Skocz do zawartości

Splawik66

Forumowicz
  • Postów

    297
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Splawik66

  1. Zmień porę łowienia. W nocy krasnopiórki nie będą przeszkadzać... Kup, namocz i ugotuj kukurydzę pastewną. Można nęcić łubinem. Na początku z umiarem - kilka garści. To zanęty i przynęty na większe ryby. Jeśli łowisz blisko brzegu pozostań przy spławiku, to jednak bardziej subtelna metoda niż jakakolwiek gruntówka czy inny feeder .
  2. JKarpiu, ja pamiętam Twoje śmierdziuchy w Halinowie. Z samochodu waliło już po otwarciu drzwi Ale trzeba przyznać - pokazałeś jak się łowi karpie. Pozdrawiam
  3. I po raz kolejny praktyka dała prztyczka w nos teorii Tak trzymaj. Masz punkt
  4. Nic nie szkodzi Widać co potrzeba. Czerwone robaki spełniły zadanie ?
  5. Nauka kosztuje, ale wreszcie zaczynasz zadawać dobre pytania. Zaczynamy od - gdzie? --> jak? -> kiedy? -> dlaczego? -> później długo, długo nic i wreszcie CZYM ? Nikt Ci o tym nie napisał?
  6. Obejrzałem galerię. Cuda. Biżuteria normalnie. Jeśli będą choć w 10% tak skuteczne czyli łowne jak ładne - ryby mają przesrane....
  7. A może wyglądać np. tak: Znajomy znajomego tydzień temu stracił wszystkie dane
  8. "Szukajcie, a znajdziecie" No i znalazłem. Na jednej z główek w środku miasta wymacałem japońce. Rano była taka mgła, że spławik wyraźnie widziałem dopiero po szóstej. Brania zaczęły się chwilę po rozwidnieniu czyli przed piątą. Pierwsze zacinane na pamięć czy raczej chybił-trafił. Z przewagą tego trafił. Średni uciąg. Dno twarde - piach z lekkim nanosem. Spławik dwa, ciężarek trzy gramy. Zestaw przegruntowany do przystawki. Przynęta i zanęta ciasto z kaszy manny. Pierwsze zameldowały się krąpie. Grube, wiślane. Te krąpale ważą często 0,5kg. Czułem przez portki, że niedaleko nich muszą się kręcić japońce. To sprawdzony przez lata schemat. W maju te gatunki trzymają się razem, bo za kilkanaście dni, a może kilka tygodni, będą razem miały tarło. No i się sprawdziło. Dwa, trzy krąpie i japoniec. Nie były najgrubsze, ale te 25-30cm miały. Pięknie walczyły. Brania skończyły się o 8,30. Później już tylko pojedyńcze brania krąpi. Na koniec przybłąkał się jeszcze przyzwoity leszcz. Przed wieczorem wybrałem się na spacer i zanęciłem grubo. Jutro poprawka. Stan wody stabilny, powinno być dobrze.
  9. Powodzenia, a raczej połamania
  10. Nie ma problemu - ja do integracji wędkarskiej jestem zawsze pierwszy Jaź na kanale to dość trudna sprawa. Moim zdaniem intensywne żerowanie w tym łowisku ma miejsce na przełomie marca i kwietnia teraz jest już deko za późno. "Wysyp" jest zaraz po tarle. Jeśli marzy Ci się jaziowanie musisz przeprosić się z Wisłą. Pewnie słyszałeś o Spójni ? I jeszcze dobre miejsce to kamienna opaska od ul Dewajtis do nieczynnego już kolektora ściekowego czyli słynnego "Bergla". Woda od dwóch lat czysta, ale jazie zaglądają tam jeszcze z sentymentu Najlepiej próbować wolno prowadzonym, płytko chodzącym.... po zmroku. A po pierwszym, na tej opasce obowiązkowo za rapką. Ja zaczynam spiningowanie po pierwszym czerwca. Teraz szwędam się po starorzeczach. Szukam karasi, ale coś strasznie w tym roku kapryśne. Trafiłem za to kilka znośnych linków. PS A szczupaczki na Kamionku biorą w jednym miejscu, bo komuś prawdopodobnie nie chciało się właściwie przeprowadzić zarybienia.... Edyta: właśnie się dowiedziałem, że z kolektora przy Dewajtis znowu płynie syf.... coś tam podłączają do Czajki czy przełączają.... i podobno przestanie płynąć nieprędko. Miejsce spalone chyba, że ktoś lubi wędkarstwo ekstremalne
  11. Nie jestem pewien czy jedno piwo rozwiąże mi język. A tak poważnie, to jestem nad wodą jakieś 150 albo więcej dni w roku... najczęściej nad Wisłą i nad innymi wodami w bliskiej okolicy Warszawy. Obserwuję, praktykuję, szukam, kombinuję, dlatego co nieco wiem. Przy dzisiejszym rybostanie nie ma gwarancji złowienia ryby, ale zainteresowanym chętnie podpowiem co i jak żeby pomóc szczęściu na wspomnianych wcześniej łowiskach.
