-
Postów
640 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Artykuły
Forum
Galeria
Kalendarz
Zawartość dodana przez okno
-
Witam Śledź dotarł już do mostu w Sobieszewie, a jest to woda PZW więc obowiązuje regulamin PZW i są kontrole. Wywietrzyli interes że można jeszcze obłupić wędkarzy i walą mandaty po stówie. Szkoda że nie są tak gorliwi wobec "paszowców" i na innych wodach. Pozdrawiam Jan
-
Witam No i znowu we Władku wylądowałem w niedzielę 23 na jednostce Ostry, w towarzystwie wyśmienitym. Jeden nowicjusz nie jaki Calvuss co ma na imię Piotr a pochodzący z ziem krzyżackich czyli Malborka i do tego wielce szczęśliwy że miał zasztyt w tak doborowym towarzystwie się znaleźć, Razem była ich trójka, w tym jeszcze jeden szczęśliwiec Styk z imienia Tomek i jego kolega, Na dziobie usadowił się kolega Sławek z rodziną oraz Gofer, Tak więc była nas cała farajna z portalu z Wodzem na czele. Zwiedziłem sobie jak zwykle port, no i w komplecie o 6 wypływamy. Spokojne morze więc tak sobie płyniemy 2 godzinki na pierwsze łowisko. W między czasie śniadanko, kawka, herbatka a za sterem Wódz Ostry z pesymistycznym nastawieniem. No i dopłynęliśmy na jakąś rozległą górkę na głębokości 65 m. Dobra górka bo zasobna w dorszyki które zaczęły lądować na pokładzie. Pierwszy dorszyk wyciągnięty na pokład przez nowicjusza Calvussa służy do chrztu na wędkarza morskiego dokonany przez Wodza tej jednostki. Aby tradycji stała się zadość Piotr dostał ogonem po lądowej twarzy która od tej chwili stała się też morską. Kije wyginały się bo co raz do naszych wind doczepiał się kolejny dorsz. Dobrze szło nowicjuszowi w tej pierwszej wyprawie i nie tylko jemu. Tomek z ciekawością zaglądał rybką pod ogon - dorsz czy dorszyca, bolek czy breloczek bo i takie się trafiały no i z powrotem aby przyprowadziły dziadka. Do tego wpadł na pomysł rodem z połowów szuwarowo - błotnych, który przyniósł taki efekt że wyłowił dwie flądry na raz. Ja na relaksie a Piotrowi opadły ręce gdy uczepił mu się breloczek. Łowisko dobre więc nie byliśmy sami, wielkość nie rozpieszczała, około wymiarowe ale też dużo których nawet nie można było nazwać bolkami tak na pierwszym łowisku jak i na następnych. Głębokość 65 do 75 m modne w tym dniu kolory to czerwień, niebieski a ja miałem efekty na wykonane przez Jacka - Okonhel, łowne okazały się. Tak łowiliśmy sobie do 14 bo i po co dłużej jak rączki już bolały od wyciągania windy z dorszykami a i ilość była słuszna więc Adam dał sygnał do powrotu i o 16 zameldowaliśmy się w porcie. Do samochodu i kierunek dom. To by było na tyle z kolejnej wyprawy na morze. Pozdrawiam Jan
-
I nie morze być bo nas na wodzie nie ma, łódka dalej w dziupli, ale już nie długo
-
Witam W tym roku Piotrek na siłę cię zaciągnę na zatokę.
