Jump to content

[Portal] Szczepan, płocie, krokodyl i blondynka


Guest Ozet
 Share

Recommended Posts

Płocie brały lepiej niż zwykle.Jesień rozgościła się na dobre,znacząc swoje piętno całą paletą barw,na okolicznych klonach,dębach i krzewach kaliny.Szczepan nie delektował się urokami jesiennej przyrody i starorzecznego krajobrazu.Przygnał go tu pierwotny,odziedziczony po dalekich przodkach,atawizm myśliwego.Był tylko on,łowisko i płocie. Świat z całym swoim zgiełkiem i medialnym szumem, przestał istnieć. Zarzucał płynnie i dostojnie zestaw odległościówki w upatrzone miejsce, by za moment podciągnąć go w zanęcone pole, jednocześnie zatapiając żyłkę. Brania były pewne. Jego ulubiony waggler, co chwilę płynnie po skosie, odjeżdżał pod wodę. Niemal każde zacięcie, kończyło się jakże miłym dla oka i wędkarskiej duszy, pulsowaniem szczytówki. Miał w zanęcie tylko dużą płoć, 30-35cm, pojedyncze sztuki ocierały się o czterdzieści. Nie dziwiło go, że równie dobre brania miał na jedno ziarno kukurydzy, jak i na dwa pszenicy. W końcu właśnie tymi ziarnami nęcił, na łagodnym stoku podwodnej górki. Owszem, dziwiło go że udało mu się zwabił tyle grubych płoci naraz. Zwykle te duże, trafiały się jak rodzynek w cieście wszelakiej drobnicy. Złowił już kilkadziesiąt sztuk i choć wiedział że większość z nich wypuści, jak zwykł czynić, łowiecki instynkt kazał mu trwać na stanowisku. Nagle brania ustały jak nożem uciął. Wraz z zanikiem brań, ustał świdrujący w uszach rechot żab. Zaprzyjaźniony piżmak, chrupiący z apetytem łodygę tataraku, w pół posiłku czmychnął do swej nory. Zdawało mu się nawet, że ucichł nieco metaliczny szum przybrzeżnej trzciny, mimo lekkich powiewów wiatru od zachodu. Szóstym wędkarskim zmysłem, Szczepan wyczuwał bliżej nieokreślone, czające się niebezpieczeństwo. Nagle kątem oka zauważył pierzchającą na boki drobnicę, od leżącego w wodzie pnia dębu w kierunku jego stanowiska. Pochylił się nad wodą, wypatrując co za czort? W tej samej chwili z wody wyłonił się szarżujący krokodyl. Szczepan nie był ułomkiem a i na refleks nie narzekał. W młodości był niezłym zapaśnikiem, więc błyskawicznie rzucił się na gada, objął wpół i z impetem odrzucił za siebie. Usłyszał jak cielsko bestii, walnęło o ziemię za jego plecami. Ze snu wyrwał go, odbiegający z podłogi, głos żony :

-O Boże,chyba się połamałam!

Szczepan oprzytomniał natychmiast, zerwał się na równe nogi, aby pomóc swojej blond piękności.

-Przepraszam kochanie, ale znowu śnił mi się ten krokodyl...Tłumaczył się ze skruchą, podnosząc żonę.

-Szczepuś, tym razem to chyba nie twoja wina, bo mi się śniło że wypadłam z krzesełka na karuzeli.

Konin. 23.01.2014r.

 

Link to comment
Share on other sites

  • 1 month later...

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Loading...
 Share

  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...