-
Postów
297 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Artykuły
Forum
Galeria
Kalendarz
Zawartość dodana przez Splawik66
-
Zgoda. Szczęściu trzeba pomagać... Ale choćbyś nie wiem co robił nie jesteś w stanie przewidzieć czy weźmie Ci karp 12 czy 7kg i czy będzie to pełnołuski czy lustrzeń Tak jak napisałem wcześniej warto eksperymentować, dociekać, badać i dokumentować. Ja od kilkunastu lat nie prowadzę zapisków. Robię za to setki zdjęć na rybach. I nie tylko złowione ryby, ale i stan wody, chmurki... Zdjęcia zestawu, zanęty. Fotki tego co w koło wędki się dzieje.... Taki bzik
-
Zgadzam się z Tobą Ozecie całkowicie. Eksperymenty jak najbardziej tak! Trzeba dociekać, badać i ... filozofować. Ale moim zdaniem na złowienie ryby nie wyciągnie się wzoru. To nie nauka. Zachowanie ryb, można zmierzyć i obliczyć tylko z małym procentem prawdopodobieństwa. Chciałoby się, wiem. I Ty wiesz, bo pisałeś, że prowadzisz od lat zapiski z połowów... i okazuje się, że "almanach" strasznie często się myli - np. kilka dni temu, w tym samym miejscu, przy tej samej pogodzie, na tą samą wędkę i przynętę z zieloną kropką na dupce brały..., a dziś nie biorą! Co jest? Na obecność ryby w siatce ma wpływ zbyt wiele spraw. Najgorsze jest to, że takich, o których my nie mamy zielonego pojęcia. Ciągle nie wszystko wiemy o zachowaniach ryb i możemy sobie tylko domniemać. A może całe to łowienie jest oparte na zwykłym farcie? I możemy albo próbować tego farta wyliczyć Albo wyluzować się i zagrać w wędkarską ruletkę. Byle nie rosyjską
-
Dla tych co po rosyjsku "nicht fer sztejen" - złowił w życiu wiele ryb, zna miejsca gdzie najlepiej biorą... skończyło się smutno, tak jak u mnie... _PS Wind, przepraszam za link - obiecuję poprawę
-
Hmmmm.... W próżni wszystkie barwy "rozchodzą się" jednakowo... ale znając zasadę - że każde badanie ZMIENIA i wpływa na obiekt badany nie możemy niczego określić .... skoro w próżni jest badany kolo/światło to już nie jest próżnia. Może lepiej zostawić to naukowcom? albo jeszcze lepiej filozofom A jeśli nie to tu jest kilka słów w temacie
-
Dzięki, nawet nie wiesz jak przyjemnie czyta się takie słowa... Próbuj, masz okazję mieć niepowtarzalny spławik - jedyny na świecie! . W razie jakiś problemów czy pytań pisz śmiało - pomogę.
-
Wystarczy... bo się popłaczę Więcej Cię nie motywuję U mnie dzisiaj sam "chrust" leszczyki i płoteczki, ale towarzystwo miałem ciekawe...
-
Dla mnie to szok, ale jak widać normalność zaczyna powoli wkraczać w granice naszego kraju.
- 6 odpowiedzi
-
Dzięki Panowie Wind, nie wiedziałem, że można dać do portalu. Teraz po publikacji to już Twój artykuł i możesz z nim zrobić co chcesz... Nawet przenieść na portal Spławiki nad Narew wezmę. Zrobimy handel wymienny, za szklane paciorki albo co tam będziesz miał...
