Skocz do zawartości

grzybek

Zespół AS
  • Postów

    1 489
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez grzybek

  1. Te Kongery są naprawdę ciekawe. Doczekałem się kolejnego: Stallion Strike Furion 2,23 CW 2-12 Będzie konkurować z innymi wędkami ale od przybytku głowa nie boli. Sprawdzi się nad wodą to zostanie.
  2. Jakby co, nikogo nie szukam... To informacja o zawodach. Każdy może wziąć udział.
  3. Dobre ceny na kulki i plecionki
  4. Konger Impakt Spin UL 230/12 Team Dragon FD 920iZ na 9 łożyskach Wciąż szukam i z jednego zestawu jestem już b zadowolony.
  5. Od kilku lat zastanawiam się nad uczestnictwem w tych zawodach. Wciąż obiecuję jednemu z organizatorów ale wolałbym płynąć z kimś obeznanym z łowiskiem i wędkowaniem z łodzi. Jakby co info na zdjęciu oraz w linku
  6. Taaa, przygody wciąż mamy. Ty wczoraj 4, ja 7 Do tego kilka "ścinek" których po przemyśleniu i konsultacji zaliczam jednak do właściwości węzłów i jakości plecionki Nanofil. Chyba ją se odpuszczę przy połowie sandaczy. Nowa mapa po testach, filtr oleju w silniku do mycia albo do wymiany, trzeba wymienić olej w przekładni... Tyle jeszcze przed nami Ważne, że rybki i humory dopisują Powoli trzeba wychodzić na Zatokę, i to wkrótce.
  7. Pierwsze wrażenie na super! Cieniowanie jest zajefajne W tej chwili nie ma dokładniejszych map. Pomagają mi w typowaniu stanowisk. Wiem gdzie jestem, mam obraz podwodnego dna.
  8. Właśnie odpisał mi jeden z bardziej doświadczonych kolegów z pokrewnego forum. Zawsze jakieś wyjaśnienie. Cyt: "Też się ekscytowałem, że mam obcinki. Kilka testów na sucho wyjaśniło sprawę. Zrób węzeł i trzymając przynętę zasymuluj szarpnięcie podobne do mocnego zacięcia. Węzeł puszcza najpóźniej przy 3 szarpnięciu. Grubsze średnice Nanofila nie maja tego problemu używam 0.15 na sandacze i jest ok." Koniec cycatu. Póki co zmieniam plecionkę na inną. Wcześniej kupiłem Power Pro a teraz czekam na Kamatsu Techron Black 0.04mm. Szkoda ryb i zestawów do tego typu łowienia plecionką Nanofil. Wydaje się proste.
  9. Nie sądzę, żeby chodziło o sprzeczanie. Wymieniamy poglądy bo każdy ma swoje doświadczenia a chciałby pomóc wędkującemu koledze ustrzec się przed popełnianiem podstawowych błędów. Doświadczenie to właśnie zbiór takich błędów. Wczoraj, w trakcie przygotowań do zawodów i ja nie uniknąłem trzech obcinek. Po pierwszej skusze byłem pewny, że szczupak obciął mi zestaw bez przyponu. Po drugiej byłem zły... Po trzeciej obcince wściekły W końcu założyłem fluorokarbon. Brania sandaczy zdechły ale tylko na jakiś czas. W trakcie wędkowania wyjąłem 7szt ale nie to mnie nurtuje. Zaczynam wątpić w swoje węzły i w samą plecionkę Berkly Nanofil 004. Z doświadczeń kolegów z branży oraz własnych przekonuję się, że ta linka oprócz zalet ma także swoje wady. Po kilku wędkowaniach jest zdecydowanie słabsza. Obawiam się, że nikt nie da mi zdecydowanej odpowiedzi na gnębiące mnie pytanie. Co zawiniło (oprócz mnie)? Dlaczego straciłem trzy zestawy? 1 - zęby szczupaka, innego drapieżnika? 2 - węzeł? 3 - osłabienie linki? 4 - każdy albo kilka z tych elementów naraz? Nie oczekuję konkretnej odpowiedzi, sam muszę do tego dojrzeć, przemyśleć. Jeśli ktoś udzieli odpowiedzi wezmę ją pod uwagę. Może być przydatna w przyszłości. Dlatego tak cenna jest wymiana informacji między znającymi temat z autopsji. Z góry uprzedzam na dzisiaj, że stalówki, wolframu nie użyję do łowienia okoni ani sandaczy. Może miałem pecha? Jak nigdy wcześniej
  10. Pewnie, że nie zastąpi ale chyba nie chcecie mnie zrozumieć. Ja unikam kontaktu ze szczupakiem. Złowione traktuję jako przyłów i najczęściej wypuszczam. Mówimy o poradach dla nowicjusza w temacie sandacza. Pozwólcie aby kolega sam zdecydował, jakie rady wykorzysta i co będzie dla niego bardziej przydatne. Kiedy łowię w łowisku typowo okoniowo-sandaczowym unikam przyponu w ogóle i to jest moja rada/metoda. Niestetty, ale i w takim łowisku zdarzy się zębacz, nawet po ciemaku. Często uda się go wyjąć bez przyponu ale to jest fifty/fifty.
  11. Mamy prawo do własnej opinii bo mamy doświadczenie (obacway) Dodam, że młody szczupak łatwiej odgryzie przypon bo ma te ząbki ostrzejsze i gęściej usadowione. Wolę nie spotykać szczupaka ale nie raz fluorokarbon oszczędził mi przynętę. Lepiej, pewniej się czuję łowiąc z karbonem. Do drop shota też go używam. Nie mam zamiaru mącić koledze w głowie. Przekazuję własne spostrzeżenia. Pzd
  12. Wczoraj odebrałem kartę pamięci z naniesioną mapą batymetryczną kilku łowisk w Polsce Dzisiaj testy, m in z cieniowaniem łowisk, pływaniem po izobarach... Długo to trwało choć po wcześniejszych testach wybranych odcinków jestem zadowolony Pracujemy dalej.
  13. Zakładam, że na dnie rzeki nie ma mułu. Podstawa to kontakt z dnem. Musisz czuć dno żeby utrzymać kontakt. Możesz podbijać przynętę korbką kołowrotka jak i wędką. Nurt będzie znosił przynętę w dół rzeki. Dobieraj ciężar główki jigowej na podstawie głębokości/szybkości nurtu/grubości plecionki/żyłki. Warto stosować przypon z fluorokarbonu, choćby pół metra. Możesz stosować także czeburaszkę. Jeśli dasz cięższą główkę jigową szybowanie przynęty w wodzie będzie krótsze ale za to mocniej wabiące. Sam musisz wyczuć, co będzie bardziej efektywne danego dnia/nocy? Trzeba próbować. Jeśli trafi Ci się szczupak w łowisku bez trudu obetnie plecionkę/żyłkę. Fluorokarbon ma tą zaletę, że rzekomo jest niewidoczny dla ryb w wodzie i potrafi oprzeć się zębom drapieżnika.
  14. Wasz czas jest ograniczony, więc nie marnujcie go żyjąc cudzym życiem. Nie wpadajcie w pułapkę dogmatów, żyjąc poglądami innych ludzi. Nie pozwólcie aby hałas cudzych opinii zagłuszył Wasz własny, wewnętrzny głos. I najważniejsze: miejcie odwagę kierować się własnym sercem i intuicją. SteveJobs

