Skocz do zawartości

Jotes

Zespół AS
  • Postów

    2 760
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Jotes

  1. Spoko, następnym razem się poprawisz i obejdzie się bez stawiania piwa na zgodę.
  2. A podbierakiem chcesz?
  3. Reklama dźwignią handlu! Tylko w zasadzie nie bardzo wiem, co bardziej reklamowali? Czy gumy? Czy sklep? Czy WW? Ale na pewno nie tą zalewę do kiszenia frajerów, bo nawet sam przyznał, że co do tego to nawet on nie jest przekonany (chyba działa?...), ale ręki sobie nie da uciąć za to coś.
  4. Podczas degustacji, miałem nieodparte wrażenie, że goryczka pochodzi z wołowej żółci. No, ale to nie jest dla nas żadna nowina. Okocim Cztery Chmiele, bez wątpienia cały smak związany jest z chmielem i nie wyczuwa się w nim "sztucznej" goryczki. Historyczna, jubileuszowa etykieta specjalnie postarzana. Polecam, warto czegoś takiego łyknąć po pracy.
  5. Wczoraj tak od niechcenia testowałem Ciemne z Okocimia i Kasztelan specjalny Chmielowe. To drugie bardziej mi podeszło, bo nie przepadam za ciemnym. Dzisiaj ciąg dalszy Okocimia, Cztery Chmiele. I co Wam powiem, to Wam powiem, że jest grzechu warte. Bardzo wyraziste ze świetnym posmakiem chmielu. Mi posmakowało, ale jak wiadomo, są różne gusta i guściki.
  6. Błąd! Ten temat nie dotyczy tej konkretnej metody, więc nie warto jej poświęcać czasu i nad nią się rozwodzić. Na marginesie, wspomniałem więc tylko ogólnikowo, jak ma wyglądać z założenia, ale zdania, czy tak się da, wciąż nie zmieniłem.
  7. Hmm! Kolego, żeby coś robić, to trzeba mieć jakiś konkretny i uzasadniony cel i nieco wiedzy. Materiały do produkcji wędzisk są odporne na warunki atmosferyczne, ale również mają właściwości chemoodporne, tzn nie zagraża im nawet bezpośredni kontakt z kwasami i zasadami. Jedynym najsłabszym elementem wędziska, są przelotki, gdyż robi się je z metali żelaznych, a ich powierzchnia jest następnie oksydowana, co ma stanowić zabezpieczenie antykorozyjne - i spełnia swoją rolę. Ty zastanawiasz się, czy należy myć i czym myć swoje kije po połowach w morzu (domyślam się, że w Bałtyku). Słona morska woda jest wodą miękką, a jej zasolenie (Bałtyk), nie jest aż tak ogromne, żeby po jednodniowych połowach, pozostawiło chociażby biały nalot na blanku. Zapytałeś, czy powinno się taki kijek umyć denaturatem? Nie ma takiej potrzeby, zważywszy, że denaturat jako alkohol jest przecież rozpuszczalnikiem i nie wiadomo, jak może zadziałać w dłuższej perspektywie czasu na lakier, zwłaszcza, że mogą być w nim mikropęknięcia. Odtłuszczać blank? A z czego i po co? To w miękkiej morskiej wodzie jest aż tyle tłuszczu, że kijek może się ślizgać w dłoni? Nie, nie masz się czego obawiać, a poza tym, nawet jeśli faktycznie na blanku mogą się zdarzyć jakieś śladowe pozostałości tłuszczów, to wiedz, że ten "tłuszczyk" zabezpiecza dodatkowo blank przed działaniem...soli. Na sam blank, o ile nawet pokazał by się ten biały nalot, wystarczy przetarcie suchą szmatką, bo przecież woda odparowała, pozostawiając nalot tylko na powierzchni lakieru. Jak już wspomniałem, materiały do budowy wędzisk są chemoodporne. A pewnie z chemii jeszcze pamiętasz, że nawet zwykłe mydło neutralizuje działanie kwasów, więc soli tym bardziej. Posłuchaj więc kolegów, którzy już Ci tutaj radzili, że wystarczy kijek przemyć/przeciągnąć szmatką z wodą i detergentem (płyn do naczyń). I nie musisz się z tym pieścić po każdorazowych połowach w morzu, a to już Ci też napisał kolega Jan.
