-
Postów
2 760 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Artykuły
Forum
Galeria
Kalendarz
Zawartość dodana przez Jotes
-
Polecane przynety na okonie
Jotes odpowiedział kamilos_90 wna temat w Spinning- łowienie dla aktywnych
... podbite oko (ciemny fiolet z brokatem), brązowy z pieprzem, herbatka z pieprzem, kameleon (Przykład: pod wpływem wody zmienia kolor), czarny. Okoniowe wirówki od nr 0 aż do nr 5. Rippery, kopytka, no i oczywiście woblery o agresywnej pracy. U mnie super sprawdzają się Salmo Hornet (czarny ze złotymi pręgami przebija wszystkie), Sieki 5 cm i wiele innych... -
Pomoc przy wyborze sprzętu
Jotes odpowiedział Twist wna temat w Sprzęt wędkarski dla początkujących Wędkarzy.
A ja sądzę, że dokładnie wiesz co mam na myśli. Gdybyś miał wątpliwości co do dwóch kiji o podobnych parametrach, to nie posądzałbym Twojego wpisu o reklamę. Ale rozrzut jest ogromny, a przy tym wskazuje na asortyment sklepu i nie przypadkiem celowałeś w sprzęt specjalistyczny - od castingu aż do sumowego. Gdyby Twoje wątpliwości dotyczyły np wyboru pomiędzy teleskopem, a odległościówką (bo "teść" łowi leszcze i płocie), to nie miałbym wątpliwości, że na prawdę szukasz odpowiedzi. Ale z drugiej strony, przeglądając to forum - odpowiedzi są w nim. "prezent dla wędkarza" - ładne hasło, szkoda, że moja żona nie czyta stron wędkarskich - już bym te oba kije miał... Dla mnie EOT! -
Takie cudeńka to tylko ktoś niezwykle Spokojny może wykonać. Piękna robota, zazdroszczę cierpliwości i... umiejętności. Wielkie brawa!
- 26 odpowiedzi
-
- spławik
- spławiki handmade
-
(i 6 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Pomoc przy wyborze sprzętu
Jotes odpowiedział Twist wna temat w Sprzęt wędkarski dla początkujących Wędkarzy.
Sprzęt specjalistyczny? Jak na "zielonego" niezłe strzały. Przypadkowe? Reklama dźwignią handlu... -
Ja już takich "wahań" nie mam. I masówka i wypas pękają tak samo, ale w drugim wypadku serce pęka o wiele głośniej. Wyleczyłem się z tego i teraz wolę raz na jakiś czas coś nowego - przynajmniej oczu nie męczy i nie zdąży mi się znudzić. Wolę postawić na lepszy kołowrotek.
-
Jednym słowem potrzebujesz coś z masówki, coś, czego pełne stojaki wszelkich sklepów wędkarskich oferują najwięcej. I nikt Ci lepiej nie doradzi, jak tylko pojechać do sklepu i pomacać osobiście. Ja na szczęście z niczym tu nie wyskoczyłem, bo miałem zamiar polecić właśnie wklejankę Dragona, którą nabyłem rok temu i jestem z niej zadowolony. Wykluczyłeś ją dopiero w kolejnym poście. Zastanawiasz się nad Mikado(?), a tę firmę ja akurat omijam szerokim łukiem - przykre doświadczenia z ich łamliwością. Mikado koniecznie trzeba oglądać ze wszystkich stron, bo zdarza się wiele krzywych kiji... Powinieneś spróbować samemu coś wymacać w sklepie. To Tobie ta wędka ma leżeć dobrze w dłoni i ma trafiać w Twoje gusta. I jeszcze jedno, patrz też na serwis i np Dragon ma bardzo dobry i szybki, a Konger łachę robi. Sio do sklepu i koniecznie pochwal się co wybrałeś. A nad tym SavageGear Parabellum 3-16g też bym się proponował mocno zastanowić. Ja nie wybrałbym tego kija ze względu na zbyt długą rękojeść, która bardzo przeszkadza w łowieniu i ciągle się haczy to o kamizelkę, to jeszcze o coś innego. U mnie rękojeść każdego spinningu kończy się na łokciu!
