Skocz do zawartości

okno

Zespół AS
  • Postów

    646
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez okno

  1. Z albumu: Okno

    a teraz na morzu
  2. Witam "Tak więc Panowie- Gdzie popełniłem błąd?" W sposobie myślenia - jedziesz na ryby a nie po ryby. Za bardzo chciałeś - wyluzuj się Pozdrawiam Jan
  3. Za tydzień Ostry a za dwa Marinero
  4. Witam Jakoś długo nie mogłem wytrzymać bez kołysania na falach Bałtyku i w poniedziałek 14 maja melduje się we Władysławowie przed świtem. Tym razem zabieram ze sobą córkę która jeszcze nie łowiła dorszy w Bałtyku a wędkowała ze mną na jeziorach łowiąc szczupaki. Świt zastaje nas w porcie a słońce wychyla się za horyzontu Tym razem wybrałem jednostkę m/y Nautic O godzinie 7 wypływamy zostawiając brzeg za sobą który powoli znika w oddali. Jednostka szybka więc dzielnie parła do przodu zostawiając za sobą spienione fale. Po 1,5 godzinie docieramy na pierwsze łowisko, sygnał, pilkiery do wody i się zaczęło łowienie. Córki pilkier opadł na dno pierwsze poderwanie i dorsz zacięty. Kij wygięty a córka dzielnie walczy aby go wydostć z głębin Bałtyku, no i wreście jest na powierzchni słusznych rozmiarów i wadze. Wziął na przywieszkę imitującą krewetkę. Dwa sygnały i dalej na następne łowisko. A że dorsze współpracowały z córkąi bardzo dobrze to i efekty było widać kaście. Głupawe miny stojących obok świadczyły kto tu umie łowić. Dublety i tryplety nie należały do rzadkości aż sam się dziwiłem jak ona daje radę je wyciągać. I tak z łowiska na łowisko pływaliśmy i łowiliśmy.Towarzyszyły nam inne jednostki na których było widać że dorsze dobrze współpracowały z wędkarzami. Słońce przeszło na zachodnią stronę oraz rączki bolały od wyciągania dorszy więc trzeba było obrać kierunek do portu. W porcie meldujemy się o godzinie 16, wypakowanie na nabrzeże, podziękowanie armatorowi P.Olkowi za rejs, i do domu. Nie da się opisać głupawych min łowiących obok córki których w ilości pobiła nawet czterokrotnie. Ubaw miałem po pachy a uśmiech od ucha do ucha. Nawet mnie przebiła prawie dwukrotnie. Na tym jednym rejsie nie koniec i ciekaw jestem jak jej pójdzie za dwa tygodnie na jednostce Ostry. cdn.......
  5. czegoś się nauczę podpatrując innych

  6. Jakson to s.... Wiemy to, ale spokojnie;) Nikoś.
  7. Nie ważne ile razy bywasz w roku na morzu, jeśli kupisz chłam to ci się rozsypie za pierwszym razem, i co wtedy, wtedy będzie d.... i po łowieniu. Na morze to kołowrotki do super ciężkiej orki. Wybór należy do ciebie.
  8. Pomorski Przewodnik Wędkarski http://pomorskiprzewodnikwedkarski.pl/
  9. Nie żałuj na kołowrotek, nie będziesz miał kłopotów w czasie rejsu. Dla kołowrotka to ciężka orka. Pen Slamer w słusznym rozmiarze
  10. Już się wyleczyłem z Bornholmu