-
Witam W środę po długim poście (jak ja to wytrzymałem to sam nie wiem) jestem wreście we Władku na gościnnej jednostce Ostry, wraz z kolegami - Minusem Jarkiem Slawito Sławkiem. Za sterem "uśmiechnięta" twarz Adama O 6 30 wypływamy na spokojne morze po którym sobie płyniemy przez 1,5 godz na pierwsze łowisko a w miedzy czasie życzliwy pomocnik Kapsel serwuje nam śniadanko ze świetnym smalcem i ogórkiem a do tego kawka lub herbatka. Jarek miał dylemat, co tu dziś na koniec windy założyć, na co dorszyki dziś się skuszą, kombinował, kombinował i wykombinował zestaw "niemiecki" jak On to nazwał, trok za pilkierem z twisterem wleczonym po dnie. Sprawdził się w tym dniu w 100% z modnym kolorem białym. Ostry wywąchał dobre miejsca więc windowaliśmy dorszyki na pokład. Wędy wyginały się a rączki bolały od wyciągania z 75 m rybek Na rufie i na dziobie a w czasie zmiany łowiska odpoczynek. Nawet Adam wziął się z wielkim skupieniem za łowienie. Dorszyków nałowiliśmy wystarczającą ilość, więc Bosman Kapsel miał co robić aby je nam wyprawić i zwołać wszędobylskie mewy. Pogoda super, morze spokojne, rybki gryzły przeważnie na przywieszki w modnym w tym dniu kolorze białym więc już nic więcej nam w tym dniu do szczęścia nie było potrzebne. Z bananami na ustach o 17 jesteśmy w porcie. Adam jak Adam swoje miejsca na morzu zna i na rybki nas swoją jednostką obwoził z pełnym kateringiem. Pozdrawiam Jan
-
Tylko pogratulować.A kiedy my ruszymy ?
-
Witam Po długiej przerwie wreście wypad na zatokę na Gretę B połowić dorszyki. Wypływamy o 6 30, za sterem Grzesiek który sam nie wiedział gdzie płynąć po miesięcznej przerwie. Godzinka jazdy i jesteśmy na językach. Dwie próby złowienia dorszyka mimo zapisów kończą się fiaskiem. Grześ jak to Grześ stary wyga zatokowy i jego czujny nos poprowadził bardziej na wschód na spad 44 m i strzał w dziesiątkę. Dubleciki jeden za drugim aż miło było wyciągać. Mocny dryf nie pozwalał na długi dryf więc powtórka napłynięcia i znowu zestaw na dnie dwa ruchy i windowanie do góry, osiem napłynięć i za każdym razem kije wygięte. Po dziewiątym napłynięciu dorsze miały nas dosyć i trzeba było ruszać ich dalej szukać, no i szukaliśmy to tu to tam taka przyjemna dłubanina gdyż co rusz dorszyki lądowały na pokładzie to na dziobie to na rufie coś się działo. Widać że dorszyk zagościł na Zatoce bo i pełno rozstawionych sieci rybackich, praktycznie cała zatoka pokryta siatami od wschody do zachodu od 27 m do 60 m. Połowiliśmy sobie a nos Grześka nie zawiódł. Połowili też i na Iwanie który pływał z nami. W marinie meldujemy się o 16 i do domu z bananami na twarzy. Każdy połowił, jeden więcej jeden mniej tak w sam raz, a wielkości takie jak na zatokę przystało, czasem trafił się breloczek ale raczej wymiarowe czepiały się przeważnie na przywieszki. Pozdrawiam Jan
-
Najważniejszy dla wędkarzy jest zdrowy rozsądek.
-
Pomarzyć można i to z uśmiechem na ustach
-
Witam "To na jesieni trzeba będzie się zebrać i nad otwarte morze wyskoczyć". Ciebie Daniel nawet na plaży choroba morska dopadnie.
-
No przecież taniej by cię wyszedł 12 V.
