-
Postów
640 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Artykuły
Forum
Galeria
Kalendarz
Zawartość dodana przez okno
-
Witam Śledź jest na Górkach Zachodnich, duże ławice.
-
Witam I wreście nadszedł dzień wodowania, Oczywiście trzeba było ją ochrzcić Przepłynięcie na stanowisko i dalej na zatokę na łowy śledzika. Z wody spłyneliśmy dopiero o 21.
-
Witam No i długo nie wytrzymałem i w niedzielę jestem przed wschodem słońca w Władysławowie na jednostce Ostry. Słońce zaczęło wychylać się za horyzontu. O godzinie 6 wypływamy za główkę portu gdzie morze przywitało nas sporymi falami, jakieś było takie wyboiste i tak bujając się dopłyneliśmy na pierwsze łowisko spotykając po drodze Zawisze Czarnego Szyper zafundował nam łowienie dorszy na wraku gdzie można było wyciągnąć ładną sztukę Nawet mi się udało złowić całkiem dorodnego dorszyka, i na tym właściwie rejsik dla mnie się skończył po prostu złamało mnie jak gałązkę i padłem w kajucie nie żywy ...................... Pozdrawiam Jan
-
No i nastąpiły dalsze zmiany. Prace poszły naprzód, szyby wklejone, sufit zaolejowany i kabina raz polakierowana Teraz zostało już wykończenie bo śledzik tuż tuż
-
Witam W niedzielę wreście wybrałem się połowić dorszyka no i wypróbować nowego kija zrobionego specjalnie na Zatokę Gdańską. Tym razem popłynełem Iwanem Rano -9 C, my ubrani jak na Syberię, kuter ośnieżony, ale to nie przeszkadzało w wyleczeniu zajoba także przez innych na innych jednostkach. Za sterem Artur czyli Gufi też przygotował swój sprzęt bo to też wędkarz i lubi sobie połowić. Zwarci i gotowi o 7 wypływamy kierując się na łowiska. Morze nawet nie było tak wyboiste i nami nie bujało, dobrze się płyneło. Razem z nami inne jednostki też próbowały namierzyć dorszyki I tak namierzaliśmy, namierzaliśmy aż do Helu, a dorszyki wcale nie były skore do współpracy. Ale za to pogoda zrobiła się wiosenna i było całkiem przyjemnie. Popływałem sobie, zrelaksowałem się, wyleczyłem zajoba no i wypróbowałem nowego kija zrobionego specjalnie do połowów na zatoce, a jeszcze nawet dorszyki złowiłem, te które chciały ze mną współpracować. Tak ogólnie wypadzik jak zwykle udany, mogły by lepiej te dorszyki brać ale no cóż ryba jak ryba swoje chimery ma. Pozdrawiam Jan
-
samorobny uchwyt do wedki na łódż
okno odpowiedział calvuss wna temat w Warsztat wędkarski-naprawa, majsterkowanie.