  11. Bornholm 26 i 27 kwietnia Wraz z Baloonem i Minusem zachciało nam się odwiedzić łowiska na Bornholmie i tak wieczorem w Kołobrzegu na jednostce PELIKAN zajmujemy miejsca na rufie, po czym lokujemy się w kajucie, wybierając sobie koje do spania. O 24 wypływamy z Kołobrzegu biorąc kurs na wyspę Bornholm.Ja rozlokowałem się wygodnie na koju i minąwszy główkę portu zasnełem. Po 5 godzinnym rejsie super śniadanie w mesie, no i łowy na wodach Bornholmu czas zacząć. Pierwsze dorsze lądują w kastach, takie jakieś czarne, ale pewnie że z małej głębokości bo z 15 m i z porośniętego dna. Trochę tych dorszy nawet sobie połowiliśmy i to przy porządnym kołysaniu jednostki - do stabilnych mimo swoich rozmiarów to ona nie należała. I tak z łowiska na łowisko kręciliśmy się w zasadzie koło brzegu, tak na głębokości 15 do 20 m. W miedzy czasie obiadek i kawki do oporu. Tak w zasadzie minął pierwszy dzień na łowiskach, i czas było zawijać do portu na wyspie do którego wpływaliśmy o 18. Zacumowaliśmy w spokojnym miejscu do nabrzeża przy samym miasteczku Nexo A że humory nam dopisywały wyruszyliśmy pooglądać okolicę. Po powrocie kolacyjka, trochę dyskusji i spać. Rano o 4 wypływamy z portu gdyż na łowisko mamy 2 godziny przelotu. Wschód słońca zastaje nas już na morzu niebo się przejaśnia i po śniadaniu zaczynamy łowić. Pierwszy napływ, głębokość 50 m jak w studni, drugi to samo, i kolejny, kolejny, kolejny.... aż tak do Kołobrzegu. Krew nas zalewała jak widzieliśmy jak szyper napływał na łowiska, aby jak najprędzej do Kołobrzegu. A my: "nie machaj wędą bo i tak nie będą" Co tu dużo opisywać, szyper po prostu miał nas głęboko gdzieś a jego umiejętności w znajdowaniu ławic na morzu równały się zeru. Nawet optymistyczny Bartek wyglądał jakoś głupio chociaż złowił dorszyka jak pilkiera.I w wisielczym nastroju wpływamy do portu. Po zacumowaniu rozglądałem się za armatorem ale się nie pojawił. Pewnie został uprzedzony przez załogę o naszym nie zadowoleniu któremu chciałem dać upust. Dopiero na drugi dzień w rozmowie z telefonicznej z armatorem po prostu na nim się wyżyłem. Szyper drugim dniem swojego lenistwa i ignorancją zrąbał nam całą wyprawę na Bornholm. I tu sprawdziło się przysłowie "cudze chwalicie, swego nie znacie" nie ma to jak we Władysławowie. Pozdrawiam Jan
  12. Witam Tym razem w piątek razem z Bartkiem Baloonem meldujemy się znowu we Władysławowie na szybkiej łodzi Marinero, i zajmujemy miejsce na rufie. Władysławowo przywitało nas padającą mżawką która wkrótce ustąpiła i niebo zaczynało się przejaśniać, ale na krótko. O godzinie 7 komplet ludzi z morską pasją w liczbie 9, zajmują miejsca na łodzi i wypływamy z portu pozostawiając ciche wody za sobą. Minęliśmy główkę portu a morze przywitało nas falami i wiatrem. Po minięciu toru wodnego zaczęła się jazda. Łódź chyba przystosowana do płynięcia w pionie, trzeba było dobrze się trzymać aby z niej nie wypaść do morza, no i te fale. Skakaliśmy jak żaby aż do pierwszego łowisko, do którego dopłynęliśmy po 2 godzinach szaleńczej jazdy cali i zdrowi, a o dziwo nie poobijani. Na łowiskach nie byliśmy sami bo w tym dniu wypłynęło chyba całe Władysławowo włącznie ze mną. Rybki na pierwszym łowisku nie specjalnie chciały z nami współpracować, ale po kilka sztuk i tak wylądowało w kastach. Na następnych łowiskach było trochę lepiej i kasty zaczęły się zapełniać dorszykami.Jedne większe jedne mniejsze rewelacji nie było. I tak z łowiska do łowiska. Rybki były rozproszone więc trzeba było ich szukać i szukaliśmy ich aż do 55 mil (około 100 km) od brzegu. Po około 8 godzinach bujania się na falach wszyscy już mieli dosyć tej huśtawki i czas było wracać do portu. I znowu zaczęła się jazda po falach. Po dwóch godzinach skakania z fali na falę cali i zdrowi wpłynęliśmy do portu. Wyprawa i połowy była udana mimo takiej jazdy na falach. Jeszcze takich połowów nie przeżyłem i dziwię się samemu sobie że nie nęciłem dorszy, albo jak kto woli nie składałem daniny neptunowi. Humory nam dopisały co w szczególności widać to po Bartku. O 19 pakowanie do samochodu i droga powrotna do domu. Nie mogąc usiedzieć spokojnie na tyłku, w niedziele zamelduje się na Marinero 2 i dalej będę leczyć morskiego zajoba. cdn...... Pozdrawiam ludzi opętanych pasją. Jan
  13. okno

