Jump to content

O boleniu słów kilka.


Recommended Posts

Hej. 

 

Jako że do maja zostało trochę czasu postanowiłem napisać taki mały poradnik o łowieniu tych sportowych rybek.

W wolnej chwili będę dodawał kolejne posty, a od maja filmy bo kupiłem kamerkę sportowa :)

 

Dziś napisze o woblerach bo praktycznie na nie tylko je łowie, wyjątkiem jest wczesna wiosna ale to całkiem inny temat.

Wyróżnimy 2 typy woblerów:

 

-Bezsterowce,

-Klasyczne (ze sterem),

 

Wkleję zdjęcie woblerów używanych w tamtym sezonie które zdobywały rapy.

 

b3542560441e2bbegen.jpg

 

 

Woblery boleniowe maja kilka cech wspólnych mianowicie swoją prace( bardzo drobna/migotliwa i czasem potrafią odskoczyć na jakiś bok),  spora wagę co daje im lotność. Zdarzają się woblery lżejsze i pływające.

Kształt to już wola twórcy ale zazwyczaj zbliżony do uklejki(podstawowy pokarm aspiusa).

Co do wielkości to wiosna  i latem lubię łowić na woblery od 4cm do 7cm co daje najwięcej ryb.

Jesienią i zima  za to skuteczniejsze są woblery większe od 7cm do 10cm.

 

Za jakiś czas napisze o sprzęcie którym łowie. 

Edited by DawidGorzow
Link to comment
Share on other sites

Dziś napisze o sprzęcie pod bolki.

 

Łowie tylko z brzegu na dwóch rzekach. To też nie będę pisał o wędkach na łódkę czy ponton.

 

Minimalna długość wędki boleniowej to 270cm , długi kij przydaje się przy łowieniu z brzegu, bo nie raz trzeba będzie kucnąć gdzieś w krzakach czy trzcinach. Kolejna zaleta długiego kija to zasięg rzutu przynętą. A to przy boleniach spora przewaga, bo to płochliwe stwory.

Przetestowałem kilka długości wędek od 270cm do 310cm i najlepiej łowi mi się 290cm.

 

Kolejna sprawa to ciężar wyrzutowy, optymalny to 20g, nie pisze to o dość ciężkim łowieniu późnojesiennym czy zimowym bo to inna bajka i dopiero się tego uczę.

Ja łowie kijem do 10 Lb czyli 16g, i to w zupełności mi wystarcza gdyż używam przynęt od 3g do 17g.

 

Wędka nie powinna być sztywna bo branie aspiusa jest gwałtowne, 60`tak ostro potrafi wytargać wędkę. Najlepiej gdy kij ma akcje Moderate fast lub Moderate szczególnie ważne przy użyciu plecionek. Przy takiej akcji ryba szybciej się podda i da nam sporo zabawy.

 

pre_1422959258__akcje.jpg

 

 

 

Napisze kilka słów o wędce ktorej używam od 2 sezonów, służy mi główie do łowienia rap, ale czasem lubie wyskoczyć na klenie czy jazie.

Jest to spinning na Polskim blanku Blaas F SLF9610-2 (290cm i cw. 10Lb) o akcji Moderate Fast.

Kij ładuje sie od przynęt 3g a i 17g woblera sie nie boji. Czuć każde trącenie przynety o dno/trawe czy rybę. Wydaje sie dość sztywny ale pod nie wielką ryba zaczyna pięknie się uginać,i nie boi się większego przyłowu bo ma zapas mocy.  

 

pre_1422951490__blass1.jpg

pre_1422959337__blass2.jpg

pre_1422959359__blass3.jpg

pre_1422959382__blass4.jpg

pre_1422959401__blass5.jpg

 

Kolejna ważną rzeczą jest dobry kołowrotek z niezawodnym hamulcem.

Sporo łowców boleni używa kołowrotków z dużym przełożeniem 6,0;1.

Mi takie przełożenie nie odpowiada, wole normlane tempo nawijania 5,2;1.