  8. Krzychu, o morskich połowach, to ja nawet nie mam prawa się wypowiadać i nie wypowiem się. Całe moje wędkarskie doświadczenie sprowadza się tylko do połowów słodkowodnych. No, ale tutaj, to już raczej nie to samo wabienie. Zanęta leży na dnie, pole nęcenia jest ściśle określone i mocno zawężone. Ta zanęta ma tylko zwabić ryby, a przez swoją pracę i powolne uwalnianie wypachnionych kąsków, ma za zadanie też i utrzymanie ryb w tym właśnie polu nęcenia. Nasączona guma... No właśnie! Czy aby na pewno nasączona, bo przecież guma nie nasiąka? Nie ważne! Popsikana guma, jak długo trzyma ten intensywny zapach, zanim woda go zmyje z niej, podczas ustawicznego jej zarzucania i ściągania? "Przyganiał kocioł garnkowi, że smoli". Uparty? A Ty nie jesteś? Przecież też się upierasz przy swoim zdaniu, tylko, czy popartym jakimiś doświadczeniami w tej materii?... A na jakiej podstawie tak sądzisz? Przecież pisałem od początku, że ja już z tymi atraktorami eksperymentowałem i są figę warte. Takie jest moje zdanie, poparte jakimś tam doświadczeniem w praktyce, którymi dzielę się na forum. Nie namawiam, by ślepo mi wierzyć, zwłaszcza, jeśli ktoś ma ochotę wydać trochę kasy i przekonać się naocznie. Mało tego! Kiedyś niektóre gumy należało wrzucić na jakiś czas do wrzątku, żeby zrobiły się miękkie i lepiej pracowały lub w ogóle zaczęły pracować. Tak wygotowana guma całkowicie traciła ten fabryczny zapach atraktora, którym była spryskana, a jednak drapieżniki waliły w nią, jak w bęben. Skąd zatem taka skuteczność bez jakiegokolwiek zapachu? Reasumując: O to w tym wszystkim chodzi Krzychu. Każdy ma swoje poglądy i doświadczenia, którymi się dzieli z innymi użytkownikami forum. A już użytkownik sam zdecyduje, czy ulegać magicznym właściwościom, tego, czy innego produktu. Użytkownik forum, zdecyduje też, czy wydać tę kasę na jakiś smrodek, czy też na coś bardziej przydatnego, zwłaszcza, że w dzisiejszych łowiskach, to i granat najczęściej okaże się nieskuteczny.
  9. Hihi! Nawet proszkiem do prania nie szło zabić tego smrodku. Ja używałem atraktorów z tej serii Baitmate. Wynika więc z tego, że z Berkleyem miało tylko jedną wspólną cechę, pierwszą literę. Latka lecą, więc i skleroza postępuje.
  10. Uff! Krzychu, wszystko na opak tłumaczysz, wszystko na opak! Drop shot, to typowo "ruchowa" metoda, polegająca na ciągłym ruchu przynęty w jednym miejscu, a jak nie ma brania, to przeskakujesz w następne i tak aż do skutku. W ten sposób rybę DRAŻNISZ ciągłym ruchem i podskokami przynęty, a nie zapachem jej! To samo z trollingiem, przynętę wleczesz za łodzią dotąd, aż ryba złapie tego frajera na drugim końcu linki. I jak tak płyniesz kilometr, czy więcej, to nie ma bata, żebyś w końcu nie wciągnął przynęty w pole widzenia i zasięg ataku ryby. To nie ma nic wspólnego z zapachem/atraktorem i jego "cudownymi" właściwościami wabiącymi. Ten "cudowny/magiczny" zapach i jego "atrakcyjna" cena ma działać na Twoje zmysły i wyobraźnię i Ciebie kusić "do ataku" na niego w sklepie. Gdyby faktycznie działanie atraktora było tak cudowne, to wystarczyłoby popsikać kawałek szmaty nadzianej na kotwicę, wrzucić taki prowizoryczny "zestaw" do wody i zaczekać chwilę na branie życia. Łowiłem ja i nie tylko ja, w czasach, w których nawet muchy się jeszcze nie ganiały na temat, nie tylko owych "cudownych śpecyfików", ale i woblerów, puchowców, kogutów, a w szczególności gum, a wyniki miałem, że łezka w oku się kręci na wspomnienie tych czasów. Nie uderza, bo sposób prowadzenia tej przynęty rybie nie odpowiada - jest zbyt wolny/ślamazarny, zbyt prosty, zbyt podejrzany. Spróbuj w takim momencie zrobić gwałtowny ruch, kółeczko, czy odskok na bok taką przynętą, a na Twoich oczach dojdzie do spektakularnego ataku. Refleks wędkarza też jest ważny i odpowiednia reakcja w takim przypadku i nie jest to absolutnie moje jakieś "odkrycie". Wiele o takich sztuczkach pisano od dawna. Grunt, to nie stracić głowy w takim przypadku, bo to jest najczęstszą reakcją na taki widok. - Łooo! Widziałeś Józek? Szczupal przyszedł za przynętą, aż pod moje nogi, ale nie walnął. Łoo!... To nie ma nic wspólnego z zapachem przynęty, tylko z wiarą wędkarza i w nią i we własne umiejętności (doświadczenie!) - w 100%. Ps. Sorry, ale muszę to wykrztusić (ktoś musi!). ATRAKTORY zapachowe na drapieżniki, to doskonały wabik na frajerów. Im więcej frajerów = tym więcej kasy dla producenta.
