Skocz do zawartości

Jotes

Zespół AS
  • Postów

    2 760
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Jotes

  1. Wszystko się zgadza i przyznaję bez bicia, że nieco się zacietrzewiłem, gdyż już sam tytuł potępia w czambuł - no, może zbyt mocne słowo - ale na pewno dyskwalifikuje nazywanie wędziska "kijem". Do autora nie mam absolutnie nic, bo zwyczajnie go nie znam, pewnie czytałem jego artykuły lecz nie pamiętam na 100%. Sama treść jest bardzo ciekawa, a nawet imponująca, ale ten tytuł... No przecież na początku był kij! Zwykły leszczynowy kij, z przywiązanym do niego końskim włosiem, spławikiem ze stosiny pióra i haczykiem ze szpilki, drutu, czy nawet kutym. Potem bambusowy... kij. Tonkinowy, kij, etc. No nie da się tak definitywnie wykluczyć tej... innej nazwy wędziska. I tu zasadnicze pytanie: Co było pierwsze? Kij, czy wędzisko? - ("that is the question"). Daję sobie pół "toto" uciąć, że pierwszy był kij na ryby, a nie wędzisko. Wspomniałem powyżej, że od zamierzchłych czasów towarzyszyła mi nazwa "wędzisko" i to jest prawda, ale i kijem je nazywałem. Ja miałem to szczęście, że miałem swojego nauczyciela - ojca - i to on wszystkiego mnie nauczył. I taką naukę pamiętam jeszcze z czasów mojego dzieciństwa: Siedzę z ojcem na rybach, ale jak to zwyczajnie, dziecku się nudziło i zacząłem biegać, zamiast łowić. Ojciec pyta mnie - Jarek, gdzie masz swojego kija? - A położyłem w trawie, bo mi się nudzi. Na to ojciec - A ile razy Ci mówiłem, że wędziska nie kładzie się w trawie i komuś na drodze? Podnieś kijek i oprzyj o krzaki, albo połóż go wzdłuż brzegu, bo ktoś będzie szedł, nadepnie i złamie Ci. Wędzisko trzeba szanować! Nadmieniam też na marginesie, że mój ojciec był jeszcze przedwojennym wędkarzem, należącym do Towarzystw Wędkarskich i to on wpajał mi "Dekalog wędkarza". Z całym szacunkiem do autora tego artykułu, nie atakuję go, ale nie zgadzam się z takim wykluczaniem innej nazwy wędziska. Ale też zgadzam się z Tobą w pełni, że każdy wędkarz powinien mieć świadomość, jakim narzędziem łowi ryby - wędziskiem, ale nie wyłącznie. Cóż, byłem na dobrej drodze, ale... spalone garnki.
  2. Niestety nie udało mi się przeczytać całości za jednym zamachem, gdyż przy tak długich tekstach padają mi oczy jeszcze zanim dojdę do połowy. Ale nie poddam się i doczytam w późniejszym czasie. Jednak już wiem - mniej więcej - o co kaman (przez przekorę wrzucam to słowo). I jeśli chodzi o mnie, to ja jednak pozostaję przy swoim kiju lub pieszczotliwie kijku, choć w zamierzchłych czasach posiadałem tylko i wyłącznie wędziska. Nadziwić się nie mogę, gdy ktoś narzuca mi słownictwo/nazewnictwo, ale sami być może w wielu przypadkach łamią wręcz zasady, do których nawołują. Nie twierdzę oczywiście, że autor tego tekstu - a może powinienem użyć określenia artykułu? - pozwala sobie na jakieś wyjątki. Ale jak to dzisiaj jest w tym naszym chorym kraju, gdy OBOWIĄZUJĄCE prawo jest nagminnie łamane, bądź omijane - mówię tu o ustawie o języku polskim! - to