Skocz do zawartości

Jotes

Zespół AS
  • Postów

    2 760
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Jotes

  1. Czytać ze zrozumieniem! No dobra połączę odpowiedzi. Ozecie, ja akurat nie piszę jako teoretyk, tylko z własnego doświadczenia w boju opisuję, że owszem, próbowałem używać teleskopa 4 mb do połowu metodą odległościową, ale uporczywe klejenie się żyłki do blanku, skutecznie mi to wybiło z głowy. Działo się tak nawet wtedy, gdy nie padało, wystarczyła rosa, ale nawet do suchego blanku kleiło naelektryzowaną żyłkę. I żeby było śmieszniej, działo się tak w trakcie zawodów zawsze, gdy już zaliczyłem rwanie lub splątanie podstawowego zestawu na profesjonalnym kiju. Awaryjnie miałem zawsze teleskopa i nie zdał egzaminu. A to, że może czasem mi się udało połowić, do pozytywów nie zaliczam - raczej do porażek sprzętowych. A co do bolonki, to i owszem łowiłem u nas nawet bolonką 8 m, którą kupiłem specjalnie na zawody na ZS (woda stojąca), gdzie w łowisku miałem na krótki rzut 7-8 m głębokości i też dawałem sobie świetnie radę. Jednak łowiąc bolonką nie łowiłem metodą odległościową. I basta!
  2. I przymusu nie ma, a jak dla mnie ta akurat wędka jest niemal darmo. Tylko po co pytasz, skoro nie uznajesz odpowiedzi? Nie, nie da się tym łowić metodą odległościową/angielską! I nie, nie wziął bym tego teleskopa nawet, gdybyś mi stówę dopłacał, bo nie uznaję teleskopów. A ja łowiłem kiedyś leszczynowymi i bamusowymi kijami, bo nic innego nie było...
  3. Straty już prawie odbudowane. Dzisiaj nakupowałem wagglerów eksperta (tych łownych), dokupiłem też o dziwo (a może szanowna Pani? ) Wagglery Carlusso UFO i Roket Light, a te w moim mieście spotkałem po raz pierwszy. No tak, wystarczyło kilka razy po ambicji sklepikarza pojechać i się pojawiły. Dokupiłem gruntomierze i inne drobiazgi. Ale muszę się zgodzić ze zdaniem Kuby, bo niejednokrotnie miałem dokładnie takie same wagglery, a inaczej musiałem je wyważać. A szczególnie u Eksperta, opis na wagglerze, a wyważenie na łowisku, to dwie różne różności.
  4. Próby łowienia takim teleskopem, metodą odległościową, to istna katorga i rzecz niemożliwa. Kije do metody odległościowej uzbrojone są w dużą ilość przelotek (minimum 13), czyli mocno zagęszczonych na blanku i to specjalnych do tej właśnie metody, czyli na wysokich stopkach. To zagęszczenie i wysokie stopki mają zapobiegać klejeniu się żyłki podczas rzutu, do blanku. A tak się dzieje podczas mżawki (nie koniecznie ulewy), podczas mgły, rosy, ale również żyłka elektryzuje się i również klei się do blanku. Dlatego produkowane są odpowiednie do tej metody wędziska. O odległościówkach teleskowpowych się nie wypowiadam, gdyż nie mam ani wiedzy, ani przekonania do nich. Ale! Gdybyś np próbował w odwrotną stronę, tzn wędziskiem do metody odległościowej łowić na rzece - to to już się da i ja robię to z powodzeniem. A skoro wstęp mamy już obcykany, to: jeśli chcesz przeznaczyć ok 110 zł na ten teleskop, to chyba lepiej dołożyć 20-30 zł i kupić sobie Ten/taki kijek
  5. I tu należałoby zadać kluczowe pytanie: A co robią szkoły, że wypuszczają takich tępaków? Jak taki ktoś zdaje z klasy do klasy? W jaki sposób zdaje maturę? Że o rodziców nie zapytam... Spławiku, litości! Język sobie połamałem.
  6. No kurna Prezydent, tytuły profesorskie już nadaje. A odnośnie drugiej części cytatu, to nie we wszystkich dziedzinach na szczęście, bo chociaż bluzgamy po staremu. Chociaż w tym palec Boży, bo jeszcze by mi/nam ktoś nabluzgał na forum w "nowoczesnym" języku i nawet bym nie wiedział.