  12. Coś poradzimy na Twoje kłopoty z Wielką Rzeką Nie mam ostatnio czasu na pisanie, bo latam za jaziami. Szukam też karasi, ale ta kapryśna wiosna zrobiła swoje - brały jak było ciepło przed kilkunastoma dniami, teraz sporadycznie i do tego drobnica. Tarło pomieszane z poplątaniem Okonie zaczęły i przerwały. Płocie popuchnięte od ikry, a woda za zimna. Leszcze na tarliskach ale jeszcze czekają. Najdziwniejszy jest brak w stałych miejscach sandaczowych gniazd. Rano ruszam nad wodę, jak wrócę wcześniej coś napiszę. Jeśli wybierasz się na Żerań popróbuj na "patelni" przy Marywilskiej. I tam gdzie wpada kanał Bródnowski i Struga w Kobiałce - Na patelni za okoniami, w dwóch kolejnych miejscach za okoniami i jaziami Nie wiem jak teraz, jak łowiłem na kanale okonie kilerem był paproch fiolet z brokatem. Czasem tylko opad, boczny trok tylko ze względu na zasięg. Boczny trok ze smużakiem na jazia jak najbardziej .................
  13. Spółdzielnia Pracy Sprzętu Wędkarskiego "Czapla" Nazwy błystki niestety nie pamiętam.
  14. Kolorowych, radosnych, pogodnych, zdrowych, wesołych, rodzinnych, spokojnych.... i jakich tam jeszcze komu potrzeba,
  15. Jazie powoli się rozkręcają. Może poruszyła je przybierająca woda ? Chude, blade, ale skubią. Po kondycji i chimerycznym żerowaniu widać, że dopiero co skończyły tarło. Za dwa, trzy tygodnie jak się odpasą, będzie zabawa na całego. Wisła poniżej Warszawy. Przynęta - wiosenny klasyk czyli czerwony robak kompostowy zapięty białym. Ryby stoją na pograniczu stojącej i płynącej wody na miękkim dnie. Głębokość ok 1,5m. Nęciłem symbolicznie kukurydzą z puszki. Luzem.
  16. Miejsca ogólnie znane i dostępne, to żaden sekret. Mam nad Wisłą kilkudziesięciu stale praktykujących, godnych zaufania czyli w miarę prawdomównych kolegów/znajomych. Wystarczy kilka telefonów... Dobry wywiad to podstawa.
  17. Od kilku dni ryby biorą z główki pod mostem Śląsko-Dąbrowskim. Szału nie ma, ale dwa leszcze, kilka płoci i krąpi to standart. Na spławik. Przynęty - pinki lub białe robaki. Warto mieć kuku, bo biorą na nią najgrubsze płocie. Na grunt z wysepki przed mostem od dwóch tygodni biorą leszcze i krąpie. Bez szału. Koszyk i czerwone robaki na haczyk. Port Czerniakowski głównie drobnica i jako bonus pojedyńcze japońce. Port Praski - woda tragicznie mała jednak leszcze są i biorą. Od strony Stadionu. Tu jest potrzebna odległościówka. Jeź Kamionkowskie - drobne, okołowymiarowe linki z tegorocznego zarybienia. Plus pojedyńcze i sporadycznie grube płocie, karasie i kilogramowe leszcze. Jeśli nad "Balaton" masz blisko próbuj. Główki na Wiśle w 90% na razie puste. Ryby wyniosły się z zimowisk, ale jeszcze nie rozproszyły....
  18. Mieszańce gatunków nie są niczym dziwnym lub nowym. Ja się obawiam, że chodzi o coś innego. To co zostało pokazane w tym wątku bardziej wskazuje na zmiany genetyczne lub niedobory w obrębie jednego gatunku. Bastardy czyli mieszańce są dosyć łatwe do rozszyfrowania, wyraźnie widać w ich budowie /kształcie/ cechy dwóch gatunków. Ryby na fotkach powyżej mają zmiany ubarwienia i tylko ubarwienia. To oczywiście tylko moja teoria. Amatorska, bo ichtiologiem jestem tylko z zamiłowania, a nie wykształcenia PS Aha, nie ma takiego czegoś jak "Karaś koi" chociaż google pokazują taki wynik wyszukiwania Właściwa nazwa , to raczej "Karaś ozdobny" wyhodowany w Chinach. Jest natomiast podgatunek "Karp koi" wyhodowany w Japonii w XIXw dorastający również u nas do wagi kilkunastu kg.
  19. Jak go drugi raz złowię, to zapytam
  20. Może na tym zdjęciu lepiej widać. To nie skaleczenia tylko żółto, czarno, jakieś tam jeszcze plamy Jedyne skaleczenie to na moim palcu
  21. Woldi, nic nie wkręcam Ryba wyglądała na całkiem zdrową - żadnych zniekształceń, wrzodów, pijawek itp. To co wygląda jak skaleczenie to rysa w innym kolorze. Może fotografia niedokładnie pokazuje. Ślady po drapieżniku, czy uszkodzenia mechaniczne zawsze zostawiają blizny, nawet łuski są w tych miejscach zniekształcone. Ten leszczyk miał po prostu żółte i czarne przebarwienia. Plamy. Jak niektóre "wybrakowane" karpie koi
  22. Samego ataku nie widziałem. Naszedłem go przy ścieżce którą wracałem. Przyjął pozycję widoczną na dolnym zdjęciu - jakby chciał schować zdobycz. Myślał, że jest niewidzialny Nie mam aparatu z mocnym obiektywem tylko zwykły kompakt więc żeby zrobić zdjęcie musiałem podejść na kilka kroków. Wytrzymał ze dwie minuty - zdążyłem nakręcić fajny filmik. I nacykałem fotek. Potem poderwał się, ale wcale daleko nie uciekł. Usiadł na gałęzi i czekał. Obejrzałem gołębia, jeszcze się ruszał... i odszedłem jakieś 50m. Ptak wrócił do opierzania zdobyczy. Żałuję, że nie widziałem samego momentu ataku, bo gołąb wydawał się podobnej wielkości jak drapieżnik.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...