-
Nic nie zaoszczędzisz ale stracisz, nie zapomnij jeszcze o oprawce. Najlepsze wyjście z tej pazerności to zmontuj to z powrotem a ja odkupię ją od ciebie, przyda mi się w garażu. Pozdrawiam Jan
-
Rybki łowił mój ojciec i łowie ja tak przez 44 lata. Urodziłem się w Gdańsku i w Brzeżnie się wychowywałem więc nad morzem spędzałem sporo czasu jako plażowicz ale i jako wędkarz. W latach mojej młodości ojciec zabierał mnie w rejony Kociewia i Kaszub na ryby które łowiliśmy w jeziorach na wędki wykonane z leszczyny i zimą z pod lodu na błystki wykonane samodzielnie. I tak właściwie wędkarstwo moje opierało się głównie na jeziorach. Cisza, spokój i ja z ojcem lub sam wpatrzony w spławik czekający na branie. Ale też wędkarstwo morskie nie było mi obce, jakże różne od teraźniejszego. Łowiliśmy z ojcem z mola w Sopocie piękne morskie okonie na spining wykonany z kawałka bambusa z wielkim ruskim kołowrotkiem na spławik zakładając na haczyk kiełże. Później po 1970 r gdy budowali Port Północny jeździliśmy łowić morskie płocie z kamieni jakie wrzucano do morza do budowy pirsu, oczywiście na spławik. Tak z tym batem i spławikiem wędkowałem przez długie lata na jeziorach, czasem na Wiśle bieżącej, martwej i kanałach ale też wiosną jak śledź pojawiał się w Porcie Północnym na tarło to pojawiałem się i ja. Tak te śledźie łowiłem jeszcze w okresie stanu wojennego kiedy można było jakoś do Portu Północnego na pirs wejść. Później już nie chcieli wpuszczać wędkarzy więc dałem sobie spokój i dalej jeździłem z bacikiem po słodkich wodach aż tak właściwie do 24 marca 2012 roku kiedy to za namową Bartka - Baloonstyle, wyruszyłem w raz z nim oraz innymi żądnymi wędkarstwa morskiego, na moją pierwszą z prawdziwego zdarzenia wyprawę w morze na dorsze kutrem. Na około sami koledzy więc i atmosfera była świetna. Na czele oczywiście stał wiecznie uśmiechnięty weteran wypraw morskich Bartek, przez którego złapałem "zajoba" morskiego. Radocha ze złowienia pierwszego dorsza była ogromna gdyż do tej pory dorsze widziałem w sklepie rybnym, a w tedy złowiłem na wędkę. Już po pierwszym razie prawdziwe wędkarstwo morskie wciągneło mnie do reszty, jak że inne od śródlądowego, sprzęt, przynęty, technika łowienia, umiejętność łowienia w grupie nawet ubiór trzeba było przystosować do bytności na morzu. Z wędkarstwa lekkiego trzeba było się przestawić na bardzo gruby kaliber, z przynęt 1-15 gramowych na 100-250 gram przy głębokości dochodzącej do 90 metrów. Już po pierwszej wyprawie wiedziałem co mi jest potrzeba aby poczuć ten dreszcz emocji zaciętego dorsza. Wizyta w pracowni Rodmas od razu rozwiązała moje potrzeby pod względem odpowiednich wędek a resztę uzbrojenia rozwiązali chłopaki z Lotni, tak na początek bo wiedza i doświadczenie przychodzi z czasem z każdą wyprawą. Trzy tygodnie nawet wytrzymałem i zabierając ze sobą Bartka meldujemy się tym razem na szybkiej łodzi Marinero. To już nie był duży kuter a jazda bez porządnego trzymania groziła po prostu wypadnięciem. Mała łódka, ośmiu wędkarzy no i nowe doświadczenie oraz rady Bartka i jego uśmiech nie ocenione. Mija tydzień i zabierając ze sobą Bartka i Jarka - Minus meldujemy się w nocy w Kołobrzegu, na jednostce Pelikan aby wypłynąć na dwudniową wyprawę na Bornholm. Wygodna kajuta pod pokładem koje gdzie smacznie mi się spało aż mnie obudzili śniadaniem na wodach Bornholmu.Cały dzień łowienia z przerwami na posiłek przynosi nowe doświadczenia na innym nowym łowisku. Połowiliśmy Duńskich dorszy w świetnej atmosferze kolegów odwiedziliśmy port Nexo i na drugi dzień łowiąc po drodze zresztą z marnym skutkiem wróciliśmy do Kołobrzegu. Jak później doszliśmy do wniosku że ryby w tej wyprawie nie były najważniejsze, a