  7. O cholera! Ja pierwotnie chwaliłem się, że cztery razy głosowałem, ale ostatecznie zmieniłem wpis, bo sobie pomyślałem, a nóż widelec ktoś był lepszy. I całe szczęście, że zmieniłem.
  8. Cholerka, niekoniecznie. W dziejach Polski nasz język przeżywał różne okresy i przeplatano go zwrotami w łacinie, a jeszcze później francuskimi. Bo tak ładnie było i świadczyło o inteligencji rozmówcy. Potem próbowano nam narzucać i niemiecki i rosyjski. A przecież powróciliśmy do ojczystego języka. Może teraz też jest taki kolejny okres nowo mody? Zwłaszcza, że jeszcze 25 lat temu zdecydowana większość z nas musiała gawarit pa ruskij. Może to jakaś forma buntu, odcięcie się od tamtych czasów?
  9. Hihi! W latach sześćdziesiątych u nas powszechną regionalną była nazwa "błysk" - "łowić na błysk". I jakby na tą nazwę nie patrzeć, to w metodzie chodzi właśnie o "ten błysk" przynęty i wcale niekoniecznie taki, jak od lusterka, bo matowa guma też błyśnie swoim bokiem...
  10. Temat na pewno ciekawy, pouczający i warty pochylenia się nad nim - wszak o mowę ojczystą chodzi - szczególnie młodym wędkarzom polecam, choć nie tylko wędkarzom. Zważywszy, że z roku na rok, coraz mniej pozostaje nam Polski, polskości, polszczyzny... Starszym nie trzeba niczego przypominać, gdyż mają to w genach, pielęgnują, są wyczuleni i wyczulają na wszelkie przejawy ignorancji i kaleczenia "ojczyzny polszczyzny" - nie byli wychowani na SMS-ach. A podobny fragment dyskusji mieliśmy i tutaj, już w ub roku: Klik
  11. Brawo! Doba, całą dobę
  12. Nie ma takiej możliwości. Kanciapa jest w głębi podwórka, a nikogo więcej nie wpuszczałem. Tego dnia wyjątkowo przyjechał już po ciemku i na dodatek z synem (ładny przykład!). Gdyby był inny złodziej, to zginęły by inne torby (spinningowe), kije i kołowrotki, a to jest. Nikogo poza nimi nie było, ani wcześniej, ani później.
  13. W blokach mieszkałem, to nie było żadnego problemu. Wiedziałem, że z komórek kradną, to cały sprzęt trzymałem w mieszkaniu. Żonka dźwandała, do komórki to powynoś! A ja do niej, a telewizor Ci tam wyniosę prędzej. Jedna rzecz, którą mi w bloku zakosili, to nowiutkie spodniobuty po pierwszym rybaczeniu. Skąpałem się i powiesiłem na strychu, tuż koło mojego mieszkania, a i tak nóg dostały. Nic to, kupiłem nowe, lepsze. Najgorzej było, jak musiałem dymać trzy akumulatory na trzecie piętro po każdych rybach, ale i to się przeżyło.
  14. Hihihi! Przerobili by go na dziewczynkę. To byłaby największa kara, cyganów na niego napuścić.
  15. Paweł, toż to ja się sam hamuję, coby mu jutro łba nie urwać. Będę musiał wziąć coś na nerwy i dopiero jechać do niego do pracy. Może wizja dyscyplinarki i telefonu do "niebieskich" podziała? Bo nie ręczę za siebie...
  16. Noo! Do późnej jesieni kupowałem i Gutki i Lorpio i Eksperty i nawet 3 szt Middy. A teraz? Bój w hucie...
  17. Święta słowa Windzie. Podpisuję się pod tym wszelkimi członkami.
  18. Jeśli chodzi o metodę spławikową, to wszystko. Wszyściuteńkie drobiazgi, m.in te, które znajdują się na fotkach w moim artykule. W ub miesiącu dokupiłem tonę węgla, jak zwykle w tym samym miejscu, ten sam facet przywiózł, ten sam facet za parę złotych wrzucał mi do kapciory. A, że było zimno, to poczęstowałem go kawką, jak przystało na kulturalnego gospodarza. Nie wcinałem się do roboty i nie szwendałem pod nogami... Dzisiaj chciałem zrobić przegląd sprzętu spławikowego, idę, a tam w ogóle nie ma mojej torby - ulubionej torby! Pies trącał drobiazgi, ale przepadły wszystkie wagglery ok 30-35 szt z tubami, zestawy ukręcone do bata 10 szt i wszystkie spławiki zapasowe do niego kolejne ok 30 szt, proc, firmowy fartuszek dla świntuszka i torba, pamiątka z Edynburga za kupę kasy. No i jak tu zaufać komukolwiek? Nie dość, że dałem chamewi zarobić parę złotych na lewo, poczęstowałem kawą, to jeszcze bydle tak się odwdzięczyło! Jestem w szoku! Szczęście, że dwie spinningowe torby jeszcze stoją, a w jednej porządna echosonda. Kije jeszcze muszę policzyć... Zabić, to mało!