aż mnie pusty śmiech ogarnia na takie pouczanie. Pouczanie, że coś może i ma jeszcze inne nazwy określone najczystszą polszczyzną. I te nazwy są w obiegu i są powszechnie przyjmowane przez całą rzeszę... wędkarzy. Za to - być może! - ten sam autor nie zwraca uwagi, że w naszą polszczyznę bezczelnie i z łamaniem prawa wkręca się brutalnie obcojęzyczne sformułowania, określenia - słowa. A po jaki wuj? Po to by co osiągnąć? Bo tak ładniej brzmi? A guzik prawda! Jak widzę TAKIE przypadki, to mnie DOPIERO jaśnista krew zalewa i nikt pewnie nie chciałby słyszeć słów, które wtedy cisną mi się na język. Ani widzieć tych iskier, które resztkami zębów krzesam! I to jest dopiero ohydne, odrażające i wkurzające, że tak można poniewierać polski język. No tak, ale o czym ja piszę? Spieszę wyjaśnić, że w naszym kraju coraz częściej stosuje się mieszankę językową - szczególnie w reklamach, ale i w mowie potocznej też. A poniżej daję przykład: "...Charakteryzuje je smukła sylwetka, poręczność oraz nowoczesny design, dostępne są w dwóch kolorach: białym i czarnym...". Zaczerpnięty np stąd: KLIK Przykładów takich i różnych innych na kaleczenie polszczyzny jest całe mnóstwo, ale czy ktoś zwraca na to uwagę? Czy autor artykułu o "wędziskach", przechodzi obok nich obojętnie, a zwraca uwagę jedynie, gdy ktoś użyje określenia "kij", "kijek"? - ogólnie przyjętego i stosowanego w języku polskim! - Tego się zapewne nie dowiemy. Nie dowiemy się nawet, czy ten konkretny autor, pisał swój artykuł przez półtorej dnia, czy przez półtora dnia? Źdźbło w cudzym oku widzieć, ale belki we własnym już nie, a tak najczęściej bywa. Ale grunt, to pouczać... Podsumowując, ja pozostanę jednak przy swoich kijach i kijkach - potocznej nazwie "wędziska"! Tak, zgadza się! Kij, kijek, to potoczna nazwa "wędziska" i jak o nich piszemy, to wszyscy w lot wiedzą o co chodzi. Jakby nie było innych problemów (dla autora!)?...
  3. Nie zrozumieliśmy się Zbyszku! Ja cały czas piszę o bocznym troku, jak wyżej BT. A jeśli chodzi o sandaczowe jigowanie, to ja łowię po tomaszowsku (by nie powiedzieć po jotesowsku). Gumę podrywam trzema szybkimi obrotami korby, ale kij też nieruchomo i czekam na to pstryknięcie, a czasem na podwójne. Zacinam również wszystko, co budzi moje podejrzenia, czyli branie z marszu np, gdy przynęta nagle zamiast opadać wciąż do dna, zatrzymuje się i robi się brzuch na żyłce. Warszawiacy łowią jeszcze inaczej i miałem przyjemność gościć tu u siebie na łodzi takiego łowcę z Pogawędek Wędkarskich (z resztą nie tylko jego jedynego). On używał takiego samego (dokładnie!) kija do sandaczowania, jak ja do BT (cw. 3-18 g). Łowił na kopyto nr 3 z główką 20 g. Zarzucał, a po opadnięciu przynęty na dno, podciągał ją tylko kijem, wlokąc gumę po dnie lub tylko nieznacznie odrywając ją na krótko z dna.
  4. Zanim uzyskasz odpowiedź napisz, jak zamierzasz na te dwa kije łowić? Czy jeden ma być postawiony na żywca, a drugim będziesz łowił na gumę? Bo wtedy będzie inna rada...