-
Ja w takim razie z innej beczki. Ktokolwiek wymyślił, że ta metoda może być zabroniona, jest w totalnym błędzie i jest tylko teoretykiem. I niestety, nie wie o czym mowa. :/ Ja - jako praktyk i praktykujący spinningista - postanowiłem wczoraj będąc na rybach, "pokosztować" owego zgniłoimperialistycznego wynalazku. Samą metodą nie jestem absolutnie zainteresowany i nie będę nią łowił! Na łodzi skręciłem na poczekaniu owy zestaw i jako pierwszy zastosowałem ciężarek 20 g na wklejance sandaczowej. Użyłem też dwóch przynęt - małego kopytka i twistera. Po zarzuceniu zestawu okazało się, że każde nawet najdelikatniejsze poruszenie szczytówką przesuwa całość po dnie, zarówno na głębokości do 4 m, jak i też od 4 do 8 m. Chcąc wnikliwie sprawdzić swoją wcześniejszą teorię, przepiąłem ciężarek i założyłem aż...55 g samolot. I wiecie co? Figa! Każdy ruch kijem nadal przesuwa ciężarek po dnie! Mój ciężarek - typowy do ciągłego i sztywnego leżenia na dnie - zapitalał jak parowóz. Na filmiku dołączonym powyżej przez Grzybka wyraźnie widać, że facet stosuje ciężarki wyprofilowane do ciągłego przesuwania po dnie. Nie jest to zatem metoda poruszania przynętą w miejscu! Nie może być więc mowy, że jest to metoda "ciągłego podnoszenia i opuszczania przynęty w miejscu", która byłaby jako jedyna niezgodna z prawem, podczas gdy inne są od dawna cacy: jigowanie, kogutowanie i maniany spławikiem. I gdybym był fanem tej metody, to byłbym gotów udowodnić swoje racje w sądzie, a ponieważ nie jestem, to dla mnie koniec tematu. Po eksperymentach z Drop Shotem, postanowiłem powrócić do tradycyjnych metod, a efektem tego było kilka sandaczy. Jeśli dobrze wszystko zrobiłem, to w ślad za moim postem powinna pojawić się wczorajsza fotka. Pozdrawiam wszystkich.
-
To potwierdza tylko moją teorię, że nie da się utrzymać takiego ciężarka w miejscu - opór żyłki/plecionki + ciężar przynęty i jej opór + ruchy kijem = każdorazowo przesunięcie ciężarka. Nazwałbym to jigowaniem na lenia, albo wydłużonym jigowaniem. Teoria to jedno, a praktyka to drugie - praw fizyki nie da się obejść. Nie przekonuje mnie to, że jest to metoda ciągłego podnoszenia i opuszczania przynęty - zabroniona. W taki sposób pod przepisy "podpada" o wiele więcej metod prowadzenia/prezentowania przynęty. A jednak o tym nikt nie mówi i nie pisze...
-
I znów wybiórczo? A wspomniane jigowanie? Przecież tak samo tuż pod łodzią można sobie "pościemniać". I nie można przepisów tworzyć dla samych mięsiarzy lub w obronie przed nimi. Trzeba zawsze zakładać, że przepisy są dla ludzi uczciwych - bydle zawsze znajdzie wyjście i je ominie. :/
-
No to jesteśmy w domu! Łowimy na Drop Shota zgodnie z prawem.
-
Dokładnie! I proponuję nazwać ten dział fizyki, fizyką wybiórczą. Bo skoro zauważasz sprzeczność z naszym prawem tej metody, a nie zauważasz, że przez ciągłe podnoszenie i opuszczanie zestawu/przynęty łowi się jigując gumą, szarpiąc kogutem, bocznym trokiem, a nawet mistrzowie spławika łowią podobnie... Spławikowcy? Tak! Przy mizernych braniach przez ciągłe przesuwanie spławika w obrębie zanęty, skutecznie kuszą ryby do brania - ruch robala na końcu zestawu wyzwala instynkt zabójcy. Przesuwasz spławik, a robal z haczykiem zostaje podniesiony na jakąś wysokość i opada. Fizyka? Panowie, nie dajmy się zwariować! Jako praktyk spinningu, proponuję nie dorabiać karkołomnych teorii i nie siać demagogii. A jeżeli już, to zakażmy wszelkich nowości i powróćmy do leszczyny, końskiego włosia i haczyka ze szpilki. Będziemy jedynym krajem na świecie z tradycyjnym przecież wędkarstwem. Zbyszek, jeśli myślisz, że konieczna jest mega siła do oderwania od dna ciężarka 10 - 20 czy 30 g, to jesteś w błędzie. Poruszając przynętą Drop Shot zarzuconą 5 - 10 -15 - 20 m od łodzi, ciężko tego ciężarka nie przesunąć po dnie. I to jest fizyka! Nie zgadzam się z teorią, że ta metoda jest u nas niezgodna z prawem.