Kołowrotek powinien dobrze układać plecionkę/żyłkę bo to pomaga w oddawaniu rzutów na sporą odległość. Co do kołowrotka to każdy ma swoją ulubioną firmę i rodzaj hamulca, czy to będzie przedni czy tylny hamulec, musi być niezawodny bo nie wiemy kiedy trafimy rybę życia.

Ja uzywam Spro RedArc 10400 i jestem z niego zadowolony, w tamtym sezonie kupiłem Shimano Reranium Ci4 Fa 4000 i się nim zawiodłem.Do łowinia kleni czy szczupaków to super maszynka ale nie pod bolki. Nie pisze czemu bo nie o to tu chodzi.   

 

pre_1422960164__spro_red_arc.jpg

 

 

Mamy już prawie wszystko, została do wyboru plecionka albo żyłka. I sprawa wygląda tak, że ile wędkarzy tyle opini.

Zauważyłem ze łowiąc na żyłkę branie bolenia jest słabsze i nie wariuje tak po zacięciu, pewnie jest to spowodowane rozciągliwością żyłki i amortyzacją kija. Minusem żyłki jest jej wytrzymałość i średnica. Minimalną średnicą pod takie łowienie jest 0,18. Co się przekłada na odległości rzutowe mniejszymi wabikami i wytrzymałość. Dla tego używam tylko i wyłącznie plecionek o dwóch średnicach 0,08 i 0,12. Jak wytypowane przez nas stanowisko ma liczne trawy/krzaki czy inne przeszkody używam 0,12, jak łowisko jest czyste do używam 0,08. Takie średnice plecionek maja wystarczającą wytrzymałość, na Warcie gdzie głównie łowie nie ma tyle potworów żeby używać grubych linek. Stosując niewielkie średnice osiągamy naprawdę dalekie  rzuty które są zazwyczaj niezbędne.

Co do brania i holu na plecionce to juz sprawa wygląda sporo inaczej niz w przypadku żyłki.

Branie ryby jest naprawdę gwałtowne i tu podstawą jest umiejętne ustawienie hamulca, bo przy lekkim ustawieniu hamulca ryba uderzy w wobler i przy zacięciu hamulec odda plecionkę, a ryba zostanie nie zacięta. Jak hamulec zostanie za mocna skrecony to ryba się zatnie, ale możemy sie liczyć z urwaniem przynęty czy uszkodzeniu spina. Musimy sami wypośrodkować to wszystko bo każy hamulec jest nieco inny i to od nas zależy odpowiednie ustawienie, ja będąc na rybach zawsze sprawdzam ustawienie hamulca.

Przerobiłem sporo plecionek i ciężko trafić naprawdę dobrą, która nie gra na przelotkach jak szalona czy się nie strzępi po kilku wyjsciach.

Do mojego gustu przypadła dość droga plecionka Daiwa Tournament 8xBraid jest naprawdę śliska co sprzyja dalekim rzutom  i bardzo ładnie się układa na szpuli a w dodatku jest naprawdę mocna.

Każdy sam sobie już dobierze co mu gra, czy to będzie żyłka czy plecionka zależy juz od nas, i co nas zadowoli.

 

 

 

[url=http://forumwedkarskie.pl/uploads/imgs/pre_1422962173__ostroga.jpg]pre_1422962173__ostroga.jpg[/

URL]

Foto typowej wiosennej zalanej ostrogi.

Następnym razem opisze obławianie ostróg.

Pozdrawiam Dawid

Edited by DawidGorzow
Link to comment
Share on other sites

OK! To i ja dołożę swoje 3 grosze. ;)

 

A ponieważ za tą właśnie rybą uganiałem się przez minimum 20 lat, to i miałem swoje pomysły/patenty i jakieś tam doświadczenie. Już o tym pisałem, ale na marginesie wspomnę jeszcze, że największą frajdę sprawiało mi ożywienie czegokolwiek i jakiejkolwiek bzdury, która okazywała się skuteczna na ryby.