    1. Splawik66

      Splawik66

      Odważna postawa. Akurat Steva było na taką stać. W sensie dosłownym - finansowym.

    2. grzybek

      grzybek

      przykład i postawa wskazana

  15. Odgrzeję "starego kotleta" Przy okazji widzę jaką załogę stanowiliśmy z Krisem. Było, minęło ale wspomnienia zostaną. Czekałem na niego całe lato, także wczoraj Nie mogę czekać w nieskończoność, czas leci, zdrowia nie przybywa a ryby uciekają. Projekty wind trollingowych, wspólne manewry na Zatoce, na Martwej Wiśle idą jakby w niebyt. Kiedy przekonałem się, że kolega łowi już na innej łódce popłynąłem sam, nie pierwszy raz. Pogoda idealna, nie ma co czekać i siedzieć w domu. W zasięgu dorsz, śledź, okoń, szczupak, sandacz... Listopadowe słońce nie grzeje mocno ale temperatura powietrza większa od ciepłoty wody więc trzeba korzystać. W końcu łódź czeka wciąż w gotowości a rybska wołają. Po wizycie na cmentarzu, odwiedzinach na grobach wyrwałem się wreszcie na wodę. Znajome pejzaże stoczni, częściowo zrujnowanych brzegów i nowych nabrzeży w porcie mijają jak wspomnienia. Smutno samemu pływać ale czasem nie ma wyboru. Na pierwszej miejscówce pusto, ani puknięcia, śladu życia. Woda czarna jak smoła choć to może tylko odbicie od nieba? Spory uciąg, widocznie zachodni wiatr napycha wodę "pod prąd" Dużo martwego zielska pływa ściąganego z Motławy, z Raduni, w tym sporo opadłych liści. Po zmianie miejscówki pierwsze skubnięcia. Okonek próbuje zawłaszczyć przynętę. W końcu siada cosik na kiju, czuć jesienną rybkę. Trafił się maluszek sandacza, może 25cm? Idź maluchu po mamusię, chowaj się zdrowo Powoli zapada zmierzch więc zajmuję moją ulubioną miejscówkę na głębokiej wodzie. Zaczęło się! Sandacze i sandaczyki jakby czekały na sygnał. Jakby umówione, wyczekane chciały mi wynagrodzić samotne pływanie. Gryzły jak w amoku. Czas leciał, ryb na liczniku przybywało, gum ubywało. Łowiłem Keitechami ale przypomniałem sobie o Grubberach. Na poprzednim wędkowaniu miałem dwa brania w dwóch pierwszych rzutach. Tym razem musiałem dłużej poczekać ale jak przywalił to hamulec aż popuścił Niestety, na haku zostało pół gumy! Nie zaczepił się. Ale gryzły! Tych skubnięć, puknięć, uderzeń miałem kilkadziesiąt. Udało się zaciąć kilkanaście. Łącznie z tymi wypuszczonymi naliczyłem 13 szt. Kolejny życiowy rekord z jednego dnia. Ryby nie powalały wielkościami ale mam nadzieję w końcu doczekać coś mocniejszego. Potencjał jest, ochota na wyzwania i sprzęt w pogotowiu. Kiedyś przyjdzie taki dzień. Muszę być wtedy na wodzie a nie siedzieć w fotelu i czekać. Kręciołek coś zaczął mi zwalniać, hamować, coś się stanęło. Smarowanie, piasek, łożyska...? Starczy emocji na jeden wieczór. Miałem jeszcze dwa gotowe zestawy ale se odpuściłem. Dzisiaj kontrola sprzętu, muszę sprawdzić też gumy i uzbrojenie. Może jutro popłynę na dorsza? Zobaczymy, co Janek dziś powie?
  16. nie ma problemu Alex - lej, ja stawiam
  17. cały czas łowimy i nie łoimy
