ciemku przywalił tą torbę węglem ?
-
Czy wstydzisz się tego, kim jesteś?? O języku polskim w wędkarstwie słów kilka ...
Splawik66 odpowiedział wind wna temat w Ogólne Rozmowy
Brawo Wind..... znaczy, chciałem napisać - brawo Wiatr... -
Jotes, kup węgiel jeszcze raz, postaw coś na wabia, a parę zł daj chłopakom co stoją pod trzepakiem... Wind, więcej nie wstawię żadnej fotki spławika. Licho wie co Ty robisz jak takie zdjęcia oglądasz....
-
O boleniu słów kilka.
Splawik66 odpowiedział DawidGorzow wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
Zwróćcie uwagę na kształt kotwicy w oryginale. W założeniu miała trochę zapobiegać skręcaniu żyłki. Kotwica ma ostrza wygięte w odwrotną stronę niż pracuje korpus. To nie jest radosna twórczość, kotwice o takim kształcie spotykało się przy obrotówkach z ciężkim korpusem do łowienia łososiowatych, głównie ABU. Dewon był też przeznaczony do tego celu. Na rapy mi się nie sprawdzał... z resztą na nic mi się nie sprawdzał -
Na Wisłę w okolicy Torunia powiadasz ? W podobny sposób łowi się na całej środkowej Wiśle Tu masz ciekawy kanał , jest kilka filmików z nad Wisły w tamtym rejonie i okolicznych jezior, zawierających praktyczne rady i omawiających zestawy. Chłopaki trochę gwiazdorzą, ale ich filmy w sposób normalny czyli bez natrętnych reklam i sprzętowego fetysza pokazują jak skutecznie i przyjemnie wędkować.
-
Widzisz Wind, i na co Ci taka skrzynia jak pół trumny ? Dopasuj teraz do zakupu jakiś drewniany piórnik i będzie gitara Dawid - super!
-
Spławiki jak spławiki. Może i da się na toto łapać. Wiesz przecież, że jak ryba bierze złowi się nawet na koński nawóz, ale ja na każdą sprzedaż hurtową i tzw. okazje patrzę tak jakoś bokiem z ostrożna. Jak dla mnie, to rzecz dobra na prezent i to taki do leżenia w gablotce i pokazywania kolegom. No weź sobie wyobraź, że urwałeś jeden spławik z tej kompletnej skrzyneczki... rozpacz A kilogramowa ósemka, to faktycznie konstrukcja chyba przedwojenna. Dobra do ganiania gołębi... albo maszt do anteny SB. Moja Germina z lat 80-tych ważyła przy tej długości "zaledwie" 800g
-
Król się bawi, złotem płaci. Strasznie bogaty ten zestaw. Na całe życie i dla wnuczków jeszcze. Taki więcej na pokaz... Coś mi się bździło, że widziałem gdzieś podobne. Wlazłem na aledrogo na pięć minut i znalazłem podobne spławiki komplet za dychę a dla wymagających Drennan po 6 zł albo Trabucco po5. Jakby dłużej poszperać... a skrzynkę można sobie wystrugać z deski do skrobania ryb edyta - są i te drugie z cienką antenką
-
Bardzo ładnie. Wreszcie coś widzę. Jak masz, to wklej zdjęcie gotowego wyrobu
-
Tak wyglądają skutki słabej techniki przy posługiwaniu się amerykańską wędką i złym obliczeniem krzywej ugięcia...
-
OFF TOP - chcesz pogadać o przysłowiowej ..... , to tutaj.
Splawik66 odpowiedział temat w Na każdy temat
Ciekawe czy będą skuteczne ? Nowe kulki proteinowe na 2015 -
O boleniu słów kilka.
