-
Postów
1 489 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Artykuły
Forum
Galeria
Kalendarz
Zawartość dodana przez grzybek
-
Przy ujściu starego koryta Raduni do Motławy prawie zawsze ktoś czeka z batem i długim podbierakiem. Na kanałku o którym piszesz uczyłem się łowić kiedy jeszcze pracowała turbina elektrociepłowni na Ołowiance. Dzisiaj to miejsce jest b płytkie i pewnie zamulone. Więcej wędkarzy widuję w odnodze za mariną w stronę Baszty. Tam jest zdecydowanie głębiej i płynie tamtędy woda z nowego koryta Raduni. Najgłębiej i chyba najciekawiej jest w trójkącie marina/muzeum/żuraw
-
O! Mój Góral? Okonki już wchodzą Jasiu, wchodzą. Szykuj się
-
Dzięki Koledzy - zdążyłem już wytrzeźwieć ale nic nie szkodzi
-
Dzięki Chłopaki za pamięć, pozdrawiam i zdrowotności życzę!
-
Dzięki Piter, 3maj się zdrowo.
-
Dawno nie czytałem tylu bzdur - aż musiałem przeczytać to co napisałem wcześniej, w relacji. Klub Wędkarski Okoń z Olsztyna rozegrał swoje zawody na Martwej Wiśle, w tym samym miejscu i czasie zbiórki. Nasze "wilki morskie" odpuściły... Link do strony Klubu Nie jest to dyskusja na poziomie w którym chciałbym uczestniczyć. Więcej tu piany, wróżenia z fusów niż merytorycznych faktów. Nie ma sensu dyskutować w takim gremium. Nie zmieniłem swojego zdania. Obiecałem kolegom, że wezmę udział w zawodach i tak zrobiłem. Widocznie jestem z innego pokolenia. Prawdopodobnie będę kolejnym użytkownikiem opuszczającym te forum w tym roku. Źle się dzieje,nie będę siebie o to obwiniać.
-
Dobre... Zapomniałem o zamówionym kijaszku od Daiwy. Dzisiaj dotarła paczucha pod okoniowe jaskółeczki. Ultralekki Exceler 1,9m CW 2-10g Odebrałem w paczkomacie kilkadziesiąt gumek Grubber Shad 7 i 9,5cm oraz plecionkę Kamatsu Techron Black 003mm W mieście wieje i leje, ciekawe kiedy i czy w tym roku uda się przetestować nowe sprzęty?
-
Spinningowe łowy 2011-2018
grzybek odpowiedział Nicco Puccini wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
Ładniusie kluseczki Davidow ale tego sumka edytuj -
Boguś, mówisz tak jakbyś miał limity w komórce a ja mam obowiązek siedzieć w sieci internetowej. Dzwoniłeś przez messengera o 6,50 - w tym czasie byłem już pod wantowym, 500m od miejsca zbiórki. Gdybym nie miał silnika za plecami na pełnych obrotach i tajfuna w uszach może bym usłyszał dzwonek? Skoro wiedziałeś wcześniej mogłeś wykonać normalny telefon. Nie ryzykował bym jak wariat. Chyba nie chcesz mieć mnie na sumieniu? (ironia) Daj spokój, leż spokojnie w szpitalu, odpoczywaj. Było, minęło, kolejne doświadczenie życiowe za nami. Dobrze, że tylko tak się skończyło. W mojej marinie też był armagedon
-