  5. Wczoraj też właśnie miałem 3 sandacze ciut powyżej wymiaru i 3 szczupaki "na oko" po 60 cm (jeden rocznik). Gorzej było z okoniem i z nimi szału nie było, miałem ich ok 10 szt 25-35 cm. Było też sporo brań takich, jakby się opędzały od przynęty. Wziął do pyska za koniec paprocha, ale zaciąć się nie dało. Albo czuć było pstryknięcia i figa. Pierwszy sandacz złowiony bodaj w trzecim rzucie od rozpoczęcia połowów. Miło mnie zaskoczył, bo wziął na 3 cm paproszka motorowego (motor oil) z żółtym brokatem. Potem reszta ryb padła na kopytko Relaksa 3 cm motorowy z grubym żółtym brokatem. Łowiłem na 8 - 9 m, na mulistym dnie z dużą ilością racicznicy. Łowię na wleczonego z krótkimi przerwami - dwa wolne obroty i przerwa, dwa obroty itd. Trzeba się wczuć w tempo - po pierwszym braniu wszystko wiadomo. Tutaj najulubieńszym kolorem sandaczowym - ulubionym przez nie! - jest podbite oko z niebieskim brokatem, 5 cm twisterek. Wczoraj jednak ku mojemu zdumieniu omijały go. Szczupaki z chwilą nadejścia przymrozków już sporadycznie ucinają przynętę. Zacięte są zazwyczaj za wargę, albo w nożyczkach. Tak zacięty nie ma szans i tak właśnie było już wczoraj. A wczoraj dawało ognia, oj dawało! Nie dość, że mrozek -6 przez cały dzień, to jeszcze wiało jak w Wawie na zachodnim. Ot i tyle! Aha Ozecie, poszedłem za radą i kupiłem sobie nowiutki, cieplutki i porządny szalik. A właściwie szalokominiarkę duńskiej armii, wełna, anilana i elana. Karczycho było dobrze chronione. Ps: Dwa obroty i przerwa, dwa...Kijek cały czas nieruchomo i nisko, obserwuję z uwagą szczytówkę. Nie ma brań takich, że przywali nagle! Szczytówka tylko nieznacznie głębiej się ugina i nie czuć żadnego życia na drugim końcu zestawu. Wtedy już nie robię przerw, tylko lekko przyspieszam zwijanie żyłki. Zacinam dopiero, gdy poczuję rybę wyraźnie na kiju. Wcześniejsze zacięcie zawsze - ZAWSZE - jest puste. Tak biorą i okonie i sandacze i szczupaki. Tylko drobny okonek pyrga w przynętę i to czuć. Po zacięciu dopiero się okazuje, czego należy się spodziewać w podbieraku.
  6. Ochrzczony dzisiaj i to solidnie. Pod sandaczami i szczupakami na BT pięknie przechodzi w parabolę. Pod okoniami (25-35 cm) pełna finezja holu (tu miał jeszcze zapas mocy). I bez łaski jaśniepana serwisanta - poradziłem sobie bez niego.
  7. Testy "robione" są za kasę i na zamówienie hurtowni, sklepów, etc, więc muszą być pozytywne. Poczytaj lepiej wg jakiego projektu i kto jest producentem tego kołowrotka - właśnie Ryobi. A skoro tak, to ja bym jednak osobiście wolał wybrać oryginał, czyli ten, na którym jest wzorowany. W wyborze takiego sprzętu ważniejsze są opinie użytkowników, pisane spontanicznie, a nie na zamówienie. Odnośnie np Zaubera znajdziesz całe mnóstwo opinii i co ważniejsze, nie ma nigdzie negatywnych. A gdy już zagłębisz się w taką lekturę, to nie wierz w szumiącą rolkę kabłąka. Ten "feler" zlikwidowano. Ja kupiłem go w tym roku i nie słyszałem by szumiała. Zbyszek, pomyliłeś dwa różne Zaubery, a bierzesz pod uwagę serię CF (nowy Zauber). Ta oferta z pewnością dotyczy FD, czyli starego modelu, ale moim zdaniem lepszego, gdyż calutki jest metalowy. W CF jest carbonowy rotor i jak dla mnie to go dyskwalifikuje.
  8. Hmm! Ja wybrałbym jednak Shimano, bo właśnie taki ciężar wyrzutu preferuję na szczupaka.
  9. Zasadnicze pytanie, do jakich połowów ma służyć Ci ta wędka? Na jakie ryby się nastawiasz i na jakiej wodzie, płynąca, czy stojąca? Z brzegu, czy z łodzi? No i jakie przynęty będziesz stosował? Dopiero na podstawie takich informacji, można się pokusić o radę.
  10. To nie była uczciwa propozycja, to było zwykłe chamskie zbycie klienta! Porównując te dwie długości, to dzień, a noc. Podczas, gdy ten 2,40 m, to delikatny kijek do finezyjnych połowów, tak 2,70 m, to zwykła łupa, niemająca nic wspólnego z finezją. Blank począwszy od rękojeści, jest gruby, że aż ordynarny. Jedynie wyglądem przypomina wersję 2,40 m. Okazuje się, że nie tyle nie ma do niego elementów na wymianę, bo kij nie jest stary. To po prostu w serwisie Kongera tak zbywają sprawy. Nie chciało się próżniakowi sprowadzić dla mnie górnego elementu i nie jestem ponoć jedynym klientem niezadowolonym z tego serwisu. Dla serwisu nie godzien byłem ich uwagi, dupę na mnie wypieli? To mam ich gdzieś - zamówiłem już Dragona. A pozytywną opinię/recenzję ich wyrobu, do kosza wyrzucam i również się na nich wypinam. Jak dla mnie, to daję Kongerowi czerwoną kartkę i wykreślam go z mojej listy życzeń - nigdy więcej Kongera! Amen!