  11. Nie Krzychu, napisałem całkiem serio i po długich obserwacjach działania atraktora, bardzo dobrej przecież firmy. Nigdy nie zaobserwowałem zwiększonej liczby brań, na przynęty nasączone tym czymś. Przynęty nie nasączane, w niczym nie ustępowały nawet na krok tym, które potraktowałem atraktorem. Czemu? Ano temu, że drapieżnika pobudza do ataku ruch i fala hydroakustyczna, a nie zapach. Ten ostatni jest akurat nie ważny, ryba najpierw atakuje, a dopiero smakuje, gdy jest już dla niej za późno. Takie są moje "drobne" uwagi w tym temacie, z punktu widzenia spinningisty z 42 letnim doświadczeniem, tylko i wyłącznie w tej jednej metodzie. Gdyby było inaczej, to figę by się łowiło na wahadłówki, wirówki, czy inne niezapachowe, bądź nietrzymające zapachu przynęty. Można mi wierzyć, lub nie, to już zależy od czytelnika - jak powiedział baca, wekując twistery i kopyta w zalewie octowej... A ja od siebie, życzę każdemu więcej wiary w przynętę i własne umiejętności, bo to gwarantuje 100% sukcesu!
  12. Jedyne przydatne właściwości takich "śpecyfików", jakie ja odkryłem stosując atraktor zapachowy Berkley'a, to właściwości smarujące mój kołowrotek. I najczęściej do tego to stosowałem, doraźnie, gdy np korbka, albo rolka kołowrotka wymagały natychmiastowego smarowania nad wodą. Właściwości wabiących ryby, nie odnotowałem. Śmierdziało toto, jak dno beczki, a dla człowieka stanowiło zagrożenie zatruciem. Od tamtej pory już nie daję się nabić w butelkę i nie wyrzucam pieniędzy w błoto. Idź do sklepu wędkarskiego, weź w rękę nową gumę i powąchaj. One już od razu są nasączane atraktorami, są aż tłuste...
  13. Polski chmiel jest aż tak dobry, że wybornie smakuje golonka duszona z warzywami, potem zapiekana i znów duszona, ale już z dodatkiem piwka. Ten posmak chmielu w mięsku, to istne niebo w gębie!
  14. - Mamo, mamo! Tata spadł ze schodów! - Ojej! I co mówił? - Mam pominąć przekleństwa? - Oczywiście! - A nie, to tata spadał w milczeniu.
  15. Słuchaj no chłopcze płaskostopcze! Nie życzę sobie byś mnie tykał i mścił się tutaj za bana, którego słusznie dostałeś już na samym początku swojej obecności na forum. Chamstwo i swoje prostactwo pokazuj na Onecie. Ode mnie WARA!
  16. Pięknie zacząłeś swoją obecność na tym forum... Szkoda mojej klawiatury! EOT!
  17. Do tego rodzaju kołowrotków dedykowane były kije castingowe (z pazurem). Tylko w ten sposób można sobie było zgrać moment rzutu, z palcem wskazującym na "cynglu" i kciukiem na guziku lub klawiszu.
  18. Spróbuj po tych danych odnaleźć te kije, żeby o nich cokolwiek przeczytać, ale użyj tylko i wyłącznie ich, tak jak nam tutaj zapodałeś. I jeszcze jedno! Jeśli zadajesz poważne pytanie, to traktuj odpowiedzi, jakie uzyskujesz z należytą powagą. Dostałeś trzy podpowiedzi. Na ile z nich odpowiedziałeś, czy Ci odpowiadają, a jeśli nie, to co w nich jest nie tak? Jak Ci dogodzić, skoro wypinasz się na nas? Ze szklanej kuli mamy wywróżyć, czy z fusów?
  19. No i widzisz, jak to wszystko może być zakłamane? Figę Ci pokazało! Niczego nie pominąłem, tylko zakreśliłem jeden zakład, a nie od razu wszystkie trzy, a właśnie w tym miejscu, poza czerwonym zaznaczeniem, stoją jeszcze dwa niezależne zakłady i każdy ma własne zasilanie. Budynek, o którym sądzisz, że jest to stacja SN, to nic innego, jak sprężarkownia drugiego zakładu. SN znajduje się pod dachem hali, którą zaznaczyłem elipsą. Nie ma napowietrznej stacji SN. Wszystko poza elipsą powstało ładnych kilka lat po tym, jak ten zakład produkował już pełną parą. Ja Cię proszę, nie cuduj! Gdyby to była aż tak skomplikowana sprawa i wymagałaby aż tak gigantycznego zasilania to tak drobny ciułacz, nie wyrobiłby na rachunki za prąd. To mój kolega (też wędkarz), bywałem w tej odlewni i korzystałem z jej usług - odlewa kotwice do łodzi (m.in!). Bazuje na żeliwie, ale ma też drugi piec do metali kolorowych w tym szajs metalu. Dla mnie koniec tematu, o wyższości ŚBN nad WN. Kogo to obchodzi?
