Skocz do zawartości

Jotes

Zespół AS
  • Postów

    2 760
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Jotes

  1. Paweł, każde forum, to miejsce wyrażania swoich własnych poglądów i w każdym moim wpisie powyżej odnosiłem się do poruszanego tematu (głównego wątku) własnymi słowami. I jak się jeszcze raz przyjrzysz moim wypowiedziom, to trafnie zauważysz, że już znacznie wcześniej stwierdziłem to, o czym napisałeś w dzisiejszym poście: Absolutnie tego nie neguję, nie przekonuję nikogo do swoich racji, a do wszystkiego odnoszę się z mojego punktu widzenia: Za każdym razem zastrzegałem (na wszelki wypadek!), że to jest wyłącznie moje zdanie i nie zamierzam go nikomu narzucać. A było to podyktowane tym, iż wiem, jak kończą się takie dyskusje i nawet o tym napisałem: A co ważniejsze nigdzie nie napisałem, że łowcy, czy smakosze są wg. mnie bee. Nadal twierdzę, że ich punkt widzenia, to ich sprawa! Ale i mój punkt widzenia, to wyłącznie moja sprawa. Do naśladownictwa też nie namawiam... Puentując napiszę: TAK, to zwykła głupota - moim zdaniem! (odnośnie zapytania w temacie).
  2. A tego, to ja nie skomentuję...
  3. Ależ da się, da! I Niemcy już dawno rozpoczęli renaturyzację rzek. Co jedynie nie da się na terenach miast, ale dobre i tyle. U nas też grupka niewielu uratowała Dunajec przed dewastacją kilkunastoma MEWkami. Błąd! To Niemcy już tam nie chodzą, a duża część z nas nadal myśli i robi po staremu. A tu się niestety chyba nie mylisz, przynajmniej w kwestii polskiej żywności. Bo o ile w innych państwach unii, producenci żywności mają obowiązek oznaczać na opakowaniach żywność GMO, tak u nas nadal "dziki kraj". Mamy wprawdzie ustawę o zakazie sprowadzania do nas tego badziewia, a jednocześnie mamy i drugą, która pozwala na sprowadzanie tylnymi drzwiami tego świństwa i przedłużono ją do 2017 roku. No i po drugie: GMO to taka cholera, że jak jeden chłop wysieje to na swoim polu, a drugi przez miedzę czystą nieskażoną odmianę, to i tak obaj zbiorą GMO - dzięki pszczółkom, innym owadom i dzięki wiatrowi krzyżującemu odmiany. A co do reszty?... Ja nikomu w talerz nie zaglądam i jeśli ktoś się na to zgadza i pogodził się z tym, to jego sprawa. Ja należę do tej większości (na szczęście), która nigdy się na nie zgodzi, ani się z tym nie pogodzi. Jeśli ktoś lubi grzybki halucynki, to również życzę mu smacznego. A co mi tam? Ja preferuję zdrową żywność - i basta! "Drodzy Panowie" doskonale zdają sobie z tego sprawę i przez swoją drapieżność, odmawiają prawa maluczkim, takim jak Ty, ja i wielu innym. W końcu to ich prawa. "Drodzy Panowie" żyją jak książęta, a my bidę klepiemy nierzadko za najniższą krajową, co z kolei drastycznie wpływa na wzrost nierówności społecznych. Globalizacja Pawle, globalizacja. Wyścig na dno...
  4. No! I wracając do tematu, ja osobiście jestem zaciekłym wrogiem zaśmiecania naszych wód GMO (i nie tylko ich!), a takim organizmem jest karp z ludzkim hormonem wzrostu, czyli ten hodowlany. I dlatego jestem za tym, żeby go sobie trzymali w zamkniętych i odizolowanych, pilnie strzeżonych burdelach. To już nie jest ten karp, którego przywlekli do nas mnisi przed siedmiuset latami. A jeśli ktokolwiek myśli, że łowi prawdziwe "dzikuny" to jest w błędzie. Ale ja oczywiście jako człek ugodowy, toleruję ich zachcianki. Wszak łowić musimy we wspólnych wodach, ale wszelkim karpiom radzę omijać moje zestawy szeroookim łukiem, bo pałą w łeb i w krzaki (tutaj moja tolerancja się kończy!)... Smakoszom zaś, życzę smacznego.
  5. Ode mnie dostał. To bohater z mojego niedawnego postu. Czapka z głowy!
  6. I to jest dość śliski temat. To, jakby zpitalać na rowerze z górki i se samemu wsadzić pompkę w szprychy przedniego koła. Swoje zdanie na temat tej ryby wyraziłem w najdelikatniejszy sposób, by nie zrażać karpiarzy i nie rozpętywać dyskusji, która rozsadzała już nie jedno forum. Na szczęście u nas karpie są wyławiane hurtowo, tuż po zarybianiu. Jeszcze żeby znaleźć sposób na unicestwienie tołpygi w naszym zalewie. A lufy są już potężne!...