-
Zbyszek, możesz wyrażać się precyzyjniej? Obejrzałem kilka filmików z tą metodą i ja osobiście nie widzę w niej nic zdrożnego. Mało tego! Oryginalne filmiki amerykańskie w niczym nie odbiegają od opisu Zielińskiego...
-
"Wydaje się" - to odpowiednie określenie - i tak ma być, tak społeczeństwo ma postrzegać takie przedsięwzięcia, jako fenomen. A tak naprawdę chodzi tu jedynie o jak najdłuższe utrzymanie dla całej rzeszy warchołów, a nie o szybki czas wykonania. Gdyby przyszło naszym "śpecom" wykonać tunel pod La Manche, albo w granicie, to bądźmy pewni, że utrzymanie mieliby do końca bieżącego stulecia. Robota po polsku. A prócz samego drążenia, maszyna nie ma nic innego do roboty. Drążyć, drążyć i tylko drążyć! Reszta robi się z automatu - urobek spada na taśmociągi i automatycznie wywalany jest na zbitą twarz, etc, etc... Naszym jedynym problemem jest to, że FACHOWCY wyjechali do UK, a zamiast nich zatrudnia się meneli z łapanki. I tak właśnie powstał m.in. podwodny tunel Wisłostrady - podwodny, bo ciągle zalewa go woda. Trasa toruńska też tak powstała. I choć jest to regularna droga, to zachodzi konieczność uruchomienia na niej przeprawy promowej. Czyż to nie jest piękne? A, zapomniałem o metro dla łodzi podwodnych. Jedyne takie na świecie...
-
Jaki silnik? Przede wszystkim mocny i zapewniający BEZPIECZEŃSTWO! MotorGuide - to dobre silniki, ma taki mój znajomy. Pływa na mim już wiele lat i nie narzeka. Ogólnie rzecz biorąc, jakość silników Minn Kota popsuła się odkąd produkcję przeniesiono na wschód. Jest wiele negatywnych opinii i narzekań w necie na zbyt cienkie kable zastosowane w tych silnikach obecnie produkowanych przez MŻR (małe żółte rączki). To już nie są te same silniki, z których jeden mam ja. A ja mam jeszcze Maxum 55 T. Mój silnik niejednokrotnie ratował mi cztery litery, na łąjbie 4,30 m i wadze 180 kg, ale dawał sobie radę z silnym wiatrem i falami ok 1 m. Mam go już 10 lat i dotychczas wymieniałem w nim jedynie łożyska i szczotki - co zresztą jest oczywistą oczywistością, bo te elementy ulegają zużyciu. Moim pierwszym nabytkiem do pływania był właśnie silnik i akumulatory. Łódek ci u nas dostatek w portach, a i miałem do dyspozycji łajbę kolegi. I pomimo, iż najczęściej pływałem wtedy na malutkich łodziach, bez wahania kupiłem największy, najmocniejszy silnik z oczywistych względów - względów bezpieczeństwa! Wiedziałem już znacznie wcześniej, jak na wodzie może nagle powiać i jak ważną rolę odgrywa wtedy moc silnika. Wyrzuciłem węża z kieszeni, sięgnąłem głębiej i dokonałem jedynego sensownego zakupu. Do bezpiecznego pływania konieczne są też akumulatory i tu również nie oszczędzałem, tylko kupiłem 3 akumulatory Banner (Austria) po 100 Ah każdy (kwasowe!). Dwa akumulatory na łodzi to podstawa! Trzeci, to zapas i zabezpieczenie na wszelki wypadek. Bywało już tak, że i tego mi brakło. W pewnym momencie miałem już nawet 5 takich akumulatorów do codziennych połowów - 2 pod prostownikami i 3 na łodzi. Prostownik do nich dobrze by był do żelówek. Ja mam i takie (do kwasówek) i takie (do żelówek). Pierwsze kupiłem do zwykłych kwasowych, ale te mikroprocesorowe do żelówek wydłużają żywotność