  20. Błędnie przyjmujesz coś za regułę, za coś oczywistego. Ja twierdzę, że Google Earth figę pokaże! Coś zbytnio im ufasz... A w takim razie znajdź mi w tym zakładzie stacje średniego napięcia, sprężarkownię i chłodnię. Za moich czasów były tam dwie stacje średniego napięcia po 25 kV, 1 sprężarkownia i 1 chłodnia. Są tam też gigantyczne piece do wypału płytek, o długości 120 m każdy.Po moim odejściu ilość urządzeń wymagająca gigantycznego zasilania, zwiększyła się 2,5 razy, więc i stacji musiano dobudować. Wskaż mi minimum 1 stację SN - zaznacz czerwonym krzyżykiem (o ile je dostrzeżesz!): To jest Ceramika "Paradyż" sp. ZO.O Idziemy z postępem, nowoczesność się i do nas wkradła. Ale ja nie mogę powiedzieć, że niepostrzeżenie, gdyż nadążam za duchem czasu. Do reszty się nie odnoszę, nie chcę sporów o bzdety, nie mające dla mnie żadnego znaczenia (dla bezstronnego czytelnika tym bardziej!). Powiedzmy, że się poddaję, tchórzę (jak zwał, tak zwał) - i tak jest już OT.
  21. To tacy kolekcjonerzy zamrażarek.
  22. I słusznie, bo to nie miał być żaden spór. I niepotrzebnie się go dopatrujesz. A to, to już szczerze powiedziawszy wisi mi jak kilo kitu u sufitu. Nie marnuję czasu na pierdoły i wyszukiwanie bzdetów, po to tylko, żeby na siłę zaistnieć w temacie. Nie cierpię na przerost ambicji... O produkcji Daiwy mam co najmniej taką samą wiedzę, jak Ty - czyli żadną. Nawet do głowy by mi nie przyszło, żeby wertować internet i wyszukiwać, czy Daiwa UK ma odlewnie, czy też nie? Kogo to obchodzi? Może ma kooperanta, a może sprowadza od MŻR? Ważne, czy produkuje sprzęt wędkarski? I tak właśnie jest - produkuje! A to, czy ten sprzęt jest dobry, czy do d..., o tym to akurat ani ja, ani nawet Ty nie masz bladego pojęcia. Więc potępianie w czambuł, czegoś, o czym się nie ma pojęcia, bo najzwyczajniej w świecie żadnego ich produktu się nie posiada, nie posiadało i posiadać nie będzie, jest nadużyciem (delikatnie ujmując). To mój ulubiony fragment. I taki odkrywczy. Nie cytowałem go wcześniej, bo jak zastrzegłem na wstępie, to nie miał być żaden spór! W Google Earth, można podejrzeć, jak wygląda w Szkocji kontrola jakości, wyrobów Daiwa UK? Czy może oceniasz po wielkości filii? Ja na zwykły "chłopski rozum" wiem, że łatwiej "odsiać" buble w mniejszej firmie (manufakturze), niż w dużej (koncerny MŻR). Ja jedynie muszę się przyznać bez bicia, że podglądałem w Googlach, na forum wyczynowym, opinie na temat Daiwa UK i są bardzo pozytywne. Pewnie też i coś zganią, ale żeby tak kompletnie w czambuł, jak leci?... Jednak ja dopuszczam myśl, że mogę się mylić i niesprawiedliwie oceniać firmę, w tym i nie tylko w tym temacie, a Ty dopuszczasz?...
  23. Np ten kijek cieszy się bardzo dobrymi opiniami.
  24. Taki sprzęt omija się szerokim łukiem, a zwłaszcza, gdy już się doświadczyło na własnej skórze awaryjności ich produktów. Ja już od dawna omijam ich wyroby. Za tą kasę można już wybrać Shimano, Daiwę, Dragona, Tubertini, Trabucco, Robinsona, etc, etc. I cóż to za serwis, który woła od Ciebie kasę za naprawienie bubla? Jaxon i Dragon też ma bardzo dobry i szybki serwis, ale kasy nie woła za naprawę. Kupujesz po to, żeby karmić jeszcze serwisantów?
×
×
  • Dodaj nową pozycję...