-
Zacząłem robić spławiki jak w sklepach sprzedawano jakiś plastikowy, ruski badziew, a tylko kilka razy w roku "rzucano" rarytas w postaci kolców jeżozwierza czy gęsiego pióra. Pierwsze spławiki robiłem z kory topolowej i korków od wina. Śmieszne, o kształcie odwróconej kropli albo szpiczastego cygara. Z końcówką pomalowaną na czerwono, biało lub... czarno. Czarny kolor przez długie lata nie był popularny u wytwórców. Dopiero od kilku lat częściej spotyka się spławiki z elementami czerni. Nie wiem czemu. O świcie i zmroku, ze względu na kontrast jest to najlepiej widoczny kolor na tafli wody. Oczywiście jeśli przeciwległy brzeg nie odbija się w wodzie. Później przyszło odkrycie - pianka. Nie jestem pewny, ale zdaje się jest robiona na bazie poliuretanów. Z resztą, co tu się mądrzyć i wnikać w szczegóły. Jest to pianka z której są robione pływaki do rybackich sieci, koła ratunkowe. Używana jest również jako wypełnienie skrzyń przy transporcie ciężkich maszyn - tam gdzie styropian jest za słaby. Próbowałem robić spławiki z balsy. Jakoś mi nie podpasowało, chociaż balsa na większą wyporność niż pianka. Może i łatwiej się obrabia, ale jest bardziej podatna na uszkodzenia, no i nie jest wodoodporna. Czasem sobie żartuję, że spławik z pianki jest jak Kałach - można go nadepnąć i dalej łowić. Mimo zniekształceń. Spróbujcie nadepnąć spławik z balsy... to oczywiście żart. Mamy więc materiał. Ten z fotki jest akurat pozyskany z koła ratunkowego / Uwaga, koła są również produkowane ze styropiany i plastiku/ Najpierw tnę piłką do metalu na odpowiednie "klocuszki" Potem ostrym nożykiem nadaję wstępny kształt korpusu spławika. Ja używam nożyka do tapet i wykładzin z łamanym ostrzem. Patyczki z których będą antenki, widoczne pod korpusami, są zrobione z bambusa. Bambus wziąłem /wystrugałem/ z kawałka starego wędziska, ale myślę, że można przy małym wysiłku znaleźć w sklepie np. bambusowe pałeczki czy patyczki do szaszłyków. Nie nadaje sie do tego celu inne drewno. No może poza dębiną albo egzotycznymi i trudnymi do zdobycia typu palisander. Chodzi o twardość, elastyczność i słabą nasiąkliwość. Teraz będzie sprawa najtrudniejsza. Trzeba przekuć korpus wzdłuż. Ja do tego celu używam zaostrzonych szprych rowerowych, ale można to zrobić za pomocą dużej igły "groszówki" Obracając korpus strugam go i szlifuję papierem ściernym do uzyskania właściwego kształtu. Obracanie pozwala zachować przybliżoną oś symetrii. Ja wszystko robię ręcznie. Można zamocować w wiertarce i ułatwić sobie pracę. Wymaga to jednak trwałego / sklejenie/ połączenia korpusu z drutem stanowiącym oś. Na początek używam papieru 100-120. Gładzenie papierem 240. Docieranie po pierwszym malowaniu papierkiem 600. Następna czynność to wykonanie otworu przez który będzie przechodziła żyłka. Robię go z pomocą tego samego kawałka zaostrzonego drutu. Aby żyłka w czasie zacięć nie uszkadzała korpusu w otwór wklejam kawałek igelitowej koszulki. Można też o ile pozwala na to kształt korpusu zastosować do przewlekania żyłki miniarurowe "przelotki" z nierdzewnego drutu. Ważne żeby drut był miękki, bo tylko taki da się odpowiednio wyprofilować. Może być miedziany, z miękkiego mosiądzu, alpaki. Dobra grubość to 0,5mm. Anteny i oczka wklejam na szybkoschnący klej typu "Kropelka" W spławikach o okrągłych, kroplowatych kształtach lepiej przekłuć korpus żeby żyłka się w niego nie wrzynała. Malowanie. Wstępne gotowym kolorem. Bez podkładu czy impregnowania. Używam samochodowych lakierów w sprayu. Wszelkich farb ftalowych, olejnych, a nawet lakierów do paznokci. Trzeba jedynie zrobić test przy użyciu farb nitro. Nie wszyskie, ale niektóre reagują z pianką. Po wstępnym malowaniu spławiki schną 24h. Potem szlifuję je na gładko papierem 600 / pianka "stroszy" sie jak drewno/ i maluję na gotowy kolor. Po kolejnych 24h bezbarwnym lakierem "Hartzlack" do parkietów. Jeśli są jakieś niedoróbki po 4-5h można nałożyć kolejną warstwę lakieru. Aha. W przed malowaniem w otwory którymi będzie przechodziła żyłka trzeba wsadzić dopasowane kawałki drutu. Kształty i kolory malowania ogranicza