Mnie to też czeka, bedę cos myślał z nierdzewki -
Jak trafiłem do pracowni wędek. Łowiąc ponad 40 lat rybki metodą bacika i trochę gruntową postanowiłem spróbować metody spinningowej. Trochę z lenistwa i z faktu zakupu łódki. Upatrzyłem sobie jezioro Czarne Północne i udałem się do ZO po zezwolenie a po sprzęt do sklepu wędkarskiego znajdującego się w tym samym budynku. Nie znając się jeszcze na sprzęcie zdałem się na fachowość i doradztwo obsługi sklepu. Kupiłem sobie dwa kije spinningowe, jeden do łowienia okoni a drugi na szczupaka jakieś tam firmy - nie ważne, oraz dwa kołowrotki, trochę przynęt i co tam było jeszcze potrzebne, aby można było pospinningować. Jak mnie zapewniali sprzęt miał być super. Wydałem około 2 000 tyś, ale to nic znając naszego zajoba, którego nie da się wyleczyć, no i wiadomo, że dobry sprzęt kosztuje. Doczekawszy się soboty pędziłem na wybrane jezioro, aby zacząć, wreście łowić nową metodą. Wypłynąłem sobie łódką na jezioro uzbrojony w nowy sprzęt zacząłem sobie rzucać z nadzieją, że upoluje oczywiście od razu życiówkę. I tu zaczęły się schody. Ni jak było trafić przynętami tam gdzie chciałem, kij zachowywał się jak bym machał koniowi nad uchem batem, do tego na kołowrotku porobiły się splątania a moje nerwy zaczęły mi dogryzać. Po paru próbach spinning na szczupaki wylądował w trzcinach. Wziąłem się za łowienie okoni, a tu powtórka z rozrywki, po paru z plątaninach i złowienia z okolicznego drzewa gałęzi drugi spinning wylądował w trzcinach. No przecież przyjechałem nad jezioro wypocząć i się zrelaksować a nie walczyć ze sprzętem. Wydając nie małe pieniądze poszedłem po rozum do głowy, iż za tą kasę to ja mogę mieć sprzęt niestresujący, którym nie muszę zatruwać środowiska. Nauczony doświadczeniem przez „fachowe doradztwo” obsługi sklepu trafiłem do pracowni, aby „uszyć sobie kija na miarę”. Tu zapoznałem Łukasza Masiaka, który pokazał mi pracownie gdzie i z czego wykonuje się kije „szyte na miarę”. Tu dopiero trafiłem na prawdziwego pasjonata wędkarstwa. Jak że jego doradztwo różniło się od tego ze sklepu, po prostu przepaść. A że człowiekowi temu nie zależy jak w sklepie na sprzedaży kija, z którego bym był niezadowolony, więc nasza rozmowa o kiju zaczęła się od mnóstwa pytań, na jaką rybę, jaka metoda łowienia, na jaką wodę, jakie przynęty, waga przynęt, wielkość kołowrotka aż zgłupieć można, no i zgłupiałem i sam już nie wiedziałem, czego właściwie ja chcę. Poszedłem do pracowni z zamiarem zakupu kija do połowu szczupaka, ale okazało się, że to nie sklep i nie jest to takie proste. Łukasz za pewne widząc moją głupawą minę zaczął od pokazywania mi blanków z których było co wybierać. Jedno składy, dzielone, szybkość reakcji, charakterystyka pracy, waga blanku oraz na zasobność kieszeni. Po ilości tam machania, macania, próby wyginania, badania mocy itp. jakoś udało się wybrać podstawę przyszłego spinningu, czyli blanku. Ale to dopiero podstawa, teraz przyszła kolej na rękojeść i materiały z którego są wykonywane, tu dopiero można zgłupieć co tu można wybrać. Korki z których wykonywane są rękojeści to najwyższa jakoś, w tej pracowni nie ma pojęcia szpachlowania. Korków od wyboru do koloru. Ja na pierwszego kija wybrałem taką. O