  11. Może to Ci coś podpowie: Klik Albo to
  12. Cenna uwaga i tak też zrobię. By nie okazało się, jak w tym reklamowanym, że ma jakieś dziwne ugięcie tam, gdzie ciężar powinien się rozchodzić równomiernie. Dzięki!
  13. W kwestii serwisowania mojego kijka jest tak: Niestety serwis nie posiada już górnego elementu na wymianę i w związku z tym zaproponowano mi bardzo uczciwe (moim zdaniem!) rozwiązanie. Mianowicie wymianę na dłuższy model (2,70 m) lub zwrot kasy. Ponieważ ten konkretny kijek bardzo mi podpasował, a nie wiem, jaki jest ten dłuższy. Zdecydowałem, że obejrzę go i pomacam, a dopiero zdecyduję. We wtorek po południu oględziny.
  14. Na Sulejowskim się nie sprawdził. Próbowałem go stosować w latach osiemdziesiątych i figa z makiem. Przypomniałem sobie. Lepiej spisywał mi się korzeń arcydzięgiela. Wyraźnie zwiększała się ilość i częstotliwość brań. A stosowałem go głównie z myślą o leszczu.
  15. No faktycznie i wystarczyło przeczytać ze zrozumieniem. Gapa ze mnie.
  16. Pewnie masz w domu coś z magnesem? Przytknij i zobacz, czy magnes się "klei" do tego. Do kwasówki nie ma prawa się kleić. Druga sprawa, ciężar. Kwasówka jest ciężka. Aluminium też nie przyciąga magnesu, ale jest zdecydowanie lżejsze.
  17. Pięknie Ci idzie Kuba, ale ja mam prośbę, byś jeszcze napisał konkretnie o wymogach sprzętowych. Tzn. wymiary wymagane dla siatki, bo tylko się domyślam. Czy są jakieś wymogi odnośnie platformy, kombajnu i czy tu też obowiązują jakieś konkretne wymiary? Dopuszczalna ilość wędek do różnych metod, czy są jakieś ograniczenia? Czy na każdym łowisku ("polu bitwy") można zastosować dowolną metodę, czyli wybrać np: odległościówkę, bat, tyczka, bolonka? Jakie robactwo jest dopuszczane, jako przynęta i do zanęty? O! I czy np na ciasto można łowić? Więcej nie przychodzi mi na razie do głowy, ale może koledzy też zasypią Cię pytaniami? Bardzo ciekawy temat!
  18. Jeśli te opinie dotyczą też czasu trwania takiego serwisowania, to już nie wiem, co o tym pomyśleć. Mam nadzieję, że jeszcze połowię w tym roku na ten kijek, bo mi podpasował. A na dodatek nakupiłem ciężarków 9 g do niego i tylko mi teraz zawadzają. Do innych Kongerów i Mikadło stosuję 14 g, ale wszystkie "klamoty" wożę razem spakowane. Samych ciężarków o różnej gramaturze mam pół saszetki, którą przeznaczyłem specjalnie na nie. A robię tak, bo w saszetce szybciej robią się czarne, a nie takie, jak zaraz po zakupieniu, że świecą się jak kurze jajko po lewej stronie. Mam nadzieję, że w tym tyg odbiorę go z naprawy.