wspaniała atmosfera w śród nas no i nowe doświadczenie. Bakcyl morski opanował mnie na dobre więc byłem częstym gościem we Władysławowie zabierając ze sobą czasem córkę która tak jak ja polubiła morskie łowienie. Udało mi się zorganizować wyprawę w pierwszą rocznicę istnienia forum na której zostali ochrzczeni nowicjusze Rok 2012 zakończyłem 36 wyprawami na morze przeważnie z Władysławowa ale i na Zatokę Gdańską zdobywając coraz to nowe doświadczenie, łowiąc na różnych jednostkach i różne dorszyki. Większe i mniejsze przeciętnej wielkości wyrabiając przy tym sobie opinie o jednostkach i szyprach nimi pływającymi. Od początku roku 2013 zająłem się modernizacją łodzi kupioną w raz z kolegami jeszcze jesienią, ale mimo dużego wkładu pracy znalazłem czas na wypady z kolegami na Zatokę Gdańską. Modernizacja łodzi trwała do połowy kwietnia i wreszcie wodowanie,chrzest i łódka gotowa do pływania, a z nią nowe możliwości i doświadczenia wędkarstwa na Zatoce Gdańskiej. Trzeba było ją najpierw poznać więc początkowe efekty były wręcz zerowe, no może poza śledziem którego trochę łowiłem gdy wracałem bez ryby z Zatoki ale on mnie w tym okresie nie interesował. Po nad to wypływałem na morze z Władysławowa ale już tylko dwoma jednostkami łodzią Marinero, gdzie można było sobie połowić już ładne dorszyki, oraz dla relaksu jednostką m/y Ostry gdzie jest pełen katering, zabierając ze sobą tym razem syna. Większość jednak czasu poświęcałem łowieniem rybek w Zatoce Gdańskiej na własnej łodzi gdzie metody łowienia i sprzęt w pewnym stopniu różni się od wędkarstwa na pełnym morzu. Poznawałem przez ten rok Zatokę, miejscówki, łowienia na gumowe przynęty wykonane prze zemnie przez innych oraz wszelakie twistery i kopytka. Też od czasu do czasu przyjeżdżałem do Władysławowa na rejsy po morzu i jak była możliwość podziwiałem wschody słońca Rok ten obfitował wypady na Zatokę Gdańską jak i na morze, 44 wypad na początku września pamiętam a później już straciłem rachubę w tym liczeniu a z resztą i po co. Zatoka to obszar nie obliczalny zarówno w rybę jak i pogodę, a co przyniesie rok 2014 - zobaczę. Pozdrawiam Jan.
-
Rybki łowił mój ojciec i łowie ja tak przez 44 lata. Urodziłem się w Gdańsku i w Brzeżnie się wychowywałem więc nad morzem spędzałem sporo czasu jako plażowicz ale i jako wędkarz. W latach mojej młodości ojciec zabierał mnie w rejony Kociewia i Kaszub na ryby które łowiliśmy w jeziorach na wędki wykonane z leszczyny i zimą z pod lodu na błystki wykonane samodzielnie. I tak właściwie wędkarstwo moje opierało się głównie na jeziorach. Zobacz cały artykuł
-
Ja też się dołączam aby nadchodzące Święta przebiegły w spokoju i radości rodzinnej a przede wszystkim w zdrowiu.
-
Najtańszy i najlepszy silnik do łodzi na płytkie rzeki.
okno odpowiedział SCHWIMMWANNEN wna temat w Testy sprzętu wędkarskiego
Andrzej z gówna bata nie ukręcisz. Wszystko swego potrzebuje. -
Ja mam jedną odpowiedź że i w następnym roku też nie wykupię składek, zatoka taniej kosztuje.
-
Szkoda pieniędzy i paliwa na Bornholm
-
Łodzie - budowa i serwis
okno odpowiedział grzybek wna temat w Warsztat wędkarski-naprawa, majsterkowanie.
Dzięki Andrzej za dobre chęci, już czytałem wszystkie części -
To nie umieliście łowić.
-
W zeszłym tygodniu w czwartek byłem z Gufim ale nic specjalnego. Głębokości 35 - 45
-
Witam A ja dziś sobie dorszyki połowiłem na zatoce, nawet wymiarowe brały i po dwa się czepiały a brały na wszystko chociaż daleko od brzegu ale jeszcze na płytkim. Pozdrawiam Jan
-
Witam Warto,warto Calvuss bo to jest Nogat. Ja już dawno o tym wiem. Pozdrawiam Jan
-
Witam Daj cynk kiedy płyniesz popłynę i ja. Albo kiedy chcesz płynąć, jak będzie pogoda to popłyniesz.