tylko fantazja i własne doświadczenie. Moje spławiki są akurat takie. I takie są funkcjonalne i mi się podobają. Niektóre z tych wzorów mają dobre 30-40 lat i ciągle są skuteczne - w końcu woda nie poddała się cywilizacji i nie zmieniła stanu skupienia. Z resztą mam do nich sentyment. Robię spławiki praktycznie od dziecka, w domu były inne potrzeby, Trzeba było sobie radzić i tak zostało. Dziś dobry spławik można kupić za 5-6 zł. Zrobienie jednego zajmuje mi ok. 1,5-2h... wychodzi marna stawka. Dlatego ich nie sprzedaję. Koledzy większość wyłudzą... Przez zimę robię ok 20-30szt + kilka w sezonie, bo oczywiście okazuje się, że nie mam spławika na jakieś łowisko. Robię też spławiki do łowienia odległościowego. Jako anteny wykorzystuję ... patyczki od lizaków. W ogóle to zbieram wszystkie potrzebne i niepotrzebne pierdoły - patyczki, koraliki, kabelki, druciki i połamane spławiki. Potem bierze się to wszystko do kupy i można zrobić tanim kosztem coś fajnego. Na przykład rurki używane do baloników. Takich dla dzieci. Rurka zaślepiona z obu stron pianką. Na dole wklejony krętlik, antenka i spławik jak ta lala... Rybom jak widać się podoba. Waga ciężka. Przelotowe konstrukcje na głębokie jeziora. 5-12 gramów. Bez dociążenia. Tu zaszalałem żeby nie zwariować od czerni. Jak się łowi na takie spławiki zawsze jest weselej na duszy. Nawet jak z braniami krucho. Co by tu jeszcze dodać? No tak - moje spławiki jako wykonane ręcznie mają tylko przybliżoną wyporność. Zdarza się, że jest to równo 2,3 czy 4 gramy. Najczęściej jednak trzeba ciężarek trochę oszlifować albo dołożyć śrucinkę. Czy to wada? Trzeba się dobrze zastanowić... Ja nie mam problemu bo większość wędkarskiego życia spędzam nad Wielką Rzeką z wielkim nurtem. Większość ryb żeruje przy dnie, dlatego najczęściej łowię na przystawkę. A w tej metodzie spławik jest zawsze przeciążony... Wkleję jeszcze kilka fotek moich spławików w akcji. Zachęcam do spróbowania zrobienia swojego, niepowtarzalnego spławika. Ręczę, że jest satysfakcja. Na pewno czegoś nie dopisałem. W razie pytań chętnie odpowiem w komentarzach.
-
Ozet dobrze pisze. Nie podniecaj się na nowinki. Lepiej kupić coś co jest sprawdzone. Są przecież jakieś fora pogromców sumów. Tam poszukaj rady. My tu ludzie spokojne jeno płoteczki, krąpiki. łowim ..
-
Ozet, warto. Łowienie dzisiaj to była bajka. Rano jeszcze chłodno. Około 10 wiatr zupełnie ucichł, a o 11 siedziałem nad dziuplą bez rękawiczek i czapki, w rozpiętej kapocie. Od czasu do czasu rybka wzięła, to u mnie, to u kolegów. Mocna herbata z termosu. Baterie naładowane. Każde drgnięcie kiwoka, to zastrzyk adrenaliny i dobrego humoru. Polecam. Dadzą się. Idź koniecznie.
-
Z mojego wczorajszego chytrego planu dupa - w nocy woda przybrała i chociaż kilka metrów od brzegu lód jest solidny, to nie ma jak na niego wejść. Musiałem się zadowolić rybami na wodzie stojącej. Wczorajsze doświadczenia czegoś mnie nauczyły i dziś zamiast okoniowych palczaków, złowiłem osiem okoni 15-20 i jednego rodzynka ze 25cm. Prowadzoną w "wariackim" okoniowym tempie mormyszką nie pogardziły dwie płocie "za zegarek"... Ludzie w różnych miejscach noszą zegarki Ja na nadgarstku i jest to od czubka palców jakieś 25-28cm. Oczywiście na leżącą jak Pan Bóg przykazał na dnie albo wiszącą centymetr nad nim ani dudu...
-
Hurrrraaaa.... przełamałem się. Pierwszy raz w tym sezonie wylazłem na lód. Najpierw na stojącej wodzie połowiłem ze 20 okonków. Okonków, bo największe były tylko ciut dłuższe od kiwoka... Potem, znalazłem jakieś białe ryby, ale w żaden sposób nie dały się skusić do brania. Jakby cały czas były w ruchu... Co kilka minut następowała fala kilku "obcierek" o żyłkę. Potrafię je przeważnie odróżnić od brań. Raz się pomyliłem, zaciąłem i na haczyku wyjąłem łuskę... Ryby "brały" w takim uciągu, że mormyszka 2g na żyłce 0,14 ledwie dochodziła dna. Dziwnie się tak łowi - głębokości 2-2,5m a żyłki pod lodem metr więcej Na jutro naszykowałem chytry plan A trzeba się spieszyć, bo chociaż lód ma ok15-20cm, to w takim nurcie przy odwilży nie utrzyma się dłużej niż 3-4 dni...