    Radunia

    Lepsze to niż powódź
  14. Tylko 300 km, Daj znać kiedy masz ochotę, sprzęt się znajdzie.
  15. Witam dobre dusze morskie i nie tylko W sobotę przed świtem zameldowałem się we Władysławowie na kutrze Ostry. O godzinie 6 pełen skład i wypływamy. Pan Janek tym razem na dziobie. Mijamy główkę falochronu i zaczyna się jazda. Morze rozfalowane po wczorajszym wietrze - martwa fala. Ale to nic, bo jak zapowiadały prognozy miało się uspokoić. Im dalej od portu to większa fala, miejscami przelewało się przez sterówkę i chlapało tych na rufie. W między czasie śniadanko z kanapek z wątrubek dorsza i smalcem - pychota, nawsuwałem się ile mogłem. Jem sobie a tu pierwsza ofiara startuje aby oddać daninę neptunowi, po chwili druga i trzecia. Do końca rejsu jakoś blado im się patrzyło z twarzy i rejs mieli przekichany, nawet jednemu z nich udało się dorsza złowić. A mnie nie ruszało ku memu zadowoleniu. Po dwóch godzinach niezłej jazdy docieramy na pierwsze łowisko. Jestem na dziobie i oparty o koło ratunkowe, jedna noga przepleciona przez reling, druga szeroko rozstawiona i wyciągam pierwszą sztukę, nawet ładną. Później dalej na kolejne łowiska. Kasta powoli się zapełnia. Mineliśmy polską strefę i kontrola straży granicznej, na szczęście na kutrze obok. Z Ostrym pogadali sobie przed "szczekaczkę" i zostawili nas w spokoju. A kasta dalej się zapełniała przy skakaniu z fali na falę, ale humory dopisywały i jakoś dało się łowić. Rybki nie chciały z nami współpracować, z łowisk wyciągaliśmy pojedyncze sztuki więc szyper popłynął na wrak. Na wraku same straty i zero ryb więc obraliśmy kierunek na port. Morze zaczęło się uspokajać i wyjrzało słońce, zrobiło się nawet przyjemnie i przestało nas oblewać. Nawet dało się posiedzieć na pokładzie. Morze się uspokajało, ale za to mgła się pojawiła która towarzyszyła nam do samego portu. Podczas powrotu wyprawianie rybek przez bosmana oraz świetna zupa rybna ze świeżo złowionych dorszy - pychota, najadłem się do bólu. W porcie jesteśmy o 17, pakowanie do samochodu i jazda do domu ze świeżym mięskiem, nie dużo tego było, ale w sam raz i rozsądne sztuki. Teraz leczę poobijane kości, ale jazda była przednia, czegoś takiego jeszcze nie przeżyłem. Pozdrawiam wszystkich Jan
  16. To i ja moje życzenia wielkanocne wam wszystkim przesyłam, wszystkim uczestnikom tego przyjaznego forum, oraz szanownej administracji. Aby te święta przebiegły w radosnym nastroju, w przyjacielskim uśmiechu i miłej rodzinnej atmosferze. Pozdrawiam was wszystkich Jan
  17. Taki sam przypadek kiedyś miałem w porcie północnym jak rzucałem choinką sledziową, w powietrzu mewa capneła, pół pirsu pekało ze śmiechu. Ile trzeba się namęczyć aby takie ptaszysko na ziemie sprowadzić.
  18. A z kim my na morze będziemy jeździć, kto nam kuter załatwi jak nie ty
  19. A może tak dubeltówkę minus załatwisz i naboje z solą
  20. Ja sezonu nie kończę i nie rozpoczynam, on u mnie trwa cały rok.
  21. To należą ci się gratulację za porządne otwarcie sezonu.
  22. Gratulacje Paszczak, ładna trotka
×
×
  • Dodaj nową pozycję...