witam,
przeglądając forum natrafiam co rusz na krytyczne opinie o "naszym" związku. Trochę mnie dziwi, ponieważ moje odczucia są całkiem inne. Może to przypadek i po prostu mam szczęście, że trafiłem tak jak trafiłem.
Otóż należę do PZW od niedawna, raptem 4lata. Wcześniej tułałem się po różnych komercyjnych łowiskach i powiem szczerze, że różnie bywało, tylko jedno było nie zmienne: płać i płacz, biorą ryby czy nie. Czasem bywało tak, że włąściciel kasował wędkarzy a później stawiał siatki wokół ich stanowisk. Spędzam nad wodą około 50dni w roku, średnio, czasem mniej, czasem więcej. Właściwie to więcej, od kiedy łowię na wodach związkowych. Średnio płaciłem 20zł za"wizytę" więc wychodzi mi 1000zł za sezon. Tymczasem za składkę wielkości 192zł (z łódką) mam w "ofercie" około 100 łowisk, bardzo różnych. Trochę błądziłem przez pierwsze dwa lata, w końcu skupiłem się na dwóch, jeziorze Wytczok, gdzie mam do dyspozycji łódkę, pomost i możliwość darmowego noclegu, oraz kanał Piaskowy. Jakie są zalety: znajdują się blisko 3miasta (do 30km) i są w miarę rybne. Nie poluję na okazy, cieszy mnie zwykła możliwość spędzenia czasu nad wodą. Wadą jest to, że te miejsca odwiedza sporo wędkarzy, lecz ... znalazłem wśród nich kilku przyjaciół, i prawie zawsze mam towarzystwo nad wodą. co do rybności tych łowisk, to zwykle połowię do "syta", chociaż większość ryb wypuszczam, ale są dni kiedy nic nie złowię lub niewiele. Ale takich jest coraz mniej, im lepiej poznaję łowisko.
Jestem przekonany, ze wpływ na postrzeganie PZW przez jego członków ma postawa wielu osób, które mają wpływ na to , co dzieje się wewnątrz związku, czyli władz. Z kolei ja patrzę na związek przez pryzmat mojego kola, które prężnie się rozwija, dba o interesy swoich członków, dba o wodę, którą ma pod opieką, pozostaje otwarte na "głos ludu" . Zła opinia to również niestety brak elementarnej wiedzy o funkcjonowaniu, a właściwie o zasadach funkcjonowania takiej instytucji. Jeszcze inni są po prostu zawistni, uważają że wszyscy kradną i oszukują związek czyli ludzi no niego należących.
Najwięcej do powiedzenia mają ci, którzy swoje kontakty z kołem ograniczają do jednej w roku wizyty celem opłacenia składek, a jak jest 5zł drożej to podnoszą wielki lament. Cóż, taka postawa powoduje, że nie wiem, czy płakać czy śmiać się, skoro nie wiedzą co się dzieje w ich najbliższym otoczeniu, to skąd mogą wiedzieć, co się dzieje gdzie indziej? Na poziomie ZO czy ZG?
Dla mnie związek to koło, ludzie z zarządu, widoczna nad wodą SSR, łowisko, stanica, imprezy wędkarskie... Szczerze mówiąc to mam w ... poważaniu panie i panów z ZG i ZO, póki nie ingerują w pracę koła.