  7. Ja nie jadłem, choć kolega złowił jednego przy mnie. Z opowieści wiem, że nie jest smaczny. Ale przecież z tą "odnową" gatunku wybitego u nas nie chodzi o to, żeby nim zarybiać i zżerać. Jakiś profesor z Wrocławia próbuje przywrócić i jesiotra i łososia. Za "wielką wodą" też go nie wolno zabijać. Wolno łowić, ale i trzeba przymusowo wypuszczać. Takiemu dinozaurowi należy się szacunek.
  8. Drzewiej na Pańskim stole w Polsce gościł jesiotr. Czytałem kiedyś, że bez przeszkód dopływał nawet do Krakowa. Ta ryba zastrzeżona była dla możnych, plebsowi nie wolno jej było zjeść, bo za to groziły dyby.
  9. I o to chodzi, by nasze gębusie cały czas się uśmiechały. Wybrać się nie wybiorę, ale zazdroszczę Ci tej fuchy, którą dostałeś. Super sprawa! Stopy wody pod kilem życzę. A jak wrócisz to zdaj relację - koniecznie!
  10. W zimowy wieczór, polecam niezbadane tajemnice starożytnych budowli, opartych na fenomenalnych wzorach matematycznych, rzekomo nie znanych ówczesnym budowniczym. Budowle wzniesione nie wiadomo kiedy, nie wiadomo przy użyciu jakich narzędzi i urządzeń. A dokładność i precyzja do dziś nie osiągalna... Tajemnice piramid
  11. No to faktycznie szkoda. Ale wilk morski widzę, że jesteś i to nieustraszony. Wędkarską łajbą na Kanary? Ale z drugiej strony, skoro Polak kajakiem przepłynął Atlantyk, to czemu nie?
  12. Już właściwie zdecydowałem, że kupię i zamontuję ten odstraszacz, bo nie wyobrażam sobie momentu, gdy włączę nadmuch i będę się czuł w samochodzie, jak w kibelku. A i takie opinie czytałem o tych kostkach.
  13. Ponieważ mnie skutecznie wystraszyłeś, to rozważam montaż czegoś takiego: KLIK
  14. Też właśnie o czymś takim pomyślałem, ale jeśli to faktycznie kuna lub łasica, to takie rozwiązanie odpada, bo chronione. To cholerniki, se urządziły azyl w moim aucie. Może wyczuły dobrego człowieka we mnie? Mam wciąż nadzieję, że żadnych szkód nie wyrządziło mi to zwierzątko.
  15. Z jednej strony jest to zabawne, a z drugiej wkurzające i kosztowne "zjawisko". W drugi dzień świąt za Chiny Ludowe nie mogłem odpalić samochodu, choć nie miałem wcześniej żadnych problemów. Po świętach przyjechał mechanik z komputerem i okazało się, że wyświetliło mu błąd p0725 - czujnik położenia wału korbowego do wymiany. Następnie przyjechał już z ojcem, podpięli linką i na holu zabrali auto. I dopiero w warsztacie okazało się, że pod maską żyje sobie jakieś stworzenie - łasica lub kuna - bo znalazł resztki jedzonka (pół myszki pozostawionej na zaś). Ja też już w ub roku znalazłem przy filtrze powietrza pół bułki, ale zbagatelizowałem sprawę. Mam nadzieję, że kable i łączniki gumowe od chłodnicy i turbo sprężarki nie są pogryzione. Przeszukałem w tej chwili net i znalazłem sposoby na pozbycie się intruza: sierść psa lub kostki WC. Sierści niestety już nie zdobędę, bo pies odszedł do krainy wiecznej szczęśliwości, ale spróbuję z kostkami. Lubię zwierzątka, ale tym razem przegięły. To, że przy mojej bramie hasają stada dzików, lisy, czy bażanty, to mi nie przeszkadza, ale jak już mi włażą pod maskę, to to jest jak wypowiedzenie mi wojny. Mieliście już takie doświadczenia z gryzoniami pod maską?
  16. Kołowrotek Koreańczyk - Shina.
  17. W moim okręgu znalazłem informacje o zarybieniach i wygląda to tak: KLIK Nie będę udawał, że jestem znawcą tematu, ale jako laikowi nie pasują mi gatunki ryb wpuszczane do naszych wód tzn. w wodach pstrągowych, dziwnym i absurdalnym wydaje mi się zarybianie pstrągiem i jednocześnie szczupakiem, sandaczem i sumem. A taki melanż występuje w przypadku: 1. rz. Drzewiczka nr 1 2. rz. Luciąża nr 1 (wcześniej wprowadzono do niej znaczne ilości pstrąga potoka). 3. rz. Grabia nr 1 (jw.) 4. rz. Widawka nr 1 Jako laikowi nie pasuje mi też zarybianie Z. Sulejowskiego sumem, z którym już mamy tu kolosalny problem, bo jest go nadmiar. Do tego stopnia nadmiar, że jak kolega je łowił i wypuszczał, to w jednym kole w T.M. chciano go ukarać przed sądem koleżeńskim (ale nakazu zabierania nie ma). Facet przeniósł się do koła w Rawie Maz i teraz ma spokój. Nie pasuje mi jakoś zarybianie Z. Sulejowskiego takimi gatunkami jak: brzana, świnka, kleń i karaś pospolity (którego jest tu od groma). No te pierwsze trzy gatunki, to raczej nie są typowymi dla zbiornika zaporowego i można je było wpuścić do rzek. Ale znawcą nie jestem.