akumulatorów. I w tym roku, gdy moje 2 akumulatory po pięciu sezonach pływania nadawały się już do wyrzucenia, reanimowałem je przy pomocy ładowarek mikroprocesorowych kupionych za kilkadziesiąt zł w... Lidlu. Udało się, bo mają one funkcję regeneracji (odsiarczania). I najważniejsze! Nie muszę ciągle pamiętać, by odłączyć akumulator - prostownik mikroprocesorowy sam się wyłącza po naładowaniu. Pierwsze ładowanie aku. w tym sezonie trwało u mnie 1 miesiąc. Nie musiałem niczego pilnować, a to wygoda i na dodatek ładowarka ma taki bajer, że w momencie spadków napięcia, samoczynnie doładowuje aku. Generalnie akumulatory Banner - ładowane prostownikiem do kwasowych - wystarczają na 5 lat/sezonów pływania. Moje mają "na plecach" już szósty sezon i jeszcze mi pewnie posłużą... Wracając jednak do silnika! Gdybym dzisiaj stanął przed koniecznością zakupu dobrego i BEZPIECZNEGO silnika do łodzi, z pewnością wybrałbym TEN Ma go mój kolega widuję go w akcji i mogę tylko pozazdrościć. Moc tego silnika jest powalająca! Wczoraj, gdy ja miałem lekkie "sęki" z płynięciem pod wiatr i wysoką falę, goście na takim silniku i na płaskodennej dużej łodzi szli jak przecinaki. Do niego nadają się również akumulatory 12V - należy tylko zmostkować 2 do kupy i heja! Po co mi aż taki silnik? Od kilku lat odpuściłem sobie najlepsze miejscówki na zalewie, bo by do nich dopłynąć (ok 7-8 km od portu) potrzebuję przy gładkiej tafli wody ok półtorej godz. Na tym silniku zajęłoby mi to max pół godz. Spalina u nas też nie wchodzi w rachubę z powodu strefy ciszy...
-
Kurcze, ale Ty bardzo delikatnie łowisz Spławiku. U mnie od biedy spisuje się wagler 10+3, a i to wkurza mnie czekanie aż zestaw opadnie do dna (na 10 m!). Jak jeszcze normalnie jeździłem wiosną z odległościówką, to pokombinowałem sobie waglery 16+6, 16+8. Wtedy dopiero był siwy dym. Pięknie się łowiło na wodzie do 4 m, ok 40-50 m od brzegu. Wagler stacjonarnie, wtedy już delikatniej (10+3 lub 8+2), a brania nawet z marszu były, ale to aż 30 km musiałem nad zalew jechać na Barkowice. Kawał drogi, a człek chory na lenia. Od kilku dobrych lat porzuciłem tą metodę, ale od jutra sobie wszystko przypomnę.
-
Do odległościówki stoper zawsze wiążę z żyłki, a wagler lub spławik przelotowy przypinam do czegoś TAKIEGO. Koralik w tym przypadku jest zbyteczny - masz 2 w 1. Nitkowe stopery mocniej zaciągnięte kaleczyły mi żyłkę, a słabiej zaciągnięte przesuwały się przy zarzucaniu zestawu.
-
Może i tak, może to metoda dla leniuchów, ale skuteczna jak jasny gwint. Ja na trupka łowię tylko w czerwcu - to jest najlepszy miesiąc na tą metodę, potem już tylko guma i kogut. Na trupka połowiłem najwięcej TAKICH a jako przyłów trafiają się i TAKIE. Na dodatek można zaciąć prawdziwe monstrum. Miałem już takie nocki, że musiałem się barować z sumami. Bezczelne typy gryzły w czerwcu w okresie ochronnym, a jak nastawiałem się w lipcu na nie, to olewały człowieka. Jednej tylko nocy czerwcowej miałem trzy kolosy, które po zacięciu przestawiały łajbę na dwóch kotwicach. Oczywiście hole zakończyły się moją porażką, bo przecierały żyłkę o racicznice - na szczęście, bo samemu na łodzi nie dałbym sobie rady z nimi...