 

Moim pierwszym pomysłem w drugiej połowie lat siedemdziesiątych była taka blaszka:

 

Boleniówka

 

Ale również ożywiałem przeróżne przedmioty codziennego użytku: 

 

Inne wynalazki

 

Pierwsza od góry, to kawałek śruby chromoniklowej Ø 6 mm

Trzecia od góry, to plasterek ze śruby Ø 8 mm

Druga i czwarta, to najzwyklejsze  w świecie elementy suwaka od ekspresu :)

Kolejna, to właśnie moja blaszka

I ostatnie dwie to kupna ruska blaszka

 

Były też woblery i inne przynęty, m.in takie:

 

post-1521-0-96625800-1422971788_thumb.jpg

 

Jeśli chodzi o moje własne, to począwszy od:

 

3. Tak, to jest boleniowy killer 5 cm. I robiłem je w dwóch wersjach: z takim nosem, jak widać oraz normalnie z całą głową/nie ścięty. Wobler jest tak mocno dociążony, że można nim bardzo daleko rzucić. Wpada do wody jak kamień, ale jak tylko zacznę kręcić korbą, to natychmiast zaczyna smurzyć. Delikatny ruch szczytówką powoduje krechę na wodzie, lekki odjazd w bok i pluśnięcie. Hasło do ataku!

 

4. A takiego Thrilla Salmo widzieli? Dalekosiężny a'la popper, własnego pomysłu przeróbka. Praca w zależności od prędkości prowadzenia przynęty. Idzie i po powierzchni wody i zanurzony głębiej.  ;)

 

5. Również przeróbka wg własnego pomysłu. W oryginale wobler Jaxona SDR. Od tego woblera rozpoczynałem zawsze "czesanie" ostrogi/główki. Nigdy nie pchałem się od razu na jej szczyt, tylko jakieś 20-25 m od niego, tym właśnie popperem rozpoczynałem obławiać najbliższą okolicę szczytu główki - na zasadzie "najciemniej jest pod latarnią". Wobler posyłałem blisko główki i wzdłuż niej, rzucając w warkocz. Brania najczęściej następowały na pograniczu warkocza i tej spokojniejszej, ale i też zupełnie na spokojnej wodzie. Dopiero po obłowieniu tego fragmentu wody przechodziłem dalej, wydłużając zasięg, ale i kolejno zmieniając przynęty aż do dalekosiężnych. ;)

 

6. No i tu jest asior nad asiory, ale nadal objęty tajemnicą. ;) Tym woblerem mam największy zasięg rzutów. Wpada do wody jak ołowiana kula, ale już wolne prowadzenie wynurza go. Przy odpowiednim sposobie prowadzenia, może iść zarówno głębiej, jak i też delikatnie czasem smuży, a przy odpowiednim ruchu kija robi krechę, odjeżdża lekko w bok i wykonuje charakterystyczne dla uklei pluśnięcie. Widziałeś pewnie nie jeden raz nietrafiony atak bolenia w ukleję? To ten wobler zachowuje się tak jak ta ukleja robiąca krechę, unik w bok i pluśnięcie. Ten wyzwala najdziksze instynkty w boleniach.  ;)

 

7. Ten "woblerek", to nic innego, jak wypiłowany z kwadratu aluminiowego kształt rybki i zamocowane w nim oczka. W latach siedemdziesiątych też killer. ;)

 

8. Podlodówka holo Jaxona. :)

 

9 i 10. To już opisane wcześniej przynęty.

 

Natomiast, jeśli chodzi o sprzęt do połowu boleni, to ja najlepiej wspominam kijek paraboliczny 5-20 g, o długości 3 m. Ale wyłącznie z żyłką 0,20 mm - więcej mi nie było potrzeba. O kołowrotkach się nie rozpisuję, bo było ich wiele i różnych. Hamulec ustawiałem lekuchno, bo miewałem przypadki, że boleń zabierał mi przynętę - przy kopnięciu zrywał żyłkę.