uchwytach kołowrotków już nie wspomnę – po prostu wybór. Teraz przyszła kolej na przelotki, i znowu wybór, jakieś tytany, siki, i jeszcze inne, jest ich cała masa po prostu na każdą kieszeń, poukładane w pudełkach na ścianie. Na początku w życiu nie potrafiłem ich rozróżnić, ale wystarczyło wziąć do ręki przelotkę tytanową i inną aby wyczuć ich wagę i wykonanie. Później przyszła kolej na kolor nici do omotek, i znowu wybór, zgłupieć już można było od tego wyboru, i do tego jakieś kolorowe wstawki, złote, srebrne, czerwone i co człowiek może tylko wymyślić. Specjalne stanowisko do owijania, lakierowania i suszenia, Wybór, wybór i jeszcze raz wybór oraz jakość, jakość i jeszcze raz jakość aż do perfekcji to cechuje tą pracownię. Oczywiście nie można tego wszystkiego ogarnąć w jeden dzień, i zaglądałem do pracowni wiele razy patrząc jak powstaje mój pierwszy kij. Skąd Łukasz miał tyle cierpliwości do mnie to wówczas nie wiedziałem, teraz wiem - to po prostu pasjonat z dużą wiedzą i doświadczeniem. Mój pierwszy kij który wykonał to jerkówka na blanku phenixa, którą to mogłem miotać przynętami do 80 gr. i świetnie sprawdził się na zatoce Gdańskiej przy połowie dorszy, na który wieszałem przynęty 150 gr. i dawał radę gdyż te blanki mają duży zapas mocy i można nim wyczuć każde branie mimo przeciążenia. I tak właściwie się zaczęło spotkanie z Łukaszem Masiakiem, później przyszła kolej na następne kije między innymi na super lekki 0,5 – 6 gr, oczywiście na blanku phenixa uzbrojony w przelotki tytanowe, jedyny w swoim rodzaju do połowów okoni i wzdręg na przynęty 1 gr. Ale dawał radę też szczupakom, takim 80+ i 70+ Później powstawały kolejne kije, między innymi taki do połowów na mikro jigi, na przynęty gumowe typu kopytka, Wszystkie oparte na blankach phenixa. W końcu korzystając z doświadczenia i podpowiedzi mistrza Łukasza sam zacząłem robić sobie kije, których kilka wykonałem na samodzielnie zrobionym oprzyrządowaniu, ale to temat na dalszy artykuł który powstaje. Wspomnę jeszcze, że Łukasz sam projektuje blanki przeznaczone na nasze wody i warunkach panujących w nich. Do połowów rodzimych ryb zarówno w rzekach, jeziorach i na morzu. Potrafi wykonać z pełną perfekcją kij na każdą rybę i wodę zarówno u nas i na świecie, po prostu kij „szyty na miarę”. Warto zajrzeć do jego pracowni i osobiście przekonać się, co warte są kije wykonane przez niego. Pracownia znajduje się w Gdańsku. Jest to człowiek z wielką cierpliwością i zaangażowaniem w to co robi, no i sam łowi ryby. Pozdrawiam Jan
-
PENN SLAMMER 560 solidna maszynka na morze z łożyskami w rolce kabłąka, sam używam. A co do kija to na seryjnych się nie znam.
-
Mam zaklepane miejsce w Górkach Zachodnich no i mam blisko.
-
Na początku maja to już łódkę będę miał na wodzie, jak będziesz miał chęci na zatokę daj znać.
-
Następny wypad 23 marca łódź Marinero II z Władysławowa. Jak ktoś ma chęć mogę zabrać.
-
Witam Dach zakryty a prezentuje się tak. Teraz podsufitka, chyba ze sztucznej skóry była by odpowiednia, z przodu poliwęglan, całość zalaminowana i będzie git. Pozdrawiam Jan
-
Ja u niego mam zawsze miejsce
-
Walne Zebranie w kołach PZW
okno odpowiedział Artur z Kętrzyna wna temat w PZW - Polski Związek Wędkarski.