  19. Do sprzedawcy nie mogę i nie mam prawa mieć zastrzeżeń - to mój zaprzyjaźniony sprzedawca i szanujemy się wzajemnie. Tłumaczył mi, jaka jest droga reklamowanego towaru i wygląda to tak: sklep przyjmuje i niezwłocznie w najbliższym terminie przekazuje hurtownikowi, który jeździ po całym naszym województwie z towarem do sklepów. U nas w mieście jest raz na dwa tyg. Ten z kolei przekazuje towar do wielkiej hurtowni, w której on sam się zaopatruje. Dopiero ten wielki hurtownik przekazuje całą partię do serwisu, bo pojedynczych sztuk mu się nie opłaca z powodu kosztów wysyłki. I podobnie wygląda powrót sprzętu z serwisu. Cała partia do wielkiej hurtowni i rozprowadzana jest po tych mniejszych hurtownikach, a następnie do sklepów. To w przypadku kongera i nie podoba mi się to, ale do sprzedawcy nie mogę mieć pretensji. Inaczej jest z Dragonem, u którego reklamowałem kijek zakupiony w innym zaprzyjaźnionym sklepie. Tam kolega obiecał mi, że w ciągu dwóch tyg będę miał kijek do odbioru. I tak było! A nawet ciutkę krócej, bo ok 1,5 tyg i kijek wrócił z nową szczytówką. I co warto zaznaczyć, Dragon wymienił mi szczytówkę w ramach gwarancji, choć wina była ewidentnie po mojej stronie. Nie wnikali jednak w szczegóły, tylko od razu dali nową. Tu serwis stawiam na najwyższej pozycji. Ba! Uważam, że to jest ekspres serwis. Najciekawszy przypadek miałem jednak z reklamacją kołowrotka TICA. Zaniosłem do sklepu z reklamacją, a sprzedawca mówi mi, że to nie jego sprawa. Stwierdził, że on tylko sprzedaje, a nie zajmuje się serwisowaniem i naprawami gwarancyjnymi. Nie przyjął kołowrotka! Rozsierdził mnie! Rozsierdził tak bardzo, że natychmiast załatwiłem mu trzepanie sklepu przez PIH z Łodzi (wojewódzki) i opisałem sprawę w lokalnej gazecie. Facet tak zmiękł, że pismem zaprosił mnie z kołowrotkiem do sklepu i zajął się dopiero naprawą gwarancyjną. Od tej pory już tak nie postępuje. Z chamstwem sprzedawcy można sobie poradzić, ale z niemocą już nie bardzo. Muszę być cierpliwy, bo przecież koledze koło pióra robić nie będę.
  20. Nadal czekam na powrót z serwisu. A najgorsze, że wszyscy robią Ci łachę. Z tygodniowym poślizgiem odesłany do naprawy, bo akurat wtedy przyjechał hurtownik, od którego był wzięty, Co tydzień jestem w sklepie i jeszcze nie wrócił. Ponoć do 1 mies ma to trwać. Mam nadzieję jeszcze w tym roku na niego połowić.
  21. Tak, to tylko może tak wyglądać, ale i mnie pozytywnie zaskoczyli. Rozbierając, byłem przygotowany na teflon, a tu masz - eleganckie łożysko. Zresztą, kiedyś kupiłem Mistrala Amundsona z dolnej półki i on też miał/ma łożysko. W Mistralu jednak było kiepskiej jakości, bo po sezonie gwizdało jak diabli i musiałem zrobić mu podmianę z innego kołowrotka, który był już w odstawce. Mam nadzieję, że w Ryobi dali dobrej jakości.
  22. W Ryobi można taką obawę wykluczyć. Firma nie pozwala sobie na puszczanie takich baboli na rynek. W moim, tańszym modelu, rolka jest na łożysku - dzisiaj smarowałem na wszelki wypadek przed jutrzejszym wypłynięciem. I choć nie zachodziła taka konieczność, zaaplikowałem kilka kropelek oleju wazelinowego. Solidna firma!
  23. Ale najwidoczniej nic tak nie dociera do świadomości faceta, jak delikatne i subtelne słowa kobiety. A zwłaszcza w tematach zdominowanych przez facetów. Niech zatem kobieta wyjaśni, jak należy odróżnić, uzbroić, trzymać i obsługiwać... bata (i "macza" również). Delikatnie zwracam więc uwagę...
  24. Hihi! Masz anielską cierpliwość. Mnie by szlag jaśnisty trafił przy ich wiązaniu. Przeca one są tak malutkie, że nie ma co w palce wziąć. I dlatego kupuję gotowe folgi/przypony.
  25. Czyli, że stosujesz jeszcze inny węzeł, klinczowy. Też dobry! W programach wędkarskich zza oceanu, jest powszechnie stosowany ten węzeł. W zasadzie innego rozwiązania u nich nie widziałem. Węzeł Klinczowy Ja swego czasu przez krótki okres stosowałem też Polomar, ale wróciłem do poprzedniego ze względu na czas wiązania, stopień skomplikowania i też z powodu oczu i niezgrabnych już paluchów.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...