Podczas brania, ten kijek po prostu pięknie się składał w okrąg, nigdy nie miałem potrzeby zacinania tej ryby, gdyż walnięcie jest takie, że zapinały się same. Na kijach o akcji szczytowej, miałem wiele spadów i nietrafionych ataków, na paraboliku się nie zdarzają. I wiem, że niektórzy "łofcy" pogardliwie nazywają te kijki krowimi ogonami, łytami, etc, ale mnie to akurat wisi. Ja sobie doskonale nim poczynałem, a i na długość rzutów nie miałem prawa narzekać. Spróbuj kiedyś, a na pewno się zakochasz w "krowim ogonie". ;)

 

Ps. Jeśli chodzi o przynęty, to jeszcze nie wszystkie tutaj pokazałem. Mam jeszcze i większe od tych bo 7-8 i 9 cm, ale nie chce mi się pedałować do kanciapy po pudełka i szukać ich. 

 

Połamania!

Edited by Jotes
Link to comment
Share on other sites

Moje wędkowanie to obserwacja :), Jeśli upatrzę sobie główkę na której jest bolo a zazwyczaj nie jest sam, obserwuje jego ataki przez kilka min. maja zazwyczaj ta sama trasę i atakują w tych samych miejscach potem szybko czmychają do kryjówki najczęściej jest za szczytem główki albo w okolicach.

Jak już wiem jaką ma trasę to staram się przeciąć jego drogę woblerem. Zazwyczaj na jednej miejscówce zmieniam kilka woblerów jak nie ma brań i kombinuje z prędkością jaką go ściągam, czasem po kilku metrach pauzuje na chwilkę albo przyspieszam, podszarpuje i dalej ściągam. Kombinuje też z zanurzeniem woblera bo nie zawsze chcą wcinać z powierzchni. 

Link to comment
Share on other sites

Moje wędkowanie to obserwacja

 

Dokładnie! A jeszcze dokładniej, to ustawiczna obserwacja przynęty. Począwszy od momentu wyrzutu, aż do dociągnięcia jej pod nogi. Na bankowych miejscówkach, gdy już nabrałem wprawy, nigdy nie rozpoczynałem od obserwacji wody. Ot, kilkunastosekundowy rzut oka i do boju. Po wyrzuceniu przynęty zawsze obserwowałem jej lot, a kabłąk zamykałem, gdy znajdowała się 1-2 m nad wodą. Żyłka się prostowała, a przynęta delikatnie siadała na wodzie. Od tej pory nie spuszczałem jej z oczu. Kij na godz 1 i ściąganie w różnym tempie, od czasu do czasu delikatny ruch szczytówką (do góry, na dół lub w bok), by sprowokować branie. Po takich ruchach szczytówką, moje przynęty robiły to coś, co wyzwalało w boleniach najdziksze instynkty: delikatnie zasmużył, zrobił krechę na wodzie, unik w bok i pstryknął na powierzchni jak uklejka. To zawsze działało. Czym przynęta bliżej, tym niżej szczytówka. I żeby przynęta była nawet szczerozłota, to nie tyle ona najbardziej działa na bolenia, jak właściwe ruchy jej nadane, jej zachowania i prędkość prowadzenia - czyli wędkarz najbardziej prowokuje branie. Nigdy nie prowadziłem żadnej przynęty w ekspresowym tempie, takie opowiadania wkładam między bajki. Owszem są brania, ale jest ich mniej.

Jeśli po kilkunastu rzutach nic się nie działo, to siadałem sobie na kamieniu/ziemi/trawce i dopiero obserwowałem wodę, ale kijek tuż przy ręce, gotowy do rzutu. Jeśli zaczęły buszować, to znowu je nękałem przynętami. Rozpoczynałem od "krótkodystansowych" i kolejno przechodziłem do tych dalekosiężnych wabików. Moja ulubiona godzina na bolenia, to od 18 do 21 w lato, począwszy od 1 maja. Najlepsze były słoneczne dni. Jedynie w dni wolne od pracy leciałem nad wodę już z rańca. Nigdy też nie pełzałem, nie czołgałem się i nie kryłem za krzakami, tylko normalnie podchodziłem wyprostowany.