Splawik66 odpowiedział DawidGorzow wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
No to żeby temat żył Moja historia z rapami zaczęła się na początku lat 80-tych, Miałem dobre podstawy, bo znajomych speców od tej ryby było nad Wisłą sporo. Najlepszy z nich był Rysio "Rapka" Kowalik. To on wcześniej wymyślił, a na początku lat 90-tych opatentował i wprowadził do sprzedaży błystkę o nazwie "Torpeda" Goglownica nic o niej nie wie, ale starsi wędkarze mogą pamiętać - ołowiana lub zrobiona z innego metalu łezka, a za nią aluminiowe śmigiełko oparte na koraliku i kotwica przylutowana na sztywno do drutu będącego osią błystki. Niestety, nie zachowała mi się choćby jedna sztuka na pokaz. Błystka ta była prezentowana kiedyś w WW. Rysio pracował w Zakładach Mechaniki Precyzyjnej więc miał dostęp do maszyn i materiałów o jakich zwykłemu zjadaczowi chleba się nie śniło. Robił błystki w kilkudziesięciu kształtach i kilku kolorach. I to dzięki jego wiedzy okazało się , że łowienie rap nie jest wcale trudne. Do dziś pokutuje wśród rapiarzy mit , że przynęta zawsze musi mieć kolor zbliżony do naturalnego pokarmu rapy czyli uklei. Wedle moich doświadczeń, nie zawsze Dobre wyinki mieliśmy na błystki mosiężnie i miedziane lub na łączące kolory np. z jednej strony miedź, a z drugiej cyna. W słoneczne dni sprawdzały się również te malowane na CZARNO. Kij z pełnego włókna. Kołowrotków już nie pomnę ile zajechałem. Długo utrzymał się Mitchel zdaje się 303 i węgierski Neptun. Żyłka 0,20 - 25 i tak jak pisał Jotes, rozkręcony hamulec, bo jak się stało po jajka w wodzie na przykosie, a rapka siadła na żyłce długości wędki był tylko gwizd... Nie wybieram się specjalnie na rapy od jakichś 15lat... Zrobiłem się leniwy Czasem jakąś upatrzę przy okazji i udaje mi się ją złowić na najprostszą możliwą przynętę, jakieś małe kopytko, płytko schodzącego sandaczowego woblerka albo na białego, powtórzę białego, a nie perłowego z odcieniem łososiowym 7cm twistera Mannsa. Na "mojej Wiśle" były dwa sposoby łowienia tej ryby. Pierwszy dla wytrwałych, to łowienie na proste błystki ołowiane albo z trzonka łyżeczki do herbaty, z blachy kwasówki, z rozklepanej ołowianej oliwki, itp. Było to łowienie w szybkim nurcie. Za przykosą. Na przelewie. Za rafą. Za przelaną w czasie przyboru główką. W warkoczu. Robota prosta i monotonna ale skuteczna - jak najdalej pizgnąć i jak najszybciej ściągnąć. Ruchy wabiące szczytówką wskazane, ale wcale niekonieczne. Drugi sposób to podchody. Na szerokim przelewie, za główką czy w warkoczu rapy polują na dużym obszarze. Tak jak napisał Dawid, mają swoje trasy, ale nie stałe, są zależne jak przemieszczają się stada uklei. Uderzenia można się spodziewać na długości rzutu jak i kilka metrów od nóg. Rapy są w ciągłym ruchu i tu właśnie skutkuje szybko prowadzona - szukająca ich prosta błystka. Oczywiście tez nie zawsze. I na szerokiej wodzie potrafią żerować spod powierzchni albo wręcz z dna. Zależy to min. od pogody. Są też te drugie rapy, polujące z zasadzki. Ustawiają się pojedyńczo za zalanym głazem, zatopionym konarem. Pod nawisami drzew. Czy między podtopionymi przyborem krzakami. Tu już trzeba użyć innej przynęty. Przynęty pracującej w wolnym prowadzeniu - woblera, obrotówki albo małej wahadłóweczki. Te rapy wydają mi się trudniejsze do złowienia. Przy łowieniu boleni, jak z resztą przy każdej innej rybie wskazane jest kombinowanie. Jeśli widać żerujące w jakimś miejscu rapy, koniecznie trzeba spróbować kilku wabików i rodzajów