Personalnie, ja i Ty i Jarek możemy powiedzieć, że jesteśmy "związani" z PZW bo opłacamy składki. Mimo to Zawody o Puchar Martwej Wisły nie są rozgrywane na wodach Związku, to wody morskie i obowiązują inne regulacje. Nie rozumiem dlaczego upieracie się, że w tych zawodach obowiązują jakiekolwiek inne uregulowania niż te zawarte w ogłoszeniu? Jarek twierdzi, że uczestniczył w wielu zawodach, czy uczestniczył chociaż raz w zawodach na wewnętrznych wodach morskich? Jeśli tak, to na jakich przepisach się opierał? Skoro znacie jakieś przepisy, których może umknęły mojej uwadze to mnie oświećcie, proszę po koleżeńsku. Nie wiem który Klub z ogłoszenia jest związany z PZW? Część ludzi, którzy trzymają tam łodzie owszem jest związanych ze Związkiem ale co to tłumaczy? Zadziwia mnie takie stwierdzenie. Chcesz przez to powiedzieć, że znasz przepisy morskie lepiej ode mnie? Proszę wyjaśnij, może rzeczywiście nie rozumiem czegoś? Ogłoszenie, o którym mowa może nie jest regulaminem zawodów ale w zasadzie wyjaśnia wszystko. Zasady są proste: obowiązuje wymiar ochronny ryb, obowiązkowa siatka do ich przechowywania i dozwolone metody. Oczywiście, trzeba posiadać zezwolenie z OiRM Gdynia - nie obowiązuje karta wędkarska czy opłacona składka członkowska. O jakich przepisach powinienem jeszcze wiedzieć? Na własne ryzyko i zaproszenie kolegi-organizatora popłynąłem na te zawody. Wierzę w swoje umiejętności i dzielność łodzi. Mam sporo doświadczenia wypływanego w różnych warunkach, nawet gorszych niż te które zastałem w niedzielę. Wierz mi, gdybym nie obiecał koledze, który nie miał z kim płynąć nie brał bym udziału w tej imprezie. Nie wstałbym rano z łóżka w taką pogodę. Popłynąłem tylko dlatego, że Bogdan umówił mnie z innym kolegą i kropka. Kolejny cytat: "nie mam pojęcia, co Twoje żale tutaj mają przynieść za korzyść innym użytkownikom?" Udzielam się na tym forum po to żeby propagować wędkarstwo, motorowodniactwo, także morskie, w tym przede wszystkim spinning. Udzielam się jak potrafię i próbuję do sedna rozwikłać przepisy które nas obowiązują. Chciałbym merytorycznie wypowiadać się w poruszanych przeze mnie tematach i z każdym chętnie podyskutuję. Wyjaśnię, pomogę, może sam się czegoś nauczę? Jeśli to ma być mieszanie w głowach przez laików, przepychanki słowne to szkoda mojego i waszego czasu. Nie mam tu żadnej funkcji ani obowiązków więc nie wiele mnie tu trzyma. Nie potrafię ufać ludziom na których choć raz się zawiodłem. M in dlatego obawiam się pisać o wszystkich tematach, choćby o trollingu czy rybach szlachetnych naszych wód. Nie czuję Twojego poparcia i wiem, że nie mogę na Ciebie liczyć. Jak każdy, mam prawo robić błędy, każdemu mogą zdarzyć się pomyłki. Nie twierdzę, że jestem nieomylny ale jeśli ktoś chce rozmawiać to proszę o rzeczową dyskusję, popartą faktami, przepisami a nie ogólnikami. Chcesz pomóc Jarkowi? Proszę bardzo ale bez uogólnień. Konkrety Daniel, tylko to się liczy. Chcesz pomóc w tym temacie to podziel się wiedzą, merytoryczną.
-
Powiem Ci, że ostatnio najlepiej mi się łowi sandacze okoniową, pełną wklejanką do 8g Przy CW 10g też będziesz odczuwał komfort. Te kijki są rzeczywiście fajne.
-
Słusznie Krisu, wyciągasz prawidłowe wnioski Mam nadzieję, że wypróbujemy nowe przynęty w tym tygodniu. Też czekam na nowe przynęty i plecionki.
