Podobnie jak kolega ze spławika zaszalałem ze spinem, pierwsza styczność ze spinem była dziwna, mimo całego kompletu błystek, nic nie złowiłem pierwszy raz, tylko urwałem dwie blachy, aby było śmieszniej, zaczynałem na blaszkę na belonę, a łapałem na wodzie stojącej, Potem wkurzony przeszłem, na obrotówki, kupiłem za 20 zł błystkę ABU Droppen w niebieskie kropelki, potem w czerwone, i jeszcze jedną o paletce pomalowanej na biedronkę. Błystki 5 gram. Kolejny wypad na zbiornik, był z innym podejściem, bo na sucho na trawniku poćwiczyłem rzuty, i mogłem wachlarzem obłowić swoją okolicę/stanowisko. Jednak znowu nic nie miałem. Chciałem połamać kija, i sprzedać blachy, ale zabrano mnie pod Wronki na prywatne jezioro, i tu zdziwienie, błystki obrotowe ABU zadziałały, miałem dwa szczupaki, średniaki, ale na początek zawsze coś, dziwiło mnie, że dziadkowe Droppeny hit lat 70 i 80 działały, oczywiście lacha była nowa. Gadając z właścicielem łowiska, znalazłem u niego porady na temat błystek itd., od tego momętu spin mi się spodobał, minusem było brak rozwieracza i szczypiec, a nauczką dziabnięcie mej ręki przesz esoxa młodego.
Do gumy się długo przekonywałem, jestem wierny znanym blachom polskim i zagranicznym, jednak obcowanie i szwędanie się z wędką po akwenie wodnym jest najciekawsze, i relaksujące.
Widać, że rybki są z okolic litoralu, i moje były ciemniejsze a okoń trzcinowiec fajny i esox