 

Ot, takie moje własne doświadczenia. ;)

Edited by Jotes
Link to comment
Share on other sites

No to żeby temat żył ;)

Moja historia z rapami zaczęła się na początku lat 80-tych, Miałem dobre podstawy, bo znajomych speców od tej ryby było nad Wisłą sporo. Najlepszy z nich był Rysio "Rapka" Kowalik. To on wcześniej wymyślił, a na początku lat 90-tych opatentował i wprowadził do sprzedaży błystkę o nazwie "Torpeda" Goglownica nic o niej nie wie, ale starsi wędkarze mogą pamiętać - ołowiana lub zrobiona z innego metalu łezka, a za nią aluminiowe śmigiełko oparte na koraliku i kotwica przylutowana na sztywno do drutu będącego osią błystki. Niestety, nie zachowała mi się choćby jedna sztuka na pokaz. Błystka ta była prezentowana kiedyś w WW.  Rysio pracował w Zakładach Mechaniki Precyzyjnej więc miał dostęp do maszyn i materiałów o jakich zwykłemu zjadaczowi chleba się nie śniło. Robił błystki w kilkudziesięciu kształtach i kilku kolorach.  I to dzięki jego wiedzy okazało się , że łowienie rap nie jest wcale trudne. Do dziś pokutuje wśród rapiarzy mit , że przynęta zawsze musi mieć kolor zbliżony do naturalnego pokarmu rapy czyli uklei. Wedle moich doświadczeń, nie zawsze  Dobre wyinki mieliśmy na błystki mosiężnie i miedziane lub na łączące kolory np. z jednej strony miedź, a z drugiej cyna. W słoneczne dni sprawdzały się również te malowane na CZARNO. Kij z pełnego włókna. Kołowrotków już nie pomnę ile  zajechałem. Długo utrzymał się Mitchel zdaje się 303 i węgierski Neptun. Żyłka 0,20 - 25 i tak jak pisał Jotes, rozkręcony hamulec, bo jak się stało po jajka w wodzie na przykosie, a rapka siadła na żyłce długości wędki był tylko gwizd...
Nie wybieram się specjalnie na rapy od jakichś 15lat...  Zrobiłem się leniwy ;)  Czasem jakąś upatrzę przy okazji i udaje mi się ją złowić na najprostszą możliwą przynętę, jakieś małe kopytko, płytko schodzącego sandaczowego woblerka albo na  białego, powtórzę białego, a nie perłowego z odcieniem łososiowym ;) 7cm twistera Mannsa.
Na "mojej Wiśle" były dwa sposoby łowienia tej ryby. Pierwszy dla wytrwałych, to łowienie na proste błystki ołowiane albo  z trzonka  łyżeczki do herbaty, z blachy kwasówki, z rozklepanej ołowianej oliwki, itp.  Było to łowienie w szybkim nurcie. Za przykosą. Na przelewie. Za rafą. Za przelaną w czasie przyboru główką. W warkoczu. Robota prosta i monotonna ale skuteczna - jak najdalej pizgnąć i jak najszybciej ściągnąć. Ruchy wabiące szczytówką wskazane, ale wcale niekonieczne.
Drugi sposób to podchody. Na szerokim przelewie, za główką czy w warkoczu rapy  polują na dużym obszarze. Tak jak napisał Dawid, mają swoje trasy, ale nie stałe, są zależne jak przemieszczają się stada uklei. Uderzenia można się spodziewać na długości rzutu jak i kilka metrów od nóg. Rapy są w ciągłym ruchu i tu właśnie skutkuje szybko prowadzona - szukająca ich prosta błystka. Oczywiście tez  nie zawsze. I na szerokiej wodzie potrafią żerować spod powierzchni albo wręcz z dna. Zależy to min. od pogody. Są też te drugie rapy, polujące z zasadzki. Ustawiają się pojedyńczo za zalanym głazem, zatopionym konarem. Pod nawisami drzew. Czy między podtopionymi przyborem krzakami. Tu już trzeba użyć innej przynęty. Przynęty pracującej w wolnym prowadzeniu - woblera, obrotówki albo małej wahadłóweczki. Te rapy wydają mi się trudniejsze do złowienia.
Przy łowieniu boleni, jak z resztą przy każdej innej rybie wskazane jest kombinowanie. Jeśli widać żerujące w jakimś miejscu rapy, koniecznie trzeba spróbować kilku wabików i rodzajów prowadzenia. Dać łowisku kilka minut odpocząć. Czy ukryć się. Usiąść lub kucnąć. Czołgać już może niekoniecznie, chociaż widziałem nad Wisłą i takie zabiegi :D