prowadzenia. Dać łowisku kilka minut odpocząć. Czy ukryć się. Usiąść lub kucnąć. Czołgać już może niekoniecznie, chociaż widziałem nad Wisłą i takie zabiegi Najwyższa szkoła jazdy, to łowienie tych rap, których żerowania nie widać. Zwłaszcza późną jesienią. Kto je znajdzie ten ma żniwa w październiku. Doświadczeń z rapami w stojącej wodzie mam niewiele. Kilka w portach na wahadełka własnej roboty. Złowiłem też ich trochę w Zalewie Zegrzyńskim. Z brzegu. Na Gnoma 0. Ale to było w czasach kiedy jak już pisałem było tyle ryb, że zakładając przynętę trzeba było się za drzewo chować Z dawnych przynęt wspominam jeszcze błystkę ABU Toby. Przeznaczona przez Szwedów na łososiowate skusiła mi parę wiślanych rap. Wygrzebałem marne resztki złomu po dawnym rapowaniu. Błysteczki które sam robiłem. Wycinałem z mosiężnej blachy, klepałem "na kolanie". Srebrzyłem cyną. Rapóweczki... a na niektóre połowiłem kleni, ale to inna historia. I kupne błystki. "Gnom", "Cefal" i miniatura "Wydry" nazwy niestety nie pamiętam. Zerknijcie. Tak to się kiedyś robiło na Wiśle... Zapomniałem położyć na fotce czegoś dla porównania. Najdłuższa błystka ma 5cm. -
Ozet, jest takie powiedzenie: "mądry nic nie powie, a głupi pomyśli że tak ma być" Nie widzę nic zbożnego w aktywnym łowieniu. Podciąganie i popuszczanie zestawu, to w rzece norma. A umiejętne wykonanie tych manewrów to wyższa rzeczna szkoła łowienia. Taka gruntówka jaką opisujesz jest o wiele skuteczniejsza niż położenie na dnie pucy ołowiu i wbicie się w wygodny fotel. Łowię w ten sposób nie tylko na żywca, ale o zgrozo w świetle rozważań z sąsiedniego tematu o koszyczkach zanętowych również na federa. Tak. Pozwalam albo wręcz wymuszam żeby koszyk co kilkadziesiąt sekund przesunął się po dnie. Uwalnia wtedy stopniowo mocno ubitą zanętę i w tym momencie następuje większość brań, bo jak wiadomo ruch prowokuje nie tylko drapieżniki. Dobrze że podjąłeś się opisania tej metody, bo jakby zapomniana, a większość stosuje ją jakby przypadkiem, nieświadomie, zakładając za małe obciążenie No i cóż. Nie ma praktycznie co dodać. Może tylko powtórzę, że nie jest to metoda wyłącznie na drapieżniki, że zestaw przeszukuje kilkudziesięciometrowy odcinek dna, a nie tkwi w miejscu czekając na aktywny żer. Pięknie łowi się tym sposobem klenie. Wystarczy znaleźć "kawałek" kamienisto-żwirowego dna i na haczyk założyć czereśnię...
-
Jonasz, chytrusie! Daj posmakować amatorom choć trochę ekskluzywnego zawodniczego świata
-
Ciekawy temat poruszyłeś Ozecie. Żeby jeszcze podsycić Twoją ciekawość napiszę, że muchy tego gatunku są bronią biologiczną... Ale spoko. Nie przeciwko ludziom Poczytaj sobie
-
Dzięki Tammyy. Właśnie wyglądały mi na twardzieli A jeszcze jestem ciekawy w czym i jak się je przechowuje? W lodówce jak białe? I jaka jest ich żywotność, po jakim czasie się przepoczwarzają ?
-
Dla mnie nowość. Ale ja jestem raczej gumofilc Czy ktoś miał okazję wypróbować TO paskudztwo ? Z tego co widać na filmiku są chyba mniejsze niż pinki. Z wyglądu przypominają robaka nazywanego "drewniak" którego znajduje się nieraz w grzybach, tylko tamten jest większy i brązowy - łowiłem na takie "drewniaki" 20 lat temu we Włoszech. Jestem ciekawy czy ów fifis jest taki jak biały/pinka czy ma twardą skórę ?
-
Docio, nie o to chodzi, Poczytaj albo po prostu popatrz na zdjęcia
-
Trendy nie trendy, obciążenie z jednej strony "sprężyny" powoduje, że haczyk z przynętą zawsze będzie na górze. Przy zwykłej sprężynie takie prawdopodobieństwo jest fifty-fifty...