  18. No i w zderzeniu z rzeczywistością, kiedy rybki obgryzały/obrywały ogonek moich ulubionych przynęt urywałem z mniej chodliwego koloru i przyklejałem ogniem zapalniczki. To naprawdę żaden wielki majstersztyk, sztuczka, wyzwanie. Wystarczy nadtopić silikon przy końcach i złączyć. Przynęta uratowana i można łowić na podstawowy, łowny w danej chwili kolor, ogonek i tak tylko zamiata kopytkiem a świstak siedzi w kiciu.
  19. - dobre pytanie.Jak się głębiej zastanowiłem to ciśnie mi się: rzucam i ściągam
  20. Też zastanawiałem się na tym wyborem. Na razie dobrałem tylko "krabowe" kolory kopytek. Daj znać, jak wyniki? U mnie raków raczej nie ma ale kraby już są
  21. Każda woda ma swoją specyfikę. Trzeba nauczyć się "wody" i będą wyniki. Wczoraj łowiłem na innym łowisku niż poprzednie, które lepiej znałem. Presja wędkarska jeszcze większa a moje przynęty grzęzły w miękkim dnie. Nie płynąłem swoją łodzią i dysponowałem tylko dwoma główkami jigowymi. Nie wpasowałem się. Chciałem łowić gdzie indziej ale sądziłem, że kolega lepiej zna łowisko i mnie poprowadzi. Na echu sporo ryb ale to jak zwykle był białoryb. Była szansa, że wśród tych odbić będą drapieżniki, pojawią się wcześniej czy później. Były ale ja się nie załapałem. Wyszło jak wyszło ale i tak musi być. Dlatego m in preferuję własną łajbę. Łatwiej mi przemieszczać się, ustawiać do nurtu, kierunku wiatru, ukształtowania dna i brzegu. Wszystko jest ważne, nawet kształt określonego odcinka dna koryta na mapie batymetrycznej. Im bardziej aktualna mapa tym łatwiej dopasować się do łowiska.
  22. A ja dziś bez ryby Na siedem "skubnięć" i jedno "puknięcie" wyszedłem na 8:0 I dobrze mi z tym
  23. - Mariusz Getka? Wydaje się, że wie co mówi skoro kilkakrotnie stawał na podium rywalizując w zawodach morskich w Polsce i zagranicą. Nasze własne preferencje i przyzwyczajenia nijak się mają do jego własnych doświadczeń. Uważam, że warto uczyć się od najlepszych i porównywać do swoich metod.
  24. W trakcie wędkowania gumki niszczą się, ubywa ich w pudełkach. Dokupiłem więc kilka paczuszek, także tych przetestowanych przez innych kolegów: Keitech, Lunatic... zaplątała się też Czeburaszka. Do nowego kręciołka brakowało cieńszej plecionki więc wpadła szpulka PowerPro, najcieńsza jaką mieli w sklepie. Może być, ważna żebym ją widział na wodzie.
  25. Każdy węzeł osłabia zestaw ale zwróć uwagę jakiej żyłki używa Mariusz? To 0,5 - 0,6mm linka, toć bieliznę można na tym wieszać Może i dorsze będą skubać nieuzbrojonego pilkera ale pewnie tego nie zauważysz. Chyba, że jakiś bidok trafi na płynącego w górę "dobiegacza" - właśnie poderwanego z dna. Czasem odnoszę wrażenie, że 2/3 ryb łowionych w morzu to ryby podhaczone przez wędkarzy/amatorów/turystów morskich. Popłyniesz w morze i przekonasz się, jak bardzo różni się teoria i praktyczne życie na pokładzie. Nie mam zamiaru przytaczać tu rzeczywistości bo mnie zjedzą na publicznym forum. Wnioski pewnie potrafisz sam wyciągać.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...