-
No i narobiłeś mi smaka, musiałem pojechać. U nas sztorm! Nie trzymała mnie jedna kotwica 15 kg i musiałem dołożyć na dodatkowej szekli drugą 7 kg. Gruby okoń sporadycznie brał. Miałem 1 ok 35 cm, a reszta nie warta wspominania - choinkowe. Kilka mi spadło ładnych. Za to miałem jeszcze sandacza ok wymiaru i drugiego 52 cm - ten dostał w ep. Miałem też bardzo dziwne branie. Trzy razy coś stuknęło w paprocha, jakby łapał w japę i wypluwał. Jak wyjąłem to na żyłce był pokaźnych rozmiarów śluz - jak glut. Nie wiem, czy jakiś sumek się nie dobierał...
-
Zgadza się - są pływające. Ale ta kuleczka jeszcze dodatkowo podnosi paprocha wyżej, jednocześnie sama też kusi do brania. Ja stosuję haki nr 6 Kamatsu czerwone lub Mustady czarne, nr 8 do małych paprochów. Długość troka, brania, itp? Kiedyś mi się udało popełnić o tym artykuł: TUTAJ U nas nie ma zdecydowanych brań, na kiju nawet nic nie czuć, a jeśli tak, to są to tylko okonie choinkowej wielkości. Ja brania obserwuję na wklejce. Przedwczesne zacięcie kończy się pudłem, a branie trwa nawet kilkanaście sek. Czym grubszy okoń, tym delikatniejsze branie.
-
Widzę, że Ty łowisz na podwójny ogonek, ja nie mam do nich przekonania - więcej brań miałem zawsze na pojedynczy. Ja robię też mały "myk". Na haczyk zakładam najpierw kulkę styropianu o średnicy korpusu paprocha. Przynęta jest wtedy zawsze nad dnem i zwiększa się ilość brań, a zmniejsza ilość zaczepów. Może dzisiaj pojadę z wklejką, narobiłeś mi smaka...
-
Ja w ub tygodniu trafiłem okonie, miałem kilka po 35 i jednego 40 cm. Brały już z głębokiej wody na 8 m i wszystkie na "podbite oko". Zabawa na wklejce niesamowita. Wszystkie brania z jednego napłynięcia i tylko póki słońce było za chmurami - takie jedno popołudnie. W niedzielę już bryndza, trochę drobiazgu i 2 duże - zbyt dużo słońca.
-
Dzisiaj dokonałem rezerwacji miejscówki dla nas. Ładna pani ogrodzi teren taśmą i powiesi tabliczkę "Rezerwacja".
-
Kiedyś - za moich młodych lat - używano glin o wzorze chemicznym MO. Dzisiaj na Sulejowskim nawet na 10 m nie stosuję gliny, ani kleju.
-
A ja na zagrychę sprowadziłem pellet sumowy (50 mm) Black Cat - jak nie sumy, to my zagryziemy.
-
Rybka była dobrze wysmażona. Moja żonka wie, że lubię przyrumienione i tak zawsze robi. Mimo tego czuć było szlamem, a tego bardzo nie lubię. Myślę, że ktoś kto lubi karpia nie przejmowałby się tym smakiem. Jednak ja nienawidzę i nigdy nie jem karpia - ta ryba ma zakaz wstępu do mojej kuchni. A suma jeszcze kiedyś spróbuję ponownie, ale filety zapekluję, zasznuruję i uwędzę. Ponoć smakuje wybornie i tego jeszcze jestem ciekaw. I tak jak zastrzegałem, to tylko moje własne zdanie, gdyż do smakoszy "rybiny" nie należę. Ze wszystkich ryb ze smakiem jadam tylko sandacza i okonie do 25 cm (większych nie chce mi się skrobać). Powiem więcej! Jem też z przyjemnością bolenie i wyżej je cenię od szczupaka - i tu właśnie wszystko zależy od sposobu przyrządzenia.