-
No i podpadłeś mi.... Ja ślinię węzeł jak odległość między zwojami wynosi 0,0057 mm i ciecz swobodnie penetruje wszystkie zwoje. Zresztą tak apropoos penetracji... to ślinienie zawsze pomaga. I wtedy jak słusznie piszesz - poprawia nam to nastrój
-
Kilka lat temu łowiłem na jeziorze PZW /suwalszczyzna/ mającym status łowiska specjalnego. Tam oprócz składek obowiązywała dopłata. Na dzień, tydzień...itd. Dla tych co nie mieli karty /niezrzeszeni/ ta opłata była dużo wyższa.
-
No nie, miałem gorszą fantazję - po prostu kupowałem w Składnicy Harcerskiej gumkę modelarską. Ozet, zaryzykuję i odpowiem tu Nie w głowie mi jakieś zasadzki czy "podchwyty". Ja w miejscach gdzie tego potrzeba też używam przyponu. Tam gdzie nie według mnie nie potrzeba dwóch w zestawie dodatkowych węzłów. "Nomen-omen spławiki", o których wspomniałeś mają się dobrze - najsłabsze ogniwo zestawu to haczyk albo węzeł na nim. Jak wspomniałem zawsze łączę zestaw ze szczytówką bata dwoma igelitami i od tego już nie ma wyjątków.
-
Ozet, żadna tam wyższa szkoła Jako człek prosty lubię proste rozwiązania. A przekornie zapytam: łowiąc na mormyszkę /o ile łowisz na lodzie/ też zakładasz stągiewkę ?
-
No pięknie, a ja się czaję od kilku dni. Gratulacje. W mojej okolicy o takie garbuski i w takiej ilości jest ciężko. Popróbuję za białorybem, Koledzy z lżejszych kategorii wagowych już coś tam łowią...
-
He he... ciekawostki powiadasz. Dla mnie łączniki są taką ciekawostką Ja pochodzę z epoki kiedy najdłuższe wędki zawodnicze miały 8m i na końcu hak z aluminiowego pręta, do którego wiązało się amortyzator Albo na 50-70 cm szczytówki robiło się maleńkie przelotki /ok10szt/ i amortyzator przesuwał się/pracował na zewnątrz wędziska... To były ciekawostki
-
Przydatny artykuł. Masz 6 PS Ja jestem niestety niereformowalny... zawsze łączyłem i będę łączył zestaw ze szczytówką za pomocą dwóch kawałków koszulki igelitowej. Często łowię bez przyponu i dlatego jedyny węzeł /a każdy węzeł osłabia żyłkę/ mam przy haczyku...
-
Brawissimo!
-
Dobór kołowrotka - kij 2,7m 3-18g , Odra(Kleń, Boleń)
Splawik66 odpowiedział Karo wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
Moim zdaniem, minimum dla kołowrotka spiningowego to wielkość 2500. Nawet przy łowieniu na paprochy czy małe woblerki. Łowienie boleni wymaga jeszcze większej maszynki. Przynęty na rapy najczęściej prowadzi się w szybkim tempie. W kołowrotku wielkości 1000 prędzej ukręcisz korbkę niż nadasz wabikowi odpowiednią prędkość. Spro Passion nie znam. Używam natomiast i jestem zadowolony ze Spro BlueArc i Ryobi Ecusima. Myślę, że to podobne produkty do Passion . Jeśli nie, to wszyscy wręcz pieją nad Shimano Catana. Wędka do 18g to nie jest jakiś superlajcik. Kup coś w wielkości 2500 - 3000 i będzie dobrze. -
. Ja wiedziałem, że Kaszubi lubią wypić, ale że aż tak, to się nie spodziewałem.. W takim razie ja nie biorę wędek. Albo wezmę tylko podlodówkę, żebym sobie krzywdy nie zrobił
-
Nad Narwią tak będzie?
-
Zarzucanie batami ponad 5m, zwłaszcza przy wietrze /najgorszy to "w mordę wind" " wymaga wprawy. Kilka razy widziałem opisywaną akcję. Zaciśnięte zęby, zamach z dwóch rąk i trzask! Jeśli dolnik nie był uszkodzony mechanicznie powinni uznać reklamację. PS Mikado Turnament, to dobry zakup. Na siódemkę miałem przyjemność łowić.