-
OFF TOP - chcesz pogadać o przysłowiowej ..... , to tutaj.
grzybek odpowiedział temat w Na każdy temat
Co tam świat, polityka, cudze opinie... ważne, że sam nie jesteś żałosny -
OFF TOP - chcesz pogadać o przysłowiowej ..... , to tutaj.
grzybek odpowiedział temat w Na każdy temat
Mnie już zaczyna męczyć ta polityka. Nie potrafimy się dogadać w rządzie, między partiami, na forum, na klatce schodowej, drodze czy chodniku. Zaczyna mi to wisieć Krisu Wybieram innych przy urnie, wygrywają ci których nie chcę widzieć... Strach w telewizornię zaglądać i wiadomości słuchać! Co będzie jak minister MON zacznie machać szabelką w stronę Ruskich czy Niemiaszków albo Unii Europejskiej? Zaczynam uczyć się patrzeć na Islam z "przymrużeniem oka" (przez celownik karabinu). Czytać instrukcje używania "kałacha" Może powinienem uczyć się chińskiego? Trudne czasy, i jak tu żyć Panie bez ciepłej wody i gazu? -
Widzę, że chyba też odchudzasz zestawy? I słusznie. Sprzęcicho co raz lepsze, jakość wykonania jak i zastosowane komponenty dają poczucie komfortu.
-
Są takie nie pisane zasady: do 3" kopyta (7,5cm) stosuje się hak o rozmiarze 3/0 albo 4/0. Do kopyta 4" (10cm) osobiście używam 5/0 i 6/0 ale kopyta są różne. Ostatnie kopyta jakich używam to 4" Keitechy ale te nijak się mają do kopyt Relaksa czy Mannsa. Są zdecydowanie mniejsze co nie znaczy krótsze. Tu można przyjąć inne rozmiary haków i główek jigowych. Nie bez potrzeby używa się czasem dozbrojek na haku jigowym. Większość "moich" sandaczy obskubuje mi gumy niszcząc ogon i korpus. Szczególnie w miękkich gumach Keitecha czy Mannsa. Z tego wniosek, że nie zawsze sandacz bierze przynętę od głowy. Hak dopasowuję do długości korpusu kopyta albo twistera. To wydaje się być jedną z podstaw tego typu wędkowania. Poszukaj w necie filmów podwodnych Philippe Carierre (filfish prods) Jeżeli używasz Facebooka to znajdziesz jeden tutaj I tutaj
-
Mnie już oczy nie bolą od kiedy poszedłem do medyka i zmieniłem okulary Przyznam, że czegoś tu nie rozumiem Jarku. Rozwijasz dyskusję w wątku Zawodów Spinningowych o puchar Martwej Wisły zarzucając mi brak znajomości obowiązujących przepisów a jednak nie chcesz podać żadnego uzasadnienia i wycofujesz się rakiem. Ja chętnie podejmę rzeczową dyskusję bo to mnie bezpośrednio dotyczy ale nie na zasadzie cytatu z polskiej komedii: "ja wiem ale nie powiem..." Taka dyskusja do niczego dobrego nie prowadzi, nie usuwa wątpliwości. Skoro wszystko wiesz, masz to w małym palcu bo "wielokrotnie brałeś udział" w podobnych zawodach to nie odsyłaj mnie do internetu. Nie odsyłaj mnie i innych, czytających nasze wynurzenia do regulaminów Polskiego Związku Wędkarskiego. Próbujesz podważać moje opinie to wytłumacz mi, dlaczego te właśnie zawody, rozgrywane na wodach morskich Okręgowego Inspektoratu Rybołówstwa Morskiego w Gdyni miałyby być nadzorowane czy podporządkowane pod regulamin Polskiego Związku Wydrwigroszy? Na pewno nie wiem wszystkiego bo też nie wszystko mnie interesuje, mam ograniczoną, zawodną i wybiórczą pamięć. Jeżeli nie chcesz tylko mieszać a wnieść coś merytorycznego to chętnie Cię wysłucham i czegoś się nauczę. Zapodam Ci jeszcze jedną zagwozdkę: jeżeli organizator nie miałby ku temu powodu nie zaproponowałby mi zwrotu kosztów dojazdu i dopłynięcia do miejsca zbiórki, co też się stało przy wspólnej kawie. I proszę Cię, nie wyciągaj pochopnych, zbyt daleko idących wniosków. Chcesz dyskutować, rozmawiać to merytorycznie. Szanuję czyjeś opinie bo też całe życie się uczę. Z twórczych opinii może uda się wyciągnąć wnioski ku wspólnemu dobru wędkarzy. Nie przeciwko sobie.