  19. Miałem dokładnie takie samo ustrojstwo. Poznasz jego "walory" jak założysz na żyłkę...spiralka.
  20. I to jest strzał w dziesiątkę z tym, jakby rankingiem sklepów internetowych, bo gdyby nie Kuby wpis powyżej, to już miałem składać kolejne zamówienie w leszcz.pl. Dzięki Kuba!
  21. No to już by podpadało pod prostactwo umysłowe sprzedawcy, żeby w różny sposób traktować klientów. Tego, który kilkanaście razy w sezonie kupuje po paczce haczyków, krążek żyłki przyponowej, paczkę krętlików i jakiś kolejny spławik, traktować lepiej, niż tego co po raz pierwszy dokonuje w tym sklepie zakupu kija, kołowrotka, plecionki i przynęt, za łączną kwotę dziesięcio lub dwudziestokrotnie wyższą, niż ten pierwszy. W Fishing Markt potraktowano mnie po macoszemu. I choć to nie były moje pierwsze zakupy u nich, to próbowano ze mnie wała zrobić. Zamówiłem telefonicznie kołowrotek Spro Red Arc 10400, który w momencie zamówienia był dostępny. Po odłożeniu telefonu zadzwonili do mnie jeszcze, by potwierdzić zamówienie, Przesyłka przez ponad tydzień do mnie nie dotarła. Gdy zacząłem do nich wydzwaniać, to próbowano ze mnie wała zrobić, że teraz go nie mają, ale wyślą mi mniejszy model. Kazałem się gościowi w pustą pałę puknąć i wykreślić moje zamówienie, bo właśnie rezygnuję z zakupu. To jeszcze pisali do mnie maile, bo mailem też zrezygnowałem, by mieć to na piśmie, że oni jak najbardziej chcą się wywiązać, tylko ja im to uniemożliwiam. Posłałem ich do wszystkich diabłów i ostatecznie kupiłem, gdzie indziej i to droższą Daiwe. Nie dali za wygraną i za kilka dni puka do mnie kurier z paczką od nich i Redem. Podziękowałem i odesłałem chłopaka z powrotem do sklepu, bo już dawno zrezygnowałem i kupiłem gdzie indziej. Więcej nie zamierzam robić w tym sklepie zakupów, mają u mnie krechę. A co sobie inni o tym pomyślą i jakie wnioski wyciągną, to już nie moja sprawa. Takie podejście do klienta, za jego własne pieniądze, należy piętnować. Łachy nikt mi nie robi, że mi sprzeda!
  22. Dokładnie! Skoro miałem jakieś problemy z zamówieniem lub co gorsza nawet większe cyrki, to mam prawo napisać subiektywną ocenę/opinię. Opisuję zdarzenie, a czytelnik niech wyciąga wnioski. A myślę i pewien nawet jestem, że więcej byłoby tych pozytywnych ocen, niż krytycznych/karcących. A sklepikarz niech wyciąga wnioski na przyszłość, jak należy postępować uczciwie...
  23. To może należałoby stworzyć listę sklepów, które trzeba omijać szerokim łukiem? Trzeba o czymś takim pomyśleć. A w tym konkretnym przypadku mam więcej do powiedzenia, ale jeszcze chwilę muszę się wstrzymać. Później "puszczę farbę"...
  24. Reklamuję, już dwa nowe do mnie jadą, a ja ten dosyłam. A skoro jest to uszkodzenie, to istnieje ryzyko, że przy którymś z kolei uderzeniu o wodę rozleci się całkowicie. Zresztą nie są to rzeczy tanie, więc korzystam z mojego prawa do zwrotu. Bubli nie przyjmuję. A nie można też wykluczyć, że sprzedawca chciał pojechać po bandzie, wziął mnie za jakiegoś smarkacza i celowo tak postąpił... Przy okazji zamówiłem jeszcze taką śnajdrę Ale za ponowną przesyłkę nie płacę.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...