Może ci się Marcin uda -
Witam W niedziele wybrałem się wreżcie na dorszyka do Władysławowa. O 6 wypływamy na jednostce Ostry, za sterem sam Adam który później oddaje ster nowemu kapitanowi Jackowi. Który to przejęty rolą pilnie śledził urządzenia nawigacyjne. Dorszyk w tym czasie daleko od brzegu to i dwie godziny płynięcia spędzam pod podkładem na śniadanku, rozmowie z uczestnikami i drzemce. Docieramy wreście na pierwsze łowisko na 60 metrów. Są już tam dwa Marinera i jeszcze inne jednostki. Trochę połowiliśmy bolków oraz jednemu udało się wyciągnąć, nawet w słusznym rozmiarze. Następnie Adam zawozi nas jak mówił na jego hodowlę. Hodowla to przedszkole i przez dwie godziny dryfu wyciągamy z 70 m same bolki. Ryby, ryby i jeszcze raz ryby aż do znudzenia i bólu pleców. Gdy zestaw opadł na dno, dwa ruchy i dorszyk siedział na haku, a że nie chciało się wyciągać pojedynczych sztuk to chwila oczekiwania i zapinał się następny, tak więc dublety i tryplety nie należały do rzadkości. Tak więc czy ktoś machał wędą czy na leniucha to i tak nałowił. Leszek miał pełne ręce roboty z wyprawianiem ryb. Kolor czerwony pilkiera czy przywieszki okazał się trafny w dziesiątkę, brały raz na pilkiery, raz na przywieszki jak im się chciało. Nałowił każdy, a ile ? napiszę tylko że duuuuużo. Pozdrawiam Jan
-
Nie znam, ale wiosną poznam. Musimy się razem styknąć
-
Witam 6 X 2 metry z silnikiem stacjonarnym diesla
-
Witam Od kupna łodzi trochę się zmieniło. Na początku trzeba było wykanać nową deskę rozdzielczą, aby było można podłączyć całe sterowanie instalacją elektryczną na którą zostało zużyte 120 m przewodu. zamocowaliśmy kosz dziobowy aby ktoś przez pomyłkę nam nie wypadł do wody, a teraz zabraliśmy się za wykonanie sztywnego dachu. Na początku powstał aluminiowy stelaż, na który to umocujemy laminat, po czym całość zalaminujemy aby połączyć się z istniejącą kabiną. Na razie to tyle, powoli ale do przodu. Pozdrawiam
-
FishingWithAce-Echosonda Lowrance Mark-5x - tes
okno odpowiedział FishingWithAce wna temat w Testy sprzętu wędkarskiego
Witam Może ktoś wypowie się na temat tej sondy, albo ma z nią do czynienia. Noszę się z zamiarem zakupu jej. FishFinder 597ci HD DI combo Pozdrawiam Jan -
Witam A co powiesz o baciku Shimano Aspire TE
-
Witam Calvuss ja spiniguje z łódki, znamy się, widzę że tu trafiłeś Jan
-
A po co on to napisał - bez sensu
-
Dorsze - z kutra, łodzi, z brzegu .... byle na wędkę :D
okno odpowiedział okno wna temat w Wędkarstwo morskie
Witam dziś 18-11 Ja, Minus i jego kolega, Baloonstyle oraz Tirit ze swoim bratem wybraliśmy się połowić dorszyka na zatoce. O 7 pakujemy się na rufę jednostki Komandor, i zabieramy się do uzbrajania zestawów. Duża i szybka była jednostka desantowa posiadająca obszerną messe pod pokładem wraz z czystą toaletą. O 7 15 wypływamy na zatokę która wita nas wiatrem i falami co dla tej jednostki nie stanowi to problemu. Dzielnie bez nadmiernego bujania i w krótkim czasie zatrzymujemy się na pierwszym łowisku na 20 m i tu mamy zaskoczenie, pilkiery 120 gr trzeba było zamienić na 200 gr, 250gr gdyż silny dryf nie pozwolił nam łowić i towarzyszył nam przez cały dzień. Podłubaliśmy trochę dorszyków na tej głębokości które brały na złom i przywieszki wszelakiej maści. Trafiały się nawet dublety, pokręciliśmy się około 2 godz i popłynęliśmy na 30 m gdzie dalej była dłubanina dorsza i śledzia. I tak w zasadzie z łowiska na łowisko co dla nie których przeloty okazały się nużące, i ucięli sobie drzemkę Humory nam dopisywały, gdyż towarzystwo było doborowe pełne humoru i optymizmu, i postanowiliśmy nagrodzić największego optymistę wieńcem z koła ratunkowego Tak miło sobie spędziliśmy czas aż do wieczora śmiejąc się, opowiadając kawały, łowiąc dorsze a ile to już nie było ważne, każdy coś tam nadłubał. Dorsz jak to dorsz swoje chimery ma. Obsługa jednostki woziła nas z łowiska na łowisko serwując śniadanie z kawką, herbatą, objadzik i miłą obsługę. Jednostka stabilna na takie warunki i warta polecenia. W porcie byliśmy o zmroku, zapakowanie do samochodów i do domów. Pozdrawiam Jan