Najwyższa szkoła jazdy, to łowienie tych rap, których żerowania nie widać. Zwłaszcza  późną jesienią. Kto je znajdzie ten ma żniwa w październiku. Doświadczeń z rapami w stojącej wodzie mam niewiele. Kilka w portach na wahadełka własnej roboty. Złowiłem też ich trochę w Zalewie Zegrzyńskim. Z brzegu. Na Gnoma 0. Ale to było w czasach kiedy jak już pisałem było tyle ryb, że zakładając przynętę trzeba było się za drzewo chować :)
Z dawnych przynęt wspominam jeszcze błystkę ABU Toby. Przeznaczona przez Szwedów na łososiowate skusiła mi parę wiślanych rap.

Wygrzebałem marne resztki złomu po dawnym rapowaniu. Błysteczki które sam robiłem. Wycinałem z mosiężnej blachy, klepałem "na kolanie". Srebrzyłem cyną. Rapóweczki... a na niektóre połowiłem kleni, ale to inna historia. I kupne błystki. "Gnom", "Cefal"  i miniatura "Wydry" nazwy niestety nie pamiętam. Zerknijcie. Tak to się kiedyś robiło na Wiśle... :)

Zapomniałem położyć na fotce czegoś dla porównania. Najdłuższa błystka ma 5cm.

 

post-1110-0-41246000-1423029843_thumb.jpg

post-1110-0-55161400-1423029856_thumb.jpg

 

 

Link to comment
Share on other sites

Brawo Spławiku! Jeszcze Ci została cała masa starego "złomu". Pamiątki z dobrych lat. Czapka z głowy. ;)

Ja do pewnego momentu robiłem wszystko od podstaw, a potem się wycwaniłem, kupowałem jakieś gotowe, upatrzone woblery (nawet SDR) i z lenistwa tylko przerabiałem. A i bałaganu w kuchni mniej.

 

Robiłem kiedyś też ołowianki na wzór tej mojej blachy z kwasówki. Najpierw robiłem stelaż z drutu 0,5 mm, a potem docinałem z blachy ołowianej grubości 1 mm podwójny kształt, składałem na pół, wkładałem w środek stelaż i zaklepywałem lekko. A potem delikatnie pilniczkiem opiłowałem i gotowe. Ołowianki były niezastąpione w bardzo słoneczną pogodę, jak na dworze była prawdziwa żarówa. 

Do blachy chromoniklowej/kwasówki miałem nieograniczony dostęp z tek racji, że pracowałem w zakładach chemicznych, w których wszystko opierało się na kwasówce, ołowiu lub aluminium. Blachy od 0,5 mm do 3 mm miałem pod dostatkiem, Ciąłem sobie odpowiednie paseczki na gilotynie i tylko potem szadkowałem na odpowiedni wymiar. Ech... to byli czasy!

Link to comment
Share on other sites

Napisze w tym poście jak obławiam klasyczna ostrogę(główkę).

Będę podpierał się załączonym obrazkiem :) nie jest to szczyt piękności ale widać co nie co.

 

pre_1423123977__ostroga1_-_kopia.jpg

 

Zanim zacznę posyłać wabie to trochę obserwuje, jak nic się nie dzieje(nie widać żerowania) to postępuje jak w załączonym obrazku.