-
Sam widzisz Jarku - mnie też nie chce się szukać i tego czytać. Tym bardziej, że w necie jest dużo śmieci pozostawionych bez opieki, aktualizacji, komentarza. Nie mam pewności, co jest ważne, czego dotyczą i czy odnoszą się do zaistniałego wydarzenia? Nie jestem prawnikiem żeby się w tym grzebać. Wydawało się wszystko jasne. Pozostanę przy swoim zdaniu: prognozy były oczywiste. Można było wieczorem odwołać zawody i dać informację dla ewentualnych uczestników. Jeżeli obowiązują jakieś restrykcje o których mówisz to dla mnie jest to niezrozumiałe. Skoro bierzesz w obronę organizatorów to wpierw określmy czy to były "Zawody Sportowe" i jakie restrykcje obowiązują? Chciałbym to wiedzieć skoro podjąłeś temat. W naszym kraju dziwnym zrządzeniem losu przyjęło się, że Bóg widzi wszystko, jeszcze więcej widzą sąsiedzi a każdy jeszcze ma coś do powiedzenia.
-
W sobotę byliśmy na wypadzie kutrem na Zatoce Gdańskiej. Trudno było znaleźć jakieś większe ławice dorszy. Pojedyncze sztuki wychodziły z zakamarków ale szukaliśmy do skutku. W końcu znaleźliśmy je na 60-70m. Rewelacji nie było, obawialiśmy się pogorszenia pogody bo na kolejny dzień zapowiadali sztorm. Dało się wytrzymać. Koledzy złowili po kilka dorszy, śledzi, fląder. Tym razem żadnego diabła Dziwne, nie chciało mi się rozkładać wędki. Przesyciłem się czy myślami byłem na Martwej Wiśle, na sandaczach? Dzień przed zawodami.
-
No, fakt ! Nie wiele razy brałem udział w zawodach spiningowych. Już nie pamiętam kiedy ostatnio przeczytałem o zasadach organizacji sportu kwalifikowanego, organizacji zawodów itp... Ostatnio, nawet mi to do głowy nie przyszło! Dumnie brzmi: "Sport Kwalifikowany" Dowiedziałem się o tych zawodach od kolegi, przeczytałem ogłoszenie. Widzę, że posiadam zdecydowanie za mało wiedzy. Mea culpa! Ja, naiwny sądziłem, że wystarczy mieć łódkę, miarkę i siatkę do przechowywania żywych ryb! Odpowiednie zezwolenie i kilka przynęt na patyku Do siódmej były zapisy, ja już dawno byłem na wodzie. Nawet gdybym zadzwonił do Stewy wtedy nie było decyzji o odwołaniu zawodów. Z tego co wiem, dopiero kiedy zebrało się kilku uczestników na miejscu zbiórki odwołano imprezę. Żałuję, że nie leżałem wtedy na doopie we własnym, ciepłym łóżku. Wiadomość o odwołaniu zawodów dostałem na "messengerze" Facebuka o 6.49 w dniu zawodów! Nie znam się na zasadach i organizacji "kwalifikowanego sportu" - traktowałem te zawody jako towarzyskie spotkanie wędkarzy. W życiu nie wpadł bym na to, że ktoś zakwalifikuje te spotkanie jako imprezę o sportowej randze. Nie mam pojęcia, czy była gdzieś zgłoszona i zakwalifikowana jako "Zawody"? Nie interesuje mnie to. Jeśli mogę mieć jakiś żal do kolegów-organizatorów to właśnie to, że powinni przewidzieć prognozy i odwołać spotkanie przynajmniej na wieczór przed terminem. Żeby inni koledzy nie marnowali czasu i niepotrzebnie ryzykowali życiem by dojechać i dopłynąć bezpiecznie. Mogę mieć żal do siebie, że zawierzyłem kolegom - nie własnej intuicji i doświadczeniu. Ciekawe, co by było gdyby coś się nie daj Boże stało w drodze na/ze spotkanie/a? Kto odpowie na pytanie? Czy to było prywatne spotkanie, Zawody, Impreza Sportowa...? Jarku, Bogdanie - moi drodzy koledzy. Jesteście obeznani w przepisach - oświećcie mnie i innych. Zacytujcie, przytoczcie odpowiedni paragraf, nauczmy się korzystać z tych uregulowań. Ja się na prawdę na tym nie znam. Bez ironii i sarkazmu, bez osobistych wycieczek.