  18. Jak już wspomniałem znacznie wcześniej, mnie osobiście ta konkretna metoda wisi. Ale już mi nie będzie wisiało, gdy jakiś nawiedzony Einstein zacznie rozpracowywać kolejną metodę w dokładnie taki sam sposób, bo w jigowaniu też przychodzi taki moment, że ruch góra - dół w pionie występuje, a to właśnie jest sednem tej metody.
  19. Ja po prostu nie lubię karpia, żeby nie wiem, jak bardzo i długo był "odpity". Ale w przeciwieństwie do karpia, odpity nigdy nie stroniłem.
  20. Hmm! Jeśli zarzucę żywcówkę i żywiec będzie się ciągle poruszał - o własnych siłach! - to w górę, to w dół na długość przyponu, to jaka to jest metoda? Wertykalna, w pionie, czy podnoszenie i opuszczanie przynęty??? Powtórzę/zacytuję po raz kolejny słowa strażnika rybackiego, odnośnie tytułowej metody: "Panowie nie zapędzajmy się sami w kozi róg ". A od siebie dodam, że szukając dziury w... ludziska sami sobie strzelają w stopę. Po co?
  21. Podpisuję się pod tymi słowami. Qrwica mnie brała, bo chyba w wigilię, albo wczoraj, w studio TV państwo redachtorzy, litowali się nad karpiem. Cymbały na początku wspomnieli, że zanim pojawił się u nas karp, to do tej pory szczupak był tradycyjną rybą wigilijną w Polsce. Ale skoro karp jest u nas od kilkuset lat, to należy uznać go za rybę rodzimą i tradycyjną na wigilijnym stole. Nawet się nie zająknęli, że szczupak towarzyszył nam od tysięcy(?), milionów lat? U mnie w domu karp NIGDY nie gościł na wigilijnym stole, bo ścierwa nie jadam. Zawsze kupujemy morską rybę, albo specjalnie na ten dzień miałem w zamrażarce sandacza. W taki sposób w stanach Chińczycy zasyfili wody tołpygą. Wg ich wierzeń, osobie chorej, gotuje się zupę rybną. Kupują żywe tołpygi (koniecznie musi być żywa!), bo one ichniejsze. Ale, jeśli choremu się poprawi, to mają obowiązek rybę wypuścić na wolność. I w taki oto sposób zniszczyli amerykańcom wody.
  22. W zasadzie, czuję się wywołany do odpowiedzi - choć chyba przez pomyłkę użyłeś mojego cytatu. Ja tak właśnie uważam! Bo przecież nie wędkarze są odpowiedzialni za wycięcie w pień aż 95% światowych zasobów ryb - to byłoby fizycznie niemożliwe, nawet, jeśli chodzi o sam Bałtyk. Nie wierzę, że to wędkarze! Ale policz te wszystkie państwa leżące u jego wybrzeży, pomnóż przez ilość statków rybackich i kutrów trzebiących te wody co dnia przez kupę lat, a dojdziesz do właściwego wniosku, że to nie wędkarze. Wyliczając, nie zapomnij się zastanowić, czy i jaki wpływ na populację ryb (ogółem!) w Bałtyku, mają te wszystkie zatopione beczki z masową śmiercią na jego dnie?... Byłoby absurdem przypisywać coś takiego wędkarzom i w tej sytuacji, nie ośmieliłbym się nawet powiedzieć, że wędkarze choćby przyczynili się do tego. Nawet gdyby łowili i po 50 szt dziennie. Bo ileż razy w roku Ty sam wypływałeś, żeby sobie przypisywać winę? Ja jestem niewinny, bo nigdy nie łowiłem w morzu, a jest takich całe mnóstwo! Za którym napłynięciem im się udało? Ale jak zapewne sobie przypominasz, nie było to "podnoszenie i opuszczanie przynęty w sposób ciągły". Olin miał tylko potrząsać tym gumowym "czupiradłem" w miejscu. Lekuchno pstrykał tylko żyłką/plecionką, żeby te gumowe frędzle nasączone atraktorem wprawić w ruch. A to już chyba coś innego, ale przecież na siłę da się podciągnąć pod bubel prawny...
  23. Mój tysz nie "jajcefon" i tyle "dachowań" już miał, że głowa boli. I na panele upadał i na płytki z pozycji stojącej (mojej) i śmiga aż miło. Też kwardziel.
  24. Zdrowych, wesołych i rodzinnych świąt życzę wszystkim i do siego roku.
  25. No tak, zgadza się i u nas jest podobnie, ale akurat to jest nieetyczne i wbrew jasnemu zapisowi. W przeciwieństwie do połowów metodą "drobnym krokiem/kroczkiem" (drop shot), gdzie już sama nazwa określa sposób podania i prezentacji przynęty.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...