 

W pierwszej kolejności wykonuje rzuty z brzegu na napływ (kreski kolory czarnego) nie wykonuje 3 rzutów tylko więcej w zaznaczonych kierunkach.

 

Potem przechodzę na stronę za-pływową i rzucam w kierunku napływu (kreski koloru szarego).

 

Następnie wchodzę na polowe główki(kucam żeby być mniej widoczny) i obławiam łaszke, linie brzegowa w klatce, (kreski koloru pomarańczowego).

 

Ostatnim etapem jest obławianie ze szczytu główki(tez kucam), napływu, warkocza(przy nim poświęcam sporo czasu). (kreski koloru fioletowego).

 

A pewnie ktoś napisze po co kucać, boleń jest nie płochliwy bo zdarza się ze wariuje pod samymi nogami wędkarza... no tak ale kto nie próbował takiego złowić? Pewnie każdy i efekt zazwyczaj taki sam, nie chce zakąsić żadnej przynęty.

Boleń ma bardzo dobry wzrok i kucając rzucamy mniej się w oczy, czasem rapiszon robi podchody do wobka na kilka razy(widać to w okularach że płynie za wobkiem i nie chce go zaatakować a czasem potrafi chclapnąć pod samymi nogami). Czasem kucniecie pomaga a czasem nie, jak mam ładna rybkę upatrzoną to robię podejście na kilka razy, porzucam trochę i daje mu spokój na godzinę czasem na dwie a czasem wracam wieczorem czy rano.  

Link to comment
Share on other sites

Zwróćcie uwagę na kształt kotwicy w oryginale. W założeniu miała trochę zapobiegać skręcaniu żyłki. Kotwica ma ostrza wygięte w odwrotną stronę niż pracuje korpus. To nie jest radosna twórczość, kotwice o takim kształcie spotykało się przy obrotówkach z ciężkim korpusem do łowienia łososiowatych, głównie ABU. Dewon był też przeznaczony do tego celu. Na rapy mi się nie sprawdzał... z resztą na nic mi się nie sprawdzał ;):D

Edited by Splawik66
Link to comment
Share on other sites

Ciekawy szczegół z tym przeciwnym wygięciem kotwic! Może 2 krętliki rozwiążą problem?

A rosjanie łowią na to piekne szczupaki.

Bardziej zaawansowany devon ma dwa wirniki obracajace się w przeciwych kierunkach i wtedy nie ma skręcania linki.

Ja próbowałem z zamontowanym wiatraczkiem przed albo za wabikiem, ale nie starczyło mi samozaparcia na dłuższe próby.

post-604-0-40467500-1423695123_thumb.jpg

post-604-0-25674700-1423695189_thumb.jpg

Okonie szły za tym z zainteresowaniem, ale szczupaka i belony nie trafiłem.

Ten drugi haczyk to był na morskie próby co jest legalne.

Edited by kris1313
Link to comment
Share on other sites

Widzę że macie w swoich pudełkach niezłe skarby,  mi na Warcie nie sprawdzają się wahadłówki, prędzej male kleniowie woblery. 

Chyba raz tylko na wahadłówkę złapałem bolka, ale już jej nie mam bo pewnie gdzieś została na drzewie czy krzakach.

Link to comment
Share on other sites

  • 1 month later...
  • 1 month later...

Witam. Ja boleniowanie zacząłem w tym roku więc jestem świeżak w temacie.

Mam już na koncie jedną sztukę i się zakochałem w tej rybie(szczupak przestał mnie interesować).

Łowię głownie na Biebrzy.

Pytanie mam takie: 

Jeśli nie widać żerowania to na co należy zwrócić uwagę wybierając miejsce do wędkowania. 

Do tej pory obławiałem przejscia z szybkiego nurtu na spokojny, przy przeróżnych zawirowaniach lub miejscowe wypłycenia wokół szybkiego nurtu. 

Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...