-
Wnerwia mnie brak odpowiedzialności ze strony organizatorów. Zawiodłem się okrutnie bo wydawało by się, że to doświadczeni wędkarze. Nie sądziłem, że nie potrafią właściwie ocenić zagrożenia i powiadomić uczestników dzień wcześniej. Sporo nerwów i niepotrzebnej, bezsensownej brawury z mojej strony tylko po to by dotrzymać słowa. Jakieś przyjaźnie, kontakty trzeba zachowywać, pielęgnować ale czy takim kosztem? Najczęściej i tak nikt tego nie doceni. Pozostaje niesmak a kolejne decyzje będę weryfikować pod tym kątem. To się nazywa cholerne "życiowe doświadczenie"
-
W końcu "wziąłem udział" w tych zawodach. Umówiłem się z jednym z organizatorów, że będziemy pływać moją łódką. Wczoraj, po ciężkim dniu na kutrze, na Zatoce Gdańskiej jeszcze wieczorem kompletowałem w domu sprzęty na te zawody. Wstałem o piątej żeby dojechać przez pół miasta do miejsca stacjonowania łodzi na Westerplatte. Później musiałem dopłynąć do Stewy, zdążyć na 6.40, bo tak umówiłem się z kolegą. Od trzech dni, w ten czas zapowiadali sztorm na Wybrzeżu, uprzedzałem o tym organizatora - będzie armagedon! Rano, żona, jeszcze z łóżka pytała: gdzie ty idziesz w taką pogodę? - Obiecałem Halinko, muszę, nie zrozumiesz... W miarę szybko dojechałem do mariny. Sprzęty na łódź. Migiem odpalam silnik, światła nawigacyjne, reflektor na dziobie. Nie zakładałem echosond, żeby nie tracić czasu. W fosie Twierdzy Wisłoujście już pływały kawałki drewna ale ciemno było, nie było czasu się przyglądać. Kiedy tylko wypłynąłem za róg Twierdzy wiatr uderza. Myślę se: fajnie. Kto robi zawody w taką pogodę, prognozy nie widział? Bóg go opuścił? Skoro jednak nikt nie dzwoni (telefon włączony całą noc) więc wszystko aktualne. Myszkuję pod wiatr, mijam statek Kontrolera Portu, gnam pod wiatr z prawej burty. Na wysokości spichrzów moja łajba przestaje reagować na koło sterowe. Ki czort? Znowu coś złapałem w śrubę? Nihuhu, to odkręciła się i spadła nakrętka od mocowania połączenia sterociągu z silnikiem! Tzw "pogrzebacz" Włożyłem go z powrotem na miejsce i próbuję ostrożnie łapać kurs na południe, ku Stewie. Guzik, w trakcie mocowania z falami i wiatrem pogrzebacz znowu "wylatywuje" Nie ma czasu na gdybanie bo wiatr i fala znosi mnie na nieprzyjazny brzeg. "Pogrzebacz" wrócił na miejsce, do swojej dziury a jego samego zespoliłem taśmą izolacyjną stosowaną w elektryce. Połączenie jest elastyczne ale nie musi być mocne, musi wystarczyć. Płynę dalej, kolega pewnie już czeka... Na wysokości doków stoczni, na prostce od strony elektrociepłowni dopada mnie potężny, boczny szkwał. Kilkaset metrów tego przejścia napawa mnie wspomnieniami pływania po Zatoce Gdańskiej w czasie niepogody. Fala odbita od dziobu często rozbryzguje się na szybie a wiatr dalej niesie ją na mnie. Czuję słoną wodę w ustach. Na kolejnym zakręcie w lewo, na wschód dostaję falę i wiatr od rufy. Te popychają mnie we właściwym kierunku. Krypa, trzeszcząc w szwach zasuwa 10,5km/h! Rekord świata dla tej łodzi! Na wysokości Motławy mogą odsapnąć i wykonać telefon do przyjaciela: "może nie zdążę na 6.40 ale na pewno wyrobię się przed siódmą. Jakby co, zapisz mnie do startu" - OK, dojeżdżam do Stewy, rozłączam się... Po kolejnych kilkuset metrach mijam most Siennicki, dzwoni drugi z organizatorów: "Ty, Andrzej, nie płyń - zawody odwołane!" Myślałem, że szlak mnie trafi. Gdzie, jak mam nie płynąć skoro jestem kilkaset metrów od miejsca zbiórki zawodów? Quźwa, dopłynę bo obiecałem, dopłynę choćby tylko zjechać kolegów - organizatorów! Uprzedzałem, będzie sajgon, armagedon... Teraz mi to mówisz? Jak już jestem prawie na miejscu? ................. Qurwica mnie brała na ostro, wietrznie i faliście, na 360st. Ryzyko niemalże połączone z brawurą na własny koszt, ryzyko organizatora - żadne! Na szczęście obsługa mariny wcześniej przygotowała miejsca do cumowania łodzi uczestników zawodów. Ktoś odebrał cumy i pomógł zaparkować. Na miejscu spotykam organizatorów. Padło kilka zdań, pytań, stwierdzeń... szkoda słów by je tu przytaczać. W namiocie wypiliśmy kawę i główkujemy. Zawody przełożone i co dalej? Nie ma sensu wracać, prognoza przewidywała apogeum wichury ok południa. Kolega zaoferował mi transport do Twierdzy żebym mógł odebrać samochód i dojechać do domu, lepiej żeby łajba została tutaj. No tak, wszystko się zgadza. Dojadę później do domu ale jak przyjadę po łódź to znowu samochód zostanie i znowu będę musiał kogoś angażować, żeby mnie podwoził! Nie lubię być zależny ani wykorzystywać przyjaciół. Jeśli wrócę teraz łodzią to będę mógł dojechać własnym samochodem do domu. Tak też zrobiłem. Zabezpieczyłem "pogrzebacz" śrubami, sprawdziłem stan paliwa, osprzęt... i rura, pod wiatr! Mijając stocznię przed mostem wantowym jakby wicherek zelżał, korciło żeby machnąć wędką. Założone echosondy pokazywały sporo białorybu. Wokół nich na pewno krążyły drapieżniki. 10-kologramowa kotwica nie miała szans mnie utrzymać. Nie chciało mi się zakładać Danforta. Spływałem jakby nic mnie nie trzymało. Wykonałem kilka rzutów ale szybko straciłem ochotę. Domyślałem się, że najgorsze może być jeszcze przede mną. W prognozie przewidywano wiatry w porywach przekraczające 100km/h. Nie ma sensu czekać na najgorsze. Płynąc pod wiatr łajba zwalniała do 7,5km. Przepływając między przyczółkami mostu Siennickiego poczułem moc tego szkwału. Aż do zakrętu przy połączeniu z Motławą płynąłem pod wiatr. Dopiero na zakręcie dostałem falę i wiatr z boku, trochę od tyłu. Budynki w stoczni jednak trochę osłaniały. Płynąłem torem portowym "pod prąd" - na wszelki wypadek włączyłem radio morskie, uważnie obserwowałem teren przed i za łodzią. W wodzie pływają kawałki drewna ze stoczni, jakieś plastiki z oznaczeń drogowych, kartony, paczki i masa różnego śmiecia. Oby znowu nic się nie przydarzyło. Niepotrzebna mi linka, jakiś worek na śrubie. Wiatr zepchnąłby mnie momentalnie na brzeg. Tfu, tfu, trzeba odegnać złe myśli i "twardym być, nie miętkim" W końcu dotarłem do mariny. Tu dopiero widać skutki nawałnicy. Przewrócone małe łódki, wyciągnięte wcześniej na brzeg, w wodzie i na jachtach części otaklowania, konstrukcji pozrywanych z łodzi. Armagedon! Zadzwoniłem do Komandora Klubu, był już w drodze. Musieliśmy poukładać co nieco, przywiązać to, co jeszcze było luźne. Wody od rana przybyło z pół metra! Przyjechało więcej osób, zabezpieczyliśmy duże, klubowe i prywatne łodzie przed rozbiciem, uszkodzeniami. W trakcie prac zamoczyłem buty, stopy, zwilgotniałem od potu. Ostro było. Już po wszystkim jak świetnie smakowała kawa i ciacha przygotowane jako posiłek na zawody. W przerwach między szkwałami udało mi się wymienić świece w silniku. Wzmocnić prawidłowe połączenie "pogrzebacza" Znowu odpaliłem silnik i wygrzałem świece - jestem gotowy do kolejnych pływań. Nie wiem, czy zdecyduję się wykorzystać zaproszenie na kolejne zawody? Na dzisiaj jestem zdecydowanie przeciwny. Chyba jednak wolę kameralne wyjazdy z Krisem albo w samotności. Mogę przewidzieć pogodę, warunki, korzystne brania w określonej konfiguracji. Naszarpałem się dzisiaj a czy mam satysfakcję? Pomogłem innym, mogę domyślać się tylko, że każdy na moim miejscu zrobiłby tak samo, choć pewności nie mam. Odechciewa się takich przygód, męczy mnie brak odpowiedzialności ze strony organizatorów. Wolę polegać na własnym nosie.
-
[Portal] Puchar ForumWedkarskie.pl - podsumowanie.
grzybek odpowiedział wind wna temat w Ogólne Rozmowy
Gratulacje Paweł -
Łodzie - budowa i serwis
grzybek odpowiedział grzybek wna temat w Warsztat wędkarski-naprawa, majsterkowanie.
Wreszcie udało mi się kupić oleje do silnika i do przekładni. Biorę zwykły olej do silników czterosuwowych ze stacji paliwowej. Mają lepsze właściwości a przede wszystkim są tańsze od tych "dedykowanych" w różnego rodzaju serwisach czy sklepach żeglarskich. Powinienem wymienić olej w przekładni bo dawno tam nie zaglądałem. Zamiast kupić 250ml w tubie za 25zł kupiłem 1L za 60. Nie dość, że moja przekładnia mieści 300ml to ekonomiczniej kupić litra starczy na trochę, na kilka lat. Do tego kupiłem dwie "końskie" strzykawki po 100ml, dołożyłem kawałek rurki silikonowej. Zaczerpnę trzy razy po setce i wstrzyknę do przekładni. Świece w serwisie kosztują 14zł/szt a w necie można znaleźć oryginały po 9! Ci ludzie nie wiedzą ile brać? Chciałem kupić i wymienić filterek oleju. W jednym sklepie znalazłem zamiennik za 74zł a w serwisie Yamahy już chcieli ponad setkę Okazało się, że mój typ filtra jest starszy od węgla i nie trzeba go wymieniać - wystarczy umyć i przedmuchać Dzisiaj pada deszcz więc nie wymieniałem świec ani oleju w spodzinie. Podłączyłem prostownik pod sieć 230V bo solar nie chce ładować baterii przy braku odpowiedniego światła. Kilka dni wcześniej wymieniłem kolejny raz wyłącznik pompy zęzowej. Znowu kupiłem najdroższy żeby nie zawiódł ale i tak w to nie wierzę. Tym razem zachowam gwarancję i skrupulatnie ją wykorzystam w razie W. Żeby paragon nie wyblakł przez dwa lata zeskanowałem go i podpiąłem oryginał.
